Żegnajcie, Złote Kurczaki! Witajcie, Podziemne Kocury!

Domi­ni­ka Gracz-Moskwa: W mar­cu zeszłe­go roku śro­do­wi­sko komik­so­we obie­gła nie­zwy­kle smut­na wia­do­mość – po dwu­na­stu edy­cjach Zło­tych Kur­cza­ków, naj­waż­niej­szej pol­skiej impre­zy poświę­co­nej stric­te komik­so­wi nie­za­leż­ne­mu oraz idei DIY, festi­wal z woli pomy­sło­daw­cy i głów­ne­go orga­ni­za­to­ra, Fili­pa „Fila” Wiśniow­skie­go, koń­czy swój żywot. A ponie­waż natu­ra nie zno­si próż­ni, nie­dłu­go póź­niej dowie­dzie­li­śmy się, że Zło­te Kur­cza­ki zosta­ną zastą­pio­ne przez nową impre­zę: Pod­ziem­ne Kocu­ry, jed­no­dnio­wy event o tym samym cha­rak­te­rze – doty­czą­cy zinów, orga­ni­zo­wa­ny w tym samym miej­scu we Wro­cła­wiu, w tym samym cza­sie, czy­li w lutym. W ramach tego festi­wa­lu rów­nież wrę­czo­ne zosta­ną nagro­dy. Osta­tecz­nie bowiem za Pod­ziem­ny­mi Kocu­ra­mi w dużej mie­rze stoi eki­pa zwią­za­na z poprzed­nią impre­zą. Zapy­tam więc na począ­tek: czy Zło­te Kur­cza­ki nie mogły pozo­stać Zło­ty­mi Kur­cza­ka­mi? A może nie chcie­li­ście już dzia­łać pod tym szyl­dem?

Mar­ta Fal­kow­ska: Zło­te Kur­cza­ki nie mogły zostać Zło­ty­mi Kur­cza­ka­mi, ponie­waż były ści­śle zwią­za­ne z IP ich ojca zało­ży­cie­la – Fili­pa „Fila” Wiśniow­skie­go. Po dwu­na­stu latach dziel­ne­go dzia­ła­nia na rzecz komik­su nie­za­leż­ne­go Fil i Kur­czak Radek, maskot­ka impre­zy, uda­li się na zasłu­żo­ną eme­ry­tu­rę. Fil jasno zazna­czył, że cała jego autor­ska iden­ty­fi­ka­cja wizu­al­na, z któ­rej do tam­tej pory zna­na była wro­cław­ska impre­za, odcho­dzi razem z nim. Dodał, że nie chce, żeby „bazgrol­lo­we” posta­cie były wyko­rzy­sty­wa­ne w pro­jek­tach, któ­rych nie jest czę­ścią. Nie pozo­sta­ło nam nic inne­go, jak usza­no­wać jego decy­zję. O wszyst­kim dowie­dzie­li­śmy się przed ofi­cjal­nym poże­gna­niem, mie­li­śmy więc chwi­lę na upo­rząd­ko­wa­nie emo­cji. Kie­dy już otrzą­snę­li­śmy się z pierw­sze­go szo­ku i spo­koj­nie prze­ga­da­li­śmy sytu­ację, zde­cy­do­wa­li­śmy się kul­ty­wo­wać tra­dy­cję świę­ta komik­su nie­za­leż­ne­go we Wro­cła­wiu – w zna­nym for­ma­cie, pod wzglę­dem komu­ni­ka­cyj­nym budo­wa­ną jed­nak od nowa.

Skąd nazwa Pod­ziem­ne Kocu­ry?

Nazwa jest wyni­kiem dłu­giej deba­ty toczą­cej się w dru­gim kwar­ta­le zeszłe­go roku. Zale­ża­ło nam na uchwy­ce­niu ducha impre­zy, ale bez zbęd­ne­go popa­da­nia w pate­tyzm i nazwy już utar­te. Mia­ło być luź­no i mie­li­śmy wyróż­niać się na komik­so­wej mapie Pol­ski. Nazwa­nie ducho­we­go spad­ko­bier­cy Zło­tych Kur­cza­ków po pro­stu Wro­cław­skim Festi­wa­lem Komik­sów Nie­za­leż­nych w ogó­le nie wcho­dzi­ło w grę. Na sto­le zna­la­zło się ponad trzy­dzie­ści pro­po­zy­cji, z któ­rych osta­tecz­nie wyło­ni­ły się Pod­ziem­ne Kocu­ry. „Pod­ziem­ne” ze wzglę­du na cha­rak­ter komik­su nie­za­leż­ne­go – jego under­gro­un­do­wość i bun­tow­ni­czą prze­szłość. „Kocu­ry” nato­miast, ponie­waż kocia natu­ra jest bar­dzo podob­na do natu­ry publi­ka­cji two­rzo­nych samo­dziel­nie – wybór wła­snych ście­żek, obo­jęt­ność na poklask, wymy­ka­nie się sche­ma­tom i zdol­ność do nie­ustan­ne­go zaska­ki­wa­nia. Poza tym koty są super.

