Apokalipsa prawie dokonana

Rus­sell Hoban, pisząc Rid­dleya Wal­ke­ra, zaczął od wyobra­że­nia sobie spo­łe­czeń­stwa dwa tysią­ce lat po apo­ka­lip­sie. Szyb­ko jed­nak zgrzy­tem w jego począt­ko­wych frag­men­tach oka­zał się język – zbyt ele­ganc­ki dla ludzi, któ­rzy wró­ci­li do try­bu koczow­ni­cze­go i nie zna­ją pisma. Dopie­ro po zmia­nie nar­ra­cji na języ­ko­wo „zde­gra­do­wa­ną” i znie­kształ­co­ną, świat spo­łecz­no­ści powie­ścio­wej Ingli sta­wał się cało­ścio­wy. Dla­te­go gdy dzi­siaj czy­ta się powieść Rus­sel­la Hoba­na, nie spo­sób oddzie­lić wyda­rzeń i boha­te­rów od ich języ­ka, któ­ry dla czy­tel­ni­ków jest grzą­skim grun­tem, gdzie trud­no się odna­leźć i łatwo wpaść w pułap­ki. Osta­tecz­nie pozna­jąc trud­no­ści i nie­rów­no­ści, moż­na oswo­ić ten język, któ­ry nie pozwa­la od sie­bie odpo­cząć i o sobie zapo­mnieć. Nie sta­je się jed­no­wy­mia­ro­wy i pro­sty, nadal jest grzą­ski i pełen zagro­żeń, puła­pek i nie­rów­no­ści, ale już pozna­nych. Tekst jest przez to języ­ko­wym, ale tak­że nar­ra­cyj­nym labi­ryn­tem, bo świat Rid­dleya czy­tel­nik pozna­je razem z nim, ucząc się roz­wią­zań języ­ko­wych i pró­bu­jąc poru­szać się po tek­ście lite­rac­kim jak po świe­cie przed­sta­wio­nym, nie­zna­nym i dość odle­głym od pier­wot­nych wyobra­żeń. Tłu­macz Rid­dleya Wal­ke­ra, Piotr Sie­mion, sta­nął zatem przed zada­niem nie tyle same­go prze­tłu­ma­cze­nia, ile wła­ści­wie stwo­rze­nia nowe­go języ­ka, któ­ry będzie jed­no­cze­śnie zde­wa­sto­wa­ny, ale pozo­sta­nie zro­zu­mia­ły, a przy tym będzie magne­tycz­ny.

W ory­gi­na­le Rid­dley Wal­ker został opu­bli­ko­wa­ny w 1980 roku – pod­czas zim­no­wo­jen­ne­go wyści­gu zbro­jeń i nara­sta­ją­cych lęków nukle­ar­nych. Hoban nawią­zy­wał do tych kon­tek­stów poprzez stwo­rze­nie jaśnie­ją­ce­go Ludzi­ka Ado­ma, będą­ce­go figu­rą ato­mu, ale tak­że wyko­rzy­sta­nie moty­wu bia­łych cie­ni inspi­ro­wa­nych hiro­szim­ski­mi, któ­re poja­wi­ły się w prze­strze­ni znisz­czo­nej Hiro­szi­my po zrzu­ce­niu bomb ato­mo­wych w 1945 roku. Okres pisa­nia i wyda­nia tej książ­ki to też czas, kie­dy na grun­cie filo­zo­fii lęki nukle­ar­ne i apo­ka­lip­tycz­ne były jed­ny­mi z powra­ca­ją­cych tema­tów. Jacqu­es Der­ri­da, pisząc o apo­ka­lip­sie, prze­ko­ny­wał, że ist­nie­je ona tyl­ko w for­mie tek­sto­wej, lite­rac­kiej, a więc mamy do czy­nie­nia z jej cią­głą poten­cjal­no­ścią. W momen­cie, kie­dy nastą­pił­by koniec, destruk­cji ule­gło­by archi­wum, a tym samym nie było­by moż­li­wo­ści mówie­nia o kata­stro­fie1. W świe­cie Rid­dleya koniec języ­ka i archi­wum nastą­pił tyl­ko pozor­nie. Destruk­cji po wybu­chu ato­mo­wym ule­gło całe zna­ne piśmien­nic­two poza Legen­dą o św. Eusta­chym, któ­ra sta­ła się pod­sta­wą do stwo­rze­nia Histo­rii Jusy. Zamiast osta­tecz­nej nastą­pi­ła czę­ścio­wa destruk­cja, w któ­rej wyni­ku ludzie utra­ci­li nie tyl­ko pra­wie całe archi­wum, lecz w kon­se­kwen­cji tak­że umie­jęt­ność pisa­nia i czy­ta­nia. 

