Pamiętam, jak trudno było znaleźć na początku lat 90. film Tętno Gerarda Zalewskiego. Pieśń przyszłości pełnej streamingów dopiero formowała się w umysłach zatrudnionych w Silicon Valley. Mieliśmy jedynie wypożyczalnie kaset VHS; jeśli brylował tam jakiś Zalewski, to najwyżej z Mokrego szmalu.
Zamiast wstępu
Właśnie wówczas TV Polonia zaczęła emitować polskie filmy z lat 80. Z tamtej pierwszej, premierowej emisji Tętna została we mnie rola Krzysztofa Globisza, odtwarzającego postać Adolfa Poświatowskiego. Jego wiecznie spocone czoło i skroń. Urywany oddech. Wydawało mi się, że cały film jest jedną wielką zadyszką. Łapaniem powietrza. Jak ryba wyciągnięta z toni i rzucona na brzeg. Sceny tak sugestywne, że gdy je wspominałem, sam oddychałem z trudem.
Halina, Halszka, Haśka w Tętnie była jak monument wykuty z marmuru z Carrary, hieratyczna i niepodległa wobec drobiazgów w rodzaju wady serca. Jeszcze w przedostatniej, szpitalnej scenie filmu rozczesuje długie włosy i wdzięczy się do podręcznego lusterka, podczas gdy jej sąsiadka na łóżku obok zajęta jest złorzeczeniem i umieraniem.
Nawiązuję do tego wczesnego wspomnienia, ponieważ zjawia się jako pierwsze w trakcie lektury Upartego serca… Kaliny Błażejowskiej1. Biografia jest napisana w czasie teraźniejszym (została tu zachowana zasadnicza struktura wydania pierwszego z 2014 roku), charakteryzuje ją dynamika, ruch: myśli, faktów, następstw, opisów, rozmów, dygresji. Czas teraźniejszy reprezentuje także iluzję trwania, sprawia, że utwór jest pozbawiony charakterystycznej dla form przeszłych melancholii związanej z doświadczeniem utraty. Niespełna pięćset stron czystego materiału historycznego, w którego skład wchodzą również listy, fotografie i fragmenty wierszy (w charakterze ilustracji, nigdy jako materiał do analizy), i tak przypomina format sprasowany i skompresowany; siłą rzeczy ciągle odczuwam zadyszkę, muszę przerywać lekturę, żeby zaczerpnąć powietrza, uspokoić rytmy zatokowe.
Wybór takiej strategii narracyjnej wiąże się z określonymi konsekwencjami. Uparte serce… nie jest wyłącznie reportażem. To książka, w której dostrzec można jednakową tęsknotę za formą dokumentu i za beletrystyką (umyślnie nie używam tutaj pojęcia „fikcja literacka”). Owo sprzężenie ma tu być środkiem pozwalającym odnaleźć harmonię i ideał. Nie jest to żadne zaskoczenie – jeśli prześledzimy serie reporterskie publikowane na przykład przez Wydawnictwo Czarne, zrozumiemy, że reportaż od lat zmierza właśnie w tę stronę.
Nieco więcej światła na tło
Uparte serce… ukazało się nakładem Wydawnictwa Literackiego dwanaście lat po opublikowaniu pierwszej edycji (Wydawnictwo Znak). Dlaczego Kalina Błażejowska zdecydowała się na powrót do biografii Poświatowskiej? Kilka powodów ujawnia w przedmowie do książki. Chodzi o nowe źródła i konteksty:
W odróżnieniu od poprzedniczek szukałam nie tylko w Polsce, ale też za granicą – nawiązałam kontakt z rozsianymi po świecie przyjaciółmi Poświatowskiej, odwiedziłam Waszyngton, Filadelfię, Doylestown, Nowy Jork, Northampton, New Haven, Cambridge, Boston i Toronto. Odnalazłam świadectwa, do których nikt wcześniej nie dotarł, i świadków, z którymi nikt wcześniej nie rozmawiał2.
