W czerwcu w jednej z londyńskich księgarni nowa książka Leny Dunham Famesick była wystawiona wśród bestsellerów, i to tych z wyższej półki. Nie jest to zaskakujące, skoro jakiś czas temu autorka zrobiła rajd po telewizjach i podcastach i w charakterystyczny dla siebie sposób opowiedziała o tym, dlaczego dopiero dziś mogła napisać taką książkę.
I
Famesick, czyli (w wolnym tłumaczeniu, bo książka nie ukazała się jeszcze po polsku) „Chora na sławę”, jest autobiograficzną opowieścią o odzyskiwaniu własnej historii.
Dunham zaczyna od prostego wyznania. Ostatnia dekada była dla niej czasem, który trudno nazwać inaczej niż epoką przetrwania. Przyczyny wydają się dobrze znane. Błyskawicznie zdobyta sława za sprawą serialu Dziewczyny (Girls, 2012–2017), przewlekła choroba, uzależnienie od leków, rozpadające się relacje, presja sukcesu i ambicji. O tym wszystkim media pisały przecież od lat.
Różnica polega na tym, że media opowiadały historię „Dunham”, Famesick jest natomiast pierwszą próbą przedstawienia historii Leny Dunham. Książka nie tyle ujawnia nowe fakty, ile odzyskuje ich znaczenie, pokazując związki i zależności – horyzont, który nagłówki dotychczas przesłaniały.
Być może dlatego jednym z najbardziej fascynujących motywów tej opowieści są pseudonimy. Dunham używała ich w hotelach, na odwyku, gdy podpisywała rachunki za telewizję kablową czy pojawiała się w szpitalu. Była więc kolejno Laurie Reynolds, Rose O’Neill, Renatą Halpern albo Ruth Stein. Same nazwiska są interesujące, ale jeszcze ciekawsze okazują się historie, które za nimi stoją.
Najbardziej intrygujący wydaje się wybór Rose O’Neill – rzeczywistej artystki, sufrażystki i twórczyni słynnych lalek Kewpie. Łatwo sprawdzić w internecie, jak wyglądały1. Sukces O’Neill był jednorazowy; rysowniczka nigdy nie zdołała powtórzyć tak spektakularnego osiągnięcia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie ten fragment jej biografii był dla Dunham najważniejszy. Nie tyle same lalki, ile doświadczenie życia po pierwszym wielkim triumfie.
W pewnym sensie wszystkie wymienione pseudonimy pełnią podobną funkcję. Nie służą ukrywaniu Leny Dunham przed światem, lecz chronią ją przed „Dunham”. Z każdym kolejnym sukcesem autorka coraz mocniej odczuwa, że jej własne nazwisko przestaje do niej należeć. Zostaje przejęte przez media, internet i opinię publiczną; nabiera znaczeń, których nie sposób już kontrolować. Pseudonimy stają się więc czymś więcej niż tylko zasłoną dymną. Są próbą odzyskania choćby niewielkiej przestrzeni prywatności. A zarazem czymś w rodzaju katalogu ran, bo każda z przybranych masek prowadzi do innego etapu rozpadu.
II
Wątek sławy i straty to, jak się zdaje, jeden z najważniejszych tematów Famesick. Książka skłania do refleksji nad tym, gdzie w relacji między popularnością a własnym „ja” lokuje się dziś Lena Dunham. Odpowiedź na to pytanie jest złożona, ale jedno wydaje się pewne: układa się ona przede wszystkim w narrację o stopniowej utracie podmiotowości. Mimo charakterystycznego humoru i autoironii twórczyni jest to książka ponura. Jej bohaterka boleśnie odczuwa skutki napięcia między byciem sobą a odgrywaniem roli, którą wyznacza jej opinia publiczna. Coraz częściej jest nie Leną Dunham, lecz „Dunham”, a może wręcz „Dunham®”.
Zmiana ta nie zachodzi nagle. To proces – i właśnie dlatego tak trudno go uchwycić. Dunham nie opisuje jednego przełomowego momentu, lecz symptomy. Na przykład gdy mentorka zaczyna przypominać jej o konieczności kontrolowania wagi, bo ciało staje się elementem produktu. Albo gdy internet zalewają kolejne fale hejtu, które coraz rzadziej dotyczą pracy, a coraz częściej uderzają w rzeczywistą postać. Publiczny wizerunek zaczyna żyć autonomicznie i stopniowo wypiera człowieka, od którego wszystko się zaczęło.
