Prasówka (1 maja 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Dialog”

W „Dia­lo­gu” znaj­dzie­my inte­re­su­ją­cą sztu­kę Rigor Mor­tis autor­stwa Mał­go­rza­ty Macie­jew­skiej, lau­re­at­ki pierw­szej nagro­dy w kon­kur­sie dra­ma­to­pi­sar­skim im. Tade­usza Róże­wi­cza. Tekst jest jed­ną z czę­ści Try­lo­gii na smut­ne cza­sy. Prze­no­si nas do pro­win­cjo­nal­ne­go mia­stecz­ka, w któ­rym sta­cjo­nu­je oddział żoł­nie­rzy. Wpraw­dzie woj­na się jesz­cze nie toczy, ale kata­stro­fa wisi w powie­trzu. Głów­ną boha­ter­ką sztu­ki jest Lal­ka, samot­na mat­ka, któ­ra prze­ciw­sta­wia się patriar­chal­nej prze­mo­cy, zamie­nia­jąc swo­ich woj­sko­wych prze­śla­dow­ców w wie­prze. W Stę­że­niach – towa­rzy­szą­cej publi­ka­cji roz­mo­wie z Wero­ni­ką Murek – Macie­jew­ska opo­wia­da o wspo­mnia­nej boha­ter­ce:

[Lal­ka jest – red.] posta­cią doświad­cza­ją­cą tra­gicz­nej, jed­no­stron­nej miło­ści – zawie­dzio­ną przez uczu­cie i przez oso­bę, w któ­rej pokła­da­ła nie tyl­ko nadzie­ję, lecz tak­że dostrze­ga­ła pewien rodzaj auto­ry­te­tu, a nawet świę­to­ści. Ta świę­tość zawo­dzi. Odrzu­ce­nie jej sta­je się pierw­szym kro­kiem do osią­gnię­cia doj­rza­ło­ści […]. Lal­ka zosta­wia za sobą wszyst­kie rela­cje: z posta­cią Sta­chu­ry, któ­ry repre­zen­tu­je miłość wymu­szo­ną i osa­dze­nie; z nie­doj­rza­łą mat­ką; z cór­ką nad wyraz doj­rza­łą i świa­do­mą, któ­ra nie pogu­bi się po znik­nię­ciu mat­ki; z woj­sko­wy­mi; wresz­cie z całym świa­tem mia­stecz­ka. To wszyst­ko są war­stwy, któ­re lal­ka musi zrzu­cić, żeby odejść wol­na i speł­nio­na w tej wol­no­ści.

O całej Try­lo­gii na smut­ne cza­sy, w któ­rej skład poza Rigor Mor­tis wcho­dzą dra­ma­ty FeblikNa borg, w tym samym nume­rze „Dia­lo­gu” pisze Zuzan­na Pie­kar­ska. W tek­ście Patriar­cha­tu ogniem odczy­nia­nie zauwa­ża, że Macie­jew­ska, podob­nie jak Olga Tokar­czuk w Pra­wie­ku…, opi­su­je w swo­ich sztu­kach prze­strze­nie czę­ścio­wo mitycz­ne, w któ­rych magia łączy się z reali­zmem oby­cza­jo­wym. Nad świa­tem przed­sta­wio­nym w Rigor Mor­tis krą­ży wid­mo woj­ny, a w rezul­ta­cie – bie­dy, w Na borg zaś poja­wia­ją się posta­ci archa­nio­łów. Pie­kar­ska zapi­su­je:

Macie­jew­ska, poprzez wpro­wa­dza­nie do swo­ich histo­rii ele­men­tów nad­na­tu­ral­nych, zakrzy­wia histo­rycz­ną cza­so­prze­strzeń i odda­je głów­nym boha­ter­kom należ­ną im spra­wie­dli­wość. Jed­no­cze­śnie zda­je się mówić: krzyw­da nie pod­le­ga zapo­mnie­niu. Krzyw­da zosta­je, w umy­śle i – przede wszyst­kim – w cie­le. Choć każ­da część „Try­lo­gii” to osob­na histo­ria, to wła­śnie motyw cia­ła, nie­ustan­nie nara­żo­ne­go na patriar­chal­ną prze­moc, jest ogni­wem łączą­cym wszyst­kie trzy opo­wie­ści.

