„Potrzeba i odwaga walczenia słowem o lepszy świat”. Z Bogusławą Sochańską, tłumaczką tomu Aminy Elmi „Z całą miłością”, rozmawia Joanna Mueller

Joan­na Muel­ler: Nomi­no­wa­ny do Nagro­dy Lite­rac­kiej Mia­sta Gdań­ska Euro­pej­ski Poeta Wol­no­ści 2026 tom Z całą miło­ścią Ami­ny Elmi w two­im prze­kła­dzie tra­fił do rąk pol­skich czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków na począt­ku tego roku. Prze­szły­śmy z nim dłu­gą wydaw­ni­czą dro­gę, a mówię to tak­że jako redak­tor­ka wszyst­kich ksią­żek z serii tego­rocz­nych nomi­no­wa­nych. I wła­śnie o two­ją pry­wat­ną dro­gę do tego tomu chcia­łam zapy­tać. Jak tra­fi­łaś na tę autor­kę i dla­cze­go wybra­łaś ją spo­śród innych poetów oraz poetek piszą­cych w Danii? Wiem, że to nie koniec two­jej wspól­nej podró­ży z Elmi, bo pla­nu­jesz wydać jako osob­ną publi­ka­cję jej gło­śny tom Bar­ba­rzyń­ca. Opo­wiesz, co do tej pory prze­ży­łaś w trak­cie prac nad prze­kła­dem jej wier­szy?

Bogu­sła­wa Sochań­ska: Ami­na Elmi jest Soma­lij­ką, jej rodzi­na ucie­kła z kra­ju obję­te­go okrut­ną woj­ną domo­wą i osia­dła w Danii. Ami­na mia­ła wte­dy trzy lata, więc w jej pamię­ci nie zacho­wa­ło się oso­bi­ste doświad­cze­nie woj­ny, ale w pamię­ci jej star­szych bra­ci i oczy­wi­ście rodzi­ców – tak.

Żeby wyja­śnić, dla­cze­go zain­te­re­so­wa­łam się jej debiu­tanc­kim tomem, muszę poczy­nić dygre­sję. Od 2020 roku jestem zwią­za­na z wydaw­nic­twem Dria­da, któ­re spe­cja­li­zu­je się w wyda­wa­niu lite­ra­tu­ry duń­skiej i w któ­rym zapla­no­wa­łam serię poezji duń­skiej w moich prze­kła­dach, ponie­waż od wie­lu lat tłu­ma­czę wier­sze i mnó­stwo ich cze­ka na wyda­nie. W 2023 roku ruszy­ły for­mal­ne dzia­ła­nia. Pierw­szym tomem poetyc­kim, do któ­re­go kupi­li­śmy wte­dy pra­wa, był wia­nek sone­tów Inger Chri­sten­sen Doli­na moty­li; pra­co­wa­łam nad prze­kła­dem tego kul­to­we­go w Danii dzie­ła kil­ka lat i wresz­cie byłam goto­wa do opu­bli­ko­wa­nia go (książ­ka uka­za­ła się w 2025 roku).

Poza toma­mi innych wybit­nych duń­skich poetów i poetek zapla­no­wa­łam w ramach serii książ­ki dwoj­ga duń­skich twór­ców naro­do­wo­ści nie­duń­skiej. Zale­ża­ło mi na tym, żeby poka­zać w naszym kra­ju, w któ­rym jest tak dużo lęku przed imi­gran­ta­mi i tyle uprze­dzeń wobec nich, że w Danii, gdzie wpraw­dzie nie unik­nię­to pro­ble­mów z inte­gra­cją imi­gran­tów, zaist­nie­li jed­nak duń­scy poeci wywo­dzą­cy się z krę­gów imi­granc­kich, a ich twór­czość uzna­no za wybit­ną i wzbo­ga­ca­ją­cą język oraz kul­tu­rę tego kra­ju.

