Karuzela z morderstwami

Stu­den­ci mogą wybrać Krót­ką histo­rię sied­miu zabójstw Mar­lo­na Jame­sa jako lek­tu­rę do egza­mi­nu na moim kur­sie z lite­ra­tu­ry afro­dia­spo­rycz­nej. Żeby do tego zachę­cić, wspo­mi­nam cza­sem, że fabu­ła jest osnu­ta wokół zama­chu na życie Boba Mar­leya, tytu­ło­wych zabójstw jest raczej sie­dem­dzie­siąt sie­dem niż sie­dem, a w pol­skim prze­kła­dzie znaj­du­ją się takie sło­wo­twór­cze smacz­ki jak choć­by „piz­do­cip” – tak bowiem tłu­ma­czy auten­tycz­ne jamaj­skie prze­kleń­stwo „pus­sy­ho­le” Robert Sudół.

Mimo to nikt nie wybrał dotych­czas tej książ­ki, pew­nie dla­te­go, że opi­sa­na histo­ria nie jest wca­le taka krót­ka – powieść ma pra­wie sie­dem­set stron (po pol­sku nawet wię­cej), sie­dem­dzie­siąt pięć posta­ci i w pory­wach do pięt­na­stu nar­ra­to­rów. W pory­wach, gdyż nie­któ­rzy boha­te­ro­wie dodat­ko­wo zmie­nia­ją w tek­ście toż­sa­mość. Od dzie­się­ciu lat jest dostęp­na pol­skie­mu czy­tel­ni­ko­wi w prze­kła­dzie Sudó­ła, któ­ry pod­jął się zada­nia kar­ko­łom­ne­go, jeśli nie nie­moż­li­we­go, bo języ­ków i reje­strów języ­ka – od wyso­kiej angielsz­czy­zny do jamaj­skie­go patwah, od języ­ka elit po wul­gar­ną, prze­mo­co­wą mowę gang­ste­rów – jest w tej powie­ści jesz­cze wię­cej.

Nar­ra­cja powie­ści jest poli­fo­nicz­na, roz­cią­gnię­ta w cza­sie na pięt­na­ście lat i podzie­lo­na pomię­dzy King­ston, Mon­te­go Bay, Mia­mi i Nowy Jork, a mimo że nie­mal bez prze­rwy ktoś kogoś mor­du­je i wszy­scy mówią do nas naraz, nie mamy poczu­cia zagu­bie­nia: rzą­dzi nią żela­zna dys­cy­pli­na. Jeste­śmy w niej jak na karu­ze­li. Zmie­nia­ją się gło­sy, miej­sca i cza­sy, na każ­dym kro­ku oglą­da­my prze­moc w coraz to nowych odsło­nach, ale ruch odby­wa się po ści­śle wyzna­czo­nym torze. Nic nie dzie­je się przy­pad­ko­wo i choć prze­jażdż­ka zapie­ra dech, jako czy­tel­ni­cy nie tra­ci­my orien­ta­cji, nie­sie­ni przez spraw­nie zbu­do­wa­ny mecha­nizm.

Mar­lon James uro­dził się na Jamaj­ce w 1970 roku. Wycho­wał się w King­ston, w dziel­ni­cy, któ­rą sam opi­su­je jako peł­ną kon­tra­stów. Uczęsz­czał do zało­żo­nej w 1729 roku eli­tar­nej Wolmer’s Boys’ Scho­ol, poło­żo­nej w trud­nej dziel­ni­cy nie­da­le­ko Hero­es Park, gdzie po raz pierw­szy został okra­dzio­ny1. Jego mat­ka, Shir­ley Dil­lon-James, była poli­cjant­ką, a ojciec, któ­ry tak­że zaczy­nał od pra­cy w poli­cji, wkrót­ce został praw­ni­kiem. James, obec­nie rezy­du­ją­cy głów­nie w USA, w wywia­dach przy­zna­je, że jed­nym z powo­dów, dla któ­rych opu­ścił Jamaj­kę w 2005 roku, była panu­ją­ca tam homo­fo­bia2. Kocha muzy­kę, zwłasz­cza Prince’a i jazz lat 70., kolek­cjo­nu­je figur­ki super­bo­ha­te­rów (woli Marve­la), jest pierw­szym Jamaj­czy­kiem wyróż­nio­nym Nagro­dą Booke­ra – wła­śnie za Krót­ką histo­rię sied­miu zabójstw, za któ­rą otrzy­mał tak­że Ame­ri­can Book Award. W wywia­dach przy­zna­je, że pisze zwy­kle od dzie­sią­tej do osiem­na­stej, rzad­ko póź­niej, chy­ba że goni go deadli­ne. Aby zapa­no­wać nad ogrom­ną licz­bą boha­te­rów, uży­wa tabel fabu­lar­nych, gdzie w kolum­nach śle­dzi losy każ­dej posta­ci, co pozwa­la mu unik­nąć „gra­nia ulu­bień­ca­mi”3. Wie­rzy w żela­zną ruty­nę. Twier­dzi iro­nicz­nie, że nie poczuł „natchnie­nia” od cza­su admi­ni­stra­cji Reaga­na; po pro­stu sia­da i wyko­nu­je swo­ją pra­cę4.

