Gdzieś pośród wielu tysięcy wysp znajdujących się na Morzu Bałtyckim większość akcji swojej powieści umiejscowił fiński pisarz i malarz Heikki Kännö. Tytułowa Sömnö, należąca do Archipelagu Sztokholmskiego, nie istnieje jednak naprawdę, choć jej topografia i surowy klimat odpowiadają wyspom znanym z biografii niejednego szwedzkiego czy fińskiego artysty: uboga flora, potężne i pokryte rozchodnikami skały, o które rozbijają się fale rozszalałego morza (w książce dostajemy nawet dokładne współrzędne geograficzne, przenoszące nas na mapie kilkadziesiąt kilometrów na południe od szwedzkiej stolicy). W podobnej scenerii osiedli Ingmar Bergman czy Tove Jansson, tam też tworzy protagonista Wyspy Snów, malarz Werner H. Berger. Losy jego i jego rodziny dwa pokolenia wstecz poznajemy na ponad pięciuset stronach monumentalnej, wielowątkowej powieści wyróżnionej Nagrodą im. Runeberga.
„Czy istnieje artysta, u którego w samym środku serca nie znajduje się jego sztuka?”1 – to retoryczne pytanie zadaje głównemu bohaterowi Wyspy Snów sam diabeł, roszczący sobie prawa do jego duszy. Werner H. Berger jest, owszem, i artystą, i – bez wątpienia – grzesznikiem; w jednej ze swoich wywołanych ciężką chorobą halucynacji podpisuje faustowski pakt („Gdybym miał duszę nadającą się na sprzedaż, już wieki temu dałbym ogłoszenie”2 – głosi z charakterystyczną dla siebie butą). Sam Mefistofeles przybiera postać kilku osób z przeszłości swojego rozmówcy, między innymi przywódcy duchowego Georgija Iwanowicza Gurdżijewa czy Izaaka Severina – kronikarza rodziny Bergerów.
Izaaka, ogarniętego obsesją biografa cenionego szwedzkiego malarza i teozofa, poznajemy na początku książki jako niespełnionego autora. Spisywanie losów rodu Bergerów wiąże się z licznymi przeszkodami i sprzeciwami innych członków rodziny (największym oponentem powstania biografii jest wuj Fortunio). Jako dobry kronikarz, Izaak schodzi na dalszy plan (a przynajmniej początkowo stwarza tego pozory), uwaga czytelnika skupia się na kolejnych pokoleniach Bergerów, poczynając od przedstawionego w Księdze Rodu dziadka Wernera – Samuela.
Samuel, uciekając przed ojcem tyranem, wpada w wir niemalże bajkowych przygód (Izaak słucha opowieści nestora rodu i podejrzewa, że celowo nagina on fakty bądź – w najlepszym wypadku – że szwankuje mu pamięć). Przemierzając chylącą się ku pierwszej wojnie światowej Europę, Samuel natrafia najpierw na drukarza, który wykorzystuje go do pracy, a następnie na Jacques’a‑Louisa Lenoira, wynalazcę-hochsztaplera. Ten drugi z czasem zostanie jego partnerem w interesach i przyczyni się do zgromadzenia wielkiego majątku rodziny. Z czasem Samuel trafia do Afryki, która również jest ważnym tłem wydarzeń przedstawionych w powieści. Tam bohater poznaje Lucrece Dole, swoją największą miłość. Tam dowiaduje się o naukach uzdrowiciela Simona Kimbangu, co jest pierwszym zetknięciem rodziny z mistycyzmem. Tam w końcu Lucrece wyrusza na spotkanie z szamanem Onyeką Akombem, który opowiada przypowieść o złej naturze człowieka. Do Afryki wiele lat później powróci Werner, żeby wystawić swoją operę. Pomiędzy dziadkiem Samuelem a wnukiem Wernerem jest jeszcze Maksymilian, ojciec, prawdopodobnie najmroczniejszy bohater powieści. To, czego Izaak dowiaduje się na jego temat, pochodzi z relacji (plotek? pogłosek?) dalszych krewnych oraz znajomych.
