Irlandia, hip-hop i strzał w kolano

Wie­cie co, jesz­cze nie­daw­no każ­da opo­wieść o Irlan­dii Pół­noc­nej zaczy­na­ła się tak samo. Bom­by, samo­cho­dy pułap­ki, IRA, dobrzy lub źli Bry­tyj­czy­cy, unio­ni­ści i repu­bli­ka­nie, do tego ewen­tu­al­nie tro­chę skrza­tów i kla­sy­ków lite­ra­tu­ry pocho­dzą­cych z Irlan­dii, takich jak Wil­liam Butler Yeats, James Joy­ce czy Samu­el Bec­kett. Ale to się zmie­ni­ło. To zna­czy, dalej każ­da opo­wieść zaczy­na się tak samo, ale już od cze­goś inne­go. Zaczy­na się od nich. Zaczy­na się od Kne­ecap. Hip-hopo­we trio z Bel­fa­stu robi coś, cze­go nie robił nikt wcze­śniej: rapu­je po irlandz­ku. Ale powszech­ny roz­głos przy­no­si gru­pie przede wszyst­kim to, że jej dzia­ła­nia znacz­nie wykra­cza­ją poza muzy­kę. Kne­ecap pro­wo­ku­je i anga­żu­je się poli­tycz­nie, kry­ty­ku­je rzą­dy i sprze­ci­wia się esta­bli­sh­men­to­wi. Kon­cer­ty zespo­łu to poru­sza­ją­ce połą­cze­nie hip-hopu i rave’u, nie­odzow­nym ele­men­tem wystę­pów są rów­nież wypo­wie­dzi muzy­ków na temat bru­tal­no­ści bry­tyj­skich władz, tra­ge­dii Pale­sty­ny, nie­go­dzi­wo­ści Izra­ela i innych poli­ty­ków. Trio wzbu­dza kon­tro­wer­sje od pierw­sze­go sin­gla, któ­ry został zaka­za­ny w radiu. DJ, akty­wi­sta na rzecz języ­ka irlandz­kie­go, JJ Ó Dochar­ta­igh (ten z bala­kla­wą w kolo­rach fla­gi Irlan­dii na gło­wie) poka­zu­je goły tyłek z napi­sem Brits out, a inny czło­nek gru­py, Mo Cha­ra, został oskar­żo­ny o ter­ro­ryzm. To tyl­ko mała prób­ka ich moż­li­wo­ści. A jak to wszyst­ko się zaczę­ło?

C.E.A.R.T.A

Jest rok 2017, Liam Óg Ó hAn­na­idh, pseu­do­nim sce­nicz­ny Mo Cha­ra, Naoise Ó Caire­al­láin, czy­li Móglaí Bap, i JJ Ó Dochar­ta­igh, czy­li Dj Pró­vai, spo­ty­ka­ją się i zakła­da­ją zespół Kne­ecap. Wszy­scy trzej są moc­no zaan­ga­żo­wa­ni w dzia­ła­nia na rzecz pro­mo­cji języ­ka irlandz­kie­go. Ich pierw­szy utwór nosi wymow­ny tytuł C.E.A.R.T.A1, czy­li pra­wa”, i odno­si się do wal­ki Irland­czy­ków o pra­wa oby­wa­tel­skie i cear­ta tean­ga – pra­wa języ­ko­we. Inspi­ra­cją do powsta­nia nume­ru był incy­dent, do któ­re­go doszło przed mar­szem popar­cia dla Irish Lan­gu­age Act, czy­li usta­wy mają­cej zagwa­ran­to­wać języ­ko­wi irlandz­kie­mu sta­tus peł­no­praw­ne­go języ­ka w Irlan­dii Pół­noc­nej. Móglaí i jego przy­ja­ciel pisa­li wła­śnie spray­em cear­ta na przy­stan­ku auto­bu­so­wym, gdy przy­je­cha­ła poli­cja. Raper uciekł, nato­miast dru­gi chło­pak nie miał tyle szczę­ścia i spę­dził noc w aresz­cie po tym, jak odmó­wił poli­cjan­tom roz­mo­wy w języ­ku angiel­skim. Zespół posta­no­wił nagrać o tym numer i opo­wie­dzieć o życiu osób mówią­cych po irlandz­ku, któ­re nie mają praw, więc żyją poza pra­wem.

Utwór C.E.A.R.T.A tra­fił na play­li­stę irlandz­kie­go radia RTÉ, a krót­ko potem został zdję­ty z ante­ny ze wzglę­du na skar­gi słu­cha­czy, któ­rym nie podo­ba­ło się to, że rape­rzy wolą kupić worek keta­mi­ny, niż zapła­cić czynsz. Jak moż­na się spo­dzie­wać, cen­zu­ra tyl­ko wzmo­gła zain­te­re­so­wa­nie zespo­łem. A poza tym sta­ło się. Pierw­szy rapo­wy utwór w języ­ku irlandz­kim poszedł w eter. Slang gaelic­ki, czy­li potocz­ny język mło­dych ludzi w Irlan­dii, bazu­ją­cy na irlandz­kim (Gaeil­ge), mie­sza­ją­cy go z zapo­ży­cze­nia­mi z angiel­skie­go, zaist­niał w mediach. To może mały krok dla czło­wie­ka, ale wiel­ki w wal­ce o pra­wa języ­ka irlandz­kie­go.

