Kilka spojrzeń w stronę miłości

To zaczę­ło się już jakiś czas temu. Naj­pierw poja­wi­ło się małe pęk­nię­cie. Przez szpar­kę wpa­da­ło deli­kat­ne świa­tło, a ludzie zaczę­li zauwa­żać je kątem oka. Nie­któ­rzy pod­cho­dzi­li, prze­jeż­dża­li dło­nią, inni uda­wa­li, że nie widzą, że coś się zmie­nia. Szcze­li­na powięk­sza­ła się i zaczę­ły od niej odpa­dać frag­men­ty i odpry­ski. Pod­no­szę je z zie­mi, przy­glą­dam się im, przy­kła­dam oko do pęk­nię­cia i zasta­na­wiam się, co widzi­my, gdy patrzy­my w stro­nę miło­ści.

Fragment 1. miłość / popkultura / nic

„Czy wie­my coś o miło­ści? Nie wie­my nic a nic”. To stwier­dze­nie pada w tra­ile­rze 500 dni miło­ści, fil­mu, któ­ry tra­fił do kin w 2009 roku. To histo­ria miło­sna à rebo­urs, ze świet­ną obsa­dą i wspa­nia­łą ścież­ką dźwię­ko­wą. Mor­ris­sey śpie­wa: Ple­ase, Ple­ase, Ple­ase, Let Me Get What I Want, a reży­ser Marc Webb mówi: no nie­ste­ty nic z tego. Dekon­stru­uje kome­dię roman­tycz­ną, odsła­nia kli­sze, któ­ry­mi kar­mi nas popkul­tu­ra, i poka­zu­je zaple­cze pro­duk­cji mitu miło­ści roman­tycz­nej. Żeby jed­nak lepiej zro­zu­mieć ten seans, zatrzy­maj­my się na chwi­lę i rozej­rzyj­my wokół – jaki kra­jo­braz odsła­nia się przed nami? Począ­tek XXI wie­ku to czas, kie­dy mit miło­ści roman­tycz­nej ma się cał­kiem dobrze, choć to wła­śnie w tym okre­sie poja­wia­ją się na nim pierw­sze wyraź­ne rysy. Dopie­ro co prze­mi­nę­ły lata 90., w któ­rych pro­mo­cja mitu osią­gnę­ła swój szczyt. To wte­dy powsta­ły naj­słyn­niej­sze kome­die roman­tycz­ne, rekla­my były peł­ne zako­cha­nych par, a rynek prze­ści­gał się w pomy­słach, co jesz­cze moż­na sprze­dać ludziom pra­gną­cym miło­ści. A kupić mogą wie­le, bo od tego zale­ży ich los. W roman­tycz­nym micie zna­le­zie­nie dru­giej poło­wy jest celem życia, warun­kiem speł­nie­nia i gwa­ran­cją szczę­ścia. Miłość ma zała­twić wszyst­ko. Wyba­wia nas od poraż­ki, roz­cza­ro­wa­nia i bycia śmiesz­nym. Musi­my ją tyl­ko zna­leźć, a to bywa trud­ne. I wła­śnie ten trud widzi­my na ekra­nie. Boha­te­ro­wie 500 dni miło­ści to kla­sycz­nie chło­pak i dziew­czy­na, z tym, że on uwa­ża, że nie zazna szczę­ścia, dopó­ki nie znaj­dzie tej jedy­nej, a ona, że miłość nie ist­nie­je. Co praw­da i ten film koń­czy się reali­za­cją roman­tycz­ne­go sce­na­riu­sza przez obo­je boha­te­rów, tyl­ko już z kimś innym. Ale zanim to się wyda­rzy, nie­szczę­śli­wie zako­cha­ny boha­ter wygła­sza gorz­ką mowę: „Co zna­czy miłość, kto mi powie? Kto wie? To wła­śnie przez te kart­ki, fil­my i muzy­kę mno­żą się kłam­stwa i zła­ma­ne ser­ca. […] Ludzie powin­ni mówić o miło­ści wła­sny­mi sło­wa­mi, nie gotow­ca­mi pod­rzu­co­ny­mi przez obcych. Sło­wa takie jak miłość nic nie zna­czą”. Ta kon­sta­ta­cja i pyta­nie: „co zna­czy miłość?”, odar­ta z narzu­co­nych stra­te­gii, zapo­ży­czo­nych wyobra­żeń i kalek z popkul­tu­ry – są klu­czo­we. Jak mówi bell hooks w książ­ce Wszyst­ko o miło­ści. Nowe wizje, żeby otwo­rzyć się na miłość, musi­my przy­znać, że nie wie­my o niej pra­wie nic – i to zarów­no w teo­rii, jak i w prak­ty­ce.

