Lot kontrolowany – o chińskim science fiction

W ostat­nich latach chiń­ska fan­ta­sty­ka nauko­wa wybu­chła jak super­no­wa – ośle­pia­ją­ca, nie­oczy­wi­sta, fascy­nu­ją­co inna. Jesz­cze dwie deka­dy temu była zja­wi­skiem mar­gi­nal­nym, trak­to­wa­nym przez kry­ty­ków jako dzi­wacz­ny import z Zacho­du. Dziś nazy­wa­na jest naj­więk­szym kul­tu­ral­nym eks­por­tem Chin od cza­sów kung-fu. Pro­blem trzech ciał Liu Cixi­na stoi na pół­kach obok dzieł Sta­ni­sła­wa Lema i Isa­aca Asi­mo­va, a film Wędru­ją­ca Zie­mia (2019, reż. Frant Gwo) przy­niósł zysk nie­mal sied­miu­set milio­nów dola­rów w chiń­skich kinach. To już nie egzo­tycz­na cie­ka­wost­ka – to głos cywi­li­za­cji, któ­ra zaczy­na wyobra­żać sobie przy­szłość po swo­je­mu.

Czy­ta­jąc współ­cze­sne chiń­skie scien­ce fic­tion, łatwo odnieść wra­że­nie, że obcu­je­my z czymś wię­cej niż lite­ra­tu­rą idei – to raczej labo­ra­to­rium zbio­ro­wej wyobraź­ni. W powie­ściach i opo­wia­da­niach Chiń­czy­cy prze­pra­co­wu­ją wła­sne przy­spie­sze­nie moder­ni­za­cyj­ne, nie­pew­ność jutra, cichy lęk przed nie­zna­nym, a tak­że dumę z odzy­ska­nej spraw­czo­ści. Fan­ta­sty­ka peł­ni tu podwój­ną funk­cję: jest lustrem odbi­ja­ją­cym rze­czy­wi­stość i pro­jek­tem pro­po­nu­ją­cym jej moż­li­we prze­obra­że­nia. Jak mówi jeden z boha­te­rów Pro­ble­mu trzech ciał: „W Chi­nach każ­da myśl, któ­ra ośmie­li się bujać w obło­kach, spad­nie z powro­tem na zie­mię. Zbyt moc­na jest siła przy­cią­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści”1. Para­doks pole­ga jed­nak na tym, że to wła­śnie fan­ta­sty­ka nauko­wa może chwi­lo­wo zawie­sić tę gra­wi­ta­cję. Pozwa­la pisa­rzom i czy­tel­ni­kom bujać w obło­kach bez poczu­cia zdra­dy real­no­ści, eks­pe­ry­men­to­wać z przy­szło­ścią bez utra­ty kon­tak­tu z teraź­niej­szo­ścią. W ramach fabu­ły myśl nie­kie­dy wzbi­ja się wyso­ko, żeby za moment opaść z powro­tem na zie­mię jako wizja, dia­gno­za lub ostrze­że­nie. Chiń­skie scien­ce fic­tion sta­ło się więc prze­strze­nią kon­tro­lo­wa­ne­go lotu: jedy­nym miej­scem, gdzie w spo­łe­czeń­stwie tak sil­nie zanu­rzo­nym w rze­czy­wi­sto­ści moż­na bez­kar­nie testo­wać inne nie­ba.

W pogoni za Zachodem

Począt­ki chiń­skiej fan­ta­sty­ki nauko­wej się­ga­ją pierw­szych dekad XX wie­ku i wią­żą się z marze­niem o dogo­nie­niu resz­ty świa­ta. Pod koniec pano­wa­nia dyna­stii Qing (1644–1912), w cza­sach rosną­ce­go zain­te­re­so­wa­nia Chin kul­tu­rą Zacho­du, fan­ta­sty­ka słu­ży­ła jako narzę­dzie moder­ni­za­cji – lite­rac­kie labo­ra­to­rium nowych idei. Refor­ma­tor Liang Qichao wyobra­żał sobie przy­szłe Chi­ny jako pań­stwo prze­wyż­sza­ją­ce Euro­pę pod wzglę­dem nauki i moral­no­ści. Na począt­ku XX wie­ku poja­wi­ły się tak­że prze­kła­dy zachod­nich kla­sy­ków – uka­za­ło się tłu­ma­cze­nie Juliu­sza Verne’a (Podróż do wnę­trza Zie­mi), a tak­że frag­men­ty Wehi­ku­łu cza­su Her­ber­ta George’a Wel­l­sa. Lu Xun, ojciec nowo­cze­snej lite­ra­tu­ry chiń­skiej, we wstę­pie do prze­kła­du Verne’a ubo­le­wał nad defi­cy­tem rodzi­mej fan­ta­sty­ki: „Fan­ta­sty­ka nauko­wa jest rzad­ka jak róg jed­no­roż­ca, co w pew­nym sen­sie uka­zu­je inte­lek­tu­al­ne ubó­stwo naszych cza­sów”2. Wie­rzył, że opo­wie­ści o przy­szło­ści roz­bu­dzą wyobraź­nię naro­du i pomo­gą, jak pisał, „refor­mo­wać umy­sły ludu”, łącząc popu­la­ry­za­cję wie­dzy z lite­rac­ką wizją.