James zade­biu­to­wał w 2005 roku powie­ścią Dia­beł Uru­bu, a w 2009 roku wydał Księ­gę noc­nych kobiet, opo­wia­da­ją­cą o bun­cie nie­wol­nic na jamaj­skiej plan­ta­cji na począt­ku XIX wie­ku – uka­za­ne w tej histo­rii napię­cie i póź­niej­sza eks­plo­zja prze­mo­cy wobec opraw­ców przy­wo­dzą na myśl Ger­mi­nal Émile’a Zoli. Podob­nie peł­na prze­mo­cy jest Krót­ka histo­ria sied­miu zabójstw, w któ­rej nie­uda­ny zamach na życie Boba Mar­leya z 3 grud­nia 1976 roku w jego domu przy Hope Road w King­ston nastę­pu­je dość szyb­ko i wca­le nie jest punk­tem kul­mi­na­cyj­nym powie­ści, sam pio­sen­karz z nazwi­ska wymie­nio­ny jest bodaj­że raz, a w roz­mo­wach boha­te­rów wystę­pu­je wyłącz­nie jako Sin­ger – Śpie­wak. Sfik­cjo­na­li­zo­wa­na histo­ria praw­dzi­we­go zama­chu sta­je się dla Jame­sa punk­tem wyj­ścia do opi­sa­nia naj­krwaw­sze­go okre­su histo­rii nie­pod­le­głej Jamaj­ki, nazna­czo­ne­go bru­tal­ny­mi woj­na­mi gan­gów. Ich lide­rzy dzia­ła­ją jako egze­ku­to­rzy wpły­wów poli­tycz­nych dwóch rywa­li­zu­ją­cych ze sobą par­tii: socja­li­stycz­nej Ludo­wej Par­tii Naro­do­wej (PNP) pod wodzą Micha­ela Man­leya i kon­ser­wa­tyw­nej Par­tii Pra­cy Jamaj­ki (JLP), któ­rej przy­wód­cą był Edward Seaga. Obaj, Man­ley i Seaga, poja­wia­ją się w powie­ści, choć James wpro­wa­dza do fabu­ły tak­że postać Pete­ra Nasse­ra, któ­ry jest fik­cyj­nym stra­te­giem JLP, wzo­ro­wa­nym na kil­ku posta­ciach histo­rycz­nych, z Seagą włącz­nie. Wywo­dzą się oni z post­nie­po­dle­gło­ścio­wych elit o jaśniej­szej skó­rze i wspie­ra­ni są przez „gar­ri­son com­mu­ni­ties” (takie jak fik­cyj­na Kopen­ha­ga opar­ta na Tivo­li Gar­dens) – get­ta kon­tro­lo­wa­ne przez uzbro­jo­ne gan­gi, któ­rych lide­rzy (dono­wie) pośred­ni­czą w dostar­cze­niu gło­sów wybor­czych w zamian za miesz­ka­nia, pra­cę i broń. Slum­sy King­ston pogrą­żo­ne są wów­czas w skraj­nej nędzy, a prze­moc: mor­der­stwa, tor­tu­ry i gwał­ty, czę­sto przy współ­udzia­le sko­rum­po­wa­nej poli­cji, sta­ją się narzę­dziem kon­tro­li poli­tycz­nej i spo­łecz­nej. W tym samym cza­sie Sta­ny Zjed­no­czo­ne aktyw­nie desta­bi­li­zu­ją rząd Man­leya ze wzglę­du na jego sto­sun­ki z Fide­lem Castro i z oba­wy przed powsta­niem kolej­ne­go komu­ni­stycz­ne­go pań­stwa na Kara­ibach. Agen­ci CIA pota­jem­nie dostar­cza­ją fun­du­sze i broń opo­zy­cyj­nej JLP oraz szko­lą jej bojów­ki, co jesz­cze bar­dziej eska­lu­je wszech­obec­ną na uli­cach King­ston prze­moc. To wła­śnie z takiej bro­ni strze­la­ją w powie­ści do Śpie­wa­ka zama­chow­cy, któ­rych szko­lił wcze­śniej w buszu w St. Mary agent CIA, Louis John­son. Sam Śpie­wak, podob­nie jak jego histo­rycz­ny pier­wo­wzór, sta­rał się zacho­wy­wać neu­tral­ność poli­tycz­ną, jed­nak powszech­nie podej­rze­wa­ny był o wspie­ra­nie socja­li­stycz­nej PNP. Jego postu­la­ty wyzwo­le­nia czar­nych zbież­ne były bowiem z poli­tycz­ną agen­dą par­tii, a Micha­el Man­ley czę­sto odno­sił się w swo­ich wypo­wie­dziach do jego twór­czo­ści, gdyż arty­sta cie­szył się już wów­czas mię­dzy­na­ro­do­wą sła­wą.

Histo­rycz­ny zamach zapla­no­wa­no dwa dni przed dar­mo­wym kon­cer­tem Smi­le Jama­ica, zor­ga­ni­zo­wa­nym w celu pro­mo­wa­nia poko­ju w obli­czu nara­sta­ją­ce­go roz­le­wu krwi i prze­mo­cy poli­tycz­nej. Choć Mar­ley postu­lo­wał, aby kon­cert odbył się na neu­tral­nym grun­cie, par­tia Man­leya zaan­ga­żo­wa­ła się w przy­go­to­wa­nia, co spra­wi­ło, że JLP oraz bojów­ki z gett uzna­ły całe wyda­rze­nie za ele­ment pro­pa­gan­dy poli­tycz­nej. 3 grud­nia 1976 roku pod­czas pró­by zespo­łu w domu Mar­leya przy Hope Road, będą­cym rów­no­cze­śnie stu­diem nagrań, doszło do nie­uda­ne­go zama­chu, w któ­rym ran­ni zosta­li sam Mar­ley, jego żona Rita, mena­dżer Don Tay­lor oraz jeden z człon­ków zespo­łu. Tay­lor, tra­fio­ny przez czte­ry kule, z któ­rych jed­na utkwi­ła w oko­li­cy krę­go­słu­pa, odniósł naj­po­waż­niej­sze rany, a obra­że­nia Rity Mar­ley, postrze­lo­nej w gło­wę, oka­za­ły się jedy­nie powierz­chow­ne. W stwo­rzo­nym przez Ritę muzeum, znaj­du­ją­cym się dzi­siaj w tym miej­scu, dowie­dzia­łam się, iż życie ura­to­wa­ła jej naj­praw­do­po­dob­niej fry­zu­ra w for­mie gęste­go koka. Sam Mar­ley postrze­lo­ny został w klat­kę pier­sio­wą i ramię. Dru­giej z kul nigdy nie usu­nię­to z oba­wy przed uszko­dze­niem ner­wów, któ­re mogło­by unie­moż­li­wić arty­ście grę na gita­rze. Mimo odnie­sio­nych ran Mar­ley nie zde­cy­do­wał się na odwo­ła­nie kon­cer­tu, któ­ry osta­tecz­nie odbył się w nie­dzie­lę 5 grud­nia 1976 roku w Natio­nal Hero­es Park i na któ­ry zapro­szo­no tak­że mię­dzy inny­mi Mic­ka Jag­ge­ra i Keitha Richard­sa z The Rol­ling Sto­nes.

