Spoglądając w dół. Patrząc wzdłuż i wszerz. O debiucie Jamesa Baldwina

W debiu­tanc­kiej powie­ści Jame­sa Bal­dwi­na Głoś to na górze (tłum. Kry­sty­na Tar­now­ska), odczy­ty­wa­nej przez Roxa­ne Gay1 mię­dzy inny­mi jako przy­po­wieść, nar­ra­tor nie patrzy na niko­go z góry, ale spo­glą­da w dół, dostrze­ga­jąc wię­cej, niż dotąd w ame­ry­kań­skiej powie­ści widzia­no. Roz­glą­da się wzdłuż i wszerz, para­fra­zu­jąc komen­tarz try­ni­dadz­kie­go pro­za­ika Ear­la Lovelace’a na temat wła­snej meto­dy pisar­skiej2. Bal­dwin uni­ka sche­ma­tycz­no­ści uprasz­cza­ją­cych opo­zy­cji, a auto­bio­gra­fizm wple­cio­ny w wąt­ki nie prze­sła­nia afro­ame­ry­kań­skiej, wie­lo­gło­so­wej pano­ra­my cza­sów Wiel­kiej Migra­cji i kry­zy­su eko­no­micz­ne­go lat 30. XX wie­ku w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Kate­go­rię auto­bio­gra­fi­zmu – dodaj­my za Nicho­la­sem Bog­g­sem, auto­rem Bal­dwin. A Love Sto­ry (2025), naj­now­szej, pogłę­bio­nej bio­gra­fii ame­ry­kań­skie­go pisa­rza – sam pro­za­ik usil­nie pró­bo­wał zniu­an­so­wać3.

1.

Ory­gi­nal­nie wyda­na w 1953 roku, napi­sa­na już po odej­ściu Bal­dwi­na od kazno­dziej­stwa i chwa­lo­na przez poet­kę Marian­ne Moore za prze­ko­nu­ją­ce odda­nie Czar­nej angielsz­czy­zny, powieść jest pokło­siem nie­mal dzie­się­ciu lat pra­cy twór­czej. Trzon akcji pisarz osa­dził w nowo­jor­skim Har­le­mie 1935 roku, dziel­ni­cy swo­je­go uro­dze­nia, prze­strze­ni rodzin­nej, z któ­rą przez całe życie – rów­nież po wyjeź­dzie do Pary­ża w 1948 roku – był emo­cjo­nal­nie i inte­lek­tu­al­nie zwią­za­ny. Wyda­rze­nia pierw­sze­go pla­nu cza­so­we­go Głoś to na górze roz­gry­wa­ją się w prze­cią­gu jed­nej doby – od sobo­ty do nie­dzie­li rano. Mimo tej kom­pre­sji cza­so­wej zasad­ni­czo w środ­ko­wej czę­ści powie­ści – zbu­do­wa­nej z trzech mono­lo­gów-modlitw – otrzy­mu­je­my szcze­gó­ło­wy, zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­ny wgląd w prze­szłość bal­dwi­now­skich posta­ci, któ­rych losy splą­ta­ne są z rol­ni­czą plan­to­kra­cją Połu­dnia, z życiem w etnicz­nie podzie­lo­nym, prze­my­sło­wym Chi­ca­go, ale też z Euro­pą okre­su pierw­szej woj­ny świa­to­wej. Tam, na fron­cie we Fran­cji – „gdzieś na dru­gim koń­cu świa­ta”4, zgi­nie Frank, były mąż Flo­ren­ce, sio­stry Gabrie­la, nie­uda­ne­go kazno­dziei, ojczy­ma i anta­go­ni­sty Joh­na, głów­ne­go boha­te­ra powie­ści: „Śpi snem wie­ku­istym w kra­ju, któ­re­go jego przod­ko­wie nigdy nawet nie widzie­li”5.

Nowy Jork pierw­szych dekad XX wie­ku obie­cy­wał wię­cej moż­li­wo­ści, niż ofe­ro­wa­ły oddy­cha­ją­ce bia­łą supre­ma­cją i opar­te na dzie­dzic­twie sys­te­mu nie­wol­ni­cze­go sta­ny połu­dnio­we, jed­nak – jak zauwa­ża w posło­wiu do powie­ści Anna Pochma­ra – nawet gdy „Har­lem prze­ży­wał okres odro­dze­nia, a powo­jen­ny wzrost gospo­dar­czy zachę­cał do opty­mi­zmu”6, rze­czy­wi­stość Czar­nej Ame­ry­ki ozna­cza­ła sys­te­mo­we wyklu­cze­nie z „uczest­nic­twa w obiet­ni­cy ame­ry­kań­skie­go suk­ce­su”7. Dobrze ten pro­ces obra­zu­ją jak naj­gor­sze losy boha­te­rów dru­go­pla­no­wych, któ­rzy z nadzie­ją na wyrwa­nie się spod prze­moż­nych wpły­wów Praw Jima Cro­wa wyru­szy­li na pół­noc od Linii Maso­na-Dixo­na:

Na więk­szość z nich cze­ka przed­wcze­sna i bru­tal­na śmierć: narze­czo­ny Eli­za­beth popeł­nia samo­bój­stwo, kochan­ka Gabrie­la umie­ra pod­czas poro­du […], a nie­ślub­ny syn Gabrie­la zosta­je zabi­ty pod­czas bój­ki w barze8.