Żeby przetrwać, trzeba nauczyć się funkcjonować obok własnego nazwiska. W tym sensie sława przypomina pasożyta. Żywi się osobą, ale pozostawia po sobie jedynie publiczny awatar. Chciałoby się powiedzieć: umarła Dunham, niech żyje „Dunham”.
Być może najbliższe temu procesowi jest to, co socjologia nazywa laminacją społeczną. Dunham sama nawiązuje do wspomnianego zjawiska w jednym z rozdziałów książki. W socjologii laminacja na ogół oznacza proces utraty podmiotowości. Chodzi o stopniowe nakładanie na siebie kolejnych warstw ról, oczekiwań i wizerunków, aż tożsamość zaczyna być definiowana przede wszystkim przez markę, styl życia czy publiczny obraz. W świecie późnej nowoczesności, opisywanym choćby przez Zygmunta Baumana, elastyczność i nieustanne projektowanie siebie stają się niemal obowiązkiem. Zmieniamy fryzury, tatuaże, ubrania, poddajemy się zabiegom medycyny estetycznej; własne ciała również traktujemy jako projekt podlegający stałej aktualizacji. Jak nowa wersja oprogramowania w komputerze lub telefonie komórkowym.
W przypadku Dunham proces ten przybiera postać skrajną. Laminacja nie oznacza już jedynie dokładania kolejnych warstw do własnej tożsamości, lecz jej całkowite spłaszczenie. Żywa osoba zostaje zredukowana do publicznego znaku, na który inni rzutują własne lęki, oczekiwania i nienawiść. Sama Dunham zauważa, że jej nazwisko weszło do masowego obiegu i stało się „puentą, która brzmiała bardziej jak obelga”. W tym sensie sława nie jest dla autorki trofeum ani nagrodą za sukces. Jest raczej stanem przypominającym przewlekłą chorobę; takim, który postępuje równolegle z rozkładem ciała i stopniowym rozpadem własnego „ja”.
III
Rzecz jednak w tym, że ani Lena Dunham nie umarła, ani w pełni nie istnieje „Dunham”. Ta druga jest przecież tylko zbiorem biograficznych ścinków – kilku faktów, kilku skandali, kilku nagłówków. Wystarczy ich na notkę w Wikipedii albo dwa zdania obok opisu Dziewczyn. Nie wystarczy, żeby opowiedzieć życie. Można też ów zbiór edytować.
Dziewczyny stały się jednocześnie źródłem narodzin i rozpadu „Dunham”. Serial stworzył publiczną personę Leny Dunham, ale równocześnie zaczął oddzielać ją od osoby, która tę personę wymyśliła. „Dunham” szybko przestała być nazwiskiem, a zaczęła funkcjonować jako znak: symbol milenialskiego pokolenia, obiekt internetowych sporów, skrót myślowy, w którym coraz trudniej było dostrzec konkretnego człowieka. Dodatkowo wielu odbiorców (sam długo do nich należałem) zbyt łatwo utożsamiało Lenę Dunham z Hannah Horvath. Bohaterka i autorka zaczęły zlewać się w jedną opowieść.
Famesick pokazuje cenę tego utożsamienia. Dunham opisuje moment, w którym wszyscy zaczynają wykonywać za nią najprostsze czynności, jako stan „wyuczonej bezradności”. Ktoś wpisuje za nią hasła do komputera. Ktoś inny pierze jej bieliznę. Brzmi to momentami absurdalnie, ale właśnie w takich drobiazgach najlepiej widać, że sława może odebrać człowiekowi nie tylko prywatność, lecz także elementarne poczucie sprawczości.
A jednak Dunham opowiada o tym wszystkim w charakterystyczny dla siebie sposób. Używa także popkulturowych gadżetów. Warto na przykład przyjrzeć się tytułom poszczególnych części książki przez pryzmat utworów Britney Spears.
Trauma nie wyklucza ironii, lecz z nią współistnieje. Humor nie unieważnia cierpienia, lecz pozwala je wypowiedzieć. Ciemność i dowcip siedzą przy jednym stole. I być może właśnie dlatego Famesick nie jest książką o katastrofie, lecz o możliwości opowiedzenia katastrofy po latach, na własnych warunkach. Dopiero wtedy, gdy dystans wobec „Dunham” stał się możliwy i gdy Lena Dunham odzyskała głos.
