Zagubieni

Podob­nie jak pasa­że­ro­wie feral­ne­go lotu 815 z Syd­ney do Los Ange­les, roz­bi­ci na samot­nej wyspie gdzieś na połu­dnio­wym Pacy­fi­ku, tak gro­no auto­rów i auto­rek pol­skie­go weird fic­tion pozo­sta­je gdzieś na obrze­żach rodzi­me­go pola lite­rac­kie­go. O ile jed­nak boha­te­ro­wie ame­ry­kań­skie­go seria­lu Lost mogli liczyć na ratu­nek i osta­tecz­nie wydo­stać się z tajem­ni­czej wyspy, o tyle tego same­go nie da się ze stu­pro­cen­to­wą pew­no­ścią powie­dzieć o wspo­mnia­nej czę­ści pol­skiej gro­zos­fe­ry.

„Sny umarłych” w rodzimej grozosferze

W tym szki­cu chciał­bym po pierw­sze przyj­rzeć się sytu­acji weird fic­tion na pol­skim ryn­ku wydaw­ni­czym, a po dru­gie sku­pić się na naj­now­szej odsło­nie Snów umar­łych. Pol­skie­go rocz­ni­ka weird fic­tion (dalej: SU) i wyło­nić z niej poszcze­gól­ne linie tema­tycz­ne, po któ­rych poru­sza­li się auto­rzy i autor­ki opo­wia­dań z tego zbio­ru. SU to pro­jekt wydaw­ni­czy uka­zu­ją­cy się od 2018 do 2026 roku (rocz­ni­ki 2018–2021 w ofi­cy­nie Phan­tom Books, rocz­ni­ki 2022–2025 w Wydaw­nic­twie IX). Moż­na by zary­zy­ko­wać tezę, że funk­cjo­no­wa­nie SU na pol­skim polet­ku gro­zo­wym, dzia­łal­ność redak­to­rów rocz­ni­ka Woj­cie­cha Guni i Krzysz­to­fa Grud­ni­ka, zamiesz­cza­ne w kolej­nych tomach publi­ka­cje auto­rów i auto­rek z kra­ju i ze świa­ta, wszyst­ko to poskut­ko­wa­ło kon­so­li­da­cją roz­pro­szo­nych wcze­śniej ini­cja­tyw i pod­mio­tów1, co spo­wo­do­wa­ło prze­mia­ny w pol­skim weird fic­tion i wpły­nę­ło na obraz tren­dów w lite­ra­tu­rze tego gatun­ku. Trud­no mówić o dużej kon­ku­ren­cji: do cza­su uka­za­nia się pierw­sze­go tomu rocz­ni­ka funk­cjo­no­wał maga­zyn „Coś na Pro­gu”, poświę­co­ny weird fic­tion; oprócz tego uka­zy­wa­ły się inne fanow­skie pro­jek­ty, sku­pio­ne na ogól­nie poj­mo­wa­nej lite­ra­tu­rze gro­zy: maga­zy­ny „Histe­ria”, „Gra­barz Pol­ski” czy „Oko­Li­ca Stra­chu”; wszyst­kie umoż­li­wia­ły posta­wie­nie pierw­szych kro­ków począt­ku­ją­cym pisar­kom i pisa­rzom, nie osią­gnę­ły jed­nak ran­gi, zasię­gu i roz­po­zna­wal­no­ści rów­nej SU2.

Dla mnie jako bada­cza tego odła­mu lite­ra­tu­ry bar­dzo inte­re­su­ją­cą spra­wą było wpro­wa­dze­nie przez redak­to­rów rocz­ni­ka nabo­rów tema­tycz­nych, każ­do­ra­zo­wo sku­pio­nych na łącze­niu weird fic­tion z inną kon­wen­cją, gatun­kiem, nur­tem czy pro­ble­ma­ty­ką (w 2023 roku – histo­ria, w 2024 – scien­ce fic­tion, w 2025 – kwe­stie spo­łecz­ne). Decy­zja ta świad­czy­ła nie tyl­ko o wyso­kiej świa­do­mo­ści gatun­ko­wej Guni i Grud­ni­ka, ale tak­że o ich goto­wo­ści do eks­pe­ry­men­tów tema­tycz­no-for­mal­nych, pró­bie prze­ła­my­wa­nia zasta­nych tro­pów i chwy­tów i o chę­ci spraw­dza­nia gra­nic gatun­ku. Nie­ste­ty w stycz­niu oka­za­ło się, że tom SU, któ­ry uka­zał się w tym roku, na razie będzie ostat­nim. Scho­wa­nie pro­jek­tu do wydaw­ni­czej zamra­żar­ki (czy zło­że­nie go do trum­ny, jak kto woli) wyni­ka­ło z jego dużej cza­so­chłon­no­ści, a tak­że bar­dzo nikłej recep­cji kolej­nych rocz­ni­ków: z bra­ku poświę­co­nych im dys­ku­sji, z nie­do­sta­tecz­ne­go feed­bac­ku dla auto­rów i auto­rek3.

Co tam się dzieje, skąd to zwątpienie?

Chciał­bym posta­wić kil­ka dia­gnoz doty­czą­cych sytu­acji pol­skie­go weird fic­tion na ryn­ku wydaw­ni­czym. Sądzę bowiem, że losy oma­wia­ne­go pro­jek­tu są symp­to­ma­tycz­ne dla całe­go gatun­ku, któ­re­go ten jest przed­sta­wi­cie­lem. Zacznę od kwe­stii recep­cji, któ­rą zasy­gna­li­zo­wał Gunia w poże­gnal­nym poście. Rodzi­me weird fic­tion rzad­ko cie­szy­ło się uwa­gą kry­ty­ki czy dzien­ni­ka­rzy zaj­mu­ją­cych się lite­ra­tu­rą. Moż­na tu wymie­nić oczy­wi­ście parę wyjąt­ków. Jed­nym z nich było wyda­nie przez Cyran­kę książ­ki Łuka­sza Kru­kow­skie­go Mam prze­czu­cie, któ­rej recen­zje uka­za­ły się choć­by w „Dwu­ty­go­dni­ku” (tekst Pio­tra Sadzi­ka)4 i „Poli­ty­ce” (arty­kuł Bar­tło­mie­ja Pasia­ka)5. Kolej­nym – umiesz­cze­nie książ­ki Guni Kie­dy będziesz goto­wy, idź w kata­lo­gu Insty­tu­tu Książ­ki New Books From Poland, gro­ma­dzą­cym corocz­nie „naj­waż­niej­sze i naj­cie­kaw­sze książ­ki, któ­re w ostat­nim cza­sie zyska­ły uzna­nie w Pol­sce”6, zle­co­ne przez IK do prze­kła­du na języ­ki obce. Recen­zja książ­ki uka­za­ła się mię­dzy inny­mi w „Odrze”7. War­to jed­nak zauwa­żyć, że w pierw­szym przy­pad­ku mowa o wydaw­nic­twie zde­cy­do­wa­nie bliż­szym głów­ne­mu nur­to­wi niż IX, C&T, Vesper czy Dom Hor­ro­ru (gdzie uka­zu­je się zazwy­czaj pol­skie i zagra­nicz­ne weird fic­tion), w dru­gim zaś o sytu­acji dość rzad­kiej.