Co ważniejsze – dotykamy tu merytorycznego sensu powrotu – Kalina Błażejowska jest przekonana, że temat biograficzny nie został wyczerpany, że o tej fascynującej i dramatycznej historii warto opowiedzieć od nowa, „rozwinąć pewne wątki, rozwikłać zagadki, rozbroić mity”3. Zainteresowanych odsyłam do tego tekstu, wyjaśniającego obszary materii biograficznej, które uległy przekształceniom i rozbudowie. Wypada jednak krótko omówić tło i konteksty, w jakich Uparte serce… pojawia się i „odczynia różne uroki” rzucone na autorkę Hymnu bałwochwalczego. Które poprzedniczki Kalina Błażejowska ma na myśli? Przede wszystkim Mariolę Pryzwan, autorkę biografii Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach4, Kalinę Słomską i Zbigniewa Mygę (jest więc w tym gronie także poprzednik) oraz ich Poświatowską we wspomnieniach i inspiracjach5. W ciągu ostatnich trzydziestu lat ukazały się jeszcze niewspomniane w przedmowie Ja minę, ty miniesz…6 Marioli Pryzwan – portret skompilowany z wywiadów i wspomnień, Halina Poświatowska w zwierciadle swej kobiecości7 Katarzyny Karaskiewicz – esej stanowiący kolejną próbę nałożenia na siebie, również na podstawie wspomnień i cytatów, dwóch wizerunków: „Haliny zewnętrznej” i „Haliny wewnętrznej”, wreszcie analiza Izoldy Kiec z 1997 roku8 oraz Nierozważna i nieromantyczna…9 Grażyny Borkowskiej, biografia o cechach publikacji naukowej, osadzona w kontekście psychoanalitycznym i kulturowym. Warto przywołać także dokumentalne produkcje telewizyjne: Jak narkotyk, Ptak mojego serca, Wszystkie adresy Poświatowskiej i jeden film fabularny. Dużo, a równocześnie niedużo jak na żywotność legendy i jej tragizm, często zresztą mitologizowany. Do tego dochodzi liczba wątków niejasnych i niedoczytanych.
Dziś, po lekturach wspomnianych wyżej analiz, biografii i esejów, mogę bez wątpliwości przyjąć, że Uparte serce… jest najpełniej wypowiedzianą, a przede wszystkim usystematyzowaną biografią Poświatowskiej – nawet mimo wątków porzuconych czy nie dość rozwiniętych (autorka przyznaje to wprost w przedmowie). Żaden z wcześniejszych tekstów nie prezentuje również mocy fabularnej, chociaż niektóre z nich nie są pozbawione przejawów tego rodzaju ambicji. Co więcej, Uparte serce… przenosi ciężar z poetyckiego, literackiego bytu – awatara, który stworzyła Poświatowska, żeby przetrwać symbolicznie, ale również ekonomicznie w świecie i zawodach zdominowanych i objaśnianych przez mężczyzn – na byt bardziej fizyczny, bliższy ciała i jego psychologii: na „pole doświadczalne”, jakim jest ciało. Dla każdego biografa i czytelnika powinno być całkiem oczywiste, że Poświatowska niemal ciągle powołuje, a zarazem detronizuje, ten stworzony obraz siebie w poezji (chociaż w życiu ciało jej nie wystarcza, ponieważ jest źródłem choroby i ma – jeśli można to tak ująć – ograniczoną datę ważności). Błażejowska uzupełnia materiał z „okresu amerykańskiego” o nowe fakty, spojrzenia i konteksty (w porównaniu do analizy Grażyny Borkowskiej). Jest to istotne, pozwala bowiem prześledzić, jak wytwarza się i krystalizuje horyzont wolności – po intensywnej walce o podmiotowość toczonej przez Poświatowską ze wszystkimi: i w Stanach Zjednoczonych, i w kraju. To wyzwolenie od choroby, a równocześnie realizowany na bieżąco, na żywo, manifest feministyczny. Eksperyment na żywej cielesnej i symbolicznej tkance się nie udaje, ponieważ siła grawitacji, którą wytwarzają ojczyzna, sprawy polskie i choroba, jest zbyt przemożna, żeby ją pokonać. Psychika jest plastyczna, pozwala więc na kwestionowanie modeli zachowań automatycznych, ale jednocześnie umożliwia ich powrót. Wyjazd do Stanów Zjednoczonych – zresztą atrakcyjnie i obrazowo opisanych przez Kalinę Błażejowską – to punkt zwrotny; jego konsekwencje dla twórczości i dla życia Poświatowskiej są ogromne.
Czuję w gardełku umieranie
W biografii to zdanie nie pada z ust Haliny, lecz jej siostry Elżbiety, która na skutek infekcji odchodzi po dziesiątych urodzinach poetki, w 1945 roku. Ale za sprawą antycznego fatum Haśka może ten los nieświadomie uznać za własny, psychologia nazywa ten proces po swojemu – to uwewnętrznienie. Pojawia się ono niezależnie od faktów naukowych, od własnej choroby Poświatowskiej. Poczucie winy obciążające człowieka, który zostaje i żyje po śmierci bliskiej osoby, bywa nie do zniesienia. Doświadczenie tej pierwszej utraty, której nie da się w żaden sposób zrekompensować, jest potęgowane przez drugą śmierć – męża Haliny, Adolfa „Ryszarda” Poświatowskiego, zaledwie dwa lata po ich ślubie. W tym obszarze, jak sądzę, wytwarza się schemat przyszłych zachowań i postaw poetki (Grażyna Borkowska w swoim psychoanalitycznym szkicu sugeruje, że to relacja Haliny z matką wyznaczy standard uczuciowy nie do zrealizowania w autonomicznym, dorosłym życiu; niemożliwość wystąpienia plus-que-mère).
