Proszę nie żyć

Pamię­tam, jak trud­no było zna­leźć na począt­ku lat 90. film Tęt­no Gerar­da Zalew­skie­go. Pieśń przy­szło­ści peł­nej stre­amin­gów dopie­ro for­mo­wa­ła się w umy­słach zatrud­nio­nych w Sili­con Val­ley. Mie­li­śmy jedy­nie wypo­ży­czal­nie kaset VHS; jeśli bry­lo­wał tam jakiś Zalew­ski, to naj­wy­żej z Mokre­go szma­lu.

Zamiast wstępu

Wła­śnie wów­czas TV Polo­nia zaczę­ła emi­to­wać pol­skie fil­my z lat 80. Z tam­tej pierw­szej, pre­mie­ro­wej emi­sji Tęt­na zosta­ła we mnie rola Krzysz­to­fa Glo­bi­sza, odtwa­rza­ją­ce­go postać Adol­fa Poświa­tow­skie­go. Jego wiecz­nie spo­co­ne czo­ło i skroń. Ury­wa­ny oddech. Wyda­wa­ło mi się, że cały film jest jed­ną wiel­ką zadysz­ką. Łapa­niem powie­trza. Jak ryba wycią­gnię­ta z toni i rzu­co­na na brzeg. Sce­ny tak suge­styw­ne, że gdy je wspo­mi­na­łem, sam oddy­cha­łem z tru­dem.

Hali­na, Halsz­ka, Haś­ka w Tęt­nie była jak monu­ment wyku­ty z mar­mu­ru z Car­ra­ry, hie­ra­tycz­na i nie­pod­le­gła wobec dro­bia­zgów w rodza­ju wady ser­ca. Jesz­cze w przed­ostat­niej, szpi­tal­nej sce­nie fil­mu roz­cze­su­je dłu­gie wło­sy i wdzię­czy się do pod­ręcz­ne­go luster­ka, pod­czas gdy jej sąsiad­ka na łóż­ku obok zaję­ta jest zło­rze­cze­niem i umie­ra­niem.

Nawią­zu­ję do tego wcze­sne­go wspo­mnie­nia, ponie­waż zja­wia się jako pierw­sze w trak­cie lek­tu­ry Upar­te­go ser­ca… Kali­ny Bła­że­jow­skiej1. Bio­gra­fia jest napi­sa­na w cza­sie teraź­niej­szym (zosta­ła tu zacho­wa­na zasad­ni­cza struk­tu­ra wyda­nia pierw­sze­go z 2014 roku), cha­rak­te­ry­zu­je ją dyna­mi­ka, ruch: myśli, fak­tów, następstw, opi­sów, roz­mów, dygre­sji. Czas teraź­niej­szy repre­zen­tu­je tak­że ilu­zję trwa­nia, spra­wia, że utwór jest pozba­wio­ny cha­rak­te­ry­stycz­nej dla form prze­szłych melan­cho­lii zwią­za­nej z doświad­cze­niem utra­ty. Nie­speł­na pięć­set stron czy­ste­go mate­ria­łu histo­rycz­ne­go, w któ­re­go skład wcho­dzą rów­nież listy, foto­gra­fie i frag­men­ty wier­szy (w cha­rak­te­rze ilu­stra­cji, nigdy jako mate­riał do ana­li­zy), i tak przy­po­mi­na for­mat spra­so­wa­ny i skom­pre­so­wa­ny; siłą rze­czy cią­gle odczu­wam zadysz­kę, muszę prze­ry­wać lek­tu­rę, żeby zaczerp­nąć powie­trza, uspo­ko­ić ryt­my zato­ko­we.

Wybór takiej stra­te­gii nar­ra­cyj­nej wią­że się z okre­ślo­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi. Upar­te ser­ce… nie jest wyłącz­nie repor­ta­żem. To książ­ka, w któ­rej dostrzec moż­na jed­na­ko­wą tęsk­no­tę za for­mą doku­men­tu i za bele­try­sty­ką (umyśl­nie nie uży­wam tutaj poję­cia „fik­cja lite­rac­ka”). Owo sprzę­że­nie ma tu być środ­kiem pozwa­la­ją­cym odna­leźć har­mo­nię i ide­ał. Nie jest to żad­ne zasko­cze­nie – jeśli prze­śle­dzi­my serie repor­ter­skie publi­ko­wa­ne na przy­kład przez Wydaw­nic­two Czar­ne, zro­zu­mie­my, że repor­taż od lat zmie­rza wła­śnie w tę stro­nę.

