Trzy czerwcowe dni. Festiwal (letniego) przesilenia

Pro­sta, geo­me­trycz­na bry­ła w sty­lu neo­mo­der­ni­stycz­nym, przy­wo­dzą­ca na myśl pokła­dy stat­ków, zbu­do­wa­na z jasne­go pia­skow­ca, z duży­mi prze­szkle­nia­mi, któ­re wpusz­cza­ją mnó­stwo świa­tła, spra­wia wra­że­nie pra­wie obmy­wa­nej przez fale pobli­skie­go morza. Muzeum Mia­sta Gdy­ni od nad­mor­skie­go bul­wa­ru dzie­li nie­speł­na sto metrów, a powścią­gli­wa for­ma budyn­ku jak gdy­by tkwi w uści­sku nie­bie­skiej tafli morza i zie­le­ni sosen, gęsto obra­sta­ją­cych sąsiedz­ką Kamien­ną Górę (ta dziel­ni­ca ode­gra jesz­cze swo­ją rolę w tek­ście).

Siel­ską atmos­fe­rę zabu­rza jed­nak wyda­rze­nie zor­ga­ni­zo­wa­ne w tym roku pod hasłem „(nie)pokój”. Festi­wal Non-Fic­tion przez trzy czerw­co­we dni odby­wa się w prze­strze­ni Muzeum – w kontrze do roz­le­ni­wia­ją­ce­go kli­ma­tu nad­mor­skie­go kuror­tu. Napię­cia na geo­po­li­tycz­nej mapie, wzra­sta­ją­ce nie­po­ko­je spo­łecz­ne zwią­za­ne z kry­zy­sem kli­ma­tycz­nym i postę­pu­ją­cym roz­war­stwie­niem spo­łecz­nym, a tak­że nie­pew­ność wyni­ka­ją­ca z nie­prze­wi­dy­wal­no­ści roz­wo­ju sztucz­nej inte­li­gen­cji i jej wpły­wu na rynek pra­cy, oddzia­ły­wa­nia Big Techu czy przej­mo­wa­nia kolej­nych obsza­rów przez glo­bal­ne fir­my – wymie­nio­ne blo­ki tema­tycz­ne two­rzą oś festi­wa­lu. W hasło prze­wod­nie wyda­rzeń wpi­sa­na jest jed­nak dwu­znacz­ność – nawias obej­mu­ją­cy sło­wo „nie” otwie­ra kolej­ne pole zna­czeń i prze­strzeń do dys­ku­sji na temat lokal­no­ści, małych ojczyzn i siły czer­pa­nej z odnaj­dy­wa­nia poczu­cia spraw­czo­ści. Mar­ce­li Wój­cik, czło­nek kra­kow­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Re-pre­zen­ta­cje, orga­ni­za­cji odpo­wie­dzial­nej za pomysł i reali­za­cję festi­wa­lu Non-Fic­tion, mówi:

Chcie­li­śmy tak uło­żyć pro­gram, żeby odpo­wie­dzią na glo­bal­ne nie­po­ko­je były roz­ma­ite lokal­ne ini­cja­ty­wy, czy­li skon­cen­tro­wa­nie się na małych spo­łecz­no­ściach. Zale­ża­ło nam na poka­za­niu naszej nadziei, że odpo­wie­dzią na te wszyst­kie zagro­że­nia są soli­dar­ność lokal­na, wspól­no­ty, spo­łecz­no­ści. Chcie­li­śmy zazna­czyć, że nie jeste­śmy bez­rad­ni, że bar­dzo dużo zale­ży od nas samych. Dla nas non-fic­tion, to jest to, co wyda­rza się tu i teraz. To nie są tyl­ko repor­ta­że w for­mie ksią­żek. Wia­do­mo, że odno­si­my się do jakichś pro­duk­tów kul­tu­ry. Waż­ne są dla nas też arte­fak­ty, arty­ku­ły, fil­my, repor­ta­że radio­we. Wśród naszych gości znaj­dziesz rów­nież takich, któ­rzy nie napi­sa­li książ­ki czy nie zro­bi­li żad­ne­go repor­ta­żu radio­we­go, ale któ­rzy są na przy­kład eks­per­ta­mi do spraw mię­dzy­na­ro­do­wych, piszą arty­ku­ły do pra­sy, robią pod­cast. To nie­ko­niecz­nie musi być repor­taż rozu­mia­ny orto­dok­syj­nie.