Czy komiks nie­za­leż­ny w Pol­sce 2026 roku jest nadal under­gro­un­dem?

Chwi­la nie­uwa­gi z mojej stro­ny i już – kij w mro­wi­sko! Moż­na było­by gorz­ko zażar­to­wać, że KAŻDY komiks w Pol­sce 2026 roku nadal jest under­gro­un­dem, żar­ty jed­nak na bok.

Moim zda­niem – cały czas tak, komiks nie­za­leż­ny jest under­gro­un­dem, ale inne­go typu niż na począt­ku swo­jej histo­rii, zre­de­fi­nio­wa­nym. Pol­ski rynek komik­so­wy znaj­du­je się obec­nie w nie­zwy­kle inte­re­su­ją­cym miej­scu. Publi­ka­cje two­rzo­ne w duchu DIY dogo­ni­ły jako­ścio­wo te znaj­du­ją­ce się w ofer­cie wydaw­nictw. Gra­ni­ca mię­dzy „main­stre­amo­wym” a „nie­za­leż­nym” nawet się nie zacie­ra – ona zani­ka na naszych oczach.

Cienki papier został już dawno zamieniony na starannie dobrane, szlachetniejsze odpowiedniki, a domowa drukarka – na profesjonalną drukarnię.

Nakła­dy są bar­dzo zbli­żo­ne do stan­dar­dów wyzna­czo­nych przez „peł­no­praw­ne” wydaw­nic­twa. Kam­pa­nie crowd­fun­din­go­we sta­no­wią dosko­na­łe źró­dło finan­so­wa­nia, a social media zapew­nia­ją pro­sty spo­sób pro­mo­cji. Naj­wię­cej cza­su i ener­gii zaj­mu­je dys­try­bu­cja. Co moż­na okre­ślić obec­nie mia­nem „under­gro­un­du”, co jest „indie”, co „nie­za­lem”, a co już nie, to cyklicz­nie powra­ca­ją­ca dys­ku­sja, roz­pa­la­ją­ca trze­wia, w któ­rej każ­da oso­ba ma tro­chę inne zda­nie. Wszy­scy są jed­nak zgod­ni: nie było do tej pory przy­jaź­niej­szych oko­licz­no­ści do samo­wy­da­wa­nia swo­ich publi­ka­cji.

Aż kusi, żeby zadać pyta­nie – i teraz to ja będę się draż­nić paty­kiem z owa­da­mi – czy oso­bom, któ­re chcia­ły­by two­rzyć komik­sy w tak sprzy­ja­ją­cych warun­kach, potrzeb­ny jest pośred­nik w posta­ci wydaw­cy?

To rze­czy­wi­ście jest dys­ku­sja na inną oka­zję, wróć­my więc do festi­wa­lu. Kto stoi za Pod­ziem­ny­mi Kocu­ra­mi? Wie­my, że w dużej mie­rze festi­wal orga­ni­zu­je kur­cza­ko­wa eki­pa, ale czy w zespo­le poja­wi­ły się jakieś nowe twa­rze?

Mamy wspar­cie Sto­wa­rzy­sze­nia Gil­dia Orga­ni­za­to­rów, któ­re było rów­nież obec­ne pod­czas ostat­niej edy­cji Zło­tych Kur­cza­ków. W tym sezo­nie festi­wa­lo­wym wspie­ra­ją nas mię­dzy inny­mi Asia Kubi­zna, Ola Przy­staś oraz Maciek Kozieł.

Rzu­cę jed­nak śmia­ło stwier­dze­nie, że oprócz kocu­ro­we­go kolek­ty­wu i sto­wa­rzy­sze­nia impre­zę two­rzy śro­do­wi­sko. Bez wspar­cia na Zrzut­ce, bez poda­wa­nia wia­do­mo­ści dalej, czy to pocz­tą pan­to­flo­wą, czy przez nasze socia­le, bez tak ser­decz­ne­go i szcze­re­go kibi­co­wa­nia naszej ini­cja­ty­wie nie uda­ło­by się nam zajść dale­ko, nawet gdy­by­śmy mie­li naj­lep­szą eki­pę orga­ni­za­cyj­ną na świe­cie.

Czy ta zmia­na iden­ty­fi­ka­cyj­na nie­sie ze sobą coś jesz­cze? Czy zale­ży wam na nie­co innym roz­ło­że­niu akcen­tów? Pla­nu­je­cie uzu­peł­nić pro­gram o nowe ele­men­ty?

Tak. Na bie­żą­co wyno­to­wu­je­my nasze uwa­gi i pomy­sły, zasta­na­wia­my się, co moż­na było­by ulep­szyć bądź zmo­dy­fi­ko­wać. Pro­ces zmian przy­po­mi­na jed­nak tro­chę wcho­dze­nie do bar­dzo zim­nej wody – zanu­rzasz się stop­nio­wo, krok po kro­ku. Dla­te­go przy pierw­szej edy­cji Pod­ziem­nych Kocu­rów dzia­ła­my w mia­rę bez­piecz­nie – wyko­rzy­stu­je­my spraw­dzo­ny for­mat, orga­ni­zu­je­my festi­wal w Bar­ba­rze, sie­dzi­bie Wro­cław­skie­go Insty­tu­tu Kul­tu­ry, miej­scu dosko­na­le zna­nym entu­zjast­kom i entu­zja­stom komik­su nie­za­leż­ne­go. Będzie moż­na jed­nak zauwa­żyć róż­ni­ce mię­dzy pierw­szą a na przy­kład pią­tą edy­cją festi­wa­lu.