Nieco więcej światła na tło

Upar­te ser­ce… uka­za­ło się nakła­dem Wydaw­nic­twa Lite­rac­kie­go dwa­na­ście lat po opu­bli­ko­wa­niu pierw­szej edy­cji (Wydaw­nic­two Znak). Dla­cze­go Kali­na Bła­że­jow­ska zde­cy­do­wa­ła się na powrót do bio­gra­fii Poświa­tow­skiej? Kil­ka powo­dów ujaw­nia w przed­mo­wie do książ­ki. Cho­dzi o nowe źró­dła i kon­tek­sty:

W odróż­nie­niu od poprzed­ni­czek szu­ka­łam nie tyl­ko w Pol­sce, ale też za gra­ni­cą – nawią­za­łam kon­takt z roz­sia­ny­mi po świe­cie przy­ja­ciół­mi Poświa­tow­skiej, odwie­dzi­łam Waszyng­ton, Fila­del­fię, Doy­le­stown, Nowy Jork, Nor­thamp­ton, New Haven, Cam­brid­ge, Boston i Toron­to. Odna­la­złam świa­dec­twa, do któ­rych nikt wcze­śniej nie dotarł, i świad­ków, z któ­ry­mi nikt wcze­śniej nie roz­ma­wiał2.

Co waż­niej­sze – doty­ka­my tu mery­to­rycz­ne­go sen­su powro­tu – Kali­na Bła­że­jow­ska jest prze­ko­na­na, że temat bio­gra­ficz­ny nie został wyczer­pa­ny, że o tej fascy­nu­ją­cej i dra­ma­tycz­nej histo­rii war­to opo­wie­dzieć od nowa, „roz­wi­nąć pew­ne wąt­ki, roz­wi­kłać zagad­ki, roz­bro­ić mity”3. Zain­te­re­so­wa­nych odsy­łam do tego tek­stu, wyja­śnia­ją­ce­go obsza­ry mate­rii bio­gra­ficz­nej, któ­re ule­gły prze­kształ­ce­niom i roz­bu­do­wie. Wypa­da jed­nak krót­ko omó­wić tło i kon­tek­sty, w jakich Upar­te ser­ce… poja­wia się i „odczy­nia róż­ne uro­ki” rzu­co­ne na autor­kę Hym­nu bał­wo­chwal­cze­go. Któ­re poprzed­nicz­ki Kali­na Bła­że­jow­ska ma na myśli? Przede wszyst­kim Mario­lę Pry­zwan, autor­kę bio­gra­fii Haś­ka. Poświa­tow­ska we wspo­mnie­niach i listach4, Kali­nę Słom­ską i Zbi­gnie­wa Mygę (jest więc w tym gro­nie tak­że poprzed­nik) oraz ich Poświa­tow­ską we wspo­mnie­niach i inspi­ra­cjach5. W cią­gu ostat­nich trzy­dzie­stu lat uka­za­ły się jesz­cze nie­wspo­mnia­ne w przed­mo­wie Ja minę, ty miniesz6 Mario­li Pry­zwan – por­tret skom­pi­lo­wa­ny z wywia­dów i wspo­mnień, Hali­na Poświa­tow­ska w zwier­cia­dle swej kobie­co­ści7 Kata­rzy­ny Kara­skie­wicz – esej sta­no­wią­cy kolej­ną pró­bę nało­że­nia na sie­bie, rów­nież na pod­sta­wie wspo­mnień i cyta­tów, dwóch wize­run­ków: „Hali­ny zewnętrz­nej” i „Hali­ny wewnętrz­nej”, wresz­cie ana­li­za Izol­dy Kiec z 1997 roku8 oraz Nie­roz­waż­na i nie­ro­man­tycz­na9 Gra­ży­ny Bor­kow­skiej, bio­gra­fia o cechach publi­ka­cji nauko­wej, osa­dzo­na w kon­tek­ście psy­cho­ana­li­tycz­nym i kul­tu­ro­wym. War­to przy­wo­łać tak­że doku­men­tal­ne pro­duk­cje tele­wi­zyj­ne: Jak nar­ko­tyk, Ptak moje­go ser­ca, Wszyst­kie adre­sy Poświa­tow­skiej i jeden film fabu­lar­ny. Dużo, a rów­no­cze­śnie nie­du­żo jak na żywot­ność legen­dy i jej tra­gizm, czę­sto zresz­tą mito­lo­gi­zo­wa­ny. Do tego docho­dzi licz­ba wąt­ków nie­ja­snych i nie­do­czy­ta­nych.