Sto­wa­rzy­sze­nie two­rzą ludzie, któ­rym – co pod­kre­śla Wój­cik i co łatwo mogą zauwa­żyć uczest­ni­cy i uczest­nicz­ki festi­wa­lu – zale­ży na jako­ści spo­tkań, na dobo­rze tema­tów pod kątem ich ade­kwat­no­ści do palą­cych kwe­stii współ­cze­sno­ści, wresz­cie – na szu­ka­niu roz­wią­zań wspo­mnia­nych pro­ble­mów. Nie jest to pusto­sło­wie; za naj­lep­sze potwier­dze­nie tych dekla­ra­cji może słu­żyć fakt, że począt­ko­wo festi­wal (uli­ca Dol­ne Mły­ny w Kra­ko­wie) orga­ni­zo­wa­ny był prak­tycz­nie dzię­ki wła­snym środ­kom człon­ków sto­wa­rzy­sze­nia. Jak doda­je Wój­cik:

Gdy­by nie zaso­by agen­cji, w któ­rej więk­szość z nas pra­cu­je, zaprzy­jaź­nio­nych firm – czy­li meble, krze­sła, sce­na, lam­py, nagło­śnie­nie… Prak­tycz­nie wszyst­ko było zro­bio­ne za fri­ko, po par­ty­zanc­ku.

Festiwal Reportażu NON-FICTION 2026.
Festiwal Reportażu NON-FICTION 2026.

Do dziś pra­ce nad pro­gra­mem i orga­ni­za­cją zaj­mu­ją im wol­ne popo­łu­dnia i wie­czo­ry, tak zwa­ny czas po godzi­nach. Sytu­acja na szczę­ście ule­gła popra­wie w obsza­rze finan­so­wa­nia – dzię­ki przy­chyl­no­ści mia­sta. Nadal jed­nak wyda­je się, że człon­kom sto­wa­rzy­sze­nia nie­ob­ce jest ryzy­ko­wa­nie – posta­wa pozba­wio­na koniunk­tu­ral­nej kal­ku­la­cji. Wój­cik pod­kre­śla:

Siłą Non-Fic­tion jest rów­nież to, że nie reży­se­ru­je­my sce­na­riu­sza spo­tka­nia. Oczy­wi­ście mamy okre­ślo­ny temat i kie­ru­nek roz­mo­wy, ale nie inge­ru­je­my zbyt­nio we wła­sny pro­gram, nie mamy pre­za­ło­żeń. Chce­my, żeby treść „dzia­ła się” na spo­tka­niu, nie przed nim. Nie myśli­my też tyl­ko nazwi­ska­mi „zasię­go­wy­mi”, naj­po­pu­lar­niej­szy­mi. Sta­ra­my się to robić ina­czej.