I tak w 2023 roku zaczę­li­śmy sta­ra­nia o zakup praw do wier­szy Yahyi Has­sa­na, nota­be­ne nomi­no­wa­ne­go do nagro­dy Euro­pej­ski Poeta Wol­no­ści w 2016 roku, oraz Polki i Żydów­ki Jani­ny Katz. Wła­śnie wte­dy uka­zał się w Danii debiut nie­mal tak samo gło­śny jak w 2014 roku debiut Has­sa­na – tom poetyc­ki Ami­ny Elmi Bar­bar [Tavshe­dens objekt]. Gaze­ty zamiesz­cza­ły entu­zja­stycz­ne recen­zje, a nie­dłu­go potem poet­ka otrzy­ma­ła pre­sti­żo­wą nagro­dę za naj­lep­szy debiut roku. Natych­miast kupi­li­śmy pra­wa do tej książ­ki, ponie­waż zna­ko­mi­cie dopeł­nia wspo­mnia­ną pre­zen­ta­cję „obcych” w Danii, któ­rzy sta­li się zna­czą­cy­mi twór­ca­mi duń­ski­mi. Cała trój­ka osią­gnę­ła też suk­ces w wymia­rze bar­dziej kon­kret­nym – Jani­na Katz i Yahya Has­san poza inny­mi nagro­da­mi otrzy­ma­li nomi­na­cje do Nagro­dy Lite­rac­kiej Rady Nor­dyc­kiej, naj­waż­niej­sze­go skan­dy­naw­skie­go wyróż­nie­nia w tej dzie­dzi­nie. Wybór wier­szy Jani­ny Katz uka­że się w Dria­dzie we wrze­śniu, nato­miast na pra­wa do wyda­nia wier­szy nie­ży­ją­ce­go już nie­ste­ty Yahyi Has­sa­na nadal cze­ka­my, ponie­waż duń­ski wydaw­ca ma pro­blem z uzy­ska­niem zgo­dy rodzi­ny na ich udo­stęp­nia­nie. Książ­kę Ami­ny Elmi pla­no­wa­li­śmy wydać w 2025 roku, ale rok wcze­śniej, gdy oka­za­ło się, że w naj­bliż­szej edy­cji Euro­pej­skie­go Poety Wol­no­ści jest miej­sce dla twór­cy z Danii i zosta­łam popro­szo­na o zgło­sze­nie kan­dy­da­tu­ry, posta­no­wi­li­śmy prze­ło­żyć wyda­nie Bar­ba­rzyń­cy na 2026 rok, żeby móc zgło­sić autor­kę do kon­kur­su (tek­sty kon­kur­so­we nie mogą być wcze­śniej publi­ko­wa­ne w Pol­sce).

Gdy debiut Ami­ny Elmi w sierp­niu 2023 roku odbił się sze­ro­kim echem w duń­skich mediach, wie­dzia­łam od razu, że ta poezja ma wymiar podob­ny do twór­czo­ści Yahyi Has­sa­na – rów­nież mówi o woj­nie, przed któ­rą ucie­ka­li rodzi­ce, o trud­nym wpi­sy­wa­niu się w kul­tu­rę kra­ju uwa­ża­ne­go za wła­sny, ale odrzu­ca­ją­ce­go „obce­go”, o bun­cie prze­ciw nie­ak­cep­to­wa­nej wer­sji reli­gii, w któ­rej obo­je twór­cy się wycho­wa­li. Jed­nak ich oso­bi­stą histo­rię róż­ni tło rodzin­ne: pod­czas gdy Has­san wzra­stał w rodzi­nie pato­lo­gicz­nej, rodzi­nę Elmi łączą miłość oraz wza­jem­na akcep­ta­cja – i nie pod­wa­żył tego fakt, iż poet­ka ujaw­nia w wier­szach, że jest les­bij­ką, choć rodzi­na wyzna­je tra­dy­cyj­ny islam. Mówię o tym wszyst­kim tyl­ko na pod­sta­wie lek­tu­ry wier­szy, któ­re mają cha­rak­ter auto­bio­gra­ficz­ny, co potwier­dza­ją opu­bli­ko­wa­ne w Danii wywia­dy z poet­ką. Pod­czas gdy twór­czość Has­sa­na mną wstrzą­snę­ła, poezja Ami­ny Elmi mnie uwio­dła. Czym? Miesz­cze­niem w sobie prze­ci­wieństw: twar­do­ści i mięk­ko­ści, bez­kom­pro­mi­so­wo­ści i empa­tii, iro­nii i czu­ło­ści, wal­ki o idee i zasa­dy – oraz głę­bo­kiej reflek­sji nad losem ludz­kim.

Na jakie trud­no­ści tłu­ma­cze­nio­we natra­fi­łaś przy tej książ­ce? Co się uda­ło, a co nie bar­dzo? Jakie są klę­ski, a jakie zwy­cię­stwa? Ale też – co było dla cie­bie naj­więk­szym zachwy­tem i olśnie­niem? I jak ta książ­ka sytu­uje się w two­im dorob­ku tłu­ma­cze­nio­wym?