Ale póź­niej nade­szły woj­ny i rewo­lu­cje, więc uto­pij­ne sny wypa­ro­wa­ły. Po 1949 roku fan­ta­sty­ka zosta­ła pod­po­rząd­ko­wa­na celom edu­ka­cyj­nym i pro­pa­gan­do­wym – pisa­no ją głów­nie dla dzie­ci, żeby popu­la­ry­zo­wać naukę. W okre­sie rewo­lu­cji kul­tu­ral­nej gatu­nek prak­tycz­nie zamarł. Krót­ki roz­kwit nastą­pił w latach 1979–1983, kie­dy polu­zo­wa­nie cen­zu­ry pozwo­li­ło roz­kwit­nąć maga­zy­nom i klu­bom scien­ce fic­tion. W 1983 roku kry­ty­cy lite­rac­cy roz­po­czę­li jed­nak zażar­ty spór o natu­rę fan­ta­sty­ki – czy ma słu­żyć popu­la­ry­za­cji nauki czy raczej ambi­cjom arty­stycz­nym. Osta­tecz­nie par­tyj­ny „People’s Daily” potę­pił scien­ce fic­tion jako „zanie­czysz­cze­nie ducho­we” i więk­szość cza­so­pism oraz ksią­żek tego gatun­ku lite­rac­kie­go znik­nę­ła3. Na począt­ku lat 90. XX wie­ku fan­ta­sty­ka nie­śmia­ło powra­ca­ła wraz z refor­ma­mi ryn­ko­wy­mi i glo­ba­li­za­cją. W 1991 roku w Cheng­du odby­ła się dorocz­na kon­fe­ren­cja sto­wa­rzy­sze­nia World SF – pierw­sza tak duża mię­dzy­na­ro­do­wa kon­wen­cja fan­ta­sty­ki nauko­wej w Chi­nach. Mimo to przez lata gatu­nek pozo­sta­wał w niszy – fani two­rzy­li wąską odda­ną spo­łecz­ność, a śro­do­wi­sko lite­rac­kie patrzy­ło na scien­ce fic­tion z pobła­ża­niem. Dopie­ro zło­ta era lat 90. przy­nio­sła praw­dzi­wy prze­łom.

Okładka książki Liu Cixina pod tytułem „Problem trzech ciał”.
Liu Cixin, „Problem trzech ciał”, tłum. A. Jankowski, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2016.