Już w tym pierw­szym utwo­rze Kne­ecap daje nam esen­cję swo­jej muzy­ki; poka­zu­je, że człon­ko­wie zespo­łu mają talent do two­rze­nia wpa­da­ją­cych w ucho, impre­zo­wych nume­rów. Nawet jeśli nie wiesz, o czym nawi­ja­ją, to jesteś w sta­nie to zanu­cić, a jeśli wiesz, zaśpie­wasz z nimi tym bar­dziej. Bo i w war­stwie tek­sto­wej dużo tu impre­zy, wzmia­nek o bra­niu nar­ko­ty­ków, piciu kolej­nych pint, ucie­ka­niu przed poli­cją, szu­ka­niu wra­żeń. Ale nie tyl­ko o tym – jest tu też ogrom­na daw­ka humo­ru, zako­do­wa­nej w slan­gu histo­rii Irlan­dii oraz odnie­sień poli­tycz­nych. Przy­kła­dem może być choć­by sama nazwa zespo­łu. Kne­ecap to „strzał w kola­no”, zwy­cza­jo­wa kara w Irlan­dii Pół­noc­nej wymie­rza­na przez orga­ni­za­cje para­mi­li­tar­ne tym, któ­rzy nie zacho­wu­ją się, jak trze­ba. Krad­ną, han­dlu­ją nar­ko­ty­ka­mi czy w inny spo­sób są szko­dli­wi spo­łecz­nie. To pra­wo jest nadal żywe, histo­ria prze­mo­cy wca­le nie jest zamknię­ta. Tyle tyl­ko, że człon­ko­wie Kne­ecap, któ­rzy sami pew­nie nie­raz bali się wspo­mnia­nej kary, wydo­by­wa­ją ją z ukry­cia na powierzch­nię i uzu­peł­nia­ją o ele­ment komicz­ny, czy­niąc z niej nazwę zespo­łu.

Każ­dy ich tekst mówi nam coś o Irlan­dii, nawet jeśli nie widać tego na pierw­szy rzut oka. I nad każ­dym utwo­rem uno­si się duch bun­tu.

Get Your Brits Out

Kne­ecap i ich rebe­lianc­kie poczy­na­nia wpi­su­ją się w tra­dy­cję irlandz­kich pie­śni pro­te­stu. Utwo­ry te sta­no­wią istot­ny ele­ment tra­dy­cji muzycz­nej i kul­tu­ro­wej Irlan­dii, a ich korze­nie się­ga­ją XVIII i XIX wie­ku. Takie utwo­ry, jak The Crop­py Boy czy The Fog­gy Dew, wyra­ża­ły sprze­ciw wobec bry­tyj­skiej domi­na­cji i opo­wia­da­ły histo­rie powstań­ców wal­czą­cych o nie­pod­le­głość Irlan­dii. W XX wie­ku, pod­czas kon­flik­tu w Irlan­dii Pół­noc­nej, takie pie­śni, jak The Men Behind the Wire czy Sun­day Blo­ody Sun­day, sta­ły się sym­bo­lem opo­ru wobec prze­mo­cy i nie­spra­wie­dli­wo­ści. Ta dru­ga pieśń, wyko­ny­wa­na przez irlandz­ki zespół U2, odno­si się do tra­ge­dii z 30 stycz­nia 1972 roku w Der­ry, nazwa­nej Blo­ody Sun­day, kie­dy bry­tyj­skie oddzia­ły otwo­rzy­ły ogień do demon­stran­tów, zabi­ja­jąc czter­na­ście osób. Sun­day Blo­ody Sun­day to woła­nie o pokój, to sprze­ciw wobec nie­na­wi­ści i podzia­łów. Pie­śni pro­te­stu mają więc dłu­gą tra­dy­cję, w któ­rą wpi­su­je się Kne­ecap, łącząc ele­men­ty tra­dy­cyj­nej muzy­ki irlandz­kiej z nowo­cze­sny­mi brzmie­nia­mi i tek­sta­mi doty­czą­cy­mi współ­cze­snych pro­ble­mów spo­łecz­nych i poli­tycz­nych. Bo choć bom­by już nie wybu­cha­ją, a broń zosta­ła zawie­szo­na, Irlan­dia cią­gle zanu­rzo­na jest w daw­nych i nowych kon­flik­tach.