A więc puść, pro­szę, wodze fan­ta­zji: Pod­ziem­ne Kocu­ry za pięć lat. Gdy­by wszyst­ko uło­ży­ło się po waszej myśli, to jak ta impre­za mogła­by wyglą­dać w przy­szło­ści?

Przede wszyst­kim nie musie­li­by­śmy mar­twić się o pie­nią­dze i cały czas pole­gać na wspar­ciu śro­do­wi­ska. Liczy­my na to, że uda się nam dostać dota­cję od mia­sta. Więk­szy budżet pozwo­lił­by nam na zmia­nę miej­sca, w któ­rym odby­wa się impre­za, naj­le­piej na więk­sze, żeby­śmy mie­li moż­li­wość pomiesz­cze­nia wszyst­kich osób zgła­sza­ją­cych się na gieł­dę. Bar­ba­ra jest fan­ta­stycz­nie zlo­ka­li­zo­wa­na, ale sto­sun­ko­wo nie­wiel­ka. Selek­cja stre­fy tar­go­wej w tym roku była kil­ku­dnio­wą wal­ką. Poza tym rośnie­my w siłę, nawią­zu­je­my nowe współ­pra­ce, zarów­no w kra­ju, jak i poza jego gra­ni­ca­mi. Komiks nie­za­leż­ny cały czas kwit­nie, zachę­ca­jąc do medium coraz to nowe oso­by, a my sta­je­my się – może! – jed­nym z naj­waż­niej­szych punk­tów na kul­tu­ral­nej mapie Pol­ski.

Czy z per­spek­ty­wy orga­ni­za­to­rów widzi­cie Pod­ziem­ne Kocu­ry jako poten­cjal­ny event dwu­dnio­wy?

Impre­zy odby­wa­ją­ce się przez cały week­end mają to do sie­bie, że w nie­dzie­lę już widać moc­ne wyga­sza­nie wśród odwie­dza­ją­cych. Chy­ba jedy­nym festi­wa­lem w Pol­sce, któ­ry potra­fi utrzy­mać w mia­rę sta­ły poziom ruchu, jest Pyr­kon, ale wia­do­mo, że to zupeł­nie inny kali­ber i rodzaj impre­zy, a tak­że tro­chę inna gru­pa odbior­cza.

Dlatego skupiamy się na jednym dniu – nasyconym atrakcjami, z wielką kulminacją w postaci gali i uhonorowania najlepszych z najlepszych statuetką Podziemnego Kocura. Projekt tej statuetki wykonał dla nas Maciej Łazowski.

Korzy­sta­my jed­nak z nauk mędr­ców z prze­szło­ści i nigdy nie mówi­my nigdy.

Mar­to, od lat dzia­łasz w „nie­za­lu”, sto­isz cho­ciaż­by u ste­ru chy­ba naj­waż­niej­szej anto­lo­gii komik­sów nie­za­leż­nych, czy­li War­chla­ków, ale pra­co­wa­łaś tak­że przy ostat­nich edy­cjach Zło­tych Kur­cza­ków. Co było dla cie­bie naj­więk­szym wyzwa­niem zwią­za­nym ze zmia­ną, z orga­ni­za­cją nowe­go festi­wa­lu?

Po pierw­sze: dzię­ku­ję, sza­le­nie mi miło, i myślę, że Basi Okra­sie i Jerze­mu Łanu­szew­skie­mu, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się prze­ka­zać mi ten ster, rów­nież.

Po dru­gie: trud­no mi powie­dzieć. Zło­te Kur­cza­ki były dla mnie, oso­by pra­cu­ją­cej kre­atyw­nie i chcą­cej robić komik­sy, prze­strze­nią bar­dzo waż­ną. Tam pozna­łam oso­by, któ­re powo­li zaczę­ły wcią­gać mnie do śro­do­wi­ska komik­so­we­go, tam sta­wia­łam swo­je pierw­sze kro­ki jako wystaw­czy­ni. Jako orga­ni­za­tor­ka byłam jed­nak z festi­wa­lem zale­d­wie rok, więc kie­dy już opu­ścił mnie smu­tek, nie­od­łącz­ny towa­rzysz koń­ca, poczu­łam eks­cy­ta­cję i cie­ka­wość, któ­re zazwy­czaj czu­ję przed roz­po­czę­ciem nowe­go pro­jek­tu.

Ogła­sza­jąc nową impre­zę, mar­twi­li­ście się, jaki będzie jej odbiór? Zło­te Kur­cza­ki zyska­ły reno­mę, przy­wią­za­nie do nazwy even­tu było – i pew­nie z per­spek­ty­wy wie­lu osób już zawsze będzie, ponie­waż to kawał „nie­za­lo­wej” histo­rii – ogrom­ne.