Zacznę od odpo­wie­dzi na ostat­nie z two­ich pytań: tłu­ma­czę wier­sze od nie­mal trzy­dzie­stu lat, to naj­bliż­sza mi for­ma, jeśli cho­dzi o pra­ce prze­kła­do­we. I lubię pra­co­wać z twór­czo­ścią, któ­ra czymś się wyróż­nia. Lubię poezję – zresz­tą pro­zę tak­że – „moc­ną”: mówią­cą o spra­wach waż­nych i zasad­ni­czych, wypo­wia­da­ją­cą się w spo­sób cie­ka­wy arty­stycz­nie. Pra­ca z taki­mi utwo­ra­mi daje mi naj­wię­cej satys­fak­cji – im waż­niej­szy temat i trud­niej­sza for­ma, tym cie­ka­wiej. Tłu­ma­cze­nie baśni i opo­wie­ści Ander­se­na czy poezji Inger Chri­sten­sen, naj­waż­niej­sze chy­ba jak dotąd w moim życiu doświad­cze­nia trans­la­tor­skie, to szczy­ty na tej dro­dze. Poezja Yahyi Has­sa­na – wykrzy­cza­na, pora­ża­ją­ca w for­mie i w wymo­wie – sytu­uje się na innym bie­gu­nie, ale tak­że była swo­istym szczy­tem, na któ­ry się wspi­na­łam. Publi­ko­wa­łam oczy­wi­ście wier­sze auto­rów o mniej wyra­zi­ście się mani­fe­stu­ją­cej czy ory­gi­nal­nej dyk­cji, ale zawsze czymś szcze­gól­nym się wyróż­nia­ją­cych. A jed­nym z waż­nych wyróż­ni­ków jest to, że potra­fią wywo­łać we mnie sil­ne emo­cje: zachwy­ca­ją, wstrzą­sa­ją albo zwy­czaj­nie wzru­sza­ją.

Wier­sze Ami­ny Elmi to wie­lość tema­tów i form. Mówią innym tonem o cier­pie­niu mat­ki i bra­ci czy o zmar­łym ojcu, innym – o zde­rza­niu się z murem duń­sko­ści auto­chto­nów, któ­rzy sta­ra­ją się ukry­wać swo­je postrze­ga­nie Soma­lij­czy­ków jako obcych, jesz­cze innym – o reli­gii i wie­rze, a zno­wu innym – o miło­ści do kobie­ty. W jed­nych wier­szach buzu­je złość, a nawet wście­kłość, wojow­ni­czość, ich język jest ostry, wprost oskar­ży­ciel­ski albo ope­ru­ją­cy iro­nią. Inne, peł­ne empa­tii wobec bli­skich, wzru­sza­ją czu­ło­ścią i deli­kat­no­ścią, a wier­sze miło­sne są nie­zwy­kle lirycz­ne. Jed­nak mimo tej róż­no­rod­no­ści tema­tów, tonów, form i ryt­mów utwo­ry Ami­ny Elmi są tak bar­dzo „Ami­no­we”. Odbie­ram je jako zapis bogac­twa doświad­czeń, prze­żyć, doznań i ducho­wo­ści czło­wie­ka nie­zwy­kle wraż­li­we­go oraz wysta­wio­ne­go przez los na pró­by, jakich nie doświad­cza­my my – żyją­cy zwy­czaj­nie, line­ar­nie, we wła­snych ojczy­znach, w swo­ich tra­dy­cjach, pie­le­szach, oczy­wi­sto­ściach. Co waż­ne, ta mło­da kobie­ta ma nie tyl­ko ogrom­ną potrze­bę i odwa­gę wyra­ża­nia sie­bie oraz swo­je­go pry­wat­ne­go doświad­cze­nia – ma tak­że ogrom­ną potrze­bę i odwa­gę wal­cze­nia sło­wem o lep­szy świat. Jej twór­czość jest zara­zem oso­bi­sta i poli­tycz­na. Poet­ka mówi o fak­tach, emo­cjach, obco­ści, toż­sa­mo­ści, a tak­że o bra­ku języ­ka do wyra­że­nia wią­żą­cych się z jej doświad­cze­niem impon­de­ra­bi­liów.

To zróż­ni­co­wa­nie tre­ści, for­my i tonu samo w sobie nie przy­spa­rza w pro­ce­sie tłu­ma­cze­nia trud­no­ści, wyma­ga tyl­ko dostro­je­nia się do emo­cji wyra­żo­nych w poszcze­gól­nych wier­szach. Odbie­ram to nie jako trud­ność, tyl­ko jako cie­ka­we wyzwa­nie i wzbo­ga­ca­ją­ce obco­wa­nie z… bogac­twem. Czy­ta­jąc te wier­sze, nie mamy wąt­pli­wo­ści, że mówią o oso­bi­stych doświad­cze­niach i emo­cjach autor­ki. A te doświad­cze­nia i emo­cje poru­sza­ją, przej­mu­ją. Komuś, kto grze­je się w cie­peł­ku głę­bo­kie­go zako­rze­nie­nia w kra­ju, w któ­rym żyje, kto trzy­ma w sza­fie ser­wet­kę po pra­bab­ci, „czu­je” histo­rię swo­je­go kra­ju, pozo­sta­je zagnież­dżo­ny w swoj­skiej tra­dy­cji i przez wszyst­kich wokół jest uwa­ża­ny za swe­go – komuś takie­mu trud­no nie prze­jąć się losem oso­by takiej jak Ami­na Elmi, któ­ra w dodat­ku prze­ma­wia rów­nież w imie­niu innych dzie­lą­cych jej doświad­cze­nie.