Dziś, po lek­tu­rach wspo­mnia­nych wyżej ana­liz, bio­gra­fii i ese­jów, mogę bez wąt­pli­wo­ści przy­jąć, że Upar­te ser­ce… jest naj­peł­niej wypo­wie­dzia­ną, a przede wszyst­kim usys­te­ma­ty­zo­wa­ną bio­gra­fią Poświa­tow­skiej – nawet mimo wąt­ków porzu­co­nych czy nie dość roz­wi­nię­tych (autor­ka przy­zna­je to wprost w przed­mo­wie). Żaden z wcze­śniej­szych tek­stów nie pre­zen­tu­je rów­nież mocy fabu­lar­nej, cho­ciaż nie­któ­re z nich nie są pozba­wio­ne prze­ja­wów tego rodza­ju ambi­cji. Co wię­cej, Upar­te ser­ce… prze­no­si cię­żar z poetyc­kie­go, lite­rac­kie­go bytu – awa­ta­ra, któ­ry stwo­rzy­ła Poświa­tow­ska, żeby prze­trwać sym­bo­licz­nie, ale rów­nież eko­no­micz­nie w świe­cie i zawo­dach zdo­mi­no­wa­nych i obja­śnia­nych przez męż­czyzn – na byt bar­dziej fizycz­ny, bliż­szy cia­ła i jego psy­cho­lo­gii: na „pole doświad­czal­ne”, jakim jest cia­ło. Dla każ­de­go bio­gra­fa i czy­tel­ni­ka powin­no być cał­kiem oczy­wi­ste, że Poświa­tow­ska nie­mal cią­gle powo­łu­je, a zara­zem detro­ni­zu­je, ten stwo­rzo­ny obraz sie­bie w poezji (cho­ciaż w życiu cia­ło jej nie wystar­cza, ponie­waż jest źró­dłem cho­ro­by i ma – jeśli moż­na to tak ująć – ogra­ni­czo­ną datę waż­no­ści). Bła­że­jow­ska uzu­peł­nia mate­riał z „okre­su ame­ry­kań­skie­go” o nowe fak­ty, spoj­rze­nia i kon­tek­sty (w porów­na­niu do ana­li­zy Gra­ży­ny Bor­kow­skiej). Jest to istot­ne, pozwa­la bowiem prze­śle­dzić, jak wytwa­rza się i kry­sta­li­zu­je hory­zont wol­no­ści – po inten­syw­nej wal­ce o pod­mio­to­wość toczo­nej przez Poświa­tow­ską ze wszyst­ki­mi: i w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, i w kra­ju. To wyzwo­le­nie od cho­ro­by, a rów­no­cze­śnie reali­zo­wa­ny na bie­żą­co, na żywo, mani­fest femi­ni­stycz­ny. Eks­pe­ry­ment na żywej cie­le­snej i sym­bo­licz­nej tkan­ce się nie uda­je, ponie­waż siła gra­wi­ta­cji, któ­rą wytwa­rza­ją ojczy­zna, spra­wy pol­skie i cho­ro­ba, jest zbyt prze­moż­na, żeby ją poko­nać. Psy­chi­ka jest pla­stycz­na, pozwa­la więc na kwe­stio­no­wa­nie mode­li zacho­wań auto­ma­tycz­nych, ale jed­no­cze­śnie umoż­li­wia ich powrót. Wyjazd do Sta­nów Zjed­no­czo­nych – zresz­tą atrak­cyj­nie i obra­zo­wo opi­sa­nych przez Kali­nę Bła­że­jow­ską – to punkt zwrot­ny; jego kon­se­kwen­cje dla twór­czo­ści i dla życia Poświa­tow­skiej są ogrom­ne.

