Dziecko śpi i nic nie wie

Niczego, co się wydarzyło, nie mogę już ułożyć w całość. Nie umiem wyciągnąć żadnego wniosku ani stworzyć wiarygodnej historii. Nie ma końca ani początku.

— Anna Jadowska, „Dadzieja”

Mot­to to pierw­sze zda­nia z debiu­tanc­kiej powie­ści Dadzie­ja Anny Jadow­skiej – autor­ki, któ­rą do tej pory koja­rzy­łem raczej z kinem niż z lite­ra­tu­rą, raczej z Kobie­tą na dachu, Dzi­ki­mi róża­mi czy nowe­lą fil­mo­wą Niedź­wiedź z anto­lo­gii Ero­ti­ca 2022 – niż z debiu­tem w „bru­Lio­nie” i publi­ka­cja­mi w maga­zy­nie „Rita Baum”.

Pierw­sze zda­nia na pra­wach wstę­pu, bo rów­nież oddzie­lo­ne gra­ficz­nie świa­tłem; cho­ciaż jak się prze­ko­na­my póź­niej, taki wła­śnie układ i struk­tu­rę będzie mia­ła powieść Jadow­skiej – mniej lub bar­dziej krót­kich form, mniej lub bar­dziej ury­wa­nych wspo­mnień, frag­men­tów, nar­ra­cji i meta­nar­ra­cji.

Oczy­wi­ście par­tie „doro­słe” i „dzie­cię­ce” pisa­ne są z per­spek­ty­wy doro­sło­ści, z jakie­goś punk­tu, z któ­re­go widać wszyst­ko (jest to loka­li­za­cja w cza­sie ale rów­nież w aksjo­lo­gii), w innym razie boha­ter­ka (i nar­ra­tor­ka) nie mia­ła­by pro­ble­mów z pamię­cią, ukła­da­niem rze­czy w całość, a nawet z wia­ry­god­no­ścią. Jed­no­cze­śnie two­rzy się tu bar­dzo prze­ko­nu­ją­cy por­tret dziec­ka, obraz przed-doro­sły, i tej przed-doro­sło­ści, o któ­rą tak drży nar­ra­tor­ka i któ­rej tak jest nie­pew­na, poświę­ca Jadow­ska nie­mal całą książ­kę.

Dadzie­ja jest więc przede wszyst­kim retro­spek­cją. Czas przy­szły, czas écri­tu­re, opo­wia­da­nia tej histo­rii, nie jest dla boha­ter­ki tak istot­ny. To wte­dy, gdy była ona dziec­kiem, umie­ra­ła, oddzie­la­ła się od cia­ła. Nie cał­kiem bez­za­sad­ne było­by dodać, że rów­nież wte­dy, gdy była dziec­kiem – żyła. Żeby umie­rać, trze­ba żyć. Z per­spek­ty­wy powie­ścio­wej doj­rza­ło­ści i doro­sło­ści jest może zale­d­wie cie­niem i sama ukry­wa się w cie­niu. Nie ma nic do opo­wie­dze­nia o sobie, nic na swo­ją obro­nę. Życie, opo­wieść jest tam, nie tu.

Nie tyl­ko z powo­du cza­su – pew­nych histo­rii nie da się uło­żyć. Nie­kie­dy trud­no zna­leźć odpo­wied­nią dla nich for­mę. Akcja Dadziei roz­gry­wa się gdzieś na Dol­nym Ślą­sku, w prze­strze­ni ponie­miec­kiej, kil­ka­dzie­siąt lat po wysie­dle­niach i repa­tria­cjach, ale nie jest to książ­ka histo­rycz­na. Głów­na opo­wieść ogni­sku­je się wokół zbrod­ni, któ­ra wstrzą­sa (a może wca­le nie wstrzą­sa) małą wiej­ską spo­łecz­no­ścią – ale nie jest to kla­sycz­ny kry­mi­nał. Nikt tu nie pro­wa­dzi żad­ne­go docho­dze­nia, w każ­dym razie nie jest ono tema­tem książ­ki. Histo­rie lokal­ne, sąsiedz­kie, rodzin­ne, szkol­ne są tłem opo­wie­ści o mat­ce samot­nie wycho­wu­ją­cej cór­ki, dwie przy­rod­nie sio­stry – ale nie jest to powieść oby­cza­jo­wa ani ado­le­scen­cyj­na, ani nawet toż­sa­mo­ścio­wa, do jakich przy­zwy­cza­iły nas publi­ka­cje ostat­nich lat.