Generałowie oraz ich spadkobiercy

Na począt­ku lat 90. chiń­ska fan­ta­sty­ka weszła w okres nie­prze­rwa­ne­go roz­kwi­tu, doko­nu­ją­ce­go się za spra­wą auto­rów, któ­rzy prze­ży­li rewo­lu­cję kul­tu­ral­ną Mao Zedon­ga. Okre­śla się ich mia­nem „trzech gene­ra­łów chiń­skiej scien­ce fic­tion”. To Liu Cixin, Han Song i Wang Jin­kang – wszy­scy wykształ­ce­ni w naukach ści­słych. Liu Cixin – dziś naj­bar­dziej zna­ny poza Chi­na­mi – uczy­nił kosmos boha­te­rem swo­ich epic­kich histo­rii. W jego pro­zie wszech­świat to gigan­tycz­na maszy­na, w któ­rej cywi­li­za­cje są jak cząst­ki ele­men­tar­ne dry­fu­ją­ce w obo­jęt­nej prze­strze­ni. Pro­blem trzech ciał to opo­wieść o pierw­szym kon­tak­cie z obcą cywi­li­za­cją i jed­no­cze­śnie meta­fo­ra chiń­skie­go XX wie­ku – trau­my rewo­lu­cji kul­tu­ral­nej, gorącz­ki indu­stria­li­za­cji i otwar­cia na świat. Han Song bywa nazy­wa­ny „chiń­skim Fran­zem Kaf­ką”; jego opo­wia­da­nia peł­ne są oni­rycz­nych, dusz­nych meta­for. Metro, szpi­tal czy biu­ro­wiec w jego twór­czo­ści zmie­nia­ją się w labi­ryn­ty postę­pu, któ­ry wymknął się spod kon­tro­li. Ponu­re wizje auto­ra suge­ru­ją, że gwał­tow­na moder­ni­za­cja może obró­cić się w apo­ka­lip­sę. Atmos­fe­ra świa­ta przed­sta­wio­ne­go w dzie­łach Han Son­ga przy­po­mi­na grę Con­trol i fil­my w rodza­ju Pi czy Bra­zil. Z kolei Wang Jin­kang two­rzy lite­rac­kie moral­ne labo­ra­to­ria. Inte­re­su­ją go bio­ety­ka, inży­nie­ria życia i gra­ni­ce czło­wie­czeń­stwa. Jego pro­za przy­wo­dzi na myśl este­ty­kę Ghost in the Shell czy Deus Ex, lecz jest raczej reflek­syj­na niż roz­ryw­ko­wa.

Obec­nie młod­si twór­cy kon­ty­nu­ują tę tra­dy­cję, nada­jąc jej jed­nak glo­bal­ny puls. Chen Qiu­fan (zna­ny tak­że jako Stan­ley Chan) zyskał mia­no „chiń­skie­go Wil­lia­ma Gib­so­na”4. Jego powieść Waste Tide to chiń­ska odpo­wiedź na Bla­de Run­ne­ra – ale bez egzo­ty­zu­ją­ce­go, zachod­nie­go spoj­rze­nia. Przy­szłość jest tu wyspą toną­cą w elek­tro­śmie­ciach, a postęp pach­nie tok­sycz­nym odpa­dem. Chen podej­mu­je temat kosz­tów tech­no­lo­gicz­ne­go „cudu” – od neo­ko­lo­nia­li­zmu po podzia­ły kla­so­we – pyta­jąc, kto pła­ci cenę za „postęp”. Nato­miast Hao Jing­fang, z wykształ­ce­nia astro­fi­zycz­ka, zdo­by­ła świa­to­wy roz­głos nowe­lą Skła­da­ny Pekin5. Przed­sta­wia w niej sto­li­cę podzie­lo­ną fizycz­nie na trzy stre­fy, któ­re zamie­nia­ją się miej­sca­mi w cyklu dobo­wym – eli­ty żyją dwa­dzie­ścia czte­ry godzi­ny, kla­sa śred­nia szes­na­ście, a naj­uboż­si zale­d­wie osiem godzin na dobę. To ele­ganc­ka meta­fo­ra nie­rów­no­ści spo­łecz­nych i ogra­ni­czo­nej mobil­no­ści – świat pomy­śla­ny geo­me­trycz­nie i ryt­micz­nie niczym mecha­nizm zega­ra. Za Skła­da­ny Pekin autor­ka zosta­ła uho­no­ro­wa­na Nagro­dą Hugo (poko­na­ła mię­dzy inny­mi Ste­phe­na Kin­ga i jego nomi­no­wa­ne wów­czas opo­wia­da­nie Obits, 2015).