Okładka tomu poezji Aminy Elmi pod tytułem „Z całą miłością”.
Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026.

Tłu­ma­cząc tek­sty lite­rac­kie – zwłasz­cza jeśli sami je sobie wybie­ra­my – naj­czę­ściej iden­ty­fi­ku­je­my się z autorką/autorem, sta­je­my się ich stron­ni­ka­mi, adwo­ka­ta­mi. W przy­pad­ku poezji ten mecha­nizm dzia­ła szcze­gól­nie moc­no – bo poezja kon­den­su­je emo­cje i prze­sła­nie, ope­ru­je wyra­zi­stym obra­zem. Zatem tak, wie­le spo­śród wier­szy Ami­ny Elmi ści­ska mnie za gar­dło, jej ból boli. To przede wszyst­kim te odczu­cia, nie zachwyt, towa­rzy­szy­ły mi pod­czas pra­cy nad prze­kła­dem.

Sko­ro jed­nak pytasz o trud­no­ści w tłu­ma­cze­niu jej wier­szy, to powiem dwa sło­wa o tych natu­ry tech­nicz­nej. Autor­ka czę­sto nawią­zu­je do kul­tu­ry kra­ju swo­je­go pocho­dze­nia, odkry­wa przed nami świat nie­zna­ny więk­szo­ści odbior­ców, na przy­kład pisze o poecie o nazwi­sku Boodha­ri. To dla tłu­macz­ki wyzwa­nie, ale też wzbo­ga­ca­ją­ce doświad­cze­nie: trze­ba poczy­tać, poszu­kać, poznać.

Cza­sem jed­nak samo to oka­zu­je się trud­no­ścią i trze­ba szu­kać pomo­cy eks­per­tów. Pamię­tasz może, że gdy spraw­dza­łaś prze­kład, zauwa­ży­łaś, że napi­sa­łam nazwi­sko poety i pro­za­ika Mah­mu­da Dar­wi­sza w wer­sji angiel­skiej – Dar­wish – tak jak zapi­sa­ła je autor­ka, przy­ta­cza­jąc jego sło­wa. Stra­ci­łam wte­dy czuj­ność. Poeta ten nie był mi wcze­śniej zna­ny – ty o nim wie­dzia­łaś – szu­ka­łam go w inter­ne­cie pod tym wła­śnie angiel­skim warian­tem nazwi­ska i oczy­wi­ście odpo­wia­da­ły mi tyl­ko stro­ny anglo­ję­zycz­ne. Dowie­dzia­łam się wpraw­dzie, że był to naj­wy­bit­niej­szy twór­ca pale­styń­ski, dla­te­go posta­no­wi­łam upew­nić się, czy może cyto­wa­ne przez Ami­nę Elmi zda­nie zosta­ło już prze­tłu­ma­czo­ne na język pol­ski wprost z arab­skie­go. My, tłu­ma­cze, w takich przy­pad­kach bada­my rzecz i jeśli prze­kład pol­ski już funk­cjo­nu­je, zamiesz­cza­my go, infor­mu­jąc o tym czy­tel­ni­ka w przy­pi­sie. Gdy więc wrzu­ci­łam w wyszu­ki­war­kę spo­lsz­czo­ną wer­sję nazwi­ska poety, inter­net zna­lazł kil­ka infor­ma­cji, w tym tę, któ­ra mnie zachwy­ci­ła: wśród fina­li­stów Nagro­dy Osso­li­neum za Prze­kład Poetyc­ki 2025 była wybit­na tłu­macz­ka z arab­skie­go Han­na Jan­kow­ska, autor­ka prze­kła­du wybo­ru wier­szy Dar­wi­sza Dowód toż­sa­mo­ści. Zna­la­złam tłu­macz­kę i napi­sa­łam do niej… Oka­za­ło się, że cyto­wa­ne­go zda­nia nie ma w jej wybo­rze, ale przy oka­zji Han­na odkry­ła, że w wier­szu Ami­ny Elmi zacy­to­wa­no je z pew­nym bra­kiem. Wystę­pu­je on tak­że na stro­nach anglo­ję­zycz­nych, moż­na się więc domy­ślać, że autor­ka czy­ta­ła Dar­wi­sza w prze­kła­dach angiel­skich. Nota­be­ne Han­na odkry­ła przy oka­zji, że być może to nie Dar­wisz jest auto­rem cyto­wa­ne­go zda­nia, tyl­ko pewien poeta syryj­ski… ale zostaw­my tę kwe­stię, bo to zupeł­nie inny temat.