Po zama­chu Śpie­wak wyjeż­dża z Jamaj­ki, a akcja dru­giej poło­wy książ­ki, opo­wia­da­ją­cej o losach takich boha­te­rów, jak Josey Wales i Weeper (Bek­sa), prze­no­si się do Nowe­go Jor­ku lat 80. i 90. i poka­zu­je, jak jamaj­skie gan­gi poli­tycz­ne, wcze­śniej szko­lo­ne i zbro­jo­ne przez CIA do wal­ki z socja­li­zmem, prze­kształ­ci­ły się w mię­dzy­na­ro­do­we syn­dy­ka­ty prze­stęp­cze zna­ne jako posses, któ­re zdo­mi­no­wa­ły han­del koka­iną i crac­kiem w USA.

W Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw widać klu­czo­we cechy sty­lu Jame­sa, któ­re każą kry­ty­kom okre­ślać go taki­mi przy­miot­ni­ka­mi, jak „odważ­ny” czy „bez­kom­pro­mi­so­wy”. Jej poli­fo­nicz­na kon­struk­cja zło­żo­na jest z gło­sów ponad sie­dem­dzie­się­ciu pię­ciu posta­ci; oko­ło pięt­na­stu z nich peł­ni funk­cję nar­ra­to­rów poszcze­gól­nych roz­dzia­łów, któ­rzy celo­wo nie zosta­li pod­po­rząd­ko­wa­ni pro­gre­sji zda­rzeń. Moż­li­wość wnik­nię­cia w psy­chi­kę, usły­sze­nia myśli i pozna­nia moty­wa­cji boha­te­rów jest dla Jame­sa waż­niej­sza niż posu­wa­nie naprzód akcji powie­ści, w któ­rej nawet bez tego moż­na dostrzec kil­ka świet­nie stwo­rzo­nych punk­tów kul­mi­na­cyj­nych – te zaś zysku­ją wła­śnie za spra­wą intro­spek­cyj­ne­go zorien­to­wa­nia nar­ra­cji. Dzię­ki opo­wia­da­niu w pierw­szej oso­bie wszę­dzie tam, gdzie w powie­ści Jame­sa coś się dzie­je, dzie­je się bar­dziej niż w książ­kach innych pisa­rzy, ponie­waż zda­rze­nia są tu przed­sta­wia­ne tak, jak­by doty­czy­ły cie­bie. Nar­ra­cja pierw­szo­oso­bo­wa spra­wia, że to ty ucie­kasz, ty mor­du­jesz i ty jesteś mor­do­wa­ny.

Okładka powieści Marlona Jamesa pod tytułem „Krótka historia siedmiu zabójstw”.
Marlon James, „Krótka historia siedmiu zabójstw”, tłum. Robert Sudół, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2016.

Poza cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi tro­pa­mi zwią­za­ny­mi z por­tre­to­wa­niem prze­mo­cy czy kształ­to­wa­niem języ­ka boha­te­rów w powie­ści znaj­dzie­my jesz­cze inne zabie­gi typo­we dla twór­czo­ści Jame­sa, z któ­rych bodaj naj­waż­niej­szym jest uży­cie tech­nik reali­zmu magicz­ne­go, peł­nią­cych przede wszyst­kim funk­cję wid­mo­wej histo­rio­gra­fii: pozwa­la­ją one opo­wie­dzieć histo­rię prze­mo­cy poli­tycz­nej, gan­gów, CIA, reg­gae i jamaj­skiej trans­for­ma­cji neo­li­be­ral­nej jako coś, co nie jest „zamknię­tą prze­szło­ścią”, lecz nadal mówi przez gło­sy zmar­łych.