Co istot­ne, w ostat­nich latach chiń­skie scien­ce fic­tion zdo­by­ło uzna­nie nie tyl­ko wśród mło­dzie­ży, ale rów­nież wśród star­szej publicz­no­ści. Jak zauwa­żył sam Liu Cixin, tra­dy­cyj­nie czy­tel­ni­ka­mi fan­ta­sty­ki nauko­wej w Chi­nach byli lice­ali­ści i stu­den­ci6. Pro­blem trzech ciał zmie­nił ten stan rze­czy – po raz pierw­szy powieść scien­ce fic­tion zyska­ła popu­lar­ność w szer­szych krę­gach odbior­ców, przy­cią­gnę­ła uwa­gę inte­lek­tu­ali­stów, a nawet przed­się­bior­ców tech­no­lo­gicz­nych. Na forach inter­ne­to­wych dys­ku­to­wa­no jej kon­cep­ty (na przy­kład ponu­rą Teo­rię Ciem­ne­go Lasu jako meta­fo­rę bru­tal­nej kon­ku­ren­cji mię­dzy fir­ma­mi). Do dys­ku­sji włą­czy­li się naukow­cy – fizy­cy ana­li­zo­wa­li nauko­we aspek­ty fabu­ły, inży­nie­ro­wie kosmicz­ni sta­li się odda­ny­mi czy­tel­ni­ka­mi pisa­rza, a chiń­ska agen­cja kosmicz­na popro­si­ła Cixi­na, żeby opo­wie­dział inży­nie­rom, jak fik­cyj­ne myśle­nie może inspi­ro­wać naukę7. Tego rodza­ju reak­cje – powszech­ne i nie­bu­dzą­ce zdzi­wie­nia na Zacho­dzie – w Chi­nach były czymś nie­spo­ty­ka­nym; świad­czy­ły o tym, że chiń­skie scien­ce fic­tion wyrwa­ło się z popkul­tu­ro­we­go get­ta i tra­fi­ło do kul­tu­ry głów­ne­go nur­tu. Moż­na powie­dzieć, że nastą­pi­ła nor­ma­li­za­cja gatun­ku: fan­ta­sty­ka nauko­wa, kie­dyś mar­gi­na­li­zo­wa­na, sta­ła się jed­nym z fun­da­men­tów współ­cze­snej kul­tu­ry lite­rac­kiej Pań­stwa Środ­ka.

Wschód vs. Zachód

Chiń­ska fan­ta­sty­ka nauko­wa róż­ni się od zachod­niej nie tyl­ko języ­kiem, ale i punk­tem cięż­ko­ści. Zachod­nie utwo­ry scien­ce fic­tion czę­sto uka­zu­ją przede wszyst­kim jed­nost­ko­we­go boha­te­ra – nie­zwy­kłą postać zma­ga­ją­cą się z sys­te­mem lub natu­rą (Inter­stel­lar, Mar­sja­nin, The Expan­se). Chiń­ska tra­dy­cja lite­rac­ka i fil­mo­wa kła­dzie więk­szy nacisk na kolek­tyw. W Wędru­ją­cej Zie­mi Liu Cixi­na boha­te­rem nie jest jeden astro­nau­ta, lecz cała ludz­kość. Życie jed­nost­ki jest waż­ne, ale osta­tecz­ne pyta­nia mają cha­rak­ter zbio­ro­wy: „jak prze­trwa­my?”, „kto zosta­nie poświę­co­ny?”, „czym jest wspól­no­ta w obli­czu kosmo­su?”. To echo kon­fu­cjań­skiej ety­ki rela­cji, prze­ko­na­nia, że dobro jed­nost­ki ist­nie­je wyłącz­nie w kon­tek­ście dobra ogó­łu. Jak uję­to to w „People’s Daily” przy oka­zji pre­mie­ry fil­mu Wędru­ją­ca Zie­mia: „nie super­bo­ha­te­ro­wie ratu­ją świat, lecz ludz­kość razem odmie­nia swój los”8.

Ta róż­ni­ca nie jest czy­sto fabu­lar­na – wyni­ka z odmien­nych doświad­czeń kul­tu­ro­wych. Chi­ny przez deka­dy prze­ży­wa­ły gwał­tow­ną moder­ni­za­cję, balan­su­jąc mię­dzy „dogo­nie­niem Zacho­du” a zacho­wa­niem wła­snej toż­sa­mo­ści. Dla­te­go chiń­skie histo­rie peł­ne są zachwy­tu nad tech­no­lo­gią, a rów­no­cze­śnie nie­uf­no­ści wobec jej skut­ków. Auto­rzy z Chin wycho­dzą z zało­że­nia, że nauka i tech­ni­ka nigdy nie są neu­tral­ne – zawsze funk­cjo­nu­ją w kra­jo­bra­zie spo­łecz­nym, gdzie każ­dy prze­łom pocią­ga za sobą zarów­no zmia­ny cywi­li­za­cyj­ne, jak i moral­ne.

