Co właściwie wiadomo o Boehlendorffie?

Moż­na by zary­zy­ko­wać hipo­te­zę, że mie­rząc się z pust­ką i osa­mot­nie­niem, poeta wra­ca pamię­cią do cza­su, gdy oto­czo­ny był peł­nią i miło­ścią, a ten czas i stan natu­ral­nie koja­rzą mu się z Heima­tem – o życiu i twór­czo­ści Casi­mi­ra Ulri­cha Boeh­len­dorf­fa pisze Mate­usz Nykiel-Bieł­ho­rod­ski.

1. Przygotowanie

Boeh­len­dorff. Was weiß man von Boeh­len­dorff?1.

Pyta­nie zada­je na począt­ku opo­wia­da­nia Boeh­len­dorff pisarz i poeta Johan­nes Bobrow­ski. Czy­tel­nik nie­miec­ki zosta­je zde­rzo­ny z tym pyta­niem w 1965 roku, w sto czter­dzie­stą rocz­ni­cę śmier­ci poety Casi­mi­ra Ulri­cha Boeh­len­dorf­fa, wraz z uka­za­niem się tomu opo­wia­dań Boeh­len­dorff und ande­re. Bobrow­ski zmarł dru­gie­go wrze­śnia tego same­go roku, więc zapew­ne sta­wia­ne prze­zeń pyta­nia pozo­sta­ły bez odpo­wie­dzi, nato­miast – jak to zwy­kle bywa po śmier­ci pisa­rza – pro­ble­my spe­try­fi­ko­wa­no, a zagad­nie­nia zaga­da­no. Pod­nieść rzu­co­ną przez Bobrow­skie­go ręka­wi­cę, a więc odpo­wie­dzieć na pyta­nie o Boeh­len­dorf­fa, spró­bo­wa­no dopie­ro w zjed­no­czo­nych Niem­czech, ale o tym nie­co póź­niej. Nasza kra­jo­wa publicz­ność lite­rac­ka zosta­ła zazna­jo­mio­na z tym pyta­niem – w pol­skim prze­kła­dzie Zofii Jarem­ko-Pytow­skiej – „Boeh­len­dorff. Co w ogó­le wia­do­mo o Boeh­len­dorf­fie?”2 – już w roku 1968 wraz z uka­za­niem się tomu Uczta myszy i inne opo­wia­da­nia w nie­za­wod­nej serii „Nike”. Roz­ma­ite oko­licz­no­ści histo­rycz­ne – zwią­za­ne i z 1968 rokiem, i z powo­jen­ną recep­cją lite­ra­tu­ry nie­miec­kiej w Pol­sce, a tak­że z co naj­mniej ambi­wa­lent­nym odbio­rem lite­ra­tu­ry wschod­nio­nie­miec­kiej (alias ener­dow­skiej) – spra­wi­ły, że Bobrow­skie­go w zasa­dzie prze­oczo­no, a kwe­stii Boeh­len­dorf­fa w obrę­bie dys­ku­sji pol­skich wciąż nie pod­ję­to.

Gdy­by spró­bo­wać doko­nać prze­glą­du pism zawie­ra­ją­cych nazwi­sko Boeh­len­dorf­fa, odpo­wiedź na zada­ne pyta­nie naj­czę­ściej brzmia­ła­by: „to ten dziw­ny bał­tyc­ki roman­tyk, któ­ry kore­spon­do­wał z Frie­dri­chem Höl­der­li­nem; ten, do któ­re­go autor Hype­rio­na napi­sał w liście «Wir haben ein Schick­sal»”3. Pism roz­pa­tru­ją­cych Casi­mi­ra Ulri­cha Boeh­len­dorf­fa jako kogo­kol­wiek wię­cej ponad „przy­ja­cie­la i kore­spon­den­ta Höl­der­li­na” nie ma nato­miast zbyt wie­le4. Wszel­kie wia­do­mo­ści bio­gra­ficz­ne o Boeh­len­dorf­fie zawie­ra przed­mo­wa do wyda­ne­go w roku 2000 przez Frie­de­ra Schel­l­ha­se­go trzy­to­mo­we­go zbio­ru jego dzieł, jedy­ne­go bodaj od dwu­stu lat szer­sze­go wzno­wie­nia prac bał­tyc­kie­go roman­ty­ka5. Na arty­ku­le Schel­l­ha­se­go opie­ra się w zasa­dzie cała resz­ta opra­co­wań doty­czą­cych życia Boeh­len­dorf­fa, w szcze­gól­no­ści napi­sa­ny przez Romi­sa Bēm­sa wstęp do nie­miec­ko-łotew­skie­go wyda­nia wier­szy Boeh­len­dorf­fa w wybo­rze i prze­kła­dzie Val­di­sa Bise­niek­sa6 oraz ano­ni­mo­wy bio­gram Boeh­len­dorf­fa zamiesz­czo­ny w języ­ku łotew­skim na stro­nie literatura.lv7. Cała współ­cze­sna lite­ra­tu­ra kry­tycz­na poświę­co­na temu poecie spro­wa­dza się w zasa­dzie, nie licząc kil­ku roz­pro­szo­nych arty­ku­łów wcze­śniej wspo­mnia­ne­go Romi­sa Bēm­sa, do jed­nej obszer­niej­szej publi­ka­cji – „Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorffs Gedich­te. Eine stil­kri­ti­sche Unter­su­chung autor­stwa Rober­ta Habec­ka8. W 2025 roku nato­miast odby­ła się w Rydze łotew­sko-nie­miec­ka kon­fe­ren­cja nauko­wa na temat Boeh­len­dorf­fa.

Tyle czy­sto nauko­wych for­mal­no­ści. Jed­nak wszy­scy, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się pisać o Boeh­len­dorf­fie, zgod­ni są co do jed­ne­go – los jego był smut­ny, poezja cie­ka­wa, lecz jego postać i twór­czość pogrą­żo­ne są w ciszy. War­to więc wyrwać je z zapo­mnie­nia. Jak dotąd niko­mu nie uda­ło się jed­nak zro­bić tego sku­tecz­nie.

Boeh­len­dorff, Boeh­len­dorff, schre­ien die Vögel und wen­den sich ab. / Boeh­len­dorff, Boeh­len­dorff, krzy­czą pta­ki i odla­tu­ją9.

Widok na Zatokę Ryską z Engure, fot. własna, 2018.
Widok na Zatokę Ryską z Engure, fot. własna, 2018.

Zało­żyć nale­ży, że tak samo jak piszą­cy te sło­wa, tak i pozo­sta­li nie­licz­ni czy­tel­ni­cy pol­scy, któ­rzy zetknę­li się kie­dy­kol­wiek z nazwi­skiem Boeh­len­dorff, pozna­li je wsku­tek lek­tu­ry i za pośred­nic­twem rze­czo­ne­go opo­wia­da­nia Johan­ne­sa Bobrow­skie­go.

Auf die­sem unge­wöhn­li­chen Weg. / Tą nie­co­dzien­ną dro­gą10.

Niech więc nie dzi­wi, że sło­wa i fra­zy Bobrow­skie­go będą towa­rzy­szyć eks­plo­ro­wa­niu życia i twór­czo­ści Boeh­len­dorf­fa w niniej­szym roz­po­zna­niu. Tek­sto­wi Bobrow­skie­go zarzu­cić może­my na wstę­pie dwie rze­czy: autor nigdzie nie wska­zu­je, że Boeh­len­dorff był posta­cią histo­rycz­ną, oraz sku­pia się w zasa­dzie wyłącz­nie na jego ostat­nich latach życia, przed­sta­wia­jąc przez to w opo­wia­da­niu por­tret nie­peł­ny. Nie wszyst­kim opo­wia­da­nie Bobrow­skie­go wyda­wa­ło się zapew­ne jed­na­ko­wo zachę­ca­ją­ce do zgłę­bie­nia pro­ble­mu, zasta­no­wie­nia się nad boha­te­rem. To zatem, czy czy­tel­nik odkry­je dla sie­bie nie­tu­zin­ko­wą bio­gra­fię i inte­re­su­ją­cą poezję Casi­mi­ra Ulri­cha Boeh­len­dorf­fa, bał­tyc­ko-nie­miec­kie­go roman­ty­ka, czy też gład­ko włą­czy go w obręb fik­cji, zale­ży wyłącz­nie od subiek­tyw­ne­go poży­tecz­ne­go lek­tu­ro­we­go wścib­stwa inter­pre­ta­to­ra11.

Uro­dził się Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff 16 maja 1775 roku12 w Mit­ta­wie / Jeł­ga­wie13 w rodzi­nie Got­t­frie­da, pocho­dzą­ce­go ze Szcze­ci­na pra­cow­ni­ka rosyj­skiej misji dyplo­ma­tycz­nej w Kur­lan­dii, i Justi­ny Julian­ny z domu Hart­mann, cór­ki pasto­ra z Nerft / Nere­ty, mia­stecz­ka poło­żo­ne­go dziś nad samą gra­ni­cą litew­sko-łotew­ską. Był ósmym dziec­kiem swe­go ojca i czwar­tym mat­ki, dla oboj­ga zaś przed­ostat­nim. Ojciec zmarł w 1780, mat­ka w 1807 roku. Po śmier­ci ojca wraz z brać­mi Her­ma­nem Leopol­dem i Niko­la­jem wycho­wy­wał się w Angern / Engu­re w domu pasto­ra Got­thar­da Chri­sto­pha Brand­ta wraz z jego dzieć­mi. Johann Peter Brandt, star­szy o dzie­więć lat od Casi­mi­ra Ulri­cha Boeh­len­dorf­fa, pozo­stał do koń­ca życia naj­wier­niej­szym przy­ja­cie­lem poety14.

Profil Boehlendorffa, ok. 1790.
Profil Boehlendorffa, ok. 1790, przedruk za K. Freye, „Casimir Ulrich Boehlendorff, der Freund Herbarts und Hölderlins”.

W roku aka­de­mic­kim 1793/1794 Boeh­len­dorff chwi­lę stu­dio­wał pra­wo w Aka­de­mii Petri­na w Mit­ta­wie / Jeł­ga­wie, następ­nie udał się do Jeny kon­ty­nu­ować stu­dia praw­ni­cze, posze­rza­jąc je o histo­rię i sztu­ki pięk­ne. Zawarł wów­czas zna­jo­mość z jed­nym z tych ludzi, w któ­rych przy­jaź­ni cie­niu będzie go potem widzieć histo­ria – Johan­nem Frie­dri­chem Her­bar­tem. W roku 1798 podró­żo­wał do Szwaj­ca­rii, gdzie był świad­kiem bodaj naj­gwał­tow­niej­szych prze­mian w histo­rii tego kra­ju, zwa­nych cza­sem w nie­miec­ko­ję­zycz­nej histo­rio­gra­fii „rewo­lu­cją szwaj­car­ską” lub „rewo­lu­cją hel­wec­ką”15, a będą­cych w isto­cie regio­nal­nym oddźwię­kiem Wiel­kiej Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej, para­dok­sal­nie we Fran­cję wymie­rzo­nym16. Nie­mniej wyda­rze­nia te pchnę­ły Boeh­len­dorf­fa do napi­sa­nia jedy­ne­go uzna­ne­go przez kry­ty­ków dzie­ła – Geschich­te der helve­ti­schen Revo­lu­tion17. W 1799 roku w Hom­bur­gu poznał się on z Höl­der­li­nem, jak wspo­mnie­li­śmy wcze­śniej, i było to dla Boeh­len­dorf­fa wyda­rze­nie prze­ło­mo­we18. W następ­nych latach wędro­wał dalej, pró­bo­wał swo­ich sił w róż­nych miej­scach, posy­łał wier­sze Johan­no­wi Wol­fgan­go­wi Goethe­mu i Frie­dri­cho­wi Schil­le­ro­wi i na wła­sne nie­szczę­ście spo­tkał się z kry­ty­ką ze stro­ny swo­ich mistrzów. Wydał jeden więk­szy zbiór wier­szy, któ­ry zebrał mie­sza­ne recen­zje. Nie oszczę­dził go rów­nież jego kra­jan, Gar­lieb Mer­kel19, była to jed­nak kry­ty­ka w peł­ni wpa­so­wu­ją­ca się w to, co potocz­nie nazwa­li­by­śmy kon­flik­tem kla­sy­ków z roman­ty­ka­mi20, choć nie­któ­rzy bada­cze twier­dzą, że na posta­wę Mer­ke­la wpły­nę­ły pew­ne zaszło­ści z cza­sów, gdy zetknął się z Boeh­len­dorf­fem w ojczyź­nie21. W sierp­niu 1803 roku za namo­wą rodzeń­stwa Boeh­len­dorff powró­cił do Kur­lan­dii stat­kiem z Lube­ki do Rygi. Roz­po­czął pra­cę w cha­rak­te­rze guwer­ne­ra. Stop­nio­wo jego stan psy­chicz­ny się pogar­szał. W lecie 1804 roku został aresz­to­wa­ny w War­sza­wie za brak pasz­por­tu i ode­sła­ny do Mit­ta­wy. Tym wyda­rze­niem roz­po­czął się w jego życiu mają­cy trwać dwa­dzie­ścia lat okres wędró­wek, bez­dom­no­ści i pogar­sza­nia się kon­dy­cji zdro­wot­nej. Miejsc i dat poby­tu Boeh­len­dorf­fa mię­dzy 1804 a 1824 rokiem nie da się z peł­ną pre­cy­zją usta­lić. Nie­licz­ne zacho­wa­ne listy wska­zu­ją, że włó­czył się po gra­nicz­nych tere­nach byłej Rze­czy­po­spo­li­tej – po oko­li­cach Połoc­ka, Witeb­ska, ale i zapusz­czał się dalej w głąb Impe­rium Rosyj­skie­go, do Char­ko­wa, Peters­bur­ga. Okres ten bodaj naj­le­piej pod­su­mo­wu­je zaska­ku­ją­co skwa­pli­wie przy­ta­cza­ny w nie­licz­nych publi­ka­cjach o Boeh­len­dorf­fie list Wasi­li­ja Żukow­skie­go do Alek­san­dra Tur­gie­nie­wa z przed­wio­śnia 1817 roku. Przy­wo­łaj­my go w cało­ści:

Посылаю тебе чудака, поэта, бродягу, ребёнка, старика. Не осердись на меня за то, что обременяю тебя ненужными тебе знакомствами. Податель этого письма не будетъ тебе въ тягость: онъ бродитъ по свету и описываетъ въ стихахъ свои похожденія; у него никогда нетъ гроша: весь его гардеробъ (два сюртука, два жилета и, вѣроятно, двое штановъ, съ большою трубкою въ карманѣ) всегда на нёмъ; всѣ его сочиненія всегда у него за пазухою, а тѣ, которыя не могутъ уложиться, онъ сожигаетъ. Онъ идетъ въ Петербургъ для того, чтобы сказать себѣ: «Я былъ въ Петербургѣ!» Но денегъ у него нѣтъ, и онъ объ этомъ не заботится. Онъ хочетъ въ нынешнемъ году издать по подпискѣ свои пѣсни; подписная цѣна ‒ 1 рубль серебромъ. Постарайся собрать ему нѣсколько подписчиковъ, чтобъ было что есть въ Петербургѣ. Важная цѣль его путешествія въ Петербургъ ‒ видѣть праздникъ Свѣтлаго Воскресенія и описать его въ стихахъ. Вѣрно, и для тебя строфа будетъ. Вообще, въ его стихахъ много хорошаго, хотя и много безпорядочнаго. Самъ же онъ ‒ необыкновенное явленіе въ свѣтѣ: въ нёмъ есть что-то младенческое. До сихъ поръ онъ ещё не начиналъ думать о завтрашнемъ днѣ. Въ 15 лѣтъ исходилъ онъ около 20 000 вёрстъ пешкомъ. Въ Петербургѣ пробудетъ двѣ недѣли; оттуда ‒ въ Ревель; изъ Ревеля ‒ въ Бременъ; гдѣ онъ остановится ‒ я не знаю. Но если въ Петербургѣ случится ему въ чёмъ-нибудь нужда ‒ помоги ему.