Okładka książki Kaliny Błażejowskiej pod tytułem „Uparte serce. Biografia Haliny Poświatowskiej”.
Kalina Błażejowska, „Uparte serce. Biografia Haliny Poświatowskiej”, wyd. 2, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2026.

Czuję w gardełku umieranie

W bio­gra­fii to zda­nie nie pada z ust Hali­ny, lecz jej sio­stry Elż­bie­ty, któ­ra na sku­tek infek­cji odcho­dzi po dzie­sią­tych uro­dzi­nach poet­ki, w 1945 roku. Ale za spra­wą antycz­ne­go fatum Haś­ka może ten los nie­świa­do­mie uznać za wła­sny, psy­cho­lo­gia nazy­wa ten pro­ces po swo­je­mu – to uwew­nętrz­nie­nie. Poja­wia się ono nie­za­leż­nie od fak­tów nauko­wych, od wła­snej cho­ro­by Poświa­tow­skiej. Poczu­cie winy obcią­ża­ją­ce czło­wie­ka, któ­ry zosta­je i żyje po śmier­ci bli­skiej oso­by, bywa nie do znie­sie­nia. Doświad­cze­nie tej pierw­szej utra­ty, któ­rej nie da się w żaden spo­sób zre­kom­pen­so­wać, jest potę­go­wa­ne przez dru­gą śmierć – męża Hali­ny, Adol­fa „Ryszar­da” Poświa­tow­skie­go, zale­d­wie dwa lata po ich ślu­bie. W tym obsza­rze, jak sądzę, wytwa­rza się sche­mat przy­szłych zacho­wań i postaw poet­ki (Gra­ży­na Bor­kow­ska w swo­im psy­cho­ana­li­tycz­nym szki­cu suge­ru­je, że to rela­cja Hali­ny z mat­ką wyzna­czy stan­dard uczu­cio­wy nie do zre­ali­zo­wa­nia w auto­no­micz­nym, doro­słym życiu; nie­moż­li­wość wystą­pie­nia plus-que-mère).

Po pierw­sze: Hali­na będzie zawsze czu­ła się nie­do­sko­na­ła (cho­ciaż jej wize­ru­nek zewnętrz­ny, sta­le budo­wa­ny i kon­tro­lo­wa­ny, będzie temu prze­czyć), nie dość dobra, nie dość żywa, ego­cen­trycz­na; próg, jaki sobie wyzna­czy­ła – próg dłu­gu – jest nie do prze­kro­cze­nia. Traf­ny opis tego zja­wi­ska stwo­rzy­ła Olga Tokar­czuk w Bie­gu­nach: „Będziesz prze­ży­wać każ­dy dzień bole­śnie, jak­byś żyła za karę, lecz kto popeł­nił zbrod­nię i jaką, i kie­dy, nie dowiesz się nigdy”10. Poet­ka nigdzie nie jest u sie­bie, cią­gle pod­krę­ca obro­ty, żyje jak na haju, wpa­da ze skraj­no­ści w skraj­ność. Jak­by musia­ła żyć za dwie oso­by, przy czym żad­na z tych dwóch osób nie jest do koń­ca zado­wo­lo­na.