*

W „Dia­lo­gu” war­to tak­że zwró­cić uwa­gę na publi­cy­sty­kę Mar­ka Bey­li­na, sta­łe­go współ­pra­cow­ni­ka pisma. W felie­to­nie Myśląt­ka. W stro­nę baru autor opi­su­je swój nie­spiesz­ny spa­cer po mie­ście. Tego rodza­ju wędro­wa­nie, cenio­ne przez grec­kich pery­pa­te­ty­ków, sta­no­wi dla Bey­li­na oka­zję do roz­wa­żań, któ­re sam nazy­wa „myśląt­ka­mi”. Wła­śnie w cza­sie prze­chadz­ki publi­cy­ście przy­po­mnia­ła się kłót­nia, do któ­rej doszło mię­dzy Ber­tol­tem Brech­tem a Fran­kiem Thies­sem, zna­nym w cza­sach Repu­bli­ki Weimar­skiej kon­ser­wa­tyw­nym pisa­rzem. Sprzecz­ka doty­czy­ła kwe­stii zwią­za­nych z tęży­zną fizycz­ną. Bey­lin zapi­su­je:

Kobie­ty i męż­czyź­ni mie­li być spraw­ni fizycz­nie (w kon­tra­ście do wiel­kiej licz­by osób oka­le­czo­nych pod­czas woj­ny i widocz­nych na uli­cach), gib­cy oraz ener­gicz­ni. Wyzby­ci wsty­du w demon­stro­wa­niu swej cie­le­sno­ści. Jed­nak to wyzwa­la­nie cia­ła z oko­wów upa­da­ją­cej już sto­sow­no­ści mia­ło też w przy­pad­ku męż­czyzn kono­ta­cje ultra­kon­ser­wa­tyw­ne; odwo­ły­wa­ło się do mitycz­nych ger­mań­skich wojow­ni­ków, któ­rzy w nowych wcie­le­niach przy­wró­cą Niem­com siłę i wiel­kość. W tym duchu Thiess opu­bli­ko­wał w 1926 roku w mod­nym maga­zy­nie „Uhu” sesję foto­gra­ficz­ną wraz z komen­ta­rzem. Ubra­ny jedy­nie w mini­prze­pa­skę na bio­drach, pre­zen­to­wał swą umię­śnio­ną syl­wet­kę w róż­nych pozy­cjach. I opo­wia­dał, jak za spra­wą bok­su oraz ćwi­czeń han­tla­mi prze­kształ­cił „zmę­czo­ne woj­ną, osła­bio­ne cho­ro­bą cia­ło w super­or­ga­nizm”.

Felie­to­ni­sta „Dia­lo­gu” wyja­śnia powo­dy iry­ta­cji Brech­ta, któ­ry nie mógł zdzier­żyć szcze­gól­nie jed­ne­go zapi­su Thies­se­na: „Poeci powin­ni bok­so­wać, lite­ra­tu­ra była­by w lep­szej kon­dy­cji”. Oczy­wi­ście nie zdra­dzi­my, do jakiej kon­klu­zji dopro­wa­dzi­ło Bey­li­na roz­my­śla­nie nad kon­flik­tem mię­dzy pisa­rza­mi. Nie­mniej war­to wspo­mnieć, że sta­nął on zde­cy­do­wa­nie po stro­nie auto­ra Ope­ry za trzy gro­sze.

Okładka miesięcznika poświęconego dramaturgii współczesnej pod tytułem „Dialog”. 2026, nr 3.
„Dialog” 2026, nr 3.