Abs­tra­hu­jąc od oce­ny zało­żeń bądź ich bra­ku – trze­ba przy­znać, że tego­rocz­na edy­cja w jakiś prze­dziw­ny spo­sób reali­zo­wa­ła słod­ki sen ide­ali­sty-rewo­lu­cjo­ni­sty. Pul­so­wa­ła, wibro­wa­ła i pęcz­nia­ła od tema­tów istot­nych, uję­tych na róż­nych pozio­mach – zarów­no kwe­stii glo­bal­nych (odra­dza­nie się reżi­mów, wrze­nie na Bli­skim Wscho­dzie, rewo­lu­cja AI, sza­leń­stwa Donal­da Trum­pa), jak i tych bliż­szych geo­gra­ficz­nie, ale nie mniej waż­nych (sta­rze­ją­ce się spo­łe­czeń­stwo, macie­rzyń­stwo, skut­ki degra­da­cji śro­do­wi­ska). Te dwa skrzy­dła tema­tycz­ne spa­jał i w pew­nym sen­sie napę­dzał kor­pus zbu­do­wa­ny z nadziei: spo­tka­nia poka­zu­ją­ce siłę spo­łecz­ne­go bun­tu oraz – jak­kol­wiek absur­dal­nie by to brzmia­ło – poten­cjał kry­zy­su i kata­strof. Na osob­ną uwa­gę zasłu­gu­ją zresz­tą same tytu­ły spo­tkań. Szcze­gól­ne uzna­nie nale­ży się za: Mamy butel­ki z ben­zy­ną i kamie­nie! (spo­tka­nie z Prze­my­sła­wem Wiel­go­szem) czy Kie­dy ogon macha psem. Bibi, Trump, Iran (spo­tka­nie z Karo­li­ną Cie­ślik-Jaku­bik i Jago­dą Gron­dec­ką). Zapew­ne ktoś mógł­by powie­dzieć: „nazwa jak nazwa, istot­niej­sza jest treść spo­tka­nia”. Zga­dzam się z dru­gą czę­ścią tego zda­nia, choć odczy­tu­ję wspo­mnia­ne tytu­ły jako coś wię­cej niż tyl­ko zgrab­ne i chwy­tli­we hasła. W cią­gu kil­ku dni, zapew­ne dzię­ki samej atmos­fe­rze festi­wa­lu (dość kame­ral­nej, zde­cy­do­wa­nie więc uła­twia­ją­cej i zaprzy­jaź­nie­nie się z miej­scem, i roz­sma­ko­wa­nie w ser­wo­wa­nych tam ide­ach), tytu­ły te wska­zy­wa­ły wyraź­nie isto­tę orga­ni­zo­wa­nych wyda­rzeń. Rzut okiem na dany tytuł wystar­czył, żeby prze­ko­nać się, co jest naj­istot­niej­sze – i roz­bu­dzić cie­ka­wość.

Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.
Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.