Wędrowanie przez świat bez archiwum

Rus­sell Hoban zada­je w związ­ku z tym pyta­nia o świat i język bez archi­wum – jego wizja uka­zu­je bru­tal­ne, ale też bar­dzo nie­jed­no­znacz­ne spo­łe­czeń­stwo, nato­miast język jest odzwier­cie­dle­niem świa­ta po apo­ka­lip­sie, w któ­rym boha­te­ro­wie muszą zacho­wać czuj­ność, czę­sto nie potra­fiąc się wza­jem­nie zro­zu­mieć. Stwo­rzo­na przez Hoba­na spo­łecz­ność pró­bu­je poskła­dać skraw­ki mitów, legend, wyobra­żeń o prze­szło­ści i na pod­sta­wie tych powi­do­ków wie­le posta­ci powie­ścio­wej Ingli wypo­wia­da swo­je teo­rie, pod­kre­śla­jąc mozai­ko­wa­tość tego świa­ta. Jed­no­cze­śnie boha­te­ro­wie są świa­do­mi, że wie­dza, do któ­rej dążą, jest bar­dzo roz­pro­szo­na; pró­bu­ją odtwo­rzyć moment apo­ka­lip­sy, jej powo­dy, a w grun­cie rze­czy zmie­rza­ją poprzez to do auto­de­struk­cji. Chęć odkry­cia cią­gu cyfr, któ­ry w wyobra­że­niu spo­łecz­no­ści Ingli spo­wo­do­wał kata­stro­fę nukle­ar­ną (czy­li powie­ścio­we „Wiel­kie BUM”), dopro­wa­dza do śmier­ci dwóch boha­te­rów. Podej­mo­wa­ne dzia­ła­nia pod­szy­te są chę­cią zoba­cze­nia, jak doko­nu­je się osta­tecz­na zagła­da, choć ta usil­nie nie chce się wyda­rzyć. Hoban tym samym uwi­dacz­nia nie tyle zagro­że­nie „nad­mia­rem wie­dzy”, ale kon­se­kwen­cje, jakie mogą się wią­zać z nie­wie­dzą, co z tą wie­dzą zro­bić.

W spo­łecz­no­ści dążą­cej do odkry­cia wie­dzy o wybu­chu nukle­ar­nym tytu­ło­wy Rid­dley Wal­ker począt­ko­wo jed­nak nie wyka­zu­je zbyt duże­go zain­te­re­so­wa­nia tym, co było „na począt­ku”. Zasad­ni­czo jest prze­ci­wień­stwem wie­lu głów­nych posta­ci nar­ra­cji post­ka­ta­stro­ficz­nych i posta­po­ka­lip­tycz­nych – nie jest eks­plo­ra­to­rem, przy­wód­cą, trud­no o nim mówić nawet jako o bun­tow­ni­ku. Gdy­by mógł, to sta­nął­by z boku całej histo­rii, przy­glą­dał się jej, myślał o niej i nie podej­mo­wał żad­nej aktyw­no­ści. Naj­więk­szy­mi sprzy­mie­rzeń­ca­mi Wal­ke­ra oka­zu­ją się psy, z któ­ry­mi w spo­sób nie­co nie­uświa­do­mio­ny zawią­zu­je poro­zu­mie­nie. Jak mówi:

Innych psuf nie­by­ło, tyl­ko on. Nie­dość, żesie wemnie fśli­pia, dote­go jesz­cze za czy­na mur­dać po woli ogo­nem. Potem sie­odw­ra­ca i od bie­ga, ale sie­oglon­da namnie, jak by chciał, bym szedł zanim. No to ide. Tyle nato szyst­ko fcionsz cze­ka­łem, że gdy jusz siez­da­ży­ło, fca­le sie­nie­za­sta­na­wia­łem2.