Historia rodziny jest pretekstem do poszukiwania źródła zła w Wernerze, próbą wyjaśnienia bądź nawet usprawiedliwienia jego nieetycznego postępowania (licznych zdrad małżeńskich, zachowania ocierającego się o autodestrukcję, zaniedbywania bliskich, wreszcie – próby morderstwa). Stawiane są tu pytania o granice sztuki oraz o to, jak daleko artysta może się posunąć, by sfinalizować swoje dzieło. Czy poświęcenie jednej osoby dla sztuki może być zrównoważone poświęceniem sztuki innej osobie? Werner jest, jak się wydaje, kumulacją pokoleniowego zła, nosicielem konsekwentnie przekazywanego każdej kolejnej generacji pierwiastka zepsucia. Zło w rodzinie Bergerów jest także napędzane przez nastroje polityczne panujące w ówczesnej Europie – z powodu prześladowania przez nazistowskich oficerów Samuel, wówczas jeszcze noszący nazwisko Schmal (nazwisko Berger przyjął dopiero po osiedleniu się w Szwecji), musi uciekać i ukrywać swoich bliskich. U przyglądających się temu małych dzieci wywołuje to fascynację groźną ideologią. Sympatyzowanie z nazistami nie jest jedynym tematem, na który natyka się kronikarz, a który wpływowa rodzina chce przemilczeć. Wraz z powstawaniem biografii na światło dzienne wychodzą informacje o ukrywanych zaburzeniach psychicznych, seksualnych perwersjach, szantażach czy kazirodztwie Bergerów.
Powieść jasno sugeruje, że artysta musi być z definicji narcystyczny i egocentryczny (w korespondencji głównego bohatera czytamy: „dzieło sztuki jest atrybutem narcyzmu”3). Narcyzm nazywany jest na kartach książki zdolnością intelektualną, a poświęcenie dla sztuki cechą osoby intelektualnej, nie emocjonalnej. Narcystyczny jest Werner, wierzący w siłę aktu twórczego – nadający każdej kobiecie w swoim życiu cechy fizyczne portretowanej przez niego Manishy, a także przesuwający kamień na plaży tak, aby widok odpowiadał sporządzonemu przez niego szkicowi. Narcystyczny jest też sam Izaak, który sprowadza całą historię do rozliczenia się z własnym pisarstwem i związanym z nim brakiem satysfakcji. Cała ta książka w książce jest niczym innym jak spowiedzią kronikarza, zabraniem czytelnika w podróż, by podziwiał nie tylko dzieło, ale i sam proces spisywania (dopisywania, a nawet „dowymyślania”) biografii Wernera. Efekty pracy kronikarza jedynie wydają się wiernie odzwierciedlać to, co Izaak słyszy i nagrywa swoim dyktafonem. Kronikarz walczy o dostęp do rodzinnych archiwów, załącza do rękopisu listy i wiersze, które wychodzą spod pióra członków rodziny Bergerów. Nie ukrywa jednak osobistych żalów i sympatii, przez co sprowadza niektóre wypowiedzi jedynie do roli pikantnych dygresji.
Wernera poznajemy również jako człowieka, którego wciągnął świat mistycyzmu i okultyzmu. Bohater wierzy w możliwość połączenia duchowego z kosmosem. „Ja po prostu mówię śmierci «nie». Nie zabierze mnie ze sobą, bo będzie tak, że ja nie odejdę!”4 – głosi Werner, który robi wszystko, by uchronić duszę przed śmiercią. Buduje swoją życiową filozofię na poglądzie, że jest odizolowanym bytem duchowym, mającym do dyspozycji materialne ciało; jednocześnie nie okazuje własnemu ciału zbytniego szacunku: nie stroni od alkoholu, postępuje wbrew zaleceniom lekarzy, zawierza się jedynie medycynie alternatywnej i medytacji. Jego znakiem rozpoznawczym jest enneagram, który zaczerpnął z nauk Gurdżijewa i który stał się motywem przewodnim wielu jego dzieł, w tym obrazów, zgodnie z testamentem spalonych po śmierci Wernera.
W toku lektury czytelnikowi nasuwa się wątpliwość, czyich i jakiej natury snów wyspą jest Sömnö. Mapa duchowa tego miejsca powstała w głowie Wernera podczas jego choroby, a on sam czuł się na wyspie rozbitkiem. Prawdopodobnie Sömnö to po prostu wyspa dorosłych, azyl, gdzie nie każdy gość był mile widziany (Werner nie chciał tam zapraszać krewnych, dzieci, polityków, poetów, malarzy, pisarzy, rzeźbiarzy, aktorów czy reżyserów). Zgodnie z zawartą w książce tezą, wedle której „dziecko też rozumie, że dorośli są pogrążeni we śnie, i mówi, że są nudni”5, dorośli bohaterowie powieści zdają się błądzić, wpadać w pułapki własnych wyobrażeń i oszukiwać samych siebie. Uciekają w świat mistycyzmu tylko po to, by wypełnić palącą ich pustkę. Jedyną dziecięcą postacią w świecie Wernera jest jego syn, Jonathan, zaniedbywany przez oboje rodziców-artystów. Chłopiec już w wieku sześciu lat wykazywał „szereg niepokojących cech”6, by jako nastolatek zostać nieprzystającym do społeczeństwa matriksistą – zwolennikiem teorii głoszącej, że „rzeczywistość jest światem wirtualnym, w którym ludzie działają zgodnie z zakodowanymi procedurami”7. W ten sposób zerwał ze zbiorowym śnieniem, w które uwikłani byli wszyscy dookoła niego.