Nie­któ­re ze spo­tkań uwzględ­nia­ły rów­nież kaszub­ski czy – w szer­szym uję­ciu – pomor­ski kon­tekst spo­łecz­no-histo­rycz­ny. Wyda­rze­nie z udzia­łem Ceza­re­go Łaza­re­wi­cza i Mar­ty Grzy­wacz, doty­czą­ce trud­ne­go okre­su powo­jen­nych zasie­dleń Pomo­rza, a tak­że rela­cji z miesz­ka­ją­cy­mi wów­czas jesz­cze na tych zie­miach Niem­ca­mi, roz­mo­wa Sta­si Budzisz i Mar­ty Tom­czok o kwe­stiach toż­sa­mo­ścio­wych (w tym o kon­tra­stach kaszub­sko-ślą­skich) czy spo­tka­nie z Anną Dudziń­ską i Micha­łem Matu­sem, poświę­co­ne spra­wie kata­stro­fy pro­mu Jan Hewe­liusz, sta­no­wi­ły oka­zję do poru­sze­nia trud­nych tema­tów. Były nie tyl­ko ukło­nem w stro­nę dyrek­cji gościn­nych prze­strze­ni muzeum i for­mą uczcze­nia obcho­dzo­ne­go w tym roku stu­le­cia powsta­nia Gdy­ni (jak gło­si popu­lar­ny slo­gan – mia­sta z morza i marzeń), lecz tak­że dowo­dem na to, że lokal­ne i bli­skie nie musi ozna­czać: mniej inte­re­su­ją­ce i nie­istot­ne. Hewe­liusz potwier­dzał też, że repor­taż może się świet­nie spraw­dzić w for­mie radio­wej – wyko­rzy­stu­je bowiem poten­cjał dźwię­ko­wy, dzię­ki cze­mu umoż­li­wia zapis tego, co bywa trud­ne do przed­sta­wie­nia na piśmie. Michał Matus pod­kre­ślał, że twór­com zale­ża­ło nie tyl­ko na opi­sa­niu kata­stro­fy z per­spek­ty­wy fak­to­gra­ficz­nej. Przede wszyst­kim pra­gnę­li oni opo­wie­dzieć histo­rię pod pew­ny­mi wzglę­da­mi podob­ną do wie­lu ludz­kich strat, uka­zać jej wymiar wspól­no­to­wy. Dźwię­ko­wa opo­wieść dzię­ki swo­jej war­stwie zmy­sło­wej dobrze odda­je to, czym jest morze, jak wgry­za się ono w toż­sa­mość miesz­kań­ców pół­noc­nych ziem Pol­ski. Dźwięk pęka­ją­ce­go pod pokła­dem łań­cu­cha zmie­sza­ny z krzy­kiem mew, ludz­ki głos prze­ry­wa­ny szlo­chem – to punk­ty na mapie tej opo­wie­ści. Wybra­na for­ma repor­ta­żu wyma­ga od twór­ców dużej wraż­li­wo­ści i empa­tii – tak, by z jed­nej stro­ny otwo­rzy­li oni przed słu­cha­cza­mi i słu­chacz­ka­mi prze­strzeń trau­ma­tycz­nych doświad­czeń boha­te­rów i boha­te­rek Hewe­liu­sza, a z dru­giej – nie zawie­dli zaufa­nia przed­sta­wia­nych posta­ci (o co nie­trud­no w przy­pad­ku takiej kon­struk­cji). To kar­ko­łom­ne przed­się­wzię­cie szczę­śli­we zwień­czył suk­ces. Chy­ba naj­le­piej świad­czy o tym fakt, że jed­na z boha­te­rek, Agniesz­ka, któ­ra stra­ci­ła w kata­stro­fie naj­bliż­szą rodzi­nę i w wie­ku osiem­na­stu lat wyje­cha­ła z Pol­ski do Włoch, odci­na­jąc się od języ­ka ojczy­ste­go, w cza­sie pra­cy nad repor­ta­żem do tego języ­ka wra­ca. Począt­ko­wo opor­nie, uży­wa­jąc, jak sama mówi, raczej kon­struk­cji „ita­lo-polish”, by stop­nio­wo wejść w „lin­gua mater­na”. Wypar­cie, któ­re kie­dyś było ratun­kiem, ustę­pu­je.

Non-Fic­tion, od trzech lat ści­śle zwią­za­ny z morzem, nadal przy­cią­ga oso­by, któ­re swo­ją festi­wa­lo­wą przy­go­dę roz­po­czę­ły jesz­cze za cza­sów kra­kow­skiej loka­li­za­cji wyda­rze­nia. Agniesz­ka Marec­ka, któ­ra do Gdy­ni przy­jeż­dża co roku wła­śnie z Kra­ko­wa, opo­wia­da:

Moja histo­ria z festi­wa­lem jest ści­śle zwią­za­na z moją histo­rią życio­wą. Prze­pro­wa­dzi­łam się z Toru­nia do Kra­ko­wa dzie­sięć lat temu, czy­li rok po pierw­szej edy­cji Non-Fic­tion. Zawsze czy­ta­łam bar­dzo dużo lite­ra­tu­ry fak­tu, a tak się skła­da­ło, że auto­rzy i autor­ki, któ­rych czy­ta­łam, byli obec­ni na festi­wa­lu. Uwa­żam, że takie spo­tka­nia autor­skie mają wyjąt­ko­wą siłę i moc – czę­sto rzu­ca­ją świa­tło na wąt­ki i kon­tek­sty, któ­rych samo­dziel­nie się nie odkry­wa. Cza­sem zda­rza się to rów­nież w nega­tyw­ny spo­sób. To prze­dziw­ne, ale bywa prze­cież, że książ­ka jest mądrzej­sza niż wypo­wiedź auto­ra czy autor­ki. Zawsze jed­nak jest cie­ka­wość, co dana oso­ba, któ­ra napi­sa­ła książ­kę, ma jesz­cze do powie­dze­nia na temat poru­szo­ny w publi­ka­cji.