Moż­na pomy­śleć: jak to moż­li­we, prze­cież o miło­ści tyle napi­sa­no, powie­dzia­no, zaśpie­wa­no i tyle razy kocha­no. Czy to wszyst­ko na nic?

Odprysk ♥ miłość / początek / gdzie?

Gdzie zaczy­na się miłość? Jolan­ta Brach-Cza­ina w Szcze­li­nach ist­nie­nia pisze, że począt­kiem miło­sne­go wnik­nię­cia jest spoj­rze­nie. A więc zmy­sły? Wzrok, zapach, smak, dotyk? Ale prze­cież też roze­dr­ga­nie, trzę­są­ce się ręce, jąka­nie, bicie ser­ca, rumień­ce, ból brzu­cha. A więc cia­ło? Pla­ton, a potem Anne Car­son w Słod­ko-gorz­kim ero­sie widzi skrzy­dla­te­go boż­ka, któ­ry przy­by­wa zni­kąd, by zabrać wszyst­ko: osła­bia umysł, przej­mu­je myśli, pozba­wia cia­ła, rozu­mu i same­go sie­bie. A więc wszyst­ko, co ludz­kie, sta­je się miło­ścią?

Fragment 2. miłość / mit / geneza

All you need is love. Mogło­by się wyda­wać, że marze­nie o roman­tycz­nej miło­ści jest tak sta­re jak cała ludz­kość, ale nie. Choć kocha­my i zako­chu­je­my się od dawien daw­na, a dowo­dy na to znaj­du­je­my już w sta­ro­żyt­no­ści, sama idea miło­ści roman­tycz­nej jest sto­sun­ko­wo mło­da. Nie­gdyś miłość uwa­ża­na była za pięk­ne uczu­cie, ale nie powód do wią­za­nia się na zawsze. Dopie­ro mit roman­tycz­ny, jak pisał Roland Bar­thes, uczy­nił z miło­ści dzie­ło nie­śmier­tel­ne. Kogóż za to winić, jeśli nie roman­ty­ków? To oni zaczę­li trak­to­wać miłość jako coś, co nada­je życiu war­tość, jako jedy­ny cel i powód ist­nie­nia. Ule­gli jej sile bez resz­ty, uwy­pu­kli­li miło­sne moty­wy, odda­li się we wła­da­nie żywio­łów pory­wa­ją­cych, nisz­czą­cych i nie-do-opa­no­wa­nia. Wszyst­ko to opi­sa­li w powie­ściach, a to ponoć one roz­nio­sły wiru­sa miło­ści roman­tycz­nej. Wiek XX zwień­czył dzie­ło, dopi­su­jąc całą popkul­tu­ro­wą miło­sną mito­lo­gię. Powstał wiel­ki prze­mysł miło­ści, któ­ry pod­sy­ca pra­gnie­nia i sprze­da­je marze­nia. Odtąd doświad­cze­nie roman­tycz­ne ści­śle łączy się z kon­sump­cją. A prze­cież ta roman­tycz­na rewo­lu­cja była obiet­ni­cą wol­no­ści. Jak pisze choć­by Antho­ny Gid­dens w Prze­mia­nach intym­no­ści, przez stu­le­cia mał­żeń­stwo było kon­trak­tem – chłod­ną kal­ku­la­cją eko­no­micz­ną lub stra­te­gią prze­trwa­nia. Moż­li­wość wybo­ru part­ne­ra na pod­sta­wie emo­cjo­nal­nej fascy­na­cji, roman­tycz­nej miło­ści wyda­wa­ła się więc dzie­jo­wym prze­ło­mem, nową jako­ścią ludz­kie­go doświad­cze­nia. Zamiast wyzwo­le­nia dosta­li­śmy jed­nak nową dys­cy­pli­nę spo­łecz­ną: dziś kobie­ty i męż­czyź­ni nie­ustan­nie nego­cju­ją swo­ją „war­tość ryn­ko­wą”, pod­po­rząd­ko­wu­jąc życie przy­mu­so­wi posia­da­nia part­ne­ra. Nowy rynek matry­mo­nial­ny wca­le nie zniósł sta­rych nie­rów­no­ści, a od kobiet wciąż wyma­ga się wię­cej, zarów­no na eta­pie poszu­ki­wań, jak i w samym związ­ku. Stwo­rzo­no nowe per­pe­tu­um mobi­le, któ­re spra­wi­ło, że więk­szość spo­łe­czeń­stwa goni za tym samym marze­niem. Miłość roman­tycz­na porwa­ła ludz­kość niczym rwą­ca fala. Czy ktoś rzu­ci nam koło ratun­ko­we?

Odprysk ♥♥ miłość / początek / jak?

