W Odessie zawsze czekamy na lato. Właśnie wokół niego zbudowana jest cała filozofia odeskiego życia – delektowanie się światem, radość, gościnność. Niekiedy zamykam oczy i przypominam sobie to, co było przed wojną: gorące dni wypełnione szczęściem, kąpiel w morzu o świcie, smak truskawek i brzoskwiń, festiwale i koncerty… To niezwykle ważne, by doceniać każdą chwilę, którą mamy, przeżywać ją do końca, cieszyć się nią i po prostu… żyć.
Jedną z ulubionych letnich rozrywek mieszkańców Odessy są koncerty w Zielonym Teatrze, kiedy dzień przemija jak wypity do dna, słońce chowa się za horyzontem i wszystkich ogarnia nocny chłód. Dokoła szumią drzewa, szeleszczą trawy, a ćmy wabi światło lamp ulicznych. To rzecz bardzo odeska – siedzieć albo półleżeć na szezlongu w teatrze z kieliszkiem zimnego wina i delektować się poezją, która wybrzmiewa ze sceny. Dziwnie jest teraz przypominać sobie te chwile absolutnego szczęścia, ponieważ teatr został zamknięty, gdy rozpoczęła się inwazja pełnoskalowa. W tamtych czasach wszyscy chodziliśmy na spotkania autorskie Serhija Żadana i wydawało nam się, że to będzie trwać wiecznie. Był w tym dostrzegalny jakiś ślad życia cyganerii, gest włączenia się do nowego rozkwitu ukraińskiej kultury. Mówiono wtedy o „naszych nowych latach 20.”, wspominając zryw z pierwszych dekad XX stulecia.
Odessa jest opiewana zarówno w utworach byłej metropolii, jak i przez ukraińskich klasyków. Twórczość Żadana dotyczy jednak obecnego stanu rzeczy – to głos pokolenia, które na co dzień mierzy się ze skomplikowanymi wyzwaniami historii. Wiersze autora Etiopii mówią o nas. Żadan jak nikt inny czuje ukraińskie południe, oddech miasta i rytm uderzeń jego serca, dlatego słowa poety zdają się krążyć w jego żyłach.
Kto przypomni sobie to lato za jakąś dekadę?
Kto przypomni sobie samotne rozgrzane słońce jego świtów?
Kto przypomni sobie, jak tracił oddech latem osiemnastego
od przypuszczeń i przeczuć
od trwogi i szczęścia?(S. Żadan, „Bądźmy odważni tego lata” ze zbioru „Antena”)
Poezja Żadana jest jak morze – z jego burzliwymi falami i łagodną flautą. My, którzy wyrośliśmy w pobliżu morza, odważnie zanurzamy się w słowa i sensy, metafory i rytmy. Tak jak zanurzamy się w wodzie, żeby zmyć z siebie problemy, ból, życiowe troski. Woda zmywa to, co złe, dlatego w Odessie receptą na wszystko jest spacer nad morzem. Od dzieciństwa przyzwyczajamy się do patrzenia na horyzont, wypatrywania statków, dobrych wiadomości i spełnionych marzeń. Prosimy morze o radę, szepczemy mu tajemnice, czując na twarzy słoną wodę. Ponoć ludzie mieszkający niedaleko morza są bardziej otwarci na świat, ponieważ na co dzień nie oglądają żadnych granic i przeszkód, tylko bezkresny błękitny horyzont. Może z tego powodu nieustannie pragniemy podróżować – gdzieś za widnokrąg, do niezbadanych ziem – by poznawać świat i ludzi. Ale zawsze wracamy do domu. Do swego morza.
Rytm morza sierpniowego,
sylabotonika meduz
wyrzuconych na pewną śmierć,
oddychasz jodem,
wydychasz poezję,
by nie zadławić się urazą i szczęściem.(S. Żadan, „Bądźmy odważni tego lata” ze zbioru „Antena”)
Latem miejscowi dostają od morza wszystko, co najlepsze. Wstają wcześnie rano, biegną na plażę, zanim przyjdą tam turyści, i prawie w samotności cieszą się przezroczystą wodą, która w promieniach porannego słońca błyszczy jak małe diamenty. Dobrze jest ogrzać się w ciepłym piaseczku, w pośpiechu wrócić do domu po kawę, spotkać po drodze przyjezdnych. Potem przez cały dzień pracować i męczyć się w upale, przypominać sobie chłód wody i planować następne kąpiele. Morze to energia, którą zasilane jest miasto. Odessa żyje brzękiem portowych dźwigów i liczy statki na redzie; morze zapewnia ludziom pracę, daje miastu szansę na zarobek.