Jak dotąd (piszę ten tekst w dru­giej poło­wie kwiet­nia) naj­now­szy tom SU nie docze­kał się wie­lu omó­wień. Chciał­bym tu wspo­mnieć o trzech, mają­cych róż­ne pro­we­nien­cje; z oczy­wi­stych wzglę­dów pomi­jam omó­wie­nia pocho­dzą­ce od auto­rek i auto­rów opo­wia­dań z oma­wia­ne­go rocz­ni­ka. Don Pedro de la Vega z Kra­iny Boro­stwo­rów w opu­bli­ko­wa­nym na stro­nie fanow­skie­go maga­zy­nu „Bia­ły Kruk” ese­ju8 – rów­nie baro­ko­wym co powyż­szy pseu­do­nim – zasta­na­wia się nad przy­czy­na­mi bra­ku więk­sze­go zain­te­re­so­wa­nia SU w sze­ro­kim gro­nie czy­tel­ni­ków oraz nad bra­kiem tek­stów kry­tycz­nych poświę­co­nych rocz­ni­ko­wi. O samej anto­lo­gii pisze bar­dzo mało, trud­no więc tu mówić o pogłę­bio­nej ana­li­zie książ­ki. Z kolei Prze­my­sław Budziń­ski w recen­zji na stro­nie SzczecinCzyta.pl9 sku­pia się w więk­szym stop­niu na tek­ście, choć jego omó­wie­nie jest dość ogól­ne, a autor kry­ty­ku­je mię­dzy inny­mi wszech­obec­ność nar­ra­cji pierw­szo­oso­bo­wej („zmu­sze­ni jeste­śmy prze­cho­dzić z gło­wy do gło­wy”), któ­ra w weird fic­tion jest wła­ści­wie domi­nu­ją­ca od począt­ku ist­nie­nia gatun­ku, trud­no zatem trak­to­wać sam fakt jej wystę­po­wa­nia jako wadę publi­ka­cji. War­to jesz­cze wspo­mnieć cie­szą­cy się dużym zain­te­re­so­wa­niem insta­gra­mo­wy post, w któ­rym użyt­kow­nik popkul­cik10 krót­ko i tre­ści­wie odno­si się do każ­de­go z opo­wia­dań w zbio­rze. W przy­pad­ku naj­now­sze­go tomu SU, podob­nie jak wcze­śniej (wyjąw­szy pierw­szy rocz­nik), recep­cja jest jed­nak raczej nikła i nie­wy­wo­łu­ją­ca zbyt wie­lu dys­ku­sji – wbrew temu, na czym zapew­ne zale­ża­ło redak­to­rom rocz­ni­ka i publi­ku­ją­cym w nim oso­bom.

Dru­ga dia­gno­za w tej ponu­rej epi­kry­zie: obieg weird fic­tion w Pol­sce drę­czą pro­ble­my natu­ry tech­nicz­no-logi­stycz­nej. Mimo że nie­któ­re pozy­cje uka­za­ły się rela­tyw­nie nie­daw­no, dotar­cie do nich może sta­no­wić nie lada wyzwa­nie; życzę powo­dze­nia oso­bom, któ­re chcia­ły­by prze­czy­tać SU z lat 2020 (w dwóch czę­ściach) i 2021 czy cho­ciaż­by książ­kę Damia­na Zda­no­wi­cza Kamie­ni­ca pan­ny Kluk o nie­mal kul­to­wym sta­tu­sie w kra­jo­wym śro­do­wi­sku gro­zo­wym. Wymie­nio­ne wyżej pozy­cje nie są dostęp­ne w żad­nej biblio­te­ce w Pol­sce, a na ryn­ku wtór­nym poja­wia­ją się oka­zjo­nal­nie. Wpraw­dzie odkąd SU uka­zu­ją się w Wydaw­nic­twie IX, z dostęp­no­ścią rocz­ni­ka jest o wie­le lepiej, jed­nak to wciąż rzecz niszo­wa, znaj­du­ją­ca się na mar­gi­ne­sie walk wyspe­cja­li­zo­wa­nych w lite­ra­tu­rze gro­zy ofi­cyn o przy­cią­gnię­cie uwa­gi czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek kolej­ną edy­cją utwo­rów Howar­da Phil­lip­sa Love­cra­fta czy Ste­fa­na Gra­biń­skie­go – auto­rów weird fic­tion naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nych z punk­tu widze­nia sze­ro­kie­go gro­na odbior­ców. To iro­nia losu, że wszel­kie pró­by zna­le­zie­nia poszcze­gól­nych publi­ka­cji z gatun­ku, w któ­rym tak czę­sto poja­wia się obec­ny w tek­stach Love­cra­fta czy Bru­no­na Schul­za motyw potęż­nej księ­gi zmie­nia­ją­cej ludz­kie życie11, przy­po­mi­na­ją szu­ka­nie igły w sto­gu sia­na.