„Tygodnik Powszechny”

Do naj­now­sze­go nume­ru „Tygo­dni­ka Powszech­ne­go” dołą­czo­no „Maga­zyn Con­rad” – doda­tek poświę­co­ny Festi­wa­lo­wi Con­ra­da. To pierw­sza odsło­na tego, co wyda­rzy się w Kra­ko­wie mię­dzy 19 a 25 paź­dzier­ni­ka. Impre­za zapo­wia­da się napraw­dę cie­ka­wie, o czym świad­czy już choć­by hasło prze­wod­nie spo­tkań lite­rac­kich: „Nie­po­słu­szeń­stwo”. Pau­li­na Fran­kie­wicz, dyrek­tor­ka pro­gra­mo­wa tego wyda­rze­nia, przy­po­mi­na:

„Bun­tu­ję się, więc jeste­śmy”, pisał w „Czło­wie­ku zbun­to­wa­nym” Albert Camus, by pod­kre­ślić, że zaczy­na­ją­ce się od poje­dyn­cze­go ruchu myśli nie­po­słu­szeń­stwo ma sens jako akt zwró­co­ny w kie­run­ku wspól­no­ty. Choć wyizo­lo­wa­ny spo­łecz­nie bunt jest moż­li­wy, czę­ściej bywa oku­pio­ny fru­stra­cją i zatrzy­mu­je się na gnie­wie. Wspól­no­ta budo­wa­na na lite­ra­tu­rze pozwa­la nato­miast spo­tkać się ludziom w poprzek spo­łecz­nych, poli­tycz­nych, gen­de­ro­wych, wie­ko­wych i wszel­kich innych podzia­łów.

W dodat­ku do tygo­dni­ka znaj­dzie­my rów­nież zapis dys­ku­sji Łuka­sza Lam­ży z Jac­kiem Duka­jem. Roz­ma­wia­ją oni o bun­cie prze­ciw­ko maszy­nom, a tak­że zasta­na­wia­ją się nad tym, czy czło­wiek kie­dyś będzie pra­co­wał dla robo­ta AI i czy cze­ka nas przy­szłość bez ludzi znie­wo­lo­nych i znie­wa­la­ją­cych. Z kolei Piotr Sie­mion pisze o książ­ce Wszyst­ko to zbyt małe Bek­ki Roth­feld. Ame­ry­kań­ska kry­tycz­ka lite­rac­ka i felie­to­nist­ka roz­wa­ża, czy powin­ni­śmy dążyć do osią­gnię­cia sta­nu obfi­to­ści, a wręcz nad­mia­ru. Nie ma przy tym na myśli kon­sump­cjo­ni­zmu, lecz raje este­tycz­ne i oby­cza­jo­we, sło­wem – obfi­tość życia. Sie­mion zapi­su­je:

Roth­feld uwa­ża, że jeśli chce­my zacho­wać czło­wie­czeń­stwo, w prak­ty­ce nie mamy wybo­ru. Odwrot­no­ścią takie­go nad­mia­ru jest bowiem jało­wa pust­ka, jak­że powszech­na w naszych cza­sach. Obec­na w asep­tycz­nych domach, gdzie próż­no szu­kać miłe­go nie­ła­du i mrocz­nych zaka­mar­ków. W naszych gło­wach, zgod­nie z naka­za­mi roz­ma­itych guru, by dro­gą uważ­no­ści opróż­nić je ze splą­ta­nych myśli, trud­nych emo­cji czy nie­po­ko­ją­cych obse­sji. Ta sama pust­ka, któ­ra tym­cza­sem zakra­dła się nie tyl­ko do biur, lecz, co gor­sza, tak­że do naszych sypial­ni, w któ­rych wszyst­ko, co robi­my, ma być z góry uzgod­nio­ne i prze­wi­dy­wal­ne. Pust­ka biją­ca ze stro­nic wie­lu współ­cze­snych powie­ści, w któ­rych nija­kie boha­ter­ki wpa­tru­ją się tępo w swo­je nija­kie życie.

We wspo­mnia­nym dodat­ku może­my prze­czy­tać rów­nież tekst Mag­da­le­ny Koch doty­czą­cy foto­gra­fii oraz zapi­sy Agniesz­ki Wen­der­skiej poświę­co­ne irań­skiej twór­czy­ni Mah­sie Mohe­ba­li. Wszyst­ko to spra­wia, że z nie­cier­pli­wo­ścią ocze­ku­je­my festi­wa­lo­wych spo­tkań.

