Kobiety i ich rzeczy

Kie­dy wra­cam do domu rodzin­ne­go, zawsze – chcąc nie chcąc – zaglą­dam do tej samej szaf­ki sto­ją­cej w sypial­ni mojej mamy. Nic szcze­gól­ne­go, szaf­ka jakich wie­le w każ­dym domu. Jed­nak w środ­ku wszyst­ko jest uło­żo­ne z nie­zwy­kłą sta­ran­no­ścią – na pierw­szej pół­ce rów­no poskła­da­ne ścier­ki do naczyń, na dru­giej – obru­sy i ser­wet­ki, te na co dzień, na nie­dzie­lę i świę­ta, na trze­ciej – naj­więk­szej – zło­żo­ne w kost­kę prze­ście­ra­dła i kom­ple­ty poście­li, na samym dole – ręcz­ni­ki. Układ, porzą­dek tych rze­czy nie jest przy­pad­ko­wy. To wynik powta­rza­nych przez lata gestów, rytu­ałów, przy­zwy­cza­jeń. Zaglą­dam prze­cież do tej szaf­ki zawsze, kie­dy przy­jeż­dżam, kie­dy oble­kam ulu­bio­ną pościel, kie­dy poma­gam mamie nakryć do sto­łu.

Szaf­ka w moim domu rodzin­nym jest dla mnie jed­nym z naj­bar­dziej wyra­zi­stych obra­zów kobie­co­ści. Nie w sen­sie sym­bo­licz­nym (choć może tro­chę), ale dosłow­nym – zapi­sa­nym w mate­ria­le, w doty­ku tka­nin, w spo­so­bie skła­da­nia tych przed­mio­tów. To świa­dec­two obec­no­ści mojej mamy i jej cichej tro­ski o dom, o innych, o życie. Dzię­ki temu przed­mio­to­wi, któ­ry odkry­wa przede mną całą kon­ste­la­cję codzien­nych czyn­no­ści, zbli­żam się do doświad­cze­nia opo­wie­dzia­ne­go przez Annę Kró­li­kie­wicz w jej pra­cach wizu­al­nych, ale przede wszyst­kim do opi­sa­ne­go przez Jolan­tę Brach-Cza­inę w Szcze­li­nach ist­nie­nia, do nie­zau­wa­żal­ne­go, lecz osła­wio­ne­go przez nią krzą­tac­twa, pod­trzy­mu­ją­ce­go świat.

Wyda­je się, że to wła­śnie drob­ne rze­czy, przed­mio­ty codzien­ne­go użyt­ku naj­le­piej opo­wia­da­ją doświad­cze­nie kobiet – nie są jedy­nie tłem życia, lecz jego mate­rial­nym zapi­sem.

*

Podob­ną intu­icję roz­wi­ja Anna­bel­le Hirsch w książ­ce Histo­ria kobiet w 101 przed­mio­tach. We wstę­pie dekla­ru­je:

[…] mają to być przed­mio­ty mówią­ce o codzien­no­ści kobiet, o małych i wiel­kich chwi­lach. Przed­mio­ty powią­za­ne z tema­ta­mi czę­sto doty­czą­cy­mi kobiet, taki­mi jak cia­ło, seks, miłość, pra­ca, sztu­ka, poli­ty­ka. Przed­mio­ty będą­ce świa­dec­twem ruchów zaini­cjo­wa­nych przez kobie­ty oraz mitów, w któ­rych od zara­nia dzie­jów pró­bo­wa­no je zamy­kać. Poka­zu­ją­ce, jak sobie z tym radzi­ły, wyzwa­la­ły się, wal­czy­ły, cza­sem gło­śno, cza­sem w mil­cze­niu, jak od zawsze znaj­do­wa­ły – albo przy­naj­mniej pró­bo­wa­ły zna­leźć – spo­so­by na bycie sobą1.