Być może Hen­ryk Bere­za, gdy­by żył, potra­fił­by zakwa­li­fi­ko­wać Dadzie­ję do jakiejś niszy wiej­skie­go nur­tu, do pro­zy chłop­skiej na chwi­lę przed roz­pa­dem wiej­skich wspól­not i struk­tur sym­bo­licz­nych, tam gdzie mia­ły w przy­szło­ści się zna­leźć Gugu­ły, Soń­ka, Sko­ruń, Dom ojców? Roz­li­cze­nio­we, a rów­no­cze­śnie sta­no­wią­ce rapor­ty z utra­co­nych rajów?

Sam widzę tyl­ko pomno­żo­ne śla­dy, tro­py, ścież­ki powie­ścio­we splą­ta­ne jak ścież­ki polne i leśne. Nic tu nie jest jasne i oczy­wi­ste: „Nie było kie­run­ków ani żad­nej prze­strze­ni wokół”1. Pierw­szy dia­log, pyta­nie powie­ści, zada­ne przez obce­go męż­czy­znę, któ­ry wtar­gnie do tego małe­go, zamknię­te­go świa­ta i sta­nie się cen­trum gra­wi­ta­cji dla wyobraź­ni dziec­ka, brzmi: „Czy ta dro­ga napraw­dę tu się koń­czy?”. „Asfalt wpraw­dzie tu się koń­czył, ale dalej była piasz­czy­sta dro­ga, któ­ra zaraz za mostem roz­ga­łę­zia­ła się w kil­ka stron”2.

A może Dadzie­ję dało­by się zakwa­li­fi­ko­wać do gatun­ku powie­ści socjo- i psy­cho­lo­gicz­nej? Wszak mamy tu do czy­nie­nia ze sta­nem po rewo­lu­cji doko­na­nej obcy­mi ręka­mi (według Andrze­ja Lede­ra), z zakwe­stio­no­wa­niem sto­sun­ków i daw­nych umów spo­łecz­nych, z doma­mi i poście­la­mi prze­ję­ty­mi przez obcych – tych, któ­rym wcze­śniej zabra­no domy i poście­le; histo­rie zmul­ti­pli­ko­wa­nej prze­mo­cy widać jak na dło­ni, cho­ciaż nie są opo­wie­dzia­ne wprost. Raczej prze­mil­cza­ne albo wypar­te, albo opo­wia­da­ne pół­gęb­kiem, pół­szep­tem, za zamknię­ty­mi drzwia­mi. Nie­mal wyłącz­nie przez kobie­ty. Straż­nicz­ki patriar­cha­tu? Straż­nicz­ki tabu? Może dla­te­go, że wojow­ni­cy logo­su zapi­ja­ją się wód­ką, tanim winem czy piwem pod gmin­nym skle­pem? Chłop­cy ze żwi­row­ni, chło­pa­cy z bli­zna­mi po ospie, na podwój­nym gazie wra­ca­ją­cy do swo­ich domów. Ucie­ka­ją gdzieś, giną na dro­dze, zni­ka­ją albo żyją nie­obec­ni – co na jed­no wycho­dzi. Kobie­ty też w sumie nie chcą być, pra­gną się unie­obec­nić, wypi­sać z życia samot­ne­go lub samot­nie-wycho­wu­ją­ce­go, ale ktoś musi pil­no­wać świa­ta, żeby ten się nie roz­padł, i ktoś go musi opo­wia­dać. Nawet jeśli ta opo­wieść jest z dru­giej czy trze­ciej ręki, jest echem albo fik­cją:

Sąsiad­ka mówi­ła pra­wie na bez­de­chu, jesz­cze nigdy nie sły­sza­łam jej tak pod­eks­cy­to­wa­nej. Mama jak zwy­kle uda­wa­ła, że nie słu­cha i zaj­mu­je się goto­wa­niem. Ale nawet przez tę szy­bę w drzwiach czu­łam, że jest cała napię­ta i nie może się docze­kać koń­ca opo­wie­ści3.

Mamy tu do czy­nie­nia z roz­bi­ty­mi rodzi­na­mi, sto­sun­ka­mi odtwa­rza­ją­cy­mi rela­cje wła­dzy, z nie­zre­ali­zo­wa­ny­mi potrze­ba­mi, osta­tecz­nie pro­wa­dzą­cy­mi do fru­stra­cji i agre­sji, z sekre­ta­mi, któ­rych cen­tral­ną ema­na­cją jest śmierć dziew­czyn­ki, ta zaś spa­ja lokal­ną wspól­no­tę w żało­bie, a zara­zem ją pod­wa­ża (zbrod­ni nie mógł doko­nać nikt ze środ­ka, to musiał być ktoś z zewnątrz). Zbrod­nia zresz­tą do złu­dze­nia przy­po­mi­na inną figu­rę, sta­rą jak świat i cywi­li­za­cja – ofia­rę czy­sto­ści i nie­win­no­ści skła­da­ną „poza mia­stem” dla dobra całej wspól­no­ty (opi­su­ją ją i Biblia, i Jean de La Fon­ta­ine, i René Girard w swo­jej słyn­nej książ­ce Kozioł ofiar­ny).

Okładka powieści Anny Jadowskiej pod tytułem „Dadzieja”.
Anna Jadowska, „Dadzieja”, Wołowiec: Czarne, 2026.

Ale może­my rów­nież, myśląc o tej zamknię­tej wspól­no­cie i histo­rii, któ­rą opi­sa­ła Anna Jadow­ska w Dadziei, skrę­cić w inne sym­bo­li­ki kształ­tu­ją­ce nie­gdy­siej­sze wyobra­że­nia (powra­ca­ją­ce jed­nak dziś niczym odwró­co­ne echa, odmie­nio­ne i nagle uży­tecz­ne jako narzę­dzia defi­nio­wa­nia róż­nych form aktyw­no­ści i toż­sa­mo­ści). Myślę tu o pre­ra­fa­elic­kiej iko­no­gra­fii, postwik­to­riań­skiej este­ty­ce, w któ­rych cen­trum znaj­do­wa­ły się kobie­ty, dziew­czy­ny śpią­ce (naj­czę­ściej w lasach i rze­kach), rów­nież jako mario­ne­ty. „Kobie­ta jest sobą dopie­ro jako isto­ta mar­twa lub śpią­ca. Jej cia­ło, upodob­nio­ne do przed­mio­tu, sta­je się cał­ko­wi­cie bier­ne, cze­ka na męską inwen­cję, męskie dzia­ła­nie”4 – i kry­tycz­ne wobec tych wyobra­żeń póź­niej­sze dzie­ła mię­dzy inny­mi Han­sa Bel­l­me­ra czy Bal­thu­sa – ale rów­nież Ali­ny Sza­pocz­ni­kow.