Okna mieszkania mojej znajomej wychodzą wprost na port – to w tym domu prowadziła swoje szczęśliwe życie, tutaj urodził się jej syn, który lubi oglądać i malować żółte dźwigi portowe. Po ewakuacji rodziny do Polski chłopiec bardzo tęsknił za dźwigami i statkami. Wówczas mama zawiozła go do Gdańska, by przespacerował się po piasku, zamoczył nogi w morskiej wodzie, popatrzył na dźwigi… I smutek odszedł. Kiedy dokądś jedziemy, zabieramy ze sobą wszystko, co nasze, odeskie: utrwalony w pamięci widok z okna, dania według przepisu babci, muszle znalezione na plaży, wspomnienia z dzieciństwa, odgłosy portowego życia, a nawet zbiór wierszy Żadana czy myśl o letnich koncertach.
Dobrze, że port pracuje codziennie
i tam co dzień ktoś przychodzi,
i miasto, które jest zawsze południowe,
zbiera od przybyłych swój odwieczny haracz.(S. Żadan, „Dobrze, że port pracuje codziennie” ze zbioru „Lista statków”)
Latem Odessa jest gorąca, pachnie kurzem i stepowymi trawami. Chodzimy po rozgrzanych ulicach, szukając cienia i wiatru na ulicach Starego Miasta. Mieszkańcy Odessy od dzieciństwa przyzwyczajają się do niezwykłości i blasku tutejszej architektury, wyszukanej i monumentalnej, która jednak niekiedy bywa na granicy zaniedbania i pilnie potrzebuje renowacji. Spacer po Odessie wiąże się z zachwytem nad pięknem form i śmiałością architektonicznych rozwiązań. Latem długo siedzimy w ogródkach restauracji i kawiarni, smakując dania zarówno kuchni odeskiej (lokalne delikatesy: słodkie pomidory, ostrą i słoną bryndzę oraz gęste południowe wino), jak i innych tradycji kulinarnych – jesteśmy otwarci na wszystko. Poza tym nasze lato nigdy nie mija bez spektakli teatralnych, festiwali, opery i muzyki symfonicznej. I poezji, rzecz jasna. Letnie noce są krótkie, wieczory długie, wschody słońca – piękne. W lecie czas płynie niezwykle szybko, trzeba pić go do dna, rozkoszować się każdą chwilą, rozmawiać ze sobą o wszystkim, co jest na świecie. Na tym właśnie polega miłość do życia.
Poezja jest zawsze znakiem miłości: do kobiety, mężczyzny, życia, przyrody, kraju czy miasta. Miłość we wszystkich swoich przejawach jest dziś jak latarnia morska w świecie zanikających wartości. Każdego dnia trzymamy się miłości. Z jej powodu zostajemy w swoich miastach. Wszystko może nagle zniknąć – budynki, miasta, kraje, minione życie – ale wszystko zostanie, by żyć w słowach, rymach, w naszej miłości. Dlatego Odessa teraz wybrzmiewa dla mnie językiem poezji. W chwilach zwątpienia, gniewu i strachu do głowy przychodzą mi wersy:
Miłość jest warta wszystkiego –
warta jest twego bólu,
warta twoich rozstań,
warta odrazy i mąk,
psiego złego wycia,
szaleństwa i miłosierdzia.
Już nie mówiąc o śmierci.(S. Żadan, „Płyń, rybo, płyń” ze zbioru „Życie Marii”)
Odessa jest miastem jak gdyby stworzonym do radości i lekkości bycia, do odpoczynku i ucieczki od wszystkich kłopotów. Szczególnie wyraźnie można to odczuć latem. I znowu jest lato, ale to kolejne (już piąte) lato stanu wojennego. Mamy bolesne pragnienie, żeby wojna się skończyła i żebyśmy mogli zaprosić do Odessy wszystkich naszych przyjaciół – z różnych miast i krajów. Rozmawiać do rana, pić wino, kąpać się w nocy w ciepłym morzu i nieustannie świętować życie. A potem słuchać wierszy w Zielonym Teatrze i bić brawo Żadanowi, który ze sceny będzie recytował z desperacją i namiętnością:
I życie moje toczy się niby koło,
nie mając żadnego interesu,
słodkimi jabłkami po zboczu,
ciepłymi falami na Odessę.(S. Żadan, „Radość jest tym, co zdobywa się w walce” ze zbioru „Etiopia”)
Tłumaczenie z języka ukraińskiego: Żanna Słoniowska; cytaty z wierszy w tłumaczeniu filologicznym Żanny Słoniowskiej.
