W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.
„Dialog”
W „Dialogu” znajdziemy interesującą sztukę Rigor Mortis autorstwa Małgorzaty Maciejewskiej, laureatki pierwszej nagrody w konkursie dramatopisarskim im. Tadeusza Różewicza. Tekst jest jedną z części Trylogii na smutne czasy. Przenosi nas do prowincjonalnego miasteczka, w którym stacjonuje oddział żołnierzy. Wprawdzie wojna się jeszcze nie toczy, ale katastrofa wisi w powietrzu. Główną bohaterką sztuki jest Lalka, samotna matka, która przeciwstawia się patriarchalnej przemocy, zamieniając swoich wojskowych prześladowców w wieprze. W Stężeniach – towarzyszącej publikacji rozmowie z Weroniką Murek – Maciejewska opowiada o wspomnianej bohaterce:
[Lalka jest – red.] postacią doświadczającą tragicznej, jednostronnej miłości – zawiedzioną przez uczucie i przez osobę, w której pokładała nie tylko nadzieję, lecz także dostrzegała pewien rodzaj autorytetu, a nawet świętości. Ta świętość zawodzi. Odrzucenie jej staje się pierwszym krokiem do osiągnięcia dojrzałości […]. Lalka zostawia za sobą wszystkie relacje: z postacią Stachury, który reprezentuje miłość wymuszoną i osadzenie; z niedojrzałą matką; z córką nad wyraz dojrzałą i świadomą, która nie pogubi się po zniknięciu matki; z wojskowymi; wreszcie z całym światem miasteczka. To wszystko są warstwy, które lalka musi zrzucić, żeby odejść wolna i spełniona w tej wolności.
O całej Trylogii na smutne czasy, w której skład poza Rigor Mortis wchodzą dramaty Feblik i Na borg, w tym samym numerze „Dialogu” pisze Zuzanna Piekarska. W tekście Patriarchatu ogniem odczynianie zauważa, że Maciejewska, podobnie jak Olga Tokarczuk w Prawieku…, opisuje w swoich sztukach przestrzenie częściowo mityczne, w których magia łączy się z realizmem obyczajowym. Nad światem przedstawionym w Rigor Mortis krąży widmo wojny, a w rezultacie – biedy, w Na borg zaś pojawiają się postaci archaniołów. Piekarska zapisuje:
Maciejewska, poprzez wprowadzanie do swoich historii elementów nadnaturalnych, zakrzywia historyczną czasoprzestrzeń i oddaje głównym bohaterkom należną im sprawiedliwość. Jednocześnie zdaje się mówić: krzywda nie podlega zapomnieniu. Krzywda zostaje, w umyśle i – przede wszystkim – w ciele. Choć każda część „Trylogii” to osobna historia, to właśnie motyw ciała, nieustannie narażonego na patriarchalną przemoc, jest ogniwem łączącym wszystkie trzy opowieści.
*
W „Dialogu” warto także zwrócić uwagę na publicystykę Marka Beylina, stałego współpracownika pisma. W felietonie Myślątka. W stronę baru autor opisuje swój niespieszny spacer po mieście. Tego rodzaju wędrowanie, cenione przez greckich perypatetyków, stanowi dla Beylina okazję do rozważań, które sam nazywa „myślątkami”. Właśnie w czasie przechadzki publicyście przypomniała się kłótnia, do której doszło między Bertoltem Brechtem a Frankiem Thiessem, znanym w czasach Republiki Weimarskiej konserwatywnym pisarzem. Sprzeczka dotyczyła kwestii związanych z tężyzną fizyczną. Beylin zapisuje:
Kobiety i mężczyźni mieli być sprawni fizycznie (w kontraście do wielkiej liczby osób okaleczonych podczas wojny i widocznych na ulicach), gibcy oraz energiczni. Wyzbyci wstydu w demonstrowaniu swej cielesności. Jednak to wyzwalanie ciała z okowów upadającej już stosowności miało też w przypadku mężczyzn konotacje ultrakonserwatywne; odwoływało się do mitycznych germańskich wojowników, którzy w nowych wcieleniach przywrócą Niemcom siłę i wielkość. W tym duchu Thiess opublikował w 1926 roku w modnym magazynie „Uhu” sesję fotograficzną wraz z komentarzem. Ubrany jedynie w miniprzepaskę na biodrach, prezentował swą umięśnioną sylwetkę w różnych pozycjach. I opowiadał, jak za sprawą boksu oraz ćwiczeń hantlami przekształcił „zmęczone wojną, osłabione chorobą ciało w superorganizm”.
