Prasówka (12 czerwca 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Odra”

W czerw­co­wym nume­rze „Odry” wśród wie­lu inte­re­su­ją­cych tek­stów znaj­dzie­my reflek­sje na temat recep­cji pol­skich kry­mi­na­łów. W arty­ku­le Śledz­two w spra­wie kry­mi­na­łu Prze­my­sław Poznań­ski roz­wa­ża, w jaki spo­sób powie­ści pol­skich auto­rów sta­ją się best­sel­le­ra­mi i dla­cze­go czę­sto są sprze­da­wa­ne w więk­szych nakła­dach niż tłu­ma­cze­nia pisa­rzy zagra­nicz­nych. Autor nie ma na myśli wyłącz­nie tak roz­po­zna­wal­nych twór­ców jak choć­by Remi­giusz Mróz, ale rów­nież tych, któ­rzy do tej pory znaj­do­wa­li się w pew­ne­go rodza­ju dru­giej lidze. Poznań­ski zapi­su­je:

Nowy pol­ski kry­mi­nał wyrósł w dużym stop­niu jako pokło­sie boomu na pro­zę auto­rów skan­dy­naw­skich. Na całym świe­cie – a więc i w Pol­sce – uzna­nie zna­la­zły mrocz­ne powie­ści roz­gry­wa­ją­ce się nie­rzad­ko w małych, her­me­tycz­nych spo­łecz­no­ściach, fabu­lar­nie osnu­te wokół zbrod­ni na tle rasi­stow­skim, prze­mo­cy wobec kobiet, kse­no­fo­bii czy homo­fo­bii, z boha­te­rem mie­rzą­cym się nie tyl­ko ze śledz­twem, ale też z pro­ble­ma­mi oso­bi­sty­mi.

Książ­ki naj­waż­niej­szych skan­dy­naw­skich auto­rów, takich jak na przy­kład Jo Nes­bø, w dal­szym cią­gu osią­ga­ją wyso­kie nakła­dy, ale cza­sy, kie­dy try­lo­gia Mil­len­nium Stie­ga Lars­so­na kró­lo­wa­ła na listach best­sel­le­rów, już daw­no są za nami. Obec­nie pol­ski czy­tel­nik jest w znacz­nie więk­szej mie­rze zain­te­re­so­wa­ny rodzi­my­mi kry­mi­na­ła­mi, szcze­gól­nie tymi z akcją roz­gry­wa­ją­cą się na pol­skiej pro­win­cji. Naj­le­piej ilu­stru­ją to przy­ta­cza­ne przez Poznań­skie­go licz­by:

Prze­my­sław Pio­trow­ski, autor cyklu o komi­sa­rzu Igo­rze Brud­nym (Czar­na Owca), ma na kon­cie pół milio­na sprze­da­nych egzem­pla­rzy. Vin­cent V. Sever­ski – autor powie­ści szpie­gow­skich, w tym cyklu „Nie­le­gal­ni” (Czar­na Owca) – podwa­ja tę licz­bę: sprze­dał już ponad milion egzem­pla­rzy, podob­nie Zyg­munt Miło­szew­ski, autor try­lo­gii z pro­ku­ra­to­rem Teo­do­rem Szac­kim (W.A.B.), a tak­że Woj­ciech Chmie­larz. W jego przy­pad­ku impo­nu­ją też licz­by doty­czą­ce „Żmi­jo­wi­ska” oraz „Wyrwy” (Mar­gi­ne­sy) – każ­da z tych ksią­żek sprze­da­ła się w nakła­dzie ponad 100 tysię­cy egzem­pla­rzy. To wszyst­ko jed­nak i tak nic przy nakła­dach, któ­re osią­ga autor w Pol­sce naj­po­pu­lar­niej­szy, przy­naj­mniej w świe­tle dekla­ra­cji czy­tel­ni­ków przy­ta­cza­nych w bada­niach Biblio­te­ki Naro­do­wej. Cho­dzi rzecz jasna o Remi­giu­sza Mro­za (Filia, Czwar­ta Stro­na, W.A.B.), któ­ry już od sied­miu lat jest czy­ta­ny chęt­niej niż Har­lan Coben, Jo Nes­bø, Ste­phen King, B.A. Paris, a tak­że Olga Tokar­czuk czy Andrzej Sap­kow­ski. Według ofi­cjal­nych danych Mróz sprze­dał jak dotych­czas ponad 13 mln egzem­pla­rzy swo­ich powie­ści.

