To zależy, do jakiego świata się wchodzi

W jaki spo­sób możesz zacho­wać dystans, opi­su­jąc naj­bliż­szą oso­bę, któ­rą uważ­nie obser­wu­jesz od chwi­li jej naro­dzin? Jak opi­szesz kogoś, kto poj­mu­je świat zupeł­nie ina­czej niż ty (a wła­ści­wie to zupeł­nie ina­czej niż kto­kol­wiek ci zna­ny), kto nie­ustan­nie wymy­ka się two­je­mu poj­mo­wa­niu rze­czy­wi­sto­ści? Te trud­ne pyta­nia praw­do­po­dob­nie musia­ła zada­wać sobie Eli­za Kąc­ka, gdy zaczy­na­ła pra­cę nad książ­ką Wczo­raj byłaś zła na zie­lo­no, w któ­rej opo­wie­dzia­ła o swo­ich oso­bi­stych doświad­cze­niach zwią­za­nych z wycho­wy­wa­niem nie­neu­ro­ty­po­we­go dziec­ka.

Uwzględ­nić tu trze­ba rów­nież pro­blem pisa­nia z pamię­ci, któ­ra zawsze jest do pew­ne­go stop­nia wybra­ko­wa­na, frag­men­ta­rycz­na i subiek­tyw­na. Wyda­je się, że Kąc­ka z tej potycz­ki z wła­sny­mi wspo­mnie­nia­mi wycho­dzi obron­ną ręką, z man­ka­men­tów wła­snej pamię­ci czy­ni bowiem naj­więk­szy atut. Już na samym począt­ku książ­ki szcze­rze przy­zna­je: „Wie­lu rze­czy […] nie pamię­tam. Wie­le pamię­tam za to deta­licz­nie, do zamę­cza­ją­cych gło­wę szcze­gó­łów”1 – i w ten spo­sób afir­mu­je nie­do­sko­na­łość oso­bi­ste­go wspo­mnie­nia i indy­wi­du­al­ność swo­ich prze­żyć (za jed­no z mott swo­jej książ­ki przyj­mu­je zresz­tą cytat z Vla­di­mi­ra Nabo­ko­va: „Spe­ak, Memo­ry!”2). W ten spo­sób pisar­ka zrzu­ca z sie­bie balast obiek­tyw­no­ści i rze­czo­wo­ści, a co za tym idzie – jakie­go­kol­wiek mora­li­za­tor­skie­go tonu czy „porad­ni­ko­wo­ści”, któ­rych wie­lu czy­tel­ni­ków mogło­by ocze­ki­wać, zwa­żyw­szy na tak trud­ny temat, jak życie z dziec­kiem w spek­trum auty­zmu. Wczo­raj byłaś zła na zie­lo­no ma być raczej por­tre­tem „inno­ści w obsłu­dze świa­ta” lub – jak wie­lu już zdą­ży­ło o tej książ­ce napi­sać – mani­fe­stem indy­wi­du­al­no­ści.

Znacz­nie cie­kaw­szy wyda­je mi się jed­nak spe­cy­ficz­ny spo­sób kre­acji świa­ta, dzię­ki któ­re­mu Kąc­ka ową indy­wi­du­al­ność uwi­dacz­nia: „[…] to, w czym wzię­łam udział, przy­po­mi­na­ło cza­sem dziw­ną baj­kę. Takie rze­czy pamię­tam naj­le­piej. Te opo­wia­dam”3 – wyzna­je autor­ka w jed­nym z ustę­pów swo­je­go tek­stu i rze­czy­wi­ście Wczo­raj byłaś zła na zie­lo­no w wie­lu miej­scach taką „dziw­ną baj­ką” się sta­je. Dzie­je się tak, gdy pisar­ka opo­wia­da o dłu­gich, nie­mal oni­rycz­nych spa­ce­rach po lesie (w trak­cie jed­ne­go z nich docho­dzi do spo­tka­nia z „leśnym duchem”, „cza­ro­dzie­jem na czte­rech łapach”, lisem) lub gdy w trak­cie noc­nej podró­ży samo­cho­dem z Lidz­bar­ka do War­sza­wy porów­nu­je cór­kę do baśnio­we­go stwo­rze­nia, któ­re­go nie nale­ży pod żad­nym pozo­rem zbu­dzić („Kto nie jechał autem tak ufor­ty­fi­ko­wa­nym wokół śpią­ce­go smo­ka, ten nie wie, co to pre­cy­zja ruchu”)4. Baj­ko­wość, a wraz z nią baśnio­wość, oni­rycz­ność, nie­zwy­kłość obja­wia­ją się jed­nak w powie­ści Kąc­kiej na wie­lu – czę­sto mniej oczy­wi­stych – płasz­czy­znach. Autor­ka dosko­na­le czu­je się cho­ciaż­by w cha­rak­te­ry­stycz­nym dla baśnio­wych kon­wen­cji języ­ku nie­do­po­wie­dzeń. W książ­ce nigdy nie pada praw­dzi­we imię cór­ki – zosta­je ona prze­mia­no­wa­na na „Rudą”, co budzi sko­ja­rze­nia z boha­ter­ka­mi baśni, tak­że nazy­wa­ny­mi od cech wyglą­du – za przy­kład posłu­żyć tu mogą Czer­wo­ny Kap­tu­rek (rów­nież zresz­tą zna­na ze spa­ce­ro­wa­nia po lesie) czy Śnież­ka. Nigdy też nie pada w książ­ce sło­wo „autyzm”, choć w opo­wie­ści znaj­dzie­my spo­ro prze­ja­wów nie­neu­ro­ty­po­wo­ści Rudej.

