Podobnie jak pasażerowie feralnego lotu 815 z Sydney do Los Angeles, rozbici na samotnej wyspie gdzieś na południowym Pacyfiku, tak grono autorów i autorek polskiego weird fiction pozostaje gdzieś na obrzeżach rodzimego pola literackiego. O ile jednak bohaterowie amerykańskiego serialu Lost mogli liczyć na ratunek i ostatecznie wydostać się z tajemniczej wyspy, o tyle tego samego nie da się ze stuprocentową pewnością powiedzieć o wspomnianej części polskiej grozosfery.
„Sny umarłych” w rodzimej grozosferze
W tym szkicu chciałbym po pierwsze przyjrzeć się sytuacji weird fiction na polskim rynku wydawniczym, a po drugie skupić się na najnowszej odsłonie Snów umarłych. Polskiego rocznika weird fiction (dalej: SU) i wyłonić z niej poszczególne linie tematyczne, po których poruszali się autorzy i autorki opowiadań z tego zbioru. SU to projekt wydawniczy ukazujący się od 2018 do 2026 roku (roczniki 2018–2021 w oficynie Phantom Books, roczniki 2022–2025 w Wydawnictwie IX). Można by zaryzykować tezę, że funkcjonowanie SU na polskim poletku grozowym, działalność redaktorów rocznika Wojciecha Guni i Krzysztofa Grudnika, zamieszczane w kolejnych tomach publikacje autorów i autorek z kraju i ze świata, wszystko to poskutkowało konsolidacją rozproszonych wcześniej inicjatyw i podmiotów1, co spowodowało przemiany w polskim weird fiction i wpłynęło na obraz trendów w literaturze tego gatunku. Trudno mówić o dużej konkurencji: do czasu ukazania się pierwszego tomu rocznika funkcjonował magazyn „Coś na Progu”, poświęcony weird fiction; oprócz tego ukazywały się inne fanowskie projekty, skupione na ogólnie pojmowanej literaturze grozy: magazyny „Histeria”, „Grabarz Polski” czy „OkoLica Strachu”; wszystkie umożliwiały postawienie pierwszych kroków początkującym pisarkom i pisarzom, nie osiągnęły jednak rangi, zasięgu i rozpoznawalności równej SU2.
Dla mnie jako badacza tego odłamu literatury bardzo interesującą sprawą było wprowadzenie przez redaktorów rocznika naborów tematycznych, każdorazowo skupionych na łączeniu weird fiction z inną konwencją, gatunkiem, nurtem czy problematyką (w 2023 roku – historia, w 2024 – science fiction, w 2025 – kwestie społeczne). Decyzja ta świadczyła nie tylko o wysokiej świadomości gatunkowej Guni i Grudnika, ale także o ich gotowości do eksperymentów tematyczno-formalnych, próbie przełamywania zastanych tropów i chwytów i o chęci sprawdzania granic gatunku. Niestety w styczniu okazało się, że tom SU, który ukazał się w tym roku, na razie będzie ostatnim. Schowanie projektu do wydawniczej zamrażarki (czy złożenie go do trumny, jak kto woli) wynikało z jego dużej czasochłonności, a także bardzo nikłej recepcji kolejnych roczników: z braku poświęconych im dyskusji, z niedostatecznego feedbacku dla autorów i autorek3.
Co tam się dzieje, skąd to zwątpienie?
Chciałbym postawić kilka diagnoz dotyczących sytuacji polskiego weird fiction na rynku wydawniczym. Sądzę bowiem, że losy omawianego projektu są symptomatyczne dla całego gatunku, którego ten jest przedstawicielem. Zacznę od kwestii recepcji, którą zasygnalizował Gunia w pożegnalnym poście. Rodzime weird fiction rzadko cieszyło się uwagą krytyki czy dziennikarzy zajmujących się literaturą. Można tu wymienić oczywiście parę wyjątków. Jednym z nich było wydanie przez Cyrankę książki Łukasza Krukowskiego Mam przeczucie, której recenzje ukazały się choćby w „Dwutygodniku” (tekst Piotra Sadzika)4 i „Polityce” (artykuł Bartłomieja Pasiaka)5. Kolejnym – umieszczenie książki Guni Kiedy będziesz gotowy, idź w katalogu Instytutu Książki New Books From Poland, gromadzącym corocznie „najważniejsze i najciekawsze książki, które w ostatnim czasie zyskały uznanie w Polsce”6, zlecone przez IK do przekładu na języki obce. Recenzja książki ukazała się między innymi w „Odrze”7. Warto jednak zauważyć, że w pierwszym przypadku mowa o wydawnictwie zdecydowanie bliższym głównemu nurtowi niż IX, C&T, Vesper czy Dom Horroru (gdzie ukazuje się zazwyczaj polskie i zagraniczne weird fiction), w drugim zaś o sytuacji dość rzadkiej.