Jednak największym snem (wręcz koszmarem) może być sam mit artysty – bezkrytyczne uwielbienie Izaaka dla bohatera pisanej przez niego biografii, aroganckiego Wernera. Kronikarz zdaje się wybaczać malarzowi zbyt wiele, a inne postacie traktować jak pionki w grze. Nawet gdy chce zdradzić jakiś sekret rodziny Bergerów, który teoretycznie mógłby pogrążyć Wernera, za ofiarę swoich niecnych działań obiera innego krewnego. Nie sympatyzuje z nikim, kogo Werner zranił. Nie żałuje nikogo ani niczego, z wyjątkiem zniszczonych dzieł sztuki.
Wyspa Snów jest przepełniona odniesieniami do innych dzieł kultury (a nawet popkultury) czy nurtów w sztuce i niekoniecznie sprzyja to skupieniu się na jej fabule. Istotnym elementem drugiej części powieści jest motyw podobieństwa między niemieckim kompozytorem Ryszardem Wagnerem a Wernerem Bergerem. Może nieprzypadkowe jest już zbliżone brzmienie ich nazwisk, jednak tym, co łączy obydwie postacie, jest opera, a ściślej: opus magnum każdego z artystów – dzieło, które było realizacją wielkiej wizji (sama Wyspa Snów także ma odzwierciedlać strukturę opery z jej partiami orkiestrowymi). Pierścień Nibelunga Wagnera to wyraz inspiracji mitologią nordycką i hołd dla europejskiej tradycji w duchu niemieckiego romantyzmu. Berger tworzy (jedynie?) megalomańską operę o losach swojej rodziny i tytułuję ją Enneagram Wernera H. Bergera. Obaj też na potrzeby wystawienia swoich dzieł zlecają wybudowanie nowego gmachu opery (Festspielhaus w Bayreuth stoi do dziś, sala koncertowa w Kinszasie została zniszczona krótko po premierze). Wagner pojawia się w książce niejednokrotnie. Przed samym prologiem w Wyspie Snów dostajemy uwerturę, której częścią jest treść Walkirii, a motywy z tej partii dramatu muzycznego niemieckiego kompozytora pojawiają się w codzienności głównego bohatera: willa artysty zostaje nazwana Notung, a jego atelier – Izbą Hundinga. Utkwiona w skale puszka po sardynkach, przez którą prawie zginęła żona Wernera, a której złoty blask widoczny był z daleka na morzu, półżartobliwie została nazwana Pierścieniem Nibelunga. Wagnerowi, a raczej kwestii problematyczności jego twórczości, poświęcony jest całkowicie fragment zatytułowany Intermezzo – Ziemska Jerozolima. Z korespondencji Wernera z jednym z przyjaciół wnioskujemy, że chce on być wyniesiony do rangi tak wielkiego artysty jak niemiecki kompozytor, jednak są to płonne nadzieje („Nie staniesz się nigdy tak znaczącym artystą jak Wagner, ponieważ w ogóle nie jesteś maniakalno-depresyjny i ponieważ brak ci inteligencji, której wymaga narcyzm”)8. W końcu muzyka Wagnera towarzyszy Wernerowi podczas jego największego obsesyjnego aktu tworzenia (Werner określił ten akt twórczy jako dochodzenie do siebie po chorobie), kiedy to słyszy od swojej żony: „Chciałabym, żebyś to przyciszył”9. Kännö w całej swojej książce zawarł wiele innych odniesień, niekoniecznie uzasadnionych z punktu widzenia czytelnika. Na stronach powieści wspominani są Marc Chagall, Damien Hirst, Mary Shelley czy Oscar Wilde. Esesman nękający Samuela to znany z mrocznych kart historii Ernst Kaltenbrunner. Werner z wyglądu przypomina starszego Marcella Mastroianniego. Jest też w Wyspie Snów cała wymyślona szwedzka bohema artystyczna, której przedstawicielami są sami główni bohaterowie. W utworze przewijają się postacie znane z pierwszych stron szwedzkich tabloidów, takie jak księżniczka Magdalena Bernadotte czy kontrowersyjny Mille Marković. Pojawia się nawet Ingmar Bergman – jako potencjalny czwartoplanowy bohater książki.
