Joanna Mueller: Nominowany do Nagrody Literackiej Miasta Gdańska Europejski Poeta Wolności 2026 tom Z całą miłością Aminy Elmi w twoim przekładzie trafił do rąk polskich czytelniczek i czytelników na początku tego roku. Przeszłyśmy z nim długą wydawniczą drogę, a mówię to także jako redaktorka wszystkich książek z serii tegorocznych nominowanych. I właśnie o twoją prywatną drogę do tego tomu chciałam zapytać. Jak trafiłaś na tę autorkę i dlaczego wybrałaś ją spośród innych poetów oraz poetek piszących w Danii? Wiem, że to nie koniec twojej wspólnej podróży z Elmi, bo planujesz wydać jako osobną publikację jej głośny tom Barbarzyńca. Opowiesz, co do tej pory przeżyłaś w trakcie prac nad przekładem jej wierszy?
Bogusława Sochańska: Amina Elmi jest Somalijką, jej rodzina uciekła z kraju objętego okrutną wojną domową i osiadła w Danii. Amina miała wtedy trzy lata, więc w jej pamięci nie zachowało się osobiste doświadczenie wojny, ale w pamięci jej starszych braci i oczywiście rodziców – tak.
Żeby wyjaśnić, dlaczego zainteresowałam się jej debiutanckim tomem, muszę poczynić dygresję. Od 2020 roku jestem związana z wydawnictwem Driada, które specjalizuje się w wydawaniu literatury duńskiej i w którym zaplanowałam serię poezji duńskiej w moich przekładach, ponieważ od wielu lat tłumaczę wiersze i mnóstwo ich czeka na wydanie. W 2023 roku ruszyły formalne działania. Pierwszym tomem poetyckim, do którego kupiliśmy wtedy prawa, był wianek sonetów Inger Christensen Dolina motyli; pracowałam nad przekładem tego kultowego w Danii dzieła kilka lat i wreszcie byłam gotowa do opublikowania go (książka ukazała się w 2025 roku).
Poza tomami innych wybitnych duńskich poetów i poetek zaplanowałam w ramach serii książki dwojga duńskich twórców narodowości nieduńskiej. Zależało mi na tym, żeby pokazać w naszym kraju, w którym jest tak dużo lęku przed imigrantami i tyle uprzedzeń wobec nich, że w Danii, gdzie wprawdzie nie uniknięto problemów z integracją imigrantów, zaistnieli jednak duńscy poeci wywodzący się z kręgów imigranckich, a ich twórczość uznano za wybitną i wzbogacającą język oraz kulturę tego kraju.
I tak w 2023 roku zaczęliśmy starania o zakup praw do wierszy Yahyi Hassana, notabene nominowanego do nagrody Europejski Poeta Wolności w 2016 roku, oraz Polki i Żydówki Janiny Katz. Właśnie wtedy ukazał się w Danii debiut niemal tak samo głośny jak w 2014 roku debiut Hassana – tom poetycki Aminy Elmi Barbar [Tavshedens objekt]. Gazety zamieszczały entuzjastyczne recenzje, a niedługo potem poetka otrzymała prestiżową nagrodę za najlepszy debiut roku. Natychmiast kupiliśmy prawa do tej książki, ponieważ znakomicie dopełnia wspomnianą prezentację „obcych” w Danii, którzy stali się znaczącymi twórcami duńskimi. Cała trójka osiągnęła też sukces w wymiarze bardziej konkretnym – Janina Katz i Yahya Hassan poza innymi nagrodami otrzymali nominacje do Nagrody Literackiej Rady Nordyckiej, najważniejszego skandynawskiego wyróżnienia w tej dziedzinie. Wybór wierszy Janiny Katz ukaże się w Driadzie we wrześniu, natomiast na prawa do wydania wierszy nieżyjącego już niestety Yahyi Hassana nadal czekamy, ponieważ duński wydawca ma problem z uzyskaniem zgody rodziny na ich udostępnianie. Książkę Aminy Elmi planowaliśmy wydać w 2025 roku, ale rok wcześniej, gdy okazało się, że w najbliższej edycji Europejskiego Poety Wolności jest miejsce dla twórcy z Danii i zostałam poproszona o zgłoszenie kandydatury, postanowiliśmy przełożyć wydanie Barbarzyńcy na 2026 rok, żeby móc zgłosić autorkę do konkursu (teksty konkursowe nie mogą być wcześniej publikowane w Polsce).