Po dru­gie: jej rela­cje z męż­czy­zna­mi, fizycz­ne i inte­lek­tu­al­ne, zosta­ną zbu­do­wa­ne na grze prze­ci­wieństw – przy­cią­ga­niu i odpy­cha­niu. Sub­tel­nie kre­ślo­ny przez Bła­że­jow­ską por­tret odsła­nia (na przy­kład w posze­rzo­nym w dru­gim wyda­niu opi­sie rela­cji mię­dzy Poświa­tow­ską a Ire­ne­uszem Moraw­skim czy Janem Adam­skim) wła­śnie ową dwu­kie­run­ko­wą dyna­mi­kę: inte­lek­tu­al­ne związ­ki nie mogą skoń­czyć się w łóż­ku. (Tak opi­sa­na Hali­na przy­po­mi­na mi wzor­ce kul­tu­ro­we i lite­rac­kie nie­zbyt czę­sto obec­ne toutes pro­por­tions gar­dées – Pan­nę Leopard z powie­ści Zbi­gnie­wa Uni­łow­skie­go11 czy Flo­rę z opo­wia­da­nia Marii Kun­ce­wi­czo­wej12; „Obie­ca­ła sobie, że nie będzie zbyt łatwa do zdo­by­cia”13). I odwrot­nie: wspól­ne łóż­ko Hali­na rezer­wu­je dla face­tów, z któ­ry­mi nie łączy jej ducho­we i inte­lek­tu­al­ne powi­no­wac­two. Nie­mniej wszyst­kich bez wyjąt­ku trzy­ma na dystans. Nawet jeśli wyglą­da na zako­cha­ną od kostek po uszy. W poświę­co­nym Hali­nie wybit­nym wier­szu Auto­to­mia Wisła­wa Szym­bor­ska notu­je wer­sy: „W nie­bez­pie­czeń­stwie strzy­kwa dzie­li się na dwo­je: / jed­ną sie­bie odda­je na pożar­cie świa­tu, / dru­gą sobą ucie­ka. / Roz­pa­da się gwał­tow­nie na zgu­bę i ratu­nek, / na grzyw­nę i nagro­dę, na co było i będzie”14.

Chcę powie­dzieć, że ten wzór, ta oso­bli­wość, wykra­cza rów­nież poza pry­wat­ność i intym­ność Hali­ny Poświa­tow­skiej. Wła­śnie na ten fakt zwra­ca uwa­gę Bła­że­jow­ska, traf­nie dobie­ra­jąc mate­ria­ły bio­gra­ficz­ne i odpo­wied­nio akcen­tu­jąc ich szcze­gól­nie istot­ne par­tie.

Sześć nylonowych ściegów Nicholsa

Jak suge­ru­je autor­ka Bez­dusz­nych15, to wca­le nie jest meto­da chi­rur­gicz­na czy stra­te­gia. Raczej wypad­ko­wa panicz­ne­go lęku – któ­ry koń­czy się uciecz­ką chi­rur­ga od sto­łu ope­ra­cyj­ne­go – intu­icji i prak­ty­ki. Inno­wa­cyj­ność tej wypad­ko­wej (przy­pad­ko­wej) przy­no­si zna­czą­cą zmia­nę w sta­ty­sty­kach prze­ży­wal­no­ści na oddzia­le Hah­ne­mann Hospi­tal. A już na pew­no daje dzie­więć nowych lat życia Hali­nie Poświa­tow­skiej. Rów­no­cze­śnie Haś­ka sta­je się nosi­ciel­ką styg­ma­tów. Śla­dy na nad­garst­kach po wle­wach, na sto­pach po trans­fu­zjach i wiel­ka rana w ser­cu. Bra­ku­je tyl­ko koro­ny na rudych, wciąż jesz­cze dłu­gich wło­sach.

Ale te sześć ście­gów wca­le nie daje gwa­ran­cji na zszy­cie ze sobą róż­nych Halin. Zastaw­ka dzia­ła, Haś­ka pró­bu­je nad­ro­bić lata cho­rób i hospi­ta­li­za­cji, ale sama mówi, że gdy­by nauczy­ła się oddy­chać, musia­ła­by zacząć żyć. To zna­mien­na myśl, ponie­waż odsła­nia klu­czo­wy pro­blem. Nie wol­no żyć, kie­dy żyje się za coś, za kogoś. Nie wol­no żyć, jeśli od dzie­ciń­stwa się sły­szy: „Pro­szę nie cho­dzić. Pro­szę nie mówić zbyt dużo. Pro­szę nie myśleć. Nie wsta­wać. Nie kochać. Żeby mogła pani prze­żyć życie”. Nawet jeśli wszyst­kie flan­ki są zabez­pie­czo­ne: nad Hali­ną czu­wa­ją naj­lep­si leka­rze (z któ­rych jeden wymy­śla Poświa­tow­ską poet­kę), wytraw­ni inte­lek­tu­ali­ści (choć wyszko­le­ni w spe­cjal­no­ści „pesy­mizm poznaw­czy”) i mat­ka – impre­sa­rio i kie­row­nik backstage’u w jed­nym.