Powieść fińskiego autora, choć w oryginale napisana w języku Mikaela Agricoli i Aleksisa Kiviego, nie ma w sobie absolutnie nic fińskiego i też niewiele czerpie z tradycji literackich Finlandii. Kraj ten jest tam jedynie wspomniany w kontekście trunku popijanego przez jednego z bohaterów. Wyspa Snów przenosi za to czytelnika w wiele punktów na mapie Europy i Afryki, a ostatecznie – do Szwecji. Europa, nawet ta z czasów wojen światowych, jest tu bezpieczną przystanią i raczej neutralnym tłem wydarzeń; książka nabiera bardziej przygodowego (a nawet pikarejskiego) charakteru, gdy bohaterowie przenoszą się na inny kontynent. Obraz Afryki w powieści jest jednak trochę problematyczny z powodu wyraźnego egzotyzowania tej części świata, traktowania jej jako zacofanej w stosunku do Europy. Dla Samuela Afryka jest obietnicą przygody, źródłem mistycyzmu. Dla Wernera – przyczyną fizycznego cierpienia. Jeden z epizodycznych bohaterów, ojciec Mortier, udaje się do Konga w celu poniesienia boskiej kary – zamierza tam bowiem poddać się „plagom dżungli, chorobom i oślepiającemu upałowi, chmarom owadów, bagnom śmierdzącym zgnilizną, a także śmierci czyhającej na każdym kroku”10, jak również „cywilizować i nawracać «pogańskich kanibali»”11. Mieszkańcy afrykańskich miast okazują się zamieszani w szemrane interesy i niegodni prezentowanej przed nimi sztuki. W powieści pokutuje kolonialne myślenie, raczej nietypowe dla twórców z krajów nordyckich.
Czytana jako epopeja rodzinna, Wyspa Snów robi wrażenie. Choć chaotyczna, stale zmieniająca perspektywę narracji, zabiera czytelnika w długą i intensywną podróż. Co rusz do opowieści wprowadzany jest nowy bohater, nierzadko mający coś do dodania na temat któregoś z Bergerów. W szczególności fragmenty poświęcone epizodowi afrykańskiemu Samuela mają budowę szkatułkową, choć każda kolejna przedstawiona w książce historia poprzedzona jest niestety urwanym wątkiem, do którego autor później nie wraca. Z tego powodu po przeczytaniu pięciuset dwudziestu stron tekstu trudno jest określić, czego (a raczej kogo) on właściwie dotyczy. Czy jest to historia kronikarza Izaaka, czy artysty Wernera, czy jednak całej rodziny Bergerów? Jaką rolę odgrywa tu Per-Erik, który początkowo wydaje się istotnym elementem układanki? Wreszcie – która z wielu kobiet wspomnianych na kartach powieści jest tą najbliższą głównemu bohaterowi: stanowiąca obiekt jego młodzieńczej fascynacji i uwieczniona na wielu jego obrazach Manisha, uznana poetka i cierpiąca w milczeniu żona Mia, a może jedna z wielu kochanek Wernera, będących w gruncie rzeczy kopiami tej pierwszej?
W Wyspie Snów rzeczywistość i fikcja literacka przenikają się na wielu poziomach. Sprawozdawczy i obiektywny styl Izaaka w pewnych partiach tekstu ustępuje miejsca mniej lub bardziej wiarygodnym relacjom, a nawet bajdurzeniu interlokutorów kronikarza. „Tak się dzieje w filmach. I w snach”12, mówi Mia i tym samym podaje w wątpliwość własną relację. Ostatecznie odkrywamy również intencje Izaaka, jego pogląd na kwestię obiektywności spisywanej biografii. To wszystko sprawia, że żaden z bohaterów powieści nie wzbudza prawdziwej sympatii czytelnika. W tej grze wszyscy są manipulantami; w powstającej biografii upatrują korzyści dla siebie. Nie poznajemy satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie, do czego właściwie doszło na Sömnö, choć w toku lektury sprawa ta schodzi na dalszy plan i okoliczności śmierci Wernera przestają być dla czytelnika tak interesujące. Zamiast zabarwienia kryminalnego w Wyspie Snów dostajemy monumentalną sagę rodzinną z elementami przygodowymi urozmaiconą lekkostrawnym traktatem o roli artysty. Zamiast realizmu magicznego, sugerowanego w tytule – naszpikowany nazwiskami i odniesieniami opis życia bogatych i wpływowych.
1 H. Kännö, Wyspa Snów, tłum. A. Bobotek, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2024, s. 400.
2 Tamże, s. 38.
3 Tamże, s. 441.
4 Tamże, s. 38.
5 Tamże, s. 410.
6 Tamże, s. 481.
7 Tamże, s. 347.
8 Tamże, s. 441.
9 Tamże, s. 486.
10 Tamże, s. 86.
11 Tamże.
12 Tamże, s. 507.