Po pierwsze: Halina będzie zawsze czuła się niedoskonała (chociaż jej wizerunek zewnętrzny, stale budowany i kontrolowany, będzie temu przeczyć), nie dość dobra, nie dość żywa, egocentryczna; próg, jaki sobie wyznaczyła – próg długu – jest nie do przekroczenia. Trafny opis tego zjawiska stworzyła Olga Tokarczuk w Biegunach: „Będziesz przeżywać każdy dzień boleśnie, jakbyś żyła za karę, lecz kto popełnił zbrodnię i jaką, i kiedy, nie dowiesz się nigdy”10. Poetka nigdzie nie jest u siebie, ciągle podkręca obroty, żyje jak na haju, wpada ze skrajności w skrajność. Jakby musiała żyć za dwie osoby, przy czym żadna z tych dwóch osób nie jest do końca zadowolona.
Po drugie: jej relacje z mężczyznami, fizyczne i intelektualne, zostaną zbudowane na grze przeciwieństw – przyciąganiu i odpychaniu. Subtelnie kreślony przez Błażejowską portret odsłania (na przykład w poszerzonym w drugim wydaniu opisie relacji między Poświatowską a Ireneuszem Morawskim czy Janem Adamskim) właśnie ową dwukierunkową dynamikę: intelektualne związki nie mogą skończyć się w łóżku. (Tak opisana Halina przypomina mi wzorce kulturowe i literackie niezbyt często obecne toutes proportions gardées – Pannę Leopard z powieści Zbigniewa Uniłowskiego11 czy Florę z opowiadania Marii Kuncewiczowej12; „Obiecała sobie, że nie będzie zbyt łatwa do zdobycia”13). I odwrotnie: wspólne łóżko Halina rezerwuje dla facetów, z którymi nie łączy jej duchowe i intelektualne powinowactwo. Niemniej wszystkich bez wyjątku trzyma na dystans. Nawet jeśli wygląda na zakochaną od kostek po uszy. W poświęconym Halinie wybitnym wierszu Autotomia Wisława Szymborska notuje wersy: „W niebezpieczeństwie strzykwa dzieli się na dwoje: / jedną siebie oddaje na pożarcie światu, / drugą sobą ucieka. / Rozpada się gwałtownie na zgubę i ratunek, / na grzywnę i nagrodę, na co było i będzie”14.
Chcę powiedzieć, że ten wzór, ta osobliwość, wykracza również poza prywatność i intymność Haliny Poświatowskiej. Właśnie na ten fakt zwraca uwagę Błażejowska, trafnie dobierając materiały biograficzne i odpowiednio akcentując ich szczególnie istotne partie.
Sześć nylonowych ściegów Nicholsa
Jak sugeruje autorka Bezdusznych…15, to wcale nie jest metoda chirurgiczna czy strategia. Raczej wypadkowa panicznego lęku – który kończy się ucieczką chirurga od stołu operacyjnego – intuicji i praktyki. Innowacyjność tej wypadkowej (przypadkowej) przynosi znaczącą zmianę w statystykach przeżywalności na oddziale Hahnemann Hospital. A już na pewno daje dziewięć nowych lat życia Halinie Poświatowskiej. Równocześnie Haśka staje się nosicielką stygmatów. Ślady na nadgarstkach po wlewach, na stopach po transfuzjach i wielka rana w sercu. Brakuje tylko korony na rudych, wciąż jeszcze długich włosach.
Ale te sześć ściegów wcale nie daje gwarancji na zszycie ze sobą różnych Halin. Zastawka działa, Haśka próbuje nadrobić lata chorób i hospitalizacji, ale sama mówi, że gdyby nauczyła się oddychać, musiałaby zacząć żyć. To znamienna myśl, ponieważ odsłania kluczowy problem. Nie wolno żyć, kiedy żyje się za coś, za kogoś. Nie wolno żyć, jeśli od dzieciństwa się słyszy: „Proszę nie chodzić. Proszę nie mówić zbyt dużo. Proszę nie myśleć. Nie wstawać. Nie kochać. Żeby mogła pani przeżyć życie”. Nawet jeśli wszystkie flanki są zabezpieczone: nad Haliną czuwają najlepsi lekarze (z których jeden wymyśla Poświatowską poetkę), wytrawni intelektualiści (choć wyszkoleni w specjalności „pesymizm poznawczy”) i matka – impresario i kierownik backstage’u w jednym.
