Wiecie co, jeszcze niedawno każda opowieść o Irlandii Północnej zaczynała się tak samo. Bomby, samochody pułapki, IRA, dobrzy lub źli Brytyjczycy, unioniści i republikanie, do tego ewentualnie trochę skrzatów i klasyków literatury pochodzących z Irlandii, takich jak William Butler Yeats, James Joyce czy Samuel Beckett. Ale to się zmieniło. To znaczy, dalej każda opowieść zaczyna się tak samo, ale już od czegoś innego. Zaczyna się od nich. Zaczyna się od Kneecap. Hip-hopowe trio z Belfastu robi coś, czego nie robił nikt wcześniej: rapuje po irlandzku. Ale powszechny rozgłos przynosi grupie przede wszystkim to, że jej działania znacznie wykraczają poza muzykę. Kneecap prowokuje i angażuje się politycznie, krytykuje rządy i sprzeciwia się establishmentowi. Koncerty zespołu to poruszające połączenie hip-hopu i rave’u, nieodzownym elementem występów są również wypowiedzi muzyków na temat brutalności brytyjskich władz, tragedii Palestyny, niegodziwości Izraela i innych polityków. Trio wzbudza kontrowersje od pierwszego singla, który został zakazany w radiu. DJ, aktywista na rzecz języka irlandzkiego, JJ Ó Dochartaigh (ten z balaklawą w kolorach flagi Irlandii na głowie) pokazuje goły tyłek z napisem Brits out, a inny członek grupy, Mo Chara, został oskarżony o terroryzm. To tylko mała próbka ich możliwości. A jak to wszystko się zaczęło?
C.E.A.R.T.A
Jest rok 2017, Liam Óg Ó hAnnaidh, pseudonim sceniczny Mo Chara, Naoise Ó Cairealláin, czyli Móglaí Bap, i JJ Ó Dochartaigh, czyli Dj Próvai, spotykają się i zakładają zespół Kneecap. Wszyscy trzej są mocno zaangażowani w działania na rzecz promocji języka irlandzkiego. Ich pierwszy utwór nosi wymowny tytuł C.E.A.R.T.A1, czyli „prawa”, i odnosi się do walki Irlandczyków o prawa obywatelskie i cearta teanga – prawa językowe. Inspiracją do powstania numeru był incydent, do którego doszło przed marszem poparcia dla Irish Language Act, czyli ustawy mającej zagwarantować językowi irlandzkiemu status pełnoprawnego języka w Irlandii Północnej. Móglaí i jego przyjaciel pisali właśnie sprayem cearta na przystanku autobusowym, gdy przyjechała policja. Raper uciekł, natomiast drugi chłopak nie miał tyle szczęścia i spędził noc w areszcie po tym, jak odmówił policjantom rozmowy w języku angielskim. Zespół postanowił nagrać o tym numer i opowiedzieć o życiu osób mówiących po irlandzku, które nie mają praw, więc żyją poza prawem.
Utwór C.E.A.R.T.A trafił na playlistę irlandzkiego radia RTÉ, a krótko potem został zdjęty z anteny ze względu na skargi słuchaczy, którym nie podobało się to, że raperzy wolą kupić worek ketaminy, niż zapłacić czynsz. Jak można się spodziewać, cenzura tylko wzmogła zainteresowanie zespołem. A poza tym stało się. Pierwszy rapowy utwór w języku irlandzkim poszedł w eter. Slang gaelicki, czyli potoczny język młodych ludzi w Irlandii, bazujący na irlandzkim (Gaeilge), mieszający go z zapożyczeniami z angielskiego, zaistniał w mediach. To może mały krok dla człowieka, ale wielki w walce o prawa języka irlandzkiego.
Już w tym pierwszym utworze Kneecap daje nam esencję swojej muzyki; pokazuje, że członkowie zespołu mają talent do tworzenia wpadających w ucho, imprezowych numerów. Nawet jeśli nie wiesz, o czym nawijają, to jesteś w stanie to zanucić, a jeśli wiesz, zaśpiewasz z nimi tym bardziej. Bo i w warstwie tekstowej dużo tu imprezy, wzmianek o braniu narkotyków, piciu kolejnych pint, uciekaniu przed policją, szukaniu wrażeń. Ale nie tylko o tym – jest tu też ogromna dawka humoru, zakodowanej w slangu historii Irlandii oraz odniesień politycznych. Przykładem może być choćby sama nazwa zespołu. Kneecap to „strzał w kolano”, zwyczajowa kara w Irlandii Północnej wymierzana przez organizacje paramilitarne tym, którzy nie zachowują się, jak trzeba. Kradną, handlują narkotykami czy w inny sposób są szkodliwi społecznie. To prawo jest nadal żywe, historia przemocy wcale nie jest zamknięta. Tyle tylko, że członkowie Kneecap, którzy sami pewnie nieraz bali się wspomnianej kary, wydobywają ją z ukrycia na powierzchnię i uzupełniają o element komiczny, czyniąc z niej nazwę zespołu.