Myślę, że Jadow­ska nakła­nia nas wła­śnie do takie­go prze­ję­cia pojęć i wyobraź­ni. Wów­czas zamknię­cie, her­me­tyzm, w któ­rych dosłow­nie „kisi się” głów­na mate­ria fabu­lar­na (nie­co, przy­znaj­my, przy­po­mi­na­ją­ca archi­tek­to­nicz­nie Dogvil­le Lar­sa von Trie­ra), tra­cą swo­ją dosłow­ność. Sta­ją się meta­fo­ra­mi reguł spo­łecz­nych i kul­tu­ro­wych, sys­te­mu tre­sur i pozy­cjo­no­wa­nia, któ­rym pod­le­ga­ją kobie­co­ści (umyśl­nie licz­ba mno­ga) i któ­re prze­ni­ka­ją dosłow­nie wszyst­ko: wzor­ce rodzin­ne, iko­no­gra­fie, wyobraź­nie sym­bo­licz­ne, języ­ki, wresz­cie fik­cje. Do tego stop­nia, że pró­by wyj­ścia z tych ram i ogra­ni­czeń pod­le­ga­ją auto­kon­tro­li, są kwe­stio­no­wa­ne przez te same mecha­ni­zmy wyj­ścia. Dre­aming Tere­sa Bal­thu­sa, wska­zu­ją­ca mię­dzy inny­mi na żywot­ność, nie­skoń­czo­ną ener­gię żeń­ską uchwy­co­ną w momen­cie jej prze­chy­la­nia w mak­si­mum – kie­dy Tere­sa w koń­cu otwo­rzy oczy, dla kil­ku femi­ni­stek z ruchu „metoo” oka­zu­je się dzie­łem ide­olo­gicz­nie złym i per­wer­syj­nym. Jadow­ska kre­śli rów­no­le­gły obraz lite­rac­ki:

Moja sio­stra sie­dzia­ła przy oknie, pod­nio­sła wyso­ko kola­no i opar­ła je o sie­dze­nie przed sobą. Kie­dy ciot­ka to zoba­czy­ła, zro­bi­ła się pur­pu­ro­wa. Mojej sio­strze widać było majt­ki5.

Otóż zary­zy­ku­ję tezę, że Dadzie­ja jest rów­nież, a może przede wszyst­kim, opo­wie­ścią o kobie­co­ści. Kon­kret­nie: o dziew­czę­co­ści, któ­ra pró­bu­je się prze­bu­dzić i wyzwo­lić z ogra­ni­czeń w naj­mniej do tego odpo­wied­nim i powo­ła­nym miej­scu (cho­ciaż, przy­znaj­my, takie „miej­sce”, może poza wybiór­czy­mi mito­lo­gia­mi i rytu­ała­mi, któ­re gdzie­nie­gdzie na odlu­dziach prze­trwa­ły, nie ist­nie­je).