Muzy­cy sami mówią o tym, że dora­sta­li, słu­cha­jąc repu­bli­kań­skich pio­se­nek, któ­re opo­wia­da­ły o zjed­no­cze­niu Irlan­dii i anty­bry­tyj­skim zaan­ga­żo­wa­niu. Na swo­ją for­mę prze­ka­zu wybra­li hip-hop, bo wie­rzą, że jak pozwo­lił on prze­mó­wić czar­nym miesz­kań­com Ame­ry­ki, tak teraz pozwo­li Irland­czy­kom. Fol­ko­wa muzy­ka rebe­lianc­ka w Irlan­dii była for­mą wypo­wie­dzi zmar­gi­na­li­zo­wa­nej mniej­szo­ści, tak samo jest teraz w przy­pad­ku rapu. Tym spo­so­bem Kne­ecap, któ­ry obec­nie two­rzy tra­dy­cyj­ny irlandz­ki hip-hop, sta­je się czę­ścią dzie­dzic­twa pie­śni opo­ru.

Nie tyl­ko muzy­ka Kne­ecap wpi­su­je się jed­nak w tra­dy­cję pro­te­stu w Irlan­dii. Dzia­ła­nia zespo­łu, wypo­wie­dzi jego człon­ków w mediach i na kon­cer­tach odbi­ja­ją się gło­śnym echem. Ma to swo­je kon­se­kwen­cje. Pro­ces sądo­wy, odwo­ła­ne kon­cer­ty w Niem­czech, Austrii, Wiel­kiej Bry­ta­nii, zakaz wjaz­du na Węgry. Two­rze­nie „zagro­że­nia bez­pie­czeń­stwa naro­do­we­go”, oskar­że­nia o mowę nie­na­wi­ści i ter­ro­ryzm. To cał­kiem nie­złe „osią­gnię­cia” jak na trzy oso­by. W tym kon­tek­ście na myśl przy­cho­dzi inna, wiel­ka Irland­ka, Sinéad O’Connor, któ­ra tak­że prze­no­si­ła swój pro­test do mediów. Jej występ w Satur­day Night Live i podar­cie zdję­cia papie­ża w ramach sprze­ci­wu wobec nad­użyć sek­su­al­nych w Koście­le kato­lic­kim były wiel­kim skan­da­lem i zawa­ży­ły na całej karie­rze artyst­ki. Moż­na chy­ba powie­dzieć, że oba zja­wi­ska – muzy­ka i medial­ny akt sprze­ci­wu – łączą się ze sobą w Irlan­dii, a sztu­ka zawsze była tu czę­ścią wal­ki o wol­ność, praw­dę i toż­sa­mość. I to nie tyl­ko swo­ją, ale też innych uci­ska­nych mniej­szo­ści. To kolej­na irlandz­ka tra­dy­cja. Kie­dyś Wil­liam Butler Yeats – ze swo­imi pró­ba­mi kon­stru­owa­nia sie­bie i wspól­no­ty na nowo, odda­wa­nia gło­su i histo­rii tym, któ­rym je zabra­no – był wzo­rem dla mniej­szo­ści z róż­nych stron świa­ta. Może teraz ta sama rola przy­pad­nie w udzia­le zespo­ło­wi Kne­ecap?

Fuck Israel. Free Palestine

Tak napraw­dę wspar­cie dla Pale­sty­ny to nic wyjąt­ko­we­go wśród repu­bli­kań­skiej czę­ści Irland­czy­ków. Anty­sy­jo­nizm jest wpi­sa­ny w ich poglą­dy od bar­dzo daw­na. Para­le­la mię­dzy kon­flik­tem pale­styń­sko-izra­el­skim a tym rodzi­mym, irlandz­ko-bry­tyj­skim, sprzy­ja posta­wie soli­dar­no­ści z prze­śla­do­wa­nym ludem. Moż­na by więc powie­dzieć, że człon­ko­wie Kne­ecap wypeł­nia­ją swój repu­bli­kań­ski obo­wią­zek. Jed­nak chy­ba robią coś o wie­le więk­sze­go. Ska­la zaan­ga­żo­wa­nia zespo­łu zwra­ca uwa­gę całe­go świa­ta. Na każ­dym kon­cer­cie Pale­sty­na jest bar­dzo waż­nym tema­tem, zarów­no w wypo­wie­dziach muzy­ków, jak i na wizu­ali­za­cjach towa­rzy­szą­cych wystę­pom; trio wraz z gru­pą arty­stów stwo­rzy­ło alter­na­tyw­ną rekla­mę spo­łecz­ną See It. Say It. Cen­so­red, za któ­rej pośred­nic­twem doma­ga się dzia­łań zatrzy­mu­ją­cych ludo­bój­stwo w Stre­fie Gazy. Móglaí Bap codzien­nie bie­gał dzie­sięć kilo­me­trów, dzię­ki cze­mu zbie­rał fun­du­sze na pacz­ki żyw­no­ścio­we dla rodzin w Gazie. Człon­ko­wie gru­py, jeśli tyl­ko mogą, uczest­ni­czą w orga­ni­zo­wa­nych przy­naj­mniej raz w tygo­dniu demon­stra­cjach anty­izra­el­skich w Bel­fa­ście. Zespół wyko­rzy­stał też swo­ją obec­ność na naj­więk­szych sce­nach muzycz­nych świa­ta – takich jak Coachel­la czy Gla­ston­bu­ry – by zwró­cić uwa­gę na tra­ge­dię Pale­styń­czy­ków i ujaw­nić hipo­kry­zję zachod­nich rzą­dów oraz mediów. Trio oskar­ża rząd USA o współ­udział w zbrod­ni, a wła­dze irlandz­kie i bry­tyj­skie o wspie­ra­nie Izra­ela przez udzie­la­nie mu dostę­pu do prze­strze­ni powietrz­nej oraz sprze­daż izra­el­skich obli­ga­cji.