Przez więk­szość spo­łecz­no­ści Ingli psy są trak­to­wa­ne jako zagro­że­nie, co wyni­ka nie z ich uspo­so­bie­nia, ale z bra­ku wie­dzy o tym, jak się poro­zu­mie­wa­ją i jak funk­cjo­nu­ją w świe­cie po apo­ka­lip­sie. Zna­mien­ne jest, że zacho­wa­nie i instynkt psa nie ule­gły na sku­tek kata­stro­fy w rze­czy­wi­sto­ści stwo­rzo­nej przez Hoba­na takim prze­obra­że­niem i destruk­cji jak świat czło­wie­ka. Dla Wal­ke­ra psy oka­zu­ją się opar­ciem w rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej wcho­dzi w rela­cje z róż­ny­mi posta­cia­mi i, jak mówi, „s pszy­mie­żyć­sie z kim tesz jusz nie­mia­łem, dosyć tego. Może tyko spsa­mi. Te fcionsz trfa­ły pszym­nie”3. Są dla nie­go w pewien spo­sób prze­wod­ni­ka­mi, infor­mu­ją o nad­cho­dzą­cych zagro­że­niach, bez nich jest niczym nie­po­rad­ny wędro­wiec, tro­chę nie­świa­do­my tego, co się wokół nie­go dzie­je.

Mimo że spo­łecz­ność, w któ­rej żyje, stop­nio­wo prze­cho­dzi z try­bu koczow­ni­cze­go w rol­ni­czy, to Wal­ker nie potra­fi się z tym oswo­ić, jego świat opie­ra się na wędro­wa­niu, któ­re jest czę­ścią jego toż­sa­mo­ści. Przy­mus (wewnętrz­ny albo zewnętrz­ny) wędro­wa­nia jest powra­ca­ją­cym moty­wem nar­ra­cji post­ka­ta­stro­ficz­nych, z któ­rych naj­bar­dziej zna­ną (choć o ponad dwa­dzie­ścia lat póź­niej­szą) jest Dro­ga Cor­ma­ca McCarthy’ego (Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, tłum. Robert Sudoł), ale war­to też przy­wo­łać Lód Anny Kavan (ArtRa­ge, tłum. Aga­ta Ostrow­ska) czy wyda­ną w ostat­nich latach Pół­noc Mere­the Lind­strøm (ArtRa­ge, tłum. Kata­rzy­na Tun­kiel). W tych tek­stach (choć jest to jedy­nie nie­wiel­ki uła­mek tego rodza­ju nar­ra­cji i jed­no­cze­śnie w każ­dym utwo­rze kata­stro­fa przy­bie­ra inny cha­rak­ter) cel wędrów­ki jest zna­ny jedy­nie w zary­sie. Ta nie­do­okre­ślo­ność wpły­wa na poczu­cie nie­pew­no­ści w świe­cie poka­ta­stro­ficz­nym, a w kon­se­kwen­cji dopro­wa­dza do podej­mo­wa­nia usil­nych prób zna­le­zie­nia bez­piecz­niej­sze­go miej­sca. Trud­no nie odnieść wra­że­nia, że postać Rid­dleya w zamy­śle kpi z boha­te­rów z nar­ra­cji post­ka­ta­stro­ficz­nych, któ­rzy dosko­na­le wie­dzą, co robić, gdzie zdo­by­wać poży­wie­nie albo przy­naj­mniej stwa­rza­ją takie pozo­ry. Rid­dley nato­miast nie do koń­ca wie, co robić, i zasad­ni­czo pły­nie z prą­dem wyda­rzeń, a przy tym jest zdzi­wio­ny kon­se­kwen­cja­mi odkry­cia pyłu strzel­ni­cze­go. Pod­czas wędro­wa­nia oży­wa w nim jed­nak czę­ścio­wa cie­ka­wość Histo­rią Jusy, któ­ra sta­je się dla nie­go rodza­jem mapy, a dla spo­łecz­no­ści źró­dłem mitów i wie­rzeń, ale też opo­wie­ścią o kata­stro­fie.