IV
Jak wiemy, perspektywa ma znaczenie, więc na chwilę wrócę do momentu, w którym Dziewczyny pojawiły się na ekranie. Oglądałem wtedy ten serial jak miliony innych widzów. Zresztą – zgodnie z założeniem twórczyni – był on dla mnie nie tyle opowieścią o życiu w Nowym Jorku, ile o dwudziestokilkulatkach, które po omacku, bez gotowego scenariusza, próbują odnaleźć się w dorosłym świecie. W bohaterach łatwo było odnajdywać własne lęki, niedoskonałości i niepewności.
Sukces Dziewczyn bardzo szybko wyprowadził jednak Dunham poza ramy serialu. Internet, który właśnie wtedy nabierał swojej dzisiejszej bezwzględności, błyskawicznie zamienił aktorkę w znak, markę i przedmiot nieustannego sporu. To właśnie wówczas rozpoczął się proces oddzielania Leny Dunham od „Leny Dunham”, który Famesick ma dziś odwrócić.
Bo dopiero z odpowiedniego dystansu można było opowiedzieć historię nie o fenomenie Dziewczyn, lecz o cenie, jaką za ów sukces zapłaciła odpowiedzialna za niego osoba.
V
Powtórzę więc, bo to bardzo ważne: Famesick jest w dużej mierze osobistą próbą uporządkowania tego wszystkiego, co wydarzyło się w życiu Leny Dunham w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Większość tych wydarzeń znaliśmy przecież z mediów. Śledziliśmy premiery, kolejne sukcesy, rozstania, choroby i internetowe afery. Książka tego nie cofa, nie ma takiej mocy. Pokazuje jednak historię Dunham w szerszym kontekście, którego nam ewidentnie brakowało. Uświadamia odbiorców, że kolejne doświadczenia nie tylko następowały po sobie, ale również stopniowo zmieniały samą autorkę. Jest głosem nie internetowego komentariatu, mediaworkerów, anonimowych użytkowników mediów społecznościowych – ale samej Dunham. Na tym polegają moc i znaczenie tej opowieści.
Początek tej historii przypomina klasyczną opowieść o błyskawicznej karierze. Wspomnienia z dzieciństwa, pierwsze próby artystyczne, sukces Mebelków (Tiny Furniture, 2010) i wejście Dunham do nowojorskiego świata filmowego układają się w narrację o spełniającym się marzeniu. Odnalezione dzienniki matki są impulsem twórczym, który otwiera drogę do filmu, a w konsekwencji także do kontraktu z HBO i powstania Dziewczyn. Tyle że z perspektywy czasu podpisanie tej umowy nie wygląda już jak początek baśni. W książce coraz bardziej przypomina zawarcie paktu, którego prawdziwe konsekwencje wychodzą na jaw dopiero po latach. Dunham opisuje tamten okres jako czas triumfu zawodowego i prywatnej kruchości: tkwi w upokarzającej relacji z mężczyzną ukrywającym się pod pseudonimem „Lip”, a jednocześnie obserwuje, jak wokół serialu narasta machina, nad którą szybko przestaje panować.
Paradoks polega na tym, że każdy kolejny sukces odbiera Dunham kawałek jej sprawczości. Pierwsze własne mieszkanie, rozpoznawalność i pozycja jednej z najważniejszych twórczyń swojego pokolenia idą w parze z nasilającymi się lękami, przyjmowaniem leków i opartą na coraz większej kontroli relacją z Jenni Konner. Dawna mentorka stopniowo przeobraża się w osobę dyscyplinującą, która przypomina Dunham choćby o konieczności utrzymywania odpowiedniej wagi. W tym samym czasie autorka Famesick doświadcza pierwszych epizodów dysocjacji, jakby jej ciało i psychika zaczynały odpowiadać na presję, której sama jeszcze długo nie będzie umiała nazwać.
Podobny mechanizm dotyczy życia prywatnego Dunham. Jej związek z Jackiem Antonoffem początkowo wydaje się obietnicą stabilizacji po wcześniejszych upokorzeniach, ale ostatecznie nie jest w stanie zatrzymać rozpędzonego procesu rozpadu. Równocześnie aktorka i reżyserka staje się głosem swojego pokolenia, a wraz z tą rolą przychodzą internetowy hejt, oskarżenia o uprzywilejowanie, coraz większe poczucie, że publiczna „Dunham” żyje własnym życiem i niewiele ma wspólnego z osobą, która nosi to nazwisko.
Momentem szczególnie bolesnym okazuje się publikacja Not That Kind of Girl2. Książka powstaje niemal przypadkiem, ale skutki jej wydania są dalekosiężne. Relacje Dunham z bratem Cyrusem zostają wówczas zerwane, co tylko pogłębia jej poczucie osamotnienia.