Nikt nigdy nie zdo­ła pod­wa­żyć (i niech tyl­ko spró­bu­je!) ilo­ści dobra, jaką zro­bi­ły dla komik­su Zło­te Kur­cza­ki. Będę jed­ną z tych wie­lu osób, bo, tak jak już wspo­mnia­łam wcze­śniej, festi­wal był dla mnie sza­le­nie waż­ną prze­strze­nią.

Co do odbio­ru: owszem, były lek­kie oba­wy. Oso­bi­ście bałam się ostra­cy­zmu i obwi­nie­nia nas, kocu­ro­we­go kolek­ty­wu, o koniec Kur­cza­ków. Do tej pory prze­bie­ga mnie od cza­su do cza­su ostrze­gaw­czy dreszcz, ponie­waż może gdzieś bul­go­cze, a my po pro­stu tego nie widzi­my?

Wspar­cie i zain­te­re­so­wa­nie Pod­ziem­ny­mi Kocu­ra­mi prze­szło jed­nak nasze naj­śmiel­sze wyobra­że­nia, więc chy­ba może­my pozwo­lić sobie na w mia­rę spo­koj­ny sen.

Takim spraw­dzia­nem zain­te­re­so­wa­nia w śro­do­wi­sku była z pew­no­ścią zbiór­ka – podob­nie jak wie­le innych ini­cja­tyw oko­ło­ko­mik­so­wych, rów­nież Pod­ziem­ne Kocu­ry ist­nie­ją głów­nie dzię­ki pra­cy pro bono i szczo­dro­ści wspie­ra­ją­cych. Zbie­ra­li­ście środ­ki na dojaz­dy i noc­le­gi gości, na nagro­dy dla lau­re­atów, na pro­jekt nowej sta­tu­et­ki (wcze­śniej był to wła­śnie Zło­ty Kur­czak). Znacz­nie prze­kro­czy­li­ście doce­lo­wą kwo­tę – uda­ło się wam zebrać ponad sie­dem­na­ście tysię­cy zło­tych przy zakła­da­nych dzie­się­ciu tysią­cach. Trud­no o bar­dziej nama­cal­ny wyraz zaufa­nia spo­łecz­no­ści. Czy ode­tchnę­li­ście z ulgą, gdy uda­ło wam się uzy­skać potrzeb­ną sumę pie­nię­dzy?

Oczy­wi­ście, osią­gnię­cie celu zbiór­ki spra­wi­ło, że ode­tchnę­li­śmy z ulgą, osta­tecz­ny wynik zwa­lił nas jed­nak z nóg. Dzię­ki tej kwo­cie może­my pokryć wszyst­kie kosz­ty prze­jaz­dów naszych gościń i gości, zapew­nić im noc­le­gi, sfi­nan­so­wać nagro­dy, a tak­że pozwo­lić sobie na dodat­ko­we mate­ria­ły dru­ko­wa­ne.

Wie­my, że tego typu festi­wal, sku­pio­ny na publi­ka­cjach nie­za­leż­nych i umoż­li­wia­ją­cy przy­zna­nie nagród ich twór­com, jest potrzeb­ny, ale tak jak wspo­mnia­łam już wcze­śniej: impre­zę two­rzy głów­nie śro­do­wi­sko. Jeste­śmy poru­sze­ni oka­za­nym nam zaufa­niem i wspar­ciem, pra­gnę za nie podzię­ko­wać w imie­niu całe­go kolek­ty­wu Pod­ziem­nych Kocu­rów.

Zain­te­re­so­wa­niem cie­szy­ły się rów­nież nabór do stre­fy tar­go­wej i zgło­sze­nia do nagród – jak to wyglą­da w licz­bach? Czym się kie­ro­wa­li­ście, podej­mu­jąc decy­zję w przy­pad­ku tych pierw­szych, a cze­go może­my się spo­dzie­wać w przy­pad­ku tych dru­gich?

Na gieł­dę zgło­si­ło się sto sześć sto­isk, do kon­kur­su na naj­lep­szą publi­ka­cję napły­nę­ły trzy­sta czter­dzie­ści czte­ry zgło­sze­nia.

Budo­wa­nie gieł­dy zaś było ist­ną kator­gą. Bar­ba­ra może pomie­ścić mak­sy­mal­nie sześć­dzie­siąt sie­dem sto­isk, tym­cza­sem wszyst­kie nade­sła­ne zgło­sze­nia były fan­ta­stycz­ne, więk­szość zosta­ła przy­go­to­wa­na z ogrom­ną sta­ran­no­ścią. Poja­wi­ło się tak­że spo­ro nowych osób. Musie­li­śmy wybie­rać, więc na pierw­szym miej­scu posta­wi­li­śmy oso­by twór­cze, mają­ce w swo­jej ofer­cie komik­sy i szy­ku­ją­ce pre­mie­ry na festi­wal, a mimo to część komik­so­wych sto­isk nie zna­la­zła się na liście przy­ję­tych.

Cze­go nato­miast moż­na spo­dzie­wać się w przy­pad­ku nagród? Sama nie wiem. Nomi­na­cje, a póź­niej tak­że lau­re­aci i lau­re­at­ki są zawsze dużą nie­spo­dzian­ką.