Kolej­nym pro­ble­mem, doty­czą­cym nie tyl­ko weird fic­tion, ale rów­nież ogó­łu pol­skiej fan­ta­sty­ki, jest dość mała popu­lar­ność anto­lo­gii opo­wia­dań. Naj­więk­si gra­cze na ryn­ku – mię­dzy inny­mi Mag, Rebis, Vesper – raczej nie­chęt­nie anga­żu­ją się w tego rodza­ju pro­jek­ty wydaw­ni­cze. Anto­lo­gie pozo­sta­ją zatem dome­ną mniej­szych ofi­cyn oraz ini­cja­tyw fan­do­mo­wych, takich jak Fan­ta­zma­ty czy Gru­pa Wydaw­ni­cza Alpa­ka. War­to wspo­mnieć, że za spra­wą tej dru­giej uka­za­ły się w ostat­nich latach nie­zmier­nie inte­re­su­ją­ce anto­lo­gie zawie­ra­ją­ce utwo­ry weird fic­tion: Rzecz nie­po­spo­li­ta. Anto­lo­gia opo­wia­dań nie­sa­mo­wi­tych (2021), Tęczo­we i fan­ta­stycz­ne. Tom 3: Sło­wo queer zna­czy dziw­ny (2023) oraz Apo­kry­fy i here­zje (2025)12. Weird fic­tion w lwiej czę­ści uka­zu­je się wła­śnie w ramach autor­skich zbio­rów opo­wia­dań i wie­lo­au­tor­skich anto­lo­gii. Krót­ka for­ma od same­go począt­ku ist­nie­nia gatun­ku, czy­li od prze­ło­mu XIX i XX wie­ku, była domi­nu­ją­ca. Dość powie­dzieć, że dwa zbio­ry z 2013 roku, zwia­stu­ją­ce pew­ne oży­wie­nie wydaw­ni­cze zwią­za­ne z tym gatun­kiem na pol­skim ryn­ku lite­rac­kim – czy­li Meto­da Schleg­ma­che­ra i inne opo­wia­da­nia. W hoł­dzie Ste­fa­no­wi Gra­biń­skie­mu oraz Po dru­giej stro­nie. Weird fic­tion po pol­sku – były wła­śnie anto­lo­gia­mi. Są oczy­wi­ście wyjąt­ki – na przy­kład powie­ści Ćma (2019) i Dun­kel (2020) Jaku­ba Bie­law­skie­go – ten­den­cja pozo­sta­je jed­nak wyraź­na.

Dodat­ko­wą prze­szko­dą dla rodzi­me­go weird fic­tion jest pewien cha­os ter­mi­no­lo­gicz­ny obec­ny w komu­ni­ka­cji wydaw­ni­czej. O ile w lite­ra­tu­rze anglo­sa­skiej od lat 80. i 90. gatu­nek ten jest popu­lar­ny do tego stop­nia, że wytwo­rzył osob­ny nurt – New Weird, repre­zen­to­wa­ny przez Chi­nę Miéville’a, Jef­fa Van­der­Me­era czy Caitlín R. Kier­nan13 – o tyle w Pol­sce weird fic­tion wciąż funk­cjo­nu­je w obrę­bie sze­ro­ko poję­tej lite­ra­tu­ry gro­zy, któ­ra jest niszą fan­ta­sty­ki. Ety­kie­ta weird fic­tion bywa przy­pi­sy­wa­na utwo­rom auto­rów czer­pią­cych z sur­re­ali­zmu, posłu­gu­ją­cych się poety­ką oni­rycz­ną czy jakie­goś rodza­ju dziw­no­ścią lub po pro­stu tek­stom o skom­pli­ko­wa­nej nar­ra­cji czy nie­ja­snym przy­po­rząd­ko­wa­niu gatun­ko­wym. Przy­kła­dy takich ksią­żek to Kró­li­czek (2023) Mony Awad, Nasze pod­mor­skie żony (2024) Julii Arm­field czy Beta Vul­ga­ris (2026) Mar­gie Sars­field. Pozy­cje te jed­nak pod wzglę­dem tema­ty­ki, poety­ki czy adre­su czy­tel­ni­cze­go róż­nią się od weird fic­tion – cho­ciaż­by Kró­li­czek to powieść nawią­zu­ją­ca do tro­pów zna­nych z dark aca­de­mia (edu­ka­cja na uczel­ni wyż­szej, rywa­li­za­cja mię­dzy stu­den­ta­mi, two­rze­nie rela­cji z pro­fe­so­ra­mi pro­wa­dzą­cy­mi zaję­cia), któ­ra ma rów­nież rys czar­nej kome­dii. We wspo­mnia­nych utwo­rach da się roz­po­znać pew­ne ele­men­ty poja­wia­ją­ce się w weird fic­tion (na przy­kład nie­wia­ry­god­na nar­ra­cja pierw­szo­oso­bo­wa i zda­rze­nia utrzy­ma­ne w poety­ce snu w Kró­licz­ku), moż­na tu zatem mówić o pew­nych inspi­ra­cjach, sytu­ował­bym jed­nak te książ­ki w ramach innych tra­dy­cji lite­rac­kich – w prze­ciw­nym razie może­my mieć do czy­nie­nia z dużym roz­my­ciem kate­go­rii gatun­ko­wej. Ist­nie­je oczy­wi­ście wię­cej pro­ble­mów drę­czą­cych nie tyle weird fic­tion, ile całą pol­ską lite­ra­tu­rę fan­ta­stycz­ną: kwe­stie insty­tu­cjo­nal­ne, małe wspar­cie ze stro­ny pań­stwa, niskie zain­te­re­so­wa­nie kry­ty­ki. Wię­cej na ten temat pisze Mar­cin Świąt­kow­ski w tek­ście Żela­zna kur­ty­na pol­skie­go pola lite­rac­kie­go14.

Socjologiczne weird fiction?

Jak pre­zen­tu­je się naj­now­sza odsło­na SU w per­spek­ty­wie ogól­ne­go obra­zu gatun­ku? Gunia w opi­sie na skrzy­deł­ku książ­ki stwier­dza, że „tego­rocz­ne wyda­nie Snów umar­łych to hołd dla fan­ta­sty­ki zaan­ga­żo­wa­nej spo­łecz­nie”. W kon­tek­ście rodzi­me­go weird fic­tion taki zakres tema­tycz­ny nie wyda­je się jed­nak szcze­gól­nym novum; o ile tacy pisa­rze i pisar­ki, jak Dawid Kain, Anna Maria Wybra­niec, Jakub Bie­law­ski, Paweł Mate­ja czy sam Gunia, w swo­ich tek­stach sku­pia­li się na losach jed­no­stek, a nie całych spo­łecz­no­ści, o tyle wykre­owa­ne przez nich posta­ci były tar­ga­ne przez wia­try histo­rii, woj­ny, daw­nych wyda­rzeń, któ­re nie dawa­ły o sobie zapo­mnieć – losy tych boha­te­rów były pochod­ną czy to kon­kret­ne­go ukła­du spo­łecz­ne­go, czy wyni­ka­ją­cych z tego ukła­du kon­se­kwen­cji. Nie jest tak zresz­tą od dziś. Pro­za Love­cra­fta, pro­to­pla­sty gatun­ku, była inter­pre­to­wa­na przez Miéville’a jako nazna­czo­na pięt­nem pierw­szej woj­ny świa­to­wej15; z kolei Mark Fisher w ese­ju Z inne­go świa­ta, spo­za cza­su. Love­craft i dzi­wacz­ność ze zbio­ru Dzi­wacz­ne i oso­bli­we (2016) przed­sta­wiał twór­czość Samot­ni­ka z Pro­vi­den­ce raczej jako inwa­zję trau­ma­ty­zu­ją­cej zewnętrz­no­ści. Dziś, pra­wie sto lat po wyda­niu przez Love­cra­fta Zewu Cthul­hu (opo­wia­da­nie uka­za­ło się w 1928 roku), pol­skie weird fic­tion rów­nież moż­na odczy­ty­wać w duchu Miéville’a czy Fishe­ra, a publi­ka­cja naj­now­sze­go rocz­ni­ka SU jest do tego asump­tem. Pisa­nie o anto­lo­giach to zawsze trud­ne zada­nie – być może to kolej­ny powód, dla któ­re­go poja­wia­ło się nie­wie­le recen­zji SU. Szcze­gó­ło­wa ana­li­za każ­de­go z osiem­na­stu opo­wia­dań zamiesz­czo­nych w zbio­rze zabra­ła­by za dużo miej­sca, z koniecz­no­ści zatem sku­pię się na poszcze­gól­nych liniach tema­tycz­nych, pew­nych powta­rza­ją­cych się w tek­stach moty­wach i kie­run­kach pro­wa­dze­nia opo­wie­ści.