Felietonista „Dialogu” wyjaśnia powody irytacji Brechta, który nie mógł zdzierżyć szczególnie jednego zapisu Thiessena: „Poeci powinni boksować, literatura byłaby w lepszej kondycji”. Oczywiście nie zdradzimy, do jakiej konkluzji doprowadziło Beylina rozmyślanie nad konfliktem między pisarzami. Niemniej warto wspomnieć, że stanął on zdecydowanie po stronie autora Opery za trzy grosze.
„Tygodnik Powszechny”
Do najnowszego numeru „Tygodnika Powszechnego” dołączono „Magazyn Conrad” – dodatek poświęcony Festiwalowi Conrada. To pierwsza odsłona tego, co wydarzy się w Krakowie między 19 a 25 października. Impreza zapowiada się naprawdę ciekawie, o czym świadczy już choćby hasło przewodnie spotkań literackich: „Nieposłuszeństwo”. Paulina Frankiewicz, dyrektorka programowa tego wydarzenia, przypomina:
„Buntuję się, więc jesteśmy”, pisał w „Człowieku zbuntowanym” Albert Camus, by podkreślić, że zaczynające się od pojedynczego ruchu myśli nieposłuszeństwo ma sens jako akt zwrócony w kierunku wspólnoty. Choć wyizolowany społecznie bunt jest możliwy, częściej bywa okupiony frustracją i zatrzymuje się na gniewie. Wspólnota budowana na literaturze pozwala natomiast spotkać się ludziom w poprzek społecznych, politycznych, genderowych, wiekowych i wszelkich innych podziałów.
W dodatku do tygodnika znajdziemy również zapis dyskusji Łukasza Lamży z Jackiem Dukajem. Rozmawiają oni o buncie przeciwko maszynom, a także zastanawiają się nad tym, czy człowiek kiedyś będzie pracował dla robota AI i czy czeka nas przyszłość bez ludzi zniewolonych i zniewalających. Z kolei Piotr Siemion pisze o książce Wszystko to zbyt małe Bekki Rothfeld. Amerykańska krytyczka literacka i felietonistka rozważa, czy powinniśmy dążyć do osiągnięcia stanu obfitości, a wręcz nadmiaru. Nie ma przy tym na myśli konsumpcjonizmu, lecz raje estetyczne i obyczajowe, słowem – obfitość życia. Siemion zapisuje:
Rothfeld uważa, że jeśli chcemy zachować człowieczeństwo, w praktyce nie mamy wyboru. Odwrotnością takiego nadmiaru jest bowiem jałowa pustka, jakże powszechna w naszych czasach. Obecna w aseptycznych domach, gdzie próżno szukać miłego nieładu i mrocznych zakamarków. W naszych głowach, zgodnie z nakazami rozmaitych guru, by drogą uważności opróżnić je ze splątanych myśli, trudnych emocji czy niepokojących obsesji. Ta sama pustka, która tymczasem zakradła się nie tylko do biur, lecz, co gorsza, także do naszych sypialni, w których wszystko, co robimy, ma być z góry uzgodnione i przewidywalne. Pustka bijąca ze stronic wielu współczesnych powieści, w których nijakie bohaterki wpatrują się tępo w swoje nijakie życie.
We wspomnianym dodatku możemy przeczytać również tekst Magdaleny Koch dotyczący fotografii oraz zapisy Agnieszki Wenderskiej poświęcone irańskiej twórczyni Mahsie Mohebali. Wszystko to sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy festiwalowych spotkań.
*
W Zamku Królewskim na Wawelu i w krakowskim Bunkrze Sztuki mogliśmy niedawno oglądać obrazy Łukasza Stokłosy. Wciąż są one prezentowane w Zamku Królewskim w Warszawie. W rozmowie z Jackiem Taranem – Przyszłość już była – Stokłosa mówi o tym, kiedy i gdzie powstają jego nasycone mrokiem prace, opowiada także o znaczeniu, jakie ma dla niego moment zmierzchu:
Moment zmierzchu, czyli sytuacja „pomiędzy”: coś się skończyło, a nowe jeszcze się nie zaczęło. Miejsca i przedmioty, które maluję, są w pewnym zawieszeniu. Kiedyś miały konkretne funkcje, a dziś są ich pozbawione. Są jednocześnie żywe i nieżywe – nadal funkcjonują, ale nie tak, jak zostały zaplanowane i stworzone. Myślę, że z tego bierze się to gasnące światło w obrazach. One są po prostu przygaszone. Zresztą coraz bardziej akceptuję to, że pewne decyzje są intuicyjne i nie muszę ich do końca wyjaśniać ani analizować. Intuicyjnie wybieram taką konwencję i pozwalam jej wybrzmieć.