Jest prawdą – i to również pokazuje Uparte serce… – że Halina otrzymywała ogromne wsparcie na każdym etapie swojego życia. Zarazem jednak oczekiwała bezwarunkowej pomocy, chciała zrealizować wszystkie – niemożliwe – projekty. To, ile energii wymagało od niej życie na pełnych obrotach, w poważny sposób kłóci się z mitem poetki wsłuchującej się w swoje powiększone serce, łapczywie pragnącej miłości, kłóci się z mitem poezji jako drogi do absolucji i wybawienia, wreszcie kłóci się ze stereotypami utrwalonymi przez reportaże i bieda-edukację szkolną. Błażejowska ukazuje skomplikowaną sieć kryjącą się pod tym wizerunkiem, jakąś zupełnie inną osobowość, utkaną z pesymizmu, niepokoju egzystencjalnego, absolutnie krytyczną wobec siebie i rzeczywistości. Pełną napięć, przeciwstawnych dynamik i skondensowanego bólu: „Brakuje mi walki ze śmiercią i w braku śmierci walczę ze sobą i z życiem”16.
Tym, co autorka biografii podkreśla i co powraca na każdym etapie lektury, jest ruch. Oczywiście ruch fizyczny w sensie dosłownym – Halina uwielbiała chodzić, przemieszczać się, rzadko korzystała ze środków transportu, nawet kiedy czuła się gorzej, nawet w Ameryce, gdzie odległości między poszczególnymi miejscami są nieporównywalnie większe niż w Polsce. Ale tu chodzi również o ruch myśli i znaczeń, filozoficzny i lingwistyczny. Biografka ukazuje ogrom pracy intelektualnej i stricte naukowej wykonanej przez Poświatowską, biegłość Haliny w wielu językach obcych (poetka tłumaczyła wiersze bodaj z czterech czy pięciu języków), jej otwartość na nowe prądy i zjawiska kształtujące współczesność w relatywnie krótkim czasie, w ciągu dziewięciu lat podarowanych Haśce przez nylonowe ściegi Nicholsa. Ten udokumentowany obraz jest sprzeczny z mitologiami i stereotypami zamykającymi Poświatowską w kręgu języka polskiego i poezji miłosnej. Wreszcie – chodzi o ruch w znaczeniu symbolicznym. Zdanie otwierające jedną z fikcji biograficznych Thomasa Bernharda, „Zawsze szedłem w przeciwnym kierunku”17, jest skrojone idealnie na miarę Haliny Poświatowskiej, oddaje jej charakter i osobowość: stale w kontrze wobec zbyt łatwych rozwiązań, wobec hierarchicznej kultury, w której to mężczyźni planują i objaśniają kobietom życie.
Raz jeszcze chciałbym powrócić do fragmentu Biegunów Olgi Tokarczuk, który świetnie oddaje również rytm życia bohaterki Upartego serca…: „Ciało w ruchu jest święte. Tylko wtedy mu uciekasz, kiedy się poruszasz”18. Przed kim/czym uciekała Poświatowska? Przed stagnacją, zbyt łatwym zaszeregowaniem, przed ludźmi i związkami, które mają czas?
A może chodziło o to, że – paradoksalnie w jej przypadku – ruch był jedynym sposobem, żeby oddychać.
1 K. Błażejowska, Uparte serce. Biografia Haliny Poświatowskiej, wyd. 2, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2026.
2 Tamże, s. 5.
3 Tamże.
4 M. Pryzwan, Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach, Warszawa: Marginesy, 2015.
5 K. Słomska, Z. Myga, Poświatowska we wspomnieniach i inspiracjach, Lesko: Wydawnictwo Bosz, 2016.
6 M. Pryzwan, Ja minę, ty miniesz… Wspomnienia o Halinie Poświatowskiej, Warszawa: Domena, 2000.
7 K. Karaskiewicz, Poświatowska w zwierciadle swej kobiecości, Warszawa: Oficyna Wydawnicza RYTM, 2008.
8 I. Kiec, Halina Poświatowska, Poznań: Rebis, 1997.
9 G. Borkowska, Nierozważna i nieromantyczna. O Halinie Poświatowskiej, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2001.
10 O. Tokarczuk, Bieguni, Kraków: Wydawnictwo Literackie, s. 139.
11 Z. Uniłowski, Wspólny pokój, Warszawa: Książka i Wiedza, 1988.
12 M. Kuncewiczowa, Dwa księżyce, Warszawa: Marginesy, 2025.
13 K. Karaskiewicz, Poświatowska w zwierciadle swej kobiecości, Warszawa: Oficyna Wydawnicza RYTM, 2008.
14 W. Szymborska, Autotomia [w:] tejże, Wszelki wypadek, Warszawa: Czytelnik, 1972, s. 34–35.
15 K. Błażejowska, Bezduszni. Zapomniana zagłada chorych, Wołowiec: Czarne, 2023.
16 Taż, Uparte serce…, s. 262.
17 T. Bernhard, Autobiografie, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1996.
18 O. Tokarczuk, Bieguni, s. 139.