Твой Жуковскій22

 

Posy­łam ci eks­cen­try­ka, poetę, włó­czę­gę, dziec­ko, star­ca. Nie gnie­waj się na mnie za to, że obar­czam cię nie­po­trzeb­ny­mi zna­jo­mo­ścia­mi. Dorę­czy­ciel tego listu nie będzie dla cie­bie cię­ża­rem; wędru­je po świe­cie i opi­su­je swo­je przy­go­dy wier­szem; nigdy nie ma ani gro­sza: cała jego gar­de­ro­ba (dwa fra­ki, dwie kami­zel­ki i praw­do­po­dob­nie dwie pary spodni, duża faj­ka w kie­sze­ni) jest zawsze przy nim; jego pisma są zawsze na jego pier­si; te, któ­rych nie da się spa­ko­wać – natych­miast pali. Jedzie do Peters­bur­ga, żeby powie­dzieć sobie: „Byłem w Peters­bur­gu!”. Ale nie ma pie­nię­dzy i nie dba o to. Chce wydać swo­je pio­sen­ki w tym roku – cena pre­nu­me­ra­ty wyno­si jeden rubel sre­brem. Posta­raj się zebrać dla nie­go kil­ku pre­nu­me­ra­to­rów, żeby miał co jeść w Peters­bur­gu. Waż­nym celem jego podró­ży do Peters­bur­ga jest bycie świad­kiem obcho­dów Wiel­ka­no­cy i opi­sa­nie ich wier­szem. Pew­ni­kiem i dla cie­bie znaj­dzie się strof­ka. Ogól­nie rzecz bio­rąc, w jego wier­szach jest wie­le dobre­go, choć wie­le nie­upo­rząd­ko­wa­ne­go. On sam jest nie­zwy­kłym feno­me­nem na świe­cie. Jest w nim coś dzie­cin­ne­go. Do tej pory nie zaczął jesz­cze myśleć o jutrze. W wie­ku pięt­na­stu lat prze­szedł oko­ło dwu­dzie­stu tysię­cy mil. Zosta­nie w Peters­bur­gu przez dwa tygo­dnie; stam­tąd do Rew­la; z Rew­la do Bre­my; gdzie będzie miesz­kał, nie wiem. Ale jeśli będzie cze­goś potrze­bo­wał w Peters­bur­gu, pomóż mu.

Twój Żukow­ski

W 1824 roku dzię­ki pro­tek­cji wspo­mnia­ne­go wcze­śniej Johan­na Pete­ra Brand­ta, pasto­ra z Angern / Engu­re, Boeh­len­dorff otrzy­mał posa­dę kore­pe­ty­to­ra w dobrach Mark­gra­fen / Mēr­srags. Zna­lazł tam spo­kój i prze­strzeń do pra­cy lite­rac­kiej, acz tyl­ko chwi­lo­wo. Był to dla Boeh­len­dorf­fa słod­ko-gorz­ki powrót do kra­iny lat dzie­cin­nych, do małej ojczy­zny, czy­li, jak będę to dalej okre­ślał, na Heimat23.

W dzień Wiel­ka­no­cy, 10 kwiet­nia 1825 roku, w swo­im poko­ju w dwo­rze w Mark­gra­fen / Mēr­srags Boeh­len­dorff ode­brał sobie życie. Z poetycz­nych przy­czyn, za wizją Bobrow­skie­go, dodaj­my, że po dłu­gim spa­ce­rze na wydmach w oko­li­cach latar­ni mor­skiej. Z powo­du deco­rum nie doda­waj­my, że strze­lał ze śru­tów­ki prze­zna­czo­nej do stra­sze­nia szpa­ków oraz że – jak Wer­ter – nie tra­fił, pocisk utknął w pod­nie­bie­niu24. Boeh­len­dorff strze­lił do sie­bie ran­kiem, cały dzień pół­świa­do­my konał w bólach, zmarł osta­tecz­nie oko­ło godzi­ny pięt­na­stej. Przed sko­na­niem miał powie­dzieć:

Ich ken­ne was ich lie­be, darf es aber nicht nen­nen. / Znam to, co kocham, lecz nie wol­no mi tego nazwać.

Pięk­nie ujął tę śmierć Romis Bēms w zakoń­cze­niu swe­go arty­ku­łu – „Pava­sa­rīga rīta noslēdzas samo­cītas dzīves atva­sa­ra”, co w rów­no­le­głym tek­ście nie­miec­kim tłu­macz­ka Sar­mi­te Pijo­la odda­ła jako: „Am Früh­ling­smor­gen endet der Spät­som­mer eines qualvol­len Lebens”. Po pol­sku zda­nie to mogło­by brzmieć: „W wio­sen­ny pora­nek doko­na­ło się babie lato nazna­czo­ne­go udrę­ką życia”25.

Bobrow­ski nato­miast nada­je pobud­kom samo­bój­stwa Boeh­len­dorf­fa wymiar poli­tycz­ny – oto pastor Marien­feld i miej­sco­wa nie­miec­ka ary­sto­kra­cja mają pre­ten­sje, że „pan och­mistrz” pod­bu­rza lud26. Sama nato­miast śmierć i to, co po niej nastę­pu­je, napa­wa­ją Bobrow­skie­go smut­kiem.

Man wird es auch schnell ver­ges­sen.
Was wird dann zu erfah­ren sein über Boeh­len­dorff?
[…]
Jemand stellt ein Bal­ti­sches Dich­ter­buch zusam­men, darin setzt er Boeh­len­dorff dem bekannt unglüc­kli­chen Lenz zur Seite, das hät­ten wir auch tun kön­nen.
Da sagt Redak­teur Hen­sler, der es ist jetzt eine ande­re Zeit: Boeh­len­dorff, Schre­ibwe­ise übli­cher­we­ise wahl­we­ise… Zer­rüt­tet an Seele und Leib, entlock­te der Bekla­gen­swer­te seiner Leier Goethe­sche Har­mo­nien.
Aber wie ist der Him­mel hart an jenem Tag. Här­ter als das Was­ser der Bucht. Dun­kler als das Angern­sche Gewäs­ser. Mit einem Licht hin­ter sich, das er noch hält, zurück­drückt. Da ist etwas in der Luft wie ein Knir­schen.
Wer­den sie ihm einen Ste­in set­zen?
Und wer sol­l­te das tun?
Das sind die Fra­gen.
Und wie wird man über ihn reden in Livland?
[…]
Und was tun wir? Errich­ten wir ein Monu­ment? Eine Säu­le? Las­sen jenen Satz ein­schla­gen in den Ste­in: Mora­li­sches Wesen, und; beschaf­fen sein, und; muß? Und set­zen dazu, daß er Zeichen gele­sen hat?
Guter Mensch, die­ser Herr Hof­me­ister da.
[…]
Guter Mensch. Was noch?
Das ist, womöglich, schon etwas, und, womöglich, ist es unnötig mehr über Boeh­len­dorff zu wis­sen27.

 

Zresz­tą ludzie szyb­ko o tym zapo­mną.
Cze­góż wów­czas będzie się moż­na dowie­dzieć o Boeh­len­dorf­fie?
[…]
Ktoś przy­go­to­wu­je anto­lo­gię poezji bał­tyc­kiej i umiesz­cza w niej Boeh­len­dorf­fa obok nie­szczę­sne­go, jak wia­do­mo, poety Len­za. Co i my mogli­śmy uczy­nić.
Teraz, gdyż nasta­ły już inne cza­sy, redak­tor Hen­sler mówi: Boeh­len­dorff, nie­jed­no moż­na by o nim powie­dzieć… Roz­bi­ty na cie­le i duchu, ten poża­ło­wa­nia god­ny poeta wydo­był ze swej liry dźwię­ki na mia­rę Goethe­go.
Jak­że jed­nak nie­czu­łe jest nie­bo tego dnia. Bar­dziej nie­czu­łe niż woda w zato­ce. Ciem­niej­sze niż wody jezio­ra. Ze świa­tłem w głę­bi, świa­tłem, któ­re­mu nie pozwa­la jesz­cze wytry­snąć, któ­re tłu­mi.
W powie­trzu jakiś jak gdy­by sze­lest.
Czy posta­wią mu nagro­bek?
Któż miał­by to uczy­nić?
Oto pyta­nia.
I co będą o nim mówić w Inf­lan­tach?
A co uczy­ni­my my? Czy wznie­sie­my pomnik? Czy obe­lisk? Czy też każe­my wyryć w kamie­niu to zda­nie o isto­cie moral­nej i o tym, jak nale­ży urzą­dzić świat? I może doda­my do tego, że odczy­ty­wał zna­ki?
Dobry był czło­wiek z tego pana och­mi­strza.
[…]
Dobry czło­wiek. Co wię­cej?
Być może to nie­ma­ło i może wca­le nie trze­ba wie­dzieć wię­cej o Boeh­len­dorf­fie28.

Johan­nes Bobrow­ski zaczy­na i koń­czy pyta­nia­mi. Ostat­nie zda­nie opo­wia­da­nia raczej prze­kor­nie suge­ru­je, że to wszyst­ko, że wię­cej wie­dzieć nie trze­ba. Prze­ciw­nie, za naj­cie­kaw­szym pro­za­ikiem wcze­snej NRD idą, jak się zda­je, Bēms, Bise­nieks, Habeck, Schel­l­ha­se, Zim­mer­mann i wszy­scy pozo­sta­li współ­cze­śni eks­plo­ra­to­rzy życia i twór­czo­ści Casi­mi­ra Ulri­cha Boeh­len­dorf­fa, któ­rzy uzna­li, że trze­ba dowie­dzieć się wię­cej. Opo­wia­da­nie Bobrow­skie­go wspo­mnia­ne jest w każ­dej więk­szej pra­cy poświę­co­nej Boeh­len­dorf­fo­wi, zaś Boeh­len­dorff naj­czę­ściej przy­po­mi­na­ny jest w kon­tek­ście bał­tyc­ko-nie­miec­kich wąt­ków pisar­stwa Bobrow­skie­go. Niech więc nikt się nie dzi­wi, że Bobrow­ski z jego wyobra­że­niem o Boeh­len­dorf­fie będzie naszym prze­wod­ni­kiem, bo pro­za ta pcha ku poezji i ku podró­ży. Mimo że nie­któ­re frag­men­ty tego ese­ju wyda­wać się mogą nie­mal nauko­we, przede wszyst­kim jed­nak cho­dzi tu o podróż po Łotwie i poezji, po Heima­cie Boeh­len­dorf­fa.

2. Źródło

Und für eine Zeit ist der Hinaus­ge­gan­ge­ne fort. Auf dem troc­ke­nen Ufer der Livlän­di­schen Aa wird er ange­trof­fen, auf dem feuch­ten lin­ken, dem mit vie­lem Neben­flüs­sen, auch, und über die Düna wechselt er hinüber, wo der grüne Oger­fluß in den trüben Strom mün­det, schnell wie mit Sprün­gem, dort geht er flu­ßauf.

 

A ten, któ­ry wyszedł, nie wra­ca przez jakiś czas. Moż­na go spo­tkać na suchym brze­gu rze­ki Aa w Inf­lan­tach, a tak­że na lewym, wil­got­nym z wie­lo­ma dopły­wa­mi, potem zaś prze­cho­dzi przez Dźwi­nę na dru­gą stro­nę, tam gdzie zie­lo­ny Oger wpa­da szyb­ko, jak­by sko­ka­mi w męt­ny nurt, i idzie on tam­tę­dy w górę rze­ki29.

Znaj­dzie­my na tere­nie dzi­siej­szej Łotwy dwie rze­ki, któ­re nosi­ły nie­miec­kie mia­no Aa, w języ­ku łotew­skim nazy­wa­ją się Lie­lu­pe / Lelu­pą i Gau­ją. Pierw­sza z nich, Lelu­pa, leżą­ca w histo­rycz­nej Kur­lan­dii, po nie­miec­ku dookre­śla­na jako Kur­lan­di­sche Aa, zde­cy­do­wa­nie nie ma wyraź­nie suche­go pra­we­go brze­gu, choć lewy istot­nie jest bar­dziej bagni­sty. Gau­ja nato­miast, uko­cha­na rze­ka Łoty­szów, chro­nio­na w ramach naj­więk­sze­go w kra­jach bał­tyc­kich i naj­star­sze­go na Łotwie par­ku naro­do­we­go, w więk­szo­ści swe­go bie­gu oba brze­gi ma rów­nie wynio­słe i kli­fo­we, jak na przy­kład w Sigul­dzie, gdzie z jed­ne­go brze­gu na dru­gi prze­je­chać moż­na kole­ją lino­wą wyso­ko ponad lustrem wody. Gau­ja, cza­sa­mi zwa­na po pol­sku Gawią, Goiwą albo Inf­lanc­ką Aa, leży jed­nak na tym samym brze­gu Dźwi­ny co Oger, łotew­ski Ogre, trud­no więc prze­pra­wiać się przez Dźwi­nę, by znad Gaui przejść nad Oger. Tak po praw­dzie nie ma to więk­sze­go zna­cze­nia.