Poznań­ski doda­je, że pol­skie kry­mi­na­ły coraz czę­ściej są tłu­ma­czo­ne na języ­ki obce. Tak dzie­je się w przy­pad­ku ksią­żek Kata­rzy­ny Bon­dy, Remi­giu­sza Mro­za, Zyg­mun­ta Miło­szew­skie­go, Woj­cie­cha Chmie­la­rza, Mar­ka Kra­jew­skie­go i ostat­nio Vin­cen­ta V. Sever­skie­go, któ­re­go powie­ści uka­żą się po angiel­sku w reno­mo­wa­nym Pen­gu­in Ran­dom House.

*

Tekst Rycerz w bólu zaku­ty Jac­ka Sta­ni­szew­skie­go, poświę­co­ny Alek­san­dro­wi Kuli­sie­wi­czo­wi, dzien­ni­ka­rzo­wi, więź­nio­wi Sach­sen­hau­sen, wyko­naw­cy i kolek­cjo­ne­ro­wi pie­śni z obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, roz­po­czy­na się od słów:

Jego głos wyemi­to­wa­ny w 1969 roku w ogól­no­pol­skiej audy­cji radio­wej wywo­łał falę pani­ki wśród słu­cha­czy. Ludzie dzwo­ni­li z pre­ten­sja­mi o pre­zen­to­wa­nie tak maka­brycz­ne­go reper­tu­aru w porze kola­cji. Boloń­ska gaze­ta okre­śli­ła jego występ w Teatro Comu­na­le jako „una sor­ta di maca­bra”.

Napi­sa­ne przez nie­słusz­nie dziś zapo­mnia­ne­go Kuli­sie­wi­cza pie­śni obo­zo­we, a tak­że powsta­łe w hitle­row­skim pie­kle utwo­ry innych auto­rów, któ­re wyko­ny­wał, rze­czy­wi­ście mają tak pora­ża­ją­ce brzmie­nie, że ich odbiór może być trud­nym doświad­cze­niem. Nie moż­na jed­nak lek­ce­wa­żyć tej twór­czo­ści, choć­by dla­te­go, żeby okru­cień­stwa, do któ­rych doszło w obo­zach zagła­dy, nie zna­la­zły naśla­dow­ców. Nie­ste­ty pamięć o dzia­łal­no­ści arty­stycz­nej tego rodza­ju nie jest dziś wystar­cza­ją­co pie­lę­gno­wa­na. W Pol­sce uka­za­ła się tyl­ko jed­na pły­ta z zapi­sem pie­śni obo­zo­wych, zaś mate­ria­ły z archi­wum Kuli­sie­wi­cza – mię­dzy inny­mi licz­ne nagra­nia byłych więź­niów – nie zosta­ły nigdy wyda­ne. Sta­ni­szew­ski zapi­su­je:

Dzie­ło życia Alek­san­dra Kuli­sie­wi­cza – obej­mu­ją­ca 3400 stron maszy­no­pi­su mono­gra­fia twór­czo­ści muzycz­nej i poetyc­kiej – utknę­ło w jed­nym z pań­stwo­wych wydaw­nictw jesz­cze za życia auto­ra. Do tej pory pozo­sta­je nie­zre­ali­zo­wa­nym pro­jek­tem, zde­po­no­wa­nym obec­nie w zbio­rach ame­ry­kań­skie­go Muzeum Pamię­ci Holo­kau­stu (Uni­ted Sta­tes Holo­caust Memo­rial Museum) i nie­miec­kie­go Miej­sca Pamię­ci Sach­sen­hau­sen (Gedenk­stät­te Sach­sen­hau­sen).