Połu­dnie lat 30. – zarów­no w powie­ści Bal­dwi­na, jak i w rze­czy­wi­sto­ści pozak­siąż­ko­wej, co z powo­dów etycz­nych i fak­to­gra­ficz­nych nale­ży pod­kre­ślić – trwa zako­rze­nio­ne w myśle­niu segre­ga­cyj­nym i dys­kry­mi­na­cyj­nych prak­ty­kach, więc – by przy­wo­łać Pochma­rę:

kolej­ne fale migran­tów osie­dla­ją się w Har­le­mie: w powie­ści do zgro­ma­dze­nia dołą­cza Eli­sha, mło­dy duchow­ny z Geo­r­gii. Histo­rie migra­cji boha­te­rów – ana­lo­gicz­nie do przed­sta­wień wznie­sień i upad­ków – nie dają jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi, czy Har­lem to mek­ka nowe­go poko­le­nia Afro­ame­ry­ka­nów, jak marzy­ło się czo­ło­wym czar­nym inte­lek­tu­ali­stom lat dwu­dzie­stych, czy get­to, z któ­re­go nie moż­na uciec9.

Dają nato­miast (jako efekt pra­cy auto­ra) „odwa­gę” – jak zauwa­ża Toni Moris­son w ese­ju Pamię­ci Jame­sa Bal­dwi­na (tłum. Kaja Gucio), pośmiert­nym hoł­dzie dla pro­za­ika – „by przy­własz­czyć sobie obcą, wro­gą, cał­ko­wi­cie bia­łą geo­gra­fię, ponie­waż odkry­łeś, że «ten świat [czy­li histo­ria – B.W.] nie jest już bia­ły i nigdy już bia­ły nie będzie»”10.

Cyto­wa­ne przez noblist­kę sło­wa pocho­dzą z prze­szy­wa­ją­ce­go, pro­gra­mo­we­go ese­ju Bal­dwi­na Obcy w wio­sce (pol­ski prze­kład Miko­ła­ja Den­der­skie­go uka­zał się w zbio­rze Samo­sza­cu­nek) z 1955 roku. Autor roz­pra­wia się tu z fan­ta­zma­ta­mi anglo­ame­ry­kań­skiej więk­szo­ści:

ame­ry­kań­scy bia­li nadal pie­lę­gnu­ją ilu­zję, że ist­nie­je jakiś spo­sób na odzy­ska­nie euro­pej­skiej nie­win­no­ści, na powrót do sta­nu, w któ­rym czar­ni nie ist­nie­ją11.

Opu­bli­ko­wa­na dwa lata wcze­śniej powieść Głoś to na górze jest gło­sem tych, któ­rych nie zakrzy­cza­no w prze­strze­ni publicz­nej ani nie wyma­za­no z obo­wią­zu­ją­cej histo­rii. Tych, któ­rych – mimo nie­usta­ją­cych prób – nie uda­ło się „znik­nąć”. Wyma­zy­wa­niu doświad­cze­nia i lek­ce­wa­że­niu świa­dec­twa afro­ame­ry­kań­skie­go Bal­dwin prze­ciw­sta­wiał się tak­że w swo­ich wypo­wie­dziach medial­nych, na cze­le z deba­tą z 1965 roku, kie­dy w auli Cam­brid­ge Union w Anglii zmie­rzył się z kon­ser­wa­tyw­nym publi­cy­stą Wil­lia­mem F. Buc­kley­em Junio­rem. Jak pod­kre­śla Kamil Chrzczo­no­wicz w swo­jej ana­li­zie tego star­cia12, Buc­kley, „zało­ży­ciel «Natio­nal Review», pro­po­no­wał Afro­ame­ry­ka­nom odcię­cie się od histo­rii, kie­dy nie była mu ona na rękę (np. kie­dy łączy­ła nie­wol­nic­two i segre­ga­cję z obec­ną pozy­cją spo­łecz­ną i eko­no­micz­ną czar­nych) […], bro­nił sys­te­mu i insty­tu­cji, któ­re wspie­ra­ły mit ame­ry­kań­skiej wyjąt­ko­wo­ści”13. Po dziś dzień zaprze­cza­nie sys­te­mo­wym nie­rów­no­ściom i ich dale­ko idą­cym spo­łecz­no-gospo­dar­czym kon­se­kwen­cjom nale­ży do arse­na­łu Repu­bli­ka­nów, ale też leży u pod­staw wstrzy­ma­nia się od gło­su przed­sta­wi­cie­li Euro­py pod­czas uchwa­la­nia rezo­lu­cji zgło­szo­nej przez Gha­nę na forum ONZ, by han­del trans­atlan­tyc­ki znie­wo­lo­ny­mi Afry­kan­ka­mi i Afry­ka­na­mi uznać za „naj­cięż­szą zbrod­nię prze­ciw­ko ludz­ko­ści”. Rezo­lu­cję gło­sa­mi państw glo­bal­nej więk­szo­ści przy­ję­to 25 mar­ca 2026 roku.

