Motto to pierwsze zdania z debiutanckiej powieści Dadzieja Anny Jadowskiej – autorki, którą do tej pory kojarzyłem raczej z kinem niż z literaturą, raczej z Kobietą na dachu, Dzikimi różami czy nowelą filmową Niedźwiedź z antologii Erotica 2022 – niż z debiutem w „bruLionie” czy z publikacjami w magazynie „Rita Baum”.
Pierwsze zdania na prawach wstępu, bo również oddzielone graficznie światłem; chociaż jak się przekonamy później, taki właśnie układ i strukturę będzie miała powieść Jadowskiej – mniej lub bardziej krótkich form, mniej lub bardziej urywanych wspomnień, fragmentów, narracji i metanarracji.
Oczywiście partie „dorosłe” i „dziecięce” pisane są z perspektywy dorosłości, z jakiegoś punktu, z którego widać wszystko (jest to lokalizacja w czasie ale również w aksjologii), w innym razie bohaterka (i narratorka) nie miałaby problemów z pamięcią, układaniem rzeczy w całość a nawet z wiarygodnością, ale jednocześnie tworzy się tu bardzo przekonujący portret dziecka, obraz przed-dorosły, i tej przed-dorosłości, o którą tak drży narratorka i tak jest jej niepewna, poświęca niemal całą książkę.
Dadzieja jest więc przede wszystkim retrospekcją, czas przyszły, czas écriture, opowiadania tej historii nie jest dla niej tak istotny. To wtedy, gdy była dzieckiem, umierała, oddzielała się od ciała. Nie całkiem bezzasadne byłoby dodać, że również wtedy, gdy była dzieckiem – żyła. Żeby umierać, trzeba żyć. Z perspektywy powieściowej dojrzałości i dorosłości jest może zaledwie cieniem i sama ukrywa się w cieniu. Nie ma nic do opowiedzenia o sobie, nic na swoją obronę. Życie, opowieść jest tam, nie tu.
Nie tylko z powodu czasu – pewnych historii nie da się ułożyć. Niekiedy trudno znaleźć odpowiednią dla nich formę. Akcja Dadziei rozgrywa się gdzieś na Dolnym Śląsku, w przestrzeni poniemieckiej, kilkadziesiąt lat po wysiedleniach i repatriacjach, ale nie jest to książka historyczna. Główna opowieść ogniskuje się wokół zbrodni, która wstrząsa (a może wcale nie wstrząsa) małą wiejską społecznością – ale nie jest to klasyczny kryminał. Nikt tu nie prowadzi żadnego dochodzenia, w każdym razie nie jest ono tematem książki. Historie lokalne, sąsiedzkie, rodzinne, szkolne są tłem dla opowieści o matce samotnie wychowującej córki, dwie przyrodnie siostry – ale nie jest to powieść obyczajowa ani adolescencyjna, ani nawet tożsamościowa – do jakich przyzwyczaiły nas publikacje ostatnich lat.
Być może Henryk Bereza, gdyby żył, potrafiłby zakwalifikować Dadzieję do jakiejś niszy wiejskiego nurtu, do prozy chłopskiej na chwilę przed rozpadem wiejskich wspólnot i struktur symbolicznych, tam gdzie miały w przyszłości się znaleźć Guguły, Sońka, Skoruń, Dom ojców? Rozliczeniowe, a równocześnie zdające raporty z utraconych rajów?
Sam widzę tylko pomnożone ślady, tropy, ścieżki powieściowe splątane jak ścieżki polne i leśne. Nic tu nie jest jasne i oczywiste: „Nie było kierunków ani żadnej przestrzeni wokół”1. Pierwszy dialog, pytanie powieści, zadane przez obcego mężczyznę, który wtargnie do tego małego, zamkniętego świata i stanie się centrum grawitacji dla wyobraźni dziecka, brzmi: „Czy ta droga naprawdę tu się kończy?” „Asfalt wprawdzie tu się kończył, ale dalej była piaszczysta droga, która zaraz za mostem rozgałęziała się w kilka stron”2.