W pierw­szej kolej­no­ści i tak zatrzy­ma­my się nad Dźwi­ną, w miej­scu, któ­re już nie ist­nie­je, a któ­re przy­cią­ga­ło wędrow­ców. Słu­pi Róg, po łotew­sku Sta­bu­rags albo Sta­bu­ra­dze, po nie­miec­ku Stab­bu­rags, był cudem natu­ry, osiem­na­sto­ipół­me­tro­wym gła­zem osa­do­wym wysta­ją­cym z brze­gu rze­ki, a przez to powszech­nie, acz błęd­nie, nazy­wa­nym kli­fem, powsta­łym wsku­tek wytrą­ca­nia się i osa­dza­nia związ­ków wap­nia z wód źró­dła zwa­ne­go Lie­pa­vo­ta30. Opie­wa­ny w łotew­skich pie­śniach ludo­wych, nabrał zna­cze­nia wręcz mitycz­ne­go, powta­rza­jąc na łotew­ski spo­sób opo­wieść o Nio­be. Dziew­czy­na na brze­gu wycze­ki­wa­ła uko­cha­ne­go, któ­ry był ryba­kiem. Roz­pę­ta­ła się jed­nak wiel­ka burza i uko­cha­ny uto­nął, a dziew­czy­na pła­ka­ła na wyso­kim brze­gu, aż zmie­ni­ła się w kamień, z któ­re­go łzy nie prze­sta­wa­ły pły­nąć31. Dziś próż­no szu­kać śla­du po pła­czą­cej ska­le, od 1965 roku spo­czy­wa zala­na spię­trzo­ny­mi woda­mi sztucz­ne­go zbior­ni­ka wznie­sio­ne­go na potrze­by elek­trow­ni wod­nej Pļa­vi­ņas.

Stabburags przed zatopieniem, fot. Teodors Vankins, 1965.
Stabburags przed zatopieniem, fot. Teodors Vankins, 1965.

W 1910 roku naj­waż­niej­szy bodaj pol­ski badacz ziem łotew­skich, Gustaw Man­teuf­fel, wygło­sił w Rydze odczyt na temat Słu­pie­go Rogu, a stresz­cze­nie tego odczy­tu, wyda­ne w „Kwar­tal­ni­ku Litew­skim”, zawie­ra tłu­ma­cze­nie napi­sa­ne­go przez Boeh­len­dorf­fa wier­sza poświę­co­ne­go słyn­nej ska­le32. Auto­rem prze­kła­du jest Boh­dan Kor­sak33. Z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa moż­na stwier­dzić, że jest to jedy­ny jak dotąd wiersz bał­tyc­kie­go wędrow­ca prze­nie­sio­ny do pol­sz­czy­zny. Na pew­no jedy­ny, któ­ry uda­ło mi się odna­leźć. Pierw­szy przy­sta­nek w podró­ży po Kur­lan­dii i Inf­lan­tach oczy­ma poezji Boeh­len­dorf­fa musi­my zro­bić wła­śnie przy Sta­bu­rags.

Herb­stlied an den Stab­bu­rags

Wun­der­wür­di­ges Horn! Es tre­ibt mich der Geist, dich zu suchen
Noch ein­mal im herb­stli­chen Mond. Im Früh­mond ver­sag­test
Du mir Hul­di­gung, kuri­scher Horn! Nun will ich’s errin­gen
Dir zu flech­ten im dien­st­ba­ren Lied patrio­ti­schen Licht­kranz.
Lang umir­rend auf täu­schen­der Spur, wohl stürzt ich hinab mich
Durch die knit­tern­den Aeste des gel­ben­den Hains an das tie­fe
Düna­ge­stad. Und unter dem Fuß, ha! rau­schet der Tod mir[,]
Zor­nig schäu­mend, bedro­het den Geist; es wirft mich im Schwin­del
An dem Moose der Fel­swand nie­der. Es leitet der Fußp­fad
Zwi­schen der fal­ben­den Eiche, dem flam­men­den Ahorn, hinun­ter,
Weder wohin du sinkst, noch den Pfad gewahrst du im Stu­rze. –
Heili­ger Strom! Du for­derst nicht solch zit­tern­des Opfer.
Son­nig wal­lst du hinab, bekränzt mit viel­fa­chem Kranz, aus der Fül­le,
Reicht dem Fel­sen das blas­se Laub, gol­dleuch­tend im Schim­mer,
Wie des wal­len­den Aethers, so auch sie­geln­den Stro­mes.
Und nun gewahr ich das Horn jen­se­its der per­len­den Quel­le
Welche den tröp­feln­den Born dem Moor­sal­ta­re dort opfert,
Fer­ner bespren­gend den fel­si­gen Grund und nun sel­ber der Düna
Wogen läu­ternd durch sich; das stets arbe­iten­de Was­ser
Haus im obe­ren Rau­me des Horns, des bestän­di­gen Urqu­ells
Reinem ruhi­gem Kelch, in’s Moos sich sen­kend und rinnt nun
Feuch­tend das weiche Lager des Fel­sen­haup­tes, her­nie­der,
Thätig mit jegli­chem Jahr, in des Ste­ines durch­drin­gli­che Adern
Schaf­fend man­cher­lei Wun­der­ge­bild, auf dem thür­men­den [Haup­te]
Des hochrie­si­gen Horns und seiner abs­türzen­den Glie­der.
Die­ses nun raget gewal­tig vor allen Fel­sen des Halb­monds,
Des­sen lie­bli­chen Fuß der Düna Wel­le benet­zet,
Dre­ifach ver­schlun­gen im Bau ein röth­li­cher Drach‘ als entrönn‘ er,
Grau­si­ger Höh­le Schlund, um der göt­tli­chen Son­ne zu dräu­en.
Kra­ftlos indeß, denn ihm lie­gen zerstreu­te Glie­der am Boden.
Mäch­tig und hoch, zertrüm­mert lie­gen sie, aber das Was­ser
Bil­det nie­der­per­lend daran, mit unen­dli­chen Trop­fen,
Schau es, o Wand’rer, Fel­sun­ge­heu­er mit klaf­fen­den Rachen,
Und sie stürzen herab zum Kampf in die sie­den­den Fluch­ten.
[…]34

 

Pieśń jesien­na do „Słu­pie­go Rogu”

Ska­ło cudow­na a dziw­na! Mój duch znów ujrzeć cię pra­gnie
W świe­tle jesien­nem księ­ży­ca. – Wio­sną nie mogłem ci śpie­wać
„Rogu Kuroń­ski!” Lecz dziś uwi­ję pie­śni posłusz­nej
Kwia­ty na two­ją cześć w rodzi­my, swoj­ski wie­niec.
Dłu­go błą­dząc po krę­tej ścież­ce, zsu­ną­łem się na dół
Po przez suche gałę­zie zżół­kłe­go gaju nad głę­bie
Brze­gu Dźwi­ny. – U nóg mych szu­mią fale ponu­ro,
Gro­żąc śmier­cią. Zawro­tu moc o zie­mię mnie ciska
Do stóp ska­ły na mech. Tam ścież­ka wije się z góry
Pośród pobla­kłych dębów i pośród klo­nów ogni­stych,
Po niej rzu­ca­jąc się w dół, ni dro­gi swej nie znasz, ni celu.
Świę­ta rze­ko! Wszak ty nie żądasz tej drżą­cej ofia­ry.
W słoń­cu toczysz swe nur­ty, wień­czy je dum­na Jesień
Sama wień­czo­na boga­to stroi nad­brzeż­ną ska­łę
Jasną pobla­kłą zie­le­nią, co bły­skiem zło­ta się mie­ni.
W falach przej­rzy­stych powie­trza i w głę­biach lustrza­nych rze­ki.
Oto spo­strze­gam „Róg” nad srebr­ną, per­li­stą kry­ni­cą,
Któ­ra swój czy­sty zdrój na ołtarz z mchów wyle­wa,
Skra­pia ska­li­sty zrąb i buj­ne fale Dźwi­ny
Prą­dem oży­wia swym. – Ta woda co wciąż się sączy
Tam aż na szczy­cie „Rogu” w czy­stym, potęż­nym kie­li­chu
Ma swe odwiecz­ne sie­dli­sko i spły­wa przez mchy siwe
Rosząc mięk­kie posła­nie gło­wy skal­ne­go olbrzy­ma,
Co rok pul­su­jąc cier­pli­wie w żyłach twar­de­go kamie­nia
Two­rzy prze­dziw­ne obra­zy na dzi­ko ster­czą­cych kra­wę­dziach
Skal­nej opo­ki „Rogu” i jego walą­cych się człon­ków. –
„Róg” wyra­sta potęż­nie nad pół­księ­ży­cem ska­li­stym,
Fale Dźwi­ny pokor­nie zra­sza­ją jego pod­nó­że;
On się pię­trzy potrój­nie smo­ko­wi krwa­we­mu podob­ny,
Co wydarł­szy się z pie­kieł, boskie­mu gro­zi słoń­cu,
Ale opa­da bez sił, a człon­ki jego potęż­ne
Leżą strza­ska­ne do koła, i tyl­ko woda per­li­sta
Skro­pla się na nich, two­rząc przed okiem two­jem wędrow­cze
Skal­nych potwo­rów mary, co roz­war­ty­mi pasz­cza­mi
W fale pie­nią­ce się rze­ki spa­da­ją w boju zawzię­tym
[…]35 .

Tekst ory­gi­nal­ny po raz pierw­szy został opu­bli­ko­wa­ny w roku 1866 w skom­pi­lo­wa­nym i ozdo­bio­nym autor­ski­mi sta­lo­ry­ta­mi przez Wil­hel­ma Sieg­frie­da Sta­ven­ha­ge­na albu­mie kra­jo­znaw­czym pod tytu­łem Album Kur­län­di­scher Ansich­ten, w któ­rym zapre­zen­to­wa­no wido­ki naj­cie­kaw­szych miejsc Kur­lan­dii, opa­tru­jąc je frag­men­ta­mi wier­szy i pro­zy, prze­kła­da­mi łotew­skich pie­śni ludo­wych. Nie będę ukry­wał, że taka for­ma albu­mów Sta­ven­ha­ge­na – moż­na rzec: poetyc­kie­go Baede­ke­ra – mia­ła znacz­ny wpływ na kształt niniej­szych roz­wa­żań.

Staburags, W.S. Stavenhagen, 1866, zbiory własne.
Staburags, W.S. Stavenhagen, 1866, zbiory własne.

3. Jezioro

Zosta­nie­my zatem nad woda­mi śród­lą­do­wy­mi. Tym razem zapu­ści­my się jed­nak na wody dotąd przez tłu­ma­czy pol­skich nie­prze­mie­rza­ne.

XXXI

Der See bey M – - n in Kur­land und der see bey Neu­en­burg im Schwe­izer­land
Fer­ne gebirg und nahe wäl­der! ihr unter­sche­idet
Die­ser tie­fsin­ni­gen see’n ewig begrün­tes gestad«!
Ähn­li­cher gro­ße fast sind die spie­gel des göt­tli­chen was­sers,
Schwe­igend, umne­belt und ernst die­ser, wenn heite­re nacht
Freu­de den käh­nen ver­sagt, und rings beleuch­tet der fischer
Net­ze­ver­bre­iten­des volk, unter der sichel des monds.

Heite­rer him­mel umwöl­bet den andern, die sche­rzen­den städ­ter
Segeln auf zier­li­chem kahn, reich, für den son­n­tag gesch­mückt
Und ergöt­zen sich üppig und las­sen rund gehen den becher,
Und die muse des lieds iauch­zet den cho­rus zur fahrt.

Hier ent­gle­itet der nachen und füh­ret den land­mann zur kir­che
Oder der nachbar beschifft jubelnd zur tau­fe des kinds,
Oder zum hoch­ze­it­fest, und zum begräb­niß – den dun­keln
Schau­ern­den see oder freut bald sich der heim­kehr nach haus.

Mor­gens, im ruhi­gen licht, umwan­delt die stil­len gesta­der
Mit nachsin­nen­dem geist dort der bür­ger der Schwe­iz,
Hier der Kur­län­der, und prüft mit dem gla­se die fer­ne –
Ber­ge sind hügel Dort, hier sind die hügel gebirg« –

Neue reisen entwer­fen sie dort, um den reich­tum zu lok­ken,
Aber der land­mann ermi­ßt hier, mit prüfen­dem gang
Seines woh­norts ent­fer­nung vom saat­feld oder yom hofraum,
Oder fol­get der lust, angelnd im eignen gebiet.

Pla­ne machen sie dort, um see und gestad« zu ver­las­sen,
Hier, nach zerstören­dem sturm, neu zu erbau­en ein hauß!36

 

XXXI

Nad jezio­rem w M – n w Kur­lan­dii i nad jezio­rem w Neu­en­bur­gu w Szwaj­ca­rii

Dale­kie góry i pobli­skie lasy! Wy nada­je­cie róż­ni­ce
Tych głę­bo­ko­myśl­nych jezior wiecz­nie zie­lo­nych brze­gów!
Podob­nie wiel­kie są zwier­cia­dła obu tych boskich wód –
Mil­czą­ce, zamglo­ne i poważ­ne jest jezio­ro pierw­sze, gdy pogod­na noc
Odma­wia rado­ści łodziom, a lam­pa ryba­ka oświe­tla
Lud roz­kła­da­ją­cy sie­ci, pod sier­pem księ­ży­ca.

Jasne nie­bo skle­pia się nad dru­gim; żar­to­bli­wi miesz­cza­nie
Żeglu­ją ozdob­ną łodzią, boga­to na nie­dzie­lę przy­stro­je­ni,
I odda­ją się zbyt­kom, i pusz­cza­ją w krąg puchar,
A muza pie­śni wykrzy­ku­je przy­śpiew­kę na czas prze­pra­wy.

