Latem wracam do Prousta

Czy waka­cje zmie­nia­ją Pani spo­sób czy­ta­nia?

Tak, zde­cy­do­wa­nie. Mam poczu­cie, że pory roku wpły­wa­ją na to, po jakie książ­ki się­gam. Jesie­nią i zimą czę­ściej wybie­ram tek­sty pro­ble­mo­we, ana­li­tycz­ne, zwią­za­ne z wie­dzą czy teo­rią. Nato­miast lato koja­rzy mi się z lek­tu­ra­mi bar­dziej wra­że­nio­wy­mi, deli­kat­niej­szy­mi, zanu­rzo­ny­mi w codzien­no­ści. W waka­cje szcze­gól­nie lubię wra­cać do W poszu­ki­wa­niu stra­co­ne­go cza­su Mar­ce­la Pro­usta. Nie prze­czy­ta­łam jesz­cze całe­go cyklu, ale regu­lar­nie do nie­go wra­cam wła­śnie latem. To dla mnie lek­tu­ra ide­al­na do czy­ta­nia gdzieś wśród natu­ry, w spo­koj­nym oto­cze­niu.

Wbrew temu, co często się mówi o Prouście, odbieram jego pisarstwo jako coś niezwykle lekkiego i kojącego. Fascynuje mnie jego wrażliwość na detale, na drobne gesty i subtelności relacji międzyludzkich.

Łączy Pani podró­że z książ­ka­mi?

Bar­dzo lubię, kie­dy miej­sce, do któ­re­go jadę, w jakiś spo­sób kore­spon­du­je z lek­tu­rą. W tym roku spę­dzę tro­chę cza­su we Wło­szech i spe­cjal­nie zosta­wi­łam sobie na ten wyjazd Kwar­tet neapo­li­tań­ski Ele­ny Fer­ran­te. W ogó­le lubię, kie­dy książ­ki zaczy­na­ją mie­szać się ze wspo­mnie­nia­mi z podró­ży. Wte­dy czu­ję, że lek­tu­ra dzia­ła na mnie moc­niej, bo zapi­su­je się nie tyl­ko w pamię­ci czy­tel­ni­czej, ale też w kon­kret­nym miej­scu, świe­tle, zapa­chu, ryt­mie dnia.

Czy poza waka­cyj­ny­mi lek­tu­ra­mi czy­ta Pani książ­ki rów­nież zada­nio­wo, z potrze­by zro­zu­mie­nia jakie­goś tema­tu?

Tak, mam taki obszar czy­ta­nia, któ­ry w więk­szym stop­niu wią­że się z wie­dzą i roz­mo­wą niż z odpo­czyn­kiem. Od kil­ku lat spo­ty­ka­my się ze zna­jo­my­mi w ramach kół­ka czy­tel­ni­cze­go. Wybie­ra­my książ­ki zwią­za­ne z eko­no­mią, histo­rią gospo­dar­czą czy tema­ta­mi spo­łecz­ny­mi. Wzię­ło się to z poczu­cia, że nasze roze­zna­nie w tych dzie­dzi­nach było nie­wiel­kie. W gru­pie są mię­dzy inny­mi oso­by po filo­zo­fii, więc roz­mo­wy szyb­ko zaczę­ły wycho­dzić poza samą eko­no­mię. Czy­ta­li­śmy na przy­kład Davi­da Gra­ebe­ra, teraz jeste­śmy przy Fer­nan­dzie Brau­de­lu i jego Kul­tu­rze mate­rial­nej, gospo­dar­ce i kapi­ta­li­zmie… Ta książ­ka wyda­je mi się „zimo­wa”, ogrom­na, wyma­ga­ją­ca sku­pie­nia i cza­su. Kół­ko dzia­ła też moty­wu­ją­co. Dzię­ki nie­mu się­ga­my po tek­sty, któ­re pew­nie odkła­da­li­by­śmy w nie­skoń­czo­ność. Jest też pre­tek­stem do spo­tka­nia i roz­mo­wy, czy­li do cze­goś, co w czy­ta­niu bywa rów­nie waż­ne jak sama książ­ka.

Jako artyst­ka wizu­al­na czy­ta Pani bar­dziej obra­za­mi niż fabu­łą?

Zde­cy­do­wa­nie obra­za­mi. Kie­dy czy­tam napraw­dę dobrą książ­kę, od razu poja­wia­ją się w mojej gło­wie nie­zwy­kle wyra­zi­ste obra­zy, a świat przed­sta­wio­ny sta­je się nie­mal nama­cal­ny. Zauwa­ży­łam też, że wie­le mówi mi o książ­ce to, jak wyobra­żam sobie jej boha­te­rów. Jeśli są sche­ma­tycz­ni, funk­cjo­nu­ją w mojej wyobraź­ni tro­chę jak posta­ci z gry kom­pu­te­ro­wej albo komik­su.

Niemniej kiedy literatura jest pogłębiona, te obrazy stają się coraz bardziej złożone i detaliczne. Wtedy naprawdę zaczynam widzieć strukturę świata, kolor, fakturę, sposób, w jaki bohaterowie się poruszają i istnieją.

Czy książ­ki bywa­ją dla Pani mate­ria­łem do pra­cy arty­stycz­nej?