Okładka rocznika „Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction”.
„Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction”, Kraków: Wydawnictwo IX, 2025.

Anto­lo­gię roz­po­czy­na opo­wia­da­nie Łuka­sza Kru­kow­skie­go Trzy Nekro­mant­ki z bagien. Tytu­ło­we boha­ter­ki orga­ni­zu­ją w opusz­czo­nych biu­row­cach czy byłych sie­dzi­bach wspól­not miesz­ka­nio­wych spek­ta­kle, pod­czas któ­rych uka­zu­ją publicz­no­ści obra­zy prze­chwy­co­ne z rze­czy­wi­sto­ści. Gro­ma­dzą­cy się w kolej­kach przed budyn­ka­mi biu­ro­wy­mi ludzie nie są w sta­nie powstrzy­mać się przed oglą­da­niem symu­la­krycz­nych przed­sta­wień ota­cza­ją­cej ich rze­czy­wi­sto­ści, któ­rej sta­tus jest moc­no pod­wa­żal­ny – bo czy jest ona two­rem jej miesz­kań­ców czy raczej Nekro­man­tek? To świet­ny start – poka­zu­je cha­rak­te­ry­stycz­ną dla gatun­ku podejrz­li­wość wobec sił rzą­dzą­cych świa­tem, wadli­wość ludz­kie­go apa­ra­tu poznaw­cze­go, a w koń­cu rów­nież wyraź­ny wymiar spo­łecz­ny opo­wia­da­nia; spek­ta­kle odby­wa­ją­ce się w opusz­czo­nych biu­row­cach odsy­ła­ją wprost do czę­ste­go w weird fic­tion16 impul­su anty­kor­po­ra­cyj­ne­go. Naj­cie­kaw­szą i naj­bar­dziej wie­lo­wy­mia­ro­wą posta­cią jest tu figu­ra czar­no­księż­ni­ka-trick­ste­ra, poja­wia­ją­ca się na sam koniec. W Ludz­kiej uboj­ni Dariu­sza Jaku­bi­ka kor­po­ra­cja rów­nież jest na pierw­szym pla­nie; to za jej spra­wą bez­ro­bot­ny wcze­śniej boha­ter znaj­du­je nowe zaję­cie – razem z inny­mi podob­ny­mi mu osob­ni­ka­mi zaj­mu­je się wybu­rza­niem i pale­niem budyn­ków na obrze­żach mia­sta, powięk­sza­jąc tym samym obszar dzia­ła­nia fir­my. Sys­tem dzia­łań kor­po­ra­cji jest tu meta­fo­ry­zo­wa­ny – zosta­je przed­sta­wio­ny jako wiel­kie drze­wo peł­ne wisiel­ców, wyra­sta­ją­ce gdzieś w cen­trum mia­sta, nie­ustan­nie się roz­ra­sta­ją­ce i zamie­nia­ją­ce żywą tkan­kę miej­ską w prze­strzeń sza­rą i mar­twą. Grze­gorz Mary­niec w Ludziach, śmie­ciach z kolei ogra­ni­cza ele­men­ty dzi­wacz­no­ści do mini­mum. Obser­wu­je­my losy dzie­ci z robot­ni­czej dziel­ni­cy Bystrzy­cy Kłodz­kiej. Fabry­ka zapa­łek – miej­sce pra­cy ojca głów­ne­go boha­te­ra i wie­lu innych posta­ci – zosta­je zamknię­ta, a to spro­wa­dza na oko­li­cę wid­mo nędzy i nie­szczę­ścia. Znu­dze­ni boha­te­ro­wie w cza­sie waka­cji wła­mu­ją się do opusz­czo­nych hal fabrycz­nych, co nie­sie za sobą przy­kre kon­se­kwen­cje. W opo­wia­da­niu Mate­usza J. Boni­fa­czu­ka Zaple­cze pana Wri­gh­ta prze­no­si­my się w koń­cu na szczyt kor­po­ra­cyj­nej hie­rar­chii. W biu­rze pre­ze­sa wiel­kiej fir­my poja­wia­ją się znie­nac­ka drzwi. Ten prze­dziw­ny incy­dent, połą­czo­ny z para­no­icz­nym stra­chem boha­te­ra przez byciem zastą­pio­nym przez zmy­ślo­ną figu­rę Nowe­go Pre­ze­sa, pro­wa­dzi do zda­rzeń żyw­cem wyję­tych z kosz­ma­ru. W opo­wia­da­niach z linii kor­po­ra­cyj­nej auto­rzy sku­pia­ją się zatem przede wszyst­kim na defor­ma­cjach prze­strze­ni biu­ro­wych oraz ich nega­tyw­nym wpły­wie na prze­by­wa­ją­ce tam jed­nost­ki. Kon­dy­cja psy­cho­fi­zycz­na boha­te­rów, ich tro­ski, prze­my­śle­nia i para­no­je odgry­wa­ją tu rolę rów­nie waż­ną, co same kor­po­ra­cje czy zakła­dy pra­cy.