Sam Sta­ni­szew­ski od kil­ku lat pró­bu­je upo­rząd­ko­wać archi­wum taśm Kuli­sie­wi­cza. O ich war­to­ści może­my się prze­ko­nać, czy­ta­jąc dru­ko­wa­ny w „Odrze” frag­ment tego repo­zy­to­rium, zaty­tu­ło­wa­ny Jak umie­rał mój głos.

Okładka czasopisma „Odra” 2026, nr 6.
„Odra” 2026, nr 6.

„Strefa Kultury” tygodnika „Newsweek”

21 czerw­ca tego roku roz­po­czy­na się w Pozna­niu Mal­ta Festi­val. Jed­nym z zapo­wia­da­nych przez orga­ni­za­to­rów wyda­rzeń będzie dwu­dzie­stocz­te­ro­go­dzin­ny spek­takl The Second Woman, w któ­rym wystą­pi Mag­da­le­na Cie­lec­ka. Z tej oka­zji w „Stre­fie Kul­tu­ry”, dodat­ku do tygo­dni­ka „New­swe­ek”, uka­za­ła się roz­mo­wa z Cie­lec­ką Jest mi po pro­stu dobrze, prze­pro­wa­dzo­na przez Kata­rzy­nę Janow­ską i toczą­ca się głów­nie wokół wyzwa­nia, jakim bez wąt­pie­nia jest wspo­mnia­ny pro­jekt.

Spek­takl powsta­je na pod­sta­wie przed­sta­wie­nia odwo­łu­ją­ce­go się do słyn­ne­go fil­mu Pre­mie­ra Joh­na Cas­sa­ve­te­sa. Austra­lij­ska reży­ser­ka Anna Brec­kon razem z per­for­mer­ką i aktor­ką Nat Ran­dall dzie­sięć lat temu stwo­rzy­ły pewien spek­takl, wybie­ra­jąc ze wspo­mnia­ne­go fil­mu jed­ną sce­nę. Przed­sta­wia ona roz­sta­nie, a bie­rze w niej udział stu męż­czyzn. W cza­sie Mal­ta Festi­val 2026 będą się oni zmie­niać co dzie­sięć minut. W ten spo­sób sce­na zosta­nie wie­lo­krot­nie powtó­rzo­na. Jej puen­ty będą się jed­nak mię­dzy sobą róż­nić, więc mogą być napraw­dę zaska­ku­ją­ce. Mag­da­le­na Cie­lec­ka opo­wia­da:

Zoba­czy­my bar­dzo róż­ne zacho­wa­nia, reak­cje, stra­te­gie sto­so­wa­ne przez męż­czyzn. Ale to jest też eks­pe­ry­ment na kobie­cie, czy też na kobie­tach, któ­re ja repre­zen­tu­ję. Nie moż­na pomi­nąć eks­tre­mal­ne­go cha­rak­te­ru tego spek­ta­klu. Przez dwa­dzie­ścia czte­ry godzi­ny będę na sce­nie, w tych samych butach, w tych samych ciu­chach, w tym samym maki­ja­żu. Sto razy otwo­rzę drzwi, za któ­ry­mi za każ­dym razem będzie stał inny męż­czy­zna. To będzie eks­pe­ry­ment fizycz­ny, ale też emo­cjo­nal­ny. Wyobra­żam sobie, że wytwo­rzą się na tę krót­ką chwi­lę mikro­wię­zi. Wyobra­żam sobie, że z jed­nym part­ne­rem będzie mi się gra­ło dobrze, a z innym w ogó­le nie, a jesz­cze inny będzie mnie iry­to­wał. Nie­prze­wi­dy­wal­ność jest wpi­sa­na w ten pro­jekt i dla­te­go jest taki fascy­nu­ją­cy. Widzom, któ­rzy zoba­czą spo­ry kawa­łek spek­ta­klu albo zde­cy­du­ją się być z nami przez 24 godzi­ny, wyło­ni się być może obraz współ­cze­snej kobie­ty i męż­czy­zny. Myślę, że może to być też cie­ka­we dla socjo­lo­gów.