Naj­wię­cej kon­tro­wer­sji wokół zespo­łu wzbu­dzi­ły zarzu­ty popeł­nie­nia prze­stęp­stwa ter­ro­ry­stycz­ne­go wysu­nię­te wobec Mo Cha­ry po tym, jak roz­wie­sił on fla­gę Hezbol­la­hu na kon­cer­cie w Lon­dy­nie. Z per­spek­ty­wy człon­ków Kne­ecap oskar­że­nie to nie tyl­ko jest nie­spra­wie­dli­we, ale tak­że ma cha­rak­ter poli­tycz­ny. W ofi­cjal­nym oświad­cze­niu nazy­wa­ją je „kar­na­wa­łem odwra­ca­nia uwa­gi i poli­tycz­nym uci­skiem”. Wska­zu­ją rów­nież na mil­cze­nie rzą­dów wobec real­nych zbrod­ni: „We are not the sto­ry. Geno­ci­de is. As they pro­fit from geno­ci­de, they use an anti-ter­ror law aga­inst us for display­ing a flag thrown on sta­ge”. W całej tej sytu­acji Kne­ecap odgry­wa rolę nie tyl­ko kon­tro­wer­syj­nych arty­stów, ale tak­że nośni­ka poli­tycz­ne­go bun­tu. Spra­wa sta­ła się sym­bo­lem napię­cia mię­dzy wol­no­ścią sło­wa a poli­ty­ką bez­pie­czeń­stwa. Śro­do­wi­sko arty­stycz­ne i akty­wi­stycz­ne zare­ago­wa­ło natych­miast, przyj­mu­jąc posta­wę soli­dar­no­ści z zespo­łem. List popar­cia dla Kne­ecap pod­pi­sa­li arty­ści z całe­go świa­ta, w tym: Brian Eno, Fon­ta­ines D.C., Mas­si­ve Attack, Pulp, Paul Wel­ler, Annie Mac, a Tom Morel­lo stwier­dził: „They’re cle­ar­ly the Rage Aga­inst The Machi­ne of now”.

Środkowy palec

Jesz­cze jed­na rzecz na pew­no wpły­nę­ła na popu­lar­ność zespo­łu: fabu­la­ry­zo­wa­ny film Kne­ecap. Hip-hopo­wa rewo­lu­cja, w któ­rym człon­ko­wie tria gra­ją samych sie­bie. W jed­nej z począt­ko­wych scen widzi­my, jak mat­ka nie­sie na rękach dziec­ko owi­nię­te bia­łym kocem i idzie w głąb lasu. Tam, przy kamien­nym ołta­rzu, cze­ka­ją ojciec i resz­ta rodzi­ny. Ma to być pierw­szy od dwu­stu lat chrzest w tym miej­scu, hołd zło­żo­ny irlandz­kim kato­li­kom, któ­rzy kil­ka poko­leń wcze­śniej, wła­śnie tutaj, poka­zy­wa­li środ­ko­wy palec Angli­kom, prak­ty­ku­jąc swo­ją reli­gię i mówiąc w swo­im języ­ku. Cere­mo­nię prze­ry­wa krą­żą­cy nad zebra­ny­mi heli­kop­ter poli­cyj­ny; jego zało­ga wzię­ła obrzęd chrztu za taj­ne zebra­nie IRA. Ta histo­ria wyda­rzy­ła się napraw­dę. Chrzest przyj­mo­wał Naoise Ó Caire­al­láin, czy­li Móglaí Bab – póź­niej­szy czło­nek Kne­ecap.