Gdy debiut Aminy Elmi w sierpniu 2023 roku odbił się szerokim echem w duńskich mediach, wiedziałam od razu, że ta poezja ma wymiar podobny do twórczości Yahyi Hassana – również mówi o wojnie, przed którą uciekali rodzice, o trudnym wpisywaniu się w kulturę kraju uważanego za własny, ale odrzucającego „obcego”, o buncie przeciw nieakceptowanej wersji religii, w której oboje twórcy się wychowali. Jednak ich osobistą historię różni tło rodzinne: podczas gdy Hassan wzrastał w rodzinie patologicznej, rodzinę Elmi łączą miłość oraz wzajemna akceptacja – i nie podważył tego fakt, iż poetka ujawnia w wierszach, że jest lesbijką, choć rodzina wyznaje tradycyjny islam. Mówię o tym wszystkim tylko na podstawie lektury wierszy, które mają charakter autobiograficzny, co potwierdzają opublikowane w Danii wywiady z poetką. Podczas gdy twórczość Hassana mną wstrząsnęła, poezja Aminy Elmi mnie uwiodła. Czym? Mieszczeniem w sobie przeciwieństw: twardości i miękkości, bezkompromisowości i empatii, ironii i czułości, walki o idee i zasady – oraz głębokiej refleksji nad losem ludzkim.
Na jakie trudności tłumaczeniowe natrafiłaś przy tej książce? Co się udało, a co nie bardzo? Jakie są klęski, a jakie zwycięstwa? Ale też – co było dla ciebie największym zachwytem i olśnieniem? I jak ta książka sytuuje się w twoim dorobku tłumaczeniowym?
Zacznę od odpowiedzi na ostatnie z twoich pytań: tłumaczę wiersze od niemal trzydziestu lat, to najbliższa mi forma, jeśli chodzi o prace przekładowe. I lubię pracować z twórczością, która czymś się wyróżnia. Lubię poezję – zresztą prozę także – „mocną”: mówiącą o sprawach ważnych i zasadniczych, wypowiadającą się w sposób ciekawy artystycznie. Praca z takimi utworami daje mi najwięcej satysfakcji – im ważniejszy temat i trudniejsza forma, tym ciekawiej. Tłumaczenie baśni i opowieści Andersena czy poezji Inger Christensen, najważniejsze chyba jak dotąd w moim życiu doświadczenia translatorskie, to szczyty na tej drodze. Poezja Yahyi Hassana – wykrzyczana, porażająca w formie i w wymowie – sytuuje się na innym biegunie, ale także była swoistym szczytem, na który się wspinałam. Publikowałam oczywiście wiersze autorów o mniej wyraziście się manifestującej czy oryginalnej dykcji, ale zawsze czymś szczególnym się wyróżniających. A jednym z ważnych wyróżników jest to, że potrafią wywołać we mnie silne emocje: zachwycają, wstrząsają albo zwyczajnie wzruszają.