Bar­dzo czę­sto. Wła­ści­wie każ­dą pra­cę zaczy­nam od rese­ar­chu i czy­ta­nia. Kie­dy przy­go­to­wy­wa­łam insta­la­cję Omnia, poka­zy­wa­ną w Cri­co­te­ce, ogrom­ną inspi­ra­cją była dla mnie książ­ka Odcza­ro­wa­nie talen­tu. Socjo­gra­fia sta­wa­nia się uzna­nym arty­stą Pio­tra Sze­naj­cha. To ana­li­za wyobra­żeń doty­czą­cych genial­ne­go arty­sty, pra­cy twór­czej i spo­łecz­nych mecha­ni­zmów uzna­nia. Ta książ­ka pomo­gła mi upo­rząd­ko­wać spo­sób myśle­nia o tema­cie, któ­rym się zaj­mo­wa­łam. Czy­ta­nie jest więc czę­ścią mojej pra­cy, ale dzia­ła wte­dy zupeł­nie ina­czej niż lek­tu­ra wybie­ra­na wyłącz­nie dla przy­jem­no­ści.

A audio­bo­oki? Dzia­ła­ją na Panią podob­nie jak tra­dy­cyj­ne lek­tu­ry?

Nie do koń­ca. Książ­ki czy­ta­ne w kla­sycz­ny spo­sób prze­ży­wam dużo inten­syw­niej. Mogę się zatrzy­mać, wró­cić do jakie­goś zda­nia, dłu­żej nad czymś pomy­śleć. To dla mnie głęb­sze doświad­cze­nie. Audio­bo­oków słu­cham raczej przy pra­cy, zwłasz­cza kie­dy wyko­nu­ję mecha­nicz­ne czyn­no­ści. Wte­dy dobrze spraw­dza­ją się dłu­gie powie­ści albo książ­ki, któ­re już wcze­śniej zna­łam.

Bardzo dobrze wspominam na przykład słuchanie „Chłopów” Władysława Reymonta podczas pracy. Natomiast książki, na których naprawdę mi zależy, wolę czytać w tradycyjnej formie.

Skąd czer­pie Pani pomy­sły na nowe lek­tu­ry?

Z róż­nych źró­deł. Cza­sem śle­dzę nagro­dy lite­rac­kie, cza­sem reko­men­da­cje zna­jo­mych. Jest też kil­ka osób, z któ­ry­mi regu­lar­nie wymie­niam się zachwy­ta­mi lite­rac­ki­mi. Zda­rza mi się zapi­sy­wać pole­ce­nia zna­le­zio­ne w maga­zy­nach czy mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Potem wra­cam do tej listy i wybie­ram książ­ki w zależ­no­ści od moje­go nastro­ju, momen­tu życia albo miej­sca, do któ­re­go jadę.

Potra­fi Pani pod­czas waka­cji cał­ko­wi­cie prze­stać myśleć o pra­cy?

Bar­dzo bym chcia­ła, ale wła­ści­wie nigdy mi się to nie uda­je. Mam wra­że­nie, że artyst­ką jest się przez całą dobę. Inspi­ra­cje poja­wia­ją się wszę­dzie, w roz­mo­wach, obra­zach, miej­scach czy codzien­nych sytu­acjach. To bywa męczą­ce, bo trud­no się cał­ko­wi­cie odłą­czyć. Rze­czy­wi­stość cały czas coś pod­su­wa, a wte­dy od razu zaczy­nam się zasta­na­wiać, czy moż­na to jakoś wyko­rzy­stać, prze­two­rzyć, zapa­mię­tać.

Próbuję się uczyć odpoczywania bez poczucia winy, ale wciąż nie jest to dla mnie łatwe.

A gdy­by mia­ła Pani pole­cić jed­ną książ­kę skła­nia­ją­cą do myśle­nia i jed­ną ide­al­ną do waka­cyj­ne­go odpo­czyn­ku?

Do myśle­nia – na pew­no Dług. Pierw­sze pięć tysię­cy lat Davi­da Gra­ebe­ra. To książ­ka, któ­ra napraw­dę zmie­nia spo­sób patrze­nia na histo­rię eko­no­mii i rela­cje spo­łecz­ne. Nato­miast z waka­cyj­nych lek­tur gorą­co pole­cam Żądło Pau­la Mur­raya – nie­zwy­kle wcią­ga­ją­ce, momen­ta­mi nie­po­ko­ją­ce, ale z fan­ta­stycz­nie skon­stru­owa­ny­mi por­tre­ta­mi psy­cho­lo­gicz­ny­mi. Bar­dzo dobrze wspo­mi­nam też Mój rok relak­su i odpo­czyn­ku Ottes­sy Mosh­fegh. To jed­na z tych ksią­żek, któ­re prze­wrot­nie i cie­ka­wie wpi­su­ją się w atmos­fe­rę let­nie­go czy­ta­nia.

Czytaj także

14.07.2026 Laba

Po stronie ciszy

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z polarniczką i pisarką Dagmarą Bożek rozmawia Małgorzata Bugaj.

22.07.2026 Recenzje

Kobiety i ich rzeczy

Mimo że Historia kobiet w 101 przedmiotach to książka wpisująca się w antropologię rzeczy, warto ją czytać także jako zbiór ciekawostek o tym, co nas otacza – o publikacji Annabelle Hirsch pisze Urszula Pieczek.

20.07.2026 Recenzje

Tam, gdzie Karawanki, czyli w Austrii

Główną bohaterką powieści jest jedenastoletnia dziewczynka, nie znamy jej imienia. Wraz z rodziną wyprowadza się właśnie z karynckiej wioski. To próba ucieczki z archaicznego świata i od duchów przeszłości, ale także awans społeczny – o Tam, gdzie najostrzejszy kieł Karawanków szczerzy się ku niebu Julii Jost pisze Natalia Prüfer.