W tym kon­tek­ście naj­waż­niej­szą figu­rą jest duch Sir Arthu­ra Jen­ning­sa, zamor­do­wa­ne­go poli­ty­ka, któ­ry odgry­wa rolę meta­fi­zycz­ne­go świad­ka tra­gicz­nej histo­rii Jamaj­ki i któ­re­go nar­ra­cja sta­no­wi ramę całej powie­ści. Sir Arthur, bia­ły przed­sta­wi­ciel daw­nej eli­ty kolo­nial­nej, któ­ry w for­mie nad­przy­ro­dzo­nej sta­je się jamaj­skim dup­py – cie­niem zmar­łe­go, jego „ziem­ską duszą”, błą­ka­ją­cą się wśród żywych, łączy w sobie ele­men­ty euro­pej­skie i jamaj­skie, a rów­no­cze­śnie jest ogni­wem sca­la­ją­cym roz­pro­szo­ne wąt­ki i posta­cie oraz zwia­stu­nem i świad­kiem śmier­ci nie­któ­rych boha­te­rów. Zgod­nie z meta­fi­zy­ką powie­ści tyl­ko oso­by znaj­du­ją­ce się u pro­gu śmier­ci mogą zoba­czyć zmar­łych: ducha Sir Arthu­ra widzą mię­dzy inny­mi Papa-Lo oraz Demus. Ten ostat­ni jest jed­nym z zama­chow­ców bio­rą­cych udział w ata­ku na dom Śpie­wa­ka; póź­niej zosta­je zamor­do­wa­ny przez szu­ka­ją­cych zemsty rasta. Skrę­po­wa­ny, wle­czo­ny po zie­mi przez krza­ki Demus dostrze­ga podą­ża­ją­cą za nim zja­wę; wyda­rze­nia te oglą­da­my z punk­tu widze­nia Sir Arthu­ra, któ­ry wkrót­ce zda­je sobie spra­wę, że sko­ro męż­czy­zna go zauwa­żył, nie ozna­cza to dla nie­go nic pozy­tyw­ne­go.

Sam Sir Arthur został zamor­do­wa­ny na samym począt­ku powie­ści – wypchnię­to go z bal­ko­nu hote­lu Sun­set Beach w Mon­te­go Bay. Opi­su­je swo­je cia­ło po upad­ku, z gło­wą przy­po­mi­na­ją­cą „roz­bi­tą dynię”, widząc sie­bie same­go jed­no­cze­śnie z dołu oraz z góry – z per­spek­ty­wy zabój­cy. Choć w toku powie­ści Sir Arthur obser­wu­je zbrod­nie i zna ich spraw­ców, nie może w żaden spo­sób wpły­wać na świat mate­rial­ny. Pozo­sta­je mu jedy­nie patrzeć – i to wła­śnie jego bez­rad­ne spoj­rze­nie spra­wia, że prze­moc w Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw sta­je się jesz­cze bar­dziej doj­mu­ją­ca, a nie mniej real­na. Tech­ni­ki reali­zmu magicz­ne­go zasto­so­wa­ne w Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw nie odry­wa­ją nar­ra­cji od histo­rii, ale poka­zu­ją, że bru­tal­ność i cier­pie­nie mają życie po śmier­ci: zosta­ją w języ­ku, cie­le, pamię­ci, poli­ty­ce, muzy­ce.

Kolej­nym istot­nym ele­men­tem powie­ści są jej aspek­ty uka­zu­ją­ce nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­ność nie­któ­rych boha­te­rów. Nie jest ona jed­nak przed­sta­wia­na w for­mie wąt­ku oby­cza­jo­we­go, lecz wpi­su­je się wprost w nad­rzęd­ny porzą­dek kul­tu­ry prze­mo­cy. Świat w powie­ści zdo­mi­no­wa­ny jest przez męskie hie­rar­chie: gan­gi, poli­tycz­ne bojów­ki, poli­cję, służ­by spe­cjal­ne, han­dla­rzy nar­ko­ty­ków i płat­nych zabój­ców; męskość musi być tu sta­le udo­wad­nia­na za pomo­cą bru­tal­no­ści, opa­no­wa­nia stra­chu i zdol­no­ści do zada­wa­nia cier­pie­nia. Queero­wość posta­ci takich jak Bek­sa poka­zu­je, że homo­sek­su­al­ni męż­czyź­ni mogą być rów­no­cze­śnie ofia­ra­mi homo­fo­bicz­ne­go porząd­ku i jego aktyw­ny­mi wyko­naw­ca­mi. Jego postać roz­bi­ja ste­reo­ty­po­wą opo­zy­cję homo­sek­su­al­no­ści i gang­ster­skiej męsko­ści. W wywia­dzie dla „Vogue’a” James mówi wprost, że w jamaj­skim ima­gi­na­rium „gun­man” znaj­du­je się na szczy­cie hie­rar­chii macho5, a więc stwo­rze­nie Bek­sy jako gang­ste­ra, któ­ry nie tyl­ko jest gejem, ale tak­że sek­su­al­nie zaj­mu­je pozy­cję uzna­wa­ną w tym świe­cie za „nie­mę­ską”, sta­no­wi tu świa­do­me naru­sze­nie. Uwi­kła­nie Bek­sy w prze­moc jest jed­no­cze­śnie for­mą obro­ny przed podej­rze­niem sła­bo­ści oraz for­mą uwew­nętrz­nio­nej homo­fo­bii. Boha­ter nie wycho­dzi poza sys­tem, któ­ry go krzyw­dzi; raczej pró­bu­je prze­trwać, uży­wa­jąc narzę­dzi owe­go sys­te­mu; rela­cja tej posta­ci z wła­sną toż­sa­mo­ścią jest jed­ną z naj­bar­dziej tra­gicz­nych czę­ści powie­ści. Za pomo­cą Bek­sy James wią­że homo­fo­bię z porząd­kiem kolo­nial­no-patriar­chal­nym, w któ­rym męż­czy­zna może pożą­dać inne­go męż­czy­zny, ale musi natych­miast prze­ło­żyć to pra­gnie­nie na kate­go­rie domi­na­cji, prze­mo­cy i wsty­du.

Kon­tek­sty te dodat­ko­wo kom­pli­ku­ją się w posta­ci Joh­na-Joh­na K, któ­ry zosta­je wysła­ny, by zabić Bek­sę. W sce­nie mor­der­stwa John-John, któ­ry tak­że jest posta­cią nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­ną, odczu­wa wobec swo­jej ofia­ry pew­ną bli­skość i obej­mu­je męż­czy­znę, gdy ten umie­ra. Za pomo­cą tego gestu James wpro­wa­dza czu­łość w samo ser­ce świa­ta peł­ne­go prze­mo­cy, w któ­rym męż­czy­zna może doty­kać dru­gie­go męż­czy­zny tyl­ko po to, by go zdo­mi­no­wać, zra­nić albo zabić.