Dla­cze­go piszę o powyż­szym? Ano, jeśli, jak w szki­cu o pisar­stwie afro­fu­tu­ry­stycz­nej iko­ny Octa­vii E. Butler zauwa­ża Aga­ta Siko­ra, „[w] przyj­mo­wa­niu per­spek­ty­wy grup zdo­mi­no­wa­nych nie cho­dzi więc tyl­ko o dąże­nie do spra­wie­dli­wo­ści czy cele­bro­wa­nie róż­no­rod­no­ści – jest to po pro­stu per­spek­ty­wa odblo­ko­wu­ją­ca myśle­nie”14, to pro­za (i poezja, jesz­cze cze­ka­ją­ca na publi­ka­cję po pol­sku) Bal­dwi­na jest men­tal­nym otwie­ra­czem, narzę­dziem uła­twia­ją­cym pozna­nie i auto­roz­po­zna­nie. Szko­puł w tym, by lek­tu­ry opo­wia­dań, powie­ści, ese­jów i wier­szy auto­ra Głoś to na górze nie spro­wa­dzać do per­for­ma­tyw­nie przy­wo­ły­wa­nych gadże­tów lifestyle’owych foto­gra­fo­wa­nych na beżo­wym tle. Bo, jak to nie bez racji ujął Omar El Akkad w Któ­re­goś dnia oka­że się, że wszy­scy byli prze­ciw­ko (tłum. Aga­ta Ostrow­ska):

Nie może być tak, żeby oso­ba, któ­ra ma choć krzty­nę sza­cun­ku do sie­bie, rzu­ca­ła na pra­wo i lewo cyta­ta­mi z Mor­ri­son i Bal­dwi­na, a potem, w obli­czu takiej nie­spra­wie­dli­wo­ści, z któ­rą oni wal­czy­li poprzez swo­ją twór­czość, nagle wyco­fa­ła się na bez­piecz­ne pozy­cje opi­sów swa­wo­lą­cych zięb15.

2.

Wstęp­ną wer­sję powie­ści Bal­dwin zaty­tu­ło­wał Cry­ing Holy, nawią­zu­jąc do pie­śni reli­gij­nej I Bowed My Kne­es and Cried Holy („Upa­dłem na kola­na i wzno­si­łem modły”). Pod wpły­wem pie­szej wyciecz­ki (wedle słów Bog­g­sa – „prze­ra­ża­ją­ce­go, biblij­ne­go doświad­cze­nia”16) przez szwaj­car­ską prze­łęcz Gem­mi, pra­wie przy­pła­co­nej życiem (przed śmier­tel­nym upad­kiem ze zbo­cza ura­to­wał go Lucien Hap­pers­ber­ger, wie­lo­let­nia miłość pisa­rza; to jemu zade­dy­ko­wał Pokój Gio­van­nie­go), pisarz zde­cy­do­wał się na zmia­nę. Jeśli prze­ka­zem afro­ame­ry­kań­skiej pie­śni spi­ri­tu­als Go Tell It on the Moun­ta­in, któ­rej książ­ka Bal­dwi­na zawdzię­cza osta­tecz­ny tytuł, jest rado­sna wieść o naro­dzi­nach Chry­stu­sa (a sama pieśń, prze­ka­zy­wa­na z poko­le­nia na poko­le­nie, funk­cjo­no­wa­ła w opo­zy­cji do znie­wo­le­nia), to prze­ka­zem powie­ści Głoś to na górze wyda­je się wieść o moż­li­wo­ści odro­dze­nia z grze­chu – zgod­nie z epi­gra­fem z Apo­ka­lip­sy św. Jana (22; 17). Nasto­let­ni John ze star­cia, nie tyle z Golia­tem, ile z doro­słym Gabrie­lem, wycho­dzi z tar­czą (jak pod­kre­śla Gay, uży­wa reli­gii jako nie orę­ża, lecz osło­ny), a dzie­je się to w świe­cie przed­sta­wio­nym, gdzie fał­szy­wy pro­rok zosta­je ujaw­nio­ny, a podział dycho­to­micz­ny opar­ty na meta­fo­rach kon­cep­tu­al­nych „góra – dobro” i „dół – zło” jest przez Bal­dwi­na naru­szo­ny:

Tak jak w przy­pad­ku Joh­na, wspi­nacz­ka na górę nie przy­no­si Gabrie­lo­wi praw­dzi­we­go obja­wie­nia, a pozor­na, złud­na epi­fa­nia ojczy­ma jest poka­za­na jako o wie­le tra­gicz­niej­sza w skut­kach niż poczu­cie zagu­bie­nia jego czter­na­sto­let­nie­go pasier­ba17.