A może Dadzieję dałoby się zakwalifikować do gatunku powieści socjo- i psychologicznej? Wszak mamy tu do czynienia ze stanem po rewolucji dokonanej obcymi rękami (wg Ledera), z zakwestionowaniem stosunków i dawnych umów społecznych, z domami i pościelami, które zostały przejęte przez obcych – tych, którym wcześniej zabrano domy i pościele; historie zmultiplikowanej przemocy (idącej z góry na dół) widać jak na dłoni, chociaż nie są opowiedziane wprost. Raczej przemilczane albo wyparte albo opowiadane półgębkiem, półszeptem, za zamkniętymi drzwiami. Niemal wyłącznie przez kobiety. Strażniczki patriarchatu? Strażniczki tabu? Może dlatego, że wojownicy logosu zapijają się wódką, tanim winem czy piwem pod gminnym sklepem? Chłopcy ze żwirowni, chłopacy z bliznami po ospie, na podwójnym gazie wracający do swoich domów. Uciekają gdzieś, giną na drodze, znikają albo żyją nieobecni – co na jedno wychodzi. Kobiety też w sumie nie chcą być, pragną się unieobecnić, wypisać z życia samotnego lub samotnie-wychowującego, ale ktoś musi pilnować świata, żeby się nie rozpadł, i ktoś go musi opowiadać. Nawet jeśli ta opowieść jest z drugiej czy trzeciej ręki, jest echem albo fikcją:
Sąsiadka mówiła prawie na bezdechu, jeszcze nigdy nie słyszałam jej tak podekscytowanej. Mama jak zwykle udawała, że nie słucha i zajmuje się gotowaniem. Ale nawet przez tę szybę w drzwiach czułam, że jest cała napięta i nie może się doczekać końca opowieści3.
Mamy tu do czynienia z rozbitymi rodzinami, stosunkami, które odtwarzają relacje władzy, z niezrealizowanymi potrzebami, które w końcu prowadzą do frustracji i agresji, z sekretami, których centralną emanacją jest śmierć dziewczynki, a ta spaja lokalną wspólnotę we wspólnej żałobie a zarazem ją podważa (zbrodni nie mógł dokonać nikt ze środka, to musiał być ktoś z zewnątrz). Zbrodnia zresztą do złudzenia przypomina również inną figurę, starą jak świat i cywilizacja – ofiarę czystości i niewinności składaną „poza miastem” dla dobra całej wspólnoty (opisuje ją i Biblia i La Fontaine i René Girard w swojej słynnej książce Kozioł ofiarny).
Ale możemy również, myśląc o tej zamkniętej wspólnocie i historii, którą opisała Anna Jadowska w Dadziei, skręcić w inne symboliki kształtujące niegdysiejsze wyobrażenia (powracające jednak dziś niczym odwrócone echa, odmienione i nagle użyteczne jako narzędzia definiowania różnych form aktywności i tożsamości. Myślę tu o prerafaelickiej ikonografii, postwiktoriańskiej estetyce, w centrum których znajdowały kobiety, dziewczyny śpiące (najczęściej w lasach i rzekach), również jako marionety. „Kobieta jest sobą dopiero jako istota martwa lub śpiąca. Jej ciało, upodobnione do przedmiotu, staje się całkowicie bierne, czeka na męską inwencję, męskie działanie”4 – i krytyczne wobec tych wyobrażeń późniejsze dzieła między innymi Bellmera czy Baltusa – ale również Aliny Szapocznikow.
Myślę, że Jadowska nakłania nas właśnie do takiego przejęcia pojęć i wyobraźni. Wówczas zamknięcie, hermetyzm, w jakich dosłownie „kisi” się główna materia fabularna (nieco, przyznajmy, przypominająca architektonicznie Dogville Larsa von Triera) tracą swoją dosłowność i stają się metaforami reguł społecznych i kulturowych, systemu tresur i pozycjonowania, którym podlegają kobiecości (umyślnie liczba mnoga) i które przenikają dosłownie wszystko: rodzinne wzorce, ikonografie, wyobraźnie symboliczne, języki, wreszcie fikcje. Do tego stopnia, że próby wyjścia z tych ram i ograniczeń, podlegają autokontroli, są kwestionowane przez te same mechanizmy wyjścia (Dreaming Teresa Balthusa wskazuje między innymi na żywotność, nieskończoną energię żeńską uchwyconą w momencie jej przechylania w maksimum – kiedy Teresa w końcu otworzy oczy – dla kilku feministek z ruchu „metoo” okazuje się dziełem ideologicznie złym i perwersyjnym. Jadowska kreśli równoległy obraz literacki:
Moja siostra siedziała przy oknie, podniosła wysoko kolano i oparła je o siedzenie przed sobą. Kiedy ciotka to zobaczyła, zrobiła się purpurowa. Mojej siostrze widać było majtki5.