Hirsch kon­se­kwent­nie trzy­ma się swo­je­go zamy­słu – książ­ka podzie­lo­na jest na sto jeden trzy­stro­ni­co­wych roz­dzia­łów, przed­sta­wia przed­mio­ty chro­no­lo­gicz­nie, jed­nak nie jest to cią­gła nar­ra­cja, na pew­no nie opo­wieść rosz­czą­ca sobie pra­wo do uka­za­nia peł­nej, line­ar­nej histo­rii dzie­jów. Lubię myśleć, że Hirsch zabie­ra nas na spa­cer po subiek­tyw­nej i dość oso­bli­wej kolek­cji, a każ­dy pre­zen­to­wa­ny przez autor­kę przed­miot przy­po­mi­na muze­al­ną gablot­kę – zosta­je wycią­gnię­ty i oświe­tlo­ny przez her­sto­rię. To raczej roz­pro­szo­ne śla­dy, któ­re zaczy­na­ją „dzia­łać” w zesta­wie­niu.

*

Pierw­szym przed­mio­tem, któ­ry opi­su­je Hirsch, jest zago­jo­na kość udo­wa. Czy to kość kobie­ty? Nie to oka­zu­je się clou. Żeby zro­zu­mieć, na czym pole­ga kobie­cość zago­jo­nej kości udo­wej, nie­miec­ka autor­ka przy­wo­łu­je histo­rię z wykła­du antro­po­loż­ki Mar­ga­ret Mead. W odpo­wie­dzi na pyta­nie o to, co jest pierw­szym dowo­dem na ist­nie­nie cywi­li­za­cji, Mead wska­za­ła wła­śnie zago­jo­ną kość udo­wą. Nie narzę­dzia, nie broń, a prze­jaw tro­ski.

W tym sen­sie pierw­szy ślad cywi­li­za­cji nie jest pochod­ną siły, a rela­cji sprzed kil­ku­na­stu tysię­cy lat. Nie cho­dzi o triumf nad świa­tem, lecz o gest wobec dru­gie­go czło­wie­ka. Hirsch poka­zu­je, że wła­śnie przy­pi­sy­wa­na kobie­tom tro­ska jest klu­czo­wa do prze­trwa­nia, że to ona sta­no­wi fun­da­ment cywi­li­za­cji. Antro­po­loż­ka pod­wa­ża tym samym dzie­więt­na­sto­wiecz­ną pro­jek­cję na temat pre­hi­sto­rii, stwo­rzo­ną przez męż­czyzn i nazna­czo­ną ich wła­sny­mi uprze­dze­nia­mi. Hirsch, pisząc, że to wła­śnie opie­ka jest siłą ewo­lu­cyj­ną, przy­wo­łu­je nie­zwy­kle waż­ny motyw, czy­li „hipo­te­zę bab­ci”. Dzię­ki temu, że star­sze kobie­ty poma­ga­ły wycho­wy­wać dzie­ci, wię­cej naj­młod­szych mia­ło szan­sę na prze­ży­cie, a ta zwięk­szo­na prze­ży­wal­ność wzmac­nia­ła całą spo­łecz­ność.

Zago­jo­na kość udo­wa nie jest więc przed­mio­tem – ba! – nie jest nawet dowo­dem; to ślad inne­go spo­so­bu myśle­nia o prze­szło­ści, takie­go, w któ­rym cywi­li­za­cja nie zaczy­na się od domi­na­cji, a od uważ­no­ści.