Ton apokaliptyczny i język przestrogi

Sama postać Jusy jest spo­iwem świa­ta przed apo­ka­lip­są i po niej, figu­rą czło­wie­ka cza­sów tech­no­lo­gii. W świe­cie Rid­dleya łączą­cy­mi spo­łecz­ność wyda­rze­nia­mi są bar­dzo szcze­gó­ło­wo opi­sa­ne „poka­sy”, któ­re peł­nią funk­cję edu­ka­cyj­ną, ale mają też cel świa­to­po­glą­do­wy i poli­tycz­ny. Pod­czas jed­ne­go z takich poka­zów Jusa został uka­za­ny jako odpo­wie­dzial­ny za wybuch nukle­ar­ny:

Od żekł nato Ludzik: Juso, pomnij sobie, jak po żąda­łeś Prze Mian wiel­gich, oto jest 1 z nich. Tyś mnie sam z rdze­nia ser­ca drew­na matecz­ni­ka kamie­nia wy łuskał, tyś mnie sam roz darł na 2 czem­ści ni czym kur­cza­ka. Tyś sam po spi­sy­wał Nume­ry u pot sta­wy wiel­gich Psze Mian4.

W kon­se­kwen­cji Jusa sta­je się gło­sem prze­stro­gi: „Radze, żyj­cie wy sobie, jak żyje­cie, i nie szu­kaj­cie wien­cej Mocy”5.

Prze­stro­gi pod­czas poka­zów, w Histo­rii Jusy i czę­ści mono­lo­gów boha­te­rów skła­da­ją się na kry­ty­kę pędu i usil­ne­go pozna­nia tajem­nic. Wymow­nym przy­kła­dem jest powie­ścio­we Dobre Byto­wa­nie – uto­pij­na wizja, w któ­rej każ­dy żyje w dostat­ku, a w zasa­dzie w nad­dat­ku, jed­nak pró­ba dotar­cia do takiej for­my spo­łe­czeń­stwa skut­ko­wa­ła destruk­cją. W związ­ku z tym wyna­le­zie­nie bom­by ato­mo­wej jest w nar­ra­cji Hoba­na momen­tem, kie­dy „człek stał­sie cfa­ny”6, nato­miast ucie­le­śnie­niem spry­tu i wyra­cho­wa­nia stał się WPan Cfa­ny – figu­ra nie­usta­ją­ce­go pędu, postę­pu, zawłasz­cza­nia wie­dzy, wyko­rzy­sty­wa­nia Jusy, jego umie­jęt­no­ści i zdol­no­ści. WPan Cfa­ny to tak­że przy­czy­na Złe­go Cza­su i nie­osią­gnię­cia Dobre­go Byto­wa­nia, zasad­ni­czo kon­cen­tru­je w sobie wszyst­kie cechy czło­wie­ka zaśle­pio­ne­go celem.