*

W Zam­ku Kró­lew­skim na Wawe­lu i w kra­kow­skim Bun­krze Sztu­ki mogli­śmy nie­daw­no oglą­dać obra­zy Łuka­sza Sto­kło­sy. Wciąż są one pre­zen­to­wa­ne w Zam­ku Kró­lew­skim w War­sza­wie. W roz­mo­wie z Jac­kiem Tara­nem – Przy­szłość już była – Sto­kło­sa mówi o tym, kie­dy i gdzie powsta­ją jego nasy­co­ne mro­kiem pra­ce, opo­wia­da tak­że o zna­cze­niu, jakie ma dla nie­go moment zmierz­chu:

Moment zmierz­chu, czy­li sytu­acja „pomię­dzy”: coś się skoń­czy­ło, a nowe jesz­cze się nie zaczę­ło. Miej­sca i przed­mio­ty, któ­re malu­ję, są w pew­nym zawie­sze­niu. Kie­dyś mia­ły kon­kret­ne funk­cje, a dziś są ich pozba­wio­ne. Są jed­no­cze­śnie żywe i nie­ży­we – nadal funk­cjo­nu­ją, ale nie tak, jak zosta­ły zapla­no­wa­ne i stwo­rzo­ne. Myślę, że z tego bie­rze się to gasną­ce świa­tło w obra­zach. One są po pro­stu przy­ga­szo­ne. Zresz­tą coraz bar­dziej akcep­tu­ję to, że pew­ne decy­zje są intu­icyj­ne i nie muszę ich do koń­ca wyja­śniać ani ana­li­zo­wać. Intu­icyj­nie wybie­ram taką kon­wen­cję i pozwa­lam jej wybrzmieć.

Wcze­śniej na obra­zach Łuka­sza Sto­kło­sy czę­sto poja­wia­ły się moty­wy ero­tycz­ne. W now­szych pra­cach tego arty­sty są one nadal obec­ne, choć wyko­rzy­sty­wa­ne rza­dziej; zosta­ły bowiem zdo­mi­no­wa­ne przez wąt­ki histo­rycz­ne. Jed­nak w malar­stwie tego auto­ra wciąż nie bra­ku­je odnie­sień queero­wych – na przy­kład w sce­nach przed­sta­wia­ją­cych św. Seba­stia­na. Sto­kło­sa opo­wia­da:

Tym świę­tym zaj­mo­wa­łem się pod­czas pra­cy nad dyplo­mem w Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych w 2010 roku. Tytuł pra­cy brzmiał: „Śmierć i pożą­da­nie. Motyw świę­te­go Seba­stia­na w kul­tu­rze i sztu­ce”. Bada­łem, dla­cze­go postać Seba­stia­na sta­ła się gejow­ską iko­ną i skąd jej popu­lar­ność w tym frag­men­cie popkul­tu­ry. Przy­glą­da­łem się też histo­rii tego moty­wu, się­ga­jąc do „Zło­tej legen­dy” i ana­li­zu­jąc, jak kształ­to­wa­ła się jego recep­cja.

Okładka czasopisma pod tytułem „Tygodnik Powszechny” 2026, nr 18.
„Tygodnik Powszechny” 2026, nr 18.

„Notatnik Literacki”

W roz­mo­wie otwie­ra­ją­cej numer – Po pierw­sze: nie obra­żać się na rze­czy­wi­stość – Ire­ne­usz Grin roz­ma­wia z Mariu­szem Szczy­głem o publicz­nym wize­run­ku pisa­rzy, o kwe­stiach zwią­za­nych ze spo­łecz­nym wymia­rem roli twór­cy, a tak­że o lite­ra­tu­rze współ­cze­snej – jej bolącz­kach, moc­nych stro­nach i prze­wi­dy­wa­nych ścież­kach, któ­ry­mi ta może podą­żyć. Grin, nawią­zu­jąc do wypo­wie­dzi Kin­gi Dunin (z poprzed­nie­go nume­ru tego cza­so­pi­sma), eks­plo­ato­wa­nie przez auto­rów i autor­ki moty­wów trud­ne­go dzie­ciń­stwa, cho­rób, prze­żyć i pro­ble­mów nazy­wa „bebe­cho­re­ali­zmem” (okre­śle­nie Rober­ta Bola­ña) i zasta­na­wia się nad obec­no­ścią tego zabie­gu w sfe­rze repor­ta­żu. Szczy­gieł przy­zna­je, że licz­ba publi­ko­wa­nych utwo­rów o tema­ty­ce oso­bi­stej, czy­li tak zwa­nych auto­re­por­ta­ży, sta­le wzra­sta – nie­ste­ty w przy­pad­ku znacz­nej czę­ści z nich wyzwa­nia zwią­za­ne z gatun­kiem oka­zu­ją się nie do poko­na­nia (choć­by pod wzglę­dem języ­ko­wym). Dzien­ni­karz mówi:

Jeśli te pro­po­zy­cje nie noszą zna­mion wybit­no­ści, to mam z nimi pro­blem. Ja jestem z tro­chę innej szko­ły repor­ta­żu – tej, zgod­nie z któ­rą repor­ter ma się przy­glą­dać rze­czy­wi­sto­ści, nie wycho­dząc z cie­nia. Tego nas uczy­ły i Szej­nert, i Krall. Inspi­ro­wa­ły nas, tłu­ma­cząc, że autor, autor­ka, repor­ter, repor­ter­ka muszą pozo­stać w tle, a jego czy jej zada­niem jest bada­nie świa­ta.

Szczy­gieł wpraw­dzie dia­gno­zu­je zja­wi­sko, nie podej­mu­je się jed­nak jego oce­ny. Sam przy­zna­je, że przez napi­sa­nie repor­ta­żu Nie ma pró­bo­wał roz­pra­wić się z oso­bi­stą stra­tą part­ne­ra. Doda­je:

W kon­cep­cie mojej książ­ki „Nie ma” miesz­czą się zaże­no­wa­nie, skrę­po­wa­nie i wstyd, wyni­ka­ją­ce wła­śnie z tego, że piszę o sobie.

Kwe­stia pisa­nia, a tak­że blo­ka­dy twór­czej i róż­nych spo­so­bów na jej prze­zwy­cię­ża­nie to wąt­ki kil­ka­krot­nie powra­ca­ją­ce w roz­mo­wie Gri­na ze Szczy­głem. Moż­na róż­nie oce­niać wybo­ry Szczy­gła i jego posta­wę nie­obra­ża­nia się na świat, cza­sem zwią­za­ną z nie­wy­god­ny­mi – dla nie­któ­rych pisa­rzy i pisa­rek wręcz nie­ak­cep­to­wal­ny­mi – decy­zja­mi, ale na pew­no jest to zagad­nie­nie war­te głęb­szej reflek­sji.

*

Moty­wem prze­wod­nim naj­now­sze­go nume­ru „Notat­ni­ka…” są festi­wa­le lite­rac­kie. W kwar­tal­ni­ku zna­la­zły się więc tek­sty poświę­co­ne histo­rii festi­wa­li, ich ewo­lu­cji, źró­dłom finan­so­wa­nia, zmie­nia­ją­cej się gru­pie odbior­ców, a tak­że kwe­stiom spo­łecz­ne­go uza­sad­nie­nia cyklicz­nej orga­ni­za­cji podob­nych przed­się­wzięć. O ile tra­dy­cyj­nie rozu­mia­ne festi­wa­le lite­rac­kie, koja­rzo­ne głów­nie ze sku­pie­niem się na pro­zie i z wyra­zist­szym pro­fi­lem (by wymie­nić choć­by festi­wa­le kry­mi­na­łu czy poezji), mają ugrun­to­wa­ną pozy­cję, o tyle w przy­pad­ku festi­wa­li fan­ta­sty­ki mamy do czy­nie­nia z nie­co inną sytu­acją. Ini­cja­to­rzy tych ostat­nich wciąż wal­czą o osob­ny sta­tus orga­ni­zo­wa­nych przed­się­wzięć oraz o spo­łecz­ne dostrze­że­nie zna­cze­nia tych even­tów dla lite­ra­tu­ry. Michał Szy­mań­ski w tek­ście Od fanów dla fanów albo krót­ka roz­pra­wa o festi­wa­lach fan­ta­sty­ki przed­sta­wia histo­rię tego zja­wi­ska: od fan­do­mu („dla czy­tel­ni­ków fan­ta­sty­ki – zja­wi­ska wręcz defi­niu­ją­ce­go, bez któ­re­go histo­ria […] [fan­ta­sty­ki – red.] poto­czy­ła­by się zupeł­nie ina­czej”) przez kon­wen­ty aż po dzi­siej­sze festi­wa­le (jak choć­by poznań­ski), gro­ma­dzą­ce ponad sześć­dzie­siąt tysię­cy uczest­ni­ków. O wymia­rze lite­rac­kim festi­wa­lu orga­ni­zo­wa­ne­go w cza­sie Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gów Poznań­skich autor pisze nastę­pu­ją­co:

uczci­wie będzie przy­znać, że lite­ra­tu­ra już od lat nie jest głów­nym punk­tem w pro­gra­mie Pyr­ko­nu, choć nadal pozo­sta­je punk­tem waż­nym. […] [J]ednocześnie dla wszyst­kich sta­ło się jasne, że książ­ki nie mogą kon­ku­ro­wać atrak­cyj­no­ścią wizu­al­ną z ogrom­ną stre­fą gier wideo, kon­kur­sem tań­ca na sce­nie głów­nej czy Stre­fą Wio­sek Fan­ta­stycz­nych.

Pyr­kon jaskra­wo ilu­stru­je oma­wia­ne zmia­ny, lecz Szy­mań­ski wska­zu­je rów­nież inne przy­kła­dy. Opo­wia­da o lite­rac­kim wymia­rze Polko­nu (Ogól­no­pol­skie­go Kon­wen­tu Miło­śni­ków Fan­ta­sty­ki), któ­ry mimo nie­uchron­nych zmian poko­le­nio­wych zacho­dzą­cych w śro­do­wi­sku orga­ni­za­to­rów i uczest­ni­ków nadal sku­pia się na lite­ra­tu­rze. Autor tek­stu wspo­mi­na tak­że o ran­dze mniej­szych imprez, takich jak Zja­va i Bazy­li­szek w War­sza­wie, Fal­kon w Lubli­nie czy Rawi­Kon w Rawi­czu. Nie doko­nu­je głęb­szej ana­li­zy, za to pisze o spra­wie nie­zwy­kle waż­nej – o ega­li­tar­no­ści tego typu imprez. W pod­su­mo­wa­niu zaś zosta­wia nas z pyta­niem:

Czy powin­ni­śmy wło­żyć wię­cej ener­gii w pod­trzy­my­wa­nie naszych tra­dy­cji i prze­ka­zy­wa­nie ich kolej­ne­mu poko­le­niu, czy lepiej iść z duchem cza­su i dosto­so­wać się do nowych stan­dar­dów, napły­wa­ją­cych na kon­wen­ty wraz z posze­rza­niem się ich gru­py doce­lo­wej?

Okładka czasopisma „Notatnik Literacki” 2026, nr 1.
„Notatnik Literacki” 2026, nr 1.

„Czas Kultury”

Naj­now­szy numer „Cza­su Kul­tu­ry” został w cało­ści poświę­co­ny tema­to­wi ciszy. Wie­lu auto­rów uzna­je mil­cze­nie za śro­dek eks­pre­sji arty­stycz­nej, wyraz opo­ru, tro­ski czy uwa­gi, lecz nie­któ­rzy w roz­wa­ża­niach nad ciszą sku­pia­ją się na opi­sie prze­strze­ni miej­skich i wyzwań sto­ją­cych przed aglo­me­ra­cja­mi. Justy­na Anders-Moraw­ska ana­li­zu­je ciszę jako usłu­gę eko­sys­te­mo­wą. W tek­ście Cena i war­tość ciszy w mie­ście naj­pierw poru­sza kwe­stię zna­cze­nia i war­to­ści tytu­ło­we­go zja­wi­ska, następ­nie poka­zu­je, jak funk­cjo­nu­je ono na pozio­mie prak­tyk i regu­la­cji. Autor­ka pro­po­nu­je odbior­com tek­stu namysł nad „moż­li­wo­ścią odzy­ska­nia ciszy jako dobra wspól­ne­go”. Pod­kre­śla, że zarów­no na Zacho­dzie, jak i w innych rejo­nach świa­ta cisza sta­ła się dobrem luk­su­so­wym. Zapi­su­je:

Jej war­tość, choć odczu­wa­na i dekla­ro­wa­na, osta­tecz­nie jest przed­mio­tem wyce­ny, regla­men­ta­cji […]. Cisza prze­sta­je być rela­cyj­nym doświad­cze­niem obec­no­ści i współ­by­cia, a sta­je się towa­rem – ele­men­tem stra­te­gii mar­ke­tin­go­wych, fik­cją wpi­sa­ną w nazwę inwe­sty­cji, prze­strze­nią eks­klu­zyw­ną.

Wni­kli­wą ana­li­zę teo­re­tycz­ną Anders-Moraw­ska uzu­peł­nia kon­kre­ta­mi – przy­glą­da się na przy­kład prak­ty­kom firm dewe­lo­per­skich (mani­pu­la­cjom zwią­za­nym ze sprze­da­żą nie­ru­cho­mo­ści poło­żo­nych w pobli­żu cichych loka­li­za­cji) i skut­kom ogra­ni­czeń wpro­wa­dzo­nych w cza­sie pan­de­mii COVID-19 (spad­ko­wi pozio­mu ciśnie­nia aku­stycz­ne­go w mia­stach). W rezul­ta­cie pro­po­nu­je praw­ne i sys­te­mo­we roz­wią­za­nia, by „stwo­rzyć bar­dziej spra­wie­dli­we for­my życia miej­skie­go”.

*

Maja Rup w tek­ście O zanie­czysz­cze­niu sztucz­nym świa­tłem. Omó­wie­nie „Mani­fe­stu ciem­no­ści” Joha­na Eklöfa poru­sza wciąż lek­ce­wa­żo­ny temat szko­dli­we­go wpły­wu roz­wo­ju prze­my­słu na śro­do­wi­sko natu­ral­ne. Za prze­wod­ni­ka po swo­ich roz­wa­ża­niach obie­ra Joha­na Eklöfa, dok­to­ra zoo­lo­gii i pisa­rza. Rup wpraw­dzie wska­zu­je na pew­ną cha­otycz­ność jego wywo­du (punk­tu­je brak „wpi­sa­nia oma­wia­ne­go pro­ble­mu w szer­szy kon­tekst sys­te­mu”), lecz uzna­je, że w Mani­fe­ście… oma­wia­ne zja­wi­sko ma rów­nie duże zna­cze­nie jak kwe­stie ska­że­nia powie­trza czy zanie­czysz­cze­nia śro­do­wi­ska dźwię­kiem. Autor­ka zapi­su­je:

„Mani­fest ciem­no­ści” nie jest […] sen­ty­men­tal­ną opo­wie­ścią glo­ry­fi­ku­ją­cą utra­co­ny stan z prze­szło­ści – Eklöf ma świa­do­mość nie­od­wra­cal­no­ści zacho­dzą­cych zmian, któ­re wyni­ka­ją z roz­wo­ju tech­no­lo­gii i prze­mian cywi­li­za­cyj­nych, i sta­ra się raczej nagło­śnić pro­blem, wska­zu­jąc poten­cjal­ne, kom­pro­mi­so­we roz­wią­za­nia.

Miej­my nadzie­ję, że nie­po­ko­ją­ca sytu­acja ule­gnie popra­wie, a gro­no czy­tel­ni­ków książ­ki Eklöfa obej­mie nie tyl­ko spe­cja­li­stów zaj­mu­ją­cych się tym tema­tem.

Okładka czasopisma „Czas Kultury” 2025, nr 4.
„Czas Kultury” 2025, nr 4.

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

Powiązane teksty