Chiń­skie scien­ce fic­tion czę­sto ope­ru­je więc podwój­nym tonem: uto­pia i dys­to­pia nakła­da­ją się tu na sie­bie. Ten sam wyna­la­zek może oca­lić świat i pozba­wić ludzi wol­no­ści; ta sama wspól­no­ta, któ­ra współ­dzia­ła, może oka­zać się bez­bron­na wobec sił więk­szych niż ona sama. Har­wardz­ki badacz lite­ra­tu­ry David Der-wei Wang9 ukuł nawet ter­min „hete­ro­to­pia” na okre­śle­nie tej spe­cy­ficz­nej mie­szan­ki nadziei i kata­stro­fi­zmu we współ­cze­snej fan­ta­sty­ce chiń­skiej – ponie­waż w chiń­skim myśle­niu uto­pij­nym klu­czo­wą rolę odgry­wa nad­mier­na wia­ra w ewo­lu­cjo­nizm i eks­tra­wa­ganc­kie eks­po­no­wa­nie wspa­nia­ło­ści postę­pu histo­rycz­ne­go, wszech­ogar­nia­ją­cy opty­mizm w dąże­niu do naj­do­sko­nal­szej wer­sji świa­ta. W twór­czo­ści Liu Cixi­na kosmos jest bez­li­to­śnie obo­jęt­ny (wszech­świat „naj­gor­szych moż­li­wych praw”), ale Zie­mia – dzię­ki ludz­kiej soli­dar­no­ści – może oka­zać się naj­lep­szym z moż­li­wych świa­tów. Sam Liu pisał, że w swo­jej try­lo­gii poka­zał „naj­gor­szy z moż­li­wych wszech­świa­tów po to, by Zie­mia mogła pozo­stać naj­lep­szą z moż­li­wych”10. To para­dok­sal­ny huma­nizm: sko­ro wszech­świat jest obo­jęt­ny, sens musi­my wymy­ślić sami – przez współ­pra­cę, nie przez pod­bój.

W zachod­niej fan­ta­sty­ce kon­flikt czę­sto wyra­sta z bun­tu jed­nost­ki prze­ciw sys­te­mo­wi. W chiń­skiej – czę­ściej źró­dłem jest dra­ma­tycz­ne napię­cie mię­dzy wspól­no­tą a siła­mi, któ­re ją prze­ra­sta­ją: histo­rią, tech­no­lo­gią, kosmo­sem. Nie jest to pro­sta pro­pa­gan­da kolek­ty­wi­zmu, lecz reflek­sja nad tym, jak zacho­wać czło­wie­czeń­stwo w świe­cie wyma­ga­ją­cym od jed­no­stek nie hero­izmu, a umie­jęt­no­ści soli­dar­ne­go dzia­ła­nia. Dla­te­go chiń­skie scien­ce fic­tion bywa jed­no­cze­śnie pesy­mi­stycz­ne i peł­ne nadziei: poka­zu­je, że ludzie są mali wobec otchła­ni kosmo­su, ale mogą być wiel­cy, gdy pomy­ślą o sobie jako o czę­ści więk­szej cało­ści. Ten huma­nizm nie wyno­si na pie­de­stał wybit­nej jed­nost­ki, lecz prze­ko­na­nie, że w erze tech­no­lo­gicz­nej jedy­ną odpo­wie­dzią na obo­jęt­ność wszech­świa­ta jest soli­dar­ność.

War­to zauwa­żyć, że zachod­nia fan­ta­sty­ka rzad­ko spo­glą­da na ludz­kość i Zie­mię z tak czu­łą afir­ma­cją. Bywa wręcz prze­ciw­nie – popu­lar­ny jest eska­pizm wizji „dru­giej Zie­mi”, pla­ne­ty B, na któ­rej ludz­kość mogła­by zacząć od nowa, gdy nasza wła­sna pla­ne­ta wyda­je się stra­co­na. Elon Musk snu­je marze­nia o kolo­ni­za­cji Mar­sa, a wie­lu pisa­rzy scien­ce fic­tion z upodo­ba­niem wysy­ła swo­ich boha­te­rów w inne świa­ty. Chiń­ska fan­ta­sty­ka przed­sta­wia kon­tra­punkt: przy­po­mi­na, że Zie­mia jest nie­po­wta­rzal­na, a tym samym wyjąt­ko­wa jest ludz­kość wraz z całym bogac­twem jej wytwo­rów: reli­gią, ducho­wo­ścią, wspól­no­tą, miło­ścią.