Problemy dalekie i bliskie

Rela­cje rodzin­ne nale­żą raczej do rzad­ko­ści, jeśli cho­dzi o reper­tu­ar tema­tycz­ny pol­skie­go weird fic­tion17. Typo­wy­mi boha­te­ra­mi tego odła­mu lite­ra­tu­ry fan­ta­stycz­nej zwy­kle są osob­ni­cy samot­ni i wyalie­no­wa­ni, mie­rzą­cy się z pro­ble­ma­mi nie tyle natu­ry towa­rzy­skiej, ile raczej egzy­sten­cjal­nej. Tym więk­szą radość spra­wi­ło mi kil­ka tek­stów w spo­sób wyjąt­ko­wy odno­szą­cych się nie tyl­ko do sfe­ry spo­łecz­nej (któ­ra jest wspól­na dla wszyst­kich utwo­rów w zbio­rze), ale rów­nież rodzin­no-związ­ko­wej. W roz­pi­sa­nym na dwa gło­sy, skom­pli­ko­wa­nym nar­ra­cyj­nie opo­wia­da­niu Me cia­ło powło­ką Alek­san­dra Para­dow­skie­go z jed­nej stro­ny mamy do czy­nie­nia z mono­lo­giem wypo­wie­dzia­nym boha­te­ra, przed­sta­wia­ją­ce­go komuś histo­rię swo­jej rela­cji z dziew­czy­ną pozna­ną w inter­ne­cie, z dru­giej zaś – z per­spek­ty­wą mat­ki, cier­pią­cej z powo­du cho­ro­by cór­ki. W tek­ście poja­wia się wie­le oni­rycz­nych wizji rodem z kosz­ma­ru; dużą rolę odgry­wa­ją tu posta­ci z dzie­ciń­stwa wymie­nio­nych wyżej boha­te­rów. To jed­no z naj­moc­niej­szych pod wzglę­dem emo­cjo­nal­nym opo­wia­dań w całym zbio­rze. Bli­scy jako róż­ne­go rodza­ju zja­wy są rów­nież obec­ni w utwo­rach Słoń w salo­nie Domi­ni­ki Kowal­skiej i p Fili­pa Duva­la. Moc oddzia­ły­wa­nia pierw­sze­go tek­stu wią­że się ze świet­nie przed­sta­wio­ną rela­cją mię­dzy wnucz­ką a jej umie­ra­ją­cą bab­cią, funk­cjo­nu­ją­cy­mi na mar­gi­ne­sie życia rodzi­ny. Z kolei Duval wgłę­bia się w zwi­chro­wa­ną psy­chi­kę byłe­go AK-owca, któ­ry nie potra­fi się odna­leźć w powo­jen­nej rze­czy­wi­sto­ści. Gdzieś w tle nie­ustan­nie prze­wi­ja­ją się myśli o jego uko­cha­nej, któ­rą pod­czas woj­ny spo­tka­ło coś złe­go. Pamięć o tym zda­rze­niu pro­wa­dzi boha­te­ra nie­mal do sza­leń­stwa.

W Innej Prze­my­sła­wa Poznań­skie­go poja­wia się jed­na z pierw­szych posta­ci nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­nych w histo­rii pol­skie­go weird fic­tion. Boha­ter­ka jedzie do inne­go mia­sta, by odwie­dzić Ewę, któ­rą pozna­ła przez anons w gaze­cie. Szyb­ko oka­zu­je się, że miesz­kań­cy tego miej­sca nie są zbyt dobrze nasta­wie­ni do boha­te­rek. To opo­wieść szy­ta gru­by­mi nić­mi – doświad­cze­nia głów­nej boha­ter­ki są wyraź­nie ste­reo­ty­po­we (postrze­ga się ona jako chłop­czy­ca, ma trau­mę z dzie­ciń­stwa, nie lubi wła­sne­go cia­ła), a homo­fo­bicz­ni miesz­kań­cy mia­sta są meta­fo­ry­zo­wa­ni, moc­no kli­szo­wo, jako cie­nie drę­czą­ce Ewę. Nie do koń­ca wia­do­mo, czy boha­ter­ka ta w ogó­le ist­nia­ła – i ta nie­pew­ność to cie­ka­wy trop inter­pre­ta­cyj­ny. Z two­rze­niem cia­snej i krę­pu­ją­cej prze­strze­ni życia spo­łecz­ne­go o wie­le lepiej radzi sobie Gabrie­la Pie­run w Auto da fé, opo­wia­da­niu przy­wo­dzą­cym na myśl film Mid­som­mar (2019) czy Lote­rię (1948), jeden z naj­słyn­niej­szych utwo­rów Shir­ley Jack­son. Nad nie­na­zwa­ną wsią uno­si się tajem­ni­czy Obiekt, z któ­rym zwią­za­ny jest odby­wa­ją­cy się cyklicz­nie rytu­ał. Bio­rą­ce w nim udział dzie­ci muszą pod­po­rząd­ko­wać się rygo­ro­wi doty­czą­ce­mu ich stro­ju i zacho­wa­nia. Pie­run igra tu z ocze­ki­wa­nia­mi czy­tel­ni­ków; wyda­wa­ło­by się bowiem, że opo­wia­da­nie zakoń­czy się wraz z nasta­niem rytu­ału, do któ­re­go tak skrzęt­nie przy­go­to­wy­wa­li się boha­te­ro­wie – akcja jed­nak trwa, co pozwa­la autor­ce sze­rzej nakre­ślić wpływ Obiek­tu na przed­sta­wio­ne w utwo­rze posta­ci.