W kolejnych rozdziałach rozpad przyspiesza. Dunham opisuje ucieczkę z trasy promocyjnej w Holandii w stanie fizycznego i psychicznego wyczerpania, kolejne operacje związane z endometriozą, wyniszczającą terapię hormonalną czy łokieć złamany podczas pracy nad finałowym sezonem Dziewczyn. Wszystkie te doświadczenia sprawiają, że coraz trudniej oddzielić jej chorobę od sławy – obie zaczynają funkcjonować jak równoległe procesy, wzajemnie się wzmacniające.
Po zakończeniu serialu Dunham nazywa siebie emocjonalnym rozbitkiem. Traci związek z Antonoffem, definitywnie rozpada się jej relacja z Jenni Konner, a próba zbudowania bliskości ze starym znajomym Nickiem również kończy się niepowodzeniem. W pewnym momencie czytelnik odnosi wrażenie, że książka przestaje być opowieścią o licznych kryzysach, a przybiera formę zapisu mozolnego demontażu osoby, która przez lata próbowała sprostać wyzwaniom związanym z własnym wizerunkiem publicznym.
Dalsze rozdziały przynoszą kolejne dramatyczne doświadczenia – histerektomię, uzależnienie, pobyt na odwyku czy pozornie absurdalne epizody, takie jak pożar koszuli nocnej. Nie warto ich wszystkich wyliczać. Znacznie ważniejsze jest to, że w Posłowiu Dunham przestaje traktować własną przeszłość jak akt oskarżenia. Konfrontacja z nią nie prowadzi do triumfalnego zwycięstwa ani spektakularnego odrodzenia, lecz do czegoś znacznie skromniejszego: do pogodzenia się z własnymi ograniczeniami, do odzyskania cierpliwości wobec siebie i do zgody na życie, które nie musi już przypominać nieustannej walki o przetrwanie.
Serial życia Leny Dunham nie kończy się więc klasycznym happy endem. Kończy się raczej odzyskaniem przez nią wewnętrznego spokoju. Po lekturze tej książki trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że właśnie osiągnięcie pewnej harmonii stanowi największy sukces autorki Famesick.
VI
Zanim przeczytałem Famesick, poświęciłem jeden weekend na obejrzenie niemal wszystkich wywiadów z Leną Dunham w związku z premierą książki. Przypatrywałem się jej twarzy, gestom, sposobowi mówienia. Patrzyłem z podziwem, jak opowiada o wszystkim, co przeszła, bez teatralności i bez potrzeby budowania wokół siebie mitu cierpienia. Mówiła o chorobie, uzależnieniu, rozpadzie relacji i publicznym upokorzeniu, a jednocześnie uśmiechała się, żartowała. Oddychała. Żyła.
Było w tym coś głęboko pokrzepiającego. Nie dlatego, że nasze doświadczenia są podobne. Nie są. Raczej dlatego, że opisywane przez nią emocje od dawna wydawały mi się znajome. Niepokój przed przekroczeniem granicy między zdrową pewnością siebie a egocentryzmem. Wrażenie niedopasowania, które nie znika nawet wtedy, gdy człowiek znajduje swoje miejsce. Poczucie przynależności, która wciąż się przesuwa i nigdy nie jest dana raz na zawsze. To właśnie te doświadczenia, które wcześniej odnajdywałem w Dziewczynach, wracały do mnie podczas lektury Famesick.
Czytałem tę książkę z podobnym uczuciem, z jakim oglądałem rozmowy Dunham. Dowiadywałem się o kolejnych katastrofach, a jednocześnie czasem śmiałem się na głos. Oddychałem. Żyłem. Nawet wtedy, gdy się z autorką nie zgadzałem. A może właśnie wtedy najbardziej. Przecież polemika również może być formą bliskości, jeśli wyrasta z uważnego słuchania.
Mam zresztą wrażenie, że właśnie na tym polega jedno z ważniejszych osiągnięć twórczości milenialsów. Nie tyle na udzielaniu odpowiedzi, ile na tworzeniu przestrzeni, w której można wspólnie stawiać opór rzeczywistości, nawet jeśli każdy robi to po swojemu.
1 Kewpie – symbol walki i zwycięstwa, online: https://lalandia.pl/kewpie-symbol-walki-i-zwyciestwa/ [dostęp: 7.09.2026].
2 Polskie wydanie: Nie taka dziewczyna. Młoda kobieta o tym, czego „nauczyło” ją życie, tłum. D. Jankowska, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2015.