Opo­wia­dam tu tyl­ko o jed­nym spo­śród aspek­tów kuch­ni trans­la­tor­skiej. W twór­czo­ści Ami­ny Elmi wystę­pu­je szcze­gól­ny rys: poet­ka uży­wa w wier­szach wyra­zów i całych fraz w języ­ku soma­lij­skim. I choć w jed­nym z wywia­dów zapew­nia­ła, że ich zna­cze­nie wyja­śnia w wier­szach, to jed­nak nie zawsze znaj­du­je wła­ści­wy dla nich język, cza­sem fra­za taka pozo­sta­je jak zamknię­ta kap­suł­ka, któ­rej towa­rzy­szy tyl­ko cisza. Obco­wa­nie z taką mate­rią, zupeł­nie dla mnie nie­prze­nik­nio­ną, jest z jed­nej stro­ny fascy­nu­ją­ce, bo wpro­wa­dza pew­ną tajem­ni­cę, ale z dru­giej stro­ny sta­no­wi trud­ność, rodzi nie­po­kój i nie­pew­ność.

Podob­ny pro­blem mia­łam, tłu­ma­cząc wier­sze Yahyi Has­sa­na, któ­ry czę­sto przy­wo­ły­wał język arab­ski. Wte­dy zagad­ki tego języ­ka pomógł mi roz­wią­zać pro­fe­sor Janusz Danec­ki. Z kolei w wier­szach Jani­ny Katz sytu­acja jest dokład­nie odwrot­na: poet­ka wpla­ta­ła w swo­ją duńsz­czy­znę dosłow­ne tłu­ma­cze­nia pol­skich wyra­żeń idio­ma­tycz­nych, powie­dzeń czy przy­słów, co w wier­szach duń­skich dawa­ło nie­zwy­kle cie­ka­wy efekt, intry­go­wa­ło i wpro­wa­dza­ło tajem­ni­cę. Ale dla mnie, Polki, była to buł­ka z masłem – za to prze­kład pol­ski jest pozba­wio­ny w tych miej­scach szcze­gól­ne­go smacz­ku ory­gi­nal­no­ści.

Innych tłu­ma­czy i tłu­macz­ki fina­ło­wych tomów Euro­pej­skie­go Poety Wol­no­ści pytam o to, jak prze­kła­da­na przez nich poezja sytu­uje się w macie­rzy­stym krę­gu kul­tu­ro­wym autor­ki czy auto­ra. W przy­pad­ku Ami­ny Elmi – „duń­skiej poet­ki bez duń­skie­go pasz­por­tu”, któ­ra uro­dzi­ła się w rodzi­nie soma­lij­skich uchodź­ców i nie­mal całe życie spę­dzi­ła w Danii, ale wciąż jest trak­to­wa­na jako „obca” – sytu­acja oka­zu­je się roz­dzie­ra­ją­co skom­pli­ko­wa­na, co naświe­tlasz w swo­im posło­wiu. Na zawsze utkwi mi w pamię­ci opi­sy­wa­na przez samą autor­kę w liście z 2024 roku sce­na, kie­dy to koń­czą­ca kaden­cję duń­ska mini­stra ds. rów­no­upraw­nie­nia prze­ka­zu­je swo­je­mu następ­cy tekę, a wraz z nią książ­ki dwóch auto­rek-imi­gran­tek, w tym tomik Elmi, ale nie wymie­nia ich z nazwi­ska ani nie odno­si się do ich prze­sła­nia, sto­ją­ce­go w kontrze do okrą­głych poli­tycz­nych fra­ze­sów. Czy możesz powie­dzieć, jak dzi­siaj głos poetyc­ki Ami­ny Elmi wybrzmie­wa w dys­ku­sjach o uchodź­stwie, rów­no­upraw­nie­niu, losie kobiet islam­skich i oso­bach z „cudzo­ziem­skim pasz­por­tem” w Danii?