Co się dzie­je na począt­ku miło­ści? Bar­thes we Frag­men­tach dys­kur­su miło­sne­go dia­gno­zu­je zako­cha­ne­go, mówiąc, że czu­je się on, jak­by już osza­lał albo zaraz miał to zro­bić. Anne Car­son pisze, że Eros jest bez­względ­ny. Chce drę­czyć, ranić, łamać, gryźć i uży­wać naj­bar­dziej wyszu­ka­nej bro­ni. A więc zako­chu­je­my się i odda­je­my wła­dzę nas sobą? Popa­da­my w cho­ro­bę, afekt, sza­leń­stwo, dez­in­te­gra­cję. Wie­lu zgod­nie twier­dzi, że przed Ero­sem nie ma uciecz­ki. Ale czy czło­wiek od zawsze nie pró­bo­wał prze­chy­trzyć bogów?

Fragment 3. miłość / mit / religia

„Czy moż­na żyć bez miłości?” – pyta dużo star­sze­go od sie­bie męż­czy­znę mło­dy boha­ter książ­ki Życie przed sobą Émile’a Aja­ra. Ten zwie­sza gło­wę i odpo­wia­da ze wsty­dem, że moż­na. Sam od sześć­dzie­się­ciu lat żyje wspo­mnie­niem kobie­ty, któ­rą kochał z wza­jem­no­ścią przez osiem mie­się­cy. Codzien­nie uśmie­cha się do tego wspo­mnie­nia, tyle star­czy­ło mu na całe życie.

Czy to opo­wieść o roman­tycz­nej miło­ści speł­nio­nej, czy wręcz prze­ciw­nie? Na pew­no o miło­ści ilu­zji, któ­ra nada­je sens każ­de­mu dniu życia. Czy wła­śnie tego nam trze­ba? Badacz­ka Eva Illo­uz w ese­ju Miłość w kapi­ta­li­zmie zda­je się to potwier­dzać. Mówi, że czło­wiek tyl­ko dzię­ki złu­dze­niom i kłam­stwom jest w sta­nie znieść prze­moc rela­cji spo­łecz­nych. Potrze­bu­je­my mitów, żeby żyć, i zawsze będzie­my tęsk­nić za jakąś for­mą trans­cen­den­cji, nawet jeśli postęp swo­imi racjo­nal­ny­mi argu­men­ta­mi będzie pró­bo­wał wyko­rze­nić ją z tego świa­ta. Miłość zaję­ła miej­sce reli­gii – śmia­ło kon­sta­tu­je Ali­ne Lau­rent-May­ard w książ­ce Post­ro­man­tycz­ność. Jak ura­to­wać miłość i przy­glą­da się nowej for­mie toż­sa­mo­ści, jaka w imię tego wyzna­nia powsta­ła, w któ­rej poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, ale też samo poczu­cie sen­su i sed­no życia są zależ­ne w dużym stop­niu od dru­giej oso­by. Oso­by, któ­ra w zamy­śle ma odpo­wia­dać na wszyst­kie nasze potrze­by aż do koń­ca. Ta wia­ra wyma­ga napraw­dę nie­zwy­kłej i chy­ba nie­moż­li­wej gor­li­wo­ści. Zwłasz­cza że ta nowa for­ma reli­gii ma swo­je spe­cy­ficz­ne uwa­run­ko­wa­nia. Jak stwier­dza Eva Illo­uz, roz­wa­ża­jąc tę kwe­stię, dzi­siej­sza miłość to reli­gia wyjąt­ko­wo oso­bli­wa, para­dok­sal­na. Nie potra­fi zro­dzić praw­dzi­wej wia­ry ani bez­wa­run­ko­we­go zaan­ga­żo­wa­nia, ponie­waż nowo­cze­sne postrze­ga­nie miło­ści nie ma już w sobie nie­win­no­ści. Ma w sobie marze­nie, to praw­da, ale na tym marze­niu nabu­do­wa­ne są gorz­kie doświad­cze­nie bólu i chęć samo­ochro­ny. A to skut­ku­je iro­nią, jak mówi Illo­uz, cyni­zmem, jak twier­dzi hooks, wykpie­niem, jak nazy­wa to Bar­thes. Co dalej?

Odprysk ♥♥♥ miłość / przeszkody / co?

Czy miłość potrze­bu­je prze­szko­dy? Dale­ka dro­ga do prze­by­cia, magicz­ne sztucz­ki, morze, wro­gie rody Mon­te­kich i Kapu­le­tich, niskie pocho­dze­nie, cho­ro­ba, twój mąż, mój mąż. I am Heathc­liff. Za dużo, za mało. „Two­ja miłość jest jak góry, ja nie umiem”1. bell hooks cytu­je: „poszu­ki­wa­nie miło­ści nie usta­je nawet w obli­czu wiel­kich prze­szkód”2. Nawet w obli­czu, pomi­mo czy w imię?