Cze­mu jed­nak owa baj­ko­wość ma we Wczo­raj byłaś zła na zie­lo­no słu­żyć? Zda­je się, że Kąc­kiej nie cho­dzi­ło po pro­stu o zaba­wę for­mą czy o grę z czy­tel­ni­kiem w sko­ja­rze­nia. Krzyw­dzą­cym uprosz­cze­niem było­by rów­nież stwier­dze­nie, że pró­bu­je ona w ten spo­sób poka­zać, jak postrze­ga rze­czy­wi­stość dziec­ko w spek­trum. Wręcz prze­ciw­nie, autor­ka wie­lo­krot­nie się od takiej inter­pre­ta­cji odci­na, pisząc, że Ruda „nigdy o baj­ki nie pro­si­ła”, „nie chce baj­ki, bo nigdy nie chcia­ła”5. Kąc­ka pod­kre­śla rów­nież wła­sne nie­zro­zu­mie­nie świa­ta wewnętrz­ne­go cór­ki: „prze­cież to nie­moż­li­we, bym musia­ła mijać się z tobą już na zawsze. […] Wej­ście wol­ne, a brak dostę­pu”6. Co wię­cej, jak mat­ka nie może prze­nik­nąć umy­słu Rudej, tak Ruda nie poj­mu­je rze­czy­wi­sto­ści mat­ki: „Nie­raz dała do zro­zu­mie­nia, że mam bilet wstę­pu do świa­ta łatwych słów i zdań. Bilet, któ­re­go jej odmó­wio­no”7.

Okładka powieści Elizy Kąckiej pod tytułem „Wczoraj byłaś zła na zielono”.
Eliza Kącka, „Wczoraj byłaś zła na zielono”, Kraków: Karakter, 2024.

Zda­je się więc, że tak napraw­dę baj­ka jest w utwo­rze bar­dziej potrzeb­na Eli­zie niż Rudej. Wyraź­nie widać to w tych frag­men­tach książ­ki, w któ­rych mat­ka pró­bu­je sobie jakoś obja­śnić, co się dzie­je w gło­wie jej cór­ki, na przy­kład gdy zasta­na­wia się, czy zabaw­ne dla Rudej sło­wo „baga­ban” jest po pro­stu „bała­ga­nem”, czy też „[…] może jest Księ­ciem Baga­ba­nem? Może lata na dywa­nie z zie­lo­ne­go poko­ju, gdzie wca­le nie bała­ga­ni­ły­śmy”8. Sko­ja­rze­nie Rudej z baj­ką poja­wia się rów­nież wte­dy, gdy Eli­za mar­twi się o cór­kę:

Zbun­to­wa­na prze­ciw naucza­niu szkol­ne­mu, snu­łam legen­dę szczę­śli­wej dzi­ko­ści. Swo­ją baj­kę o Rudej w sta­nie natu­ral­nym, prze­mie­rza­ją­cej z lisem pod­lidz­bar­skie wąwo­zy. I wie­dzia­łam, że ucie­kam w to, by ukryć lęk9.

 

A co, jeśli nie ma intru­za? […] Jeśli intruz to tyl­ko moja baj­ka o tobie, podziel­nej, osa­czo­nej od środ­ka?10

Tam, gdzie cór­ka się jej wymy­ka, Eli­za dopo­wia­da sobie wła­sną histo­rię: „Moja gło­wa i tak musi stwo­rzyć ze słów i zna­czeń osob­ny pawi­lon, by jakoś uzgod­nić nasze wcie­le­nia. A Ruda nie otwie­ra nam osob­nej baj­ki”11 – pisze. Nie ozna­cza to, że Kąc­ka (war­to dodać: lite­ra­tu­ro­znaw­czy­ni) poprzez baśnio­we kon­wen­cje i tro­py pró­bu­je inter­pre­to­wać swo­je dziec­ko. Zda­je sobie bowiem spra­wę, że taki zamiar był­by ska­za­ny na poraż­kę („prze­cież nie wymy­śli­ła­bym Rudej. To nie­wy­ko­nal­ne”)12. Nale­ża­ło­by raczej stwier­dzić, że przez obco­wa­nie z Rudą pisar­ka zaczy­na rein­ter­pre­to­wać swo­je poj­mo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści:

