W niektórych kręgach środowiska poetyckiego funkcjonuje przekonanie o nadpodaży książek poetyckich (związanej oczywiście z obniżeniem jakości tomów), a współczesnych poetów można z grubsza podzielić na dwie kategorie – według kryterium częstotliwości publikacji. Jedni wydają nowy tom co rok czy raz na dwa lata, inni pracują nad jedną książką latami, a nawet dekadami. O ile pierwszą strategię prawdopodobnie uznać należy za słuszną, jeśli celami obranymi przez autora są zaistnienie w zbiorowej świadomości i maksymalizacja szans na zdobycie nagród literackich czy na popularyzację swojego podejścia do pisania poezji, o tyle najnowszy tom Marka Krystiana Emanuela Baczewskiego, Elegancki przedmiot na biurko, jest silnym argumentem na rzecz powolnego przygotowywania, a wręcz cyzelowania wierszy. Zawierciański poeta wraca bowiem z nową książką po ośmiu latach od ostatniej – i jest to powrót w świetnym stylu. Jak pisze w jednym z utworów: „ten wiersz pisałem przez lata / wiedziałem że nikt na niego nie czeka / mogłem sobie pozwolić na doskonałość”.
Elegancki przedmiot… to rzeczywiście doskonały argument na korzyść Poundowskiej tezy, że „lepiej w ciągu życia zaprezentować jeden Obraz, niż produkować opasłe tomy”1. Modernistyczne dowartościowanie poezji wysokoartystycznej nie jest w twórczości Baczewskiego wyrażone wprost, za to okładka zbioru jasno ukazuje fundament filozoficzny nowej publikacji. Głównym patronem tomu, a jednocześnie ozdobą frontu książki, został Ludwig Wittgenstein, którego koncepcja znaczenia słowa jako jego użycia w danym kontekście2 stanowi podstawę poetyckich dociekań Baczewskiego. Inspiracja wyrażona w tak otwarty sposób to ciekawy kontekst tytułu tomu – sugestia, że jego znaczenie zależy od „sytuacji odbiorczej”. Jeśli czytelnik tych wierszy jest pasjonatem poezji, to z dużym prawdopodobieństwem uzna on sprowadzanie tomiku poetyckiego do „eleganckiego przedmiotu na biurko” za podszyte gorzką ironią nawiązanie do niszowego statusu współczesnej liryki w kulturze. Jeśli zaś czyjaś interakcja z książką ogranicza się do ujrzenia jej na półce u koleżanki, to uzasadniona z perspektywy tej osoby będzie dosłowna interpretacja tytułu. Zresztą w ostatnim wierszu podmiot Baczewskiego w ironicznie koślawy, aforystyczny sposób potwierdza prymarność f u n k c j i w interpretacji: „Lampa zgaszona w nocy jest bardziej zgaszona niż ta / zgaszona w dzień, ponieważ oczekiwanie funkcji jest silniejsze / niż oczekiwanie mocy”. A przecież samo oczekiwanie jest zależne od podmiotu, który może spodziewać się czegokolwiek tylko w odniesieniu do własnego modelu świata i swojego w nim usytuowania. Modelu nie zawsze uświadomionego, ale – z konieczności – istniejącego.
Jeszcze przed przeczytaniem pierwszego wersu widzimy, że ironia i humor to istotne elementy nowej publikacji Baczewskiego. Nie powinno to nikogo zaskakiwać, mowa w końcu o autorze poematu o defekacji3 czy wiersza Hujstoria4. Jednak w kontrze do rozpoznań Oskara Czapiewskiego5 jestem zdania, że ironia, dezynwoltura językowa i wciąganie czytelnika w różnego rodzaju gry nie są dla Baczewskiego celem samym w sobie. Odczytuję zabiegi poety raczej w kluczu post- lub metaironii, jak to się mówi we współczesnym dyskursie humanistycznym6. Są to dość rozmyte kategorie, opiszę więc dokładniej, jak rozumiem podejście autora do kwestii „beki”, ale najpierw parę słów o formie tekstów zamieszczonych w tomie Elegancki przedmiot na biurko.