Agniesz­ka, spe­cja­list­ka ds. kul­tu­ry zatrud­nio­na w Insty­tu­cie Goethe­go, doda­je, że w tym kil­ku­dnio­wym wyda­rze­niu szcze­gól­nie pocią­ga ją zauwa­żal­na od kil­ku lat funk­cja papier­ka lak­mu­so­we­go – festi­wal poka­zu­je bowiem waż­ne spo­łecz­ne i poli­tycz­ne kwe­stie zwią­za­ne z lewi­co­wą wraż­li­wo­ścią. Jak opo­wia­da moja roz­mów­czy­ni, taka per­spek­ty­wa ści­śle z nią rezo­nu­je i jest dla niej cie­ka­wa zarów­no z oso­bi­ste­go, jak i zawo­do­we­go punk­tu widze­nia. Agniesz­ka zazna­cza:

Uwa­żam, że świet­ne było spo­tka­nie doty­czą­ce Domów Pomo­cy Spo­łecz­nej. Wyni­ka to rów­nież z tego, że te tema­ty są teraz obec­ne w mojej rodzi­nie. Ale wszyst­kie kwe­stie zwią­za­ne ze Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi, z kon­flik­ta­mi, któ­re trwa­ją w świe­cie, są z kolei istot­ne, ponie­waż na żywo sły­szę komen­ta­rze do sytu­acji czę­sto dla mnie nie­ja­snych. Podob­nie jak spo­tka­nie na temat AI i tego, jak sztucz­na inte­li­gen­cja może wpły­wać rów­nież na rynek pra­cy kre­atyw­nej. Tema­ty­ka tego spo­tka­nia była mi bli­ska ze wzglę­du na to, że pra­cu­ję w sek­to­rze kul­tu­ry. Nie jecha­ła­bym z Kra­ko­wa do Gdy­ni, gdy­by te tema­ty nie były dla mnie cie­ka­we.

Wśród gości Non-Fic­tion Agniesz­ka nie jest jedy­ną oso­bą, któ­ra do Gdy­ni przy­jeż­dża z dru­gie­go koń­ca Pol­ski. Ostat­nie­go dnia festi­wa­lu pod­czas dłu­go wycze­ki­wa­nej burzy (trzy dni spo­tkań upły­nę­ły pod zna­kiem leją­ce­go się z nie­ba żaru) roz­ma­wiam z Mał­go­rza­tą Win­kler, któ­ra pra­cu­je w Woje­wódz­kiej Biblio­te­ce Publicz­nej w Kiel­cach. Napraw­dę tęsk­ni­ła za wyda­rze­niem, któ­re począt­ko­wo odby­wa­ło się na połu­dniu kra­ju. Jak sama opo­wia­da:

Cenię repor­taż za to, że opo­wia­da nam o świe­cie i o róż­nych aspek­tach tego świa­ta. Doce­niam lite­ra­tu­rę pięk­ną, ale repor­taż w moim odczu­ciu wyraź­niej, szyb­ciej odpo­wia­da na współ­cze­sne pro­ble­my spo­łecz­ne. Teraz jestem pod dużym wra­że­niem spo­tka­nia ze Sta­sią Budzisz doty­czą­ce­go toż­sa­mo­ści ślą­skiej. Po tym spo­tka­niu jestem peł­na dobrej ener­gii. Lubię słu­chać o toż­sa­mo­ści pol­skiej, któ­ra wca­le nie jest taka oczy­wi­sta. Sami – tutaj cytu­ję panią Budzisz – patrzy­my na Pol­skę z per­spek­ty­wy Gene­ral­ne­go Guber­na­tor­stwa, jeże­li cho­dzi o histo­rię dru­giej woj­ny świa­to­wej, a prze­cież te per­spek­ty­wy mogą być bar­dzo róż­ne. Głos z cen­trum wybrzmie­wa jed­nak naj­moc­niej. Wła­ści­wie dopie­ro od kil­ku ostat­nich lat orien­tu­ję się, że te histo­rie są tak bar­dzo róż­ne. Chy­ba od momen­tu prze­czy­ta­nia „1945” Mag­da­le­ny Grze­bał­kow­skiej. Są prze­cież tere­ny, na któ­rych ta histo­ria pol­sko­ści zaczy­na się od nie­daw­na – i jakie to jest pasjo­nu­ją­ce.