Tu łódź odbi­ja i wie­zie rol­ni­ka do kościo­ła,
Albo sąsiad pły­nie z rado­ścią na chrzest dziec­ka,
Albo na wese­le, albo na pogrzeb – ku mrocz­ne­mu,
Drżą­ce­mu jezio­ru – albo rychło cie­szy się powro­tem do domu.

Ran­kiem, w spo­koj­nym świe­tle, krą­żą po cichych brze­gach
Z zamy­ślo­ny­mi duchy, tam miesz­ka­niec Szwaj­ca­rii,
Zaś tu Kur­land­czyk, bada­ją szkieł­kiem prze­past­ne dale
Góry – tam są pagór­ka­mi, tu pagór­ki są góra­mi.

Nowe podró­że obmy­śla­ją tam, by bogac­two przy­cią­gnąć,
Zaś tu rol­nik mie­rzy, odli­cza kro­kiem, bada uważ­nie,
Odle­głość swe­go domu od przy­go­to­wa­nej roli czy podwó­rza,
Albo odda­je się przy­jem­no­ści, łowiąc ryby w swo­ich miej­scach.

Tam czy­nią pla­ny, by opu­ścić jezio­ro i jego brze­gi,
Tu – po nisz­czy­ciel­skiej burzy – pla­nu­ją na nowo wznieść dom37.

Wiersz ten pocho­dzi ze skom­pi­lo­wa­ne­go i przy­go­to­wa­ne­go do dru­ku na prze­ło­mie 1824 i 1825 roku tomu Puff- und Mode­jo­ur­nal eines Unschul­di­gen, co moż­na prze­ło­żyć jako „Bur­de­lo­wo-modo­wy dzien­nik pew­ne­go nie­wi­niąt­ka”. Na zbiór ten skła­da się poetyc­ki, pro­za­tor­ski i dra­ma­tycz­ny cicer cum cau­le trzy­dzie­stu lat twór­czo­ści poety. Przy­wo­ła­ny powy­żej wiersz, jeden z naj­póź­niej­szych, może słu­żyć nie­mal za ilu­stra­cję do bio­gra­mu Boeh­len­dorf­fa. Skom­pli­ko­wa­ne z pozo­ru zesta­wie­nie dwóch jezior w dwóch kra­jach daje się odczy­tać jako pochwa­ła swoj­sko­ści Kur­lan­dii, wyraz roz­cza­ro­wa­nia miesz­czań­stwem i Szwaj­ca­rią, któ­re mogą tu sta­no­wić fan­tom całej Euro­py Zachod­niej.

Wska­za­ne w tytu­le wier­sza mia­sto w Szwaj­ca­rii, jak i jezio­ro dru­gie, jezio­ro „tam”, zna­ne są w Pol­sce bar­dziej pod fran­cu­ską nazwą Neu­châtel i Lac du Neu­châtel, rza­dziej zaś nie­miec­ką, Neu­en­burg i Neu­en­burg­see. Nazwę miej­sco­wo­ści w Kur­lan­dii Boeh­len­dorff z nie­ja­snych przy­czyn ukry­wa, osta­tecz­nie skre­śla środ­ko­wą część wyra­zu. Pod prze­kre­śle­niem widać jed­nak „Mark­gra­fen”38, nazwy jezio­ra zaś „tu” nie poda­je; mowa o jezio­rze Angern / Engu­re. Jak pisze Krzysz­tof Żwir­ski: „[…] jezio­ro Engrue – leni­wie roz­la­ne po mapie grzę­za­wi­sko peł­ne ryb, pta­ków i poje­dyn­czych, kon­ku­ru­ją­cych z pta­ka­mi węd­ka­rzy”39. Jest to trze­cie co do wiel­ko­ści jezio­ro Łotwy, zasi­la­ne przez kil­ka nie­wiel­kich rzek, miej­sca­mi roz­peł­za­ją­ce się w nie­prze­bra­ne mokra­dła, a przez to nie­ma­ją­ce jasnej linii brze­go­wej na wszyst­kich odcin­kach, jezio­ro chro­nio­ne z licz­ny­mi rezer­wa­ta­mi ptac­twa, a cało­ścio­wo z par­kiem kra­jo­bra­zo­wym. Nie jest łatwo sło­wa­mi oddać urok tego wiel­kie­go, acz płyt­kie­go jak kału­ża jezio­ra40.

Wspo­mi­na­ne wieś i jezio­ro nale­żą do kra­jo­bra­zów naj­ści­ślej rozu­mia­ne­go Heima­tu Boeh­len­dorf­fa, a w dodat­ku oko­li­ce te spi­na­ją klam­rą okres dzie­ciń­stwa i ostat­nie lata życia poety. W miej­sco­wo­ści Angern / Engu­re spę­dził on znacz­ną część dzie­ciń­stwa, w Mark­gra­fen / Mēr­srags zaś zmarł. Obie miej­sco­wo­ści odda­lo­ne są nie­co od brze­gów jezio­ra, poło­żo­ne bli­żej brze­gów Zato­ki Ryskiej – łatwiej­szych do usta­le­nia i sprzy­ja­ją­cych bar­dziej lukra­tyw­nym inte­re­som. Nie­mniej moż­na z pew­nym mar­gi­ne­sem praw­do­po­do­bień­stwa stwier­dzić, że leżą po prze­ciw­nych stro­nach: Angern / Engu­re na połu­dnio­wym, Mark­gra­fen / Mēr­srags na pół­noc­nym skra­ju jezio­ra.

Widok na Jezioro Engure w kierunku Mersgras, fot. P. Szypuła, 2026.
Widok na Jezioro Engure w kierunku Mersgras, fot. P. Szypuła, 2026.

Pół­noc­ny brzeg jezio­ra posłu­ży rów­nież Boeh­len­dorf­fo­wi za sce­ne­rię dia­lo­gu Der moder­ne Ossian am Kuri­schen see, rów­nież zamiesz­czo­ne­go w „Bur­de­lo­wo-modo­wym dzien­ni­ku pew­ne­go nie­wi­niąt­ka”. W pod­ty­tu­le znów prze­kre­ślo­ne „Mark­gra­fen” i data: 15 czerw­ca 1824. Współ­cze­sny Osjan nad jezio­rem Angern / Engu­re roz­ma­wia z gło­sem Mal­wi­ny, któ­ry przy­nio­sły do Kur­lan­dii burz­li­we wia­try mor­skie. Utra­cił miłość i błą­ka się wzdłuż brze­gów jezio­ra jak czaj­ka, któ­rej pisklę­ta porwał myśli­wy. Duch Mal­wi­ny bie­rze go za praw­dzi­we­go Osja­na, cze­mu boha­ter Boeh­len­dorf­fa zaprze­cza, nazy­wa Szko­cję „ver­wand­te eiland” / „pokrew­ną wyspą”, poezje osja­no­we – nie­śmier­tel­ny­mi, a jego chwa­łę na nie­bie i zie­mi – wiecz­ną. O sobie mówi zaś, że choć nosi jed­na­kie imię, jest już tyl­ko echem jego gło­su. Głos Mal­wi­ny odpo­wia­da, że wiel­cy twór­cy daw­nych poezji prze­mi­nę­li, a ona sama przez burz­li­we wody zosta­ła porwa­na od ich gro­bów, w kra­ju, gdzie ich imion i tak nikt nie pamię­tał, więc niech współ­cze­sny kuroń­ski Osjan skar­ży się i opo­wie o swo­im cier­pie­niu. On zaś odpo­wia­da tak:

Ossian

Die­se was­ser sind still und schwe­igend,
Die schat­ten die­ser gesta­de
Hal­len nicht von tha­ten des muthes und von kämp­fen wie­der,
Jene eiland im see sind wüst
Und nur der stier und die scha­afe mit ihren lam­mern
Gra­sen in den tagen des som­mers
Und feiern da in ruhe,
Wäh­rend der dür­fti­ge fischer die net­ze auswirft
Und von der beu­te der flu­then
Die noch unmün­di­gen kin­der sich näh­ren.
Sie ken­nen nur den see und die gestir­ne
Und die­se eino­de des wal­des
Hegt ihnen stäm­me und gebüsch«
Daß sie des win­ters frost
Und den kom­men­den win­ter nicht scheu­en.

Sie haben einen für­spre­cher im him­mel,
Den ken­nen sie
Und zu ihm erhebt sich
Ihr stum­mes gebet.

Mich führ­te hie­her der gott der ver­las­se­nen,
Um jenen oze­an zu ver­ges­sen,
Der mit unge­heu­erm gebrau­se
Aus seinen ufern schwillt.

Die ver­ges­sen­he­it, die hier quillt, ist meine labung;
Dort schwebt grau­envoll ein gedächt­nis ver­ge­bli­cher
Thor­he­iten
Eine sphynx der zukunft
Ueber dem land,
Und die wogen, mäch­ti­ger
Als die tha­ten der leben­den
Tönen es bis in das herz des lebens,
Und das herz hört auf, zu schla­gen,
Immer tie­fer hal­len die wor­te
Des leblo­sen Daseyns in den ker­ker der men­sch­he­it hinab
Sie ver­sie­gelt die ver­nich­tung
Und der ruhm ver­stummt41.
[…]

 

Osjan

Te wody są ciche i mil­czą­ce.
Cie­nie tych brze­gów
Nie roz­brzmie­wa­ją czy­na­mi męstwa ani wal­ką.
Owe wyspy na jezio­rze są bez­lud­ne,
Tyl­ko byk i owce z jagnię­ta­mi
Pasą się w dniach lata
Świę­tu­ją tam w spo­ko­ju,
Pod­czas gdy ubo­gi rybak zarzu­ca sie­ci
I z łupów wydar­tych falom
Żywi nie­zna­ją­ce jesz­cze słów dzie­ci.
Zna­ją tyl­ko jezio­ro i gwiaz­dy,
I to pust­ko­wie leśne,
Któ­re rodzi im pnie i komy­sze,
Aby zimo­we­go mro­zu
I nad­cho­dzą­cej zimy się nie zlę­kli.

Mają orę­dow­ni­ka w nie­bie –
Tego zna­ją,
I ku nie­mu wzno­si się
Ich nie­ma modli­twa.

Mnie przy­wiódł tu bóg opusz­czo­nych,
Abym zapo­mniał o owym oce­anie,
Któ­ry z potwor­nym hukiem
Z brze­gów swych wzbie­ra.

Zapo­mnie­nie, któ­re stąd bije, jest moim pokrze­pie­niem;
Tam uno­si się groź­nie wspo­mnie­nie darem­nych
Sza­leństw –
Sfinks przy­szło­ści
Nad kra­jem.

A fale, potęż­niej­sze
Niż czy­ny żyją­cych,
Brzmią aż w ser­cu życia,
A ser­ce prze­sta­je bić.
Coraz głę­biej roz­brzmie­wa­ją sło­wa
Mar­twe­go ist­nie­nia w dół do lochu ludz­ko­ści;
Pie­czę­tu­ją zagła­dę
I chwa­ła milk­nie.
[…]

Słusz­nie wska­zu­je Schel­l­ha­se w komen­ta­rzu do tego poetyc­kie­go dia­lo­gu, że mamy tu do czy­nie­nia z czymś w rodza­ju pośred­nie­go auto­por­tre­tu Boeh­len­dorf­fa42. Podob­nie jak w poprzed­nio cyto­wa­nym wier­szu przy­ro­da kuroń­ska i opi­sy­wa­ny ze szcze­rym zachwy­tem (choć nie­co ste­reo­ty­po­wo) pro­sty łotew­ski lud są tu rady­kal­nie prze­ciw­sta­wio­ne obra­zom zapa­mię­ta­nym z lat spę­dzo­nych w Euro­pie Zachod­niej – czy to szwaj­car­skie­mu miesz­czań­stwu, czy też Boeh­len­dorf­fa wła­sne­mu wie­ko­wi klę­ski – „gedächt­niß ver­ge­bli­cher Thor­he­iten” / „wspo­mnie­nie darem­nych sza­leństw”. Znów poja­wia się zesta­wie­nie swoj­skie – świa­to­we, tam – tu, Euro­pa Zachod­nia / Kra­je Nie­miec­kie – wschod­nio­eu­ro­pej­ski Heimat. Ojczy­sta przy­ro­da kur­landz­ka sta­no­wi nato­miast uko­je­nie dla poety, któ­ry opie­wa śmierć wiel­kich boha­te­rów, przy czym nie­bez­za­sad­nie będzie spo­strzec, że i piew­cę, i pole­głe­go śmia­ło odczy­tać może­my w samym Boeh­len­dorf­fie.

4. Rzeki

Do Mark­gra­fen / Mēr­srags jesz­cze wró­ci­my, tym­cza­sem idź­my dalej za naszy­mi prze­wod­ni­ka­mi, nad wody pły­ną­ce.

Da kommt die Behr­se, klar und auch über den Ste­inen ruhig und hier and der Auschwem­mung über dem Sand, ein Flüßchen am Wald vor­bei und den Ruinen auf dem lin­ken Ufer.

Tędy pły­nie Behr­sa, przej­rzy­sta i spo­koj­na tak­że na kamie­niach i tu, na mie­liź­nie, na pia­sku, mała rze­czuł­ka, i opły­wa las i ruiny na lewym brze­gu43.

Rzeka Berze w miejscowości Dobele, ok. 1910, zbiory własne.
Rzeka Berze w miejscowości Dobele, ok. 1910, zbiory własne.