Przy­po­mi­nam, że to nie my, kocu­ro­wy kolek­tyw, nomi­nu­je­my i wybie­ra­my zwy­cięz­ców. Odpo­wie­dzial­ne są za to kolej­no: gro­no selek­tor­skie, skła­da­ją­ce się z pięć­dzie­się­ciu osób, oraz, choć to już na ostat­nim eta­pie, pię­cio­oso­bo­we jury.

W trzy­dzie­stym dru­gim nume­rze „Zeszy­tów Komik­so­wych”, któ­re­go tema­tem głów­nym były ziny, Michał Tra­czyk w otwie­ra­ją­cym tek­ście (obok tek­stu Krzysz­to­fa Licht­blaua) pisał o zna­cze­niu, jakie dla zinów ma nie­na­da­wa­nie im nume­rów ISBN ani ISSN, czy­li de fac­to sytu­owa­nie ich poza sys­te­mem. Wska­zy­wał, że obec­nie funk­cjo­nu­je­my raczej w epo­ce post­zi­nów, w któ­rej ter­mi­nem „zin” okre­śla­my wła­ści­wie każ­de wydaw­nic­two bro­szu­ro­we. Zło­te Kur­cza­ki dłu­go bro­ni­ły się przed nume­rem ISBN, ale osta­tecz­nie zaczę­ły dopusz­czać takie publi­ka­cje do kon­kur­su, tak samo jest w przy­pad­ku Pod­ziem­nych Kocu­rów. Czy roz­róż­nie­nie na komiks z ISBN i bez ISBN ma dzi­siaj jesz­cze jakieś zna­cze­nie? Co jest dla cie­bie ele­men­tem defi­niu­ją­cym zin?

Nie, roz­róż­nie­nie na komiks z ISBN lub bez ISBN obec­nie nie ma już żad­ne­go zna­cze­nia.

Być może głu­pio się przy­znać, ale posłu­gu­ję się nazwą „zin” nie tyl­ko w odnie­sie­niu do wydań bro­szu­ro­wych, lecz cza­sem tak­że do gru­bych anto­lo­gii. Tutaj spra­wa ma się podob­nie jak w przy­pad­ku „under­gro­un­du” i „nie­za­lu” – ile osób, tyle defi­ni­cji. Znam oso­by, któ­re zinem nazy­wa­ją jedy­nie małe, nisko­na­kła­do­we zeszy­ty sprze­da­wa­ne „z ple­ca­ka”. Znam oso­by, któ­re sto­su­ją to okre­śle­nie wyłącz­nie w sto­sun­ku do pozy­cji zawie­ra­ją­cych publi­cy­sty­kę i komik­sy. Dla mnie oso­bi­ście zin sta­no­wi nie­ko­mer­cyj­ną publi­ka­cję, wyda­wa­ną wła­snym sump­tem, któ­rej tre­ści łączy jeden temat prze­wod­ni. Naj­waż­niej­sze jest tutaj dla mnie samo­wy­daw­nic­two.

Na przy­kład naj­now­sze­go Pro­duk­tu, wyda­ne­go w tam­tym roku nakła­dem Kul­tu­ry Gnie­wu, nie nazwa­ła­bym nigdy zinem.

Chcia­ła­bym zapy­tać o jesz­cze jeden punkt regu­la­mi­nu: „Pra­ce stwo­rzo­ne z wyko­rzy­sta­niem AI zosta­ną auto­ma­tycz­nie odrzu­co­ne, a auto­rzy takich komik­sów doży­wot­nio zdys­kwa­li­fi­ko­wa­ni”. To dość jasna dekla­ra­cja. W jaki spo­sób jako orga­ni­za­to­rzy może­cie w ogó­le wery­fi­ko­wać, czy komiks powstał z wyko­rzy­sta­niem AI? Wie­my, że narzę­dzia słu­żą­ce do wery­fi­ka­cji są zawod­ne. Dru­gą kwe­stią jest fakt, że o ile na pozio­mie obra­zu udział AI jest czę­sto zauwa­żal­ny, o tyle trud­niej tego rodza­ju oce­nie pod­dać war­stwę tek­sto­wą – sce­na­riusz, dia­lo­gi. Na czym opie­ra­li­ście swo­ją decy­zję i czy takie pra­ce rów­nież zosta­ły nade­sła­ne na kon­kurs? I w koń­cu: czy wyobra­żasz sobie, żeby w przy­szło­ści ten punkt regu­la­mi­nu znikł lub żeby jego brzmie­nie zosta­ło zła­go­dzo­ne?

Od razu musi­my pod­kre­ślić, ponie­waż to nie jest moje pierw­sze „rodeo”, a świat wypeł­nio­ny jest cze­pial­ski­mi cwa­nia­ka­mi, że przez AI rozu­mie­my tutaj wyko­rzy­sty­wa­nie dużych mode­li języ­ko­wych, zbu­do­wa­nych na nie­etycz­nie pozy­ska­nych danych, gene­ru­ją­cych obra­zy i tek­sty.