Nar­ra­tor w fil­mie stwier­dza: „zamiast świa­tła Chry­stu­sa, ośle­pi­ły go reflek­to­ry poli­cyj­ne­go śmi­głow­ca” to zda­nie i ta sce­na meta­fo­rycz­nie mówią nam bar­dzo dużo zarów­no o sto­sun­ku do reli­gii i poli­ty­ki w Irlan­dii Pół­noc­nej, jak i o całym poko­le­niu, któ­re podob­nie jak Bap uro­dzi­ło się w oko­li­cy 1998 roku. Był to czas poro­zu­mień wiel­ko­piąt­ko­wych, któ­re mia­ły zakoń­czyć The Tro­ubles, czy­li „Kło­po­ty”, jak eufe­mi­stycz­nie nazy­wa­no woj­nę domo­wą trwa­ją­cą od lat 60. Opo­wia­da­ją­cy się za Repu­bli­ką kato­li­cy, zain­spi­ro­wa­ni rucha­mi wol­no­ścio­wy­mi ’68 roku, wyszli na uli­cę, żąda­jąc takich praw, jakie posia­da­li uprzy­wi­le­jo­wa­ni pro­te­stan­ci, wspie­ra­ją­cy unię z Wiel­ką Bry­ta­nią. To roz­po­czę­ło trzy­dzie­sto­let­ni kon­flikt, w któ­rym ucier­pia­ły obie stro­ny. Jed­na i dru­ga mia­ła swo­je orga­ni­za­cje para­mi­li­tar­ne (repu­bli­ka­nie: IRA, pro­te­stan­ci: UDA), któ­re doko­ny­wa­ły zama­chów bom­bo­wych i zabójstw, orga­ni­zo­wa­ły wal­ki ulicz­ne i odwe­ty, pro­wo­ko­wa­ły zamiesz­ki. W star­ciach zgi­nę­ły tysią­ce osób, w więk­szo­ści cywi­lów.

Poro­zu­mie­nia zosta­ły pod­pi­sa­ne, „Kło­po­tów” już niby nie ma, a jed­nak są, i to na wie­lu pozio­mach. Podzia­ły nadal ist­nie­ją, a orga­ni­za­cje para­mi­li­tar­ne dalej dzia­ła­ją i wymie­rza­ją spra­wie­dli­wość według wła­sne­go uzna­nia. Alek­san­dra Łojek w książ­ce Bel­fast. 99 ścian poko­ju opi­su­je podział czę­ści mia­sta, dziel­nic i ulic, za pomo­cą spe­cjal­nych ścian, któ­re mają sepa­ro­wać od sie­bie kato­li­ków i pro­te­stan­tów. Ten tra­gicz­ny kon­flikt trwa od cza­su „Kło­po­tów” głów­nie w dziel­ni­cach bie­dy i klas pra­cu­ją­cych. To te gru­py spo­łecz­ne naj­do­tkli­wiej odczu­ły to, co dzia­ło się wte­dy i co dzie­je się teraz. Bada­nia zle­co­ne przez Queen’s Uni­ver­si­ty Bel­fast poka­zu­ją, że kon­se­kwen­cje The Tro­ubles wciąż są odczu­wa­ne przez sześć­dzie­siąt pro­cent spo­łe­czeń­stwa. U mło­dych ludzi wystę­pu­je pod­wyż­szo­ne ryzy­ko depre­sji, lęków lub zespo­łu stre­su poura­zo­we­go, szcze­gól­nie w przy­pad­ku osób pocho­dzą­cych z rodzin dotknię­tych kon­flik­tem.

„Nazwa­li nas poko­le­niem zawie­sze­nia bro­ni, jak­by to było jedy­ne gów­no, któ­re nas defi­niu­je” – mówi Mo Cha­ra. I rze­czy­wi­ście, „pokło­po­to­we” poko­le­nia okre­śla coś wię­cej: kon­flikt uśpio­ny, pod­skór­ny, w któ­rym bom­by wybu­cha­ją nie na uli­cach, lecz w gło­wach i domach mło­dych Irland­czy­ków. Pozor­nie wszyst­ko jest dobrze, a tak napraw­dę każ­dy wie, że nie – że wróg pozo­sta­nie wro­giem, po każ­dej ze stron. Wal­ka trwa.

I jak nie­mal wszyst­ko w Irlan­dii, tak­że język jest polem bitwy. Jeśli mówisz po irlandz­ku, to znak, że naj­pew­niej jesteś repu­bli­ka­ni­nem z kato­lic­kiej rodzi­ny, pra­gniesz nie­pod­le­gło­ści Irlan­dii i języ­ka irlandz­kie­go w urzę­dach. Móglaí Bab to dziś jed­na z nie­wie­lu osób, któ­re nauczy­ły się irlandz­kie­go w domu i dla któ­rych był to pierw­szy język. Pozo­sta­li człon­ko­wie Kne­ecap uczy­li się irlandz­kie­go w szko­le. Tak jak mówie­nie po irlandz­ku ma okre­ślo­ne kon­se­kwen­cje, tak rapo­wa­nie po irlandz­ku jest dekla­ra­cją poli­tycz­ną; to środ­ko­wy palec wycią­gnię­ty w stro­nę tych, któ­rzy mówią, że irlandz­ki jest mar­twy – to też mani­fe­sta­cja nie­pod­le­głej Irlan­dii.