Aktor­ka już nie­raz eks­pe­ry­men­to­wa­ła ze swo­im cia­łem i jego wytrzy­ma­ło­ścią. Choć­by w Iwo­nie, księż­nicz­ce Bur­gun­da czy w 4.48 Psy­cho­sis w reży­se­rii Grze­go­rza Jarzy­ny. Sama tak uza­sad­nia swo­je zain­te­re­so­wa­nie eks­tre­mal­ny­mi pro­jek­ta­mi:

W „Iwo­nie…” z mło­dzień­czym poświę­ce­niem rzu­ca­łam się po ścia­nach, ucie­ka­jąc przed zje­dze­niem ryby. Śla­dy tam­te­go spek­ta­klu mam na cie­le do dziś. Tak jak i po „4.48 Psy­cho­sis”. Mam to chy­ba w DNA.

*

Wła­śnie roz­po­czę­ły się War­szaw­skie Spo­tka­nia Teatral­ne. Oprócz naj­lep­szych pol­skich przed­sta­wień ostat­nich mie­się­cy w cza­sie tego festi­wa­lu może­my oglą­dać zagra­nicz­ne pro­duk­cje z udzia­łem wiel­kich gwiazd świa­to­we­go teatru i kina, takich jak choć­by Isa­bel­le Hup­pert. W tek­ście Teatr w sta­nie prze­ło­mu, świat w zawie­sze­niu Anna Sań­czuk zapi­su­je:

Wszy­scy cze­ka­ją na kró­lo­wą fran­cu­skie­go teatru i kina Isa­bel­le Hup­pert, któ­ra w mono­dra­mie „Béréni­ce” w reży­se­rii wło­skie­go gigan­ta Romeo Castel­luc­cie­go docie­ra do gra­nic sztu­ki. Dra­mat Racine’a roz­pa­da się jako tekst, by zaist­nieć w for­mie wizu­al­no-dźwię­ko­we­go performance’u z cha­ry­zma­tycz­ną diwą w roli głów­nej. Za muzy­kę odpo­wia­da ame­ry­kań­ski eks­pe­ry­men­ta­tor Scott Gib­bons, a za stro­je jak ori­ga­mi pro­jek­tant­ka mody Iris Van Her­pen.

O ran­dze festi­wa­lu niech świad­czy fakt, że otwo­rzył go spek­takl No Yogurt for the Dead teatru NTGent z Gan­da­wy. Por­tu­gal­ski reży­ser Tia­go Rodri­gu­es poru­sza tu temat śmier­ci swo­je­go ojca, dzien­ni­ka­rza Rogéria Rodri­gu­esa. Oprócz zagra­nicz­nych przed­sta­wień w cza­sie War­szaw­skich Spo­tkań Teatral­nych może­my zoba­czyć tak­że rodzi­me spek­ta­kle. War­to zwró­cić uwa­gę zwłasz­cza na insce­ni­za­cje o tema­ty­ce spo­łecz­nej, takie jak choć­by Wszy­scy jeste­śmy Belén Kata­rzy­ny Min­kow­skiej z Teatru im. Ste­fa­na Jara­cza w Olsz­ty­nie, Tko­cze Mai Kle­czew­skiej z Teatru Ślą­skie­go im. Sta­ni­sła­wa Wyspiań­skie­go w Kato­wi­cach czy Spra­wa Davi­da Frank­fur­te­ra Mar­ci­na Wierz­chow­skie­go z Teatru Wybrze­że w Gdań­sku. Jak pod­su­mo­wu­je Anna Sań­czuk:

To tyl­ko część pro­po­zy­cji Spo­tkań Teatral­nych, do któ­rych war­to doli­czyć jesz­cze spek­ta­kle stu­denc­kie i zagra­nicz­ne wykła­dy per­for­ma­tyw­ne. W czym wciąż tkwi siła szcze­gól­nej wspól­no­ty, któ­rą wciąż jest teatr? Jak odpo­wia­da­ją kura­to­rzy: „W zdol­no­ści do zatrzy­my­wa­nia nas w momen­cie, któ­ry na co dzień pró­bu­je­my jak naj­szyb­ciej prze­kro­czyć. W szcze­li­nie mię­dzy tym, co zna­ne, a tym, co dopie­ro nabie­ra kształ­tu. W prze­ło­mie”.