Jak dotąd (piszę ten tekst w drugiej połowie kwietnia) najnowszy tom SU nie doczekał się wielu omówień. Chciałbym tu wspomnieć o trzech, mających różne proweniencje; z oczywistych względów pomijam omówienia pochodzące od autorek i autorów opowiadań z omawianego rocznika. Don Pedro de la Vega z Krainy Borostworów w opublikowanym na stronie fanowskiego magazynu „Biały Kruk” eseju8 – równie barokowym co powyższy pseudonim – zastanawia się nad przyczynami braku większego zainteresowania SU w szerokim gronie czytelników oraz nad brakiem tekstów krytycznych poświęconych rocznikowi. O samej antologii pisze bardzo mało, trudno więc tu mówić o pogłębionej analizie książki. Z kolei Przemysław Budziński w recenzji na stronie SzczecinCzyta.pl9 skupia się w większym stopniu na tekście, choć jego omówienie jest dość ogólne, a autor krytykuje między innymi wszechobecność narracji pierwszoosobowej („zmuszeni jesteśmy przechodzić z głowy do głowy”), która w weird fiction jest właściwie dominująca od początku istnienia gatunku, trudno zatem traktować sam fakt jej występowania jako wadę publikacji. Warto jeszcze wspomnieć cieszący się dużym zainteresowaniem instagramowy post, w którym użytkownik popkulcik10 krótko i treściwie odnosi się do każdego z opowiadań w zbiorze. W przypadku najnowszego tomu SU, podobnie jak wcześniej (wyjąwszy pierwszy rocznik), recepcja jest jednak raczej nikła i niewywołująca zbyt wielu dyskusji – wbrew temu, na czym zapewne zależało redaktorom rocznika i publikującym w nim osobom.
Druga diagnoza w tej ponurej epikryzie: obieg weird fiction w Polsce dręczą problemy natury techniczno-logistycznej. Mimo że niektóre pozycje ukazały się relatywnie niedawno, dotarcie do nich może stanowić nie lada wyzwanie; życzę powodzenia osobom, które chciałyby przeczytać SU z lat 2020 (w dwóch częściach) i 2021 czy chociażby książkę Damiana Zdanowicza Kamienica panny Kluk o niemal kultowym statusie w krajowym środowisku grozowym. Wymienione wyżej pozycje nie są dostępne w żadnej bibliotece w Polsce, a na rynku wtórnym pojawiają się okazjonalnie. Wprawdzie odkąd SU ukazują się w Wydawnictwie IX, z dostępnością rocznika jest o wiele lepiej, jednak to wciąż rzecz niszowa, znajdująca się na marginesie walk wyspecjalizowanych w literaturze grozy oficyn o przyciągnięcie uwagi czytelników i czytelniczek kolejną edycją utworów Howarda Phillipsa Lovecrafta czy Stefana Grabińskiego – autorów weird fiction najbardziej rozpoznawalnych z punktu widzenia szerokiego grona odbiorców. To ironia losu, że wszelkie próby znalezienia poszczególnych publikacji z gatunku, w którym tak często pojawia się obecny w tekstach Lovecrafta czy Brunona Schulza motyw potężnej księgi zmieniającej ludzkie życie11, przypominają szukanie igły w stogu siana.