Podob­nie jak w przy­pad­ku poprzed­nie­go tomu SU, sku­pio­ne­go na łącze­niu weird fic­tion z scien­ce fic­tion, nie zabra­kło w rocz­ni­ku tek­stów poru­sza­ją­cych temat nowych tech­no­lo­gii i ich wpły­wu na czło­wie­ka. Na spe­cjal­ne wyróż­nie­nie w tej kate­go­rii opo­wia­dań zasłu­gu­je Tele­keks Kari­ny Łagow­skiej. Akcja utwo­ru toczy się w War­sza­wie lat 90. na jakiś czas przed powo­dzią, któ­ra wkrót­ce ma nadejść i pogrą­żyć mia­sto. Poja­wia­ją­ca się na począt­ku rymo­wan­ka – „Nie da ci tego mama / Nie da ci tego seks / Co da ci Błę­kit­na Dama, / Co da ci Tele­keks”18 – prze­no­si czy­tel­ni­ków w lata potrans­for­ma­cyj­ne­go kapi­ta­li­stycz­ne­go boomu zwią­za­ne­go z przed­mio­ta­mi i wyobra­że­nia­mi na ich temat (oso­by ocza­ro­wa­ne Ducho­lo­gią pol­ską… Olgi Dren­dy znaj­dą tu wie­le dla sie­bie). Groź­ba powo­dzi wyzwa­la kaska­dę dzi­wacz­nych zda­rzeń, spo­śród któ­rych naj­więk­szą uwa­gę trój­ki lokal­nych łobu­zów i miesz­kań­ców oko­licz­nych blo­ków przy­ku­wa sygnał Tele­kek­su, wychwy­co­ny przez jeden z tele­wi­zo­rów. To zagad­ko­wa trans­mi­sja, wyświe­tla­ją­ca pro­gra­my w loso­wej kolej­no­ści: zwia­stu­ją­ce czy­jąś zgu­bę gło­wy Indian, przy­go­dy Kury bez Gło­wy i Żaby Krze­si­mi­ra czy Błę­kit­ną Damę z wcze­śniej­szej rymo­wan­ki. Łagow­skiej w świet­ny spo­sób uda­je się ująć ducho­lo­gicz­ną, nie­sa­mo­wi­tą aurę, któ­ra z per­spek­ty­wy dzie­ci ota­cza nowe tech­no­lo­gie poja­wia­ją­ce się w pol­skich domach w latach 90. XX wie­ku. Tele­keks sta­no­wi tu figu­rę odzwier­cie­dla­ją­cą pono­wo­cze­sne pomie­sza­nie się sys­te­mów poznaw­czych, gdy to, co wir­tu­al­ne, sta­pia się z rze­czy­wi­sto­ścią. Z kolei Mar­cin Mle­czak w Koły­sce zabie­ra czy­tel­ni­ków i czy­tel­nicz­ki do dys­to­pij­nej rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej Rosja wygra­ła pierw­szą woj­nę świa­to­wą, roz­sze­rzy­ła zakres swo­ich wpły­wów w Euro­pie i zna­czą­co roz­wi­nę­ła bada­nia gene­tycz­ne i zwią­za­ne z płod­no­ścią, co poskut­ko­wa­ło wytwo­rze­niem warun­ków co naj­mniej tak kosz­mar­nych jak te uka­za­ne w Opo­wie­ści pod­ręcz­nej Mar­ga­ret Atwo­od. Opo­wia­da­nie jest napi­sa­ne zręcz­nie, jed­nak nie jestem prze­ko­na­ny, czy powin­no zna­leźć się w anto­lo­gii weird fic­tion – ele­men­tów dzi­wacz­no­ści tu jak na lekar­stwo.

W Lep­szym świe­cie Artu­ra Laise­na rów­nież obec­ny jest motyw obaw repro­duk­cyj­nych. Nar­ra­tor żyje w swe­go rodza­ju uto­pii, w któ­rej uda­ło się poskro­mić bio­lo­gicz­ny popęd ludz­ko­ści, przez co każ­dy czło­wiek ma nało­żo­ną blo­ka­dę anty­kon­cep­cyj­ną. Uto­pia, jak to zwy­kle bywa, oka­zu­je się pozor­na – wła­dzę nad świa­tem dzier­żą tajem­ni­czy oni. Opo­wia­da­nie doty­czy kwe­stii ści­śle łączą­cych weird i scien­ce fic­tion, czy­li ludz­kich sła­bo­ści per­cep­cyj­nych oraz wyob­co­wa­nia czło­wie­ka wzglę­dem bar­dziej od nie­go zaawan­so­wa­nych form życia. Namysł nad naszy­mi moż­li­wo­ścia­mi poznaw­czy­mi poja­wia się tak­że w Sta­nie splą­ta­nym Mał­go­rza­ty Lewan­dow­skiej. Nar­ra­tor­ka opo­wia­da­nia pra­cu­je w Biu­rze Restruk­tu­ry­za­cji Kolo­nii, gdzie poma­ga innym oso­bom z kolo­nii zna­leźć pra­cę na zamiesz­ka­łych przez czło­wie­ka pla­ne­tach. W toku akcji wbrew swo­jej woli wplą­tu­je się w eks­pe­ry­ment pew­nej kor­po­ra­cji, pole­ga­ją­cy na splą­ty­wa­niu umy­słów ludzi z kom­pu­te­ra­mi kwan­to­wy­mi, co ma zwięk­szyć ludz­kie moż­li­wo­ści pozna­wa­nia i odczu­wa­nia. Autor­ka świet­nie daw­ku­je napię­cie i pod­rzu­ca uważ­ne­mu czy­tel­ni­ko­wi wska­zów­ki inter­pre­ta­cyj­ne.