Okładka czasopisma „Strefa Kultury”, dodatku do tygodnika „Newsweek” 2026, nr 24.
„Strefa Kultury”, dodatek do tygodnika „Newsweek” 2026, nr 24.

„Pismo. Magazyn opinii”

Kraj, któ­ry na mapie może przy­po­mi­nać kształ­tem pisto­let mar­ki Colt, kraj wstrzą­sów sej­smicz­nych – w 1960 roku doszło tam do naj­sil­niej­sze­go wstrzą­su tego rodza­ju na świe­cie, nie­od­no­to­wa­ne­go nigdy wcze­śniej ani póź­niej, o magni­tu­dzie 9,5, a w 2010 roku o magni­tu­dzie 8,8 – kraj o linii brze­go­wej dłu­go­ści 4300 kilo­me­trów, okre­śla­ny przez Pabla Neru­dę jako „dłu­gi pła­tek morza, wina i śnie­gu”, to Chi­le. W czerw­co­wym nume­rze „Pisma” Miro­sław Wle­kły zabie­ra czy­tel­ni­ków i czy­tel­nicz­ki w podróż wła­śnie do tego kra­ju, nawie­dza­ne­go przez kata­kli­zmy, nie zawsze przy­rod­ni­cze. Dziś w Chi­le zno­wu jest gorą­co – dys­ku­sję publicz­ną roz­pa­la­ją kwe­stie emi­gran­tów z Wene­zu­eli (w 2025 roku ich licz­ba się­ga­ła rzę­du nie­mal dzie­wię­ciu pro­cent), pro­ble­my dys­kry­mi­na­cji rdzen­nych ple­mion (Mapu­czów) i emo­cje, któ­re towa­rzy­szą wybo­ro­wi Joségo Anto­nia Kasta na pre­zy­den­ta (szcze­gól­nie zaś jego ostrej poli­ty­ce migra­cyj­nej). Naj­więk­szym wyzwa­niem dla rzą­du chi­lij­skie­go może być, jak pisze Wle­kły, cytu­ją­cy Ósca­ra Con­tar­da, dzien­ni­ka­rza i publi­cy­stę o lewi­co­wych prze­ko­na­niach:

zbu­do­wa­nie nar­ra­cji na przy­szłość, któ­rej Chi­lij­czy­cy roz­pacz­li­wie potrze­bu­ją. Zbio­ro­we­go entu­zja­zmu. Co wię­cej, rząd będzie musiał obni­żyć ocze­ki­wa­nia, któ­re sam roz­bu­dził. Na przy­kład nie da się wyda­lić 300 tysię­cy migran­tów. Myślę, że nasze spo­łe­czeń­stwo jest emo­cjo­nal­nie wyczer­pa­ne, ale gniew w nim pozo­sta­je.

To wła­śnie spe­cy­fi­ka współ­cze­sne­go Chi­le, któ­re­go opis w Życiu na wul­ka­nie Wle­kłe­go prze­pla­ta­ny jest wąt­ka­mi histo­rycz­ny­mi (taki­mi jak wspo­mnia­na spra­wa Mapu­czów czy hisz­pań­ska kon­kwi­sta). Opo­wieść tę spa­ja­ją ponad­to pla­stycz­ne opi­sy chi­lij­skich kra­jo­bra­zów czy słoń­ca, któ­re do złu­dze­nia przy­po­mi­na to śród­ziem­no­mor­skie. Spra­wia­ją one, że w czy­tel­ni­czej wyobraź­ni nawet smak tam­tej­sze­go fast foodu i wyjąt­ko­wo popu­lar­nej w Chi­le kawy roz­pusz­czal­nej wyda­je się cał­kiem zno­śny. Jed­nym z naj­wy­ra­zist­szych obra­zów, zapa­da­ją­cych szcze­gól­nie głę­bo­ko w pamięć, jest pie­kiel­nie roz­grza­na doli­na, w któ­rej ulo­ko­wa­ne zosta­ło San­tia­go, sto­li­ca tego kra­ju, oto­czo­na strze­li­sty­mi góra­mi. „Wyciecz­ki na nar­ty z poma­rań­cza­mi w ple­ca­ku są tu podob­no na porząd­ku dzien­nym” – pisał Jaro­sław Iwasz­kie­wicz w Listach z podró­ży do Ame­ry­ki Połu­dnio­wej.