Kolejnym problemem, dotyczącym nie tylko weird fiction, ale również ogółu polskiej fantastyki, jest dość mała popularność antologii opowiadań. Najwięksi gracze na rynku – między innymi Mag, Rebis, Vesper – raczej niechętnie angażują się w tego rodzaju projekty wydawnicze. Antologie pozostają zatem domeną mniejszych oficyn oraz inicjatyw fandomowych, takich jak Fantazmaty czy Grupa Wydawnicza Alpaka. Warto wspomnieć, że za sprawą tej drugiej ukazały się w ostatnich latach niezmiernie interesujące antologie zawierające utwory weird fiction: Rzecz niepospolita. Antologia opowiadań niesamowitych (2021), Tęczowe i fantastyczne. Tom 3: Słowo queer znaczy dziwny (2023) oraz Apokryfy i herezje (2025)12. Weird fiction w lwiej części ukazuje się właśnie w ramach autorskich zbiorów opowiadań i wieloautorskich antologii. Krótka forma od samego początku istnienia gatunku, czyli od przełomu XIX i XX wieku, była dominująca. Dość powiedzieć, że dwa zbiory z 2013 roku, zwiastujące pewne ożywienie wydawnicze związane z tym gatunkiem na polskim rynku literackim – czyli Metoda Schlegmachera i inne opowiadania. W hołdzie Stefanowi Grabińskiemu oraz Po drugiej stronie. Weird fiction po polsku – były właśnie antologiami. Są oczywiście wyjątki – na przykład powieści Ćma (2019) i Dunkel (2020) Jakuba Bielawskiego – tendencja pozostaje jednak wyraźna.
Dodatkową przeszkodą dla rodzimego weird fiction jest pewien chaos terminologiczny obecny w komunikacji wydawniczej. O ile w literaturze anglosaskiej od lat 80. i 90. gatunek ten jest popularny do tego stopnia, że wytworzył osobny nurt – New Weird, reprezentowany przez Chinę Miéville’a, Jeffa VanderMeera czy Caitlín R. Kiernan13 – o tyle w Polsce weird fiction wciąż funkcjonuje w obrębie szeroko pojętej literatury grozy, która jest niszą fantastyki. Etykieta weird fiction bywa przypisywana utworom autorów czerpiących z surrealizmu, posługujących się poetyką oniryczną czy jakiegoś rodzaju dziwnością lub po prostu tekstom o skomplikowanej narracji czy niejasnym przyporządkowaniu gatunkowym. Przykłady takich książek to Króliczek (2023) Mony Awad, Nasze podmorskie żony (2024) Julii Armfield czy Beta Vulgaris (2026) Margie Sarsfield. Pozycje te jednak pod względem tematyki, poetyki czy adresu czytelniczego różnią się od weird fiction – chociażby Króliczek to powieść nawiązująca do tropów znanych z dark academia (edukacja na uczelni wyższej, rywalizacja między studentami, tworzenie relacji z profesorami prowadzącymi zajęcia), która ma również rys czarnej komedii. We wspomnianych utworach da się rozpoznać pewne elementy pojawiające się w weird fiction (na przykład niewiarygodna narracja pierwszoosobowa i zdarzenia utrzymane w poetyce snu w Króliczku), można tu zatem mówić o pewnych inspiracjach, sytuowałbym jednak te książki w ramach innych tradycji literackich – w przeciwnym razie możemy mieć do czynienia z dużym rozmyciem kategorii gatunkowej. Istnieje oczywiście więcej problemów dręczących nie tyle weird fiction, ile całą polską literaturę fantastyczną: kwestie instytucjonalne, małe wsparcie ze strony państwa, niskie zainteresowanie krytyki. Więcej na ten temat pisze Marcin Świątkowski w tekście Żelazna kurtyna polskiego pola literackiego14.
Socjologiczne weird fiction?