Fety­szy­za­cja śmier­ci i snu wyda­je się nad­rzęd­ną zasa­dą kom­po­zy­cyj­ną wie­lu przed­sta­wień malar­skich6 (Ofe­lia Joh­na Eve­ret­ta Mil­la­isa, Por­tret Sarah Bern­hardt Georges’a Cla­iri­na, Śmierć Vir­gi­nii Guillaume’a Guil­lo­na Lethière’a, La dormeu­se Tama­ry Łem­pic­kiej). Coś, co jest z natu­ry roz­wią­złe, nie­bez­piecz­ne, zagra­ża­ją­ce, musi pozo­stać w uśpie­niu, w swo­istej hiber­na­cji. Tyl­ko wte­dy, kie­dy sta­je się wyra­zem pasyw­no­ści i ule­gło­ści, może zostać prze­ję­te, egzor­cy­zmo­wa­ne, zmie­nio­ne. Ale wal­ka toczy się tu rów­nież o zbu­dze­nie, o toż­sa­mość. Powie­ścio­wa Kami­la jest mar­twa, ale cze­ka na imię, któ­re ma jej nadać narratorka/dziewczynka. Tyl­ko wów­czas otwo­rzy oczy. Żeby tak się jed­nak sta­ło, sama musi oprzeć się poku­som: fan­ta­zjom o wła­snej śmierci/pozostawaniu we śnie: „W lustrze byłam jakaś sza­ra, jak­bym zaraz mia­ła znik­nąć”7, „Wie­le razy, kie­dy byłam dziec­kiem, wyda­wa­ło mi się, że umar­łam, budzi­łam się w nocy i mia­łam pew­ność, że już nie żyję”8. „Ostat­nio czę­sto myśla­łam, że nie­dłu­go umrę – oto­czo­na bia­ły­mi kwia­ta­mi, ubra­na w pięk­ną suk­nię z hafto­wa­nym koł­nie­rzy­kiem”9, „Kami­la mia­ła dłu­gie, roz­pusz­czo­ne wło­sy […] jak aure­ola”10. Sny, wyobra­że­nia, zmy­śle­nia pod­da­wa­ne nie­skoń­czo­nym waria­cjom i zapę­tle­niom, wsty­dli­we a zara­zem atrak­cyj­ne, zagra­ża­ją­ce życiu i zdro­wym zmy­słom, a jed­no­cze­śnie peł­ne jakiejś ponęt­nej struk­tu­ry, zaka­za­ne i nie­czy­ste gry – to obszar, w któ­ry boha­ter­ka jest nie­ustan­nie spy­cha­na przez sys­tem, wspól­no­tę (wspól­no­ta tak pró­bu­je się oca­lić). Dziew­czy­na pra­gnie się w nim schro­nić, choć rów­no­cze­śnie obszar ów ją prze­ra­ża. Kie­dy mat­ka boha­ter­ki for­mu­łu­je zakaz i zara­zem groź­bę: „Zabra­niam ci o tym mówić i myśleć, bo zno­wu nie będziesz spać w nocy”11 – potwier­dza wła­śnie, że to, co wypę­dzo­ne, sekret­ne, tajem­ni­cze, jest/stanie się źró­dłem kosz­ma­rów.

„Nasze dziec­ko wie o tym, śpi” – czy­ta­my w wier­szu Pau­la Cela­na, zmie­nia­ją­cym myśl jego żony Gisèle: „Twój syn jest obok, jesz­cze śpi, nie wie”12. Syn może i ma łatwiej (przy­naj­mniej do cza­su), w koń­cu to on dzie­dzi­czy logos i otrzy­mu­je imię (tak jak biblij­ny Jakub po wal­ce z Anio­łem). Cór­ka jed­nak całą swo­ją ener­gię musi pod­da­wać kon­tro­li (ewen­tu­al­nie pod­da­wać się kon­tro­li z zewnątrz), zwłasz­cza jeśli uwa­ża, że dzie­dzi­czy ją po (nie­obec­nym) ojcu. To, co natu­ral­ne dla chłop­ca, jest nie­bez­piecz­ne dla dziew­czyn­ki:

Jed­no­cze­śnie poczu­łam z całą pew­no­ścią, że to coś złe­go po moim zie­lo­no­okim ojcu rze­czy­wi­ście jest we mnie. Sil­ne i wyraź­nie oddzie­lo­ne od resz­ty, i rośnie dużo szyb­ciej ode mnie13.