Bar­dzo dobre pyta­nie. O ile na pozio­mie obra­zu moż­na (jesz­cze) zwe­ry­fi­ko­wać, czy był gene­ro­wa­ny czy nie, to w przy­pad­ku tek­stu, na doda­tek prze­two­rzo­ne­go przez nar­ra­cję wizu­al­ną, spra­wa jest o wie­le bar­dziej skom­pli­ko­wa­na. Liczy­my na uczci­wość zgła­sza­ją­cych i na leni­stwo fanów AI. Chy­ba jesz­cze przez chwi­lę może­my być spo­koj­ni, bo w śro­do­wi­sku panu­je dość zgod­na nie­chęć do gene­ro­wa­nych tre­ści. Bar­dzo moż­li­we jed­nak, że w przy­szło­ści będzie­my musie­li pójść śla­dem orga­ni­za­to­rów kon­kur­sów arty­stycz­nych, któ­rzy pro­szą o prze­sła­nie wraz ze zgło­sze­niem pli­ków źró­dło­wych lub ich scre­enów.

Wiem, że są oso­by, któ­re w kwe­stii dużych mode­li języ­ko­wych pró­bu­ją usta­wić się gdzieś pośrod­ku, łago­dzić każ­dą dys­ku­sję, mówiąc: „gene­ra­to­ry mogą być dobrym narzę­dziem”. Dla mnie jed­nak nie ma miej­sca na obec­ną for­mę AI nie tyl­ko w świe­cie kre­atyw­nym, ale na świe­cie w ogó­le. Zła­go­dze­nie lub usu­nię­cie tego punk­tu regu­la­mi­nu było­by rów­no­znacz­ne z moim odej­ściem z Pod­ziem­nych Kocu­rów.

Zło­te Kur­cza­ki były siłą, któ­ra w ogrom­nej mie­rze przy­czy­ni­ła się do zwięk­sze­nia zain­te­re­so­wa­nia komik­sem nie­za­leż­nym w Pol­sce. Z jed­nej stro­ny festi­wal przy­cią­gał nowych odbior­ców i twór­ców, z dru­giej – pozwo­lił wypro­wa­dzić „nie­zal” z meta­fo­rycz­ne­go pod­zie­mia i oglą­dać wydaw­nic­twa nie­za­leż­ne w bla­sku reflek­to­rów. Jaką rolę w tym kon­tek­ście mają dzi­siaj odgry­wać Pod­ziem­ne Kocu­ry? Cze­go potrze­ba tej czę­ści komik­so­we­go polet­ka?

Przede wszyst­kim chce­my dalej pro­mo­wać komiks nie­za­leż­ny, nagra­dzać oso­by two­rzą­ce poza „głów­nym nur­tem”, wspie­rać roz­wój śro­do­wi­ska, dawać prze­strzeń do edu­ka­cji i roz­wo­ju arty­stycz­ne­go. Bar­dzo zale­ży nam rów­nież na budo­wa­niu rela­cji z festi­wa­la­mi komik­so­wy­mi odby­wa­ją­cy­mi się w innych kra­jach i ze sku­pio­ny­mi wokół tych even­tów oso­ba­mi. Już prze­cie­ra­my pierw­sze szla­ki – w tym roku będzie­my gościć arty­stów z Ber­li­na, zwią­za­nych po czę­ści z odby­wa­ją­cym się tam w maju Comic Inva­sion Ber­lin.

Jak dzi­siaj oce­niasz sce­nę komik­su nie­za­leż­ne­go w Pol­sce? Co w niej lubisz, cze­go ci bra­ku­je, za czym nie tęsk­nisz, kogo czy­tasz?

Sce­na komik­su nie­za­leż­ne­go w Pol­sce jest prze­bo­ga­ta i fan­ta­stycz­na. Gdy­by wystę­po­wa­ła przed jury, wszy­scy powin­ni zgod­nie pod­nieść w górę tablicz­ki z nume­rem dzie­sięć i rzu­cić jakimś bon motem. Jestem po roku bar­dzo inten­syw­ne­go jeż­dże­nia po festi­wa­lach. Uda­ło mi się odwie­dzić łącz­nie czte­ry wyda­rze­nia zagra­nicz­ne i śmia­ło mogę stwier­dzić, że pol­ska sce­na nie ma się cze­go wsty­dzić. Jest na takim eta­pie, że zagra­nicz­ni orga­ni­za­to­rzy spo­koj­nie mogli­by się od niej uczyć. Lubię w niej to, ile poczu­cia przy­na­leż­no­ści mi daje, i to, jak dobrze czu­ję się wśród ludzi, z któ­ry­mi łączy mnie nie dość, że rela­cja opar­ta na sym­pa­tii, to jesz­cze wspól­na pasja. Cały czas nie wiem, czym sobie zasłu­ży­łam na towa­rzy­stwo tylu wspa­nia­łych i zdol­nych osób. Lubię to, że jest tak róż­no­rod­nym orga­ni­zmem. Lubię to, że oso­by zaj­mu­ją­ce się komik­sa­mi i wyda­ją­ce je wła­snym sump­tem wypeł­nia­ją lukę, któ­ra od daw­na doskwie­ra­ła mi na pol­skim ryn­ku. Two­rzą zeszy­to­we serie, do któ­rych moż­na się przy­wią­zać i z przy­jem­ną eks­cy­ta­cją wycze­ki­wać kolej­nych nume­rów.