Bobrow­ski znał tyl­ko kil­ka wier­szy Boeh­len­dorf­fa. W więk­szo­ści te, któ­re prze­dru­ko­wy­wa­ne były póź­niej w anto­lo­giach poetów bał­tyc­ko-nie­miec­kich. Jed­nej z nich, Das Bal­ti­sche Dich­ter­buch, wyda­nej przez Jeanot­ta Emi­la von Grot­thu­ßa w Rewe­lu / Tal­li­nie w 1894 roku, pisarz zawdzię­czał w ogó­le zazna­jo­mie­nie się z mniej zna­ny­mi twór­ca­mi dzi­siej­szej Łotwy i Esto­nii. Jak poda­je bio­graf Bobrow­skie­go, Ger­hard Wolf, książ­kę tę Bobrow­ski otrzy­mał w pre­zen­cie od Ber­nar­da Jentz­scha na uro­dzi­ny w roku 196544. Choć nie miał dostę­pu do tak obszer­ne­go zbio­ru wier­szy, jakim dys­po­nu­je­my dzi­siaj, dosko­na­le wyczuł upodo­ba­nie Boeh­len­dorf­fa do wód; wymie­nia w opo­wia­da­niu wie­le rzek, stru­mie­ni i poto­ków. Behr­sa / Bērze, po pol­sku Berza (acz­kol­wiek tę nazwę znaj­dzie­my tyl­ko w nie­oce­nio­nym Słow­ni­ku geo­gra­ficz­nym Kró­le­stwa Pol­skie­go i innych kra­jów sło­wiań­skich45), to nie­co ponad­stu­ki­lo­me­tro­wa rze­ka pły­ną­ca z zacho­du na wschód, by na przed­mie­ściach Mit­ta­wy / Jeł­ga­wy wpaść do rze­ki Schwe­te / Svēte (znów jedy­nie w Słow­ni­ku geo­gra­ficz­nym Kró­le­stwa Pol­skie­go… uwzględ­nio­no pol­ską nazwę Szwi­ta46), któ­rej wody kil­ka kilo­me­trów dalej łączą się ze zna­ną nam już Kur­län­di­sche Aa / Lie­lu­pą / Lelu­pą. Boeh­len­dorff nato­miast nie zawsze poda­je nazwy geo­gra­ficz­ne, jak na przy­kład:

Am bach

Des bächle­ins wel­le plät­schernd flie­ßt,
Der mensch verzehrt, der mensch genie­ßt,
Und hangt er nicht den klöp­pel an
Der tage­suhr, so steht sie dann!

Wohin der fluß? woher der uhr
Das gehn? dies kunst, ienes natur?
Die kunst ver­räth den meister nicht,
Doch die natur giebt ihr das licht.

Und nach der uhr geht man­cher schritt
Und der gedan­ke lang­sam mit;
Nur, wie der fluß, so wallt das blut,
Das immer eilt und nim­mer ruht47.

 

Nad poto­kiem

Fala potocz­ku plusz­cze i pły­nie,
Czło­wiek uży­wa, radu­je się, żyje;
A gdy nie zawie­si ser­ca u dzwo­nu
w zega­rze dnia – on sta­nie, nie wyda tonu.

Dokąd pły­nie potok? Skąd zega­ra ruch?
Czy jed­no – sztu­ki, dru­gie – natu­ry duch?
Sztu­ka mistrza swe­go nie zdra­dzi łatwo
Lecz wła­śnie natu­ra daje sztu­ce świa­tło!

Podług zega­ra krok nie­je­den sta­wia
Czło­wiek, myśl za kro­kiem wol­no się zja­wia;
Lecz w stru­mie­niu woda, tak burzy się krew,
Któ­ra zawsze pędzi i nie gaśnie jej zew.

Wiersz ten pocho­dzi z ostat­nie­go ukoń­czo­ne­go przed śmier­cią zbio­ru wier­szy pod tytu­łem Mario­net­ten, któ­ry, podob­nie jak Puff- und Mode­jo­ur­nal eines Unschul­di­gen, Boeh­len­dorff dłu­go skła­dał z wier­szy daw­niej­szych i nowych utwo­rów, zaś pisał, reda­go­wał i popra­wiał go w cza­sie ostat­nich wędró­wek po ojczyź­nie, jesz­cze na począt­ku kwiet­nia 1825 roku. Moż­na by tu zakwe­stio­no­wać zasad­ność prze­ko­na­nia, że bez­i­mien­ny i lako­nicz­nie scha­rak­te­ry­zo­wa­ny stru­myk wpi­su­je się w zało­że­nie o związ­ku poety­ki Boeh­len­dorf­fa z kra­jo­bra­za­mi kur­landz­ki­mi, nie­mniej jed­nak, gdy zapo­zna­my się szcze­gó­ło­wo z obo­ma przed­śmiert­ny­mi toma­mi poety, wszel­kie wąt­pli­wo­ści się roz­wie­wa­ją. Oczy­wi­ście nie wyma­gam, żeby wie­rzyć mi w tej spra­wie na sło­wo, gdyż takie same reflek­sje znaj­dzie­my w tek­stach naj­waż­niej­sze­go komen­ta­to­ra tych dwóch tomów, Frie­de­ra Schel­l­ha­se­go48. Z dużym prze­ko­na­niem moż­na zatem stwier­dzić, że któ­ryś z pły­wów – bar­dzo licz­nych kur­landz­kich poto­ków, może jeden z drob­nych cie­ków wpa­da­ją­cych do jezio­ra Angern / Engu­re, a może wspo­mi­na­na Behr­sa / Bērze – przy­wiódł Boeh­len­dorf­fa do roz­wa­żań o roz­dar­ciu czło­wie­ka pomię­dzy natu­rą a kul­tu­rą, któ­re z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy wyda­wać się mogą dość tuzin­ko­we, nie­mniej dzię­ki wyra­zi­stej meta­fo­ry­ce i zwar­tej dyk­cji speł­nia­ją się w roli wier­sza-afo­ry­zmu, przy­pi­sy­wa­nej temu utwo­ro­wi przez Schel­l­ha­se­go49. Bar­dziej może inte­re­su­ją­ce jest to, że błą­ka­ją­cy się od dwóch dekad po błot­ni­stych bez­dro­żach od Bał­ty­ku po Don­bas, od Peters­bur­ga po Wołyń, nie utra­cił nigdy wyczu­cia Zeit­ge­istu, intu­icji poetyc­kiej, któ­ra pozwa­la­ła mu z dużą wpra­wą sza­fo­wać głów­ny­mi pro­ble­ma­mi kul­tu­ry swo­jej epo­ki. Sły­chać tu wciąż, po dwu­dzie­stu latach od opusz­cze­nia przez Boeh­len­dorf­fa Jeny, echa stu­diów u Frie­dri­cha Wil­hel­ma Jose­pha von Schel­lin­ga i Frie­dri­cha Schle­gla.

5. Morze

Bobrow­ski:

So ruhig zie­hen die Schif­fe an Mark­gra­fen vorüber, auf Düna­mün­de zu, mit unbe­weg­ten Segeln aus Milch­glas. Zu den­ken, daß sie über die See gekom­men sind und eins und das ande­re, die früher hier vor­be­izo­gen, nie mehr kom­men, weil die See sie fort­ge­nom­men hat, zerschla­gen und zerbro­chen mit Stür­men und gro­ßen Wel­len, höher als der Küsten­wald.

 

Jak spo­koj­nie prze­pły­wa­ją stat­ki koło Mark­gra­fen, ku ujściu Dźwi­ny. Nie­ru­cho­me żagle jak z mlecz­ne­go szkła. Pomy­śleć, że napły­nę­ły od stro­ny morza, a tam­te, któ­re kie­dyś tędy prze­pły­wa­ły, nigdy już nie powró­cą, bo wzbu­rzo­ne morze je porwa­ło, roz­bi­ło, roz­trza­ska­ło olbrzy­mi­mi fala­mi, wyż­szy­mi niż las nad zato­ką50.

 

Boeh­len­dorff:

Der Wechsel

Ich wohnt‘ als Kind am weit ent­fern­ten
Stran­de Da weilt‘ auf hohem Meere oft mein Blick,
Die Schif­fe gin­gen hin und auch zurück;
Ich sah‘ es freun­dlich an vom sichern Lan­de.

Und wie die Züge an des Ufers Ran­de,
Die ich – umfan­gen von der Unschuld Glück –
Dahin gemahlt mit kin­dli­chem Geschick,
Bedeu­tung­slos ver­ran­nen in dem San­de;

So flo­hen auch die Gedan­ken schnell von hin­nen,
Und vor den off­nen leicht beweg­ten Sin­nen
War Meer und Him­mel nur ein bun­tes Bild.

Jetzt find‘ ich mich von hoher Fluth getrie­ben,
Muß Vie­les has­sen, Man­ches äng­stend lie­ben! –
Das stil­le Ufer war wohl nur ein Bild?51

 

Prze­mia­na

Miesz­ka­łem, dziec­kiem będąc, na brze­gu odle­głym
I czę­sto wzrok mój błą­dził nad sze­ro­kie morze,
Gdzie odpły­wa­ły i wra­ca­ły stat­ki hoże,
Z bez­piecz­nej zie­mi okiem patrzy­łem przy­ja­znym.

A jak rysun­ki i zna­ki na samym brze­gu,
Któ­re ja w szczę­ściu tak bło­gim i tak nie­win­nym
Kre­śli­łem tam wła­śnie ręki ruchem dzie­cin­nym
Zni­ka­ły bez zna­cze­nia przy fali pod­bie­gu,

Tak też i myśli, i trwo­gi wszel­kie pry­sły
A przed otwar­ty­mi i poru­szo­ny­mi zmy­sły
Było nie­bo i morze barw­nym tyl­ko pozo­rem.

Teraz, gdy mnie w dal uno­si wód wez­bra­nych fala,
Wie­lu nie­na­wi­dzić muszę, wie­lu kochać z dala! –
Był li ten cichy brzeg barw­nym mi tyl­ko pozo­rem?

Wiersz ten pocho­dzi naj­praw­do­po­dob­niej z 1802 roku, jak wska­zu­je Schel­l­ha­se na pod­sta­wie kore­spon­den­cji poety z tam­te­go okre­su52. Tekst uka­zał się w Poeti­sches Taschen­buch für Jahr 1803, jedy­nej wyda­nej za życia Boeh­len­dorf­fa zna­czą­cej publi­ka­cji poetyc­kiej. Była ona zna­na Bobrow­skie­mu, z cze­go zapew­ne wyni­ka ude­rza­ją­ce podo­bień­stwo mię­dzy nastro­jem tego sone­tu a cyto­wa­ne­go frag­men­tu opo­wia­da­nia. Wte­dy to, pod koniec 1802 roku, być może jako pokło­sie trau­ma­tycz­nych doświad­czeń w Szwaj­ca­rii i nie­uda­nych przy­gód miło­snych w Bre­mie, w wier­szach kur­landz­kie­go Niem­ca, czu­ją­ce­go się obco we wła­ści­wych kra­jach nie­miec­kich, gościć zaczy­na poczu­cie nostal­gii za Heima­tem, małą ojczy­zną. Jak zauwa­ża Robert Habeck, Boeh­len­dorff kreu­je sui gene­ris uto­pię, jed­nak nie loku­je nadziei w przy­szło­ści, lecz two­rzy wizję, w któ­rej to prze­szłość nazwa­na być musi zło­tym wie­kiem53. Prze­ko­na­nie to, ujaw­nia­ją­ce się tak­że w innych wier­szach z tego okre­su54, łączy się z poczu­ciem, że wyjazd z Kur­lan­dii do Nie­miec i pod­ję­cie stu­diów były błęd­ny­mi kro­ka­mi, któ­re cie­niem poło­ży­ły się na całym dal­szym życiu poety. Ponad­to poczu­cie to jest pod­szy­te czymś, co mogli­by­śmy nazwać nie­uf­no­ścią do głów­ne­go nur­tu, kon­flik­tem dia­spo­ry lub pro­win­cji z kul­tu­ro­wym cen­trum – Boeh­len­dorff jest wszak przed­sta­wi­cie­lem, co praw­da licz­nej, acz­kol­wiek mniej­szo­ści nie­miec­kiej, któ­ra w Kur­lan­dii od cza­sów pod­bo­ju tych ziem przez Kawa­le­rów Mie­czo­wych jest eli­tą. W Kra­jach Nie­miec­kich Boeh­len­dorff nie czu­je się dobrze, jak to czę­sto bywa w przy­pad­ku ludzi z dia­spo­ry, gdy ci wpad­ną w głów­ny nurt swe­go naro­du. Boeh­len­dorff w Jenie nie jest w żaden spo­sób wyjąt­ko­wy, a jego inna per­spek­ty­wa pre­de­sty­nu­je go raczej do roli dzi­wa­ka i odrzut­ka niż pierw­szo­pla­no­we­go gra­cza. Prze­czu­cie to bez­błęd­nie odczy­tu­je Bobrow­ski, gdy z iro­nią komen­tu­je:

Möglich, daß er dort etwas gewe­sen ist, in Deutsch­land. Nun ist er hier, und man hat nichts von ihm.

Das geht ja schon eine gan­ze Zeit so, die jun­gen Leu­te flie­gen aus, mit dem glän­zend­sten Gra­ben, wie man immer wie­der hört, machen Furo­re, dort drau­ßen, und kom­men uns schlie­ßlich unzu­frie­den und unge­recht zurück, dafür läßt man nun stu­die­ren

 

Moż­li­we, że tam, w Niem­czech, był kimś. Ale teraz tutaj nie ma z nie­go żad­ne­go pożyt­ku.

Dzie­je się tak prze­cież już od daw­na. Wciąż sły­szy się, że mło­dzi ludzie ze wspa­nia­ły­mi zadat­ka­mi idą w świat, robią gdzieś tam furo­rę i w koń­cu wra­ca­ją nie­za­do­wo­le­ni z życia, skwa­sze­ni, no i taki poży­tek z tych stu­diów55.

Poeti­sches Taschen­buch, wyda­ny wraz z Ger­har­dem Anto­nem Her­man­nem Gram­ber­giem, mniej dziś zna­nym poetą z Olden­bur­ga, przy­kuł uwa­gę wspo­mi­na­ne­go już wcze­śniej Gar­lie­ba Mer­ke­la. Do nie­ła­twych dla psy­chi­ki poety doświad­czeń dołą­czy­ła wła­śnie nie­spra­wie­dli­wa i sza­le­nie jado­wi­ta kry­ty­ka ze stro­ny kra­ja­na. Mer­kel pamię­ta­ny jest dzi­siaj bodaj tyl­ko na Łotwie i jedy­nie jako pierw­szy rzecz­nik wol­no­ści Łoty­szów, aku­szer uwłasz­cze­nia chło­pów w guber­niach bał­tyc­kich ówcze­sne­go Impe­rium Rosyj­skie­go, twór­ca inte­lek­tu­al­nych fun­da­men­tów powsta­ją­cej dopie­ro łotew­skiej inte­li­gen­cji56. Z racji sku­pie­nia się bada­czy na ludo­znaw­czych i let­to­fil­skich aspek­tach dzia­łal­no­ści Mer­ke­la jesz­cze mniej zna­ny jest jego epi­zod ber­liń­ski, w trak­cie któ­re­go Mer­kel aktyw­nie dzia­łał jako kry­tyk lite­rac­ki, a jego rola w poezji nie­miec­kiej może być porów­na­na do tej, jaką ode­grał w pol­skiej Jan Śnia­dec­ki – do roli naj­bar­dziej nie­prze­jed­na­ne­go zoila rodzą­ce­go się nur­tu roman­tycz­ne­go. Freye pisze wprost:

Gar­lieb Mer­kel heißt der Mann, der Boeh­len­dorff um den Rest seiner gesun­den Ver­nunft gebracht hat 57. / Gar­lieb Mer­kel zwie się czło­wiek, któ­re­mu Boeh­len­dorff zawdzię­cza utra­tę resz­tek zdro­we­go roz­sąd­ku.