To jest moment klu­czo­wy dla tej powie­ści, choć wca­le nie trze­ba roz­pa­try­wać go w cha­rak­te­rze chro­no­lo­gicz­nej przy­czy­no­wo­ści. Jeśli spoj­rzeć na boha­ter­kę Dadziei z tej wła­śnie per­spek­ty­wy (skła­da się na nią to, co dozwo­lo­ne i ukry­te: im bar­dziej uta­jo­ne, tym bar­dziej spon­ta­nicz­ne i żywe), widać rów­nież to, co znaj­du­je się poza ramą, poza głów­ny­mi rekwi­zy­ta­mi Dadziei. Nie tyl­ko spraw­ca zbrod­ni rele­go­wa­ny jest poza ową ramę, ale i całe sekret­ne, dziew­czę­ce życie, któ­re nie chce się pod­dać przy­mu­so­wi ujaw­nie­nia i kon­tro­li, chce żyć na swo­ich zasa­dach, za wszel­ką cenę. „Z wydę­ty­mi policz­ka­mi, łako­ma, poły­ka kwiat, pach­nie wnę­trzem skó­ry. Usta moc­no różo­we, nawet na fron­to­nie cał­kiem czar­ne­go lasu”14. W dziew­czyn­ce ist­nie­je życie na pokaz i życie prze­trwal­ni­ko­we, świa­do­me i mole­ku­lar­ne (w nie­świa­do­mo­ści fizycz­nej). Pącz­ku­je, mno­ży się i ogra­ni­cza, wywra­ca na dru­gą stro­nę i obra­ca wokół osi, któ­re sama usta­na­wia. Udo i pośla­dek, nie­gdyś dotknię­te przez chło­pa­ka, zacho­wu­ją pamięć tego dotknię­cia, po latach roz­pa­la­ją się od żaru jak pare­ste­zja. Pierś uwy­pu­kla się, czer­wie­nie­je i coś się w niej poru­sza pod­czas spa­ce­ru. W gło­wie roz­ra­sta się obraz innej dziew­czyn­ki, z innej (ale prze­cież tej samej) histo­rii, daw­nej i ponie­miec­kiej, przy­nie­sio­nej do wsi przez kobie­ty, sąsiad­ki – urzą­dza się w niej i nie ma siły jej stam­tąd wypę­dzić. Foto­gra­fie z dzie­ciń­stwa doku­men­tu­ją jej licz­ne meta­mor­fo­zy, jak­by co roku przy­bie­ra­ła inną postać, prze­po­czwa­rza­ła się w inną stro­nę. Te pro­ce­sy nie tyl­ko doty­czą cia­ła, zmie­nia­ją jego wygląd i pro­por­cje, ale rów­nież odno­szą się do wyobra­żeń i fan­ta­zji – to są niby osob­ne byty, ale jed­no­cze­śnie tak real­ne, jak­by zwią­za­ne z oso­bą tymi samy­mi wię­za­dła­mi i tęt­ni­ca­mi: coś złe­go po zie­lo­no­okim ojcu, jakieś połą­cze­nie z potwo­rem żyją­cym pod łóż­kiem, wyobra­że­nie rąk zaci­ska­ją­cych się na szyi Kami­li i potrzą­sa­ją­cych nią jak lal­ką (bohaterka/narratorka inter­na­li­zu­je to uczu­cie), oddech męż­czy­zny w bia­łej, roz­cheł­sta­nej koszu­li, od któ­re­go poru­sza­ją się i uno­szą zasło­ny w domu. „Jej bycie w prze­strze­ni jest drwi­ną w porów­na­niu z wyima­gi­no­wa­nym byciem myśli i sta­nów wewnętrz­nych”15, zapi­su­je Ala­in Jouf­froy w szki­cu o pierw­szej lal­ce Han­sa Bel­l­me­ra. Tyle bowiem się w niej dzie­je, tyle prze­obra­ża, roz­ra­sta, roz­dzie­la i łączy, że regu­ły pra­wa i ramy kul­tu­ry (tym bar­dziej ramy reli­gij­ne) nie mogą w peł­ni tego dzia­nia ogra­ni­czyć. Ale do tego zmie­rza­ją. W Dadziei w zasa­dzie oglą­da­my róż­ne eta­py i sta­dia pozy­cjo­no­wa­nia (pod­le­ga­ją im rów­nież chłop­cy, na zasa­dzie ryko­sze­tu; kie­dy bra­ku­je ojców zabra­nych przez patriar­chat, ich rolę przej­mu­ją mat­ki, kto wie, czy nie gor­li­wiej zapro­wa­dza­ją­ce patriar­chal­ny ord­nung), por­tre­ty kobiet na chwi­lę zanim zosta­ną uśpio­ne, pozba­wio­ne życia, goto­we przy­jąć życie. To histo­ria sta­ra jak świat. I ma rację Anna Jadow­ska – wra­cam do począt­ku moje­go omó­wie­nia i począt­ku jej książ­ki – histo­ria ta nie ma ani począt­ku, ani koń­ca. Dokład­nie to samo pró­bu­je powie­dzieć boha­ter innej opo­wie­ści, tym razem fil­mo­wej, w któ­rej zni­ka i ginie dziew­czyn­ka, Marie Fon­te­not: I think of time like a flat circ­le. Eve­ry­thing we’ve ever done or will do, we’re gon­na do over and over aga­in16.