Każdy ich tekst mówi nam coś o Irlandii, nawet jeśli nie widać tego na pierwszy rzut oka. I nad każdym utworem unosi się duch buntu.
Get Your Brits Out
Kneecap i ich rebelianckie poczynania wpisują się w tradycję irlandzkich pieśni protestu. Utwory te stanowią istotny element tradycji muzycznej i kulturowej Irlandii, a ich korzenie sięgają XVIII i XIX wieku. Takie utwory, jak The Croppy Boy czy The Foggy Dew, wyrażały sprzeciw wobec brytyjskiej dominacji i opowiadały historie powstańców walczących o niepodległość Irlandii. W XX wieku, podczas konfliktu w Irlandii Północnej, takie pieśni, jak The Men Behind the Wire czy Sunday Bloody Sunday, stały się symbolem oporu wobec przemocy i niesprawiedliwości. Ta druga pieśń, wykonywana przez irlandzki zespół U2, odnosi się do tragedii z 30 stycznia 1972 roku w Derry, nazwanej Bloody Sunday, kiedy brytyjskie oddziały otworzyły ogień do demonstrantów, zabijając czternaście osób. Sunday Bloody Sunday to wołanie o pokój, to sprzeciw wobec nienawiści i podziałów. Pieśni protestu mają więc długą tradycję, w którą wpisuje się Kneecap, łącząc elementy tradycyjnej muzyki irlandzkiej z nowoczesnymi brzmieniami i tekstami dotyczącymi współczesnych problemów społecznych i politycznych. Bo choć bomby już nie wybuchają, a broń została zawieszona, Irlandia ciągle zanurzona jest w dawnych i nowych konfliktach.
Muzycy sami mówią o tym, że dorastali, słuchając republikańskich piosenek, które opowiadały o zjednoczeniu Irlandii i antybrytyjskim zaangażowaniu. Na swoją formę przekazu wybrali hip-hop, bo wierzą, że jak pozwolił on przemówić czarnym mieszkańcom Ameryki, tak teraz pozwoli Irlandczykom. Folkowa muzyka rebeliancka w Irlandii była formą wypowiedzi zmarginalizowanej mniejszości, tak samo jest teraz w przypadku rapu. Tym sposobem Kneecap, który obecnie tworzy tradycyjny irlandzki hip-hop, staje się częścią dziedzictwa pieśni oporu.
Nie tylko muzyka Kneecap wpisuje się jednak w tradycję protestu w Irlandii. Działania zespołu, wypowiedzi jego członków w mediach i na koncertach odbijają się głośnym echem. Ma to swoje konsekwencje. Proces sądowy, odwołane koncerty w Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, zakaz wjazdu na Węgry. Tworzenie „zagrożenia bezpieczeństwa narodowego”, oskarżenia o mowę nienawiści i terroryzm. To całkiem niezłe „osiągnięcia” jak na trzy osoby. W tym kontekście na myśl przychodzi inna, wielka Irlandka, Sinéad O’Connor, która także przenosiła swój protest do mediów. Jej występ w Saturday Night Live i podarcie zdjęcia papieża w ramach sprzeciwu wobec nadużyć seksualnych w Kościele katolickim były wielkim skandalem i zaważyły na całej karierze artystki. Można chyba powiedzieć, że oba zjawiska – muzyka i medialny akt sprzeciwu – łączą się ze sobą w Irlandii, a sztuka zawsze była tu częścią walki o wolność, prawdę i tożsamość. I to nie tylko swoją, ale też innych uciskanych mniejszości. To kolejna irlandzka tradycja. Kiedyś William Butler Yeats – ze swoimi próbami konstruowania siebie i wspólnoty na nowo, oddawania głosu i historii tym, którym je zabrano – był wzorem dla mniejszości z różnych stron świata. Może teraz ta sama rola przypadnie w udziale zespołowi Kneecap?