Otóż zaryzykuję tezę, że Dadzieja jest również, a może przede wszystkim opowieścią o kobiecości, konkretyzując – o dziewczęcości, która próbuje się przebudzić i wyzwolić z ograniczeń w najmniej do tego odpowiednim i powołanym miejscu (chociaż przyznajmy, takie „miejsce”, może poza wybiórczymi mitologiami i rytuałami, które gdzieniegdzie na odludziach przetrwały, nie istnieje).
Fetyszyzacja śmierci i snu wydaje się nadrzędną zasadą kompozycyjną wielu przedstawień malarskich6 (Ofelia, Sara Bernhardt, Śmierć Virginii, The Dead Lady, La dormeuse, Sleeping Girl). Coś, co jest z natury rozwiązłe, niebezpieczne, zagrażające, musi pozostać w uśpieniu, w swoistej hibernacji. Tylko wtedy, kiedy staje się wyrazem pasywności i uległości, może zostać przejęte, egzorcyzmowane, zmienione. Ale walka również toczy się tu o zbudzenie, o tożsamość. Powieściowa Kamila jest martwa, ale czeka na imię, które ma jej nadać narratorka/dziewczynka. Tylko wówczas otworzy oczy. Żeby tak się jednak stało, sama musi oprzeć się pokusom: fantazjom o własnej śmierci/pozostawaniu we śnie: „W lustrze byłam jakaś szara, jakbym zaraz miała zniknąć”7, „Wiele razy, kiedy byłam dzieckiem, wydawało mi się, że umarłam, budziłam się w nocy i miałam pewność, że już nie żyję”8. „Ostatnio często myślałam, że niedługo umrę – otoczona białymi kwiatami, ubrana w piękną suknię z haftowanym kołnierzykiem”9, „Kamila miała długie, rozpuszczone włosy, które się dookoła jej głowy jak aureola”10. Sny, wyobrażenia, zmyślenia poddawane nieskończonym wariacjom i zapętleniom, wstydliwe a zarazem atrakcyjne, zagrażające życiu i zdrowym zmysłom, a jednocześnie pełne jakiejś ponętnej struktury, zakazane i nieczyste gry – to obszar, w który bohaterka jest nieustannie spychana przez system, wspólnotę (wspólnota tak próbuje się ocalić), gdzie pragnie się schronić, ale i który ją zarazem przeraża. Kiedy matka bohaterki forułuje zakaz i zarazem groźbę: „Zabraniam ci o tym mówić i myśleć, bo znowu nie będziesz spać w nocy”11 – potwierdza właśnie, że to co wypędzone, sekretne, tajemnicze jest/stanie się źródłem koszmarów.
„Nasze dziecko wie o tym, śpi” – dopowiada nam wers z Paula Celana, zmieniający myśl jego żony Gisèle: „Twój syn jest obok, jeszcze śpi, nie wie”12. Syn może i ma łatwiej (przynajmniej do czasu), to on w końcu dziedziczy logos i otrzymuje imię (tak jak biblijny Jakub po walce z Aniołem). Córka jednak całą swoją energię musi poddawać kontroli (ewentualnie poddawać się kontroli z zewnątrz), zwłaszcza jeśli uważa, że dziedziczy ją po (nieobecnym) ojcu. To co naturalne dla chłopca, jest niebezpieczne dla dziewczynki:
Jednocześnie poczułam z całą pewnością, że to coś złego po moim zielonookim ojcu rzeczywiście jest we mnie. Silne i wyraźnie oddzielone od reszty, i rośnie dużo szybciej ode mnie13.