Kry­ty­ka pędu i poczu­cie, że może on dopro­wa­dzić do rodza­ju koń­ca, eska­la­cji i jed­no­cze­śnie język prze­stro­gi są spo­iwem więk­szo­ści nar­ra­cji (post)katastroficznych i (post)apokaliptycznych. Jed­nym z pierw­szych dość wyra­zi­stych kon­tek­stów jest współ­cze­sny ton apo­ka­lip­tycz­ny zwią­za­ny z kry­zy­sem, kata­stro­fą kli­ma­tycz­ną i wska­zy­wa­niem na źró­dło w posta­ci nie­opa­no­wa­nej chę­ci wzro­stu gospo­dar­cze­go, ener­ge­tycz­ne­go i tak dalej (na przy­kład Mil­czą­ca wio­sna Rachel Car­son, PWN, tłum. Marek Cze­kań­ski). Podob­ne powią­za­nia moż­na zaob­ser­wo­wać w okre­sie zim­no­wo­jen­nym, kie­dy nie­ogra­ni­czo­ny niczym wyścig zbro­jeń w spo­łecz­nej, lite­rac­kiej i filo­zo­ficz­nej nar­ra­cji musiał skoń­czyć się rodza­jem apo­ka­lip­sy (wspo­mnia­ny Lód, ale tak­że na przy­kład wcze­śniej­szy Ostat­ni brzeg Shu­te Nevil, tłum. Zofia Kier­szys). Jeśli poszu­kać nie­co głę­biej w histo­rii, to nale­ża­ło­by wymie­nić cho­ciaż­by nur­ty kata­stro­ficz­ne począt­ku XX wie­ku, któ­re są zwią­za­ne nie tyl­ko z per­spek­ty­wą zbli­ża­ją­cych się glo­bal­nych wojen, ale też obra­zu­ją prze­cią­że­nia bar­dzo szyb­kim tem­pem roz­wo­ju w XIX i w pierw­szych latach XX wie­ku.

Okładka książki Russella Hobana pod tytułem „Riddley Walker”.
Russell Hoban, „Riddley Walker”, tłum. Piotr Siemion, Warszawa: Wydawnictwo ArtRage, 2026.

Hoban zatem nie przed­sta­wia żad­nej odkryw­czej, natchnio­nej wizji, ale una­ocz­nia rodzaj auto­de­struk­cji ludz­ko­ści, któ­ra kie­ro­wa­na nie­po­ha­mo­wa­ną chę­cią i nie­ogra­ni­czo­nym pędem nie zwa­ża na wizję prze­kro­cze­nia gra­ni­cy, za któ­rą znaj­du­je się ure­al­nio­na albo utek­sto­wio­na kata­stro­fa. U Hoba­na kata­stro­fa ma dwo­ja­kie źró­dło (choć moż­na mówić o zazę­bia­niu się obu aspek­tów): roz­bi­cie ato­mu i stwo­rze­nie bom­by ato­mo­wej, a tak­że zmia­ny kli­ma­tycz­ne. Z jed­nej stro­ny boha­te­ro­wie powie­ści Hoba­na mają poczu­cie gor­szo­ści wobec ludzi sprzed „koń­ca”, ale z dru­giej ich intu­icja wska­zu­je, że musi być jakieś źró­dło utra­ty mądro­ści, któ­re­go upa­tru­ją w kry­zy­sie kli­ma­tycz­nym:

Rid­dley, z rozum, tam­ci ludzie byli odnas jacyś lep­si! Mie­ży­li wyso­ko, amy ot tam­te­go cza­su u pada­li­śmy jesz­cze jak nisko! Może­to pszes szy­skie te bem­by, coto nam za tru­ły zie­mie. Może­to sie­po­ro­bi­ło od dziu­ry, cosie sta­ła w pew­nej żeczy, co jomw ufczas na zywa­li Ołzo­nem? Ołzon żecz to nie widzial­na ocza­mi, lecz to ona pot tszy­mu­je całe to po wiet­sze, conim od dycha­my. Zrup ftej żeczy dziu­rę, zaras Pssst! Za brak­nie po wiet­sza. O powia­da­no zdaw­nych cza­suf psze­kas, że wła­śnie­tak sie­sta­ło, daw­no, ale to daw­no daw­no temu, fczar­ny czas. Tak, dobrze sły­szysz. Muwie, że uf czas był czar­nym7.