Fragment 4. miłość / mit / przemoc

„Któ­re­goś wie­czo­ra mnie pobił. Cią­gnął za kost­ki po salo­nie. Powta­rzał: Kocham cię, kocham suko – […] I co powie­cie na taką miłość?”3 Sia­da­my na chwi­lę do sto­łu z boha­te­ra­mi opo­wia­da­nia Ray­mon­da Carve­ra O czym mówi­my, kie­dy mówi­my o miło­ści. Ter­ri, ofia­ra opi­sa­nej prze­mo­cy, uwa­ża, że tak wła­śnie wyglą­da praw­dzi­wa miłość. Facet, któ­ry ją pobił, w koń­cu sam do sie­bie strze­lił i umarł, jak twier­dzi Ter­ri, z miło­ści do niej. Oto mit miło­ści roman­tycz­nej w swo­jej naj­bar­dziej nie­bez­piecz­nej z form. Denis de Rouge­mont w książ­ce Miłość a świat kul­tu­ry zachod­niej pisze, że mit roman­tycz­ny jako opo­wieść sym­bo­licz­na nie może być pod­da­wa­ny kry­ty­ce, a wszel­kie pró­by rozu­mo­wej inter­wen­cji są ska­za­ne na poraż­kę. Jed­nak to wła­śnie ten mit, jak chy­ba żaden inny, wycho­dzi ze sfe­ry sym­bo­licz­nej i reali­zu­je się w rze­czy­wi­sto­ści. Zwie­lo­krot­nio­na kon­kre­ty­za­cja mitu w ludz­kim życiu pozwa­la na kry­tycz­ne spoj­rze­nie. I tak też się dzie­je na wie­lu fron­tach. Autor­ki takie jak bell hooks, Mona Chol­let i Ali­ne Lau­rent-May­ard wska­zu­ją na zasadz­ki, jakie nie­sie ze sobą śle­pa wia­ra w roman­tycz­ną miłość. Nie­rów­no­ści, któ­re poja­wia­ją się w związ­kach, pra­cę kobiet, sto­sun­ki wła­dzy i prze­moc domo­wą, tak powszech­ną i tole­ro­wa­ną w imię miło­ści i jej mitu. A do tego cier­pie­nie, osa­mot­nie­nie i fru­stra­cja, bo prze­cież nie tak mia­ło to wyglą­dać. Uwa­ża­my, że miłość jest czymś, co nas ogar­nia i wobec cze­go jeste­śmy bez­bron­ni, co pozba­wia nas woli i mocy. A gdy­by miłość mogła być wybo­rem? Anne Car­son stwier­dza, że eros jest cza­sow­ni­kiem. Roland Bar­thes mówi, że zako­cha­ny jest zawsze w dzia­ła­niu. A bell hooks w aktyw­no­ści upa­tru­je szan­sy na zmia­nę. Jeśli zacznie­my trak­to­wać miłość jako nasze dzia­ła­nie, a nie uczu­cie, któ­re na nas spa­da i nad któ­rym nie mamy żad­nej kon­tro­li; jeśli wło­ży­my w miłość moż­li­wość wybo­ru i naszą wolę, wów­czas sta­nie­my się za nią odpo­wie­dzial­ni. Musi­my umieć kochać, a nie tyl­ko szu­kać moż­li­wo­ści, by być kocha­nym – pisze Erich Fromm w O sztu­ce miło­ści. I doda­je waż­ny kamy­czek do nasze­go zbio­ru – miłość może być sztu­ką. Czymś, do cze­go mamy talent, ale wciąż musi­my się szko­lić i dosko­na­lić. Nie chce widzieć miło­ści jako cze­goś, co nam się przy­tra­fia, jeśli mamy szczę­ście; chce widzieć miłość jako umie­jęt­ność. A to zmie­nia per­spek­ty­wę. Jeśli mamy wpływ na to, kogo kocha­my, czy kocha­my i jak kocha­my, to czy nadal musi­my cier­pieć, umie­rać i zabi­jać z miło­ści?

Odprysk ♥♥♥♥ miłość / narodziny / czego pragniesz?

Czy miłość rodzi się z pra­gnie­nia? W nim samym jest sprzecz­ność. Anne Car­son mówi, że eros to brak, a więc pra­gnąć możesz tyl­ko tego, cze­go nie ma. I dalej: „mię­dzy kocham cię, a ja też cię kocham, oży­wa nie­obec­na obec­ność pra­gnie­nia”4. Odzy­wa się chór: pra­gnie­my miło­ści szczę­śli­wej. Nie wia­do­mo, co to zna­czy, wytłu­macz­cie. A może pra­gnie­cie po pro­stu miło­ści?