 

1 A. Jadow­ska, Dadzie­ja, Woło­wiec: Wydaw­nic­two Czar­ne, 2026, s. 7.

2 Tam­że, s. 8.

3 Tam­że, s. 9.

4 K. Przy­łu­ska-Urba­no­wicz, Pupil­la. Meta­mor­fo­zy figu­ry dra­pież­nej dziew­czyn­ki w wyobraź­ni sym­bo­licz­nej XX wie­ku, Gdańsk: słowo/obraz tery­to­ria, 2014.

5 A. Jadow­ska, Dadzie­ja, s. 41.

6 K. Przy­łu­ska-Urba­no­wicz, Pupil­la…, s. 60–61.

7 A. Jadow­ska, Dadzie­ja, s. 259.

8 Tam­że, s. 7.

9 Tam­że, s. 109.

10 Tam­że, s. 23.

11 Tam­że.

12 G. Celan-Lestran­ge, P. Celan, Listy, tłum. T. Swo­bo­da, „Lite­ra­tu­ra na Świecie” 2010, nr 1–2, s. 58.

13 A. Jadow­ska, Dadzie­ja, s. 156.

14 S. Rosiek, Gry Lal­ki. Hans Bel­l­mer. Kato­wi­ce 1902–Paryż 1975, Gdańsk: słowo/obraz tery­to­ria, 1998.

15 A. Jouf­froy, H. Bel­l­mer [w:] S. Rosiek, Gry Lal­ki, tłum. L. Bro­gow­ski, D. Sen­czy­szyn, s. 110.

16 True detec­ti­ve, sezon 1.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

08.02.2026 Recenzje

Proszę nie żyć

Tym, co autorka biografii podkreśla i co powraca na każdym etapie lektury, jest ruch. Oczywiście ruch fizyczny w sensie dosłownym: Halina uwielbiała chodzić, przemieszczać się, rzadko korzystała ze środków transportu, nawet kiedy czuła się gorzej – o Upartym sercu. Biografii Haliny Poświatowskiej Kaliny Błażejowskiej pisze Radosław Kobierski.

29.07.2025 Recenzje

Ginący gatunek. Glosy do „pięcioksięgu” Sylwii Jaworskiej na piasku pisane

Bardzo trudno precyzyjnie określić wszystkie typy dynamiki w wierszach Sylwii Jaworskiej. Poetka w oczywisty sposób gra z kulturowymi i religijnymi przetworzeniami kobiecości, przymierza je trochę z lękiem (a może przypasują?), z ciekawością, ale również ze zmęczeniem i znużeniem – o poezji Sylwii Jaworskiej pisze Radosław Kobierski.

19.08.2026 Recenzje

Dziób skierowany do życia

Jest uznawana za jedną z największych czeskich poetek, do polskich czytelników trafia jednak dopiero teraz – ponad dwadzieścia lat po swojej śmierci – o tomie poezji Jiřiny Haukovej Motyl i śmierć w tłumaczeniu Wojciecha Marca pisze Aleksandra Byrska.

18.08.2026 Laba

Logika Golema

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z kompozytorem, gitarzystą i wokalistą Mikołajem Żentarą rozmawia Małgorzata Bugaj.