Sce­nę chrztu moż­na potrak­to­wać jako histo­rię zało­ży­ciel­ską zespo­łu. Wia­ra, pocho­dze­nie, kło­po­ty z poli­cją i język irlandz­ki. Przede wszyst­kim język, bo jak mówi póź­niej w fil­mie ojciec Bapa, Arlo: „Każ­de sło­wo wypo­wie­dzia­ne po irlandz­ku to kula wystrze­lo­na w wal­ce o wol­ność Irlan­dii”. Jeśli tak, to zespół Kne­ecap wystrze­lił już tych kul bar­dzo dużo. Choć jak mówią sami człon­ko­wie gru­py – nie chcie­li być oni kula­mi ani pisto­le­ta­mi. Ale tak to jest w Irlan­dii.

Zespół stresu postkolonialnego

Tego okre­śle­nia użył Dj Pró­vai, opi­su­jąc kon­dy­cję miesz­kań­ców Bel­fa­stu, ale zamiesz­czo­ne w nagłów­ku sfor­mu­ło­wa­nie pasu­je też do Kne­ecap. Irlan­dia jako jedy­ny kraj w Euro­pie Zachod­niej zma­ga­ła się z wie­lo­wie­ko­wym doświad­cze­niem kolo­nia­li­zmu, zapo­cząt­ko­wa­nym w XII wie­ku za spra­wą stop­nio­we­go pod­bo­ju kra­ju przez Anglię. Odtąd Irlan­dię wyko­rze­nia­no z języ­ka, histo­rii, toż­sa­mo­ści.

Kolo­ni­zo­wa­ni zawsze szu­ka­ją prze­strze­ni, w któ­rych moż­na sta­wić opór – i lite­ra­tu­ra była jed­ną z nich. Pisa­nie w Irlan­dii ozna­cza­ło naj­czę­ściej pro­test, odmo­wę mil­cze­nia i wyobra­że­nie sobie wspól­no­ty nie­za­leż­nej od wła­dzy kolo­nial­nej. Pisa­no głów­nie po angiel­sku, w tym języ­ku two­rzy­li naj­więk­si Irland­czy­cy (Wil­liam Butler Yeats chciał się nauczyć języ­ka naro­do­we­go, ale nigdy mu się to w peł­ni nie uda­ło). Seamus Deane we wstę­pie do zbio­ru ese­jów Nacjo­na­lizm, kolo­nia­lizm i lite­ra­tu­ra zwra­ca uwa­gę na fakt, że po tym, jak Irlan­dia stra­ci­ła swój język, musia­ła roz­po­cząć pro­ces rekom­pen­sa­ty, docho­dze­nia do sie­bie, co „przy­bra­ło postać nie­omal mści­wej bie­gło­ści w uży­ciu angielsz­czy­zny”. Tacy twór­cy, jak Wil­liam Yeats, James Joy­ce, John Mil­ling­ton Syn­ge, Tho­mas Moore czy Samu­el Bec­kett, robi­li wszyst­ko, by irlandz­ki angiel­ski stał się rów­no­praw­ną, ba, lep­szą wer­sją języ­ka. Irlandz­cy pisa­rze sta­wa­li się więc wir­tu­oza­mi języ­ka kolo­ni­za­to­ra. Stąd zapew­ne wyni­kał ich ambi­wa­lent­ny sto­su­nek do ruchu odro­dze­nia języ­ka gaelic­kie­go, zwy­kle nie nosi­li go na sztan­da­rach. Czer­pa­li inspi­ra­cję ze swo­jej kul­tu­ry, ale dzia­ła­li w sfe­rze anglo­ję­zycz­nej, to tam było ich pole wal­ki. Zwra­ca na to uwa­gę Seamus Heaney, twier­dząc, że za cecha­mi typo­wy­mi dla pół­noc­no­ir­landz­kie­go poety – nie­by­wa­łą tro­ską o styl, for­mę, języ­ko­we niu­an­se, zaba­wy sło­wem – stoi psy­cho­lo­gicz­ny przy­mus. Skąd się wziął ten impe­ra­tyw? Zda­je się, że jest to prze­moż­na chęć wyj­ścia poza kolo­nial­ną histo­rię, pra­gnie­nie stwo­rze­nia lite­ra­tu­ry, któ­ra będzie tak ory­gi­nal­na, tak wyjąt­ko­wa, że aż irlandz­ka. Podob­ną tezę sta­wia Fre­dric Jame­son w ese­ju Moder­nizm i impe­ria­lizm. Autor wła­śnie w kolo­nia­li­zmie upa­tru­je głów­ne­go bodź­ca do kre­atyw­ne­go two­rze­nia; zasad­ni­cze­go powo­du, dla któ­re­go w lite­ra­tu­rze irlandz­kiej jest tyle eks­pe­ry­men­tu.