Jak dotąd zale­d­wie naszki­co­wa­ny prze­ze mnie, a inte­gral­ny dla powie­ści wątek reli­gij­ny jest wypad­ko­wą wie­lu czyn­ni­ków. Wśród nich znaj­dzie­my bio­gra­fię same­go Bal­dwi­na – oprócz mat­ki, Emmy Ber­dis Jones, wycho­wy­wał go ojczym, David Bal­dwin, kazno­dzie­ja obrząd­ku bap­ty­stycz­ne­go, scha­rak­te­ry­zo­wa­ny przez pisa­rza jako wyma­ga­ją­cy i suro­wy. Czar­ne kościo­ły, wspól­no­ty wyzna­nio­we wyni­ka­ją­ce z nur­tu pro­te­stanc­kie­go chrze­ści­jań­stwa i będą­ce rodza­jem teo­lo­gii wyzwo­le­nia mają histo­rycz­ne zna­cze­nie w wal­ce o pra­wa oby­wa­tel­skie i w budo­wa­niu spraw­czo­ści spo­łecz­no­ści afro­ame­ry­kań­skiej, ale ich współ­cze­snej roli – szcze­gól­nie przy obec­nym anty­de­mo­kra­tycz­nym zwro­cie w USA i w świe­tle mani­pu­lo­wa­nia gra­ni­ca­mi okrę­gów wybor­czych (ang. ger­ry­man­de­ring), by zmniej­szyć wpływ gło­sów Czar­nej Ame­ry­ki18 – tak­że nie da się zigno­ro­wać.

Nic dziw­ne­go, że przed­pu­bli­ka­cyj­na suge­stia zawar­ta w recen­zji wewnętrz­nej Phi­li­pa Vau­dri­na – redak­to­ra wydaw­nic­twa Knopf, by usu­nąć „frag­men­ty jezu­so­we”19, wpra­wi­ła Bal­dwi­na w kon­ster­na­cję, wywo­łu­jąc stan nie­zgo­dy i poważ­ne­go opo­ru:

Począt­ko­wo Bal­dwin zare­ago­wał defen­syw­nie. Odparł Vau­dri­no­wi, że powieść opo­wia­da o „murzyń­skim kazno­dziei i jego rodzi­nie” i że „usu­nię­cie” znisz­czy książ­kę.

Dosłow­nie zakrztu­si­łem się i obla­łem potem, pod­bie­głem do dys­try­bu­to­ra wody, pró­bo­wa­łem się pozbie­rać i wró­ci­łem do biu­ra, by przed­sta­wić zasa­dę orga­ni­zu­ją­cą moją powieść – wspo­mi­nał póź­niej. – Tam­te­go popo­łu­dnia wie­le się nauczy­łem; nauczy­łem, mówiąc bar­dzo zwięź­le, z czym się mie­rzy­łem20.

Osta­tecz­nie, przy wspar­ciu redak­tor­skim Bil­la Cole’a, Bal­dwin zacho­wał sce­ny kościel­ne, tak klu­czo­we dla wymo­wy książ­ki (w kul­mi­na­cji John doświad­cza kon­wer­sji), „doko­nu­jąc roz­trop­nych skró­tów i dopra­co­wu­jąc to, co zosta­ło”21. Moż­li­we, że wła­śnie taką decy­zję Bal­dwi­na mia­ła na myśli Mor­ri­son, gdy w przy­wo­ła­nym już ese­ju pisa­ła o jego „nie­po­ko­na­nym połą­cze­niu umy­słu i ser­ca, inte­lek­tu i pasji”, wyzna­cza­ją­cym tra­sę przez „zdra­dli­wy teren”, o sło­wach waż­nych „od Kapsz­ta­du po Pol­skę, od Way­cross po Dublin”. Zresz­tą Czar­ne kościo­ły, by wró­cić do fabu­ły Głoś to na górze, nie są wyłącz­nie zja­wi­skiem pół­noc­no­ame­ry­kań­skim, a doty­czą całej dia­spo­ry – repre­zen­to­wa­nej we współ­cze­snej lite­ra­tu­rze, co zna­la­zło też swo­je odbi­cie w dostęp­nych na pol­skim ryn­ku książ­kach. Poza zbio­rem opo­wia­dań Sekret­ne życie poboż­nych kobiet (tłum. Rafał Lisow­ski) pocho­dzą­cej z Jack­so­nvil­le na Flo­ry­dzie Deeshy Phi­ly­aw mamy mię­dzy inny­mi Dia­bła Uru­bu (tłum. Robert Sudół), debiu­tanc­ką powieść Jamaj­czy­ka Mar­lo­na Jame­sa, roz­gry­wa­ją­cą się na wyspiar­skiej wsi.