Wśród spisków i sił wyższych

Moty­wy ukry­tych spi­sków i tajem­nych sił mani­pu­lu­ją­cych rze­czy­wi­sto­ścią są obec­ne w weird fic­tion już od cza­sów Love­cra­fta, a w naj­now­szych pol­skich reali­za­cjach gatun­ku poja­wia­ją się nie­rza­dziej niż w tek­stach Samot­ni­ka z Pro­vi­den­ce. War­to wspo­mnieć tu opo­wia­da­nie Spi­sek Guni z tomu Powrót (2014), zna­ko­mi­tą wiwi­sek­cję umy­słu gorącz­ko­wo poszu­ku­ją­ce­go ogól­no­świa­to­wej intry­gi obli­czo­nej na znisz­cze­nie cywi­li­za­cji. W tego­rocz­nym SU rów­nież zna­la­zło się parę tek­stów, w któ­rych motyw spi­sku ode­grał waż­ną rolę. Boha­te­rem Sufi­tu Kami­la Gie­dry­sa jest coach biz­ne­so­wy, na co dzień udzie­la­ją­cy swo­im klien­tom wąt­pli­wych rad doty­czą­cych samo­roz­wo­ju. Ulgę w peł­nym trwóg życiu i chwi­lo­we ode­gna­nie depre­syj­nych myśli przy­no­si mu jedy­nie patrze­nie w tytu­ło­wy sufit. Pew­ne­go dnia męż­czy­znę odwie­dza prze­dziw­na postać, opo­wia­da­ją­ca o dybią­cych na Zie­mian kosmicz­nych nazi­stach z inne­go wymia­ru, któ­rzy za swo­ją sie­dzi­bę obra­li pokój nad sufi­tem w miesz­ka­niu boha­te­ra. W opo­wia­da­niu Gie­dry­sa gra­ni­ca mię­dzy coacho­wy­mi bzdur­ka­mi a teo­ria­mi spi­sko­wy­mi oka­zu­je się nie­zwy­kle cien­ka, a całość ma raczej wydźwięk humo­ry­stycz­ny, co dostar­cza pew­nej ulgi po lek­tu­rze innych, obcią­ża­ją­cych emo­cjo­nal­nie opo­wia­dań zawar­tych w zbio­rze. Podob­ną lek­ko­ścią, choć na innym grun­cie, cechu­je się opo­wia­da­nie Echa Fili­pa Świer­czyń­skie­go. To histo­ria detek­ty­wi­stycz­na z moty­wa­mi okul­ty­stycz­ny­mi nie­co podob­na do poprzed­nie­go opo­wia­da­nia auto­ra z zeszło­rocz­ne­go wyda­nia SU: w tym przy­pad­ku mamy do czy­nie­nia z tajem­ni­czym zabój­stwem, rela­cją dwóch naukow­ców (mistrza i ucznia), roz­wa­ża­nia­mi o (nie)istnieniu Boga czy księ­gą o prak­ty­kach okul­ty­stycz­nych. Tek­sty Świer­czyń­skie­go odzna­cza­ją się ele­gan­cją języ­ka, atmos­fe­rą tajem­ni­cy i cie­ka­wy­mi roz­wią­za­nia­mi zaga­dek. Moty­wy okul­ty­stycz­ne wystę­pu­ją rów­nież w opo­wia­da­niu Ali­cji Boro­wik Wie­lo­głos w mojej piw­ni­cy, kla­sycz­nie popro­wa­dzo­nej opo­wie­ści o kon­fron­ta­cji z wła­snym ja. To histo­ria osa­dzo­na w nie­po­dob­nej do innych kamie­nic – sko­ja­rze­nia z Kamie­ni­cą pan­ny Kluk Zda­no­wi­cza rodzą się same, a tekst autor­ki wytrzy­mu­je to porów­na­nie.

Teo­rie spi­sko­we – tym razem zwią­za­ne z nowy­mi tech­no­lo­gia­mi i kryp­ty­da­mi – są waż­ną czę­ścią opo­wia­da­nia Dariu­sza Ludwin­ka Rosną. Spo­śród wszyst­kich tek­stów w anto­lo­gii to wła­śnie ten naj­bliż­szy jest wspo­mnia­ne­mu wcze­śniej nur­to­wi New Weird. Nar­ra­cja jest tu bar­dzo moc­no frag­men­ta­rycz­na, osnu­ta wokół nie­spo­koj­ne­go umy­słu boha­te­ra, wplą­ta­ne­go w róż­ne sytu­acje spo­łecz­ne (z podob­ną migaw­ko­wo­ścią czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki mie­rzą się we Frag­men­ta­rium Krzysz­to­fa Macie­jew­skie­go). Istot­ną rolę w opo­wia­da­niu Ludwin­ka odgry­wa­ją wzię­te żyw­cem z sur­re­ali­stycz­nych obra­zów obiek­ty: wiel­ka sto­pa czy olbrzym wyła­nia­ją­cy się z mia­sta, a poza tym anio­ły i wyol­brzy­mio­ne cia­ła boha­te­rek. Trud­no oce­nić, co tu jest reali­stycz­ne, a co pocho­dzi ze świa­ta snu – bar­dziej niż z logicz­nym cią­giem przy­czy­no­wo-skut­ko­wym mamy tu do czy­nie­nia z nar­ko­nau­tycz­ną podró­żą w głąb cier­pią­ce­go umy­słu. To popis wyobraź­ni przy­wo­dzą­cy na myśl krót­ką powieść Miéville’a Ostat­nie dni Nowe­go Pary­ża (2016).

Ku nowym dziwacznościom

Naj­now­sza i ostat­nia jak na razie edy­cja SU mimo pew­nych błę­dów zde­cy­do­wa­nie utrzy­ma­ła poziom swo­ich poprzed­ni­czek. Co do uchy­bień – nie­ste­ty zabra­kło w tomie wstę­pu od redak­to­rów, któ­ry zwy­kle w świet­ny i przy­stęp­ny spo­sób wpro­wa­dzał czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­ków w kon­cep­cję tema­tycz­ną anto­lo­gii. Pozo­sta­ła tyl­ko krót­ka nota Guni na skrzy­deł­ku książ­ki. Nie ma rów­nież bio­gra­mów auto­rów i auto­rek tek­stów, co nie­co ogra­ni­czy­ło aspekt pre­zen­to­wa­nia nowych nazwisk na polu lite­rac­kim. Te dwa bra­ki spra­wi­ły, że „próg wej­ścia” dla osób spo­za dość małe­go gro­na odbior­ców pol­skie­go weird fic­tion był wyż­szy niż w poprzed­nich latach.

Za głów­ne wyznacz­ni­ki dzi­wacz­no­ści słu­żą tu nie­zmien­nie skom­pli­ko­wa­na nar­ra­cja, defor­ma­cje prze­strzen­ne oraz poja­wia­ją­ce się zni­kąd obiek­ty, war­to jed­nak pod­kre­ślić coś jesz­cze, co nie­zbyt czę­sto docho­dzi­ło do gło­su wcze­śniej, a wybrzmia­ło moc­niej (szcze­gól­nie w linii kor­po­ra­cyj­nej) dzię­ki takie­mu, a nie inne­mu klu­czo­wi tema­tycz­no-inter­pre­ta­cyj­ne­mu: spo­łecz­no-kul­tu­ro­we uwi­kła­nie weird fic­tion, jego moc uka­zy­wa­nia w krzy­wym zwier­cia­dle pro­ble­mów współ­cze­sne­go świa­ta i kon­te­sto­wa­nia zasta­ne­go porząd­ku. I choć ten kon­kret­ny pro­jekt wydaw­ni­czy został wstrzy­ma­ny, mam nadzie­ję, że w oma­wia­nej czę­ści pol­skiej gro­zos­fe­ry powsta­nie jesz­cze wię­cej inte­re­su­ją­cych ini­cja­tyw, a ona sama zyska nie­co na widocz­no­ści.

 

1 Moż­na tu wymie­nić mię­dzy inny­mi Kra­kow­ski Festi­wal Ama­to­rów Stra­chu, Obrzy­dze­nia i Nie­po­ko­ju (KFASON) czy Nagro­dę Lite­rac­ką im. Ste­fa­na Gra­biń­skie­go.