Jak prezentuje się najnowsza odsłona SU w perspektywie ogólnego obrazu gatunku? Gunia w opisie na skrzydełku książki stwierdza, że „tegoroczne wydanie Snów umarłych to hołd dla fantastyki zaangażowanej społecznie”. W kontekście rodzimego weird fiction taki zakres tematyczny nie wydaje się jednak szczególnym novum; o ile tacy pisarze i pisarki, jak Dawid Kain, Anna Maria Wybraniec, Jakub Bielawski, Paweł Mateja czy sam Gunia, w swoich tekstach skupiali się na losach jednostek, a nie całych społeczności, o tyle wykreowane przez nich postaci były targane przez wiatry historii, wojny, dawnych wydarzeń, które nie dawały o sobie zapomnieć – losy tych bohaterów były pochodną czy to konkretnego układu społecznego, czy wynikających z tego układu konsekwencji. Nie jest tak zresztą od dziś. Proza Lovecrafta, protoplasty gatunku, była interpretowana przez Miéville’a jako naznaczona piętnem pierwszej wojny światowej15; z kolei Mark Fisher w eseju Z innego świata, spoza czasu. Lovecraft i dziwaczność ze zbioru Dziwaczne i osobliwe (2016) przedstawiał twórczość Samotnika z Providence raczej jako inwazję traumatyzującej zewnętrzności. Dziś, prawie sto lat po wydaniu przez Lovecrafta Zewu Cthulhu (opowiadanie ukazało się w 1928 roku), polskie weird fiction również można odczytywać w duchu Miéville’a czy Fishera, a publikacja najnowszego rocznika SU jest do tego asumptem. Pisanie o antologiach to zawsze trudne zadanie – być może to kolejny powód, dla którego pojawiało się niewiele recenzji SU. Szczegółowa analiza każdego z osiemnastu opowiadań zamieszczonych w zbiorze zabrałaby za dużo miejsca, z konieczności zatem skupię się na poszczególnych liniach tematycznych, pewnych powtarzających się w tekstach motywach i kierunkach prowadzenia opowieści.
Antologię rozpoczyna opowiadanie Łukasza Krukowskiego Trzy Nekromantki z bagien. Tytułowe bohaterki organizują w opuszczonych biurowcach czy byłych siedzibach wspólnot mieszkaniowych spektakle, podczas których ukazują publiczności obrazy przechwycone z rzeczywistości. Gromadzący się w kolejkach przed budynkami biurowymi ludzie nie są w stanie powstrzymać się przed oglądaniem symulakrycznych przedstawień otaczającej ich rzeczywistości, której status jest mocno podważalny – bo czy jest ona tworem jej mieszkańców czy raczej Nekromantek? To świetny start – pokazuje charakterystyczną dla gatunku podejrzliwość wobec sił rządzących światem, wadliwość ludzkiego aparatu poznawczego, a w końcu również wyraźny wymiar społeczny opowiadania; spektakle odbywające się w opuszczonych biurowcach odsyłają wprost do częstego w weird fiction16 impulsu antykorporacyjnego. Najciekawszą i najbardziej wielowymiarową postacią jest tu figura czarnoksiężnika-trickstera, pojawiająca się na sam koniec. W Ludzkiej ubojni Dariusza Jakubika korporacja również jest na pierwszym planie; to za jej sprawą bezrobotny wcześniej bohater znajduje nowe zajęcie – razem z innymi podobnymi mu osobnikami zajmuje się wyburzaniem i paleniem budynków na obrzeżach miasta, powiększając tym samym obszar działania firmy. System działań korporacji jest tu metaforyzowany – zostaje przedstawiony jako wielkie drzewo pełne wisielców, wyrastające gdzieś w centrum miasta, nieustannie się rozrastające i zamieniające żywą tkankę miejską w przestrzeń szarą i martwą. Grzegorz Maryniec w Ludziach, śmieciach z kolei ogranicza elementy dziwaczności do minimum. Obserwujemy losy dzieci z robotniczej dzielnicy Bystrzycy Kłodzkiej. Fabryka zapałek – miejsce pracy ojca głównego bohatera i wielu innych postaci – zostaje zamknięta, a to sprowadza na okolicę widmo nędzy i nieszczęścia. Znudzeni bohaterowie w czasie wakacji włamują się do opuszczonych hal fabrycznych, co niesie za sobą przykre konsekwencje. W opowiadaniu Mateusza J. Bonifaczuka Zaplecze pana Wrighta przenosimy się w końcu na szczyt korporacyjnej hierarchii. W biurze prezesa wielkiej firmy pojawiają się znienacka drzwi. Ten przedziwny incydent, połączony z paranoicznym strachem bohatera przez byciem zastąpionym przez zmyśloną figurę Nowego Prezesa, prowadzi do zdarzeń żywcem wyjętych z koszmaru. W opowiadaniach z linii korporacyjnej autorzy skupiają się zatem przede wszystkim na deformacjach przestrzeni biurowych oraz ich negatywnym wpływie na przebywające tam jednostki. Kondycja psychofizyczna bohaterów, ich troski, przemyślenia i paranoje odgrywają tu rolę równie ważną, co same korporacje czy zakłady pracy.