Jerzy Jar­nie­wicz w ese­ju Irlandz­kie prze­kleń­stwo stwier­dza, że każ­dy irlandz­ki twór­ca jest ska­za­ny na pisa­nie o Irlan­dii. Nawet jeśli z niej wyje­dzie, nawet jeśli nie pisze po irlandz­ku, i tak nie zdo­ła od niej uciec. Histo­ria tego kra­ju jest jak bole­sna rana, z któ­rą żyje każ­dy Irland­czyk. Człon­ko­wie Kne­ecap tak­że prze­cież czu­ją przy­mus opo­wia­da­nia. Mo Cha­ra mówi w jed­nym z wywia­dów: „nie da się tu nie anga­żo­wać w poli­ty­kę, jeśli chce się mówić po irlandz­ku. Nie da się nie anga­żo­wać w poli­ty­kę, dora­sta­jąc w Bel­fa­ście”. Z tą róż­ni­cą, że trio kształ­tu­je nową tra­dy­cję, mówi o niej w języ­ku naro­do­wym, i to na jego polu two­rzy się eks­pe­ry­ment.

Ptak dodo

Wróć­my jesz­cze na chwi­lę do fil­mu. Oglą­da­my w nim sce­nę, w któ­rej Dj Pró­vai mówi do Mo Cha­ry i Mógla­ia Bapa, że język irlandz­ki jest jak ostat­ni ptak dodo za szy­bą w jakimś zoo. Ktoś musi stłuc szy­bę i uwol­nić dodo, żeby ten mógł żyć. Tym kimś ma być Kne­ecap. To trio bie­rze pta­ka pod pachę i idzie z nim na dobry melanż. Poka­zu­je mu nar­ko­ty­ki, alko­hol, uczy prze­kli­nać, obra­żać poli­ty­ków i pro­te­stan­tów. Razem z nim ucie­ka przed poli­cją, zamu­la w domu i tań­czy. Gru­pa Kne­ecap robi to wszyst­ko, żeby poka­zać, że irlandz­ki wca­le nie jest prze­sta­rza­ły i mar­twy, że posłu­gu­jąc się nim, moż­na mówić nie tyl­ko o tor­fie, ale tak­że o orga­nicz­nej, ulicz­nej, pry­wat­nej stro­nie życia. Jeśli bra­ku­je jakie­goś okre­śle­nia – zespół je two­rzy. Wymy­śla nowe sło­wa lub posze­rza zna­cze­nia ist­nie­ją­cych. Tak powsta­ły mię­dzy inny­mi: snaois – „koka­ina”, capa­il­lín – „keta­mi­na”, ale też málaí móra ket – „wiel­ka tor­ba keta­mi­ny” czy ard, któ­re ozna­cza „wyso­ki”, a w utwo­rze 3CAG zmie­nia się w „naćpa­ny”, czy też „będą­cy na haju”. Samo 3CAG to „3 chon­san agus guta” („trzy spół­gło­ski i jed­na samo­gło­ska”), czy­li MDMA. Móglaí Bap ma to wyta­tu­owa­ne na klat­ce pier­sio­wej.

Tek­sty zespo­łu są bru­tal­ne, hedo­ni­stycz­ne, ale też peł­ne sar­ka­zmu i iro­nii. To kolej­ny raz, gdy Kne­ecap nawią­zu­je do irlandz­kiej tra­dy­cji, tym razem przez spe­cy­ficz­ne poczu­cie humo­ru. Ber­nard O’Donoghue w tek­ście Humor i logi­ka słów w tra­dy­cji irlandz­kiej wska­zu­je ele­men­ty kształ­tu­ją­ce spe­cy­fi­kę irlandz­kie­go komi­zmu; wśród nich odnaj­dzie­my takie, któ­re poja­wia­ją się i w twór­czo­ści Kne­ecap. Absurd i irra­cjo­nal­ne przy­wią­za­nie do ope­ro­wa­nia kon­kre­ta­mi, jak choć­by wspo­mnie­nie mode­lu butów w wer­sach: „Guess who’s back on the news / It’s your favo­uri­te Repu­bli­can hoods / It’s your fel­la with the Nike Air sho­es”. Spo­ro też tutaj mniej wyszu­ka­ne­go dow­ci­pu – obra­ża­nia wro­gów, uży­wa­nia slan­go­wych okre­śleń, prze­krę­ca­nia słów i zwro­tów, na przy­kład w Get Your Brits Out2, w któ­rym sfor­mu­ło­wa­nie Brits out zosta­je połą­czo­ne z powie­dze­niem get your tits out. Samo połą­cze­nie angiel­skie­go z irlandz­kim to rodzaj prze­wrot­nej zaba­wy, któ­ra cza­sem może mieć komicz­ne skut­ki.

Gru­pa Kne­ecap zro­bi­ła to, cze­go nie zro­bił nikt przed nią: zabra­ła irlandz­ki z pod­ręcz­ni­ków na uli­cę. Oży­wie­nie języ­ka pozwo­li­ło zyskać coś bez­cen­ne­go – repre­zen­ta­cję wła­snej toż­sa­mo­ści. Ter­ry Eagle­ton w swo­jej książ­ce Heathc­liff and the Gre­at Hun­ger. Stu­dies in Irish Cul­tu­re ana­li­zu­je rela­cje mię­dzy języ­kiem angiel­skim a Irland­czy­ka­mi i zauwa­ża, że angiel­ski był narzę­dziem pozo­ru, uwie­dze­nia i obro­ny, był wszyst­kim, ale nie narzę­dziem repre­zen­ta­cji. Razem z Kne­ecap przy­szło nowe, przy­szła moż­li­wość wypo­wie­dze­nia sie­bie w języ­ku naro­do­wym.