Wcześniej na obrazach Łukasza Stokłosy często pojawiały się motywy erotyczne. W nowszych pracach tego artysty są one nadal obecne, choć wykorzystywane rzadziej; zostały bowiem zdominowane przez wątki historyczne. Jednak w malarstwie tego autora wciąż nie brakuje odniesień queerowych – na przykład w scenach przedstawiających św. Sebastiana. Stokłosa opowiada:
Tym świętym zajmowałem się podczas pracy nad dyplomem w Akademii Sztuk Pięknych w 2010 roku. Tytuł pracy brzmiał: „Śmierć i pożądanie. Motyw świętego Sebastiana w kulturze i sztuce”. Badałem, dlaczego postać Sebastiana stała się gejowską ikoną i skąd jej popularność w tym fragmencie popkultury. Przyglądałem się też historii tego motywu, sięgając do „Złotej legendy” i analizując, jak kształtowała się jego recepcja.
„Notatnik Literacki”
W rozmowie otwierającej numer – Po pierwsze: nie obrażać się na rzeczywistość – Ireneusz Grin rozmawia z Mariuszem Szczygłem o publicznym wizerunku pisarzy, o kwestiach związanych ze społecznym wymiarem roli twórcy, a także o literaturze współczesnej – jej bolączkach, mocnych stronach i przewidywanych ścieżkach, którymi ta może podążyć. Grin, nawiązując do wypowiedzi Kingi Dunin (z poprzedniego numeru tego czasopisma), eksploatowanie przez autorów i autorki motywów trudnego dzieciństwa, chorób, przeżyć i problemów nazywa „bebechorealizmem” (określenie Roberta Bolaña) i zastanawia się nad obecnością tego zabiegu w sferze reportażu. Szczygieł przyznaje, że liczba publikowanych utworów o tematyce osobistej, czyli tak zwanych autoreportaży, stale wzrasta – niestety w przypadku znacznej części z nich wyzwania związane z gatunkiem okazują się nie do pokonania (choćby pod względem językowym). Dziennikarz mówi:
Jeśli te propozycje nie noszą znamion wybitności, to mam z nimi problem. Ja jestem z trochę innej szkoły reportażu – tej, zgodnie z którą reporter ma się przyglądać rzeczywistości, nie wychodząc z cienia. Tego nas uczyły i Szejnert, i Krall. Inspirowały nas, tłumacząc, że autor, autorka, reporter, reporterka muszą pozostać w tle, a jego czy jej zadaniem jest badanie świata.
Szczygieł wprawdzie diagnozuje zjawisko, nie podejmuje się jednak jego oceny. Sam przyznaje, że przez napisanie reportażu Nie ma próbował rozprawić się z osobistą stratą partnera. Dodaje:
W koncepcie mojej książki „Nie ma” mieszczą się zażenowanie, skrępowanie i wstyd, wynikające właśnie z tego, że piszę o sobie.
Kwestia pisania, a także blokady twórczej i różnych sposobów na jej przezwyciężanie to wątki kilkakrotnie powracające w rozmowie Grina ze Szczygłem. Można różnie oceniać wybory Szczygła i jego postawę nieobrażania się na świat, czasem związaną z niewygodnymi – dla niektórych pisarzy i pisarek wręcz nieakceptowalnymi – decyzjami, ale na pewno jest to zagadnienie warte głębszej refleksji.
*
Motywem przewodnim najnowszego numeru „Notatnika…” są festiwale literackie. W kwartalniku znalazły się więc teksty poświęcone historii festiwali, ich ewolucji, źródłom finansowania, zmieniającej się grupie odbiorców, a także kwestiom społecznego uzasadnienia cyklicznej organizacji podobnych przedsięwzięć. O ile tradycyjnie rozumiane festiwale literackie, kojarzone głównie ze skupieniem się na prozie i z wyrazistszym profilem (by wymienić choćby festiwale kryminału czy poezji), mają ugruntowaną pozycję, o tyle w przypadku festiwali fantastyki mamy do czynienia z nieco inną sytuacją. Inicjatorzy tych ostatnich wciąż walczą o osobny status organizowanych przedsięwzięć oraz o społeczne dostrzeżenie znaczenia tych eventów dla literatury. Michał Szymański w tekście Od fanów dla fanów albo krótka rozprawa o festiwalach fantastyki przedstawia historię tego zjawiska: od fandomu („dla czytelników fantastyki – zjawiska wręcz definiującego, bez którego historia […] [fantastyki – red.] potoczyłaby się zupełnie inaczej”) przez konwenty aż po dzisiejsze festiwale (jak choćby poznański), gromadzące ponad sześćdziesiąt tysięcy uczestników. O wymiarze literackim festiwalu organizowanego w czasie Międzynarodowych Targów Poznańskich autor pisze następująco:
uczciwie będzie przyznać, że literatura już od lat nie jest głównym punktem w programie Pyrkonu, choć nadal pozostaje punktem ważnym. […] [J]ednocześnie dla wszystkich stało się jasne, że książki nie mogą konkurować atrakcyjnością wizualną z ogromną strefą gier wideo, konkursem tańca na scenie głównej czy Strefą Wiosek Fantastycznych.