Uto­pij­nym celem spo­łecz­no­ści, a w zasa­dzie czę­ści jej człon­ków, było na powrót sca­le­nie Jaśnie­ją­ce­go Ludzi­ka Ado­ma, czy­li cof­nię­cie się do ery przeda­to­mo­wej, zanim „z obu tych połó­wek Jaśnie­jon­ce­go Ludzi­ka zwa­ne­go Ado­me roz nio­sły­sie we fsze stro­ny Jasno­ści wiel­gie­mi kren­ga­mi”8. Wcho­dzi to jed­nak w sprzecz­ność z podej­mo­wa­ny­mi dzia­ła­nia­mi dążą­cy­mi do odkry­cia cyfr skut­ku­ją­cych wybu­chem nukle­ar­nym. Boha­te­ro­wie powie­ści Hoba­na wyda­ją się wręcz zagu­bie­ni, podej­mu­ją pró­by wycią­gnię­cia wnio­sków z decy­zji ludzi poprzed­niej ery, sta­wia­jąc sobie za cel stwo­rze­nie nie­re­al­ne­go świa­ta, w któ­rym nie doszło do roz­bi­cia ato­mu. Jaśnie­ją­cy Ludzik Adom moc­no ugrun­to­wu­je nar­ra­cję w sfe­rze (post)nuklearnej, jed­nak nawią­za­nia do ery ato­mu są prze­for­mu­ło­wa­ne przez wyobra­że­nie tego, jak myślał­by czło­wiek dwa tysią­ce lat po apo­ka­lip­sie w jej peł­niej­szym (choć nie­cał­ko­wi­tym) wymia­rze. Pod­sta­wo­wy­mi punk­ta­mi odnie­sie­nia są obra­zy (post)nuklearne, któ­re były obec­ne w kul­tu­rze od ata­ków na Hiro­szi­mę i Naga­sa­ki. Powieść Hoba­na sta­je się przez to mozai­ką mitów, wyobra­żeń, wspo­mnień i powi­do­ków.

Gorzkość apokalipsy nuklearnej

Jed­nym z powra­ca­ją­cych nawią­zań nukle­ar­nych jest łącze­nie kata­stro­fy ze ska­że­niem, któ­re poja­wia się w wizjach i mitach spo­łecz­no­ści Ingli. W jed­nej z legend to psy widzą nad­cho­dzą­cą kata­stro­fę, towa­rzy­szy temu wyobra­że­nie, że arty­ku­łu­ją swo­ją prze­stro­gę:

I jęły oba psy gło­sić żecz o śfie­cie, jaki miał teraz nadejść. Tak żekły: Zie­mia mart­fa beń­dzie, a ludzie ben­dom­sie po żerać nawza­jem. Woda tru­ci­znom po dej­dzie, tedy ludzie ben­dom pić kref9.

Mar­two­ta zie­mi i zatru­te wody są skut­kiem nukle­ar­nej zagła­dy, a ska­że­nie w powie­ści Hoba­na, ale też w innych nar­ra­cjach post­nu­kle­ar­nych, łączy się z gorz­ko­ścią:

Tam­ci, co po mar­li szy­scy, kie­dy spa­dły bia­łe cie­nie, oni jusz byli za pła­ci­li. Tam­ci szy­scy, ktu­rych ziar­no s potfor­nia­ło, gdy zie­mia sie­sta­ła gosz­ka, oni tak że za pła­ci­li10.

Gorz­kość, meta­licz­ny posmak są cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi obja­wa­mi dosta­wa­nia się do orga­ni­zmu pro­mie­nio­wa­nia radio­ak­tyw­ne­go, jed­no­cze­śnie są też syno­ni­ma­mi tok­sycz­no­ści, któ­ra sta­je się czę­ścią orga­ni­zmów, gle­by i powie­trza, a tym samym tak­że utek­sto­wio­nej albo ure­al­nio­nej kata­stro­fy.