Problemy dalekie i bliskie
Relacje rodzinne należą raczej do rzadkości, jeśli chodzi o repertuar tematyczny polskiego weird fiction17. Typowymi bohaterami tego odłamu literatury fantastycznej zwykle są osobnicy samotni i wyalienowani, mierzący się z problemami nie tyle natury towarzyskiej, ile raczej egzystencjalnej. Tym większą radość sprawiło mi kilka tekstów w sposób wyjątkowy odnoszących się nie tylko do sfery społecznej (która jest wspólna dla wszystkich utworów w zbiorze), ale również rodzinno-związkowej. W rozpisanym na dwa głosy, skomplikowanym narracyjnie opowiadaniu Me ciało powłoką Aleksandra Paradowskiego z jednej strony mamy do czynienia z monologiem wypowiedzianym bohatera, przedstawiającego komuś historię swojej relacji z dziewczyną poznaną w internecie, z drugiej zaś – z perspektywą matki, cierpiącej z powodu choroby córki. W tekście pojawia się wiele onirycznych wizji rodem z koszmaru; dużą rolę odgrywają tu postaci z dzieciństwa wymienionych wyżej bohaterów. To jedno z najmocniejszych pod względem emocjonalnym opowiadań w całym zbiorze. Bliscy jako różnego rodzaju zjawy są również obecni w utworach Słoń w salonie Dominiki Kowalskiej i p Filipa Duvala. Moc oddziaływania pierwszego tekstu wiąże się ze świetnie przedstawioną relacją między wnuczką a jej umierającą babcią, funkcjonującymi na marginesie życia rodziny. Z kolei Duval wgłębia się w zwichrowaną psychikę byłego AK-owca, który nie potrafi się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Gdzieś w tle nieustannie przewijają się myśli o jego ukochanej, którą podczas wojny spotkało coś złego. Pamięć o tym zdarzeniu prowadzi bohatera niemal do szaleństwa.
W Innej Przemysława Poznańskiego pojawia się jedna z pierwszych postaci nieheteronormatywnych w historii polskiego weird fiction. Bohaterka jedzie do innego miasta, by odwiedzić Ewę, którą poznała przez anons w gazecie. Szybko okazuje się, że mieszkańcy tego miejsca nie są zbyt dobrze nastawieni do bohaterek. To opowieść szyta grubymi nićmi – doświadczenia głównej bohaterki są wyraźnie stereotypowe (postrzega się ona jako chłopczyca, ma traumę z dzieciństwa, nie lubi własnego ciała), a homofobiczni mieszkańcy miasta są metaforyzowani, mocno kliszowo, jako cienie dręczące Ewę. Nie do końca wiadomo, czy bohaterka ta w ogóle istniała – i ta niepewność to ciekawy trop interpretacyjny. Z tworzeniem ciasnej i krępującej przestrzeni życia społecznego o wiele lepiej radzi sobie Gabriela Pierun w Auto da fé, opowiadaniu przywodzącym na myśl film Midsommar (2019) czy Loterię (1948), jeden z najsłynniejszych utworów Shirley Jackson. Nad nienazwaną wsią unosi się tajemniczy Obiekt, z którym związany jest odbywający się cyklicznie rytuał. Biorące w nim udział dzieci muszą podporządkować się rygorowi dotyczącemu ich stroju i zachowania. Pierun igra tu z oczekiwaniami czytelników; wydawałoby się bowiem, że opowiadanie zakończy się wraz z nastaniem rytuału, do którego tak skrzętnie przygotowywali się bohaterowie – akcja jednak trwa, co pozwala autorce szerzej nakreślić wpływ Obiektu na przedstawione w utworze postaci.