Pyrkon jaskrawo ilustruje omawiane zmiany, lecz Szymański wskazuje również inne przykłady. Opowiada o literackim wymiarze Polkonu (Ogólnopolskiego Konwentu Miłośników Fantastyki), który mimo nieuchronnych zmian pokoleniowych zachodzących w środowisku organizatorów i uczestników nadal skupia się na literaturze. Autor tekstu wspomina także o randze mniejszych imprez, takich jak Zjava i Bazyliszek w Warszawie, Falkon w Lublinie czy RawiKon w Rawiczu. Nie dokonuje głębszej analizy, za to pisze o sprawie niezwykle ważnej – o egalitarności tego typu imprez. W podsumowaniu zaś zostawia nas z pytaniem:
Czy powinniśmy włożyć więcej energii w podtrzymywanie naszych tradycji i przekazywanie ich kolejnemu pokoleniu, czy lepiej iść z duchem czasu i dostosować się do nowych standardów, napływających na konwenty wraz z poszerzaniem się ich grupy docelowej?
„Czas Kultury”
Najnowszy numer „Czasu Kultury” został w całości poświęcony tematowi ciszy. Wielu autorów uznaje milczenie za środek ekspresji artystycznej, wyraz oporu, troski czy uwagi, lecz niektórzy w rozważaniach nad ciszą skupiają się na opisie przestrzeni miejskich i wyzwań stojących przed aglomeracjami. Justyna Anders-Morawska analizuje ciszę jako usługę ekosystemową. W tekście Cena i wartość ciszy w mieście najpierw porusza kwestię znaczenia i wartości tytułowego zjawiska, następnie pokazuje, jak funkcjonuje ono na poziomie praktyk i regulacji. Autorka proponuje odbiorcom tekstu namysł nad „możliwością odzyskania ciszy jako dobra wspólnego”. Podkreśla, że zarówno na Zachodzie, jak i w innych rejonach świata cisza stała się dobrem luksusowym. Zapisuje:
Jej wartość, choć odczuwana i deklarowana, ostatecznie jest przedmiotem wyceny, reglamentacji […]. Cisza przestaje być relacyjnym doświadczeniem obecności i współbycia, a staje się towarem – elementem strategii marketingowych, fikcją wpisaną w nazwę inwestycji, przestrzenią ekskluzywną.
Wnikliwą analizę teoretyczną Anders-Morawska uzupełnia konkretami – przygląda się na przykład praktykom firm deweloperskich (manipulacjom związanym ze sprzedażą nieruchomości położonych w pobliżu cichych lokalizacji) i skutkom ograniczeń wprowadzonych w czasie pandemii COVID-19 (spadkowi poziomu ciśnienia akustycznego w miastach). W rezultacie proponuje prawne i systemowe rozwiązania, by „stworzyć bardziej sprawiedliwe formy życia miejskiego”.
*
Maja Rup w tekście O zanieczyszczeniu sztucznym światłem. Omówienie „Manifestu ciemności” Johana Eklöfa porusza wciąż lekceważony temat szkodliwego wpływu rozwoju przemysłu na środowisko naturalne. Za przewodnika po swoich rozważaniach obiera Johana Eklöfa, doktora zoologii i pisarza. Rup wprawdzie wskazuje na pewną chaotyczność jego wywodu (punktuje brak „wpisania omawianego problemu w szerszy kontekst systemu”), lecz uznaje, że w Manifeście… omawiane zjawisko ma równie duże znaczenie jak kwestie skażenia powietrza czy zanieczyszczenia środowiska dźwiękiem. Autorka zapisuje:
„Manifest ciemności” nie jest […] sentymentalną opowieścią gloryfikującą utracony stan z przeszłości – Eklöf ma świadomość nieodwracalności zachodzących zmian, które wynikają z rozwoju technologii i przemian cywilizacyjnych, i stara się raczej nagłośnić problem, wskazując potencjalne, kompromisowe rozwiązania.
Miejmy nadzieję, że niepokojąca sytuacja ulegnie poprawie, a grono czytelników książki Eklöfa obejmie nie tylko specjalistów zajmujących się tym tematem.