Kiedy zanikają pazury w „Powinnościach”

W słyn­nym zbio­rze ese­jów Mar­twa natu­ra z wędzi­dłem (1993) Zbi­gniew Her­bert nie wystę­pu­je w roli eks­per­ta od sie­dem­na­sto­wiecz­ne­go malar­stwa holen­der­skie­go, lecz jako ktoś, kto pozwa­la się pro­wa­dzić nastro­jo­wi obra­zów. Nie bez przy­czy­ny przy­wo­łu­ję tę posta­wę na począt­ku szki­cu o tomie Pilar Adón Powin­no­ści w prze­kła­dzie Paw­ła Orła. Nie chcę bowiem uda­wać, że mam kom­pe­ten­cje, któ­rych w rze­czy­wi­sto­ści nie posia­dam. Nie znam hisz­pań­skie­go dosta­tecz­nie dobrze, by oce­niać ten prze­kład w peł­nym, filo­lo­gicz­nym sen­sie. Mogę jed­nak zapi­sać doświad­cze­nie lek­tu­ry, w któ­rym zna­cze­nie ory­gi­na­łu wyda­je się prze­ka­za­ne rze­tel­nie, a mimo to coś z jego głę­bi emo­cjo­nal­nej nie zawsze prze­ni­ka do pol­sz­czy­zny. Choć Powin­no­ści pozo­sta­ją intry­gu­ją­ce pod wzglę­dem inte­lek­tu­al­nym, roz­wi­bro­wa­ny język Adón momen­ta­mi zda­je się tra­cić swój kolo­ryt w bar­dziej sto­no­wa­nej dyk­cji prze­kła­du.

Rega­lar­lo todo. Cada pren­da. Cada ador­no.
Con men­ta­li­dad de pobre. Los dedos de hari­na
calen­tan­do el mismo tazón
y la son­ri­sa rota hacia la mesa
sin fru­tas ni flo­res en la fuen­te1.
 
Roz­daj to wszyst­ko. Każ­de ubra­nie. Każ­dą ozdo­bę.
Z umy­sło­wo­ścią bie­da­ka. Pal­ce bia­łe jak mąka,
ogrze­wa­ją­ce tę samą miskę,
i roz­bi­ty uśmiech w stro­nę sto­łu
bez owo­ców ani kwia­tów przy źró­dle2.

Prze­kład Paw­ła Orła spra­wia wra­że­nie nie­zwy­kle pre­cy­zyj­ne­go pod wzglę­dem seman­tycz­nym, miej­sca­mi nie­mal prze­zro­czy­ste­go. Wła­śnie ta prze­zro­czy­stość wyda­je mi się jed­nak pro­ble­ma­tycz­na. Nawet oso­ba pozba­wio­na kom­plek­so­wej kom­pe­ten­cji języ­ko­wej potra­fi dostrzec w hisz­pań­skich fra­zach Adón napię­cie mię­dzy roz­ka­zem, ubó­stwem a obra­zem cia­ła. „Rega­lar­lo todo” nie jest jedy­nie komu­ni­ka­tem: „roz­daj to wszyst­ko”. To zapis zwią­za­ny z gestem pozby­wa­nia się rze­czy, ale rów­nież z wysta­wie­niem sie­bie na brak. W pol­sz­czyź­nie chcia­ło­by się odzwier­cie­dlić – i oca­lić – nagłość i bez­względ­ność tego aktu, dla­te­go bliż­sze wyda­je mi się po pro­stu: „Roz­daj wszyst­ko”.

Podob­nie „la son­ri­sa rota” nie jest wyłącz­nie „roz­bi­tym uśmie­chem”. Sło­wo rota nie­sie w sobie pęk­nię­cie, uszko­dze­nie, ślad prze­mo­cy albo zuży­cia. „Roz­bi­ty” brzmi w pol­sz­czyź­nie twar­do, nie­mal przed­mio­to­wo; „pęk­nię­ty” wywo­łu­je sko­ja­rze­nia bliż­sze twa­rzy, skó­rze, mimi­ce. Uśmiech w wier­szu Adón nie jest roz­trza­ska­nym przed­mio­tem, ale czymś, co trwa, choć zosta­ło naru­szo­ne.

Przed­sta­wio­ne tu spo­strze­że­nia nie mają na celu prze­ciw­sta­wia­nia prze­kła­do­wi Orła moich wła­snych roz­wią­zań. Chcia­łam raczej pod­kre­ślić, że tłu­ma­cze­nie poezji hisz­pań­skiej autor­ki jest szcze­gól­nie trud­nym wyzwa­niem. Obra­zy Adón są pro­ste, ale nie są neu­tral­ne; wer­sy – krót­kie, lecz nio­są­ce w sobie skon­den­so­wa­ną prze­moc; sło­wa wyda­ją się zwy­czaj­ne, choć każ­de oddzia­ły­wa na gra­ni­cy kon­kre­tu i sym­bo­lu. W takim przy­pad­ku naj­mniej­sza decy­zja lek­sy­kal­na zmie­nia cha­rak­ter całe­go tek­stu.

