Małgorzata Bugaj: Muzycy często mówią o „repertuarze na lato”. A czy istnieje coś takiego jak literatura na lato?
Jakub Gucik: Nie wiem, czy można mówić o literaturze na lato w taki sam sposób jak o repertuarze koncertowym. Są jednak książki, do których wracam właśnie wtedy, gdy mam więcej czasu. W moim przypadku są to przede wszystkim kryminały Henninga Mankella. Wiem, to może wydawać się dziwne, bo przecież znam już zakończenia tych historii. Z czasem ulatują jednak szczegóły, a to właśnie one budują atmosferę tych książek. Wracam więc nie dla samej zagadki, ale dla świata, który stworzył autor. Dla krajobrazu, nastroju i bohaterów, których już znam. To trochę jak powrót do miejsca, w którym kiedyś było nam dobrze.
Rozumiem, że w wakacyjnych lekturach szuka Pan przede wszystkim odpoczynku?
Tak. Lubię wejść w alternatywną rzeczywistość, ale taką, która nie stawia przede mną dodatkowych wymagań. Na co dzień jestem otoczony muzyką, próbami, analizowaniem i słuchaniem. Wakacje są momentem, kiedy chcę od tego trochę odetchnąć.
Jako muzyk pracuje Pan przede wszystkim słuchem. Czy podczas wakacji szuka Pan ciszy?
Cisza właściwie nie istnieje. Nawet kiedy nie chcę, to i tak słucham. To chyba skrzywienie zawodowe. Bardzo lubię jednak zmieniać otoczenie akustyczne, dlatego tak dobrze działają na mnie dźwięki natury – szum drzew, wiatr czy odgłosy wody. Niełatwo mi natomiast uwolnić się od nawyku analizowania tego, co słyszę.
Słuchanie jest dla mnie czymś naturalnym i nieustannym. Być może dlatego tak chętnie sięgam również po audiobooki, zwłaszcza podczas dłuższych podróży.
Literatura działa na Pana podobnie jak muzyka? Zostawia rytm? Akord?
Myślę, że tak. Książki zostawiają po sobie ślad, nawet jeśli nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Człowiek nasiąka przeczytanymi historiami, obrazami czy zdaniami. Potem wracają one w różnych momentach życia. Nie mam jednego cytatu, który traktowałbym jak życiowe motto. Mam za to wiele przeczytanych książek, które w jakiś sposób długo we mnie zostały. Pod tym względem literatura i muzyka są do siebie bardzo podobne.
Jest Pan związany z muzyką współczesną i improwizowaną. Czy podobnej otwartości szuka Pan w literaturze?
Niekoniecznie. Na co dzień mam do czynienia z wieloma eksperymentami artystycznymi, dlatego w literaturze często szukam czegoś innego. Nie oznacza to, że nie interesują mnie nietypowe rozwiązania formalne, ale dziś częściej odnajduję je w poezji niż w prozie.
Czytanie jest dla mnie raczej sposobem na zmianę perspektywy niż przedłużeniem tego, czym zajmuję się zawodowo.
Czy zdarzyło się, że książka poprowadziła Pana w podróż?
Nie była jeszcze bezpośrednim impulsem do wyjazdu. Zdarza się jednak, że literatura i podróż spotykają się gdzieś po drodze. W tym roku na przykład wybieram się do Skanii, regionu silnie obecnego w książkach Mankella. Jestem ciekaw miejsc, które dotąd znałem wyłącznie z lektury. Być może tym razem książka rzeczywiście okaże się przewodnikiem.
W jakich okolicznościach czyta Pan najchętniej?
Zdecydowanie rano. Czasami budzę się bardzo wcześnie i wtedy mam chwilę tylko dla siebie i dla książki. To jeden z tych momentów dnia, kiedy nic jeszcze nie rozprasza mojej uwagi.
Co obecnie leży na Pana stoliku nocnym?
Czytam właśnie Wczoraj byłaś zła na zielono Elizy Kąckiej. To książka, którą poznaję powoli, ponieważ została napisana w formie charakterystycznego strumienia świadomości. Podobają mi się jej konstrukcja i sposób prowadzenia narracji. To jedna z tych lektur, które wymagają skupienia, ale odwdzięczają się uważnemu czytelnikowi.
Czy zdarza się Panu sięgać po książki dlatego, że zostały nagrodzone?
Tak było właśnie w tym przypadku. Byłem po prostu ciekawy książki, o której wiele się mówiło. Poza tym bardzo chętnie czytam też reportaże. Pociąga mnie świadomość, że opisywane sytuacje wydarzyły się naprawdę.
Reportaż pozwala poznać miejsca, ludzi i historie, do których inaczej trudno byłoby dotrzeć.
A gdyby tegoroczne lato miało swoją ścieżkę dźwiękową?
Powiedziałbym, że byłby to spektralny minimalizm.