Kry­je się w tym jed­nak pew­na iro­nia – kry­ty­ce Mer­ke­la i wywo­ła­ne­mu przez nią kry­zy­so­wi psy­chicz­ne­mu zawdzię­cza bowiem Boeh­len­dorff to, że osta­tecz­nie w 1803 roku wraz z powro­tem na Heimat dobie­ga koń­ca trud­ny dzie­wię­cio­let­ni okres stu­denc­ko-emi­gra­cyj­ny. Roz­po­czy­na się dwu­dzie­sto­jed­no­let­ni okres wędró­wek, ucie­czek i powro­tów nad Zato­kę Ryską.

Pierwodruk wiersza „Der Wechsel”, „Poetisches Taschenbuch für Jahr 1803”.
Pierwodruk wiersza „Der Wechsel”, „Poetisches Taschenbuch für Jahr 1803”.

Utra­co­ny Heimat jest nie­kie­dy dla Boeh­len­dorf­fa toż­sa­my z wszyst­ki­mi dobry­mi domo­wy­mi uczu­cia­mi. Za przy­kład niech tu posłu­ży wiersz z oko­ło 1820 roku, zna­le­zio­ny wśród ręko­pi­sów pozo­sta­wio­nych przez Boeh­len­dorf­fa pod opie­ką Kar­la Frie­dri­cha Ludwi­ga Peter­se­na w Dorpa­cie / Tar­tu58. Peter­sen, rówie­śnik Boeh­len­dorf­fa i jego kole­ga z cza­sów stu­diów w Jenie, póź­niej wykła­dow­ca języ­ka nie­miec­kie­go i biblio­te­karz na Uni­wer­sy­te­cie w Dorpa­cie / Tar­tu, pozo­sta­wił po sobie boga­tą kolek­cję nie­pu­bli­ko­wa­nych pism bał­tyc­ko-nie­miec­kich poetów, któ­re w 1846 roku uka­za­ły się dru­kiem w drob­nym wyda­niu przy­szy­ko­wa­nym przez przy­ja­ciół Peter­se­na już po jego śmier­ci. Wyda­nie to, pod tytu­łem Karl Petersen’s Poeti­scher Nachlass, czy­li „Poetyc­kie archi­wa Kar­la Peter­se­na”, sta­ło się pod­sta­wo­wym źró­dłem dla wspo­mi­na­nej już, a będą­cej przy­czyn­kiem do roz­wa­żań Bobrow­skie­go, Das Bal­ti­sche Dich­ter­buch Jeanot­ta Emi­la von Grot­thu­ßa.

Unge­stil­l­tes Seh­nen

Soll ich immer weiter wan­dern,
Sel­ten rasten, nim­mer ruhn?
Ach’ da komm ich nur zu Andern,
Aber nim­mer zu den Meinen;
Weiß von Keinen
Die mit Lust mir Lie­bes tun.

Zieht der Schwan in gold’nen Kre­ißen
Durch die blau­en Him­mel­shöhn
Denk’ ich: könnt‘ ich mit dir reisen!
Lie­bend fin­dest du die Lie­ben;
Mich im trüben
Nebel will kein Herz ver­stehn!

Heimath ist mir langst ent­schwun­den,
Lieb’ und Frie­den sucht mein Herz,
Hat sie nim­mer doch gefun­den;
Ach! Es sucht bis zum Ermüden
Lieb’ und Frie­den! –
Wird’ nicht müd’, mein armes Herz!

Wiersz ten jest dość pro­ble­ma­tycz­ny. Z jed­nej stro­ny Bobrow­ski cytu­je go aż dwa razy, i to w klu­czo­wych frag­men­tach tek­stu, nie poda­je jed­nak w cało­ści, choć zda­wać by się mogło, że trak­tu­je auto­bio­gra­fizm tego utwo­ru nie­mal­że wykład­ni­czo, jak­by Boeh­len­dorf­fo­wi uda­ło się w trzech strof­kach zawrzeć isto­tę swe­go losu. Z dru­giej stro­ny – i z tego wła­śnie powo­du nie zamie­ści­łem dotych­cza­so­wym zwy­cza­jem prze­kła­du tuż pod ory­gi­na­łem – jest to liry­ka pisa­na bar­dzo kunsz­tow­ną, spe­cy­ficz­ną pod wzglę­dem syla­bi­ki i rymo­wa­nia stro­fą59, a jed­no­cze­śnie dość pro­stym, choć gęstym języ­kiem, przez co prze­kład kosz­to­wał mnie nie­ma­ło cza­su potrzeb­ne­go do namy­słu i tyle samo zgry­zo­ty będą­cej wyni­kiem nie­ade­kwat­no­ści słów i rymów. W efek­cie zamiast jed­ne­go prze­kła­du powsta­ły dwie para­lel­ne wer­sje, odda­ją­ce osob­no całość walo­rów este­tycz­nych ory­gi­na­łu.

Nie­za­spo­ko­jo­ne pra­gnie­nie

Wer­sja 1.

Czy wędro­wać mam bez koń­ca,
wytchnąć rzad­ko, nigdy spo­cząć?
Ach, przy­cho­dzę wciąż do obcych,
Ale nigdy nie do swo­ich,
Nie znam takich,
Co miło­ścią mnie obda­rzą.

Sunie łabędź w krę­gach słoń­ca
Poprzez błę­kit wyżyn nie­ba,
Gdy­bym mógł ja z nim odle­cieć!
Kochasz, więc i miłość znaj­dziesz,
Mnie w mgle sza­rej
żad­ne ser­ce nie chce pojąć!

Zni­kła daw­no mi Ojczy­zna,
miłość, pokój – ser­ce szu­ka,
nie zna­la­zło jed­nak nigdy,
szu­ka, szu­ka bez wytchnie­nia
miło­ści, poko­ju!
Ach, nie spo­cznie bied­ne ser­ce!

 

Wer­sja 2.

Czy to wła­śnie mi pisa­ne, ta wędrów­ka nie­skoń­czo­na
I spo­ko­ju nie znać wca­le, tyl­ko cza­sem wytchnąć tro­chę?
Wszę­dzie tyl­ko ludzie obcy, a wędrów­ka moja płon­na,
Bo do swo­ich nie potra­fię zna­leźć dro­gi,
Nigdy mnie nie spo­tkał taki czło­wiek bło­gi,
Co z rado­ścią by poko­chał moje ser­ce pło­che!

Na tle słoń­ca krę­gi zło­te wła­śnie kre­śli łabędź bia­ły
W dal ula­ta przez bez­kre­sne nie­bios dale! A ja dumam:
„Gdy­bym w dal bez­kre­sną mógł odle­cieć z tobą! Mój wspa­nia­ły!”
Kto miło­ści już odda­ny, miłość łatwo znaj­dzie,
Ser­ca, któ­re mnie zro­zu­mie, nie ma nigdzie!
Tyl­ko w mgle posęp­nej wiecz­nie się po świe­cie tułam!

Daw­no zni­kła mi Ojczy­zna, kraj rodzin­ny, uko­cha­ny,
A miło­ści i poko­ju szu­ka ser­ce bez wytchnie­nia.
Nie zna­la­zło nigdy dotąd, nie wie, gdzie ten skarb scho­wa­ny,
Nie­spo­koj­ne nie­ustan­nie, pra­gnie wiecz­nie
Tak! miło­ści i poko­ju, wciąż, nie­zmien­nie,
Ach, bied­ne­mu ser­cu memu nie ma odpocz­nie­nia!

Zesta­wie­nie bia­łe­go łabę­dzia i zło­tych krę­gów budzić może uza­sad­nio­ne sko­ja­rze­nia z Bak­czy­sa­ra­jem w nocySone­tów krym­skich Ada­ma Mic­kie­wi­cza:

Jeden obłok, jak sen­ny łabędź na jezio­rze,
Pierś ma bia­łą, a zło­tem malo­wa­ne krań­ce;60

i to sko­ja­rze­nie niech posłu­ży za wystar­cza­ją­cy dowód, że szta­faż poetyc­kich środ­ków i obra­zów jest tu dość typo­wy. To, co nada­je ory­gi­nal­no­ści i oso­bi­ste­go rysu temu wier­szo­wi, to wła­śnie umiesz­cze­nie wśród zdań o samot­no­ści i nie­szczę­ściu w miło­ści fra­zy: „Heimath ist mir langst ent­schwun­den” / „Zni­kła daw­no mi Ojczy­zna”. Boeh­len­dorff ide­ali­zu­je Heimat – nie jest to ani czy­sty kra­jo­braz, miej­sce na mapie, ani tyl­ko to, co swoj­skie i domo­we. To raczej struk­tu­ra pamię­ci, zestrój afek­tów i obiek­tów, któ­re mają zdol­ność ewo­ko­wa­nia owych afek­tów. Boeh­len­dorf­fo­we poczu­cie Heima­tu to anty­cy­pa­cja mag­da­len­ki Mar­ce­la Pro­usta, doświad­cza­nej total­nie, wszyst­ki­mi zmy­sła­mi, przez co wywo­łu­ją­cej poczu­cie nostal­gii sil­ne i wyra­zi­ste. Moż­na by zary­zy­ko­wać hipo­te­zę, że mie­rząc się z pust­ką i osa­mot­nie­niem, poeta wra­ca pamię­cią do cza­su, gdy oto­czo­ny był peł­nią i miło­ścią, a ten czas i stan natu­ral­nie koja­rzą mu się z Heima­tem.

Jed­nym z ele­men­tów kra­jo­bra­zu, któ­ry naj­moc­niej oddzia­łu­je w twór­czo­ści Boeh­len­dorf­fa jako zako­twi­czo­ny obiekt pamię­ci o ojczyź­nie, jest morze. Spójrz­my zatem jesz­cze ostat­ni raz na Bał­tyk, na Zato­kę Ryską oczy­ma poety, któ­ry do tych miejsc tęsk­ni.

               Sonett

                                            An Raison

Sowie dem Mann, der nah dem Klip­pen­stran­de,
Vom Sturm umtost und von des Meeres Wuth
Im Schat­ten sin­nend, eines Haines ruht,
Umgränzt von des Geschic­kes stren­gem Ban­de.

Er sieht die Wol­ken ziehn nach jenem Lan­de,
Dahin sein Seh­nen leise Wün­sche thut,
Wo seiner schönern Tage Jugend­glut
Entlo­dert winkt mit neu-erhel­l­tem Bran­de.

„O brin­ge mir den hol­den Mor­gen wie­der,
Der alten, from­men Freund­schaft süßes Glück,
O brin­ge mir das Kin­dli­che zurück!”

So naht auch mir der Geist der alten Lie­der
Und über Ber­ge, Thäler, Meer und Fluth
Träum’ ich den Hafen, wo die Wel­le ruht61.

 

               Sonet

                                             Dla Raiso­na62

Jak czło­wie­ko­wi, co tuż przy kli­fu kra­wę­dzi,
Choć kipi morze i sza­le­je burza,
W cie­ni­stym gaju w myślach się zanu­rza,
I spę­ta­ny przez losu tak suro­we wię­zi.

Widzi chmu­ry, wiatr je do kra­ju tego pędzi,
Co wciąż tęsk­no­ty cichej nerw poru­sza,
I wspo­mnień dni mło­do­ści żarem dusza
Roz­grza­na znów żywe­go ognia wznie­ca krę­gi!

„O, przy­wróć mi – woła – ten pora­nek prze­świę­ty,
Słod­kie owych szcze­rych przy­jaź­ni szczę­ście
O, powróć czy­stość, pro­sto­tę dzie­cię­ce!”

Tak ku mnie kro­czy daw­nych pie­śni duch zaklę­ty
I nad góry, doli­ny, morza, dale
Śnię o por­cie, gdzie spo­czy­wa­ją fale.

Boeh­len­dorff co praw­da na Zachód, do Kra­jów Nie­miec­kich, uda­je się z wła­snej woli, acz­kol­wiek zarów­no szta­faż środ­ków sty­li­stycz­nych, jak i sama isto­ta roman­tycz­nej nostal­gii pobrzmie­wa­ją zaska­ku­ją­co zna­jo­mo w zesta­wie­niu z tym, co zna­my dosko­na­le z pol­skiej poezji poli­sto­pa­do­wej. Moż­na zauwa­żyć nawet jed­no bar­dzo kon­kret­ne podo­bień­stwo – wiersz Boeh­len­dorf­fa opar­ty jest struk­tu­ral­nie na zama­szy­stym porów­na­niu roz­pię­tym mię­dzy pierw­szym a dwu­na­stym wer­sem, a do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ją­cym Mic­kie­wi­czo­we –

Jak mnie dziec­ko do zdro­wia powró­ci­łaś cudem
[…]
Tak nas powró­cisz cudem na Ojczy­zny łono.