Fragment 5. miłość / ciało / reality show

„Jestem goto­wy, by zna­leźć sobie żonę” – mówi jeden z uczest­ni­ków reali­ty show Love Is Blind. Podob­nych wyznań na ekra­nach pada w ostat­nim cza­sie bar­dzo dużo, a chęt­nych do udzia­łu w tele­wi­zyj­nych eks­pe­ry­men­tach matry­mo­nial­nych nie bra­ku­je. O czym tak napraw­dę świad­czą ten nie­zwy­kły wysyp i nie­słab­ną­ca popu­lar­ność pro­gra­mów tego typu? Pomi­nę naj­bar­dziej oczy­wi­ste dia­gno­zy, jak to, że rośnie licz­ba sin­gli, apli­ka­cje rand­ko­we nie speł­nia­ją swo­jej funk­cji, a ludzie szu­ka­ją miło­ści. Cie­kaw­sze pod­po­wie­dzi odnaj­du­ję u bell hooks. Kon­sump­cja miło­ści to nasza for­ma rekom­pen­sa­ty za to, że żyje­my w kul­tu­rze osa­mot­nie­nia, więc oglą­da­nie pro­gra­mów o zako­chi­wa­niu się może dzia­łać jak com­fort food dla nasze­go ser­ca. hooks mówi tak­że o tym, że ludzie boją się bólu i roz­cza­ro­wa­nia, przez co czę­sto rezy­gnu­ją z miło­ści. Byung-Chul Han w swo­ich ese­jach, a kon­kret­nie w Ago­nii ero­sa, nie­ja­ko wtó­ru­je tej myśli, choć z więk­szą dozą gory­czy. Mówi, że do kry­zy­su miło­ści dopro­wa­dzi­ła ero­zja Inne­go połą­czo­na z nar­cy­zmem Ja – spo­łe­czeń­stwo opa­no­wa­ne przez dyk­tat samo­re­ali­za­cji, przy­jem­no­ści i suk­ce­su nie chce dopu­ścić do sie­bie ryzy­ka poraż­ki i nega­tyw­nych uczuć. Odrzu­ca­jąc ryzy­ko rany, uśmier­ca­my same­go ero­sa, któ­ry ma wpi­sa­ną w swo­ją natu­rę nie­pew­ność, róż­ni­cę, inność. W jego miej­sce poja­wia się więc bez­piecz­ny kon­sump­cjo­nizm. I pró­by zapew­nie­nia sobie jak naj­więk­szej gwa­ran­cji powo­dze­nia. Udział w pro­gra­mie – choć nie eli­mi­nu­je ryzy­ka poraż­ki – ofe­ru­je coś nie­zwy­kle nęcą­ce­go: wyre­ży­se­ro­wa­ne ramy, w któ­rych inten­cje obu stron są od począt­ku jaw­ne, a poszu­ki­wa­nie miło­ści prze­sta­je być tak ryzy­kow­ne i wsty­dli­we. Od razu też zawę­ża się licz­ba osób, z któ­ry­mi mamy się spo­ty­kać – do kil­ku lub jed­nej, co już jest bar­dzo pomoc­ne. A potem moż­na się pozna­wać we w mia­rę kon­tro­lo­wa­nych warun­kach. W koń­cu show ma swo­je regu­ły, cze­go raczej nie moż­na powie­dzieć o real­nym świe­cie. Oto nowe wcie­le­nie swa­tek i biur matry­mo­nial­nych.

W reali­ty shows wyda­rzy­ło się jesz­cze coś cie­ka­we­go – pro­ces zako­chi­wa­nia został cał­ko­wi­cie odwró­co­ny. To, co uzna­je się za począ­tek miło­ści: spoj­rze­nie, dotyk, pociąg fizycz­ny, zosta­je anu­lo­wa­ne. W Love Is Blind uczest­ni­cy rand­ku­ją przez ścia­nę i nie widzą się aż do ofi­cjal­nych zarę­czyn. W Ślu­bie od pierw­sze­go wej­rze­nia spo­ty­ka­ją się dopie­ro przed ołta­rzem. Fizycz­ność zosta­je tutaj uzna­na za cię­żar, za ele­ment zaciem­nia­ją­cy wybór part­ne­ra. Bez niej nasze „ja” ma być praw­dziw­sze, peł­niej­sze i wol­ne. W tym świe­cie inte­rak­cje bez­cie­le­sne nabie­ra­ją wyż­szej war­to­ści, przy­naj­mniej na eta­pie pozna­wa­nia się i zako­chi­wa­nia. Cia­ło jest zaan­ga­żo­wa­ne we wła­sne prze­ży­wa­nie miło­ści, ale wza­jem­na per­cep­cja wyglą­du zewnętrz­ne­go ma nie mieć wpły­wu na decy­zję o tym, z kim chce się wziąć ślub. Oczy­wi­ście boha­te­ro­wie tych show są raczej atrak­cyj­ni, ale jed­nak w zało­że­niu to miej­sce, któ­re wyry­wa z praw ryn­ku: nie twój wygląd, uro­da, figu­ra, wiek czy sta­tus mate­rial­ny decy­du­ją o zna­le­zie­niu miło­ści, a to, jak się z tobą roz­ma­wia.