Fuck Israel. Free Palestine
Tak naprawdę wsparcie dla Palestyny to nic wyjątkowego wśród republikańskiej części Irlandczyków. Antysyjonizm jest wpisany w ich poglądy od bardzo dawna. Paralela między konfliktem palestyńsko-izraelskim a tym rodzimym, irlandzko-brytyjskim, sprzyja postawie solidarności z prześladowanym ludem. Można by więc powiedzieć, że członkowie Kneecap wypełniają swój republikański obowiązek. Jednak chyba robią coś o wiele większego. Skala zaangażowania zespołu zwraca uwagę całego świata. Na każdym koncercie Palestyna jest bardzo ważnym tematem, zarówno w wypowiedziach muzyków, jak i na wizualizacjach towarzyszących występom; trio wraz z grupą artystów stworzyło alternatywną reklamę społeczną See It. Say It. Censored, za której pośrednictwem domaga się działań zatrzymujących ludobójstwo w Strefie Gazy. Móglaí Bap codziennie biegał dziesięć kilometrów, dzięki czemu zbierał fundusze na paczki żywnościowe dla rodzin w Gazie. Członkowie grupy, jeśli tylko mogą, uczestniczą w organizowanych przynajmniej raz w tygodniu demonstracjach antyizraelskich w Belfaście. Zespół wykorzystał też swoją obecność na największych scenach muzycznych świata – takich jak Coachella czy Glastonbury – by zwrócić uwagę na tragedię Palestyńczyków i ujawnić hipokryzję zachodnich rządów oraz mediów. Trio oskarża rząd USA o współudział w zbrodni, a władze irlandzkie i brytyjskie o wspieranie Izraela przez udzielanie mu dostępu do przestrzeni powietrznej oraz sprzedaż izraelskich obligacji.
Najwięcej kontrowersji wokół zespołu wzbudziły zarzuty popełnienia przestępstwa terrorystycznego wysunięte wobec Mo Chary po tym, jak rozwiesił on flagę Hezbollahu na koncercie w Londynie. Z perspektywy członków Kneecap oskarżenie to nie tylko jest niesprawiedliwe, ale także ma charakter polityczny. W oficjalnym oświadczeniu nazywają je „karnawałem odwracania uwagi i politycznym uciskiem”. Wskazują również na milczenie rządów wobec realnych zbrodni: „We are not the story. Genocide is. As they profit from genocide, they use an anti-terror law against us for displaying a flag thrown on stage”. W całej tej sytuacji Kneecap odgrywa rolę nie tylko kontrowersyjnych artystów, ale także nośnika politycznego buntu. Sprawa stała się symbolem napięcia między wolnością słowa a polityką bezpieczeństwa. Środowisko artystyczne i aktywistyczne zareagowało natychmiast, przyjmując postawę solidarności z zespołem. List poparcia dla Kneecap podpisali artyści z całego świata, w tym: Brian Eno, Fontaines D.C., Massive Attack, Pulp, Paul Weller, Annie Mac, a Tom Morello stwierdził: „They’re clearly the Rage Against The Machine of now”.
Środkowy palec
Jeszcze jedna rzecz na pewno wpłynęła na popularność zespołu: fabularyzowany film Kneecap. Hip-hopowa rewolucja, w którym członkowie tria grają samych siebie. W jednej z początkowych scen widzimy, jak matka niesie na rękach dziecko owinięte białym kocem i idzie w głąb lasu. Tam, przy kamiennym ołtarzu, czekają ojciec i reszta rodziny. Ma to być pierwszy od dwustu lat chrzest w tym miejscu, hołd złożony irlandzkim katolikom, którzy kilka pokoleń wcześniej, właśnie tutaj, pokazywali środkowy palec Anglikom, praktykując swoją religię i mówiąc w swoim języku. Ceremonię przerywa krążący nad zebranymi helikopter policyjny; jego załoga wzięła obrzęd chrztu za tajne zebranie IRA. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Chrzest przyjmował Naoise Ó Cairealláin, czyli Móglaí Bab – późniejszy członek Kneecap.