Wąt­ki queero­we w Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw słu­żą Jame­so­wi jako narzę­dzie kry­ty­ki tok­sycz­nej męsko­ści i jej poli­tycz­ne­go uwi­kła­nia. Homo­fo­bicz­ne wyzwi­ska dzia­ła­ją w powie­ści jak śro­dek dys­cy­pli­nu­ją­cy: mają ode­brać prze­ciw­ni­ko­wi god­ność, zakwe­stio­no­wać jego męskość i sym­bo­licz­nie wypchnąć go poza wspól­no­tę. Ten lite­rac­ki obraz ma tak­że real­ny kon­tekst spo­łecz­ny: raport Human Rights Watch z 2014 roku wska­zy­wał na dys­kry­mi­na­cję osób LGBT na Jamaj­ce i prze­moc wobec nich oraz na zna­cze­nie kolo­nial­nych prze­pi­sów pena­li­zu­ją­cych męskie kon­tak­ty homo­sek­su­al­ne. James poka­zu­je więc, że homo­fo­bia – jeden z powo­dów, dla któ­rych on sam opu­ścił Jamaj­kę – nie jest jedy­nie pry­wat­nym uprze­dze­niem boha­te­rów, lecz czę­ścią więk­sze­go sys­te­mu spo­łecz­ne­go, praw­ne­go, poli­tycz­ne­go i języ­ko­we­go.

Język jest w Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw szcze­gól­nie waż­ny – powieść zaczy­na się impe­ra­ty­wem: „Listen” („słu­chaj”). Poszcze­gól­ni nar­ra­to­rzy, a nawet wię­cej: poszcze­gól­ne posta­cie, prze­ma­wia­ją w niej odmien­ny­mi gło­sa­mi: ich język ma róż­ną skład­nię, fra­ze­olo­gię, lek­sy­kę, a nawet róż­ną pro­zo­dię. W wywia­dach James mówi otwar­cie o tym, że pisze pro­zę do słu­cha­nia i sam czę­sto czy­ta swo­je tek­sty na głos, co poma­ga mu wyła­pać błę­dy. W jego powie­ściach język boha­te­rów odzwier­cie­dla ich sta­tus spo­łecz­ny, rasę, wykształ­ce­nie czy przy­na­leż­ność poli­tycz­ną. Autor Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw wyko­rzy­stu­je sze­ro­kie spek­trum reje­strów języ­ka – od lite­rac­kiej angielsz­czy­zny przez ame­ry­kań­ski slang z lat 70. aż po jamaj­ski patwah, w któ­rym cza­sow­ni­ki zawsze pozo­sta­ją w cza­sie teraź­niej­szym (na przy­kład „he soon go”, „he did go”), co jest, jak sam pod­kre­śla w wywia­dach, śla­dem afry­kań­skich języ­ków (takich jak wolof) po wie­kach kolo­nial­nej opre­sji6. To wła­śnie patwah, zna­ny tak­że jako pato­is, jamaj­ski kre­ol­ski, jest w powie­ści języ­kiem domi­nu­ją­cym wśród posta­ci wywo­dzą­cych się z gett. Naj­czę­ściej posłu­gu­ją się nim mło­dzi mor­der­cy tacy jak Bam-Bam, któ­re­go mowa jest ogra­ni­czo­na, suro­wa i pozba­wio­na zło­żo­nych struk­tur zda­nio­wych, co odzwier­cie­dla jego pozy­cję na samym dole hie­rar­chii spo­łecz­nej przed­sta­wio­ne­go w powie­ści świa­ta. Bam-Bam ma bar­dzo skrom­ny zasób słow­nic­twa, a jego nar­ra­cja wyróż­nia się spe­cy­ficz­nym, nie­mal mecha­nicz­nym ryt­mem. Boha­ter postrze­ga świat przez pry­zmat dźwię­ków prze­mo­cy, uży­wa licz­nych ono­ma­to­pei („pap-pap-pap”, „who­oosh­bo­om” czy „chuk­chuk­chuk”) do opi­su strza­łów i wybu­chów. Nawet jego imię ma cha­rak­ter ono­ma­to­pe­icz­ny i nawią­zu­je do ryt­mu jamaj­skich pio­se­nek ludo­wych. Bam-Bam czę­sto powta­rza te same fra­zy, co pod­kre­śla też jego ogra­ni­czo­ną zdol­ność do wer­ba­li­za­cji emo­cji. Przy­zna­je, że „nie potra­fi czy­tać Dic­ka i Jane”, czy­li ame­ry­kań­skie­go ele­men­ta­rza, ale roz­po­zna­je logo­ty­py takie jak Coca-Cola. W sce­nie zama­chu na Śpie­wa­ka jest pod wpły­wem koka­iny, a jego nar­ra­cja przy­bie­ra pozba­wio­ną inter­punk­cji rwa­ną poetyc­ką for­mę, prze­peł­nio­ną powra­ca­ją­cy­mi moty­wa­mi zabi­ja­nia i „rucha­nia”. Dzię­ki takim zabie­gom nar­ra­cyj­nym w jego opi­sie zama­chu prze­wa­ża­ją cha­os i emo­cje, dodat­ko­wo spo­tę­go­wa­ne przez eks­ta­tycz­ne dzia­ła­nie nar­ko­ty­ków.