Ami­na debiu­to­wa­ła rap­tem dwa lata i osiem mie­się­cy temu, to krót­ki czas. Jesie­nią ubie­głe­go roku mia­ła się uka­zać jej dru­ga książ­ka – nie doszło do tego z powo­du tra­ge­dii rodzin­nej. Tak więc wie­lo­głos recen­zenc­ki i czy­tel­ni­czy, któ­ry roz­brzmie­wał po debiu­cie, nie miał jak dotąd cią­gu dal­sze­go. Daję gło­wę, że lite­ra­tu­ro­znaw­cy bada­ją tę twór­czość, nie mam jed­nak jesz­cze dostę­pu do tek­stów, któ­re być może już się uka­za­ły, ale może dopie­ro są w dro­dze. Poza recen­zja­mi Bar­ba­rzyń­cy w cią­gu roku po wyda­niu książ­ki w mediach uka­zy­wa­ły się roz­mo­wy z autor­ką. Wyła­nia się z nich oso­ba bez­kom­pro­mi­so­wa, o wyra­zi­stych poglą­dach, figh­ter­ka – czy­tel­nik jej wier­szy utwier­dza się więc w swo­ich wra­że­niach z lek­tu­ry.

Ami­na mani­fe­stu­je swo­je sta­no­wi­sko wobec sta­nu spraw szcze­gól­nie moc­no na dwóch polach. Pierw­sze i naj­waż­niej­sze to sytu­acja imi­gran­ta, obce­go, któ­ry w swo­im odczu­ciu obcym nie jest – wycho­wał się w Danii i iden­ty­fi­ku­je się z tym kra­jem. Ale zara­zem ma poczu­cie, wzmac­nia­ne przez reak­cje auto­chto­nów, że jest obcy. Wią­że się z tym pro­blem toż­sa­mo­ści – poet­ka prze­cież rów­no­cze­śnie iden­ty­fi­ku­je się z rodzi­ca­mi i odczu­wa tęsk­no­tę za ich ojczy­zną, za kul­tu­rą, któ­rą utra­ci­ła. Dru­gim polem, któ­re rów­nież widać w książ­ce, jest sprze­ciw wobec tra­dy­cyj­nych wykład­ni isla­mu. Ami­na Elmi, będą­ca oso­bą wie­rzą­cą, ode­szła od tra­dy­cji, w któ­rej się wycho­wa­ła, i dołą­czy­ła do śro­do­wi­ska mecze­tu femi­ni­stycz­ne­go dzia­ła­ją­ce­go w Kopen­ha­dze od 2015 roku. To insty­tu­cja refor­ma­tor­ska, w któ­rej ima­ma­mi są kobie­ty i któ­ra dzia­ła nie tyl­ko na rzecz rów­no­ści płci w prak­ty­ko­wa­niu reli­gii, ale tak­że prze­ciw­ko domi­nu­ją­cej pozy­cji męż­czyzn w tra­dy­cyj­nych rodzi­nach muzuł­mań­skich. Dwa dni przed lock­dow­nem w 2020 roku byłam z ramie­nia Duń­skie­go Insty­tu­tu Kul­tu­ry w gro­nie orga­ni­za­to­rów kon­fe­ren­cji poświę­co­nej sytu­acji kobiet w Unii Euro­pej­skiej. Zapro­si­łam wte­dy do wygło­sze­nia refe­ra­tu She­rin Khan­kan, socjo­loż­kę reli­gii, publi­cyst­kę i dzia­łacz­kę femi­ni­stycz­ną, współ­za­ło­ży­ciel­kę tego mecze­tu i pierw­szą w Skan­dy­na­wii imam­kę. Opo­wia­da­ła o wal­ce o pra­wa kobiet wewnątrz wspól­no­ty muzuł­mań­skiej w opar­ciu o egze­ge­zę Kora­nu z per­spek­ty­wy femi­ni­stycz­nej, ale tak­że o pra­wo muzuł­ma­nów do zacho­wa­nia swo­ich tra­dy­cji w spo­łe­czeń­stwie duń­skim, na przy­kład pra­wo dziew­czy­nek do nosze­nia chust w szko­le. She­rin Khan­kan pro­wa­dzi przy mecze­cie – nota­be­ne miesz­czą­cym się w zwy­kłym w miesz­ka­niu – Aka­de­mię Islam­ską, w któ­rej kształ­co­ne są kobie­ty pra­gną­ce zostać imam­ka­mi. Kil­ka dni temu natknę­łam się na nastę­pu­ją­cą infor­ma­cję zamiesz­czo­ną na stro­nie Duń­skie­go Insty­tu­tu Fil­mo­we­go w związ­ku z poka­zem fil­mu doku­men­tal­ne­go Refor­mi­sten poświę­co­ne­go She­rin Khan­kan: „Po poka­zie na pyta­nia publicz­no­ści będą odpo­wia­dać Ami­na Elmi, jed­na z naj­młod­szych ima­mek w mecze­cie Mariam, oraz She­rin Khan­kan”.