To jed­nak tyl­ko pierw­sza war­stwa lek­tu­ry. Nawet jeśli pol­sz­czy­zna nie zawsze odda­je napię­cia widocz­ne w ory­gi­na­le, pozo­sta­je pyta­nie waż­niej­sze: o co wła­ści­wie wal­czą te wier­sze? Co kry­je się za ich oszczęd­no­ścią?

Okładka książki Pilar Adón „Powinności”, tłum. Paweł Orzeł, Łódź: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi; Dom Literatury w Łodzi, 2025.
Pilar Adón „Powinności”, tłum. Paweł Orzeł, Łódź: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi; Dom Literatury w Łodzi, 2025.

Tom został skon­stru­owa­ny wokół dys­kur­sów wła­dzy, któ­re dziś w zasad­ni­czy spo­sób wpły­wa­ją na doświad­cze­nie kobie­ty. Temat jest już dobrze roz­po­zna­ny we współ­cze­snej lite­ra­tu­rze, lecz jego reali­za­cja oka­zu­je się znacz­nie cie­kaw­sza niż sam punkt wyj­ścia. Adón nie inte­re­su­je bowiem pro­sta dia­gno­za opre­sji, ale pyta­nie o moż­li­wość wyzwo­le­nia się z narzu­co­nych ról, języ­ków i tytu­ło­wych powin­no­ści. Mam wra­że­nie, że wła­śnie wte­dy otwie­ra­ją się przed nami mury poetyc­kie­go Hebro­nu.

Dru­gi wiersz w tomie, roz­po­czy­na­ją­cy się od fra­zy: „Jeśli jest mi tu dobrze, to dla­te­go, że mnie tu nie ma”, moż­na odczy­ty­wać jako reflek­sję nad stop­nio­wym zani­ka­niem pod­miot­ki w obrę­bie jej wła­snej mowy. Nie cho­dzi jed­nak o gest samo­uni­ce­stwie­nia, lecz o pró­bę wykre­owa­nia prze­strze­ni, w któ­rej mógł­by wybrzmieć głos nie­prze­chwy­co­ny przez role spo­łecz­ne i goto­we for­mu­ły toż­sa­mo­ści. Adón inte­re­su­je moment szcze­gól­ny, chwi­lo­we zawie­sze­nie mię­dzy doświad­cze­niem a jego kul­tu­ro­wy­mi repre­zen­ta­cja­mi.

Jeśli jest mi tu dobrze, to dla­te­go, że mnie tu nie ma.
Odda­nie się jed­nej wie­rze, by następ­nie oddać się prze­ciw­nej.
Bez pod­no­sze­nia oczu. Ta intu­icja,
wspie­ra­na przez cie­ka­wość, któ­rą budzą we mnie
korze­nie. Soki i esen­cja roślin.
Zgod­ność mię­dzy źró­dła­mi.
Spo­kój, któ­ry przy­był i już się odda­la.
Wizja ładu, któ­re­go nie ma.
Chcąc popra­wić każ­de sło­wo, każ­dy głos.
Każ­dy ruch i każ­dy gest.
Prze­kształ­ca­jąc ten­den­cję do misty­cy­zmu
w trzeź­wy namysł fizycz­ny:
skó­ra bla­da, wło­sy pro­ste.
Oczy pięk­ne3.

W tym sen­sie wiersz doty­czy jed­ne­go z pod­sta­wo­wych pro­ble­mów lite­ra­tu­ry współ­cze­snej. Jeśli autor­ka pisze o skó­rze, wło­sach czy oczach, to czy powie­la utrwa­lo­ne wyobra­że­nia o kobie­co­ści czy też odzy­sku­je dla sie­bie język przez stu­le­cia pod­po­rząd­ko­wa­ny cudzym spoj­rze­niom? W utwo­rach Adón pyta­nie to nie pro­wa­dzi jed­nak ani do pro­stych dekla­ra­cji eman­cy­pa­cyj­nych, ani do ich zaprze­cze­nia. Śro­do­wi­sko lite­rac­kie daw­no przy­swo­iło lek­cję rów­no­upraw­nie­nia, a od kobie­ce­go gło­su nie wyma­ga się już nie­ustan­ne­go uza­sad­nia­nia wła­snej obec­no­ści. Tym bar­dziej inte­re­su­ją­ce sta­je się to, co dzie­je się póź­niej, gdy wyga­sa ener­gia rewo­lu­cyj­nych nar­ra­cji, a toż­sa­mość prze­sta­je być oczy­wi­stym punk­tem opar­cia.

Okład­ka tomu oraz zamiesz­czo­ne w nim foto­gra­fie przed­sta­wia­ją cia­ło pod­da­ne prze­kształ­ce­niom – wypa­la­niu wzo­rów, nacię­ciom, zgię­ciom – uka­za­ne w obiek­ty­wie, któ­ry zbli­ża się do jego fak­tu­ry i poro­wa­to­ści. Cia­ło nie jawi się tutaj jako sta­bil­na for­ma, lecz jako powierzch­nia nie­ustan­nie pod­le­ga­ją­ca naci­skom, zapi­som i prze­mia­nom.