Bar­dzo przej­mu­ją­ca jest sce­na jego śmier­ci, któ­rą James roz­pi­sał jako regre­sję do dzie­ciń­stwa. Bam-Bam ginie pogrze­ba­ny żyw­cem, a jego język roz­pa­da się na poje­dyn­cze sło­wa i syla­by, w któ­rych wyraź­nie sły­chać wal­kę o każ­dy oddech. Reszt­ka­mi tchu obse­syj­nie wyli­cza przy­sma­ki, któ­re koja­rzą mu się z poczu­ciem bez­pie­czeń­stwa i przy­jem­no­ścią: „kisko pop” (popu­lar­ny na Jamaj­ce mro­żo­ny sok w saszet­kach), liza­ki czy gumę do żucia Hub­ba Bub­ba. Choć Bam-Bam sam jest mor­der­cą, ma dopie­ro czter­na­ście lat, a w obli­czu prze­dłu­ża­ją­cej się ago­nii zaczy­na man­tro­wać wyli­czan­kę Ring aro­und the Rosie, co pod­kre­śla tra­gizm jego posta­ci: mło­do­cia­ny gang­ster to rów­no­cze­śnie prze­ra­żo­ne dziec­ko, któ­re­mu prze­moc i bie­da ode­bra­ły szan­sę na nor­mal­ne doj­rze­wa­nie.

Posta­cią, któ­ra podob­nie jak Bam-Bam posłu­gu­je się patwah, jest tak­że don Kopen­ha­gi, Papa-Lo. Jego język jest jed­nak zupeł­nie inny. Papa-Lo czę­sto z pew­nym dystan­sem obser­wu­je ota­cza­ją­cy go świat i ma przy tym ten­den­cję do wpla­ta­nia w swo­ją nar­ra­cję ele­men­tów reto­ry­ki reli­gij­nej i mora­li­za­tor­skiej. Posłu­gu­je się jamaj­ski­mi mądro­ścia­mi ludo­wy­mi, uży­wa biblij­nych meta­for i nawią­zań do Pisma Świę­te­go, czę­sto zwra­ca się też do swo­ich słu­cha­czy (lub do czy­tel­ni­ka) za pomo­cą pom­pa­tycz­nych okre­śleń, takich jak „wiel­ko­dusz­ni pano­wie” (w róż­nych wer­sjach, na przy­kład: „magna­ni­mo­us gen­tle­mens”, „won­di­fe­ro­us gen­tle­mens”, „grand­i­lo­qu­ent gen­tle­mens” czy „osten­ta­tio­us gen­tle­mens”), co słu­ży budo­wa­niu jego auto­ry­te­tu jako dona sta­rej daty. W mia­rę jak prze­cho­dzi prze­mia­nę wewnętrz­ną pod wpły­wem Śpie­wa­ka, w jego języ­ku poja­wia­ją się poję­cia typo­we dla rasta, słu­żą­ce do opi­su opre­sji sys­te­mo­wej, na przy­kład sys­tem – „shit­stem” czy oppres­sion – „down­pres­sion”. Sce­na jego egze­ku­cji rów­nież jest wyjąt­ko­wa pod wzglę­dem języ­ko­wym, gdyż James znów rezy­gnu­je w niej z inter­punk­cji, co ma oddać doświad­cze­nie roz­pa­du świa­do­mo­ści.

Języ­ki pozo­sta­łych nar­ra­to­rów powie­ści są rów­nie zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­ne i w przy­pad­ku co naj­mniej kil­ku łatwo zaob­ser­wo­wać moż­na zja­wi­sko code-swit­ching. Nina Bur­gess, któ­ra jest przed­sta­wi­ciel­ką kla­sy śred­niej z King­ston, na co dzień posłu­gu­je się Stan­dard English (przez co jej język nie­wie­le róż­ni się od języ­ka Ame­ry­ka­nów), ale prze­cho­dzi na patwah w momen­tach sil­ne­go gnie­wu, zde­ner­wo­wa­nia lub stra­chu. Lin­gwi­stycz­na ela­stycz­ność poma­ga jej przyj­mo­wać kolej­ne toż­sa­mo­ści i unik­nąć tra­gicz­ne­go losu wie­lu pozo­sta­łych boha­te­rów. W przy­pad­ku Joseya Wale­sa, głów­ne­go egze­ku­to­ra Papa-Lo, zmia­na kodów rów­nież sta­je się narzę­dziem mani­pu­la­cji, a wręcz rodza­jem gry z roz­mów­ca­mi. W kon­tak­tach z agen­ta­mi CIA i poli­ty­ka­mi Josey celo­wo posłu­gu­je się suro­wym patwah, uda­jąc oso­bę led­wie piśmien­ną i zada­jąc „głu­pie pyta­nia”, co pozwa­la mu zacho­wać czuj­ność i mani­pu­lo­wać. W tym samym cza­sie jego mono­lo­gi wewnętrz­ne pro­wa­dzo­ne są w popraw­nej, stan­dar­do­wej angielsz­czyź­nie i poka­zu­ją, że boha­ter nie tyl­ko jest inte­li­gent­ny, oczy­ta­ny, ale tak­że dąży do awan­su spo­łecz­ne­go. Innym przy­kła­dem podob­nej płyn­no­ści jest postać Bek­sy – dzię­ki śred­nie­mu wykształ­ce­niu męż­czy­zna potra­fi brzmieć „jak bia­ły” i uży­wać wyra­fi­no­wa­ne­go angiel­skie­go słow­nic­twa, co dra­stycz­nie kon­tra­stu­je ze sce­na­mi, w któ­rych posłu­gu­je się patwah, gdy wystę­pu­je w roli mor­der­cy.

W Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw cie­ka­wy jest rów­nież język obco­kra­jow­ców, takich jak dzien­ni­karz Alex Pier­ce czy szef CIA Bar­ry Diflo­rio, któ­rzy myślą i mówią spe­cy­ficz­nym ame­ry­kań­skim żar­go­nem lat 70., język Jamaj­czy­ków miesz­ka­ją­cych w USA, posłu­gu­ją­cych się idio­lek­tem nowo­jor­skiej uli­cy, sil­nie nazna­czo­nym kul­tu­rą hip-hopo­wą, czy jamaj­skich poli­cjan­tów, uży­wa­ją­cych komicz­ne­go, a zara­zem groź­ne­go reje­stru angielsz­czy­zny z cha­rak­te­ry­stycz­ną, nad­mier­ną aspi­ra­cją gło­ski „h” (na przy­kład „h’any”, „h’is”). Bar­dzo cie­ka­wy jest też wątek róż­nic mię­dzy patwah a angielsz­czy­zną try­ni­dadz­ko-toba­gij­ską, poja­wia­ją­cy się w ostat­niej czę­ści powie­ści, zaty­tu­ło­wa­nej Sound Boy Kil­ling, któ­rej akcja toczy się w 1991 roku. Pod­czas wizy­ty w jamaj­skiej jadło­daj­ni w Nowym Jor­ku jed­na z boha­te­rek obser­wu­je nada­wa­ny w tele­wi­zji pro­gram o kry­kie­cie. Wła­ści­ciel skle­pu wyja­śnia, że nie jest to JBC (Jama­ica Bro­ad­ca­sting Cor­po­ra­tion), lecz nowa, „pro­wi­zo­rycz­na” kara­ib­ska sieć, praw­do­po­dob­nie z Try­ni­da­du. Wska­zu­je na to spe­cy­ficz­ny akcent nar­ra­to­rów, któ­ry dla Jamaj­czy­ka brzmi wyjąt­ko­wo śpiew­nie. Róż­ni­ce te poka­zu­ją, że dla boha­te­rów Jame­sa język jest nie tyl­ko spo­so­bem komu­ni­ka­cji, ale tak­że pre­cy­zyj­nym iden­ty­fi­ka­to­rem pocho­dze­nia, któ­ry pozwa­la natych­miast odróż­nić „swo­je­go” od przy­by­sza z innej wyspy, nawet w ser­cu Bro­nxu. Rów­no­cze­śnie James wyko­rzy­stu­je te prze­su­nię­cia reje­strów, aby poka­zać, że język jest dyna­micz­nym narzę­dziem, któ­re może zarów­no słu­żyć do uci­sku, jak i stać się dro­gą do wyzwo­le­nia. Bar­dzo dobrze odda­je to prze­kład Rober­ta Sudó­ła – w pol­skim tłu­ma­cze­niu wszyst­kie akcen­ty, o któ­rych wspo­mnia­łam powy­żej, są nadal czy­tel­ne. Sudół tłu­ma­czył wcze­śniej takich pisa­rzy, jak Char­les Bukow­ski, Kurt Von­ne­gut czy Cor­mac McCar­thy, ale tak­że na przy­kład powie­ści Col­so­na Whi­te­he­ada. W wywia­dzie prze­pro­wa­dzo­nym przez Agniesz­kę Min­kie­wicz7 Sudół pod­kre­śla, że naj­więk­szą trud­no­ścią był dla nie­go wła­śnie patwah, któ­ry w kon­tek­ście angielsz­czy­zny ist­nie­je jako real­nie funk­cjo­nu­ją­cy język, ze swo­ją gra­ma­ty­ką i tra­dy­cją lite­rac­ką, ale w pol­sz­czyź­nie nie ma żad­ne­go odpo­wied­ni­ka o podob­nym sta­tu­sie. Ozna­cza to, że na potrze­by książ­ki tłu­macz musi nie­ja­ko wymy­ślić język od pod­staw; nie może się­gnąć po ist­nie­ją­cą pol­ską gwa­rę regio­nal­ną, ponie­waż wywo­ła­ło­by to fał­szy­we sko­ja­rze­nia kul­tu­ro­we, a czy­tel­nik czuł­by, że jest raczej na pol­skiej pro­win­cji, nie na Kara­ibach. Stra­te­gią Sudó­ła było wyszu­ki­wa­nie w pol­sz­czyź­nie słów, któ­re są ogól­nie zna­ne i zro­zu­mia­łe, ale wyszły już czę­ścio­wo z codzien­ne­go uży­cia, i przy­wra­ca­nie ich do obie­gu w nowych kon­tek­stach. Dzię­ki temu pol­skie tłu­ma­cze­nie brzmi jed­no­cze­śnie swoj­sko (bo sło­wa są pol­skie) i obco (bo ich zasto­so­wa­nie jest nie­ty­po­we). W ory­gi­na­le frag­men­ty zapi­sa­ne patwah łamią kon­wen­cję orto­gra­ficz­ną i inter­punk­cyj­ną, co u anglo­ję­zycz­ne­go czy­tel­ni­ka wywo­łu­je pew­ną iry­ta­cję i wpły­wa na wzmo­żo­ny wysi­łek pod­czas odbio­ru tek­stu. Zasa­da ta zosta­ła zacho­wa­na w pol­skim prze­kła­dzie, pol­ski czy­tel­nik czu­je więc ten sam dystans i to samo zmę­cze­nie języ­kiem boha­te­rów, któ­re odczu­wa czy­tel­nik angiel­ski. W pol­skim prze­kła­dzie widać tak­że, że język boha­te­rów ule­ga zmia­nie w mia­rę ich postę­pu­ją­cej ame­ry­ka­ni­za­cji – akcja powie­ści roz­cią­ga się na kil­ka­dzie­siąt lat i doty­czy też Jamaj­czy­ków, któ­rzy wyemi­gro­wa­li do USA; ich patwah jest pod koniec książ­ki mniej wyraź­ny niż na począt­ku.

