Od pierwszej publikacji książki Negarān nabāsh w 2008 roku do jej polskiego tłumaczenia Nie ma co minęło siedemnaście lat. Szadi, główna bohaterka książki, wciąż porusza się jednak trasą przez Teheran, która jeszcze niedawno mogłaby służyć za podstawę przewodnika dla turysty. Kolejne dzielnice, ulice i miejsca spotkań układają się w literacką mapę miasta – mapę codzienności, młodości i aspiracji północnoteherańskiej klasy średniej. Paradoks polega na tym, że dzisiaj, kiedy powstaje ten tekst, czyli w marcu 2026 roku, ta topografia jest szczególnie aktualna, choć w zupełnie innym sensie: apokaliptyczna wizja miasta zaczyna niepokojąco przypominać obrazy prawdziwego Teheranu.
Teheran między codziennością a katastrofą
Rodzina i znajomi głównej bohaterki reprezentują środowisko, które przez lata stanowiło punkt odniesienia dla wielu Irańczyków: kręgi kosmopolityczne, z aspiracjami, zorientowane na zmiany polityczne i obyczajowe. W jednym z pierwszych rozdziałów pojawia się przyjaciel Szadi, Arasz, w koszulce z napisem „Największe i najlepsze śniadanie świata. Intercontinental, Dubaj, Abu Zabi”. Ten szczegół trafnie oddaje ambicje części irańskiego społeczeństwa: możliwość posiadania paszportu, podróżowania i uczestnictwa w globalnej kulturze konsumpcji. Ironia polega na tym, że symbole regionalnego bogactwa – drapacze chmur w rodzaju Burdż Chalify czy luksusowe hotele na sztucznej wyspie Dżumejra – pojawiają się dziś również w politycznej wyobraźni konfliktu jako potencjalne cele ataków rakietowych.
Na trasie pielgrzymki Szadi pojawiają się także miejsca o zupełnie innym charakterze: Darband i Tadżrisz, rekreacyjne okolice u podnóża gór Alborz, zwykle pełne spacerowiczów, wspinaczy i rodzin spędzających weekendy w restauracjach nad potokiem. W powieści są one symbolem zwyczajnego rytmu życia miasta, który zostaje nagle zatrzymany przez trzęsienie ziemi. Szadi rusza dalej wzdłuż ulicy Szariati i przez dawne dzielnice Szemiranu, które od dawna stanowią jedną z najbardziej uprzywilejowanych części miasta. Pojawiają się także Darake u podnóża gór, pasaż handlowy Sadet czy historyczny kompleks pałacowy Sa’ad Abad, a także bulwar Nelsona Mandeli, wciąż często nazywany przez mieszkańców bulwarem Jordanu. Razem tworzą one literacką mapę północnego Teheranu, pole codziennych rytuałów i krótkich ucieczek od zgiełku miasta.
W książce pojawia się jednak również miejsce o zupełnie innym ciężarze symbolicznym. Jest to choćby więzienie Ewin, do dziś kojarzone z przetrzymywaniem i torturami więźniów politycznych. W powieści jest ono jednym z punktów orientacyjnych w duchowym krajobrazie miasta, które jednak dziś nabiera szczególnie niepokojącego znaczenia. Po wybuchu powstania, które rozpoczęło się w grudniu 2025 roku, do już przepełnionego więzienia trafiały kolejne osoby zatrzymane podczas protestów. Kilka dni temu, w wyniku ostrzału, zawaliła się część murów Ewinu, a los wielu jego więźniów pozostaje nieznany.
Nie ma co można więc odczytać jak dokument wyśnionego momentu w historii Iranu. Powieść przedstawia topografię Teheranu sprzed lat, sieć ulic, dzielnic, domów i zakamarków. Czytana dziś, nieuchronnie zmusza nas do zadawania pytań o aktualny wygląd tej mapy. Miasto, które w powieści funkcjonuje jako przestrzeń duchowej wędrówki i egzystencjalnego niepokoju, w rzeczywistości zaczyna przypominać własną literacką wizję katastrofy.
Trzeba jednak podkreślić, że w Nie ma co Mohebali nie próbuje zarysować wyzwań, przed którymi stoją lub stali ubożsi Irańczycy. Jak zauważa tłumaczka powieści, Aleksandra Szymiczek, nierówności społeczne w Iranie rosną od lat, a doświadczenie klasy średniej nie jest doświadczeniem większości mieszkańców kraju. W świecie Szadi dominują problemy egzystencjalne i pokoleniowe, poczucie stagnacji, lęk przed przyszłością, napięcie między pragnieniem wolności a ograniczeniami systemu. Są to jednak problemy ludzi względnie uprzywilejowanych, takich, którzy mogą pozwolić sobie na nocne wędrówki po mieście, prywatne mieszkania, spotkania z przyjaciółmi i marzenia o podróżach za granicę.