Wiersze Aminy Elmi to wielość tematów i form. Mówią innym tonem o cierpieniu matki i braci czy o zmarłym ojcu, innym – o zderzaniu się z murem duńskości autochtonów, którzy starają się ukrywać swoje postrzeganie Somalijczyków jako obcych, jeszcze innym – o religii i wierze, a znowu innym – o miłości do kobiety. W jednych wierszach buzuje złość, a nawet wściekłość, wojowniczość, ich język jest ostry, wprost oskarżycielski albo operujący ironią. Inne, pełne empatii wobec bliskich, wzruszają czułością i delikatnością, a wiersze miłosne są niezwykle liryczne. Jednak mimo tej różnorodności tematów, tonów, form i rytmów utwory Aminy Elmi są tak bardzo „Aminowe”. Odbieram je jako zapis bogactwa doświadczeń, przeżyć, doznań i duchowości człowieka niezwykle wrażliwego oraz wystawionego przez los na próby, jakich nie doświadczamy my – żyjący zwyczajnie, linearnie, we własnych ojczyznach, w swoich tradycjach, pieleszach, oczywistościach. Co ważne, ta młoda kobieta ma nie tylko ogromną potrzebę i odwagę wyrażania siebie oraz swojego prywatnego doświadczenia – ma także ogromną potrzebę i odwagę walczenia słowem o lepszy świat. Jej twórczość jest zarazem osobista i polityczna. Poetka mówi o faktach, emocjach, obcości, tożsamości, a także o braku języka do wyrażenia wiążących się z jej doświadczeniem imponderabiliów.
To zróżnicowanie treści, formy i tonu samo w sobie nie przysparza w procesie tłumaczenia trudności, wymaga tylko dostrojenia się do emocji wyrażonych w poszczególnych wierszach. Odbieram to nie jako trudność, tylko jako ciekawe wyzwanie i wzbogacające obcowanie z… bogactwem. Czytając te wiersze, nie mamy wątpliwości, że mówią o osobistych doświadczeniach i emocjach autorki. A te doświadczenia i emocje poruszają, przejmują. Komuś, kto grzeje się w ciepełku głębokiego zakorzenienia w kraju, w którym żyje, kto trzyma w szafie serwetkę po prababci, „czuje” historię swojego kraju, pozostaje zagnieżdżony w swojskiej tradycji i przez wszystkich wokół jest uważany za swego – komuś takiemu trudno nie przejąć się losem osoby takiej jak Amina Elmi, która w dodatku przemawia również w imieniu innych dzielących jej doświadczenie.
Tłumacząc teksty literackie – zwłaszcza jeśli sami je sobie wybieramy – najczęściej identyfikujemy się z autorką/autorem, stajemy się ich stronnikami, adwokatami. W przypadku poezji ten mechanizm działa szczególnie mocno – bo poezja kondensuje emocje i przesłanie, operuje wyrazistym obrazem. Zatem tak, wiele spośród wierszy Aminy Elmi ściska mnie za gardło, jej ból boli. To przede wszystkim te odczucia, nie zachwyt, towarzyszyły mi podczas pracy nad przekładem.
Skoro jednak pytasz o trudności w tłumaczeniu jej wierszy, to powiem dwa słowa o tych natury technicznej. Autorka często nawiązuje do kultury kraju swojego pochodzenia, odkrywa przed nami świat nieznany większości odbiorców, na przykład pisze o poecie o nazwisku Boodhari. To dla tłumaczki wyzwanie, ale też wzbogacające doświadczenie: trzeba poczytać, poszukać, poznać.
Czasem jednak samo to okazuje się trudnością i trzeba szukać pomocy ekspertów. Pamiętasz może, że gdy sprawdzałaś przekład, zauważyłaś, że napisałam nazwisko poety i prozaika Mahmuda Darwisza w wersji angielskiej – Darwish – tak jak zapisała je autorka, przytaczając jego słowa. Straciłam wtedy czujność. Poeta ten nie był mi wcześniej znany – ty o nim wiedziałaś – szukałam go w internecie pod tym właśnie angielskim wariantem nazwiska i oczywiście odpowiadały mi tylko strony anglojęzyczne. Dowiedziałam się wprawdzie, że był to najwybitniejszy twórca palestyński, dlatego postanowiłam upewnić się, czy może cytowane przez Aminę Elmi zdanie zostało już przetłumaczone na język polski wprost z arabskiego. My, tłumacze, w takich przypadkach badamy rzecz i jeśli przekład polski już funkcjonuje, zamieszczamy go, informując o tym czytelnika w przypisie. Gdy więc wrzuciłam w wyszukiwarkę spolszczoną wersję nazwiska poety, internet znalazł kilka informacji, w tym tę, która mnie zachwyciła: wśród finalistów Nagrody Ossolineum za Przekład Poetycki 2025 była wybitna tłumaczka z arabskiego Hanna Jankowska, autorka przekładu wyboru wierszy Darwisza Dowód tożsamości. Znalazłam tłumaczkę i napisałam do niej… Okazało się, że cytowanego zdania nie ma w jej wyborze, ale przy okazji Hanna odkryła, że w wierszu Aminy Elmi zacytowano je z pewnym brakiem. Występuje on także na stronach anglojęzycznych, można się więc domyślać, że autorka czytała Darwisza w przekładach angielskich. Notabene Hanna odkryła przy okazji, że być może to nie Darwisz jest autorem cytowanego zdania, tylko pewien poeta syryjski… ale zostawmy tę kwestię, bo to zupełnie inny temat.