Narrator w filmie stwierdza: „zamiast światła Chrystusa, oślepiły go reflektory policyjnego śmigłowca” – to zdanie i ta scena metaforycznie mówią nam bardzo dużo zarówno o stosunku do religii i polityki w Irlandii Północnej, jak i o całym pokoleniu, które podobnie jak Bap urodziło się w okolicy 1998 roku. Był to czas porozumień wielkopiątkowych, które miały zakończyć The Troubles, czyli „Kłopoty”, jak eufemistycznie nazywano wojnę domową trwającą od lat 60. Opowiadający się za Republiką katolicy, zainspirowani ruchami wolnościowymi ’68 roku, wyszli na ulicę, żądając takich praw, jakie posiadali uprzywilejowani protestanci, wspierający unię z Wielką Brytanią. To rozpoczęło trzydziestoletni konflikt, w którym ucierpiały obie strony. Jedna i druga miała swoje organizacje paramilitarne (republikanie: IRA, protestanci: UDA), które dokonywały zamachów bombowych i zabójstw, organizowały walki uliczne i odwety, prowokowały zamieszki. W starciach zginęły tysiące osób, w większości cywilów.
Porozumienia zostały podpisane, „Kłopotów” już niby nie ma, a jednak są, i to na wielu poziomach. Podziały nadal istnieją, a organizacje paramilitarne dalej działają i wymierzają sprawiedliwość według własnego uznania. Aleksandra Łojek w książce Belfast. 99 ścian pokoju opisuje podział części miasta, dzielnic i ulic, za pomocą specjalnych ścian, które mają separować od siebie katolików i protestantów. Ten tragiczny konflikt trwa od czasu „Kłopotów” głównie w dzielnicach biedy i klas pracujących. To te grupy społeczne najdotkliwiej odczuły to, co działo się wtedy i co dzieje się teraz. Badania zlecone przez Queen’s University Belfast pokazują, że konsekwencje The Troubles wciąż są odczuwane przez sześćdziesiąt procent społeczeństwa. U młodych ludzi występuje podwyższone ryzyko depresji, lęków lub zespołu stresu pourazowego, szczególnie w przypadku osób pochodzących z rodzin dotkniętych konfliktem.
„Nazwali nas pokoleniem zawieszenia broni, jakby to było jedyne gówno, które nas definiuje” – mówi Mo Chara. I rzeczywiście, „pokłopotowe” pokolenia określa coś więcej: konflikt uśpiony, podskórny, w którym bomby wybuchają nie na ulicach, lecz w głowach i domach młodych Irlandczyków. Pozornie wszystko jest dobrze, a tak naprawdę każdy wie, że nie – że wróg pozostanie wrogiem, po każdej ze stron. Walka trwa.
I jak niemal wszystko w Irlandii, także język jest polem bitwy. Jeśli mówisz po irlandzku, to znak, że najpewniej jesteś republikaninem z katolickiej rodziny, pragniesz niepodległości Irlandii i języka irlandzkiego w urzędach. Móglaí Bab to dziś jedna z niewielu osób, które nauczyły się irlandzkiego w domu i dla których był to pierwszy język. Pozostali członkowie Kneecap uczyli się irlandzkiego w szkole. Tak jak mówienie po irlandzku ma określone konsekwencje, tak rapowanie po irlandzku jest deklaracją polityczną; to środkowy palec wyciągnięty w stronę tych, którzy mówią, że irlandzki jest martwy – to też manifestacja niepodległej Irlandii.
Scenę chrztu można potraktować jako historię założycielską zespołu. Wiara, pochodzenie, kłopoty z policją i język irlandzki. Przede wszystkim język, bo jak mówi później w filmie ojciec Bapa, Arlo: „Każde słowo wypowiedziane po irlandzku to kula wystrzelona w walce o wolność Irlandii”. Jeśli tak, to zespół Kneecap wystrzelił już tych kul bardzo dużo. Choć jak mówią sami członkowie grupy – nie chcieli być oni kulami ani pistoletami. Ale tak to jest w Irlandii.
Zespół stresu postkolonialnego
Tego określenia użył Dj Próvai, opisując kondycję mieszkańców Belfastu, ale zamieszczone w nagłówku sformułowanie pasuje też do Kneecap. Irlandia jako jedyny kraj w Europie Zachodniej zmagała się z wielowiekowym doświadczeniem kolonializmu, zapoczątkowanym w XII wieku za sprawą stopniowego podboju kraju przez Anglię. Odtąd Irlandię wykorzeniano z języka, historii, tożsamości.