Jeszcze wyraźniej widać to w zestawieniu powieści Mohebali z innymi literackimi obrazami współczesnego Iranu, które opisują doświadczenia kobiet znajdujących się znacznie niżej w społecznej hierarchii. Dobrym przykładem jest książka Dziwki w czadorach nie idą do raju autorstwa Chahdortt Djavann, w której bohaterkami są Soudabeh, Zahra, a także pracownice seksualne w wielu miast Iranu, w tym Meszedu, Kom, Isfahanu, Kermanu. W przeciwieństwie do Szadi, ich historia nie dotyczy znudzenia ani egzystencjalnego niepokoju, lecz walki o przetrwanie w społeczeństwie, które pozbawia je ochrony prawnej i społecznej. Djavann oddaje głos kobietom zepchniętym na absolutny margines, a jej narracja przyjmuje formę literackiej ekshumacji przemocy i milczenia, które przez lata towarzyszyły ich losom.
Zestawienie tych dwóch książek odsłania dwie skrajnie różne perspektywy współczesnego Iranu. Podczas gdy Mohebali opisuje doświadczenie zagubionego pokolenia wielkomiejskiej klasy średniej, Djavann kieruje uwagę czytelnika ku tym, których głosy niemal nigdy nie pojawiają się w oficjalnych narracjach o społeczeństwie. Bohaterki Dziwek w czadorach nie idą do raju żyją w rzeczywistości radykalnie odmiennej od tej, którą przemierza Szadi, i to nie tylko z uwagi na blisko tysiąc kilometrów, które dzielą Teheran od Meszedu.
W tym sensie literacki obraz kraju okazuje się znacznie bardziej złożony niż trasa nocnej wędrówki bohaterki Nie ma co. Obok północnoteherańskich dzielnic, kawiarni i górskich szlaków istnieją także inne miejsca, oddalone od bogatej enklawy biedniejsze dzielnice i ukryte miejskie marginesy, gdzie codzienność oznacza przede wszystkim walkę o przetrwanie. Dopiero zestawienie tych perspektyw pozwala zobaczyć pełniejszy obraz Iranu, w którym doświadczenie klasy średniej, choć głośne i widoczne w kulturze, pozostaje tylko jednym z wielu sposobów opowiadania o irańskiej rzeczywistości.
Teheran jako scena. Performatywność miejskiej wędrówki
Poszukiwanie opium i piguł staje się dla Szadi pretekstem do wycieczki, która nabiera wyraźnie teatralnego charakteru. Powieść Mohebali przypomina momentami sceniczny monolog lub performans. Bohaterka spotyka postaci pojawiające się niczym epizodyczni aktorzy, a kolejne miejsca stają się tymczasowymi scenami jej doświadczenia i refleksji. Miasto nie jest tu jedynie tłem wydarzeń, lecz katalizatorem narracji, w którym emocje, wspomnienia i lęki splatają się z doświadczeniem społecznym.
Taki sposób opowiadania można zestawić z praktykami współczesnego irańskiego teatru niezależnego, w którym spektakl często przyjmuje formę kameralnego wydarzenia opartego na bliskiej relacji między wykonawcami a publicznością. W warunkach ograniczonej debaty publicznej teatr staje się miejscem wspólnego przeżywania i przetwarzania doświadczeń społecznych, również tych traumatycznych. Przedstawienie nie jest wówczas wyłącznie formą artystycznej ekspresji, lecz także okazją spotkania, gdzie widzowie i twórcy tworzą tymczasową wspólnotę. Dobrym przykładem takiej praktyki jest działalność Khooneh Kar‑e– Degareh w Teheranie, niezależnej przestrzeni artystycznej, w której organizowane są kameralne spektakle, warsztaty i działania performatywne. W tego typu miejscach teatr funkcjonuje nie tyle jako instytucja, ile jako wspólnotowe wydarzenie, spotkanie zaufanej grupy osób, które razem uczestniczą w opowieści o doświadczeniach współczesnego Iranu.
Szadi może więc być interpretowana jako swoista performerka miejskiej przestrzeni. Jej zadanie nie polega jedynie na przemieszczaniu się, lecz na nieustannym odgrywaniu relacji z miastem, czerpaniu ze wspomnień, lęków, frustracji, pragnień, które ujawniają się w konfrontacji z kolejnymi sytuacjami. Teheran staje się sceną, na której bohaterka improwizuje własną i zbiorową historię, reagując na zmieniające się okoliczności i obecność rozmaitych archetypowych postaci. W takim ujęciu powieść Mohebali przypomina zapis performansu rozgrywającego się w przestrzeni miejskiej – performansu, w którym prywatne doświadczenie jednostki odsłania napięcia i sprzeczności współczesnego irańskiego społeczeństwa.
Wspomniane tło traumy ma tu istotne znaczenie. Dlaczego bowiem Szadi wyrusza szlakiem dilerów i znajomych od ćpania właśnie w momencie trzęsienia ziemi? Oczywiście pozwala to czytelnikom podążać jej śladem i doświadczać chwili katastrofy z różnych punktów widzenia, jednak reakcja bohaterki na zagrożenie wyraźnie kontrastuje z postawami innych postaci. Jej brat Babak decyduje się na ucieczkę z miasta, podczas gdy Arasz przyjmuje postawę bojową, traktując kryzys jako moment potencjalnego przełomu i szansę na odzyskanie miasta z rąk reżimu.