Mał­go­rza­ta Win­kler doda­je, że rów­nie istot­ne były dla niej spo­tka­nia poświę­co­ne obec­nej sytu­acji Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Ira­nu, Izra­ela. Szcze­gól­nie waż­ne, jak zazna­cza­ła, jest uka­za­nie zmia­ny w postrze­ga­niu tej nie­gdyś pra­wie mitycz­nej ame­ry­kań­skiej kra­iny. Jak pod­kre­śla moja roz­mów­czy­ni, jaw­nie kon­tro­wer­syj­na poli­ty­ka USA spra­wia, że obser­wa­to­rom sce­ny mię­dzy­na­ro­do­wej coraz czę­ściej klap­ki spa­da­ją z oczu. Zara­zem jed­nak wciąż obser­wu­je­my posta­wę przy­zwo­le­nia na kon­tro­wer­syj­ne dzia­ła­nia rzą­du Sta­nów Zjed­no­czo­nych, mimo że w jakim­kol­wiek innym demo­kra­tycz­nym kra­ju natych­miast wzbu­dzi­ły­by one fer­ment spo­łecz­ny lub co naj­mniej gło­śne nie­do­wie­rza­nie.

Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.
Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.

Z tym całym bogac­twem myśli, idei, spo­strze­żeń, roz­mów i dys­ku­sji w kulu­arach mamy do czy­nie­nia we wnę­trzu Muzeum Mia­sta Gdy­ni, wypeł­nia­nym przez świa­tło naj­dłuż­szych dni w roku. Słoń­ce wpa­da­ją­ce przez duże prze­szkle­nia, wygod­ne wnę­ki-sie­dzi­ska z mnó­stwem podu­szek do dys­po­zy­cji i mała, ale dobrze zaopa­trzo­na księ­gar­nia (moż­na w niej kupić książ­ki auto­rów i auto­rek festi­wa­lo­wych, a tak­że poszpe­rać w dzia­le albu­mów o Gdy­ni) two­rzą nie­zwy­kły kli­mat prze­strze­ni, któ­rej nie chce się opusz­czać. Nad­cho­dzi jed­nak moment, w któ­rym war­to to zro­bić. W nie­dzie­lę 21 czerw­ca w samo połu­dnie przed wej­ściem do Muzeum gro­ma­dzi się gru­pa oko­ło trzy­dzie­stu osób. Wyru­szy stąd na spa­cer śla­da­mi boha­te­rów książ­ki Chodź ze mną Łuka­sza Orbi­tow­skie­go. Na mapie spa­ce­ru są czte­ry przy­stan­ki, miej­sca istot­ne dla fabu­ły powie­ści, ale też zna­czą­ce dla samej histo­rii mia­sta. Rolę prze­wod­ni­ka na tej tra­sie odgry­wa Grze­gorz Bry­szew­ski, a uzu­peł­nie­niem jego opo­wie­ści jest odau­tor­ski komen­tarz Łuka­sza Orbi­tow­skie­go, rów­nież uczest­ni­czą­ce­go w spa­ce­rze. Bry­szew­ski, któ­re­go zacze­piam, pro­sząc o podzie­le­nie się wra­że­nia­mi, mówi, że jego przy­go­da z festi­wa­lem zaczę­ła się od ubie­gło­rocz­ne­go gościn­ne­go wystą­pie­nia. Mój roz­mów­ca jest auto­rem książ­ki Wróż­ka, biskup i kase­ty wideo, opo­wia­da­ją­cej o rze­czy­wi­sto­ści Gdań­ska lat 90., w któ­rej szcze­gól­ną rolę odgry­wa Sky Oru­nia – jed­na z pierw­szych pirac­kich tele­wi­zji w kra­ju. Bry­szew­ski to kolej­na oso­ba wystę­pu­ją­ca na festi­wa­lu w podwój­nej roli: gościa i gospo­da­rza. Ta płyn­ność wyda­je się dobrym wskaź­ni­kiem ser­decz­nej atmos­fe­ry Non-Fic­tion – „wchła­nia­nia” przez festi­wal coraz to nowych sym­pa­ty­ków i zawią­zy­wa­nia z nimi sil­niej­szych wię­zi.

Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.
Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.

Powró­cę jed­nak do same­go spa­ce­ru – było to świet­ne doświad­cze­nie, zarów­no pod kątem eks­plo­ro­wa­nia prze­strze­ni miej­skiej (trud­no nasy­cić się uro­ka­mi gdyń­skie­go moder­ni­zmu, zwłasz­cza gdy jest ską­pa­ny w ostrym połu­dnio­wym słoń­cu), jak i pozna­wa­nia zasły­sza­nych po dro­dze histo­rii. Asia, któ­rą spo­ty­kam w tra­sie, na co dzień pra­cu­je w Muzeum Emi­gra­cji w Gdy­ni. Z samym mia­stem jest zwią­za­na od dzie­się­ciu lat. Opo­wia­da:

Bar­dzo lubię cho­dzić na spo­tka­nia lite­rac­kie i śle­dzę prak­tycz­nie wszyst­kie, któ­re odby­wa­ją się w Trój­mie­ście. O Non-Fic­tion dowie­dzia­łam się rok temu, uczest­ni­czy­łam w paru spo­tka­niach i od tam­tej pory cze­ka­łam na tego­rocz­ny pro­gram. Książ­kę Orbi­tow­skie­go zresz­tą czy­ta­łam już jakiś czas temu i dzi­siej­szy spa­cer jest też pre­tek­stem, by ją sobie odświe­żyć. Lubię twór­czość Orbi­tow­skie­go, a taki spa­cer to coś zupeł­nie inne­go niż kla­sycz­ne spo­tka­nie autor­skie.

Dla Micha­ła, kole­gi Asi, któ­ry towa­rzy­szy jej w spa­ce­rze, waż­ne jest z kolei to, że tego rodza­ju włó­czę­ga pozwa­la mu lepiej poznać mia­sto. Choć Michał jest Gdy­nia­ni­nem od trze­cie­go poko­le­nia, mówi, że o pew­nych spra­wach dowie­dział się dopie­ro dziś – jak o histo­rii z 1958 roku, kie­dy w gdyń­skim por­cie rze­ko­mo widzia­no nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ny obiekt lata­ją­cy. Pra­sa roz­pi­sy­wa­ła się o tym incy­den­cie (czy było to rze­czy­wi­ście UFO, czy może raczej odła­mek mete­ory­tu lub sate­li­ty?), a zda­rze­nie zosta­ło wyko­rzy­sta­ne rów­nież w fabu­le Łuka­sza Orbi­tow­skie­go.

W cza­sie naszej wędrów­ki pła­ski nad­mor­ski kra­jo­braz fun­du­je nam nagle wznie­sie­nie, po któ­rym wspi­na­my się (cały czas panu­je upał) na Kamien­ną Górę, będą­cą rów­nież jed­ną z boha­te­rek książ­ki Chodź ze mną. Przy­sta­nek wyzna­czo­no przy Domu pod Murzy­nem – miej­scu zamiesz­ka­nia Hele­ny, głów­nej posta­ci z powie­ści Orbi­tow­skie­go. Słu­cha­my o histo­rii Kamien­nej Góry, od począt­ku budo­wa­nej z myślą o wyso­ko sytu­owa­nych miesz­kań­cach. Po dro­dze uda­je mi się pod­słu­chać, że w nie­da­le­kiej odle­gło­ści od domu opi­sa­ne­go w książ­ce znaj­du­je się inny, może rów­nie cie­ka­wy (bo podob­no nawie­dzo­ny) budy­nek.