Nie­mniej pozy­cja chrze­ści­jań­stwa jest w kul­tu­rze Czar­ne­go Atlan­ty­ku dwu­znacz­na. W zasad­ni­czej sce­nie fil­mu Grzesz­ni­cy (reż. Ryan Coogler, 2025), pia­ni­sta Del­ta Slim, gra­ny przez Del­roya Lin­do, stwier­dza bez ogró­dek: „Narzu­ci­li nam tę reli­gię, ale nie blu­esa. Nie, synu, przy­wieź­li­śmy go z domu. Two­rzy­my tu magię. To coś świę­te­go i waż­ne­go”. Może i kościo­ły pen­te­ko­stal­ne roz­wi­nę­ły swo­je cha­rak­te­ry­stycz­ne obrzę­dy (glo­so­la­lia, indy­wi­du­al­ne świa­dec­twa, wspól­no­to­wy śpiew, eks­ta­za reli­gij­na, ozdro­wie­nia), a dają­ca nadzie­ję i pod­kre­śla­ją­ca spraw­czość meta­fo­ry­ka reli­gij­na towa­rzy­szy­ła rewol­tom i pra­cy na rzecz wol­no­ści, ale trud­no zapo­mnieć, że u pod­nó­ża dok­try­ny chrze­ści­jań­skiej leży impe­rial­ne, się­ga­ją­ce euro­pej­skiej kolo­ni­za­cji, roz­róż­nie­nie na potom­stwo Sema, Jafe­ta i Cha­ma, z któ­rych ostat­nie obło­żo­ne było sta­ro­te­sta­men­to­wą klą­twą. Na tej pod­sta­wie bia­łe kościo­ły na Połu­dniu legi­ty­mi­zo­wa­ły znie­wo­le­nie Afry­ka­nek i Afry­kań­czy­ków (czy­li ludu cha­mic­kie­go), któ­rych narzu­co­ny, pośled­ni sta­tus kwe­stio­nu­ją kazno­dzie­je repre­zen­tu­ją­cy spo­łecz­ność afro­ame­ry­kań­ską.

Od cza­sów nie­wol­nic­twa pro­te­stanc­kie obrzę­dy reli­gij­ne były pod­wa­li­ną, na któ­rej budo­wa­no czar­ną wspól­no­to­wość. Prze­strzeń zgro­ma­dzeń kościel­nych zapew­nia­ła schro­nie­nie przed rasi­stow­ską prze­mo­cą czy bru­tal­ny­mi realia­mi get­ta. Z dru­giej stro­ny, wie­lu czar­nych inte­lek­tu­ali­stów, takich jak Richard Wri­ght czy E. Fran­klin Fra­zier, pod­kre­śla­ło, że reli­gij­ność jest niczym opium, któ­re odcią­ga Afro­ame­ry­ka­nów od praw­dzi­wej wal­ki o wol­ność. Kry­ty­ka chrze­ści­jań­stwa nasi­li­ła się z bie­giem XX wie­ku wraz z wzro­stem zna­cze­nia isla­mu, na któ­ry nawra­ca­li się rady­kal­ni czar­ni akty­wi­ści i twór­cy, aby nie słu­żyć bia­łe­mu Bogu22.

W reli­gij­ność jako prak­ty­kę wspól­no­to­wą wbu­do­wa­na jest kon­ser­wa­tyw­na opre­syj­ność (patriar­chal­ne rozu­mie­nie ról, hete­ro­nor­ma) i pre­sja spo­łecz­na (kon­for­mizm). Bal­dwin w Głoś to na górze, por­tre­cie zbio­ro­wym spo­łecz­no­ści, z któ­rej sam się wywo­dzi, daje wyraz oby­dwu. I tak kobie­ty, za roz­po­zna­niem Gay ze wstę­pu do wyda­nia powie­ści z 2024 roku, zmu­szo­ne są do poświę­ceń przez męż­czyzn takich jak Gabriel – dia­kon Świą­ty­ni Ognia Ochrzczo­ne­go; męż­czyź­ni ci wzglę­dem sie­bie nie sto­su­ją jed­nak tak wyśru­bo­wa­nych stan­dar­dów. Męskość Gabrie­la jest tok­sycz­na i zanu­rzo­na w nie­prze­pra­co­wa­nej prze­szło­ści, ponie­waż – jak wnio­sku­je Pochma­ra:

Gabriel obse­syj­nie pięt­nu­je swo­ją żonę, prze­no­sząc na nią wła­sne poczu­cie winy za poczę­cie i porzu­ce­nie nie­ślub­ne­go dziec­ka oraz zmu­sze­nie jego mat­ki [Esther – B.W.] do wypro­wadz­ki na Pół­noc, a tym samym ska­za­nie Esther na samot­ną śmierć23.