*

Książ­ka Anna­bel­le Hirsch wpi­su­je się roz­wi­ja­ną od lat 80. XX wie­ku antro­po­lo­gię rze­czy, a zwłasz­cza w ideę, któ­ra przy­świe­ca­ła auto­rom i autor­kom tek­stów zawar­tych w kul­to­wej już książ­ce The Social Life of Things: Com­mo­di­ties in Cul­tu­ral Per­spec­ti­ve pod redak­cją Arju­na Appa­du­ra­ia. Ame­ry­kań­ski badacz we wstę­pie do publi­ka­cji dekla­ru­je, że rze­czy mają „życie spo­łecz­ne”, nie są bier­ne, lecz funk­cjo­nu­ją w rela­cji. Przed­mio­ty – zda­niem antro­po­lo­gów z krę­gu Appa­du­ra­ia – zmie­nia­ją się w cza­sie zależ­nie od tego, kto i gdzie ich uży­wa. Inny­mi sło­wy: nie zmie­nia się rzecz sama w sobie, a jej zna­cze­nie spo­łecz­ne. Kolej­ną meto­dą badaw­czą jest „podą­ża­nie za rze­cza­mi”, czy­li rekon­stru­owa­nie bio­gra­fii nie ludzi, ale rze­czy – przy­glą­da­nie się temu, skąd są, przez czy­je ręce prze­cho­dzą, jak zmie­nia się ich sens. Obie stra­te­gie są nie­wąt­pli­wie waż­ne dla Anna­bel­le Hirsch, któ­ra spraw­dza, jak przez przed­mio­ty funk­cjo­nu­je spo­łe­czeń­stwo, jakie zna­cze­nie przed­mio­tów wytwa­rza się w rela­cjach spo­łecz­nych.

Dobrą ilu­stra­cją tego spo­so­bu myśle­nia może być rekon­struk­cja histo­rii bide­tu, któ­ry w książ­ce Hirsch nie jest wyłącz­nie przed­mio­tem. Bidet począt­ko­wo funk­cjo­no­wał jako urzą­dze­nie do higie­ny, tro­ski o czy­stość. Jed­nak bli­skość (głów­nie) kobie­ce­go cia­ła spra­wi­ła, że prze­stał być nie­win­ny i neu­tral­ny. Z bide­tu korzy­sta­no głów­nie we Fran­cji, gdzie nie było ogól­no­do­stęp­nych prysz­ni­ców czy łaź­ni. Fran­cu­zi i Fran­cuz­ki pod­my­wa­li oko­li­ce intym­ne czę­ściej, niż zaży­wa­li kąpie­li. Bidet od XVIII wie­ku powo­li zaczął być koja­rzo­ny przede wszyst­kim z doma­mi publicz­ny­mi, gdzie słu­żył do mycia się po sto­sun­ku (nie tyl­ko jako ele­ment higie­ny, ale tak­że jako śro­dek anty­kon­cep­cyj­ny; wie­rzo­no bowiem, że woda chro­ni przed nie­chcia­ną cią­żą). Hirsch przy­po­mi­na, że posia­da­nie bide­tu w pew­nym okre­sie łączo­no bez­po­śred­nio z roz­wią­zło­ścią sek­su­al­ną. Tym samym przed­miot do higie­ny oka­zu­je się podej­rza­ny, uwi­kła­ny w wyobra­że­nia o sek­su­al­no­ści, kon­tro­lo­wa­ny spoj­rze­niem spo­łecz­nym. Przed­miot mają­cy słu­żyć cia­łu zaczy­na mówić o nor­mach – z neu­tral­ne­go narzę­dzia sta­je się nośni­kiem napięć spo­łecz­nych.

Okładka książki Annabelle Hirsch, „Historia kobiet w 101 przedmiotach”, tłum. Barbara Bruks, Kamil Idzikowski, Zofia Sucharska, Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 2025.
Annabelle Hirsch, „Historia kobiet w 101 przedmiotach”, tłum. Barbara Bruks, Kamil Idzikowski, Zofia Sucharska, Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 2025.

W tej histo­rii odbi­ja się antro­po­lo­gicz­ny zamysł Appa­du­ra­ia – sens rze­czy nie jest usta­no­wio­ny raz na zawsze, zmie­nia się wraz z tym, kto i gdzie na dany przed­miot patrzy. Oko­licz­no­ści, oko patrzą­ce­go spra­wia­ją, że przed­miot odsła­nia coś wię­cej niż swo­ją pier­wot­ną funk­cję. I znów – nie bidet jako rzecz jest naj­waż­niej­szy, lecz punkt, w któ­rym ten przed­miot zaczy­na odbi­jać rela­cje wła­dzy, wstyd i nor­my przy­pi­sy­wa­ne kobie­ce­mu cia­łu. Naj­istot­niej­szy oka­zu­je się mecha­nizm wchła­nia­nia przed­mio­tu przez kon­tekst i prze­no­sze­nia go dalej. W tym przy­pad­ku cho­dzi przede wszyst­kim o utrzy­ma­nie kon­tro­li nad kobie­cym cia­łem.

