Więzy i więzi. Relacja matki i córki w powieści „E.E.” Olgi Tokarczuk

Olga Tokar­czuk swo­ją prze­mo­wę noblow­ską roz­po­czę­ła wspo­mnie­niem mat­ki. Opo­wie­dzia­ła o zapa­mię­ta­nym z dzie­ciń­stwa czar­no-bia­łym zdję­ciu przed­sta­wia­ją­cym mło­dą kobie­tę sie­dzą­cą przy radiu. Kobie­ta wyglą­da­ła na smut­ną i zamy­ślo­ną, patrzy­ła gdzieś w dal. Zdję­cie pocho­dzi­ło z cza­sów sprzed naro­dzin pisar­ki. Mat­ka, pyta­na wie­lo­krot­nie przez cór­kę o powód tego smut­ku, odpo­wia­da­ła zawsze, że jest smut­na, ponie­waż jesz­cze jej nie uro­dzi­ła, a już do niej tęsk­ni­ła. Uświa­do­mie­nie sobie tego rodza­ju tęsk­no­ty – do kogoś, kogo jesz­cze nie ma, dla przy­szłej pisar­ki sta­ło się doświad­cze­niem zapa­mię­ta­nym na całe życie. Mat­ka „dała jej coś, co kie­dyś nazy­wa­no duszą, a więc wypo­sa­ży­ła ją w naj­lep­sze­go na świe­cie czu­łe­go nar­ra­to­ra”1. Było to uho­no­ro­wa­nie mat­ki, pod­kre­śle­nie, jak istot­ny wpływ mia­ła na to, jakim czło­wie­kiem i jaką pisar­ką sta­ła się Olga Tokar­czuk, któ­ra póź­niej odbie­ra­ła Nagro­dę Nobla za wybit­ne osią­gnię­cia w dzie­dzi­nie lite­ra­tu­ry. Fakt ten skło­nił mnie do zasta­no­wie­nia się nad posta­cia­mi matek i córek zarów­no w szer­szym zary­sie lite­rac­kim, jak i kon­kret­nie w twór­czo­ści Olgi Tokar­czuk.

Motyw matki i córki w kontekście pisarstwa kobiecego

Ela­ine Sho­wal­ter pod koniec lat 70. XX wie­ku wpro­wa­dzi­ła do lite­ra­tu­ro­znaw­stwa femi­ni­stycz­ne­go poję­cie gino­kry­ty­ki jako meto­do­lo­gii badań sta­wia­ją­cej sobie pyta­nie o odmien­ność kobie­ce­go pisar­stwa2. Badacz­ka zre­zy­gno­wa­ła z rewi­zjo­ni­zmu sku­pio­ne­go wokół poszu­ki­wa­nia w lite­ra­tu­rze wąt­ków mizo­gi­ni­stycz­nych i repre­sji wobec kobiet na rzecz afir­ma­tyw­ne­go spoj­rze­nia na spe­cy­fi­kę twór­czo­ści kobie­cej, kobie­cej tra­dy­cji i kobie­cych doświad­czeń. W ramach gino­kry­ty­ki Sho­wal­ter zapro­po­no­wa­ła czte­ry mode­le okre­śla­nia spe­cy­fi­ki i odmien­no­ści kobie­ty piszą­cej i jej tek­stu: bio­lo­gicz­ny, lin­gwi­stycz­ny, psy­cho­ana­li­tycz­ny i kul­tu­ro­wy. Ten ostat­ni, zawie­ra­ją­cy w sobie ele­men­ty pozo­sta­łych mode­li, a dodat­ko­wo osa­dza­ją­cy je w kon­tek­ście kul­tu­ry kobiet, Sho­wal­ter uzna­ła za naj­peł­niej­szy. Zapi­sa­ła:

W isto­cie bowiem teo­ria kul­tu­ry obej­mu­je zagad­nie­nia kobie­ce­go cia­ła, języ­ka i psy­chi­ki, lecz inter­pre­tu­je je w odnie­sie­niu do spo­łecz­nych kon­tek­stów, w któ­rych pro­ble­my te się poja­wia­ją. For­my poj­mo­wa­nia przez kobie­ty swych ciał, funk­cji płcio­wych i pro­kre­acyj­nych, powią­za­ne są w spo­sób zło­żo­ny z ich kul­tu­ro­wy­mi śro­do­wi­ska­mi. Psy­chi­kę kobie­cą moż­na badać jako wytwór lub struk­tu­rę mecha­ni­zmów kul­tu­ro­wych. Rów­nież język ponow­nie sku­pia na sobie uwa­gę, kie­dy zaj­mu­je­my się spo­łecz­ny­mi wymia­ra­mi i czyn­ni­ka­mi deter­mi­nu­ją­cy­mi prak­ty­ki języ­ko­we oraz wpły­wem wzor­ców kul­tu­ro­wych na języ­ko­we zacho­wa­nia. Teo­ria kul­tu­ry uzna­je ist­nie­nie waż­nych róż­nic mię­dzy pisar­ka­mi: kla­sa, rasa, naro­do­wość oraz histo­ria są lite­rac­ki­mi deter­mi­nan­ta­mi rów­nie waż­ny­mi jak płeć. Nie­mniej kul­tu­ra kobiet nada­je kształt ich wspól­ne­mu doświad­cze­niu w ramach cało­kształ­tu danej kul­tu­ry, doświad­cze­niu, któ­re wią­że ze sobą kobie­ty-pisar­ki ponad cza­sem i miej­scem ich dzia­ła­nia3.

Badacz­ka zwró­ci­ła rów­nież uwa­gę na „szcze­gól­nie pobu­dza­ją­cą ana­li­zę kul­tu­ry kobie­cej”4, doko­na­ną przez Shir­ley i Edwi­na Arde­ne­rów – angiel­skich antro­po­lo­gów z Oxfor­du. W latach 70. XX wie­ku pró­bo­wa­li oni nakre­ślić nie­ogra­ni­czo­ny histo­rycz­nie model kul­tu­ry kobiet. Zda­wa­li sobie spra­wę, że powszech­nie przy­ję­te andro­cen­trycz­ne mode­le histo­rii i kul­tu­ry były nie­peł­ne, ponie­waż w prze­szło­ści doświad­cze­nia kobie­ce, któ­re nie mogły być przy­swo­jo­ne przez męskie mode­le, trak­to­wa­no jako odbie­ga­ją­ce od nor­my lub igno­ro­wa­ne. To spra­wia­ło, że wspo­mnia­ne męskie mode­le oka­zy­wa­ły się zupeł­nie nie­przy­dat­ne do ana­li­zy kobie­ce­go doświad­cze­nia, a co wię­cej, zabu­rza­ły postrze­ga­nie sytu­acji kobiet zarów­no przez gru­pę domi­nu­ją­cą, jak i ich postrze­ga­nie samych sie­bie.

Arde­ne­ro­wie doszli do wnio­sku, że kobie­ty „two­rzą gru­pę pozba­wio­ną gło­su, nie­mą [ang. muted gro­up], któ­rej gra­ni­ce kul­tu­ry i real­no­ści zacho­dzą na gru­pę domi­nu­ją­cą (męską), lecz nie są przez nią cał­ko­wi­cie obej­mo­wa­ne”5. Ich kon­cep­cję obra­zu­je dia­gram zło­żo­ny z dwóch prze­ci­na­ją­cych się okrę­gów: okrę­gu domi­nu­ją­ce­go (męskie­go) X i okrę­gu pozba­wio­ne­go gło­su (kobie­ce­go) Y. Więk­sza część okrę­gu Y zawie­ra się w okrę­gu X, ale pew­na część wysta­je poza nie­go. Ten wysta­ją­cy obszar Arde­ne­ro­wie nazwa­li „dzi­kim”. Sho­wal­ter pod­su­mo­wa­ła:

O „dzi­kim obsza­rze” kul­tu­ry kobiet może­my myśleć w kate­go­riach prze­strzen­nych, w kate­go­riach doświad­cze­nia czy meta­fi­zy­ki. W kate­go­riach prze­strzen­nych repre­zen­tu­je to obszar dosłow­nie no-man’s‑land; nie tyle „zie­mi niczy­jej”, co obszar „nie dla męż­czy­zny”, do któ­re­go męż­czy­znom wstęp jest wzbro­nio­ny. Jego odpo­wied­ni­kiem jest obszar w okrę­gu X nie­do­stęp­ny dla kobiet. W kate­go­riach doświad­cze­nia ów „dzi­ki obszar” repre­zen­tu­je te aspek­ty życia kobiet, któ­re nie mają sobie podob­nych w świe­cie męż­czyzn. W tym przy­pad­ku jego odpo­wied­ni­kiem jest w okrę­gu X ten obszar męskie­go doświad­cze­nia, któ­ry jest obcy kobie­tom. Jeśli jed­nak myśli­my o dzi­kim obsza­rze w kate­go­riach meta­fi­zy­ki czy świa­do­mo­ści, to nie znaj­dzie­my jego odpo­wied­ni­ka w prze­strze­ni męskiej, gdyż cała męska świa­do­mość znaj­du­je się wewnątrz okrę­gu struk­tu­ry domi­nu­ją­cej, a zatem moż­li­wa jest ona do języ­ko­we­go wyar­ty­ku­ło­wa­nia, bądź nawet język okre­śla jej struk­tu­rę. W tym sen­sie to, co „dzi­kie”, ma zawsze cha­rak­ter wyima­gi­no­wa­ny; z męskie­go punk­tu widze­nia może być ono po pro­stu pro­jek­cją pod­świa­do­mo­ści. W kate­go­riach kul­tu­ro­wej antro­po­lo­gii kobie­ty wie­dzą, jak wyglą­da łuk męski, nawet jeśli nigdy go nie widzia­ły, ponie­waż sta­je się on przed­mio­tem legen­dy (podob­nie jak dzi­kie bez­dro­ża, wil­der­ness). Męż­czyź­ni jed­nak nie wie­dzą, co kry­je się w dzi­ko­ści6.

Sho­wal­ter zwra­ca jed­nak uwa­gę na nie­bez­pie­czeń­stwo ogra­ni­cze­nia twór­czo­ści kobie­cej i jej kry­ty­ki jedy­nie do tego obsza­ru, ponie­waż pisar­stwo kobiet jest „wypo­wie­dzią dwu­gło­so­wą”7, po rów­ni obej­mu­ją­cą dzie­dzic­two gru­py domi­nu­ją­cej oraz tej pozba­wio­nej gło­su. Tu war­to zauwa­żyć, że rela­cje wyłącz­nie kobie­ce: mat­ki z cór­ką, sióstr, przy­ja­ció­łek, a tak­że doświad­cze­nia zwią­za­ne z kobie­cą sek­su­al­no­ścią, jak men­stru­acja, cią­że i poro­dy oraz meno­pau­za, nale­żą wła­śnie do tego dzi­kie­go obsza­ru. Męż­czy­zna może być ich świad­kiem, może je badać, wyobra­żać je sobie, ale zawsze będzie to spoj­rze­nie z zewnątrz, a nie doświad­cze­nie oso­bi­ste. „Obser­wa­cja z zewnątrz nigdy nie mogła przy­nieść tych samych wyni­ków, co zro­zu­mie­nie od wewnątrz”8. To, co nie­do­stęp­ne do pozna­nia dla męż­czy­zny, jest rów­no­cze­śnie nie­do­stęp­ne do opi­sa­nia dla pisa­rza-męż­czy­zny.