*

Rezy­lien­cja to jed­no ze słów, któ­re w ostat­nim cza­sie sta­ło się nie­zmier­nie popu­lar­ne. Odmie­nia­ne jest przez wszyst­kie przy­pad­ki przy oka­zji wszel­kich publi­ka­cji i roz­mów obej­mu­ją­cych obszar psy­cho­lo­gii czy pre­cy­zyj­niej – sfe­rę radze­nia sobie ze stre­sem i trud­no­ścia­mi. Jest to zro­zu­mia­łe i koniecz­ne, jeśli wziąć pod uwa­gę poziom napię­cia we współ­cze­snym świe­cie oraz wyzwa­nia, z któ­ry­mi obec­nie musi­my się mie­rzyć. Agniesz­ka Sowiń­ska w tek­ście Dzi­kie stwo­ry uczą emo­cji poję­cie rezy­lien­cji umiesz­cza w cen­trum swo­ich roz­wa­żań, a jego źró­deł upa­tru­je we wspól­nej lek­tu­rze, w roz­mo­wie o prze­czy­ta­nych książ­kach i w namy­śle, któ­ry ma tę wspa­nia­łą cechę, że nabie­ra tym więk­szej mocy, im czę­ściej zda­rza nam się go prak­ty­ko­wać. Sowiń­ska, cytu­jąc psy­cho­loż­kę i psy­cho­te­ra­peut­kę Ulę Mal­ko, współ­za­ło­ży­ciel­kę war­szaw­skie­go ośrod­ka wspar­cia i roz­wo­ju „Bli­skie miej­sce”, zapi­su­je:

rezy­lien­cja to zdol­ność do powra­ca­nia do rów­no­wa­gi po trud­nych doświad­cze­niach. Moż­na ją rozu­mieć jako pewien rodzaj wewnętrz­nej sprę­ży­sto­ści. Kie­dy coś idzie nie tak, gdy zde­rza­my się z fru­stra­cją, stra­tą czy stre­sem, rezy­lien­cja pozwa­la to prze­żyć i iść dalej […], pozwa­la uczyć się z trud­nych doświad­czeń, prze­for­mu­ło­wać je, nadać im nowy sens. Istot­ne, że rezy­lien­cja nie jest pan­ce­rzem, odpor­no­ścią na ból ani umie­jęt­no­ścią nie­czu­cia. Nie pole­ga na zaprze­cza­niu stra­cie, bólo­wi czy żało­bie.

Dzię­ki niej mie­rzy­my się z nowy­mi doświad­cze­nia­mi bez więk­szych szkód, pod­no­si­my się po upad­kach, cza­sem nie­unik­nio­nych, i posze­rza­my naszą per­spek­ty­wę poznaw­czo-emo­cjo­nal­ną. Im wcze­śniej zacznie­my ćwi­czyć tę umie­jęt­ność, tym więk­sze moż­li­wo­ści otwo­rzą się przed nami – to jedy­nie pozor­ny tru­izm. Sowiń­ska w Dzi­kich stwo­rach… świet­nie roz­pra­co­wu­je kwe­stie zwią­za­ne z rezy­lien­cją. Sku­pia się na przed­sta­wie­niu całej pale­ty oso­bli­wo­ści, a tak­że poten­cja­łu lite­ra­tu­ry dzie­cię­cej; jak latar­nia mor­ska w morzu książ­ko­wych wybo­rów wska­zu­je wła­ści­we kie­run­ki i war­to­ścio­we zagad­nie­nia. Nie ucie­ka bynaj­mniej od kwe­stii śmier­ci, cho­ro­by czy wyklu­cze­nia spo­łecz­ne­go. Oswa­ja wspo­mnia­ne tema­ty przez odwo­ła­nia do lek­tur uzmy­sła­wia­ją­cych odbior­com, że trud jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem życia. Cały tekst moż­na czy­tać jak rodzaj mapy dzie­cię­cych emo­cji. Jak dowo­dzi Sowiń­ska, „codzien­ność może być peł­na przy­jem­no­stek”. Te zaś wpły­wa­ją na postrze­ga­nie świa­ta wokół – „pod warun­kiem, że się te dro­bia­zgi dostrze­że i przez chwi­lę z nimi pobę­dzie”.