*

Przed­mio­ty opi­sy­wa­ne przez Anna­bel­le Hirsch są nie­wiel­kie, to czę­sto dro­bia­zgi, rze­czy łatwe do prze­ocze­nia, nie­po­zor­ne. To kolej­na cecha cha­rak­te­ry­stycz­na, któ­ra łączy nie­miec­ką pisar­kę z bada­cza­mi z krę­gu Arju­na Appa­du­ra­ia – „małość” przed­mio­tu nie jest rów­no­znacz­na z jego mar­gi­nal­no­ścią. Czę­sto dzię­ki nie­wiel­kim roz­mia­rom łatwiej jest prze­cho­wy­wać zna­cze­nia. Spo­sób rozu­mo­wa­nia Hirsch kore­spon­du­je w tym aspek­cie tak­że z książ­ką W obro­nie rze­czy… nor­we­skie­go arche­olo­ga Bjør­na­ra Olse­na. Wła­śnie Olsen w swo­ich (zaawan­so­wa­nych teo­re­tycz­nie) bada­niach kon­cen­tru­je się na onto­lo­gii rze­czy. Chce widzieć i trak­to­wać je jako real­ne, osob­ne, trwa­łe byty, któ­re nie zni­ka­ją wraz ze zmia­ną inter­pre­ta­cji. Nor­we­ski badacz nie chce pozba­wiać przed­mio­tów spraw­czo­ści, ale zwró­cić uwa­gę na to, że rze­czy, któ­re funk­cjo­nu­ją poza głów­nym polem widze­nia, dzia­ła­ją na innych zasa­dach – mają uzu­peł­niać nie­wi­docz­ne frag­men­ty opo­wie­ści. Siłą opo­wie­ści Hirsch jest wła­śnie uchwy­ce­nie szcze­gól­ne­go napię­cia towa­rzy­szą­ce­go „kobie­cym” przed­mio­tom – z jed­nej stro­ny są one kru­che i rela­cyj­ne, z dru­giej – ich upo­rczy­we trwa­nie pozwa­la na opo­wie­dze­nie bra­ku­ją­cych ele­men­tów histo­rii.

W tym kon­tek­ście war­to prze­nieść się do roku 1830, do opo­wie­ści o minia­tu­ro­wych ksią­żecz­kach sióstr Bron­të. To ksią­żecz­ki zapi­sa­ne macz­kiem, miesz­czą­ce się w dzie­cię­cej dło­ni. Na pierw­szy rzut oka wyglą­da­ją jak zabaw­ka, fan­ta­zyj­ny dro­biazg, coś, cze­go nie moż­na trak­to­wać poważ­nie.

Ksią­żecz­ki powsta­wa­ły w momen­cie, kie­dy dziew­czyn­ki nie mia­ły pra­wa do swo­je­go gło­su lite­rac­kie­go, a pisa­nie nie było dla nich ani oczy­wi­ste, ani bez­piecz­ne. Hirsch opi­su­je eks­pe­ry­ment for­mal­ny sióstr Bron­të jako labo­ra­to­rium wyobraź­ni, miej­sce, w któ­rym dziew­czyn­ki two­rzą świa­ty, ćwi­czą nar­ra­cję, eks­pe­ry­men­tu­ją z języ­kiem. Mikro­sko­pij­ność ksią­że­czek nie ozna­cza nie­wiel­kich ambi­cji auto­rek. Wręcz prze­ciw­nie. To for­ma pisa­nia dosto­so­wa­na do warun­ków spo­łecz­nych, w któ­rych trze­ba dzia­łać dys­kret­nie. Oka­zu­je się po raz kolej­ny, że wol­ność może obja­wiać się w tym, co małe, nie­po­zor­ne, dys­kret­ne. Cie­ka­we, że dzię­ki przy­wo­ła­niu histo­rii sióstr Bron­të Anna­bel­le Hirsch zwra­ca uwa­gę na to, co umy­ka uczest­ni­kom współ­cze­snej deba­ty, a co leży u pod­staw her­sto­rii: zanim kobie­ty mogły mówić gło­śno, musia­ły nauczyć się mówić szep­tem.