Lubię to, jak bardzo „papierowa” scena komiksowa przenika się i uzupełnia z komiksem internetowym.

Bra­ku­je mi więk­sze­go zewnętrz­ne­go wspar­cia, któ­re przy­naj­mniej czę­ścio­wo mogło­by pomóc oso­bom twór­czym sku­pić się na swo­ich pro­jek­tach.

Czy jest coś, za czym tęsk­nię? Ostat­nio zda­łam sobie spra­wę, że tęsk­nię za „sta­ry­mi” social media­mi: peł­ni­ły funk­cję, któ­rą mają w nazwie – wspo­ma­ga­ły budo­wa­nie spo­łecz­no­ści. To tam roz­po­czy­na­ły się wszyst­kie soczy­ste dys­ku­sje, kon­ty­nu­owa­ne potem na żywo, i to tam pozna­łam więk­szość osób, z któ­ry­mi mam kon­takt do dziś. Obec­nie czu­ję głów­nie zmę­cze­nie plat­for­ma­mi – jestem ziry­to­wa­na nie­ustan­ny­mi rekla­ma­mi, powta­rza­ją­cy­mi się i wyge­ne­ro­wa­ny­mi tre­ścia­mi.

Jeże­li cho­dzi o lek­tu­ry, sta­ram się czy­tać wszyst­ko, co jest bar­dzo trud­ne, bo z roku na rok poja­wia się coraz wię­cej publi­ka­cji i cza­sem trud­no za nimi nadą­żyć. Z miłą chę­cią wra­cam do tego, co wyszło spod ręki Marian­ny Stry­chow­skiej, do zin­ków kth., do Bele­try­sty­ki Rober­ta Sie­nic­kie­go albo do pol­skich webko­mik­sów. Jest tego cał­kiem spo­ro i nie wystar­czy­ło­by mi cza­su na wymie­nie­nie całej listy. Od kil­ku dni w mojej gło­wie jed­nak sie­dzą trzy komik­sy, na któ­re chcia­ła­bym zwró­cić szcze­gól­ną uwa­gę. Pierw­szym jest Kry­sia i co czte­ry gobli­ny to nie jeden autor­stwa Sin­si­try; prze­za­baw­na przy­go­dów­ka, pole­cam, szcze­gól­nie jeże­li ktoś chciał­by obda­ro­wać zna­jo­me dzie­cia­ki. Dru­gi to debiut – Nora autor­stwa Aga­ty Kwiat­kow­skiej, komiks opo­wia­da­ją­cy o dzia­ła­niach Wil­czyc, kolek­ty­wu dzia­ła­ją­ce­go na rzecz ochro­ny Pusz­czy Kar­pac­kiej. Trze­cim jest nato­miast chy­ba mój ulu­bio­ny komiks nie­za­leż­ny zeszłe­go roku – Dro­ga Jodie… ze sce­na­riu­szem Kaje­ta­na Kusi­ny i rysun­ka­mi Falau­ke.

Kul­tu­ra zino­wa jest moc­no osa­dzo­na w mate­rial­no­ści. Papier ponad wszyst­ko, w dodat­ku bar­dzo czę­sto jest to papier ręcz­nie cię­ty, ręcz­nie zszy­wa­ny, zapeł­nio­ny odręcz­nym pismem, nawet jeśli to „tyl­ko” numer zaku­pio­ne­go egzem­pla­rza. W zinach, któ­re kupu­ję, mam nie wyłącz­nie same wry­sy, auto­gra­fy czy odbi­te pie­cząt­ki, ale cza­sem też zdję­cia, naklej­ki, zasu­szo­ne rośli­ny i toreb­ki z nasio­na­mi kwia­tów. Na papier czę­sto tra­fia­ją rów­nież komik­sy inter­ne­to­we. Skąd w nas taka potrze­ba obco­wa­nia z wyda­niem papie­ro­wym i czy to tyl­ko skłon­ność do kolek­cjo­no­wa­nia?

Medium komik­so­we daje dużo moż­li­wo­ści, a jeże­li przy­bie­ra ono for­mę fizycz­ną, moż­na eks­pe­ry­men­to­wać do woli. Wklej­ki, zasu­szo­ne rośli­ny, o któ­rych wspo­mnia­łaś, roz­kła­dów­ki, wkład­ki, dory­so­wa­ne odręcz­nie kadry, sypią­cy się na czy­tel­ni­ków bro­kat – w przy­pad­ku samo­wy­daw­nic­twa ogra­ni­cze­nia­mi są jedy­nie wyobraź­nia i cier­pli­wość, ta dru­ga pozwa­la na ręcz­ne powtó­rze­nie tego same­go zabie­gu w zało­żo­nej licz­bie egzem­pla­rzy. Obec­nie wszyst­kie te eks­pe­ry­men­tal­ne ele­men­ty naj­bar­dziej odróż­nia­ją „nie­zal” od ofer­ty wydaw­ni­czej. Jedy­ną podob­ną pozy­cją, któ­ra przy­cho­dzi mi do gło­wy, bawią­cą się for­mą komik­su wła­śnie w taki spo­sób, a opu­bli­ko­wa­ną przez wydaw­nic­two, jest Maczuż­nik Micha­ła Rzecz­ni­ka i Danie­la Gutow­skie­go – może­my tu zna­leźć wkle­ja­ne kart­ki z życze­nia­mi.