Czy fak­tycz­nie wystar­czy wyeli­mi­no­wać cia­ło, aby zna­leźć praw­dzi­wą miłość? A może po pro­stu na oślep poszu­ku­je­my meto­dy, któ­ra nam w tym pomo­że? Jeśli eros jest bra­kiem, to czy fizycz­ność, jako nie­obec­na w tym ukła­dzie, nie sta­je się sie­dli­skiem fan­ta­zji i sil­ni­kiem pra­gnie­nia? No i jak gło­śno przy­gry­wa temu mar­szo­wi Men­dels­soh­na nadzie­ja, że histo­rie poka­zy­wa­ne w tele­wi­zji koń­czą się hap­py endem?

Odprysk ♥♥♥♥♥ miłość / cisza / mówisz coś?

Gdzie jest miłość? Cisza. A potem: „Powszech­ny stał się brak miło­ści”5 (hooks). „Dys­kurs miło­sny jest dziś nad­zwy­czaj samot­ny […], został cał­ko­wi­cie porzu­co­ny przez języ­ki oko­licz­ne lub też zigno­ro­wa­ny, poni­żo­ny”6 (Bar­thes). Wypchnię­ta ze świa­ta idei, ska­za­na na bani­cję, stoi smut­no w uprosz­czo­nych popkul­tu­ro­wych deko­ra­cjach. Miłość, wstyd, marze­nie. A może wście­kły pies, prze­moc, ból. Czy ta cisza chce nam coś powie­dzieć?

Fragment 6. miłość / rozum / terapia

„I can buy myself flo­wers / Wri­te my name in the sand / Talk to myself for hours / Say things you don’t under­stand / Can love me bet­ter” („Mogę sama sobie kupić kwia­ty / Na pia­sku napi­sać swo­je imię / Gadać ze sobą godzi­na­mi / Mówić o rze­czach, któ­rych ty nie rozu­miesz / Mogę kochać sie­bie lepiej”). Trud­no chy­ba o lep­szą ilu­stra­cję jed­nej z nowych wizji miło­ści niż pio­sen­ka Flo­wers Miley Cyrus. Ten eman­cy­pa­cyj­ny utwór prze­ka­zu­je spraw­czość w ręce kocha­ją­ce­go pod­mio­tu i mówi mu: jeśli ktoś nie umie ci dać tego, cze­go potrze­bu­jesz, zro­bisz to lepiej w poje­dyn­kę. Jeśli miłość roman­tycz­na nie daje wię­cej, niż sami sobie może­my dać, jest bez­u­ży­tecz­na. Ta myśl wbi­ja kołek w ser­ce roman­tycz­ne­go mitu i poma­ga roz­bro­ić przy­mus poświę­ca­nia sie­bie i akcep­to­wa­nia prze­mo­cy w imię miło­ści. O tym, jak waż­na jest miłość do sie­bie, że może być dro­gą do szczę­ścia, pisze tak­że bell hooks. Radzi, aby dać sobie tę miłość, któ­rą pra­gnie­my dostać od innych. To zada­nie nie­ła­twe, ale war­to się w nim dosko­na­lić, bo przy­no­si pięk­ne owo­ce.