Jej spo­sób myśle­nia dał mi dowód ist­nie­nia inne­go świa­ta. Nie­jed­no­rod­ne­go, żywe­go, nicu­ją­ce­go nasze kate­go­rie. Baśń może być do nie­go wehi­ku­łem. Nie do świa­ta kró­le­wien, świ­nio­pa­sów i smo­ków, jak myśla­łam w dzie­ciń­stwie. Do świa­ta wyzwa­la­ją­ce­go sło­wa, poję­cia i rze­czy z reguł oswo­jo­nej gra­wi­ta­cji13.

Ruda nie jest więc twór­czy­nią baj­ko­wej rze­czy­wi­sto­ści ani jej głów­ną boha­ter­ką, ale swe­go rodza­ju „wyzwa­la­czem” nowe­go spoj­rze­nia na świat w umy­śle Kąc­kiej. Jed­no­cze­śnie – co zda­je się klu­czo­we dla zro­zu­mie­nia tej książ­ki – autor­ka nie pró­bu­je nada­wać sen­sów temu, cze­go nie jest w sta­nie prze­nik­nąć, mimo że nie­do­stęp­ność umy­słu cór­ki czę­sto bywa dla niej bole­sna. Naj­wy­raź­niej widać to w jej sto­sun­ku do Moro­uf­ków, Kra­iny Rudej – świa­ta, o któ­rym mat­ka nie mia­ła pra­wa nic wie­dzieć. Przej­mu­ją­co szcze­re jest więc mat­czy­ne wyzna­nie skie­ro­wa­ne do tej obcej jej spo­łecz­no­ści: „Nie mam żad­nych rosz­czeń. Jest mi cięż­ko. Chcia­ła­bym cza­sem o coś spy­tać”14.

W tym sen­sie baśnio­wość we Wczo­raj byłaś zła na zie­lo­no nie jest po pro­stu jakąś kon­wen­cją przy­ję­tą przez autor­kę, ale czę­ścią jej „meta­fi­zycz­nej bio­gra­fii”, jak sama Kąc­ka nazy­wa ten aspekt swo­je­go „ja” w wywia­dzie prze­pro­wa­dzo­nym przez Agniesz­kę Sowiń­ską i opu­bli­ko­wa­nym w „Dwu­ty­go­dni­ku”15. Para­dok­sal­nie, odrzu­ca­jąc więc rze­czo­wość i obiek­tyw­ność (a nawet pod pew­ny­mi wzglę­da­mi wia­ry­god­ność), pisar­ka two­rzy moż­li­wie naj­bar­dziej auten­tycz­ny i szcze­ry auto­bio­gra­ficz­ny obraz rela­cji mat­ki z cór­ką, a baśnio­wy ton oka­zu­je się tu jed­nym z twór­czych spo­so­bów odda­nia real­no­ści. Osta­tecz­nie wszyst­ko zale­ży od tego, „do jakie­go się wcho­dzi świa­ta”16, choć trze­ba się też pogo­dzić z tym, że nie do każ­de­go świa­ta ma się wstęp.

 

Tekst powstał w ramach zajęć pro­wa­dzo­nych na kie­run­ku kry­ty­ka współ­cze­sna na Wydzia­le Polo­ni­sty­ki Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go w Kra­ko­wie.

 

1 E. Kąc­ka, Wczo­raj byłaś zła na zie­lo­no, Kra­ków: Karak­ter, 2024, s. 16.

2 Tam­że, s. 5.

3 Tam­że, s. 13–14.

4 Tam­że, s. 157.

5 Tam­że, s. 276.

6 Tam­że, s. 168.

7 Tam­że, s. 263.

8 Tam­że, s. 44–45.

9 Tam­że, s. 134.

10 Tam­że, s. 169.

11 Tam­że, s. 247.

12 Tam­że, s. 17.

13 Tam­że, s. 218.

14 Tam­że, s. 286.

15 E. Kąc­ka, Wydo­by­wa­nie licha, rozm. przepr. A. Sowiń­ska, „Dwu­ty­go­dnik” 2024, nr 388, onli­ne: https://www.dwutygodnik.com/artykul/11321-wydobywanie-licha.html [dostęp: 24.03.2026].

16 Taż, Wczo­raj byłaś…, s. 228.

Marcelina Sobczak, fot. ze zbiorów autorki

– absolwentka edytorstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

Fallback Avatar

– pisarka, eseistka.

więcej →

Powiązane teksty