Kolonizowani zawsze szukają przestrzeni, w których można stawić opór – i literatura była jedną z nich. Pisanie w Irlandii oznaczało najczęściej protest, odmowę milczenia i wyobrażenie sobie wspólnoty niezależnej od władzy kolonialnej. Pisano głównie po angielsku, w tym języku tworzyli najwięksi Irlandczycy (William Butler Yeats chciał się nauczyć języka narodowego, ale nigdy mu się to w pełni nie udało). Seamus Deane we wstępie do zbioru esejów Nacjonalizm, kolonializm i literatura zwraca uwagę na fakt, że po tym, jak Irlandia straciła swój język, musiała rozpocząć proces rekompensaty, dochodzenia do siebie, co „przybrało postać nieomal mściwej biegłości w użyciu angielszczyzny”. Tacy twórcy, jak William Yeats, James Joyce, John Millington Synge, Thomas Moore czy Samuel Beckett, robili wszystko, by irlandzki angielski stał się równoprawną, ba, lepszą wersją języka. Irlandzcy pisarze stawali się więc wirtuozami języka kolonizatora. Stąd zapewne wynikał ich ambiwalentny stosunek do ruchu odrodzenia języka gaelickiego, zwykle nie nosili go na sztandarach. Czerpali inspirację ze swojej kultury, ale działali w sferze anglojęzycznej, to tam było ich pole walki. Zwraca na to uwagę Seamus Heaney, twierdząc, że za cechami typowymi dla północnoirlandzkiego poety – niebywałą troską o styl, formę, językowe niuanse, zabawy słowem – stoi psychologiczny przymus. Skąd się wziął ten imperatyw? Zdaje się, że jest to przemożna chęć wyjścia poza kolonialną historię, pragnienie stworzenia literatury, która będzie tak oryginalna, tak wyjątkowa, że aż irlandzka. Podobną tezę stawia Fredric Jameson w eseju Modernizm i imperializm. Autor właśnie w kolonializmie upatruje głównego bodźca do kreatywnego tworzenia; zasadniczego powodu, dla którego w literaturze irlandzkiej jest tyle eksperymentu.
Jerzy Jarniewicz w eseju Irlandzkie przekleństwo stwierdza, że każdy irlandzki twórca jest skazany na pisanie o Irlandii. Nawet jeśli z niej wyjedzie, nawet jeśli nie pisze po irlandzku, i tak nie zdoła od niej uciec. Historia tego kraju jest jak bolesna rana, z którą żyje każdy Irlandczyk. Członkowie Kneecap także przecież czują przymus opowiadania. Mo Chara mówi w jednym z wywiadów: „nie da się tu nie angażować w politykę, jeśli chce się mówić po irlandzku. Nie da się nie angażować w politykę, dorastając w Belfaście”. Z tą różnicą, że trio kształtuje nową tradycję, mówi o niej w języku narodowym, i to na jego polu tworzy się eksperyment.
Ptak dodo
Wróćmy jeszcze na chwilę do filmu. Oglądamy w nim scenę, w której Dj Próvai mówi do Mo Chary i Móglaia Bapa, że język irlandzki jest jak ostatni ptak dodo za szybą w jakimś zoo. Ktoś musi stłuc szybę i uwolnić dodo, żeby ten mógł żyć. Tym kimś ma być Kneecap. To trio bierze ptaka pod pachę i idzie z nim na dobry melanż. Pokazuje mu narkotyki, alkohol, uczy przeklinać, obrażać polityków i protestantów. Razem z nim ucieka przed policją, zamula w domu i tańczy. Grupa Kneecap robi to wszystko, żeby pokazać, że irlandzki wcale nie jest przestarzały i martwy, że posługując się nim, można mówić nie tylko o torfie, ale także o organicznej, ulicznej, prywatnej stronie życia. Jeśli brakuje jakiegoś określenia – zespół je tworzy. Wymyśla nowe słowa lub poszerza znaczenia istniejących. Tak powstały między innymi: snaois – „kokaina”, capaillín – „ketamina”, ale też málaí móra ket – „wielka torba ketaminy” czy ard, które oznacza „wysoki”, a w utworze 3CAG zmienia się w „naćpany”, czy też „będący na haju”. Samo 3CAG to „3 chonsan agus guta” („trzy spółgłoski i jedna samogłoska”), czyli MDMA. Móglaí Bap ma to wytatuowane na klatce piersiowej.