2 Pisa­nie o „roz­po­zna­wal­no­ści” anto­lo­gii może wyda­wać się nie­co dziw­ne w kon­tek­ście osta­tecz­ne­go powo­du zamro­że­nia pro­jek­tu (czy­li w odnie­sie­niu do bra­ku więk­sze­go zain­te­re­so­wa­nia ini­cja­ty­wą), chciał­bym jed­nak pod­kre­ślić ran­gę, jaką mia­ło SU w pol­skim śro­do­wi­sku gro­zy.

3 O powo­dach zawie­sze­nia pro­jek­tu infor­mo­wał Gunia na swo­im fanpage’u na Face­bo­oku, onli­ne: https://www.facebook.com/w.gunia/posts/pfbid09bkUNSCv4XtUDqcSLZqKxVPVRKLtxzEdvqYGnSX9emowCMsjYASuuBoYw39nMfQUl [dostęp: 24.08.2026].

4 P. Sadzik, Rapor­ty z alei tor­nad, „Dwu­ty­go­dnik” 2023, nr 363, onli­ne: https://www.dwutygodnik.com/artykul/10778-raporty-znbspalei-tornad.html [dostęp: 24.08.2026].

5 B. Pasiak, Para­no­ja jest goła, „Poli­ty­ka” 16.05.2023, onli­ne: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/2212048,1,recenzja-ksiazki-lukasz-krukowski-mam-przeczucie.read [dostęp: 24.08.2026].

6 Kato­log dostęp­ny jest na stro­nie Insty­tu­tu Książ­ki, onli­ne: https://www.instytutksiazki.pl/wp-content/uploads/2025/09/nbfp_catalogue_2025_165x235mm_en.pdf [dostęp: 24.08.2026].

7 A. Juch­nie­wicz, Ćwi­cze­nia z ciem­no­ści, „Odra” 2025, nr 12, s. 122–124.

8 Don Pedro de la Vega z Kra­iny Boro­stwo­rów, Moje spoj­rze­nie na „Sny umar­łych” albo podzię­ko­wa­nia dla wszyst­kich zaan­ga­żo­wa­nych w pro­jekt oraz mono­log o pisa­niu i czy­ta­niu, „Bia­ły Kruk” 13.04.2026, onli­ne: https://magazyn.bialykruk.org/moje-spojrzenie-na-sny-umarlych-albo-podziekowania-dla-wszystkich-zaangazowanych-w-projekt-oraz-monolog-o-pisaniu-i-czytaniu/ [dostęp: 24.08.2026].

9 P. Budziń­ski, Aka­de­mia dziw­no­ści, onli­ne: https://www.szczecinczyta.pl/recenzje/akademia-dziwnosci.html [dostęp: 24.08.2026].

10 Popkul­cik, post z dnia 31.03.2026, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DWihL8yjJtB/ [dostęp: 24.08.2026].

11 Moż­na tu wymie­nić takie opo­wia­da­nia, jak mię­dzy inny­mi Powrót Guni z tomu o tej samej nazwie (2013), Ksią­żę kłam­ców Kaina ze zbio­ru Wszyst­kie grze­chy kor­po­ra­cji Som­nium (2020), Epi­log do pło­mie­ni śmier­ci Matei z tomu Noc­ne (2021) czy Wie­ża Bie­law­skie­go z książ­ki Tam, gdzie naj­le­piej się umie­ra (2024).

12 Wszyst­kie wymie­nio­ne pozy­cje dostęp­ne są na stro­nie wydaw­cy. Gru­pa Wydaw­ni­cza Alpa­ka (stro­na domo­wa), onli­ne: https://www.grupawydawniczaalpaka.pl/ [dostęp: 24.08.2026]. Opo­wia­da­nia weird fic­tion uka­zy­wa­ły się rów­nież w maga­zy­nach „Histe­ria”, „Coś na Pro­gu” i „Oko­Li­ca Stra­chu”, a tak­że, last but not least, w „Nowej Fan­ta­sty­ce”.

13 W Pol­sce z tego nur­tu czer­pie Szy­mon Sto­czek w swo­im zbio­rze opo­wia­dań Mia­sto Wszyst­kich Zdro­wych (2021).

14 M. Świąt­kow­ski, Żela­zna kur­ty­na pol­skie­go pola lite­rac­kie­go, „Ha!art” 2025, nr 62, s. 100–114. Całość dostęp­na na pro­fi­lu na Insta­gra­mie wydaw­cy, onli­ne: https://www.instagram.com/p/DSUZ_1QAjbo/?img_index=10 [dostęp: 24.08.2026].

15 Ch. Miévil­le, Weird fic­tion [w:] The Routled­ge Com­pa­nion to Scien­ce Fic­tion, red. M. Bould, S. Vint, A.M. Butler, New York: Routled­ge, 2009, s. 513.

16 War­to tu przy­wo­łać opo­wia­da­nia Tho­ma­sa Ligot­tie­go ze zbio­ru My Work Is Not Yet Done (2002) oraz tom Kaina Wszyst­kie grze­chy kor­po­ra­cji Som­nium (2020).

17 Wyją­tek sta­no­wi tu twór­czość Guni, na przy­kład świet­ne opo­wia­da­nie Prze­mia­na Tama­ry D. ze zbio­ru Dziw­ne opo­wie­ści. Anto­lo­gia weird fic­tion (2021) czy jego mikro­po­wieść Dom Mot­ta z tomu Dom wszyst­kich snów (2020).

18 K. Łagow­ska, Tele­keks [w:] Sny umar­łych 2025. Pol­ski rocz­nik weird fic­tion, red. W. Gunia, Kra­ków: Wydaw­nic­two IX, 2025, s. 83.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

12.01.2026 Recenzje

Coś więcej

Najnowsza książka Krzysztofa Grudnika gatunkowo sytuuje się na przecięciu nieco złośliwego felietonu (miejscami przypominającego pamflet), poradnika dla początkujących pisarzy i pisarek tworzących w konwencji szeroko pojętej grozy oraz tekstu o pewnych cechach opracowania popularnonaukowego – o Gryzę grozę… pisze Kajetan Poniatyszyn.

30.08.2026 Hiperteksty

Raj według Rogera Robinsona

Robinson nie mógł pamiętać wielkich nadziei pokolenia Windrush, nie mógł dzielić wielkiego rozczarowania, gdy rzeczywistość nie dorównała fantazji. A jednak taki był pierwszy z rajów, który odcisnął się na jego prozach poetyckich i wierszach z tomu Przenośny raj – o tomie Rogera Robinsona pisze Izabela Poręba.