Okładka czasopisma „Pismo. Magazyn opinii” 2026, nr 6.
„Pismo. Magazyn opinii” 2026, nr 6.

„Krytyka Polityczna”

W „Kry­ty­ce Poli­tycz­nej” znaj­dzie­my roz­mo­wę Pau­li­ny Sie­gień z Andrze­jem Andry­sia­kiem i Janu­szem Kuchar­skim, auto­ra­mi książ­ki Na obrze­żach. Jak zmie­nia się Pol­ska lokal­na. W swo­jej publi­ka­cji podej­mu­ją oni pró­bę prze­ła­ma­nia ste­reo­ty­po­we­go obra­zu pol­skiej pro­win­cji, poka­zu­jąc, że mniej­sze miej­sco­wo­ści nie muszą być bier­ne, zaco­fa­ne i pozba­wio­ne ener­gii spo­łecz­nej. Andry­siak i Kuchar­ski pod­kre­śla­ją, że świa­do­mie posłu­gu­ją się sło­wem „pro­win­cja”. Uwa­ża­ją bowiem, że jest to okre­śle­nie geo­gra­ficz­ne, nie­war­to­ściu­ją­ce. W ich uję­ciu obrze­ża są miej­scem, gdzie powsta­ją ini­cja­ty­wy oby­wa­tel­skie, wzmac­nia­ją się lokal­ne ruchy spo­łecz­ne, a oddol­ne dzia­ła­nia na rzecz zmian spo­łecz­nych nabie­ra­ją roz­pę­du. Nie jest to jed­nak obraz wyide­ali­zo­wa­ny – Kuchar­ski i Andry­siak piszą rów­nież o obsza­rach zanie­dba­nych oraz wyma­ga­ją­cych napra­wy sys­te­mo­wej. Cho­dzi tu głów­nie o rela­cje mię­dzy miesz­kań­ca­mi a wła­dzą lokal­ną (auto­rzy zwra­ca­ją szcze­gól­ną uwa­gę na kwe­stię trak­to­wa­nia przez decy­den­tów aktyw­nych oby­wa­te­li jako zagro­że­nia), pro­ble­my z trans­pa­rent­no­ścią funk­cjo­no­wa­nia insty­tu­cji czy ten­den­cje do igno­ro­wa­nia przez wła­dze gło­sów miesz­kań­ców. Zło­żo­nym pro­ble­mem wyda­je się tak­że wypie­ra­nie przez dużą część samo­rzą­dów wyzwań zwią­za­nych z kwe­stia­mi demo­gra­ficz­ny­mi, edu­ka­cyj­ny­mi i spo­łecz­ny­mi. W Na obrze­żach… aktu­al­ność tego rodza­ju zagad­nień zosta­je wyraź­nie pod­kre­ślo­na. Przy­wo­ła­ne przez auto­rów przy­kła­dy oddol­nych ini­cja­tyw dają nadzie­ję na zmia­nę spo­łecz­ną, a przede wszyst­kim dowo­dzą zna­cze­nia spraw­czo­ści oby­wa­tel­skiej. Do prze­kształ­ceń sys­te­mo­wych czę­sto docho­dzi dzię­ki deter­mi­na­cji poje­dyn­czych osób, któ­re z cza­sem two­rzą więk­sze wspól­no­ty lokal­ne. Przy­po­mi­na to efekt kuli śnież­nej, czy­li pro­ces, któ­ry może prze­bie­gać szyb­ciej, niż się powszech­nie uwa­ża.