Teksty zespołu są brutalne, hedonistyczne, ale też pełne sarkazmu i ironii. To kolejny raz, gdy Kneecap nawiązuje do irlandzkiej tradycji, tym razem przez specyficzne poczucie humoru. Bernard O’Donoghue w tekście Humor i logika słów w tradycji irlandzkiej wskazuje elementy kształtujące specyfikę irlandzkiego komizmu; wśród nich odnajdziemy takie, które pojawiają się i w twórczości Kneecap. Absurd i irracjonalne przywiązanie do operowania konkretami, jak choćby wspomnienie modelu butów w wersach: „Guess who’s back on the news / It’s your favourite Republican hoods / It’s your fella with the Nike Air shoes”. Sporo też tutaj mniej wyszukanego dowcipu – obrażania wrogów, używania slangowych określeń, przekręcania słów i zwrotów, na przykład w Get Your Brits Out2, w którym sformułowanie Brits out zostaje połączone z powiedzeniem get your tits out. Samo połączenie angielskiego z irlandzkim to rodzaj przewrotnej zabawy, która czasem może mieć komiczne skutki.
Grupa Kneecap zrobiła to, czego nie zrobił nikt przed nią: zabrała irlandzki z podręczników na ulicę. Ożywienie języka pozwoliło zyskać coś bezcennego – reprezentację własnej tożsamości. Terry Eagleton w swojej książce Heathcliff and the Great Hunger. Studies in Irish Culture analizuje relacje między językiem angielskim a Irlandczykami i zauważa, że angielski był narzędziem pozoru, uwiedzenia i obrony, był wszystkim, ale nie narzędziem reprezentacji. Razem z Kneecap przyszło nowe, przyszła możliwość wypowiedzenia siebie w języku narodowym.
W grudniu 2022 roku rząd Irlandii w końcu przyjął ustawę o uznaniu i ochronie języka irlandzkiego. Czy działalność Kneecap miała na to wpływ? Trudno powiedzieć, ale na pewno zespół sprawił, że zapanowała moda na mówienie po irlandzku. Od 2022 roku zwiększa się liczba osób, które uczą się języka i zdają z niego egzaminy. Powstają też nowe klasy i szkoły, w których uczy się po irlandzku. Zainteresowanie językiem z każdym rokiem jest coraz większe. Także protestanci chcą się go uczyć. Co na to Kneecap? Mo Chara w wywiadzie dla irlandzkiego radia rozdziela język od religii i polityki i mówi: „Irlandzki nie jest językiem katolickim ani republikańskim. Protestanci i unioniści mają pełne prawo się go uczyć”.
Nasz dzień nadejdzie / Tiocfaidh ár lá
W październiku 2015 roku znana krytyczka „The Guardian” Justine Jordan przewidywała, że w kolejnych latach nastąpi boom na literaturę irlandzką. Twierdziła, że miejsce traumy i nostalgii w tej twórczości zajmą gniew, czarny humor i oryginalny eksperyment. Minęło dziesięć lat od postawienia tej tezy i faktycznie literatura irlandzka ma silną pozycję (możemy to stwierdzić, czytając choćby Annę Burns czy Colma Tóibína), ale czy do tego opisu nie pasuje również pewien wyjątkowy zespół rapujący po irlandzku?
A tak na poważnie: Kneecap to znacznie więcej niż zespół hip-hopowy, to fenomen odzyskiwania głosu, języka i tożsamości. A w dodatku przekazywania ich innym – uciskanym, umniejszanym, marginalizowanym. W 2021 roku liczba katolików w Irlandii Północnej po raz pierwszy od jej utworzenia w 1921 roku przewyższyła liczbę protestantów. To oznacza, że po raz pierwszy w historii katolicy mogą zdobyć przewagę w referendum, opuścić Koronę Brytyjską i zjednoczyć się z Republiką Irlandii. Na ten dzień czekają wszyscy republikanie.
Ich dzień nadejdzie.
1 Kneecap, C.E.A.R.T.A, online: https://www.youtube.com/watch?v=8Sf0htzbMKk [dostęp: 30.09.2025].
2 Kneecap, Get Your Brits Out, online: https://www.youtube.com/watch?v=2SsOmjwZKrI [dostęp: 30.09.2025].
Przy tworzeniu tekstu korzystałam nie tylko ze wspomnianych tu tytułów, lecz także z wywiadów i artykułów publikowanych w „The Guardian”, „The Irish Timesie”, „BBC”, „New Yorkerze”, „New York Timesie”, „Hawai Public Radio” oraz z informacji pochodzących z serialu dokumentalnego Pewnego razu w Irlandii Północnej. Dziękuję również Aleksandrze Łojek za wieści z Belfastu.