Ana­lo­gicz­ne tony moż­na zna­leźć tak­że na Zacho­dzie, choć rzad­ko w lite­ra­tu­rze scien­ce fic­tion. W bry­tyj­skiej powie­ści Orbi­tal (2023, pol­skie tłu­ma­cze­nie uka­za­ło się w 2025 roku) autor­stwa Saman­thy Harvey akcja roz­gry­wa się na sta­cji kosmicz­nej. W książ­ce czy­ta­my: „Zie­mia to odpo­wiedź na każ­de pyta­nie. Zie­mia to obli­cze ura­do­wa­nej kochan­ki”11, a zaraz póź­niej: „Ale nie ma nowych myśli. Tyl­ko sta­re myśli zro­dzo­ne w nowych chwi­lach – a w tych chwi­lach jest myśl: bez tej Zie­mi jeste­śmy skoń­cze­ni. Nie prze­trwa­li­by­śmy ani sekun­dy bez jej łaski”12. Brzmi to jak echo intu­icji, któ­rą chiń­scy auto­rzy czy­nią fun­da­men­tem swo­ich wizji: przy­szłość – jeśli ma być moż­li­wa – wciąż zaczy­na się tutaj, na Zie­mi.

Okładka książki Samanthy Harvey pod tytułem „Orbita”.
Samantha Harvey, „Orbita”, tłum. K. Gucio, Warszawa: Wielka Litera, 2025.

Spotkanie nauki i duchowości

Dla wie­lu chiń­skich pisa­rzy nauka peł­ni funk­cję nowej reli­gii – ale nie w for­mie dogma­tu, raczej narzę­dzia prze­kra­cza­nia ludz­kich ogra­ni­czeń. W Pro­ble­mie trzech ciał fizy­ka sta­je się wręcz meta­fi­zy­ką: opis praw gra­wi­ta­cji i mecha­ni­ki orbi­tal­nej ura­sta do ran­gi obja­wie­nia doty­czą­ce­go samej natu­ry życia. W Waste Tide tech­no­lo­gia jawi się jako okrut­ne bóstwo żąda­ją­ce dani­ny z ludz­kich ciał i śro­do­wi­ska. Mimo tej sakra­li­za­cji tech­no­lo­gii ducho­wość nie zni­ka z chiń­skiej fan­ta­sty­ki – prze­ni­ka ją na głęb­szym pozio­mie. Tao­istycz­na zasa­da rów­no­wa­gi, kon­fu­cjań­ska ety­ka obo­wiąz­ku, bud­dyj­ska cyklicz­ność wzlo­tów i upad­ków cywi­li­za­cji – te ele­men­ty wciąż są obec­ne, choć prze­fil­tro­wa­ne przez smog fabryk i blask ekra­nów.

W chiń­skich grach i ani­ma­cjach widać to jesz­cze wyraź­niej. W popu­lar­nej grze Gen­shin Impact meta­fi­zy­ka tao­izmu współ­ist­nie­je z magią tech­ni­ki; w uwiel­bia­nym w Chi­nach japoń­skim RPG NieR: Auto­ma­ta pyta­nie o duszę andro­ida rezo­nu­je z bud­dyj­ską ideą rein­kar­na­cji; w rodzi­mych grach pokro­ju Chi­ne­se Pala­din daw­ne legen­dy i mito­lo­gia sta­ją się mate­rią do budo­wa­nia nowych futu­ry­stycz­nych opo­wie­ści. Chiń­ska fan­ta­sty­ka rzad­ko wprost prze­ciw­sta­wia naukę ducho­wo­ści. Oby­dwie raczej współ­ist­nie­ją, cza­sem się ście­ra­jąc, kie­dy indziej uzu­peł­nia­jąc. Przy­szłość nie musi ozna­czać odcię­cia od prze­szło­ści, tak jak postęp nie musi ozna­czać wyko­rze­nie­nia tra­dy­cji.

Wie­lu auto­rów świa­do­mie czer­pie z rodzi­mych tra­dy­cji, trak­tu­jąc je nie jak skan­sen, lecz jak skar­biec sym­bo­li goto­wych do prze­two­rze­nia. Taki tech­no­syn­kre­tyzm to coś wię­cej niż zaba­wa sty­li­stycz­na – wyni­ka z głę­bo­kie­go prze­ko­na­nia, że roz­wój nie jest line­ar­nym wyści­giem, lecz dro­gą wyma­ga­ją­cą har­mo­nii. Idea zachod­niej wyobraź­ni przy­szło­ści czę­sto opie­ra się na pędzie i rywa­li­za­cji, pod­czas gdy chiń­ska tra­dy­cja mówi raczej o zna­le­zie­niu wła­ści­we­go ryt­mu dro­gi. Dla­te­go w chiń­skim scien­ce fic­tion nie­mal zawsze poja­wia się moment zatrzy­ma­nia: ktoś nasłu­chu­je szu­mu drzew, ktoś kon­tem­plu­je gwiaz­dy, ktoś pró­bu­je uchwy­cić har­mo­nię nawet pośród cha­osu.