Opowiadam tu tylko o jednym spośród aspektów kuchni translatorskiej. W twórczości Aminy Elmi występuje szczególny rys: poetka używa w wierszach wyrazów i całych fraz w języku somalijskim. I choć w jednym z wywiadów zapewniała, że ich znaczenie wyjaśnia w wierszach, to jednak nie zawsze znajduje właściwy dla nich język, czasem fraza taka pozostaje jak zamknięta kapsułka, której towarzyszy tylko cisza. Obcowanie z taką materią, zupełnie dla mnie nieprzeniknioną, jest z jednej strony fascynujące, bo wprowadza pewną tajemnicę, ale z drugiej strony stanowi trudność, rodzi niepokój i niepewność.
Podobny problem miałam, tłumacząc wiersze Yahyi Hassana, który często przywoływał język arabski. Wtedy zagadki tego języka pomógł mi rozwiązać profesor Janusz Danecki. Z kolei w wierszach Janiny Katz sytuacja jest dokładnie odwrotna: poetka wplatała w swoją duńszczyznę dosłowne tłumaczenia polskich wyrażeń idiomatycznych, powiedzeń czy przysłów, co w wierszach duńskich dawało niezwykle ciekawy efekt, intrygowało i wprowadzało tajemnicę. Ale dla mnie, Polki, była to bułka z masłem – za to przekład polski jest pozbawiony w tych miejscach szczególnego smaczku oryginalności.
Innych tłumaczy i tłumaczki finałowych tomów Europejskiego Poety Wolności pytam o to, jak przekładana przez nich poezja sytuuje się w macierzystym kręgu kulturowym autorki czy autora. W przypadku Aminy Elmi – „duńskiej poetki bez duńskiego paszportu”, która urodziła się w rodzinie somalijskich uchodźców i niemal całe życie spędziła w Danii, ale wciąż jest traktowana jako „obca” – sytuacja okazuje się rozdzierająco skomplikowana, co naświetlasz w swoim posłowiu. Na zawsze utkwi mi w pamięci opisywana przez samą autorkę w liście z 2024 roku scena, kiedy to kończąca kadencję duńska ministra ds. równouprawnienia przekazuje swojemu następcy tekę, a wraz z nią książki dwóch autorek-imigrantek, w tym tomik Elmi, ale nie wymienia ich z nazwiska ani nie odnosi się do ich przesłania, stojącego w kontrze do okrągłych politycznych frazesów. Czy możesz powiedzieć, jak dzisiaj głos poetycki Aminy Elmi wybrzmiewa w dyskusjach o uchodźstwie, równouprawnieniu, losie kobiet islamskich i osobach z „cudzoziemskim paszportem” w Danii?