Zauważ­my jed­nak, co tutaj się zmie­nia. Prze­sta­je­my być śmiesz­ni w robie­niu rze­czy samo­dziel­nie: może­my mówić do sie­bie, kupo­wać sobie kwia­ty, cho­dzić ze sobą na rand­ki. To, co sta­ło się wsty­dli­we, to przy­zna­nie, że pra­gnie się miło­ści, że ma się potrze­bę bycia kocha­nym. Gdy bell hooks pró­bu­je roz­ma­wiać ze swo­imi przy­ja­ciół­mi o miło­ści, ci od razu wysy­ła­ją ją do psy­cho­lo­ga. Boją się usły­szeć, że bra­ku­je jej uczu­cia lub że nie czu­je się wystar­cza­ją­co kocha­na. Chcą, żeby zała­twi­ła tę spra­wę za zamknię­ty­mi drzwia­mi gabi­ne­tu. Mówie­nie o miło­ści z pozio­mu bra­ku wpra­wia innych w dys­kom­fort. Zrób coś z tym – odpo­wie współ­cze­sny czło­wiek – nie możesz nie umieć tego zała­twić. Tutaj wró­cę na moment do myśli Evy Illo­uz, któ­ra przy­glą­da się temu, jaka prze­mia­na nastą­pi­ła współ­cze­śnie w kla­sycz­niej opo­zy­cji serce–rozum. Ser­ce weszło pod wła­dzę rozu­mu i jak wasal musi mu być cał­ko­wi­cie wier­ne. Wszel­kie afek­ty, prze­sad­ne reak­cje, emo­cjo­nal­ność są postrze­ga­ne jako aber­ra­cje i nie­zbyt mile widzia­ne poza domo­wym zaci­szem. A i w nim pierw­sza myśl, jaka powin­na przyjść czło­wie­ko­wi do gło­wy, to tele­fon do tera­peu­ty. Chce­my, by nasze emo­cje nie kipia­ły, by były pod kon­tro­lą. Może­my je rozu­mieć, roz­mon­to­wy­wać, ale nie­ko­niecz­nie prze­ży­wać. Eva Illo­uz pisze, że racjo­na­li­za­cja to cen­trum nowej struk­tu­ry miło­ści, któ­ra pozba­wi­ła ją magii, a w zamian zosta­wi­ła iro­nię. Nauka i psy­cho­lo­gia wyja­śni­ły nam miłość, opo­wia­da­jąc o hor­mo­nach, instynk­cie prze­trwa­nia gatun­ku, kom­pen­sa­cji, dzie­ciń­stwie, potrze­bach emo­cjo­nal­nych. Teo­re­tycz­nie wie­my już, o co cho­dzi, prak­tycz­nie nadal nie mamy poję­cia. Podej­mu­je­my pró­by inte­lek­tu­ali­za­cji rela­cji miło­snych i prze­no­sze­nia na nie tech­nik zna­nych z sesji tera­peu­tycz­nych. Pró­bu­je­my zna­leźć narzę­dzia zro­zu­mie­nia i opty­ma­li­za­cji miło­ści. A do tego jesz­cze tech­no­lo­gia zwięk­szy­ła wachlarz opcji i dała pozór doko­ny­wa­nia lep­szych wybo­rów w nie­skoń­czo­ność. I tutaj poja­wia­ją się nie­bez­pie­czeń­stwa, o któ­rych pisze Illo­uz. Pry­mat „ja” spra­wia, że miłość sta­je się pro­jek­tem, któ­ry nale­ży wciąż i wciąż dosko­na­lić. Sil­ne emo­cje, miło­sne cier­pie­nie, nie­umie­jęt­no­ści rela­cyj­ne sta­ją się zna­kiem emo­cjo­nal­nej nie­doj­rza­ło­ści i defi­cy­tów w obli­czu two­rze­nia związ­ku. Ludzie wcho­dzą­cy w rela­cję powin­ni być już nie­ja­ko goto­wym pro­duk­tem, któ­ry tyl­ko napę­dzi całą maszy­ne­rię i popro­wa­dzi w przy­jem­ną przy­szłość. Moje „ja”, moje dobre samo­po­czu­cie i szczę­ście są pry­mar­ne wobec miło­ści. Jeśli ona mi tego nie daje, nie ma powo­du, aby jej pra­gnąć. hooks mówi, że praw­dzi­wa miłość nie osą­dza, przyj­mu­je dru­gą oso­bę taką, jak jest, i z zaan­ga­żo­wa­niem poma­ga jej stać się lep­szą wer­sją sie­bie. Idea jest bar­dzo huma­ni­stycz­na, ale czy znów nie zro­bi fikoł­ka w stro­nę nad­mier­ne­go poświę­ce­nia, z któ­re­go dopie­ro pró­bu­je­my się wygrze­bać?

I czy, gdy już mamy tyle pęk­nięć, uda nam się wymy­ślić miłość na nowo?