Część osób decy­du­je się poje­chać miej­skim auto­bu­sem do ostat­nie­go punk­tu na mapie spa­ce­ru: do poło­żo­nej na pół­no­cy mia­sta i tro­chę szem­ra­nej dziel­ni­cy Obłu­że. Jestem w gru­pie, któ­ra rezy­gnu­je z tej atrak­cji (ponie­waż cie­ka­wi mnie spo­tka­nie, któ­re ma się odbyć za chwi­lę).

Szes­na­ście wyda­rzeń w trzy­dnio­wym pro­gra­mie, ponad dwa­dzie­ścia godzin roz­mów, dys­ku­sji – to cał­kiem spo­ro, a wciąż (piszę te sło­wa kil­ka dni po festi­wa­lu) odczu­wam nie­do­syt i wyda­je mi się, że moż­na by wchło­nąć wię­cej. Na pyta­nie o to, czy cze­goś w tego­rocz­nej edy­cji festi­wa­lu zabra­kło, czy coś nale­ża­ło­by zmie­nić, popra­wić, wspo­mnia­na wcze­śniej Agniesz­ka Marec­ka odpo­wia­da:

Z chę­cią posłu­cha­ła­bym roz­mo­wy o kul­tu­rze tera­peu­tycz­nej i o tym, jak bar­dzo jest ona dziś wszech­obec­na. Moim zda­niem zja­wi­sko psy­cho­wa­shin­gu nie jest przy­pad­kiem. We współ­cze­snym świe­cie cały czas roz­ma­wia­my języ­kiem tera­peu­tycz­nym – powo­łu­jąc się na to, że ktoś prze­kro­czył nasze gra­ni­ce, że nie mie­li­śmy prze­strze­ni na to czy tam­to. Sym­bo­licz­na waj­cha, któ­ra kie­dyś wska­zy­wa­ła życie dla innych, prze­su­nę­ła się więc bar­dzo moc­no i dziś wska­zu­je nam życie głów­nie dla samych sie­bie. Czy­ta­łam ostat­nio książ­kę Kamy Wojt­kie­wicz „Sobą zaję­ci” i z chę­cią posłu­cha­ła­bym, co autor­ka mia­ła­by jesz­cze do powie­dze­nia na ten temat.

Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.
Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.

Pozo­sta­łe dwie oso­by, któ­rym zada­łam to pyta­nie, krę­cą prze­czą­co gło­wą. Być może winą jest upał – prze­cież nawet w przy­pad­ku naj­lep­szych pro­gra­mów zawsze ist­nie­je ryzy­ko omi­nię­cia cze­goś istot­ne­go, nie­do­ce­nie­nia waż­nej kwe­stii. Sama jed­nak rów­nież mam kło­pot z odpo­wie­dzią na wła­sne pyta­nie. Na pew­no bar­dzo żału­ję, że nie doszło do pla­no­wa­ne­go spo­tka­nia z udzia­łem człon­ków orga­ni­za­cji Leka­rze Bez Gra­nic. Sobot­nia roz­mo­wa zosta­ła odwo­ła­na ze wzglę­du na nagłą koniecz­ność wyjaz­du zawo­do­we­go zapro­szo­nych gości, któ­rzy czę­sto dzia­ła­ją na obsza­rach obję­tych kon­flik­tem wojen­nym.

Jeśli się nad tym zasta­no­wić, nie­odby­te spo­tka­nie nabie­ra sym­bo­licz­ne­go sen­su. W moim odczu­ciu moc Non-Fic­tion ma źró­dło nie tyl­ko w waż­nych tema­tach, któ­re są tu poru­sza­ne. Isto­tą sta­je się to, co dzię­ki tym spo­tka­niom zechce­my zro­bić, w jaki spo­sób będzie­my dzia­łać.

Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt. Festiwal Reportażu Non-Fiction 2026. Fot. Maciej Zygmunt.

Czytaj także

26.06.2026 Prasówka

Prasówka (26 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.

19.06.2026 Prasówka

Prasówka (19 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.

12.06.2026 Prasówka

Prasówka (12 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.

05.06.2026 Prasówka

Prasówka (5 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.