Utwory w znacznej większości przybierają formę próz poetyckich naszpikowanych cytatami, pseudocytatami i innymi nawiązaniami literackimi. Są to niezwykle różnorodne odniesienia o bardzo szerokim zakresie: klasycystyczne, bodaj najliczniejsze (Polibiusz, Tukidydes czy Hezjod), modernistyczne (T.S. Eliot; wykorzystanie obcych języków w poundowskim stylu), romantyczne (Herman Melville, Gérard de Nerval), starochińskie (wers „Pusta miseczka to poezja”, korespondujący z aforyzmem Lao Tzu7; wiersz o Cangjie, mitologicznym twórcy chińskiego pisma). Poetyckość w tekstach Baczewskiego opiera się głównie na aluzjach i nieoczywistych współbrzmieniach. Dobrym przykładem specyficznej melodyjności frazy autora może być fragment wiersza Tekst jest mocniejszy niż noc:
Kontury liter rozpływają się w mroku, ale sens trwa,
ale pozostawiają świadomość istnienia dojmującej prawdy.
Każda rozsądna książka odwraca wtedy wzrok od twarzy
czytelnika i koncentruje się na swoich sprawach.
Pogrubieniem wyróżniłam sylaby wyznaczające rytm fragmentu przez asonanse. Ten sam wiersz zawiera strofoidę-apostrofę do abstrakcyjnej książki, z rytmicznie powracającymi zwrotami w stylu „Księgo, książko, książeczko” oraz nagromadzeniem aliteracji („figurantko, figuro, sedentarna sprinterko / latryno letargików […]” czy „Łoże łowców światła”). Co więcej, autor korzysta także ze współbrzmień między różnymi językami i z rymów implikowanych, jak w zakończeniu przytoczonego wiersza:
I tyle Wittgenstein.
„WriteLn («Goodbye, World!»);
end”.
Ostatnie dwa wersy to kod w języku programowania Pascal, a wytłuszczone litery „Ln” są skrótem od „Line”, tworzą rym: „sztajn” – „lajn”. W tytule Tekst jest mocniejszy niż noc można spostrzec podobny intrygujący zabieg, który umownie nazwałabym rymem międzyjęzykowym. Najsensowniejsze angielskie tłumaczenie tytułu to „The text is mightier than the night” (najsensowniejsze, ponieważ spójne z popularną sentencją „The pen is mightier than the sword”, do której nawiązuje polski tytuł), a zatem współbrzmienie moc/noc niejako utrzymuje się mimo przekładu. Tego rodzaju fragmentów, których odpowiedniki w języku angielskim także są znaczące, jest tu zresztą więcej. Przykładem może być dwuwers: „Od mycia statków człek się prawdopodobnie nie uwolni. / Ale budowa piramidy to już może sobie poczekać”. Jednym z odpowiedników słowa „statek” w języku angielskim jest „vessel”, słowo, które oznacza także „naczynie”. Tym samym przytoczony wers odwołuje się do ciężaru prozy życia, dobrze znanego zarówno współczesnemu czytelnikowi, jak i niewolnikom z czasów starożytnej Grecji.
Ale czy to wszystko jedynie zabawa, popis umiejętności warsztatowych, oczarowywanie odbiorcy, obliczone na zamaskowanie braku interesujących treści i wartościowego przekazu? Nie, choć niektórych może rozczarować moja interpretacja dużej części tych zabiegów, odczytuję je bowiem jako zwracanie przez autora uwagi na sam akt kreacyjny i jego potencjał. Nie jest to jednak dla Baczewskiego ostateczny cel utworów, lecz jedna ze składowych nadrzędnego znaczenia. Tutaj przyda się wspomniany wcześniej kontekst post- czy też metaironii, którego dobrym negatywnym punktem odniesienia może być esej Filipa Matwiejczuka poświęcony tematowi humoru w literaturze i opublikowany w sześćdziesiątym pierwszym numerze czasopisma „Ha!art”8. W szkicu tym możemy przeczytać, że
kiedy mówimy już o uznanym, zachodnim nazwisku, które traktuje śmieszność wręcz ekwilibrystycznie, to ten wątek jest uparcie pomijany na rzecz nadętego bredzenia o pustkach, wiecznościach, traumach i tak dalej. Tak było z pojawieniem się w polskim dyskursie Anne Carson – Autobiografia czerwonego jest po prostu, kurde, zabawna.