W rezul­ta­cie otrzy­mu­je­my lite­ra­tu­rę, któ­ra łączy labo­ra­to­rium z klasz­to­rem, nano­tech­no­lo­gię z pra­sta­rym mitem, wiel­kie pro­jek­ty inży­nie­ryj­ne z medy­ta­cyj­ną reflek­sją. Ta hybry­do­wość nada­je chiń­skiej fan­ta­sty­ce odręb­ną toż­sa­mość – przy­szłość i prze­szłość nie wyklu­cza­ją się, lecz wza­jem­nie wzmac­nia­ją. Opo­wie­ści te nie są wyłącz­nie nihi­li­stycz­ny­mi fan­ta­zja­mi o nad­cho­dzą­cej erze, ale tak­że komen­ta­rzem do tego, co w czło­wie­ku pozo­sta­je nie­zmien­ne mimo zmie­nia­ją­cych się narzę­dzi, języ­ków i świa­tów.

Przyszłość zaczyna się na Ziemi

Chiń­ska fan­ta­sty­ka nauko­wa nie obie­cu­je, że ludzie sta­ną się wszech­moc­ny­mi boha­te­ra­mi kosmo­su. Skła­nia raczej do zada­wa­nia pytań o to, jak pozo­stać ludź­mi – we wszech­świe­cie wobec nas obo­jęt­nym, któ­ry mimo to potra­fi­my wypeł­nić zna­cze­niem, uczu­ciem i odpo­wie­dzial­no­ścią. Przy­wo­ły­wa­ne opo­wie­ści poru­sza­ją, ponie­waż poka­zu­ją przy­szłość jako prze­dłu­że­nie teraź­niej­szo­ści, nie uciecz­kę od niej. W świe­cie Wędru­ją­cej Zie­mi ludz­kość dosłow­nie nie­sie swój dom przez kosmos; nie szu­ka nowe­go, lecz ratu­je ten jedy­ny, któ­ry ma.

Być może dla­te­go lite­ra­tu­ra ta oddzia­łu­je dziś tak sil­nie tak­że poza Chi­na­mi. Przed­sta­wia odmien­ny, czu­ły punkt widze­nia nasze­go miej­sca we wszech­świe­cie. Przy­po­mi­na, że zanim spoj­rzy­my w gwiaz­dy, szu­ka­jąc wyba­wie­nia, powin­ni­śmy dostrzec cud wła­snej pla­ne­ty. Przy­szłość – nawet ta naj­dal­sza, mię­dzy­gwiezd­na – wciąż zaczy­na się tutaj, ponie­waż musia­ło dojść do nie­skoń­czo­nej licz­by pro­ce­sów i przy­pad­ków, żeby powsta­ła Zie­mia, nie­sa­mo­wi­ta pla­ne­ta, na któ­rej rosną dynie. Z nich zaś może­my przy­rzą­dzić zupę, żeby oka­zać czu­łość i tro­skę oso­bie, któ­rą kocha­my.

 

1 L. Cixin, Pro­blem trzech ciał, tłum. A. Jan­kow­ski, Poznań: Dom Wydaw­ni­czy Rebis, 2016, s. 18.

2 L. Xun, przed­mo­wa do chiń­skie­go prze­kła­du powie­ści Juliu­sza Verne’a From the Earth to the Moon (月界旅行, 1903). Cyt. za: The Rise and Rise of Chi­ne­se Scien­ce Fic­tion, „Fac­tor Daily” 2019, onli­ne: https://archive.factordaily.com/china-science-fiction/ [dostęp: 22.01.2026].

3 R.G. Wagner, Lob­by Lite­ra­tu­re. The Archa­eolo­gy and Pre­sent Func­tions of Scien­ce Fic­tion in the People’s Repu­blic of Chi­na [w:] After Mao. Chi­ne­se Lite­ra­tu­re and Socie­ty 1978–1981, red. J.C. Kin­kley, Cam­brid­ge, MA: Harvard Uni­ver­si­ty Press, 1985, s. 53–55.