Okładka książki Jamesa Baldwina pod tytułem „Głoś to na górze”.
James Baldwin, „Głoś to na górze”, tłum. Krystyna Tarnowska, Kraków: Karakter, 2025.

Są wśród nich i ciche (do cza­su) bun­tow­nicz­ki – jak Flo­ren­ce, star­sza sio­stra Gabrie­la, dostrze­ga­ją­ca nie­rów­ność będą­cą następ­stwem war­to­ści doda­nej, któ­rą spo­łe­czeń­stwo przy­pi­su­je męż­czy­znom (w prze­ci­wień­stwie do bra­ta poską­pio­no jej moż­li­wo­ści for­mal­nej edu­ka­cji):

[P]omyślała, że jeśli Gabriel jest poma­zań­cem Boga, ona woli raczej umrzeć i cier­pieć wiecz­ne męki pie­kiel­ne, niż padać na kola­na przed Jego ołta­rzem. Ale zdła­wi­ła w sobie dumę, pod­nio­sła się i sta­nąw­szy wraz z inny­mi na poświę­co­nym miej­scu przed ołta­rzem, śpie­wa­ła:
To mnie potrzeb­na jest modli­twa24.

W koń­co­wych sce­nach powie­ści, anty­cy­pu­jąc kres wła­sne­go życia, znaj­du­je w sobie siłę, by zazna­czyć swo­je odręb­ne zda­nie. Za pomo­cą listu od Debo­rah, pierw­szej żony Gabrie­la, chce wyja­wić praw­dę o doli Esther:

– Może już nie­dłu­go będę na tym świe­cie – odpar­ła – ale mam ten list i bądź spo­koj­ny, że zanim odej­dę, dam go Eli­za­beth, a jak­by ona go nie chcia­ła, znaj­dę jakiś spo­sób… jakiś spo­sób, nie wiem jaki… żeby się wszy­scy dowie­dzie­li… wszy­scy dowie­dzie­li, że poma­za­niec Boży ma ręce spla­mio­ne krwią […]. Jak będę odcho­dzić, bra­cie, lepiej drżyj, bo nie odej­dę w mil­cze­niu25.

3.

Wła­ści­wie to bunt, boleść i bojaźń roz­po­czy­na­ją Głoś to na górze. I choć nic wprost nie wska­zu­je, że na koń­cu, już po kon­wer­sji, John odrzu­ci reli­gię insty­tu­cjo­nal­ną, to „świę­ty poca­łu­nek”, któ­rym obda­rza go Eli­sha, brat w wie­rze, może przy­po­mnieć o – jak sam by to okre­ślił John – grzesz­nych myślach dotrzy­mu­ją­cych mu kro­ku od począt­ku powie­ści. Nie daje zapo­mnieć o – jak ujął to Jacek Par­ty­ka – „bole­snym pro­ble­mie odkry­wa­nia wła­snej toż­sa­mo­ści sek­su­al­nej”26 i potrze­bie przede­fi­nio­wa­nia poję­cia grze­chu, by zro­zu­mieć i zaak­cep­to­wać sie­bie, a zatem wyzwo­lić się spod wpły­wu domi­nu­ją­ce­go Gabrie­la, ojca-nie­oj­ca, wraz z jego zawę­żo­nym poj­mo­wa­niem męsko­ści.

Zary­so­wa­ny w pierw­szym aka­pi­cie powie­ści kon­flikt mię­dzy życiem zgod­nym z nauka­mi kościel­ny­mi (w tym pój­ściem w kazno­dziej­skie śla­dy ojczy­ma) a chę­cią życia w zgo­dzie z wła­sny­mi potrze­ba­mi (któ­re uosa­bia homo­ero­tycz­na figu­ra Eli­shy, opar­ta na szkol­nej, nie­ujaw­nio­nej fascy­na­cji kole­gą Arthu­rem Moore’em) znaj­du­je roz­wią­za­nie we wspo­mnia­nej sce­nie zło­że­nia ust na czo­le Joh­na. Tam wła­śnie słoń­ce w fil­mo­wo-roman­tycz­nym kadrze „doty­ka” Joh­na, „otu­liw­szy” uprzed­nio „Eli­shę zło­tą sza­tą swo­ich pro­mie­ni”27. To sło­necz­ne połą­cze­nie, w kon­tra­ście do fina­ło­wej chmur­no­ści ojca (inter­pre­to­wa­nej jako zwięk­sze­nie dystan­su i strach przed utra­tą auto­ry­te­tu w kon­gre­ga­cji), zwia­stu­je, jak cel­nie kon­klu­du­je Pochma­ra:

moż­li­wość akcep­ta­cji cie­le­sno­ści i sek­su­al­no­ści – postrze­ga­nych w Koście­le jako prze­strzeń grze­chu i upad­ku. Daje to nadzie­ję, że John jest na dro­dze do samo­ak­cep­ta­cji i pozby­cia się wsty­du, któ­ry para­li­żu­je go na począt­ku powie­ści28.

Nie ukry­wam, że chciał­bym w zakoń­cze­niu Głoś to na górze – w histo­rii Joh­na Gri­me­sa, roz­pi­sa­nej na tak wie­le wąt­ków, móc ponad­to dosły­szeć póź­niej­szy postu­lat Susan Buck-Morss, by „oca­lić ideę uni­wer­sal­nej histo­rii czło­wie­czeń­stwa przed tym, do cze­go zre­du­ko­wa­ła ją domi­na­cja bia­łe­go czło­wie­ka”29.

Reduk­cji ura­so­wie­nia oraz wyni­ka­ją­cym z niej reper­ku­sjom, któ­re obec­nie kry­tycz­nie ana­li­zu­ją i twór­czo kontr­ują oso­by sku­pio­ne wokół The Racial Ima­gi­na­ry Insti­tu­te – ośrod­ka zało­żo­ne­go przez poet­kę Clau­dię Ran­ki­ne (nie­daw­ną gości­nię Festi­wa­lu Miło­sza w Kra­ko­wie), Bal­dwin poświę­cił wła­ści­wie każ­dą kolej­ną ze swo­ich ksią­żek. Tak­że te, na któ­rych pol­skie prze­kła­dy wciąż cze­ka­my. W ese­ju To Be Bap­ti­zed z nie­prze­tłu­ma­czo­ne­go dotąd zbio­ru No Name in the Stre­et (1972) skon­sta­to­wał: „Trud­no wyzwo­lić się ze styg­ma­tu czar­no­ści, ale widać wyraź­nie, że co naj­mniej rów­nie nie­ła­two jest prze­zwy­cię­żyć uro­je­nia bia­ło­ści”30. Oby w Pol­sce – kra­ju Glo­bal­nej Pół­no­cy, gdzie jesz­cze nie pogrze­ba­no cho­cho­ła odwró­co­ne­go rasi­zmu (rów­nież w aka­de­mii) i gdzie rasizm sys­te­mo­wy bywa trak­to­wa­ny jako fik­cja z left­bo­oka, a nie fakt spo­łecz­ny – sło­wa Bal­dwi­na sta­wa­ły się cia­łem, nie­uchron­nie prze­ni­ka­jąc do zbio­ro­wej tkan­ki (auto)świadomości.

 

1 R. Gay, Intro­duc­tion [w:] J. Bal­dwin, Go Tell It on the Moun­ta­in, New York: Vin­ta­ge Books, 2024.

2 M. Laar­mann, “I Never Looked Down – I Looked Across! An Inte­rview with Earl Love­la­ce”, onli­ne: https://smallaxe.net/sxsalon/interviews/i‑never-looked-down-i-looked-across [dostęp: 27.07.2026].

3 N. Boggs, Bal­dwin. A Love Sto­ry, New York: Far­rar, Straus and Giro­ux, 2025, s. 114.

4 J. Bal­dwin, Głoś to na górze, tłum. K. Tar­now­ska, Kra­ków: Karak­ter, 2025, s. 117.

5 Tam­że.

6 A. Pochma­ra, Od raju do get­ta. James Bal­dwin rewi­du­je zało­ży­ciel­skie mity Ame­ry­ki [w:] J. Bal­dwin, Głoś to na górze, s. 340.

7 Tam­że, s. 344.

8 Tam­że, s. 340–341.

9 Tam­że, s. 341.

10 T. Mor­ri­son, Pamię­ci Jame­sa Bal­dwi­na [w:] tej­że, Samo­sza­cu­nek, tłum. K. Gucio, Poznań: Wydaw­nic­two Poznań­skie, 2023, s. 585.

11 J. Bal­dwin Obcy w wio­sce [w:] tegoż, Zapi­ski syna tego kra­ju, tłum. M. Den­der­ski, Kra­ków: Karak­ter, 2021, s. 215.