Nie mam zamiaru bronić polskiego dyskursu o Carson, zwłaszcza że, o ile dobrze mi wiadomo, żaden z komentatorów jak dotąd nie uznał homofonii red/read z oryginalnego tytułu Autobiografii9 za istotną dla interpretacji. Jednakże sugestia, że należy traktować śmieszność jako oś twórczości przyszłorocznej noblistki10, jest co najmniej podejrzana. W czasach, kiedy obóz koncentracyjny dla migrantów w Stanach Zjednoczonych nosi „bekową” nazwę Alligator Alcatraz, warto ostrożnie podchodzić do pokładania nadziei – czy to politycznej, czy artystycznej – w humorze jako takim11. Baczewski, podobnie jak autorka Dekreacji…, na szczęście nie wpada w tę pułapkę. Wiersz z Eleganckiego przedmiotu… najłatwiej dający się odczytać jako czyste szyderstwo to ten o wdzięcznym tytule Na miłość boską, co to jest? – przytoczę go w całości:
To jest piękny i mądry wiersz znanego poety.
Przyciąga uwagę czytelnika głęboką refleksją
nad egzystencjalnymi niepokojami współczesności.
Nie epatuje mentorskim tonem i uporczywą dydaktyką.
Mimo zastosowania retoryki dalekiej od koturnowości
skrywa zalążki i zawiązki problemów fundamentalnych.
W szczególny sposób zdumiewa i zachwyca,
w szczególny sposób porusza i zapada w pamięć.
Autor wyczuwa subtelne drgawki rzeczywistości,
acz z równym powodzeniem operuje w materii
niepochwytnej. Niewielu poetów z taką mocą
w swej twórczości ogarnia słowami niepojętą
tajemnicę realnego. To wiersz płynący z głębi
doświadczenia ludzkiego losu, w szczególny
sposób wypływa z autentycznego doświadczenia,
w szczególny sposób dotyka gorzkiej prawdy życia.
Jest metafizyczną odpowiedzią na wyzwanie
płynące ze strony, z pustej strony.
Wyrwany z kontekstu książki, może być interpretowany jako złośliwość względem „nadętego bredzenia”, o którym wspominał Matwiejczuk. Twierdzę jednak, że przywołany wiersz należy odczytywać w świetle Wallace’owskiej ironii wobec ironii. To sceptyczna reakcja na bezmyślne szyderstwo z pomysłu, że w ogóle można powiedzieć coś istotnego czy (o zgrozo!) wzniosłego – na szyderstwo, którego nadawca nie spodziewa się krytycznej odpowiedzi – przecież nikt nie zaryzykuje psucia dobrej zabawy i zostania uznanym za nudziarza, czyż nie? Taka interpretacja Na miłość boską… jest uprawniona, ponieważ wydźwięk tomu jako całości jest tragikomiczny. Autor nie stroni od egzystencjalnych rozpoznań, a motyw tajemnicy, w domyśle: tajemnicy istnienia, powtarza się w całej książce, podobnie jak powracają w niej rozważania na temat „prawdy”. Jednocześnie Baczewski nie występuje tu w roli kaznodziei, jest bowiem świadomy, że „[n]ie ma innej tajemnicy, niż ta, / która uśmiecha się tajemniczo / i mówi, że tajemnica istnieje”. Wydaje się, że takiej perspektywie mogłaby przyklasnąć przywołana wcześniej Anne Carson, która kończy Dekreację… wierszem zawierającym wers „«Niepodporządkowalność» (oto, czego brak faktom)”. Warto przy tym wyraźnie zaznaczyć: nie chodzi tu o reanimację tak zwanej wysokiej kultury w celu wbijania maluczkim do głowy odpowiednich treści (dla ich własnego dobra, rzecz jasna), ale o akceptację faktu, że powaga, wzniosłość, niewybredny humor, cięta ironia i jeszcze wiele innych pozornie sprzecznych rzeczy m u s z ą koegzystować w każdym porządnym projekcie wysokoartystyczym, jako istotne elementy ludzkiej kondycji. Jak pisał socjolog Michael Billig: „Co mogą wiedzieć o humorze ci, którzy znają tylko humor?”12.