*

W tek­ście Kolo­nia­lizm zosta­wia śla­dy Kin­ga Dunin poka­zu­je wspól­ny mia­now­nik dwóch ksią­żek, róż­nią­cych się miej­scem akcji, cza­sem powsta­nia i kon­tek­stem histo­rycz­nym. Publi­ka­cje łączy opis doświad­cze­nia kolo­nia­li­zmu i jego dłu­go­trwa­łych skut­ków. W Okrą­głym domu autor­stwa Louise Erdrich począt­kiem fabu­ły jest wyjąt­ko­wo okrut­na zbrod­nia, któ­ra powo­du­je wie­le pro­ble­mów spo­łecz­nych i praw­nych, wyni­ka­ją­cych z kolo­nial­nej histo­rii Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Z kolei w Suri­na­mie, to ja Bea Via­nen kre­śli rze­czy­wi­stość tytu­ło­wej daw­nej kolo­nii holen­der­skiej, zamiesz­ka­nej przez przed­sta­wi­cie­li wie­lu grup etnicz­nych. W przy­pad­ku tej pierw­szej książ­ki nakła­da­ją­ce się na sie­bie war­stwy jurys­dyk­cji ple­mien­nej, sta­no­wej i fede­ral­nej two­rzą swo­isty kocioł skom­pli­ko­wa­ne­go sys­te­mu praw­ne­go, któ­ry – wsku­tek roz­ma­itych zaszło­ści – wpły­wa na teraź­niej­szość spo­łe­czeń­stwa ame­ry­kań­skie­go. W dru­giej – poprzez histo­rię głów­nej boha­ter­ki, Sity, autor­ka uka­zu­je, w jaki spo­sób nie­wol­nic­two, migra­cja i kolo­nial­na zależ­ność nisz­czą toż­sa­mość ludzi doświad­cza­ją­cych tej wie­lo­aspek­to­wej nie­spra­wie­dli­wo­ści. O ile deba­ta o przy­czy­nach i skut­kach kolo­nia­li­zmu jest wciąż aktu­al­na na euro­pej­skiej sce­nie – co spra­wia, że oma­wia­ny arty­kuł sytu­uje się w gru­pie potrzeb­nych, ale podob­nych do sie­bie gło­sów – o tyle cie­kaw­sza wyda­je się pro­po­zy­cja wyobra­że­nia sobie alter­na­tyw­ne­go sce­na­riu­sza dzie­jów. Jak zapi­su­je Dunin:

Co by było, gdy­by Euro­pej­czy­cy zosta­wi­li odkry­te tery­to­ria i obce ludy w spo­ko­ju? Kró­le­stwo Beni­nu pod­bi­ło­by Afry­kę? A może Afry­ka wyglą­da­ła­by tak jak u Mar­lo­na Jame­sa? Odżi­bwe­je wypa­li­li­by faj­kę poko­ju z Azte­ka­mi? Sybe­ria (jakuc­ka) to była­by Sacha? Gdy­by­śmy, zamiast pod­bo­jów, nawią­zy­wa­li poko­jo­we kon­tak­ty, do jakich feno­me­nów kul­tu­ro­wych by to dopro­wa­dzi­ło? To praw­dzi­wa kopal­nia pomy­słów dla inte­li­gent­nej fan­ta­sty­ki.

Tak rozu­mia­ne ćwi­cze­nie było­by oczy­wi­ście świet­ną zaba­wą inte­lek­tu­al­ną, ale przede wszyst­kim pró­bą empa­tii.

„Krytyka Polityczna”, 30.05.2026.
„Krytyka Polityczna”, 30.05.2026.

Czytaj także

10.07.2026 Prasówka

Prasówka (10 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

09.07.2026 Laba

Czytam, leżąc na pomoście

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj ze scenografką i malarką Joanną Braun rozmawia Magda Huzarska-Szumiec.

07.07.2026 Laba

Wakacyjne lektury

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dziś z Mikołajem Trzaską rozmawia Magda Huzarska-Szumiec.

30.06.2026 Laba

Jezioro, las i książki, w których się zakochuję

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z aktorką Kamillą Baar rozmawia Magda Huzarska-Szumiec.