Podobnie jak w przypadku poprzedniego tomu SU, skupionego na łączeniu weird fiction z science fiction, nie zabrakło w roczniku tekstów poruszających temat nowych technologii i ich wpływu na człowieka. Na specjalne wyróżnienie w tej kategorii opowiadań zasługuje Telekeks Kariny Łagowskiej. Akcja utworu toczy się w Warszawie lat 90. na jakiś czas przed powodzią, która wkrótce ma nadejść i pogrążyć miasto. Pojawiająca się na początku rymowanka – „Nie da ci tego mama / Nie da ci tego seks / Co da ci Błękitna Dama, / Co da ci Telekeks”18 – przenosi czytelników w lata potransformacyjnego kapitalistycznego boomu związanego z przedmiotami i wyobrażeniami na ich temat (osoby oczarowane Duchologią polską… Olgi Drendy znajdą tu wiele dla siebie). Groźba powodzi wyzwala kaskadę dziwacznych zdarzeń, spośród których największą uwagę trójki lokalnych łobuzów i mieszkańców okolicznych bloków przykuwa sygnał Telekeksu, wychwycony przez jeden z telewizorów. To zagadkowa transmisja, wyświetlająca programy w losowej kolejności: zwiastujące czyjąś zgubę głowy Indian, przygody Kury bez Głowy i Żaby Krzesimira czy Błękitną Damę z wcześniejszej rymowanki. Łagowskiej w świetny sposób udaje się ująć duchologiczną, niesamowitą aurę, która z perspektywy dzieci otacza nowe technologie pojawiające się w polskich domach w latach 90. XX wieku. Telekeks stanowi tu figurę odzwierciedlającą ponowoczesne pomieszanie się systemów poznawczych, gdy to, co wirtualne, stapia się z rzeczywistością. Z kolei Marcin Mleczak w Kołysce zabiera czytelników i czytelniczki do dystopijnej rzeczywistości, w której Rosja wygrała pierwszą wojnę światową, rozszerzyła zakres swoich wpływów w Europie i znacząco rozwinęła badania genetyczne i związane z płodnością, co poskutkowało wytworzeniem warunków co najmniej tak koszmarnych jak te ukazane w Opowieści podręcznej Margaret Atwood. Opowiadanie jest napisane zręcznie, jednak nie jestem przekonany, czy powinno znaleźć się w antologii weird fiction – elementów dziwaczności tu jak na lekarstwo.
W Lepszym świecie Artura Laisena również obecny jest motyw obaw reprodukcyjnych. Narrator żyje w swego rodzaju utopii, w której udało się poskromić biologiczny popęd ludzkości, przez co każdy człowiek ma nałożoną blokadę antykoncepcyjną. Utopia, jak to zwykle bywa, okazuje się pozorna – władzę nad światem dzierżą tajemniczy oni. Opowiadanie dotyczy kwestii ściśle łączących weird i science fiction, czyli ludzkich słabości percepcyjnych oraz wyobcowania człowieka względem bardziej od niego zaawansowanych form życia. Namysł nad naszymi możliwościami poznawczymi pojawia się także w Stanie splątanym Małgorzaty Lewandowskiej. Narratorka opowiadania pracuje w Biurze Restrukturyzacji Kolonii, gdzie pomaga innym osobom z kolonii znaleźć pracę na zamieszkałych przez człowieka planetach. W toku akcji wbrew swojej woli wplątuje się w eksperyment pewnej korporacji, polegający na splątywaniu umysłów ludzi z komputerami kwantowymi, co ma zwiększyć ludzkie możliwości poznawania i odczuwania. Autorka świetnie dawkuje napięcie i podrzuca uważnemu czytelnikowi wskazówki interpretacyjne.
Wśród spisków i sił wyższych
Motywy ukrytych spisków i tajemnych sił manipulujących rzeczywistością są obecne w weird fiction już od czasów Lovecrafta, a w najnowszych polskich realizacjach gatunku pojawiają się nierzadziej niż w tekstach Samotnika z Providence. Warto wspomnieć tu opowiadanie Spisek Guni z tomu Powrót (2014), znakomitą wiwisekcję umysłu gorączkowo poszukującego ogólnoświatowej intrygi obliczonej na zniszczenie cywilizacji. W tegorocznym SU również znalazło się parę tekstów, w których motyw spisku odegrał ważną rolę. Bohaterem Sufitu Kamila Giedrysa jest coach biznesowy, na co dzień udzielający swoim klientom wątpliwych rad dotyczących samorozwoju. Ulgę w pełnym trwóg życiu i chwilowe odegnanie depresyjnych myśli przynosi mu jedynie patrzenie w tytułowy sufit. Pewnego dnia mężczyznę odwiedza przedziwna postać, opowiadająca o dybiących na Ziemian kosmicznych nazistach z innego wymiaru, którzy za swoją siedzibę obrali pokój nad sufitem w mieszkaniu bohatera. W opowiadaniu Giedrysa granica między coachowymi bzdurkami a teoriami spiskowymi okazuje się niezwykle cienka, a całość ma raczej wydźwięk humorystyczny, co dostarcza pewnej ulgi po lekturze innych, obciążających emocjonalnie opowiadań zawartych w zbiorze. Podobną lekkością, choć na innym gruncie, cechuje się opowiadanie Echa Filipa Świerczyńskiego. To historia detektywistyczna z motywami okultystycznymi nieco podobna do poprzedniego opowiadania autora z zeszłorocznego wydania SU: w tym przypadku mamy do czynienia z tajemniczym zabójstwem, relacją dwóch naukowców (mistrza i ucznia), rozważaniami o (nie)istnieniu Boga czy księgą o praktykach okultystycznych. Teksty Świerczyńskiego odznaczają się elegancją języka, atmosferą tajemnicy i ciekawymi rozwiązaniami zagadek. Motywy okultystyczne występują również w opowiadaniu Alicji Borowik Wielogłos w mojej piwnicy, klasycznie poprowadzonej opowieści o konfrontacji z własnym ja. To historia osadzona w niepodobnej do innych kamienic – skojarzenia z Kamienicą panny Kluk Zdanowicza rodzą się same, a tekst autorki wytrzymuje to porównanie.