– a i kolej­na linij­ka –

Tym­cza­sem prze­noś moję duszę utę­sk­nio­ną63

nie leży od niej tema­tycz­nie i nastro­jo­wo zbyt odle­gle, wszak i Boeh­len­dorff w podob­nym tonie prze­no­si się myśla­mi do utra­co­ne­go kra­ju lat dzie­cię­cych. Mimo ude­rza­ją­ce­go podo­bień­stwa naiw­ne było­by poszu­ki­wa­nie tu jakich­kol­wiek wpły­wów i zależ­no­ści, choć­by ze wzglę­du na natych­mia­sto­we nie­mal zapo­mnie­nie Boeh­len­dorf­fa po jego śmier­ci w 1825 roku. Acz­kol­wiek, mając na wzglę­dzie, że filo­mac­kie lata Mic­kie­wi­cza przy­pa­da­ją na okres wędró­wek Boeh­len­dorf­fa po bał­tyc­kich pro­win­cjach ówcze­sne­go Impe­rium Rosyj­skie­go, a tak­że nie­wiel­ką sto­sun­ko­wo odle­głość Wil­na i Kow­na od Rygi czy Mit­ta­wy / Jeł­ga­wy, trze­ba przy­znać: wizja Boeh­len­dorf­fa, dwa­dzie­ścia lat star­sze­go, wiesz­cza-waga­bun­dy, przy­gar­nię­te­go z tułacz­ki, czy­ta­ją­ce­go swo­je wier­sze mię­dzy mło­dzie­żą, jak­by nie­lu­do­wa wer­sja obraz­ka z roman­su Dudarz, przy­jem­nie pobu­dza wyobraź­nię.

Wróć­my jed­nak do morza, któ­re­go dwa skraj­ne obra­zy – burza sza­le­ją­ca poni­żej kli­fu i spo­koj­na przy­stań – sta­no­wią szcze­gól­ną klam­rę kom­po­zy­cyj­ną przy­wo­ła­ne­go wyżej sone­tu. Od narzu­ca­ją­cej się w pierw­szej kolej­no­ści inter­pre­ta­cji tych sym­bo­li, zwią­za­nej z parą, odpo­wied­nio: „doro­słość – dzie­ciń­stwo”64, dają­cą się łatwo prze­kształ­cić w kolej­ną: „świa­do­mość – nie­win­ność”, od któ­rej krok już do opo­zy­cji „kul­tu­ra – natu­ra”, znacz­nie bar­dziej uza­sad­nio­ne w kon­tek­ście tych roz­wa­żań będzie zesta­wie­nie: „emi­gra­cja – Heimat”. Czy­ta­jąc nato­miast ten wiersz przez pry­zmat poetyc­kie­go prze­twa­rza­nia obra­zów zna­nych poecie z Heima­tu wła­śnie, zary­zy­ku­ję zin­ter­pre­to­wa­nie two­rzą­cych klam­rę prze­ci­wieństw jako jed­ne­go miej­sca: Mark­gra­fen / Mēr­srags.

Widok na półwysep Mersrags, rys. P. Szypuła, 2025.
Widok na półwysep Mērsrags, rys. P. Szypuła, 2025.

Na pół­noc­nym skra­ju tej miej­sco­wo­ści (na połu­dnio­wym znaj­du­ją się brze­gi jezio­ra Angern / Engu­re) w wody Zato­ki Ryskiej wbi­ja się nie­wiel­ki i poza Łotwą mało zna­ny, jed­no­imien­ny ze wsią przy­lą­dek, z któ­re­go przy dobrej pogo­dzie moż­na dostrzec zarów­no świa­tła Jur­ma­li, jak i pół­wy­sep Kol­ka. Jest to więc jedy­ne miej­sce, z któ­re­go podzi­wiać moż­na całą Zato­kę Ryską. Nie­ste­ty, auto­rzy pod­ręcz­nych map i atla­sów zwy­kle kre­ślą od ujścia Dźwi­ny aż do pół­wy­spu Kol­ka65 jed­ną nie­zmą­co­ną krzy­wą, przez co zupeł­nie lek­ce­wa­żą ist­nie­nie przy­ląd­ka Mar­gra­fen / Mēr­srags. Po jego pół­noc­no-zachod­niej stro­nie wybrze­że jest nie­co bar­dziej stro­me, może nie­co na wyrost moż­na uznać, że się­ga­ją­ca od pół­to­ra do dwóch metrów skar­pa66 to klif. Na jego szczy­cie stoi latar­nia mor­ska. Z dru­giej stro­ny, od połu­dnio­we­go wscho­du, brzeg jest nato­miast zupeł­nie łagod­ny, pła­ski, ude­ko­ro­wa­ny powy­cią­ga­ny­mi na ląd łodzia­mi rybac­ki­mi. Pomię­dzy nimi, na prze­dłu­że­niu cypla, z wody wysta­je wiel­ki kamień, zwa­ny dia­blim lub czar­cim. Może dla­te­go, że dopie­ro gdy się na nie­go wdra­pać, napraw­dę widać całą Zato­kę jak na dło­ni.

W Mark­gra­fen / Mēr­srags jest Heimat Boeh­len­dorf­fa, to wła­śnie „Hafen, wo die Wel­le ruht” / „Port, gdzie fala spo­czy­wa”, tam zaczy­na się i koń­czy jego świa­do­me życie. Wyide­ali­zo­wa­ny świat lat dzie­cię­cych jest miej­scem w pamię­ci, do któ­re­go powro­tu już nie ma i zapew­ne ta wła­śnie świa­do­mość pchnę­ła Casi­mi­ra Ulri­cha Boeh­len­dorf­fa do tar­gnię­cia się na życie 10 kwiet­nia 1825 roku. Miał zapew­nio­ny byt i dochód, miesz­kał w Heima­cie, za któ­rym całe doro­słe życie tęsk­nił, ale nic nie było i nie mogło być już takie samo.

Na cmen­ta­rzu w Mark­gra­fen / Mēr­srags próż­no szu­kać jego gro­bu, a miej­sco­wy pastor nawet nie wie, że jakiś nie­miec­ko­ję­zycz­ny poeta kie­dyś został tu pocho­wa­ny. Dom, w któ­rym Boeh­len­dorff się zastrze­lił, stoi do dziś, miesz­ka­ją tam ludzie, bie­ga­ją dzie­ci, pod­ło­ga pokry­ta jest lino­leum, bo zapew­ne na zdro­wych trzy­stu­let­nich dębo­wych deskach pod­ło­gi widocz­na jest wciąż niczym nie­da­ją­ca się zmyć pla­ma, ślad krwi.

Bobrow­ski:

Boeh­len­dorff wen­det sich ab, auf die Düne zu. Die­ser Abend kommt leicht, mit hel­len Far­ben. Vom Was­ser herauf, die Stil­le tritt über den Sand. Von der Höhe der Düne sieht man auf die Bucht hinaus und, nach Süden, über den lang­ge­streck­ten See, der die hel­len Was­ser drau­ßen mit seiner dun­klen Far­be begle­itet, zwi­schen Sand und Fel­dern und Wald­stüc­ken, weit hinun­ter, auf Angern zu, auf den spit­zen Kir­chen­turm und ein beglänz­tes Dach davor.

 

Boeh­len­dorff odwra­ca się i idzie ku wydmom. Wie­czór zapa­da łagod­ny w jasnych kolo­rach. Znad wody cisza wstę­pu­je na pia­sek. Z wyso­kiej wydmy widać zato­kę, a na połu­dniu, ponad dłu­gim roz­le­głym jezio­rem, któ­re tam­tym jasnym wodom towa­rzy­szy swo­ją ciem­ną bar­wą, otwie­ra się mię­dzy pia­skiem, pola­mi i skraw­ka­mi lasu dale­ki widok na Angern, na spi­cza­stą wie­żę kościel­ną i błysz­czą­cy przed nią dach67.

Boeh­len­dorff:

Das gege­be­ne ist leider nur so sehr Frag­ment, vom Frag­ment daß nur Deine Seele es wie­der bele­ben kann68.

 

Nie­ste­ty to, co nam dane, to tyl­ko taki frag­ment, frag­ment, któ­ry tyl­ko Two­ja dusza może przy­wró­cić do życia.

Widok na Jezioro Engure w kierunku wsi Engure
Widok na Jezioro Engure w kierunku wsi Engure, fot. P. Szypuła, 2026.

 

1 J. Bobrow­ski, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke in Sechs Bän­den, Band 4: Die Erzäh­lun­gen, Ber­lin: Union Ver­lag, 1987, s. 97.

2 Ten­że, Uczta myszy i inne opo­wia­da­nia, tłum. Z. Jarem­ko-Pytlow­ska, War­sza­wa: Czy­tel­nik, 1968, s. 7.

3 R. Habeck, Ich träum den Hafen, wo die Wel­le ruht, Hes­si­scher Rund­funk, 1996, s. 2. Pogru­bie­nie zacho­wa­no za cyto­wa­nym tek­stem.

4 Nawet pierw­sza mono­gra­fia Boeh­len­dorf­fa autor­stwa Kar­la Frey­ego nosi tytuł Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff: der Freund Her­barts und Höl­der­lins, Lan­gen­sal­za: Her­mann Bey­er & Söh­ne, 1913.

5 C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1‒3, hrsg. von F. Schel­l­ha­se, Frank­furt am Main: Stroemfeld/Roter Stern, 2000.

6 R. Bēms, Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff, tłum. S. Pijo­la [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Gedichte/Dzejas, Riga: Juma­va, 2014.

7 Kazi­mirs Ulrihs Bēlen­dorfs, onli­ne: https://www.literatura.lv/personas/kazimirs-ulrihs-belendorfs [dostęp: 8.06.2026].

8 R. Habeck, Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorffs Gedich­te: eine stil­kri­ti­sche Unter­su­chung, Würz­burg: König­shau­sen & Neu­mann, 1997.

9 J. Bobrow­ski, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 105; ten­że, Uczta myszy…, s. 19.

10 Ten­że, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 105; ten­że, Uczta myszy…, s. 7.

11 Nie pierw­szy i nie­je­dy­ny raz posłu­żył się Bobrow­ski tu mało zna­ną sze­ro­kiej publicz­no­ści posta­cią histo­rycz­ną, by wspo­mnieć choć­by Litew­skie kla­wi­kor­dy, tłum. A.M. Lin­ke, War­sza­wa: Czy­tel­nik, 1969 (wyd. oryg. Litau­ische Cla­vie­re, Ber­lin: Union Ver­lag, 1966), gdzie mowa jest mię­dzy inny­mi o Kri­sti­jo­na­sie Done­la­iti­sie, posta­ci poza Litwą sze­rzej nie­zna­nej.

12 War­to zwró­cić uwa­gę na to, że pierw­szych dwa­dzie­ścia lat życia Boeh­len­dorff spę­dził jako de fac­to oby­wa­tel Rze­czy­po­spo­li­tej Oboj­ga Naro­dów, gdyż Kur­lan­dia jako len­no przy­na­le­ża­ła do niej aż do trze­cie­go roz­bio­ru. Teo­re­tycz­nie zatem bio­gram Boeh­len­dorf­fa powi­nien był się zna­leźć w Pol­skim Słow­ni­ku Bio­gra­ficz­nym.

13 Nazwy miej­sco­we będę poda­wał w warian­cie nie­miec­kim (współ­cze­snym Boeh­len­dorf­fo­wi) i łotew­skim lub zgod­nym ze współ­cze­snym pol­skim stan­dar­dem. Dla lep­szej czy­tel­no­ści roz­dzie­lam poszcze­gól­ne warian­ty dodat­ko­wym świa­tłem.

14 J.P. Brandt był pasto­rem w Angern / Engu­re w chwi­li, gdy ostat­nie mie­sią­ce życia spę­dzał tam Boeh­len­dorff. Zarów­no Schel­l­ha­se, jak i Bēms uwa­ża­ją, że to wła­śnie Brand­to­wi zawdzię­czał Boeh­len­dorff ostat­nią sta­łą posa­dę – kore­pe­ty­to­ra w dobrach Mark­gra­fen / Mēr­srags. Bobrow­ski pisze w swo­im opo­wia­da­niu, że pogrzeb Boeh­len­dorf­fa spra­wo­wał pastor Marien­feld; poda­je rów­nież błęd­ną datę śmier­ci. Zapew­ne jed­nak wła­śnie Brandt odpro­wa­dził Boeh­len­dorf­fa w ostat­nią dro­gę. O ist­nie­niu w histo­rii para­fii kaznodziei/pastora o nazwi­sku Marien­feld w Mark­gra­fen / Mēr­srags oko­ło roku 1825 nic nie świad­czy. Przy­czy­ny takie­go ukształ­to­wa­nia mate­ria­łu w tek­ście obja­śnia John P. Wie­czo­rek w pra­cy Betwe­en Sar­ma­tia and Socia­lism: The Life and Works of Johan­nes Bobrow­ski, Amster­dam: Rodo­pi, 1999, s. 181‒188.

15 A. Fan­khau­ser, Helve­ti­sche Revo­lu­tion, „Histo­ri­sches Lexi­kon der Schwe­iz“, 24.03.2011, onli­ne: https://hls-dhs-dss.ch/articles/017217/2011–03-24/ [dostęp: 8.06.2026].

16 J. Woj­to­wicz, Histo­ria Szwaj­ca­rii, Wro­cław: Osso­li­neum, 1989, s. 144‒150. Woj­to­wicz nie uży­wa okre­śle­nia „rewo­lu­cja” w odnie­sie­niu do rze­czo­ne­go bun­tu Hel­we­tów.

17 C.U. Boeh­len­dorff, Geschich­te der helve­ti­schen Revo­lu­tion in vier Büchern [w:] Geschich­te und Poli­tik, hrsg. von K.L. Wolt­mann, Ber­lin 1802, s. 10‒11.

18 R. Bēms posu­wa się nawet do stwier­dze­nia, że to wpływ Höl­der­li­na dopro­wa­dził osta­tecz­nie Boeh­len­dorf­fa do samo­bój­stwa. Zob. R. Bēms, Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff, s. 10.

19 Schel­l­ha­se, Bēms i inni powo­łu­ją się naj­czę­ściej na recen­zję zawar­tą w tomie szó­stym Brie­fe an ein Frau­en­zim­mer über die wich­tig­sten Pro­duk­te der schönen Lite­ra­tur, Ber­lin 1802, s. 537–553. Jest ona istot­nie zoilow­ska. Nato­miast w jed­nej z wcze­śniej­szych wyra­ża się łagod­niej, wręcz twier­dzi, że nie brak Boeh­len­dorf­fo­wi talen­tu, acz­kol­wiek brak warsz­ta­tu. Zob. Brie­fe an ein Frau­en­zim­mer über die wich­tig­sten Pro­duk­te der schönen Lite­ra­tur, Band 4, Ber­lin 1802, s. 24‒26.

20 Zob. K. Freye, Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff, der Freund Her­barts und Höl­der­lins, Dres­den: Bey­er, 1913, s. 202.