Wróćmy jednak do poważnych, głębokich myśli poety-erudyty. Elegancki przedmiot na biurko kończy się serią wierszy w autorskiej formie „puzzli”. Każdy tekst zawiera sześć lub dwanaście numerowanych fragmentów (najczęściej pojedynczych zdań) oraz coś w rodzaju podsumowania czy wniosku, zapisanego kursywą. Forma ta jest strukturą analogiczną do Wittgensteinowskich fragmentów, z których składają się Dociekania filozoficzne. Warto przytoczyć fragment przedmowy filozofa do jego ostatniego dzieła:
Poniżej publikuję myśli […] w postaci u w a g, krótkich paragrafów […]. Już od początku zamierzałem zebrać kiedyś to wszystko w kształt książki […]. Zdawało mi się jednak istotne, by myśli przechodziły tam od przedmiotu do przedmiotu w naturalnej i nieprzerwanej kolejności. Po różnych nieudanych próbach spojenia mych wyników w taką całość zrozumiałem, że mi się to nigdy nie uda, że z tego, co potrafię napisać, najlepsze okażą się zawsze uwagi filozoficzne i że moje myśli wnet słabną, gdy wbrew ich naturalnej skłonności usiłuję pchnąć je w jednym kierunku. To zaś wiązało się, rzecz jasna, z samą naturą dociekania13.
Jeśli uznać to za rozpoznanie stanu charakterystycznego dla problematyki filozofii języka, a nie za spowiedź Austriaka z własnych ograniczeń, to wykorzystanie przez Baczewskiego analogicznie skonstruowanej formy „puzzli” staje się nie tylko uzasadnione w ramach pracy na Wittgensteinowskich motywach, lecz także istotne w kontekście tomu jako całości. Poeta zwraca tu uwagę na coś wyrażalnego jedynie nie wprost, ale za to dającego się poznać w doświadczeniu artystycznym (zarówno twórcy, jak i odbiorcy); coś uniwersalnego i tak ważnego, że warto poświęcić temu osiemdziesiąt stron wierszy. Najdosłowniej obrazuje to pierwszy utwór z serii, Jutro zaczyna się zawsze (puzzle):
1. Jest coś co chciałbym ogłosić całemu światu.
2. Głęboko zakop butelkę z listem mówiącym prawdę.
3. Zanim się człowiek przyzwyczai chwiać w opinii.
4. Zabiorę tajemnicę ze sobą do grobu.
5. Lepiej byłoby tego nie wiedzieć.
6. Milcz, bo jeśli nie, to inni się nie potkną.
Jest coś na dnie serca, czego nie umiem powiedzieć, ale zabiorę
to ze sobą do grobu, zakopane w butelce prawdy.
Baczewski odwraca więc motto niniejszego tekstu i między wierszami przekazuje, że poezję należy pisać tak, jakby pisało się filozofię (do czego sama serdecznie zachęcam wszystkich początkujących poetów). Oprócz tego przez zręczne wykorzystanie komediowych zabiegów i gier z czytelnikiem zawierciański autor w Eleganckim przedmiocie… udowadnia, że połączenie refleksji egzystencjalnych z elementami ludycznymi może pozytywnie wpłynąć i na owe dociekania, i na zabawę literacką . A jeśli kogoś to nie przekonuje? Cóż, sceptycy zawsze mogą potraktować książkę jako ozdobę albo społeczny dowód oczytania, bycia „ludźmi kultury” – jak w pewnym starym memie14.