Amina debiutowała raptem dwa lata i osiem miesięcy temu, to krótki czas. Jesienią ubiegłego roku miała się ukazać jej druga książka – nie doszło do tego z powodu tragedii rodzinnej. Tak więc wielogłos recenzencki i czytelniczy, który rozbrzmiewał po debiucie, nie miał jak dotąd ciągu dalszego. Daję głowę, że literaturoznawcy badają tę twórczość, nie mam jednak jeszcze dostępu do tekstów, które być może już się ukazały, ale może dopiero są w drodze. Poza recenzjami Barbarzyńcy w ciągu roku po wydaniu książki w mediach ukazywały się rozmowy z autorką. Wyłania się z nich osoba bezkompromisowa, o wyrazistych poglądach, fighterka – czytelnik jej wierszy utwierdza się więc w swoich wrażeniach z lektury.
Amina manifestuje swoje stanowisko wobec stanu spraw szczególnie mocno na dwóch polach. Pierwsze i najważniejsze to sytuacja imigranta, obcego, który w swoim odczuciu obcym nie jest – wychował się w Danii i identyfikuje się z tym krajem. Ale zarazem ma poczucie, wzmacniane przez reakcje autochtonów, że jest obcy. Wiąże się z tym problem tożsamości – poetka przecież równocześnie identyfikuje się z rodzicami i odczuwa tęsknotę za ich ojczyzną, za kulturą, którą utraciła. Drugim polem, które również widać w książce, jest sprzeciw wobec tradycyjnych wykładni islamu. Amina Elmi, będąca osobą wierzącą, odeszła od tradycji, w której się wychowała, i dołączyła do środowiska meczetu feministycznego działającego w Kopenhadze od 2015 roku. To instytucja reformatorska, w której imamami są kobiety i która działa nie tylko na rzecz równości płci w praktykowaniu religii, ale także przeciwko dominującej pozycji mężczyzn w tradycyjnych rodzinach muzułmańskich. Dwa dni przed lockdownem w 2020 roku byłam z ramienia Duńskiego Instytutu Kultury w gronie organizatorów konferencji poświęconej sytuacji kobiet w Unii Europejskiej. Zaprosiłam wtedy do wygłoszenia referatu Sherin Khankan, socjolożkę religii, publicystkę i działaczkę feministyczną, współzałożycielkę tego meczetu i pierwszą w Skandynawii imamkę. Opowiadała o walce o prawa kobiet wewnątrz wspólnoty muzułmańskiej w oparciu o egzegezę Koranu z perspektywy feministycznej, ale także o prawo muzułmanów do zachowania swoich tradycji w społeczeństwie duńskim, na przykład prawo dziewczynek do noszenia chust w szkole. Sherin Khankan prowadzi przy meczecie – notabene mieszczącym się w zwykłym w mieszkaniu – Akademię Islamską, w której kształcone są kobiety pragnące zostać imamkami. Kilka dni temu natknęłam się na następującą informację zamieszczoną na stronie Duńskiego Instytutu Filmowego w związku z pokazem filmu dokumentalnego Reformisten poświęconego Sherin Khankan: „Po pokazie na pytania publiczności będą odpowiadać Amina Elmi, jedna z najmłodszych imamek w meczecie Mariam, oraz Sherin Khankan”.
To, co mówisz o feministycznej wersji islamu i kobietach będących imamkami, w Polsce może brzmieć zupełnie niesamowicie. Zatem dopytam: co według ciebie tom Z całą miłością może dać polskim odbiorczyniom i odbiorcom? Jakie luki w naszej rodzimej twórczości i wrażliwości ma szansę wypełnić?
Mogłabym tu powtórzyć wiele z tego, co powiedziałam przed chwilą. Może się mylę, ale wydaje mi się, że nie mamy w kraju doświadczenia uchodźczego wyrażonego w poetyckiej polszczyźnie z perspektywy uchodźców przybyłych do nas – w mojej świadomości jest tylko poezja Greka Nikosa Chadzinikolau, ale pamiętam ją inaczej, przede wszystkim jako głos człowieka będącego łącznikiem między kulturami polską i grecką, który nie był postrzegany jako obcy, a jeśli nawet, to wyłącznie w sensie pozytywnym, zupełnie inaczej niż osoby takie jak Amina Elmi czy Yahya Hassan w Danii. Dziś pisze Tadeusz Karabowicz, poeta polski i ukraiński, ale, jeśli się nie mylę, jest on autochtonem. Mamy też sporo głosów ukraińskich, zwłaszcza poetek, ale one nie piszą po polsku. Poezja Aminy Elmi może więc otworzyć oczy polskich czytelników i czytelniczek na doświadczenie „obcego” w kraju, w który obcym de facto nie jest. To doświadczenie osoby, która jest Somalijką i Dunką, rozpiętą między swoją duńskością a swoją somalijskością, do tego między kulturą chrześcijańską a kulturą islamu.