Tok­sycz­ność w nar­ra­cji Hoba­na łączy dwie skraj­no­ści – jasność koja­rzo­ną z wybu­chem nukle­ar­nym oraz czerń zwią­za­ną z apo­ka­lip­są, ale też dymem i zglisz­cza­mi. Spo­pie­lo­ne mia­sto, duszą­cy pył, któ­ry zale­ga na dro­dze, ale i jest obec­ny w powie­trzu, zatrzy­mu­jąc dopływ świa­tła sło­necz­ne­go, jest pod­sta­wą wyobra­że­nia świa­ta poka­ta­stro­ficz­ne­go. W Dro­dze McCarthy’ego męż­czy­zna z synem cho­dzą z zało­żo­ny­mi na twa­rze mate­ria­ła­mi imi­tu­ją­cy­mi maski, pró­bu­jąc ochro­nić się przed pyłem, któ­ry cał­ko­wi­cie zawład­nął świa­tem, w jakim pró­bu­ją prze­trwać. Nato­miast w Czar­nym desz­czu Masu­jie­go Ibu­se (Książ­ka i Wie­dza, tłum. Miko­łaj Mela­no­wicz) głów­ny boha­ter po ata­kach nukle­ar­nych prze­miesz­cza się mię­dzy Hiro­szi­mą a oko­li­ca­mi, któ­re są spo­pie­lo­ne i owład­nię­te duszą­cym pyłem przy­le­pia­ją­cym się do cia­ła. Tytu­ło­wy czar­ny deszcz był zlep­kiem sto­pio­nych mate­ria­łów, któ­re już napro­mie­nio­wa­ne spa­da­ły na oko­li­ce, sta­jąc się czę­ścią post­nu­kle­ar­ne­go świa­ta.

Nato­miast jasność i prze­ra­ża­ją­cy błysk świa­tła są sta­ły­mi ele­men­ta­mi nar­ra­cji post­nu­kle­ar­nych, powra­ca­ją we wspo­mnie­niach miesz­kań­ców Hiro­szi­my, któ­rzy prze­ży­li atak w 1945 roku. Roz­mów­cy Joh­na Her­seya (Hiro­szi­ma, Znak, tłum. Jerzy Łoziń­ski) czy też Ken­za­bu­rō Ōe (Zapi­ski z Hiro­szi­my, Pań­stwo­wy Insty­tut Wydaw­ni­czy, tłum. Dariusz Latoś) wspo­mi­na­ją moment zrzu­ce­nia bomb przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne jako chwi­lę ośle­pia­ją­ce­go świa­tła, jakie­go nigdy wcze­śniej nie widzie­li. Jasność w książ­ce Hoba­na jest nato­miast syno­ni­mem pro­mie­nio­wa­nia będą­ce­go efek­tem roz­bi­cia ato­mu: „Cień­ten ot cisne­ło naścia­nie tfar­de śfia­tło, tojest pro mie­nio­wa­nie. Jaśnie­nie”11. Jaśnie­nie, któ­re począt­ko­wo mogło­by się koja­rzyć z rodza­jem oświe­ce­nia, raczej pozy­tyw­ny­mi niż nega­tyw­ny­mi kon­tek­sta­mi, sta­je się sym­bo­lem kata­stro­fy. Wybuch nukle­ar­ny nisz­czy zasta­ny porzą­dek, zna­jo­me i ugrun­to­wa­ne kon­tek­sty, sko­ja­rze­nia, sta­jąc się ich koń­cem. Jed­no­cze­śnie w powie­ści Hoba­na Jaśnie­nie nie prze­mi­ja jak ośle­pia­ją­ca świa­tłość wybu­chu bom­by ato­mo­wej, ale zosta­je odci­śnię­te w prze­strze­ni w posta­ci bia­łych cie­ni – jeden z boha­te­rów mówi:

Po mny byłem, że syn­trum Kun­ter Bury naj gorzej obe rwa­ło zeszy­skich Mart­fych Miast, botu­taj był Punkt­Ze­ro, tu nakaż­dym muże po zosta­ły bia­łe cie­nie12.