Motto pochodzi z książki „Culture and Value”, [tłum. cytatu – J.S.]. Więcej na temat przytoczonego fragmentu można przeczytać w artykule Marjorie Perloff o formie literackiej w tekstach Wittgensteina (zwłaszcza w przypisie trzecim), online: https://wittgenstein-initiative.com/writing-philosophy-as-poetry-literary-form-in-wittgenstein/ [dostęp: 22.12.2025].
1 E. Pound, A Few Don’ts by an Imagiste, [tłum. cytatu – J.S.], online: https://www.poetryfoundation.org/poetrymagazine/articles/58900/a‑few-donts-by-an-imagiste [dostęp: 22.12.2025].
2 Dobrze obrazuje to chociażby następujący cytat z Philosophical Investigations: „For a large class of cases of the employment of the word «meaning» – though not for all – this word can be explained in this way: the meaning of a word is its use in the language”.
3 Zob. M.K.E. Baczewski, Kasandra idzie przypudrować nosek, Kraków: Zielona Sowa / Biblioteka „Studium”, 1999.
4 Zob. tenże, Morze i inne morza, Mikołów: Instytut Mikołowski, 2006.
5 Zob. O. Czapiewski, Recenzja tomu „Elegancki przedmiot na biurko” Marka K.E. Baczewskiego, online: https://kulturaupodstaw.pl/recenzja-tomu-elegancki-przyrzad-na-biurko-m-k-e-baczewskiego/ [dostęp: 22.12.2025].
6 Zob. na przykład: T. Vermeulen, Wallace After Postmodernism (Again). Metamodernism, Tone, Tennis, online: https://edizionicafoscari.unive.it/media/pdf/article/english-literature/2021/1/art-10.30687-EL-2420–823X-2021–08-006.pdf#:~:text=%E2%80%9Cpost,What%20distinguishes%20postirony [dostęp: 22.12.2025]; A. Hill, Irony, Postirony, and the Internet in the Contemporary U.S. Novel, online: https://escholarship.mcgill.ca/concern/theses/zp38wk097 [dostęp: 22.12.2025]; L. Creaser, Irony, sincerity and Gen Z, online: https://www.negationmag.com/articles/irony-sincerity-and-gen‑z [dostęp: 22.12.2025].
7 „Naczynie powstaje z połączenia gliny; dzięki pustej przestrzeni wewnątrz ma zastosowanie” – z Wielkiej księgi Tao.
8 F. Matwiejczuk, Informować i dezintegrować na wesoło, „Ha!art” 2025, nr 61.
9 W oryginale: Autobiography of Red.
10 Przyjmuję zakłady.
11 Relacja humoru, polityki i estetyki to oczywiście złożona kwestia, wymagająca obszerniejszego opracowania. Osobiście mam wątpliwości co do tezy o emancypacyjnym potencjale humoru, która wydaje się przekonywać Matwiejczuka. Podzielam zdanie Hanziego Freinachta, który kilka lat temu ostrzegał, że „kolejny morderczy reżim będzie oparty w mniejszym stopniu na agitacji, podsycaniu strachu i płomiennych przemówieniach. Istnieją dobre powody, by przypuszczać, że wyłoni się ze źródła, którego spodziewamy się najmniej: komedii. […] [Zobaczymy – J.S.] brutalne ludobójstwa na oczach tłumu śmiejącego się w najlepsze”, [tłum. cytatu – J.S.]. H. Freinacht, Obedience as Laughter. From the Great Dictator to the Great Spectator, online:
https://metamoderna.org/obedience-as-laughter-from-the-great-dictator-to-the-great-spectator/ [dostęp: 22.12.2025].
12 M. Billig, Laughter and Ridicule. Towards a Social Critique of Humour, [tłum. cytatu – J.S.], London: Sage, 2005.
13 L. Wittgenstein, Dociekania filozoficzne, tłum. B. Wolniewicz, Warszawa: PWN, 2012.
14 Ah, I See You’re a Man of Culture as Well, online: https://knowyourmeme.com/memes/ah-i-see-youre-a-man-of-culture-as-well [dostęp: 22.12.2025].