Teorie spiskowe – tym razem związane z nowymi technologiami i kryptydami – są ważną częścią opowiadania Dariusza Ludwinka Rosną. Spośród wszystkich tekstów w antologii to właśnie ten najbliższy jest wspomnianemu wcześniej nurtowi New Weird. Narracja jest tu bardzo mocno fragmentaryczna, osnuta wokół niespokojnego umysłu bohatera, wplątanego w różne sytuacje społeczne (z podobną migawkowością czytelnicy i czytelniczki mierzą się we Fragmentarium Krzysztofa Maciejewskiego). Istotną rolę w opowiadaniu Ludwinka odgrywają wzięte żywcem z surrealistycznych obrazów obiekty: wielka stopa czy olbrzym wyłaniający się z miasta, a poza tym anioły i wyolbrzymione ciała bohaterek. Trudno ocenić, co tu jest realistyczne, a co pochodzi ze świata snu – bardziej niż z logicznym ciągiem przyczynowo-skutkowym mamy tu do czynienia z narkonautyczną podróżą w głąb cierpiącego umysłu. To popis wyobraźni przywodzący na myśl krótką powieść Miéville’a Ostatnie dni Nowego Paryża (2016).
Ku nowym dziwacznościom
Najnowsza i ostatnia jak na razie edycja SU mimo pewnych błędów zdecydowanie utrzymała poziom swoich poprzedniczek. Co do uchybień – niestety zabrakło w tomie wstępu od redaktorów, który zwykle w świetny i przystępny sposób wprowadzał czytelniczki i czytelników w koncepcję tematyczną antologii. Pozostała tylko krótka nota Guni na skrzydełku książki. Nie ma również biogramów autorów i autorek tekstów, co nieco ograniczyło aspekt prezentowania nowych nazwisk na polu literackim. Te dwa braki sprawiły, że „próg wejścia” dla osób spoza dość małego grona odbiorców polskiego weird fiction był wyższy niż w poprzednich latach.
Za główne wyznaczniki dziwaczności służą tu niezmiennie skomplikowana narracja, deformacje przestrzenne oraz pojawiające się znikąd obiekty, warto jednak podkreślić coś jeszcze, co niezbyt często dochodziło do głosu wcześniej, a wybrzmiało mocniej (szczególnie w linii korporacyjnej) dzięki takiemu, a nie innemu kluczowi tematyczno-interpretacyjnemu: społeczno-kulturowe uwikłanie weird fiction, jego moc ukazywania w krzywym zwierciadle problemów współczesnego świata i kontestowania zastanego porządku. I choć ten konkretny projekt wydawniczy został wstrzymany, mam nadzieję, że w omawianej części polskiej grozosfery powstanie jeszcze więcej interesujących inicjatyw, a ona sama zyska nieco na widoczności.
1 Można tu wymienić między innymi Krakowski Festiwal Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju (KFASON) czy Nagrodę Literacką im. Stefana Grabińskiego.
2 Pisanie o „rozpoznawalności” antologii może wydawać się nieco dziwne w kontekście ostatecznego powodu zamrożenia projektu (czyli w odniesieniu do braku większego zainteresowania inicjatywą), chciałbym jednak podkreślić rangę, jaką miało SU w polskim środowisku grozy.