Nawią­za­nie do śla­dów ludz­kich syl­we­tek, jakie pozo­sta­ły po ata­ku nukle­ar­nym na murach hiro­szim­skich budyn­ków, ma na celu una­ocz­nie­nia nie tyl­ko nie­wi­docz­ne­go dla ludz­kie­go oka pro­mie­nio­wa­nia, ale tak­że trwa­łej pamię­ci skut­ków ludz­kie­go pędu, woj­ny i ata­ków nukle­ar­nych.

Ibu­se Masu­ji w Czar­nym desz­czu, powie­ści opo­wia­da­ją­cej o losach Hiro­szi­my i jej miesz­kań­ców w trak­cie ata­ków nukle­ar­nych i krót­ko po nich, za pomo­cą meto­dycz­nej, zdy­stan­so­wa­nej nar­ra­cji uwi­dacz­nia ska­lę kata­stro­fy. Z kolei Hoban poka­zu­je, co sta­ło­by się ze świa­tem, gdy­by atak nukle­ar­ny był jesz­cze bar­dziej dru­zgo­cą­cy w skut­kach, a „na śfie­cie czar­no się uczy­ni­ło i gnil­nie”13. Rid­dley Wal­ker Rus­sel­la Hoba­na jest jed­ną z tych post­ka­ta­stro­ficz­nych nar­ra­cji, któ­re w spo­sób kom­plet­ny sta­ra­ją się uka­zać świat po apo­ka­lip­sie – z utra­co­ny­mi tech­no­lo­gią, wie­dzą, histo­rią, archi­wum i języ­kiem. Klu­czo­wy w powie­ści jest język, któ­ry sta­no­wi barie­rę wstęp­ną do świa­ta Rid­dleya, począt­ko­wo tak samo trud­ny do zro­zu­mie­nia jak spo­łecz­ność i świat po „koń­cu”.

W momen­cie, kie­dy w lite­ra­tu­rze prze­wa­ża­ły wyobra­że­nia same­go momen­tu „koń­ca” albo świa­ta krót­ko po nim, to Hoban pró­bo­wał spoj­rzeć nie­co ina­czej. Pytał, jaki wpływ na spo­łecz­ność mia­ła­by kata­stro­fa nisz­czą­ca archi­wum oraz w jaki spo­sób język kształ­tu­je ludzi, ich toż­sa­mość i struk­tu­rę świa­to­po­glą­do­wą. Wizja Hoba­na uka­zu­je ludz­kość posłu­gu­ją­cą się wytwo­rzo­nym na nowo języ­kiem, któ­ry wyda­je się zde­gra­do­wa­ny, ale w zasa­dzie (podob­nie jak rze­czy­wi­stość) pró­bu­je się go odbu­do­wy­wać ze zgliszcz, w jakie zamie­nił się po kata­stro­fie nukle­ar­nej.

 

1 Zob. J. Der­ri­da, O apo­ka­lip­sie, wstęp i oprac. I. Borusz­kow­ska, K. Woj­ta­sik, posł. I. Borusz­kow­ska, M. Koza, Kraków: Wydaw­nic­two Epe­rons-Ostro­gi, 2018.

2 R. Hoban, Rid­dley Wal­ker, tłum. P. Sie­mion, War­sza­wa: Wydaw­nic­two ArtRa­ge, 2026, s. 104.

3 Tam­że, s. 226.

4 Tam­że, s. 55.

5 Tam­że, s. 115.

6 Tam­że, s. 32.

7 Tam­że, s. 171.

8 Tam­że, s. 51.

9 Tam­że, s. 52

10 Tam­że, s. 280.

11 Tam­że, s. 174.

12 Tam­że, s. 214.

13 Tam­że, s. 52.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

13.08.2026 Laba

Pocztówka znaleziona w trzcinie

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy reportaż Krzysztofa Żwirskiego z festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie.

11.08.2026 Laba

Książki zmieniają się razem z nami

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z malarką i autorką komiksów Joanną Karpowicz rozmawia Małgorzata Bugaj.