To jest moment kluczowy dla tej powieści, choć wcale nie trzeba rozpatrywać go w charakterze chronologicznej przyczynowości. Jeśli spojrzeć na bohaterkę Dadziei z tej właśnie perspektywy (składa się na nią to, co dozwolone i ukryte: im bardziej utajone, tym bardziej spontaniczne i żywe), widać również to, co znajduje się poza ramą, poza głównymi rekwizytami Dadziei. Nie tylko sprawca zbrodni relegowany jest poza ową ramę, ale i całe sekretne, dziewczęce życie, które nie chce się poddać przymusowi ujawnienia i kontroli, chce żyć na swoich zasadach, za wszelką cenę. „Z wydętymi policzkami, łakoma, połyka kwiat, pachnie wnętrzem skóry. Usta mocno różowe, nawet na frontonie całkiem czarnego lasu”14. W dziewczynce istnieje życie na pokaz i życie przetrwalnikowe, świadome i molekularne (w nieświadomości fizycznej). Pączkuje, mnoży się i ogranicza, wywraca na drugą stronę i obraca wokół osi, które sama ustanawia. Udo i pośladek, niegdyś dotknięte przez chłopaka, zachowują pamięć tego dotknięcia, po latach rozpalają się od żaru jak parestezja. Pierś uwypukla się, czerwienieje i coś się w niej porusza podczas spaceru. W głowie rozrasta się obraz innej dziewczynki, z innej (ale przecież tej samej) historii, dawnej i poniemieckiej, którą przynoszą do wsi kobiety, sąsiadki – urządza się w niej i nie ma siły ją stamtąd wypędzić. Fotografie z dzieciństwa dokumentują jej liczne metamorfozy, jakby co roku przybierała inną postać, przepoczwarzała się w inną stronę. Te procesy nie tylko dotyczą ciała, zmieniając jego wygląd i proporcje, ale również odnoszą się do wyobrażeń i fantazji – to są niby osobne byty, ale jednocześnie tak realne, jakby związane z osobą tymi samymi więzadłami i tętnicami: coś złego po zielonookim ojcu, jakieś połączenie z potworem żyjącym pod łóżkiem, wyobrażenie rąk zaciskających się na szyi Kamili i potrząsających nią jak lalką (bohaterka/narratorka internalizuje to uczucie), oddech mężczyzny w białej, rozchełstanej koszuli, od którego poruszają się i unoszą zasłony w domu. „Jej bycie w przestrzeni jest drwiną w porównaniu z wyimaginowanym byciem myśli i stanów wewnętrznych”15, zapisuje Alain Jouffroy w szkicu o pierwszej lalce Hansa Bellmera. Tyle bowiem się w niej dzieje, tyle przeobraża, rozrasta, rozdziela i łączy, że reguły prawa i ramy kultury (tym bardziej ramy religijne) nie są w stanie w pełni tego dziania ograniczyć. Ale próbują. I w Dadziei w zasadzie oglądamy różne etapy i stadia pozycjonowania (podlegają nim również chłopcy na zasadzie rykoszetu; kiedy brakuje ojców zabranych przez patriarchat, ich rolę przejmują matki, kto wie, czy nie gorliwiej zaprowadzające patriarchalny ordnung), portrety kobiet na chwilę zanim zostaną uśpione, pozbawione życia, gotowe przyjąć życie. To historia stara jak świat. I ma rację Anna Jadowska – wracam do początku mojego omówienia i początku jej książki – nie ma ona ani początku ani końca. Dokładnie to samo próbuje powiedzieć bohater innej opowieści, tym razem filmowej (myślę, że reżyserka ją ceni), w której znika i ginie dziewczynka, Marie Fontenot: I think of time like a flat circle. Everything we’ve ever done or will do, we’re gonna do over and over again16.
1 A. Jadowska, Dadzieja, Czarne: Wołowiec, 2026, s. 7.
2 Tamże, s. 8.
3 Tamże, s. 9.
4 K. Przyłuska-Urbanowicz, Pupilla. Metamorfozy figury drapieżnej dziewczynki w wyobraźni symbolicznej XX wieku, Gdańsk: Słowo/obraz terytoria, 2014.
5 A. Jadowska, Dadzieja, s. 41.
6 K. Przyłuska-Urbanowicz, Pupilla…, s. 60–61.
7 A. Jadowska, Dadzieja, s. 259.
8 Tamże, s. 7.
9 Tamże, s. 109.
10 Tamże, s. 23.
11 Tamże.
12 G. Celan-Lestrange, P. Celan, Listy, tłum. T. Swoboda. „Literatura na Świecie” 2010, nr 1–2, s. 58.
13 A. Jadowska, Dadzieja, s. 156.
14 S. Rosiek, Gry Lalki. Hans Bellmer. Katowice 1902–Paryż 1975, Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 1998.
15 A. Jouffroy, H. Bellmer [w:] S. Rosiek, Gry Lalki, tłum. L. Brogowski, D. Senczyszyn, s. 110.
16 True detective, sezon 1.