3 O powodach zawieszenia projektu informował Gunia na swoim fanpage’u na Facebooku, online: https://www.facebook.com/w.gunia/posts/pfbid09bkUNSCv4XtUDqcSLZqKxVPVRKLtxzEdvqYGnSX9emowCMsjYASuuBoYw39nMfQUl [dostęp: 24.08.2026].
4 P. Sadzik, Raporty z alei tornad, „Dwutygodnik” 2023, nr 363, online: https://www.dwutygodnik.com/artykul/10778-raporty-znbspalei-tornad.html [dostęp: 24.08.2026].
5 B. Pasiak, Paranoja jest goła, „Polityka” 16.05.2023, online: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/2212048,1,recenzja-ksiazki-lukasz-krukowski-mam-przeczucie.read [dostęp: 24.08.2026].
6 Katolog dostępny jest na stronie Instytutu Książki, online: https://www.instytutksiazki.pl/wp-content/uploads/2025/09/nbfp_catalogue_2025_165x235mm_en.pdf [dostęp: 24.08.2026].
7 A. Juchniewicz, Ćwiczenia z ciemności, „Odra” 2025, nr 12, s. 122–124.
8 Don Pedro de la Vega z Krainy Borostworów, Moje spojrzenie na „Sny umarłych” albo podziękowania dla wszystkich zaangażowanych w projekt oraz monolog o pisaniu i czytaniu, „Biały Kruk” 13.04.2026, online: https://magazyn.bialykruk.org/moje-spojrzenie-na-sny-umarlych-albo-podziekowania-dla-wszystkich-zaangazowanych-w-projekt-oraz-monolog-o-pisaniu-i-czytaniu/ [dostęp: 24.08.2026].
9 P. Budziński, Akademia dziwności, online: https://www.szczecinczyta.pl/recenzje/akademia-dziwnosci.html [dostęp: 24.08.2026].
10 Popkulcik, post z dnia 31.03.2026, online: https://www.instagram.com/p/DWihL8yjJtB/ [dostęp: 24.08.2026].
11 Można tu wymienić takie opowiadania, jak między innymi Powrót Guni z tomu o tej samej nazwie (2013), Książę kłamców Kaina ze zbioru Wszystkie grzechy korporacji Somnium (2020), Epilog do płomieni śmierci Matei z tomu Nocne (2021) czy Wieża Bielawskiego z książki Tam, gdzie najlepiej się umiera (2024).
12 Wszystkie wymienione pozycje dostępne są na stronie wydawcy. Grupa Wydawnicza Alpaka (strona domowa), online: https://www.grupawydawniczaalpaka.pl/ [dostęp: 24.08.2026]. Opowiadania weird fiction ukazywały się również w magazynach „Histeria”, „Coś na Progu” i „OkoLica Strachu”, a także, last but not least, w „Nowej Fantastyce”.
13 W Polsce z tego nurtu czerpie Szymon Stoczek w swoim zbiorze opowiadań Miasto Wszystkich Zdrowych (2021).
14 M. Świątkowski, Żelazna kurtyna polskiego pola literackiego, „Ha!art” 2025, nr 62, s. 100–114. Całość dostępna na profilu na Instagramie wydawcy, online: https://www.instagram.com/p/DSUZ_1QAjbo/?img_index=10 [dostęp: 24.08.2026].
15 Ch. Miéville, Weird fiction [w:] The Routledge Companion to Science Fiction, red. M. Bould, S. Vint, A.M. Butler, New York: Routledge, 2009, s. 513.
16 Warto tu przywołać opowiadania Thomasa Ligottiego ze zbioru My Work Is Not Yet Done (2002) oraz tom Kaina Wszystkie grzechy korporacji Somnium (2020).
17 Wyjątek stanowi tu twórczość Guni, na przykład świetne opowiadanie Przemiana Tamary D. ze zbioru Dziwne opowieści. Antologia weird fiction (2021) czy jego mikropowieść Dom Motta z tomu Dom wszystkich snów (2020).
18 K. Łagowska, Telekeks [w:] Sny umarłych 2025. Polski rocznik weird fiction, red. W. Gunia, Kraków: Wydawnictwo IX, 2025, s. 83.