Szczelina. miłość / bunt / transformacja

„Jeśli bunt nie jest miło­ścią jest niczym” – pisze Albert Camus w Czło­wie­ku zbun­to­wa­nym. Emma Gold­man, jed­na z czo­ło­wych myśli­cie­lek anar­chi­zmu, w swo­ich ese­jach notu­je, że miłość jest isto­tą spo­łe­czeń­stwa. A to, do cze­go nakła­nia­ją współ­cze­sne roz­wa­ża­nia o nowych wizjach miło­ści, jest niczym innym jak nawo­ły­wa­niem do spo­łecz­ne­go bun­tu. U hooks wybrzmie­wa to naj­moc­niej – autor­ka jasno mówi o miło­ści jako sile trans­for­mu­ją­cej. Upa­tru­je w niej nowej rewo­lu­cji i jedy­ne­go sku­tecz­ne­go narzę­dzia, któ­re może nas wyrwać z dyk­ta­tu ryn­ku, indy­wi­du­ali­zmu i samot­no­ści. Źró­dłem nasze­go roz­cza­ro­wa­nia – twier­dzi – jest nie miłość sama w sobie, a miłość roman­tycz­na; to jej zało­że­nia spra­wi­ły, że byli­śmy nie­szczę­śli­wy­mi dzieć­mi czy że jeste­śmy zroz­pa­czo­ny­mi doro­sły­mi. Jeśli prze­nie­sie­my cię­żar z miło­ści mię­dzy dwoj­giem ludzi na miłość spo­łecz­ną, nasze roz­go­ry­cze­nie może znik­nąć. Dla­te­go powin­ni­śmy zebrać się na odwa­gę i przy­znać do tego, że brak miło­ści nas boli. Nie będzie to pro­ste – tutaj hooks i Fromm mówią jed­nym gło­sem, że miłość i zasa­dy kapi­ta­li­zmu wza­jem­nie się wyklu­cza­ją. A że, jak mówi słyn­ne stwier­dze­nie, łatwiej wyobra­zić sobie koniec świa­ta niż koniec kapi­ta­li­zmu, miłość ma przed sobą potęż­ne­go prze­ciw­ni­ka. Jed­nak ze wszyst­kich form opo­ru ona wyda­je się tą naj­sil­niej­szą, a może nawet jedy­ną. Wobec narzę­dzi wła­dzy, struk­tur gospo­dar­ki ryn­ko­wej, samot­no­ści i izo­la­cji. Oczy­wi­ście miłość nie roz­wią­że wszyst­kich naszych pro­ble­mów, ale może nam w nich pomo­że? Lau­rent-May­ard twier­dzi, że uto­pia miło­ści wca­le nie jest nie­moż­li­wa i że urze­czy­wist­ni nasze naj­głęb­sze marze­nia. Ona i hooks mówią o prze­su­nię­ciu cen­trum miło­ści z pary w stro­nę przy­ja­ciół, rela­cji spo­łecz­nych i rodzi­ny.

Czy wspól­nie jeste­śmy w sta­nie posta­wić na miłość w nowej, wie­lo­aspek­to­wej, spo­łecz­nej for­mie? Nie musi­my kochać jed­nej oso­by, może­my kochać ich wie­le, spę­dzać razem czas, czer­pać radość ze wspól­no­ty. I robić to zamiast podej­mo­wa­nia prób speł­nie­nia nie­moż­li­we­go mitu roman­tycz­ne­go czy sta­wia­nia czo­ła świa­tu samo­dziel­nie, w imię indy­wi­du­ali­zmu. Pew­nie będzie­my potrze­bo­wa­li tro­chę cza­su, nowe­go języ­ka, świe­żych wyobra­żeń, prze­su­nię­cia suwa­ka war­to­ści, ale zda­je się, że ten pro­ces już się roz­po­czął. Hory­zont się zmie­nia, a za nim cze­ka na nas siła, któ­ra ma moc prze­kształ­ca­nia świa­ta. Miłość roz­le­gła, wyję­ta z ryn­ko­wej logi­ki zysku i stra­ty, wspól­no­to­wa. Oto jeden z naj­bar­dziej rewo­lu­cyj­nych pomy­słów, na jaki stać ludz­kość. I może on być naszą przy­szło­ścią.

Kochaj­my się i bun­tuj­my. Tak.

1 Frag­ment pio­sen­ki Ja nie zespo­łu Ścian­ka.

2 b. hooks, Wszyst­ko o miło­ści. Nowe wizje, tłum. K. Iwasz­kie­wicz, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Fil­try, 2023, s. 5.

3 R. Carver, O czym mówi­my, kie­dy mówi­my o miło­ści, tłum. K. Puław­ski, Iza­be­lin: Świat Lite­rac­ki, 2006, s. 104.

4 A. Car­son, Słod­ko-gorz­ki eros. Esej, tłum. R. Lis, Wro­cław: Osso­li­neum, 2025, s. 42.

5 b. hooks, Wszyst­ko o miło­ści…, s. 4.

6 R. Bar­thes, Frag­men­ty dys­kur­su miło­sne­go, tłum. M. Bień­czyk, War­sza­wa: Ale­the­ia, 2011, s. 6.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

30.09.2025 Szkice

Irlandia, hip-hop i strzał w kolano

Hip-hopowe trio z Belfastu robi coś, czego nie robił nikt wcześniej: rapuje po irlandzku. Ale powszechny rozgłos przyniosło grupie przede wszystkim to, że jej działania znacznie wykraczają poza muzykę. Zespół prowokuje i angażuje się politycznie, krytykuje rządy i sprzeciwia się establishmentowi – o działaniach Kneecap pisze Joanna Tracz.

13.08.2026 Laba

Pocztówka znaleziona w trzcinie

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy reportaż Krzysztofa Żwirskiego z festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie.

11.08.2026 Laba

Książki zmieniają się razem z nami

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z malarką i autorką komiksów Joanną Karpowicz rozmawia Małgorzata Bugaj.