Szadi i jej bliscy ukazują cały wachlarz możliwych reakcji na sytuację kryzysową: ucieczkę, bunt, próbę działania, a także eskapizm. Jednocześnie ich postawy można odczytać jako metaforę wyborów, przed którymi przez lata stawali Irańczycy żyjący w cieniu cenzury, represji politycznych, prześladowań, międzynarodowych sankcji oraz zamkniętych granic. Indywidualne reakcje bohaterów odsłaniają różne realne strategie radzenia sobie z doświadczeniem permanentnego kryzysu.
Koniec historii: budzi się ulica
Koniec świata w Nie ma co przyjmuje funkcję zbliżoną do tej, którą Maciej Jakubowiak opisuje w książce Ostatni ludzie. Wymyślanie końca świata. Apokalipsa nie jest tu przede wszystkim wizją ostatecznej zagłady, lecz wyobrażeniem tych, którzy nie odnajdują się w istniejącym porządku rzeczy. Staje się fantazją o nowym początku, punktem, gdzie dotychczasowy układ społeczno-polityczny pęka, ustępując miejsca innej, lepszej rzeczywistości.
W powieści Mohebali katastrofa odsłania napięcia i pęknięcia obecne w mieście od dawna, ale wcześniej tłumione. Trzęsienie ziemi nie kończy historii Teheranu, lecz wydobywa na powierzchnię siły społeczne i psychiczne, które od dawna prowadzą jego mieszkańców. Podobnie jak ruchy tektoniczne, długo niewidoczne, nagle manifestują swoją nieuchronną moc, tak zbiorowe emocje i napięcia w mieście stają się namacalne, słyszalne i widoczne.
Na placu Tadżrisz Szadi przykłada głowę do asfaltu, wsłuchując się w głos ulicy:
Posłuchajcie tych drgań! Tego, co przesuwa się pod spodem. […] Ten asfalt na ulicy też potrafi mówić. Słyszę jego trzaski i tąpnięcia. Chrzęsty i zgrzytanie. Jakby wyłamywał sobie palce, próbując odpędzić zmęczenie1.
Ulica, której medium staje się Szadi, jest przestrzenią politycznej i symbolicznej mobilizacji. Tym samym apokalipsa przestaje być wyłącznie obrazem końca. Staje się zapowiedzią transformacji, w której chaos staje się punktem wyjścia do nowego porządku społecznego.
Trzęsieniu ziemi w powieści od początku towarzyszą rytmy bandari – nośnik zbiorowej pamięci, nadziei, oporu i różnorodności. Wiarygodności temu obrazowi zmiany dodają słowa Arasza: Tchórze zwiewają i chowają się do dziur. Zostają tylko najtwardsi. Wiele lat po powstaniu książki echo tej myśli wybrzmiewa głośno w tekstach Tumadża Salehiego, na przykład w utworze Sorakh musz, czyli Mysia dziura. Tam metafora mysiej dziury wskazuje miejsce, w którym powinni się schować przedstawiciele władzy oraz wszyscy pośrednio lub bezpośrednio odpowiedzialni za represje. Perskie wyrażenie bore tu surākh‑e musz oznacza dosłownie schować się do mysiej dziury, czyli uciec ze wstydu lub strachu. Salehi i Mohebali używają tej metafory jako ironicznego wezwania: osoby odpowiedzialne za krzywdę społeczeństwa powinny zniknąć, bo ich czas dobiega końca.
Wujek Asadollah
W jednym z ostatnich momentów powieści Szadi i Arasz – stupor i walka – zadają sobie pytanie o losy wujka Asadollaha. Imię Asadollah, oznaczające lwa Allaha, jest oczywistym erzacem ajatollaha. To w tej rozmowie w pełni objawia się protestacyjny, wręcz heretycki charakter powieści:
– Serio myślisz, że ten świr gotowy jest zostać w mieście?
– W sumie tak, dlaczego miałby wyjeżdżać?
[…]
– Bo wszyscy tchórze, pomyleńcy i ludzkie śmieci chowają się do dziur. Jeszcze tego nie skumałaś?2
Z perspektywy czasu wiemy jednak, że wujek Asadollah już nie ucieknie. 28 lutego 2026 roku ajatollah Ali Hosejni Chamenei zginął pod gruzami swojej rezydencji w Teheranie w wyniku bombardowań Izraela. Pośród spadających na miasto pocisków mieszkańcy Teheranu tańczą na parkiecie z gruzu i cegieł, witając koniec świata.
1 M. Mohebali, Nie ma co, tłum. A. Szymczyk, Sieradz: Wydawnictwo GlowBook, 2024, s. 93.
2 Tamże, s. 181.