Jest praw­dą – i to rów­nież poka­zu­je Upar­te ser­ce… – że Hali­na otrzy­my­wa­ła ogrom­ne wspar­cie na każ­dym eta­pie swo­je­go życia. Zara­zem jed­nak ocze­ki­wa­ła bez­wa­run­ko­wej pomo­cy, chcia­ła zre­ali­zo­wać wszyst­kie – nie­moż­li­we – pro­jek­ty. To, ile ener­gii wyma­ga­ło od niej życie na peł­nych obro­tach, w poważ­ny spo­sób kłó­ci się z mitem poet­ki wsłu­chu­ją­cej się w swo­je powięk­szo­ne ser­ce, łap­czy­wie pra­gną­cej miło­ści, kłó­ci się z mitem poezji jako dro­gi do abso­lu­cji i wyba­wie­nia, wresz­cie kłó­ci się ze ste­reo­ty­pa­mi utrwa­lo­ny­mi przez repor­ta­że i bie­da-edu­ka­cję szkol­ną. Bła­że­jow­ska uka­zu­je skom­pli­ko­wa­ną sieć kry­ją­cą się pod tym wize­run­kiem, jakąś zupeł­nie inną oso­bo­wość, utka­ną z pesy­mi­zmu, nie­po­ko­ju egzy­sten­cjal­ne­go, abso­lut­nie kry­tycz­ną wobec sie­bie i rze­czy­wi­sto­ści. Peł­ną napięć, prze­ciw­staw­nych dyna­mik i skon­den­so­wa­ne­go bólu: „Bra­ku­je mi wal­ki ze śmier­cią i w bra­ku śmier­ci wal­czę ze sobą i z życiem”16.

Tym, co autor­ka bio­gra­fii pod­kre­śla i co powra­ca na każ­dym eta­pie lek­tu­ry, jest ruch. Oczy­wi­ście ruch fizycz­ny w sen­sie dosłow­nym – Hali­na uwiel­bia­ła cho­dzić, prze­miesz­czać się, rzad­ko korzy­sta­ła ze środ­ków trans­por­tu, nawet kie­dy czu­ła się gorzej, nawet w Ame­ry­ce, gdzie odle­gło­ści mię­dzy poszcze­gól­ny­mi miej­sca­mi są nie­po­rów­ny­wal­nie więk­sze niż w Pol­sce. Ale tu cho­dzi rów­nież o ruch myśli i zna­czeń, filo­zo­ficz­ny i lin­gwi­stycz­ny. Bio­graf­ka uka­zu­je ogrom pra­cy inte­lek­tu­al­nej i stric­te nauko­wej wyko­na­nej przez Poświa­tow­ską, bie­głość Hali­ny w wie­lu języ­kach obcych (poet­ka tłu­ma­czy­ła wier­sze bodaj z czte­rech czy pię­ciu języ­ków), jej otwar­tość na nowe prą­dy i zja­wi­ska kształ­tu­ją­ce współ­cze­sność w rela­tyw­nie krót­kim cza­sie, w cią­gu dzie­wię­ciu lat poda­ro­wa­nych Haś­ce przez nylo­no­we ście­gi Nichol­sa. Ten udo­ku­men­to­wa­ny obraz jest sprzecz­ny z mito­lo­gia­mi i ste­reo­ty­pa­mi zamy­ka­ją­cy­mi Poświa­tow­ską w krę­gu języ­ka pol­skie­go i poezji miło­snej. Wresz­cie – cho­dzi o ruch w zna­cze­niu sym­bo­licz­nym. Zda­nie otwie­ra­ją­ce jed­ną z fik­cji bio­gra­ficz­nych Tho­ma­sa Bern­har­da, „Zawsze sze­dłem w prze­ciw­nym kie­run­ku”17, jest skro­jo­ne ide­al­nie na mia­rę Hali­ny Poświa­tow­skiej, odda­je jej cha­rak­ter i oso­bo­wość: sta­le w kontrze wobec zbyt łatwych roz­wią­zań, wobec hie­rar­chicz­nej kul­tu­ry, w któ­rej to męż­czyź­ni pla­nu­ją i obja­śnia­ją kobie­tom życie.