Papier jest cały czas pew­nym rodza­jem gra­ty­fi­ka­cji. Fizycz­ność gło­śno mówi o ilo­ści wło­żo­nej w komiks pra­cy. Poło­że­nie komik­su na pół­ce lub wrę­cze­nie egzem­pla­rza bli­skiej oso­bie budzi o wie­le wię­cej pozy­tyw­nych emo­cji niż prze­sła­nie lin­ku do dys­ku lub stro­ny inter­ne­to­wej. Wbrew pozo­rom spo­sób wyda­nia wpły­wa tak­że na nasz odbiór. Wybór papie­ru, rodzaj opra­wy, spo­sób zło­że­nia – wszyst­ko to ma zna­cze­nie. Dodat­ko­wo, gdy masz już swój egzem­plarz, możesz go sper­so­na­li­zo­wać, popro­sić o autor­ski wrys lub auto­graf. Komiks, oprócz tego, że zysku­je na wyjąt­ko­wo­ści, sta­je się rów­nież bar­dziej „twój” jako przed­miot.

Czy jest w tym jakiś pociąg do kolek­cjo­ner­stwa? Na pew­no. Dla mnie te publi­ka­cje są jed­nak przede wszyst­kim wyjąt­ko­wo pięk­ne, a nie od dziś wia­do­mo, że obco­wa­nie z przed­mio­ta­mi pięk­ny­mi i wyjąt­ko­wy­mi przy­jem­nie „głasz­cze w mózg”.

Pamię­tam moją roz­mo­wę o zinach z Pio­trem Mar­cem. Zaha­czy­li­śmy o kwe­stię kolek­cjo­no­wa­nia, Piotr wspo­mniał wte­dy o pew­nej pułap­ce han­dlu i sta­wa­nia się towa­rem; prze­ciw­sta­wił temu moż­li­wo­ści, jakie daje „nie­zal” w prze­strze­ni kształ­to­wa­nia spo­łecz­no­ści. „Powin­ni­śmy kse­ro­wać i [powin­ni­śmy – red.] budo­wać spo­łecz­no­ści wokół naszych kse­ró­wek” – powie­dział. Jaką spo­łecz­no­ścią jest dzi­siaj ta sku­pio­na wokół komik­su nie­za­leż­ne­go?

Uni­ka­nie sta­tu­su towa­ru to, nie­ste­ty, codzien­na wal­ka w dobie póź­ne­go kapi­ta­li­zmu. Z kolei spo­łecz­ność sku­pio­na wokół komik­su nie­za­leż­ne­go, przy­naj­mniej w moim odczu­ciu, jest nie­zwy­kle otwar­ta i wspie­ra­ją­ca. Przez lata dzia­ła­nia Zło­tych Kur­cza­ków uda­ło się zbu­do­wać sil­ną wspól­no­tę, któ­ra potra­fi dzia­łać kolek­tyw­nie, bez nie­zdro­wej rywa­li­za­cji. Bar­dziej doświad­czo­ne oso­by wpro­wa­dza­ją debiu­tan­tów, czę­sto poma­ga­ją im sta­wiać pierw­sze kro­ki w świe­cie komik­su. Nie­waż­ne, czy potrzeb­na jest redak­cja, korek­ta, skład czy kon­sul­ta­cja – zawsze znaj­dzie się pomoc­na dłoń. Uwiel­biam tę bez­in­te­re­sow­ność śro­do­wi­ska. Przez lata spo­ro mnie ono nauczy­ło i dzi­siaj za każ­dym razem, kie­dy zanu­rzam się w festi­wa­lo­wy gwar, pro­wa­dzę roz­mo­wy, pole­cam komik­sy, widzę zna­jo­me twa­rze, czu­ję głę­bo­ką wdzięcz­ność za to, że mogę być jego czę­ścią.

 

Fallback Avatar

– ilustratorka i komiksiara.

więcej →

– zastępczyni redaktora naczelnego „Zeszytów Komiksowych” i stała współpracowniczka portalu czaskultury.pl.

więcej →

Powiązane teksty

09.02.2026
Cykl wspólnotowy

Działanie i jeszcze raz działanie: to nasza „Maksyma”

Kim są, dokąd zmierzają, czego potrzebują? Koła, kluby, grupy, ekipy i związki. W tym cyklu oddajemy głos wspólnotom literackim. Reprezentujące je osoby mogą przedstawić się czytelniczkom i czytelnikom za pomocą dowolnej formy przekazu, o ile tylko hardware i software „Dziennika Literackiego” tę formę przetrawią. Dziś na naszych łamach gości Bialski Klub Literacki „Maksyma”.