4 A. Zheng, The Futu­re in the Trash. China’s Wil­liam Gib­son on the Power of Sci-Fi, „Fast Com­pa­ny” 2019, onli­ne: https://www.fastcompany.com/90349062/sci-fi-author-chen-qiufan-on-waste-tech-and-china-future [dostęp: 22.01.2026].

5 Opo­wia­da­nie w tłu­ma­cze­niu Grze­go­rza Komer­skie­go poja­wi­ło się w wyda­niu spe­cjal­nym „Fan­ta­sty­ki”.

6 L. Cixin, The Worst of All Possi­ble Uni­ver­ses and the Best of All Possi­ble Ear­ths. Three Body and Chi­ne­se Scien­ce Fic­tion, „Reac­tor Maga­zi­ne” 2014, onli­ne: https://reactormag.com/repost-the-worst-of-all-possible-universes-and-the-best-of-all-possible-earths-three-body-and-chinese-science-fiction/#:~:text=Let%20me%20give%20a%20few,feeling%20that%20they%20couldn%E2%80%99t%20ignore [dostęp: 22.01.2026].

7 J. Fan, Liu Cixin’s War of the Worlds, „The New Yor­ker” 2019, onli­ne: https://www.newyorker.com/magazine/2019/06/24/liu-cixins-war-of-the-worlds?utm_source=chatgpt.com [dostęp: 22.01.2026].

8 People’s Daily (in Chi­ne­se, Chi­na), 14 II 2019. Cyt. za: The Wan­de­ring Earth, onli­ne: https://en.wikipedia.org/wiki/The_Wandering_Earth [dostęp: 22.01.2026].

9 Ten spo­sób myśle­nia David Der-wei Wang zapo­ży­cza od Wol­te­ra i defi­niu­je jako pan­glo­sja­nizm. Z per­spek­ty­wy histo­rycz­nej zawsze powi­nien on wią­zać się z innym spo­so­bem myśle­nia: „ciem­ną świa­do­mo­ścią”, anty­cy­pa­cją zło­wro­gich, kata­stro­ficz­nych wyda­rzeń i znacz­nie szer­szym świa­to­po­glą­dem, obej­mu­ją­cym zarów­no to, co naj­lep­sze, jak i to, co naj­gor­sze, uto­pię i dys­to­pię. Zob. D. Der-wei Wang, Q. Liang, Y. Zhang, Uto­pia and Uto­pia­nism in the Con­tem­po­ra­ry Chi­ne­se Con­text. Texts, Ide­as, Spa­ces, Hong Kong: Hong Kong Uni­ver­si­ty Press, 2020, s. 53–70.

10 C. Liu, The Worst of All Possi­ble Uni­ver­ses

11 S. Harvey, Orbi­ta, tłum. K. Gucio, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Wiel­ka Lite­ra, 2025, s. 9.

12 Tam­że, s. 16.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

17.08.2026 Recenzje

Trochę się zestarzejemy, trochę nie

Stara kobiecość budzi przerażenie i lęk. Ale sama kobiecość ma w sobie wiele cech, które są przypisywane starości. Segal wymienia wśród nich empatię, kruchość, znoszenie częstych upokorzeń, ponoszenie trudu opieki nad innymi – o książce Lynne Segal pisze Olga Sabała.

16.08.2026 Recenzje

„Sztuką nie lada, prawdziwym osiągnięciem, jest zapomnienie o swoim ojcu” – „Moi przyjaciele” Hishama Matara

Ojcowie w powieści Matara stają się punktem wyjścia dla tożsamości, lecz także jej napięcia i załamania. Relacje ojciec–syn są metaforą relacji między przeszłością a przyszłością. To, co zostaje odziedziczone, nieustannie domaga się opowiedzenia, a jednocześnie nie zawsze daje się w pełni wypowiedzieć – o powieści Hishama Matara pisze Aleksandra Samonek.

15.08.2026 Recenzje

Fantastyka społecznego podmiotu

Należy podkreślić, że przy całym bogactwie refleksji, jakie oferuje powieść Wang, jest to wciąż klasyczna literatura fantasy, oparta głównie na seriach dramatycznych wydarzeń, choć nie brakuje tutaj również rozbudowanych, wielostronicowych dialogów – o Krwi nad jasną przystanią M.L. Wang pisze Marcin Świątkowski.