Raz jesz­cze chciał­bym powró­cić do frag­men­tu Bie­gu­nów Olgi Tokar­czuk, któ­ry świet­nie odda­je rów­nież rytm życia boha­ter­ki Upar­te­go ser­ca…: „Cia­ło w ruchu jest świę­te. Tyl­ko wte­dy mu ucie­kasz, kie­dy się poru­szasz”18. Przed kim/czym ucie­ka­ła Poświa­tow­ska? Przed sta­gna­cją, zbyt łatwym zasze­re­go­wa­niem, przed ludź­mi i związ­ka­mi, któ­re mają czas?

A może cho­dzi­ło o to, że – para­dok­sal­nie w jej przy­pad­ku – ruch był jedy­nym spo­so­bem, żeby oddy­chać.

 

1 K. Bła­że­jow­ska, Upar­te ser­ce. Bio­gra­fia Hali­ny Poświa­tow­skiej, wyd. 2, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2026.

2 Tam­że, s. 5.

3 Tam­że.

4 M. Pry­zwan, Haś­ka. Poświa­tow­ska we wspo­mnie­niach i listach, War­sza­wa: Mar­gi­ne­sy, 2015.

5 K. Słom­ska, Z. Myga, Poświa­tow­ska we wspo­mnie­niach i inspi­ra­cjach, Lesko: Wydaw­nic­two Bosz, 2016.

6 M. Pry­zwan, Ja minę, ty miniesz… Wspo­mnie­nia o Hali­nie Poświa­tow­skiej, War­sza­wa: Dome­na, 2000.

7 K. Kara­skie­wicz, Poświa­tow­ska w zwier­cia­dle swej kobie­co­ści, War­sza­wa: Ofi­cy­na Wydaw­ni­cza RYTM, 2008.

8 I. Kiec, Hali­na Poświa­tow­ska, Poznań: Rebis, 1997.

9 G. Bor­kow­ska, Nie­roz­waż­na i nie­ro­man­tycz­na. O Hali­nie Poświa­tow­skiej, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2001.

10 O. Tokar­czuk, Bie­gu­ni, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, s. 139.

11 Z. Uni­łow­ski, Wspól­ny pokój, War­sza­wa: Książ­ka i Wie­dza, 1988.

12 M. Kun­ce­wi­czo­wa, Dwa księ­ży­ce, War­sza­wa: Mar­gi­ne­sy, 2025.

13 K. Kara­skie­wicz, Poświa­tow­ska w zwier­cia­dle swej kobie­co­ści, War­sza­wa: Ofi­cy­na Wydaw­ni­cza RYTM, 2008.

14 W. Szym­bor­ska, Auto­to­mia [w:] tej­że, Wszel­ki wypa­dek, War­sza­wa: Czy­tel­nik, 1972, s. 34–35.

15 K. Bła­że­jow­ska, Bez­dusz­ni. Zapo­mnia­na zagła­da cho­rych, Woło­wiec: Czar­ne, 2023.

16 Taż, Upar­te ser­ce…, s. 262.

17 T. Bern­hard, Auto­bio­gra­fie, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 1996.

18 O. Tokar­czuk, Bie­gu­ni, s. 139.

 

– poeta, prozaik, dziennikarz, felietonista.

więcej →

Kalina Błażejowska

– reporterka i publicystka.

więcej →

Powiązane teksty