I na zakończenie: jak zdefiniowałabyś wolność – pojęcie kluczowe dla gdańskiej nagrody? Czym – w świetle wierszy – jest ona dla wybranej przez ciebie poetki, a czym dla ciebie osobiście?
Ohoho! Pytanie o wolność to jedno z najważniejszych pytań W OGÓLE! Może dotyczyć życia intymnego, rodzinnego, prywatnego, a także szerzej: społecznego, politycznego, relacji między jednostkami i między grupami społecznymi (umownie: narodami) – a więc absolutnie wszystkich sfer życia oraz egzystencji ludzkiej. Sposób, w jaki pojmujemy wolność, definiuje nas jako ludzi w sferze etyki, w naszych relacjach z bliskimi, dalszymi i całkiem dalekimi – grupą społeczną, narodem, państwem. Wolność to prawa.
Powyższe byłoby chyba odpowiedzią na twoje pytanie o moje rozumienie wolności w ogóle. A jeśli chodzi o to, jak postrzegam wolność w moim życiu osobistym… No cóż, w moim życiu wolność splata się ściśle z… brakiem wolności [śmiech], z samoograniczeniem, dominacją obowiązku. Jednak wybieranie obowiązku jest też przejawem wolności – to w końcu mój wybór, sama go dokonałam, a że „przymuszona” empatią czy poczuciem zobowiązania lub godności, to już inna sprawa. Strasznie to skomplikowane. Jednak w sprawach dla mnie egzystencjalnie ważnych dawałam i daję sobie wolność, prawo do realizowania swoich najgłębszych potrzeb – na tyle, by nie krzywdzić bliskich ponad miarę.
Teoretycznie zawsze miałam więc wolność wyboru drogi. Amina Elmi też ją ma, ale dla niej wybory te są inaczej trudne, jej udziałem jest cierpienie – rozpięcie między światem rodziców, współodczuwanie ich traum, tęsknota za tym, co utracone. W ważnej dla niej sferze religii dokonała wyboru niezwykle trudnego i ryzykownego. To bardzo odważne rozumienie wolności. Myślę, że tragizm położenia jej i wszystkich potomków uchodźców o innym kolorze skóry – to ostatnie: rzecz, zdawałoby się, tak banalna i nic nieznacząca! – polega przede wszystkim na tym, że nie mogą się czuć tak samo wolni jak rdzenni mieszkańcy danego państwa. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie rozdwojenia wiążącego się z tym, że w kraju, w którym poetka się wychowała, gdzie ma ukochane miejsca, rośliny, zapachy, wspomnienia z dzieciństwa i młodości – że w tym kraju, który uważa za swój, ona sama nie jest uważana za swoją. Nie da się do końca pojąć goryczy, jaka musi temu towarzyszyć. Natychmiast nakłada mi się to na doświadczenie Żydów polskich – straszne, trudne doświadczenie.
Ideę gdańskiej nagrody od początku sytuowałam w obszarze rozumienia wolności przede wszystkim jako praw w kontekście społecznym i politycznym. Wiersze Aminy Elmi odnoszą się także do miłości homoseksualnej – ale to „tylko” liryki, erotyki, nie mówią o braku wolności czy prawie do realizowania takiej miłości, bo w Danii w tej sferze istnieje pełna wolność i akceptacja – jednak wyobrażam sobie, że wiersze te są wyzwaniem dla wielu członków społeczności muzułmańskiej w tym kraju. Tym bardziej chapeau bas dla odwagi poetki.