W grud­niu 2022 roku rząd Irlan­dii w koń­cu przy­jął usta­wę o uzna­niu i ochro­nie języ­ka irlandz­kie­go. Czy dzia­łal­ność Kne­ecap mia­ła na to wpływ? Trud­no powie­dzieć, ale na pew­no zespół spra­wił, że zapa­no­wa­ła moda na mówie­nie po irlandz­ku. Od 2022 roku zwięk­sza się licz­ba osób, któ­re uczą się języ­ka i zda­ją z nie­go egza­mi­ny. Powsta­ją też nowe kla­sy i szko­ły, w któ­rych uczy się po irlandz­ku. Zain­te­re­so­wa­nie języ­kiem z każ­dym rokiem jest coraz więk­sze. Tak­że pro­te­stan­ci chcą się go uczyć. Co na to Kne­ecap? Mo Cha­ra w wywia­dzie dla irlandz­kie­go radia roz­dzie­la język od reli­gii i poli­ty­ki i mówi: „Irlandz­ki nie jest języ­kiem kato­lic­kim ani repu­bli­kań­skim. Pro­te­stan­ci i unio­ni­ści mają peł­ne pra­wo się go uczyć”.

Nasz dzień nadejdzie / Tiocfaidh ár lá

W paź­dzier­ni­ku 2015 roku zna­na kry­tycz­ka „The Guar­dian” Justi­ne Jor­dan prze­wi­dy­wa­ła, że w kolej­nych latach nastą­pi boom na lite­ra­tu­rę irlandz­ką. Twier­dzi­ła, że miej­sce trau­my i nostal­gii w tej twór­czo­ści zaj­mą gniew, czar­ny humor i ory­gi­nal­ny eks­pe­ry­ment. Minę­ło dzie­sięć lat od posta­wie­nia tej tezy i fak­tycz­nie lite­ra­tu­ra irlandz­ka ma sil­ną pozy­cję (może­my to stwier­dzić, czy­ta­jąc choć­by Annę Burns czy Col­ma Tói­bína), ale czy do tego opi­su nie pasu­je rów­nież pewien wyjąt­ko­wy zespół rapu­ją­cy po irlandz­ku?

A tak na poważ­nie: Kne­ecap to znacz­nie wię­cej niż zespół hip-hopo­wy, to feno­men odzy­ski­wa­nia gło­su, języ­ka i toż­sa­mo­ści. A w dodat­ku prze­ka­zy­wa­nia ich innym – uci­ska­nym, umniej­sza­nym, mar­gi­na­li­zo­wa­nym. W 2021 roku licz­ba kato­li­ków w Irlan­dii Pół­noc­nej po raz pierw­szy od jej utwo­rze­nia w 1921 roku prze­wyż­szy­ła licz­bę pro­te­stan­tów. To ozna­cza, że po raz pierw­szy w histo­rii kato­li­cy mogą zdo­być prze­wa­gę w refe­ren­dum, opu­ścić Koro­nę Bry­tyj­ską i zjed­no­czyć się z Repu­bli­ką Irlan­dii. Na ten dzień cze­ka­ją wszy­scy repu­bli­ka­nie.

Ich dzień nadej­dzie.

 

1 Kne­ecap, C.E.A.R.T.A, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=8Sf0htzbMKk [dostęp: 30.09.2025].

2 Kne­ecap, Get Your Brits Out, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=2SsOmjwZKrI [dostęp: 30.09.2025].

 

Przy two­rze­niu tek­stu korzy­sta­łam nie tyl­ko ze wspo­mnia­nych tu tytu­łów, lecz tak­że z wywia­dów i arty­ku­łów publi­ko­wa­nych w „The Guar­dian”, „The Irish Time­sie”, „BBC”, „New Yor­ke­rze”, „New York Time­sie”, „Hawai Public Radio” oraz z infor­ma­cji pocho­dzą­cych z seria­lu doku­men­tal­ne­go Pew­ne­go razu w Irlan­dii Pół­noc­nej. Dzię­ku­ję rów­nież Alek­san­drze Łojek za wie­ści z Bel­fa­stu.

– ukończyła edytorstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje jako copywriterka.

więcej →

Powiązane teksty

04.05.2026
Szkice

Język wybrany. Polskie głosy w literaturze niemieckojęzycznej

Współczesna kultura coraz rzadziej daje się zamknąć w granicach jednego języka, jednego kraju, jednej tradycji. Migracje, globalizacja, zmiany polityczne i ekonomiczne sprawiły, że wiele osób – w tym pisarzy – przestało definiować się jednoznacznie jako „stąd” albo „stamtąd” – o polskiej literaturze niemieckojęzycznej pisze Agnieszka Palej.