To, co mówisz o femi­ni­stycz­nej wer­sji isla­mu i kobie­tach będą­cych imam­ka­mi, w Pol­sce może brzmieć zupeł­nie nie­sa­mo­wi­cie. Zatem dopy­tam: co według cie­bie tom Z całą miło­ścią może dać pol­skim odbior­czy­niom i odbior­com? Jakie luki w naszej rodzi­mej twór­czo­ści i wraż­li­wo­ści ma szan­sę wypeł­nić?

Mogła­bym tu powtó­rzyć wie­le z tego, co powie­dzia­łam przed chwi­lą. Może się mylę, ale wyda­je mi się, że nie mamy w kra­ju doświad­cze­nia uchodź­cze­go wyra­żo­ne­go w poetyc­kiej pol­sz­czyź­nie z per­spek­ty­wy uchodź­ców przy­by­łych do nas – w mojej świa­do­mo­ści jest tyl­ko poezja Gre­ka Niko­sa Cha­dzi­ni­ko­lau, ale pamię­tam ją ina­czej, przede wszyst­kim jako głos czło­wie­ka będą­ce­go łącz­ni­kiem mię­dzy kul­tu­ra­mi pol­ską i grec­ką, któ­ry nie był postrze­ga­ny jako obcy, a jeśli nawet, to wyłącz­nie w sen­sie pozy­tyw­nym, zupeł­nie ina­czej niż oso­by takie jak Ami­na Elmi czy Yahya Has­san w Danii. Dziś pisze Tade­usz Kara­bo­wicz, poeta pol­ski i ukra­iń­ski, ale, jeśli się nie mylę, jest on auto­chto­nem. Mamy też spo­ro gło­sów ukra­iń­skich, zwłasz­cza poetek, ale one nie piszą po pol­sku. Poezja Ami­ny Elmi może więc otwo­rzyć oczy pol­skich czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek na doświad­cze­nie „obce­go” w kra­ju, w któ­ry obcym de fac­to nie jest. To doświad­cze­nie oso­by, któ­ra jest Soma­lij­ką i Dun­ką, roz­pię­tą mię­dzy swo­ją duń­sko­ścią a swo­ją soma­lij­sko­ścią, do tego mię­dzy kul­tu­rą chrze­ści­jań­ską a kul­tu­rą isla­mu.

I na zakoń­cze­nie: jak zde­fi­nio­wa­ła­byś wol­ność – poję­cie klu­czo­we dla gdań­skiej nagro­dy? Czym – w świe­tle wier­szy – jest ona dla wybra­nej przez cie­bie poet­ki, a czym dla cie­bie oso­bi­ście?

Oho­ho! Pyta­nie o wol­ność to jed­no z naj­waż­niej­szych pytań W OGÓLE! Może doty­czyć życia intym­ne­go, rodzin­ne­go, pry­wat­ne­go, a tak­że sze­rzej: spo­łecz­ne­go, poli­tycz­ne­go, rela­cji mię­dzy jed­nost­ka­mi i mię­dzy gru­pa­mi spo­łecz­ny­mi (umow­nie: naro­da­mi) – a więc abso­lut­nie wszyst­kich sfer życia oraz egzy­sten­cji ludz­kiej. Spo­sób, w jaki poj­mu­je­my wol­ność, defi­niu­je nas jako ludzi w sfe­rze ety­ki, w naszych rela­cjach z bli­ski­mi, dal­szy­mi i cał­kiem dale­ki­mi – gru­pą spo­łecz­ną, naro­dem, pań­stwem. Wol­ność to pra­wa.

Powyż­sze było­by chy­ba odpo­wie­dzią na two­je pyta­nie o moje rozu­mie­nie wol­no­ści w ogó­le. A jeśli cho­dzi o to, jak postrze­gam wol­ność w moim życiu oso­bi­stym… No cóż, w moim życiu wol­ność spla­ta się ści­śle z… bra­kiem wol­no­ści [śmiech], z samo­ogra­ni­cze­niem, domi­na­cją obo­wiąz­ku. Jed­nak wybie­ra­nie obo­wiąz­ku jest też prze­ja­wem wol­no­ści – to w koń­cu mój wybór, sama go doko­na­łam, a że „przy­mu­szo­na” empa­tią czy poczu­ciem zobo­wią­za­nia lub god­no­ści, to już inna spra­wa. Strasz­nie to skom­pli­ko­wa­ne. Jed­nak w spra­wach dla mnie egzy­sten­cjal­nie waż­nych dawa­łam i daję sobie wol­ność, pra­wo do reali­zo­wa­nia swo­ich naj­głęb­szych potrzeb – na tyle, by nie krzyw­dzić bli­skich ponad mia­rę.