12 Deba­ta zosta­ła zor­ga­ni­zo­wa­na 18 lute­go 1965 roku przez Sto­wa­rzy­sze­nie Cam­brid­ge Union w ramach obcho­dów sto pięć­dzie­sią­tej rocz­ni­cy ist­nie­nia orga­ni­za­cji. Wśród wypo­wia­da­ją­cych się na temat posta­wio­ne­go pyta­nia („Czy ame­ry­kań­ski sen speł­nił się kosz­tem Murzy­nów?”) były głów­nie oso­by repre­zen­tu­ją­ce poszcze­gól­ne kole­gia Uni­wer­sy­te­tu w Cam­brid­ge, ale to wymia­na zdań mię­dzy Bal­dwi­nem (za) i Buc­kley­em (prze­ciw) prze­szła do histo­rii i ugrun­to­wa­ła pozy­cję pisa­rza jako publicz­ne­go inte­lek­tu­ali­sty i akty­wi­sty na rzecz praw oby­wa­tel­skich i praw czło­wie­ka; godzin­ny zapis deba­ty dostęp­ny jest w ser­wi­sie YouTu­be. Zob. James Bal­dwin vs Wil­liam F Buc­kley: A legen­da­ry deba­te from 1965, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=5Tek9h3a5wQ [dostęp: 27.07.2026].

13 K. Chrzczo­no­wicz, James Bal­dwin w tele­wi­zji [w:] James Bal­dwin, red. A. Pochma­ra, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, 2021, s. 254.

14 A. Siko­ra, Poza apo­ka­lip­sę, „Dwu­ty­go­dnik” 2026, nr 432, onli­ne: https://www.dwutygodnik.com/artykul/12323-poza-apokalipse.html [dostęp: 27.07.2026].

15 O. El Akkad, Któ­re­goś dnia oka­że się, że wszy­scy byli prze­ciw­ko, tłum. A. Ostrow­ska, War­sza­wa: Obro­ty, 2026, s. 120.

16 N. Boggs, Bal­dwin. A Love Sto­ry, s. 102.

17 A. Pochma­ra, Od raju do get­ta…, s. 335.

18 Naj­now­szym (stan na począ­tek maja 2026 roku) przy­kła­dem stron­ni­czej zmia­ny geo­gra­fii wybor­czej jest decy­zja lokal­nych pra­wo­daw­ców (Kon­gres sta­nu Ten­nes­see), by w prak­ty­ce ogra­ni­czyć pra­wa gło­su w Mem­phis (gwa­ran­to­wa­ne przez Usta­wę o pra­wie do gło­so­wa­nia z 1965 roku) i w rezul­ta­cie wpro­wa­dzić dys­kry­mi­na­cję ze wzglę­du na pig­men­ta­cję (kolor skó­ry), pocho­dze­nie etnicz­ne czy rasę. Źró­dło: V. Jones, A. Latham, L. Adams, E. Mealins, TN Repu­bli­cans Pass Map Frac­tu­ring Black Voting Power in Mem­phis, onli­ne: https://eu.tennessean.com/story/news/politics/2026/05/07/republicans-pass-gerrymandered-congressional-map-protests/89979426007/ [dostęp: 27.07.2026].

19 N. Boggs, Bal­dwin. A Love Sto­ry, s. 122.

20 Tam­że.

21 Tam­że, s. 123.

22 A. Pochma­ra, Od raju do get­ta…, s. 330.

23 Tam­że, s. 336.

24 J. Bal­dwin, Głoś to na górze, s. 92.

25 Tam­że, s. 313–315.

26 J. Par­ty­ka „Głoś to na górze”: „głę­biej w ból” [w:] James Bal­dwin, s. 39.

27 J. Bal­dwin, Głoś to na górze, s. 324.

28 A. Pochma­ra, Od raju do get­ta…, s. 349.

29 S. Buck-Morss, Hegel, Haiti i histo­ria uni­wer­sal­na, tłum. K. Bojar­ska, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Kry­ty­ki Poli­tycz­nej, 2014, s. 89.

30 J. Bal­dwin, To Be Bap­ti­zed [w:] tegoż, No Name in the Stre­et, Lon­don: Pen­gu­in Books, 2024, s. 143.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

James Baldwin, „Głoś to na górze”, tłum. Krystyna Tarnowska, Kraków: Karakter, 2025. James Baldwin, „Mój Giovanni”, tłum. Andrzej Selerowicz, Kraków: Karakter, 2026. James Baldwin, „Zapiski syna tego kraju”, tłum. Mikołaj Denderski, Kraków: Karakter, 2021.

Czytaj także

13.08.2026 Laba

Pocztówka znaleziona w trzcinie

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy reportaż Krzysztofa Żwirskiego z festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie.

11.08.2026 Laba

Książki zmieniają się razem z nami

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z malarką i autorką komiksów Joanną Karpowicz rozmawia Małgorzata Bugaj.