Tak. Ja też bym pisz­cza­ła, mamo.
Ja też bym woła­ła w zamę­cie, w któ­rym musi­my prze­żyć.
Kie­dy nor­mal­no­ścią jest prze­mia­na,
a mój duch chce sta­ło­ści.
Kie­dy godzi­ny sta­ją się nie­bez­piecz­ne,
a nie ma już cza­su na wymów­ki
w ule­gło­ści temu, co mogą powie­dzieć
usta peł­ne skaz4.

W podob­nym kie­run­ku pro­wa­dzi odbior­cę cyto­wa­ny wiersz. Pod­miot­ka mówi o świe­cie, w któ­rym „nor­mal­no­ścią jest prze­mia­na”, pod­czas gdy duch doma­ga się trwa­ło­ści. Napię­cie mię­dzy zmia­ną a pra­gnie­niem sta­ło­ści oka­zu­je się jed­nym z naj­waż­niej­szych tema­tów tego tomu. Nie cho­dzi przy tym wyłącz­nie o toż­sa­mość kobie­cą, lecz tak­że o doświad­cze­nie życia w rze­czy­wi­sto­ści, któ­ra nie­ustan­nie wymu­sza na nas kolej­ne prze­obra­że­nia.

Cia­ło sta­je się świad­kiem tych pro­ce­sów. To ono prze­cho­wu­je śla­dy ocze­ki­wań spo­łecz­nych, norm kul­tu­ro­wych i indy­wi­du­al­nych doświad­czeń. W foto­gra­fiach Vic­to­ra Somy zamiesz­czo­nych w książ­ce oraz w wier­szach Adón nie jest ono ani czy­stą natu­rą, ani wyłącz­nie kon­struk­tem kul­tu­ro­wym. Funk­cjo­nu­je raczej jako punkt prze­cię­cia obu porząd­ków – prze­strzeń, w któ­rej zapi­su­ją się nie­roz­strzy­gal­ne kon­flik­ty: „Kie­dy wszyst­ko się prze­kształ­ca / i wyda­je nie­moż­li­we, że mia­ło miej­sce / to, co się już nie wyda­rzy”5.

Być może jest to odpo­wied­ni moment, by odpo­wie­dzieć na pyta­nie, czy książ­ka Adón wła­ści­wie mi się podo­ba. Do jej lek­tu­ry przy­stę­po­wa­łam wie­lo­krot­nie. Pierw­sze pró­by koń­czy­ły się znie­chę­ce­niem. Draż­ni­ły mnie spo­koj­ny ton zbio­ru, oszczęd­ność środ­ków sty­li­stycz­nych, brak wyra­zi­stych dekla­ra­cji. Zaczy­na­łam nawet wąt­pić w to, że uda mi się napi­sać recen­zję Powin­no­ści.

W kolej­ne war­stwy tomu zagłę­bia­łam się jed­nak z rosną­cą satys­fak­cją. Uwa­żam Powin­no­ści za pro­jekt inte­re­su­ją­cy i w dużej mie­rze uda­ny. Nie­po­zba­wio­ny skaz, nie­przy­no­szą­cy też szcze­gól­nie rewo­lu­cyj­nych roz­wią­zań – choć nie wyda­je mi się, by rewo­lu­cyj­ność poetyc­kie­go prze­ka­zu była ambi­cją Pilar Adón. Hisz­pań­ska autor­ka nie tyle poszu­ku­je nowych języ­ków dla swo­jej poezji, ile sta­ra się posta­wić traf­ną dia­gno­zę współ­cze­sne­go doświad­cze­nia. Inte­re­su­je ją moment, w któ­rym pod­miot­ka musi kon­sty­tu­ować się na nowo, wal­cząc o wła­sną obec­ność w obli­czu spo­łecz­nych ocze­ki­wań, pamię­ci cia­ła i pra­gnie­nia auto­no­mii.

 

1 P. Adón, Las órde­nes, Bar­ce­lo­na: La Bel­la Var­so­via, 2018, s. 11.

2 Taż, Powin­no­ści, tłum. P. Orzeł, Łódź: Sto­wa­rzy­sze­nie Pisa­rzy Pol­skich Odział w Łodzi; Dom Lite­ra­tu­ry w Łodzi, 2025, s. 7.

3 Tam­że, s. 8.

4 Tam­że, s. 11.

5 Tam­że, s. 44.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

05.02.2026 Recenzje

Nowy czuły katastrofizm

Autorka kreuje podmiot zanurzony w katastrofizmie intymnym, mikroskopowym, w którym to nie świat się wali, lecz kruche ludzkie cząstki odsłaniają własną podatność na rozpad – o tomie wierszy Skroń Marleny Niemiec pisze Olga Rembielińska.

30.08.2026 Hiperteksty

Raj według Rogera Robinsona

Robinson nie mógł pamiętać wielkich nadziei pokolenia Windrush, nie mógł dzielić wielkiego rozczarowania, gdy rzeczywistość nie dorównała fantazji. A jednak taki był pierwszy z rajów, który odcisnął się na jego prozach poetyckich i wierszach z tomu Przenośny raj – o tomie Rogera Robinsona pisze Izabela Poręba.