*

Jesz­cze cie­ka­wiej robi się w momen­cie, kie­dy Anna­bel­le Hirsch nie odno­si się do przed­mio­tów mate­rial­nych, ale do prak­tyk kul­tu­ro­wych, tek­stów kul­tu­ry takich jak utwo­ry muzycz­ne. Dobrym przy­kła­dem może być przy­wo­ła­nie przez nie­miec­ką autor­kę utwo­ru Respect w wyko­na­niu Are­thy Fran­klin. Nie cho­dzi o pio­sen­kę samą w sobie – ta zosta­ła pier­wot­nie napi­sa­na i wyko­na­na przez Oti­sa Red­din­ga, któ­ry doma­gał się od swo­jej part­ner­ki uzna­nia; była to raczej pró­ba osa­dze­nia rela­cji dam­sko-męskiej w tra­dy­cyj­nym ukła­dzie. Are­tha Fran­klin zmie­ni­ła ory­gi­nal­ną per­spek­ty­wę i ton wypo­wie­dzi arty­stycz­nej. Zaśpiew „respect”, któ­ry pier­wot­nie miał być proś­bą, stał się żąda­niem – sta­now­czą dekla­ra­cją kobie­ty doma­ga­ją­cej się pod­mio­to­wo­ści. Pio­sen­ka oka­za­ła się nie tyl­ko prze­bo­jem, lecz tak­że jed­nym z nie­for­mal­nych hym­nów ruchów eman­cy­pa­cyj­nych – kobiet dotknię­tych prze­mo­cą, kobiet dys­kry­mi­no­wa­nych ze wzglę­du na kolor skó­ry. To kolej­ny raz, kie­dy widzi­my, że zna­cze­nie rze­czy może zostać odwró­co­ne, prze­ję­te, zde­fi­nio­wa­ne na nowo. Zale­ży przede wszyst­kim od tego, kto i w jakim kon­tek­ście jej „uży­wa”.

*

Mimo że Histo­ria kobiet w 101 przed­mio­tach to książ­ka wpi­su­ją­ca się w antro­po­lo­gię rze­czy, war­to ją czy­tać tak­że jako zbiór cie­ka­wo­stek o tym, co nas ota­cza. Dla­te­go też książ­ka Hirsch zysku­je naj­wię­cej, kie­dy przy­glą­da­my się jej jak gablot­kom w muzeum, kie­dy wydo­by­wa­my z niej to, co umy­ka wiel­kim syn­te­zom, histo­riom pisa­nym przez męż­czyzn. Pra­ca Hirsch po raz kolej­ny w bada­niach femi­ni­stycz­nych prze­su­wa punkt cięż­ko­ści z tego, co monu­men­tal­ne, na to, co pry­wat­ne i czę­sto mar­gi­na­li­zo­wa­ne. Krzą­tac­two znów oka­zu­je się fun­da­men­tal­ne i istot­niej­sze niż pod­bój cywi­li­za­cji.

 

1 A. Hirsch, Histo­ria kobiet w 101 przed­mio­tach, tłum. B. Bruks, K. Idzi­kow­ski, Z. Suchar­ska, Gdańsk: słowo/obraz tery­to­ria, 2025, s. 5.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

21.07.2026 Laba

Latem wracam do Prousta

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z artystką wizualną i malarką Katarzyną Wyszkowską rozmawia Małgorzata Bugaj.

20.07.2026 Recenzje

Tam, gdzie Karawanki, czyli w Austrii

Główną bohaterką powieści jest jedenastoletnia dziewczynka, nie znamy jej imienia. Wraz z rodziną wyprowadza się właśnie z karynckiej wioski. To próba ucieczki z archaicznego świata i od duchów przeszłości, ale także awans społeczny – o Tam, gdzie najostrzejszy kieł Karawanków szczerzy się ku niebu Julii Jost pisze Natalia Prüfer.