Wróć­my na koniec do karu­ze­li. Wspo­mnia­łam na począt­ku, że Krót­ka histo­ria sied­miu zabójstw przy­po­mi­na prze­jażdż­kę: ruch po ści­śle wyzna­czo­nym torze, na któ­rym zmie­nia­ją się gło­sy, miej­sca i cza­sy, ale czy­tel­nik, choć raz po raz wytrą­ca­ny jest z rów­no­wa­gi, nie tra­ci orien­ta­cji. Teraz, po prze­śle­dze­niu kolej­nych warstw powie­ści, może­my stwier­dzić, że meta­fo­ra ta opi­su­je nie tyl­ko doświad­cze­nie lek­tu­ry, ale i sam fun­da­ment kon­struk­cyj­ny książ­ki. Poli­fo­nia Jame­sa nie jest cha­osem wie­lu gło­sów mówią­cych naraz, lecz wła­śnie ruchem obro­to­wym. Te same wyda­rze­nia: zamach, kon­cert, kolej­ne mor­der­stwa, nie­ustan­nie do nas wra­ca­ją, za każ­dym razem widzia­ne z innej per­spek­ty­wy, przed­sta­wio­ne innym języ­kiem. Rów­no­cze­śnie z powie­ścio­wej karu­ze­li nie spo­sób zejść. Boha­te­ro­wie krą­żą po zamknię­tym torze, wciąż wra­ca­jąc do tego same­go punk­tu – tak­że wte­dy, gdy naresz­cie wyjeż­dża­ją z Jamaj­ki, i nawet wte­dy, gdy już nie żyją. Dokład­nie tak jak zapo­wia­da Sir Arthur Jen­nings w pierw­szym aka­pi­cie powie­ści:

Posłu­chaj­cie. Umar­li nigdy nie prze­sta­ją gadać. Może dla­te­go, że śmierć to nie śmierć, tyl­ko raczej coś w rodza­ju sie­dze­nia w kozie. Wie­my, skąd przy­szli­śmy, i cią­gle stam­tąd wra­ca­my8.

 
1 J. Vasi­sh­ta, Mar­lon James and the Spi­rit of ’76, „Inte­rview Maga­zi­ne”, 2.10.2014, onli­ne: https://www.interviewmagazine.com/culture/marlon-james-a-brief-history-of-seven-killings [dostęp: 6.09.2026].

2 S. Simon, Booker Pri­ze-win­ning Nove­list Mar­lon James Discus­ses His New HBO Series „Get Mil­lie Black”, NPR, „Week­end Edi­tion Satur­day”, 30.11.2024, onli­ne: https://www.npr.org/2024/11/30/nx-s1-5130884/booker-prize-winning-novelist-marlon-james-discusses-his-new-hbo-series-get-millie-black [dostęp: 6.09.2026].

3 A. Paul, Plot­ting a Brief Histo­ry of Seven Kil­lings: An Exc­lu­si­ve Inte­rview with Mar­lon James, „Acti­ve Voice”, 6.10.2014, onli­ne: https://anniepaul.net/2014/10/06/plotting-a-brief-history-of-seven-killings-an-exclusive-interview-with-marlon-james/ [dostęp: 6.09.2026].

4 Mar­lon James. The Acc­la­imed Author on How He Lets His Cha­rac­ters Take the Lead, „Plat­form”, onli­ne: https://www.platformart.com/features/marlon-james-interview-bob-marley-x-men-wangechi-mutu-norman-lewis [dostęp: 6.09.2026].

5 A. Frank, Mar­lon James on Win­ning the Man Booker Pri­ze, Fic­tio­na­li­zing Bob Mar­ley, and Why He Loves Ken­drick Lamar, „Vogue”, 28.10.2015, onli­ne: https://www.vogue.com/article/marlon-james-man-booker-prize-a-brief-history-of-seven-killings [dostęp: 6.09.2026].

6 Mar­lon James. The Acc­la­imed Author

7 A. Min­kie­wicz, Jak się cał­kiem nie da, to nie cał­kiem da się? – wywiad z Rober­tem Sudó­łem, auto­rem prze­kła­du „Krót­kiej histo­rii sied­miu zabójstw” Mar­lo­na Jame­sa, „Booklips”, 25.11.2016, onli­ne: https://booklips.pl/wywiady/jak-sie-calkiem-nie-da-to-nie-calkiem-da-sie-wywiad-z-robertem-sudolem-autorem-przekladu-krotkiej-historii-siedmiu-zabojstw-marlona-jamesa [dostęp: 6.09.2026].

8 M. James, Krót­ka histo­ria sied­miu zabójstw, tłum. R. Sudół, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2016, s. 13.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

09.09.2026 Szkice

Każdy elementarz jest książką o przyszłości. A jak Antyfaszyzm. Anarchia. Alfabet. Amster

Właśnie dlatego ta wystawa jest tak ważna. Nie dlatego, że odkrywa zapomnianego grafika. Takich wystaw powstaje wiele. Ta pokazuje coś znacznie ciekawszego: moment, w którym sztuka, polityka, edukacja i wojna zlewają się w jeden przedmiot wielkości niewielkiego notesu – o wystawie w Instytucie Cervantesa poświęconej Elementarzowi antyfaszystowskiemu pisze Maria Strzelecka.

08.09.2026 Laba

Tu nie ma żadnego Sikornika

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy tekst Jakuba Korhnausera.

07.09.2026 Recenzje

Dunham vs „Dunham”

Famesick, czyli (w wolnym tłumaczeniu, bo książka nie ukazała się jeszcze po polsku) „Chora na sławę”, jest autobiograficzną opowieścią o odzyskiwaniu własnej historii – o książce Leny Dunham pisze Marcin Wilk.