21 E. Zim­mer­mann, Die Har­mo­nie der Kräfte. Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorffs dra­ma­ti­sche Dich­tung, Weimar‒Köln‒Wien: Ver­lag Böh­lau, 1997, s. 33‒34. Zim­mer­mann podą­ża tu śla­dem tego, o czym jedy­nie napo­mknął K. Freye (ten­że, Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff…, s. 198), ale odno­si się do pomy­słu ist­nie­nia zaszło­ści lub uprze­dzeń znacz­nie poważ­niej.

22 Письма В. А. Жуковскаго къ Александру Ивановичу Тургеневу, Москва: Изданiе «Русскаго Архива», 1895, s. 176. Zacho­wa­no ory­gi­nal­ną orto­gra­fię.

23 „Heimat” odno­szą­cy się do regio­nów, w któ­rych do 1945 roku miesz­kał spo­ry odse­tek lud­no­ści nie­miec­kiej, nie jest czymś obcym pol­skie­mu dys­kur­so­wi, a ter­min ten nie nosi w sobie odcie­nia kolo­nial­ne­go czy impe­ria­li­stycz­ne­go. Histo­rię i roz­wój poję­cia traf­nie rekon­stru­uje na począt­ku arty­ku­łu Heimat­film – zarys dzie­jów gatun­ku Beata Kosiń­ska-Krip­p­ner. Zob. B. Kosiń­ska-Krip­p­ner, Heimat­film – zarys dzie­jów gatun­ku, „Kwar­tal­nik Fil­mo­wy” 2009, R. 31, nr 67/68, s. 169–189.

24 Schel­l­ha­se jako jedy­ny poda­je, że Boeh­len­dorff strze­lił sobie w lewą pierś. Zob. F. Schel­l­ha­se, Bio­gra­phi­sche Über­sicht [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1, s. 508.

25 R. Bēms. Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff, s. 14, 25.

26 Zob. J.P. Wie­czo­rek, Betwe­en Sar­ma­tia and Socia­lism…, s. 183.

27 J. Bobrow­ski, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 111–112.

28 Ten­że, Uczta myszy…, s. 27–28.

29 Ten­że, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 105; ten­że, Uczta myszy…, s. 18.

30 For­ma tego obiek­tu i jego popraw­ne okre­śle­nie z punk­tu widze­nia ter­mi­no­lo­gii geo­mor­fo­lo­gicz­nej były nie­ma­łym wyzwa­niem. Bar­dzo dzię­ku­ję Beacie Jur­czok i Sarze Kiste­li za pomoc w tym zakre­sie i wska­za­nie odpo­wied­nie­go roz­dzia­łu w pra­cy pro­fe­so­ra Mie­czy­sła­wa Kli­ma­szew­skie­go. Zob. M. Kli­ma­szew­ski, Geo­mor­fo­lo­gia, War­sza­wa: PWN, 1981, s. 619–621.

31 E. Poze­mo­vskis, Sta­bu­rags, „Pasa­kas”, onli­ne: https://asakas.net/teikas/vietas/s/staburags/ [dostęp: 8.06.2026].

32 Ist­nie­nie tego frag­men­tu w języ­ku pol­skim odkry­łem dzię­ki pra­cy Tere­sy Rącz­ki-Jezior­skiej Roman­tyzm pol­sko-inf­lanc­ki, syl­wet­ki, tek­sty, archi­wa, War­sza­wa: IBL, 2016, s. 158. Nie­ste­ty brak w tej publi­ka­cji bliż­szych infor­ma­cji o Boeh­len­dorf­fie. Co wię­cej, pomy­lo­na zosta­je jego data uro­dze­nia. Dowo­dzi to tego, że wśród pol­sko­ję­zycz­nych lite­ra­tów i inte­lek­tu­ali­stów w Inf­lan­tach Boeh­len­dorff był raczej mało zna­ny.

33 Nie uda­ło mi się nie­ste­ty usta­lić tego ponad wszel­ką wąt­pli­wość, ale z całą pew­no­ścią był to Boh­dan Kor­sak (1875–1961) – syn Bro­ni­sła­wa, dzie­dzic mająt­ku Anińsk w powie­cie sie­bie­skim, w dwu­dzie­sto­le­ciu sędzia Sądu Naj­wyż­sze­go, brat pisa­rza Wło­dzi­mie­rza Kor­sa­ka. O tym świad­czyć mogły­by rów­nież nie­du­ża odle­głość Anień­ska od Dry­can i Boni­fa­co­wa (sie­dzib Man­teuf­flów) oraz fakt przy­na­leż­no­ści Gusta­wa Man­teuf­fe­la i Boh­da­na Kor­sa­ka do kor­po­ra­cji aka­de­mic­kiej Kon­went Polo­nia w Dorpa­cie. Bar­dzo dzię­ku­ję pani Hele­nie Doba­czew­skiej-Sko­niecz­ce za pomoc w poszu­ki­wa­niach.

34 Tekst nie­miec­ki poda­ję tu i dalej w każ­dym przy­pad­ku za wyda­niem Frie­de­ra Schel­l­ha­se­go, będą­cym naj­do­kład­niej­szym wyda­niem źró­dło­wym. Przy­ta­czam go zgod­nie z przy­ję­tym przez Schel­l­ha­se­go, ówcze­snym zapi­sem orto­gra­ficz­nym, nie­raz odle­głym od współ­cze­snej nor­my języ­ka nie­miec­kie­go. C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 200–201.

35 G. Man­teuf­fel, Słu­pi Róg: stresz­cze­nie odczy­tu wygło­szo­ne­go przez Gusta­wa Man­teuf­fla w pol­skiem Towa­rzy­stwie Kra­jo­znaw­czem w Rydze, „Kwar­tal­nik Litew­ski” 1910, t. 1, s. 139–140. Pro­szę zwró­cić uwa­gę na to, że tłu­macz poda­je: „Lecz dziś uwi­ję pie­śni posłusz­nej / Kwia­ty na two­ją cześć w rodzi­my, swoj­ski wie­niec”, zaś w nie­miec­kim ory­gi­na­le czy­ta­my „Nun will ich’s errin­gen / Dir zu flech­ten im dien­st­ba­ren Lied patrio­ti­schen Licht­kranz“, co zna­czy dosłow­nie „Teraz chcę się na to zdo­być, by upleść dla cie­bie, w słu­żeb­nej pie­śni, patrio­tycz­ny wie­niec świa­tła”. Co cie­ka­we, Kairit Kaur w arty­ku­le The Seasons by James Thom­son and the Bal­tic Ger­man Poetry abo­ut the Seasons in the Era of Bal­tic Enli­gh­ten­ment poda­je w cyta­cie z wier­sza Blu­men­kranz (czy­li wie­niec z kwia­tów, jak Boh­dan Kor­sak) nie zaś „Licht­kranz”, choć wymie­nia jako źró­dło opra­co­wa­nie Schel­l­ha­se­go, w któ­rym zano­to­wa­no wła­śnie „Licht­kranz”. Ponad­to w pierw­szej publi­ka­cji zawie­ra­ją­cej nie­miec­ki ory­gi­nał wier­sza – w publi­ka­cji wyda­nej pod redak­cją i nakła­dem W.S. Sta­ven­ha­ge­na Album Kur­län­di­scher Ansich­ten, in Stahl gesto­chen und gedruckt von Gustav Georg Lan­ge, mit erläu­tern­dem Text von ver­schie­de­nen Ver­fas­sern, Mitau 1866, s. 6 (85) – poja­wia się zapis „Licht­kranz”. Schel­l­ha­se nie wspo­mi­na w przy­pi­sach o ist­nie­niu alter­na­tyw­nej redak­cji wier­sza, a jed­nak współ­cze­śnie badacz­ka Kairit Kaur (jak i przed ponad stu laty Boh­dan Kor­sak), podą­ża­jąc nie wia­do­mo za jakim źró­dłem, popeł­nia ten sam błąd.

36 C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1, s. 109. Tu i wszę­dzie dalej zacho­wu­ję ory­gi­nal­ną pisow­nię. Boeh­len­dorff od oko­ło 1803 roku zaczął wpro­wa­dzać udziw­nie­nia w zapi­sie i orto­gra­fii swo­ich wier­szy. Pomi­jał wiel­kie lite­ry rze­czow­ni­ków, z wyjąt­kiem imion, nie­orto­dok­syj­nie trzy­mał się wiel­kich liter na począt­ku wer­su. Wsta­wiał kom­bi­na­cje liter z kro­jów gotyc­kich i anty­kwo­wych. Tekst dru­ko­wa­ny nie daje moż­li­wo­ści zupeł­ne­go i komu­ni­ka­tyw­ne­go odda­nia tych warian­tów. Zob. F. Schel­l­ha­se, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1, s. 542.

37 Prze­kład ten i wszyst­kie pozo­sta­łe w tym tek­ście, jeśli nie zazna­czo­no ina­czej, są moje­go autor­stwa i uka­zu­ją się tu raz pierw­szy.

38 F. Schel­l­ha­se, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1, s. 559.

39 K. Żwir­ski, Sier­pień, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy: Auste­ria, 2021, s. 41.

40 Mak­sy­mal­na głę­bo­kość 2,1 m, śred­nia 0,4 m, powierzch­nia 40,46 km2. Zob. Latvi­jas padom­ju enci­klo­pēdi­ja, red. E. Ābolin̦š, t. 3, Riga: Galve­nā enci­klo­pēdi­ju redak­ci­ja, 1987, s. 190.

41 C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1, s. 94–95.

42 F. Schel­l­ha­se, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 554–555.

43 J. Bobrow­ski, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 102; ten­że, Uczta myszy…, s. 14.

44 G. Wolf, Johan­nes Bobrow­ski: Leben und Werk, Ber­lin: Volk und Wis­sen Ver­lag, 1967, s. 95.

45 Słow­nik geo­gra­ficz­ny Kró­le­stwa Pol­skie­go i innych kra­jów sło­wiań­skich, t. II: Derenek–Gżack, red. F. Suli­mier­ski et al., War­sza­wa 1881, s. 63.

46 Słow­nik geo­gra­ficz­ny Kró­le­stwa Pol­skie­go i innych kra­jów sło­wiań­skich, t. XIV: Worowo–Żyżyn, red. F. Suli­mier­ski et al., War­sza­wa 1895, s. 728.

47 C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 235.

48 F. Schel­l­ha­se, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1, s. 577.

49 Ten­że, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 677.

50 J. Bobrow­ski, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 108; ten­że, Uczta myszy…, s. 22.

51 C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 103.

52 F. Schel­l­ha­se, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 635.

53 R. Habeck, Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorffs Gedich­te: eine stil­kri­ti­sche Unter­su­chung, Würz­burg: König­shau­sen & Neu­mann, 1997, s. 26.

54 Choć­by w sone­cie bez tytu­łu z tego same­go tomu wier­szy: „Wann wird die gol­de­ne Zeit uns wider­keh­ren?” / „Kie­dy powró­cą nam zło­te cza­sy?”pyta Boeh­len­dorff w pierw­szym wer­sie. Zob. C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 53.

55 J. Bobrow­ski, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 98; ten­że, Uczta myszy…, s. 8.

56 Gar­lieb Mer­kel, choć na Łotwie jest uzna­wa­ny nie­mal za boha­te­ra naro­do­we­go, a jego nazwi­skiem uho­no­ro­wa­na jest jed­na z głów­nych ulic Rygi, podob­nie jak zna­czą­co mniej zna­ny Boeh­len­dorff, nie docze­kał się dotąd ency­klo­pe­dycz­ne­go bio­gra­mu w języ­ku pol­skim.

57 K. Freye, Casi­mir Ulrich Boeh­len­dorff…, s. 198.

58 F. Schel­l­ha­se, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 667.

59 Dokład­nie: 8a/7b/8a/8c/4c/7b.

60 A. Mic­kie­wicz, Dzie­ła, Paryż 1868, t. 1, s. 119

61 C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 43.

62 Johan­nes G.W. von Raison, syn pasto­ra z Kur­lan­dii, kole­ga Boeh­len­dorf­fa od cza­sów nauki w Petri­nie w Mit­ta­wie / Jeł­ga­wie, póź­niej w Jenie czło­nek Gesel­l­schaft der fre­ien Män­ner, orga­ni­za­cji stu­denc­kiej, do któ­rej nale­żał rów­nież Boeh­len­dorff, wraz z Boeh­len­dorf­fem odbył pie­szą wypra­wę do Medio­la­nu w 1797 roku. Zob. F. Schel­l­ha­se, Kom­men­ta­re [w:] C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 2, s. 612.

63 A. Mic­kie­wicz, Dzie­ła, Paryż: 1868, t. 3, s. 3

64 Chcia­ło­by się ubrać tę opo­zy­cję w sło­wa: „wiek męski, wiek klę­ski” – „dzie­ciń­stwo siel­skie, aniel­skie”.

65 Nie poda­ję wyjąt­ko­wo nazwy nie­miec­kiej, gdyż jest iden­tycz­na – Kap von Kol­ka, Horn von Kol­ka. Cza­sa­mi moż­na tra­fić na okre­śle­nie Kap Dome­snäs, jed­nak nawet w nie­miec­kich źró­dłach jest ono rzad­ko uży­wa­ne.

66 W zupeł­nie innej ska­li, ale wyni­ka to z tych samych pro­ce­sów (abra­zji), któ­re ukształ­to­wa­ły klif w Orło­wie. Zob. M. Kli­ma­szew­ski, Geo­mor­fo­lo­gia, War­sza­wa: PWN, 1981, s. 135–136.

67 J. Bobrow­ski, Boeh­len­dorff [w:] Gesa­mel­te Werke…, s. 109; ten­że, Uczta myszy…, s. 24.

68 C.U. Boeh­len­dorff, Werke, t. 1, s. 216.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

07.06.2026 Szkice

Łotrzyk, ten Walser

Pisał, gdy chwiały się i upadały imperia, a przez Europę przetoczyła się pierwsza wojna światowa. W Szwajcarii spacerował, obserwował świat i zapisywał to, co widział, w swoich mistrzowskich niewielkich opowiadaniach publikowanych w prasie – o życiu i twórczości Roberta Walsera pisze Monika Gromala.

05.06.2026 Prasówka

Prasówka (5 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.