Teo­re­tycz­nie zawsze mia­łam więc wol­ność wybo­ru dro­gi. Ami­na Elmi też ją ma, ale dla niej wybo­ry te są ina­czej trud­ne, jej udzia­łem jest cier­pie­nie – roz­pię­cie mię­dzy świa­tem rodzi­ców, współ­od­czu­wa­nie ich traum, tęsk­no­ta za tym, co utra­co­ne. W waż­nej dla niej sfe­rze reli­gii doko­na­ła wybo­ru nie­zwy­kle trud­ne­go i ryzy­kow­ne­go. To bar­dzo odważ­ne rozu­mie­nie wol­no­ści. Myślę, że tra­gizm poło­że­nia jej i wszyst­kich potom­ków uchodź­ców o innym kolo­rze skó­ry – to ostat­nie: rzecz, zda­wa­ło­by się, tak banal­na i nic nie­zna­czą­ca! – pole­ga przede wszyst­kim na tym, że nie mogą się czuć tak samo wol­ni jak rdzen­ni miesz­kań­cy dane­go pań­stwa. Nie jestem w sta­nie wyobra­zić sobie roz­dwo­je­nia wią­żą­ce­go się z tym, że w kra­ju, w któ­rym poet­ka się wycho­wa­ła, gdzie ma uko­cha­ne miej­sca, rośli­ny, zapa­chy, wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa i mło­do­ści – że w tym kra­ju, któ­ry uwa­ża za swój, ona sama nie jest uwa­ża­na za swo­ją. Nie da się do koń­ca pojąć gory­czy, jaka musi temu towa­rzy­szyć. Natych­miast nakła­da mi się to na doświad­cze­nie Żydów pol­skich – strasz­ne, trud­ne doświad­cze­nie.

Ideę gdań­skiej nagro­dy od począt­ku sytu­owa­łam w obsza­rze rozu­mie­nia wol­no­ści przede wszyst­kim jako praw w kon­tek­ście spo­łecz­nym i poli­tycz­nym. Wier­sze Ami­ny Elmi odno­szą się tak­że do miło­ści homo­sek­su­al­nej – ale to „tyl­ko” liry­ki, ero­ty­ki, nie mówią o bra­ku wol­no­ści czy pra­wie do reali­zo­wa­nia takiej miło­ści, bo w Danii w tej sfe­rze ist­nie­je peł­na wol­ność i akcep­ta­cja – jed­nak wyobra­żam sobie, że wier­sze te są wyzwa­niem dla wie­lu człon­ków spo­łecz­no­ści muzuł­mań­skiej w tym kra­ju. Tym bar­dziej cha­pe­au bas dla odwa­gi poet­ki.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Książki nominowane do Nagrody Europejski Poeta Wolności 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Książki nominowane do Nagrody Europejski Poeta Wolności 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Książki nominowane do Nagrody Europejski Poeta Wolności 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Amina Elmi, „Z całą miłością”, tłum. Bogusława Sochańska, Gdańsk: Instytut Kultury Miejskiej, 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Książki nominowane do Nagrody Europejski Poeta Wolności 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Książki nominowane do Nagrody Europejski Poeta Wolności 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej. Książki nominowane do Nagrody Europejski Poeta Wolności 2026, fot. Bartosz Bańka dla Instytutu Kultury Miejskiej.

Czytaj także

10.09.2026 Laba

Pod domem Różewicza (mix)

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy tekst Krzysztofa Siwczyka.

09.09.2026 Szkice

Każdy elementarz jest książką o przyszłości. A jak Antyfaszyzm. Anarchia. Alfabet. Amster

Właśnie dlatego ta wystawa jest tak ważna. Nie dlatego, że odkrywa zapomnianego grafika. Takich wystaw powstaje wiele. Ta pokazuje coś znacznie ciekawszego: moment, w którym sztuka, polityka, edukacja i wojna zlewają się w jeden przedmiot wielkości niewielkiego notesu – o wystawie w Instytucie Cervantesa poświęconej „Elementarzowi antyfaszystowskiemu” pisze Maria Strzelecka.

08.09.2026 Laba

Tu nie ma żadnego Sikornika

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy tekst Jakuba Korhnausera.

07.09.2026 Recenzje

Dunham vs „Dunham”

Famesick, czyli (w wolnym tłumaczeniu, bo książka nie ukazała się jeszcze po polsku) „Chora na sławę”, jest autobiograficzną opowieścią o odzyskiwaniu własnej historii – o książce Leny Dunham pisze Marcin Wilk.