Pisar­stwo kobie­ce od same­go począt­ku sta­no­wi­ło przed­miot ostrej kry­ty­ki. Kwe­stio­no­wa­no jego jakość, a tak­że sam fakt pisa­nia przez kobie­ty. Zaj­mo­wa­nie się pisar­stwem dla wie­lu ludzi było wykro­cze­niem prze­ciw­ko tra­dy­cyj­nej roli kobie­ty w spo­łe­czeń­stwie. W tek­ście Kobie­ta autor­ka Kry­sty­na Kło­siń­ska zebra­ła i opa­trzy­ła komen­ta­rzem naj­bar­dziej kry­tycz­ne wypo­wie­dzi o pisar­kach z XIX wie­ku9. Cyta­ty zamiesz­czo­ne w jej pra­cy spra­wia­ją wra­że­nie zbio­ro­wej tyra­dy prze­ciw piszą­cym kobie­tom, któ­ra wyni­ka­ła z tego, że ośmie­li­ły się wyjść z narzu­co­ne­go im od wie­ków mil­cze­nia. Ich auto­rzy infan­ty­li­zu­ją pisar­ki, zarzu­ca­ją im nie­istot­ność podej­mo­wa­nych tema­tów i „zaśmie­ca­nie” lite­ra­tu­ry. Nie­mniej rów­nież w XX wie­ku docho­dzi­ło do unie­waż­nia­nia i nego­wa­nia lite­ra­tu­ry kobie­cej przez okre­śle­nia w rodza­ju „lite­ra­tu­ra men­stru­acyj­na”.

Wal­ka o głos doty­czy pra­wa do same­go pisa­nia i do pisa­nia tego, co się chce, ale tak­że do uzna­nia gło­su kobie­ce­go za istot­ny, o uwzględ­nie­nie go w lite­rac­kim kano­nie. Na pro­blem z odna­le­zie­niem kobie­cych prze­wod­ni­czek i kobie­cych auto­ry­te­tów dla dora­sta­ją­cych dziew­cząt wśród utwo­rów powszech­nie uwa­ża­nych za arcy­dzie­ła lite­ra­tu­ry Olga Tokar­czuk wska­zy­wa­ła jesz­cze w 2022 roku. Jej książ­ka Empu­zjon mia­ła być pew­nym sprze­ci­wem wobec tego sta­nu rze­czy:

Wyobraź­cie sobie Pań­stwo, że jeste­ście dziew­czyn­ką […] i że sta­je­cie przed biblio­te­ką swo­ich rodzi­ców czy jakąś biblio­te­ką publicz­ną, się­ga­cie po książ­ki, któ­re będzie­cie czy­tać, i spo­ty­ka­cie się z pew­ną nie­obec­no­ścią, i że mając 13–14 lat, kie­dy zaczy­na­my się okre­ślać już jako ludzie, jeste­śmy wrzu­ce­ni w jakąś koniecz­ność okre­śle­nia swo­jej płcio­wo­ści, a w związ­ku z tym pew­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi, jakim jeste­śmy bytem ludz­kim. W moim przy­pad­ku było tak: jesteś kobie­tą. Co to zna­czy? Jakie znaj­du­jesz odnie­sie­nia w tych tek­stach, któ­re czy­tasz? I pierw­sze doświad­cze­nie tej małej dziew­czyn­ki, któ­ra stoi przed pół­ka­mi z książ­ka­mi, jest takie, że z jakie­goś powo­du w tych tek­stach kul­tu­ry bra­ku­je kobiet. Nie ma kobiet. W tych waż­nych tek­stach […] spo­ty­kam się natych­miast z taką sytu­acją, w któ­rej cały dys­kurs o świe­cie pro­wa­dzo­ny jest gło­sem i usta­mi męż­czyzn. Kobie­ty się oczy­wi­ście tam poja­wia­ją, poja­wia­ją się w rela­cjach, są mat­ka­mi, kochan­ka­mi, cór­ka­mi, ale one nigdy nie wygła­sza­ją takich sta­te­ments, któ­re mogli­by­śmy nazwać filo­zo­ficz­ny­mi czy etycz­ny­mi. Kobie­ty raczej przez tę lite­ra­tu­rę prze­my­ka­ją, zawsze zde­fi­nio­wa­ne w rolach spo­łecz­nych, nigdy nie są pod­mio­ta­mi filo­zo­ficz­ny­mi, nie są pod­mio­ta­mi etycz­ny­mi, chy­ba że cho­dzi o to, czy wyjść za nie­go, czy wyjść za dru­gie­go, jak u Jane Austen. Nato­miast to nie są pod­mio­ty, to nie są isto­ty, któ­re defi­niu­ją swój świat w spo­sób wyso­ki, czy­li filo­zo­ficz­ny czy etycz­ny. Małe dziew­czyn­ki wobec tej tra­dy­cji lite­rac­kiej są w bar­dzo trud­nej sytu­acji, ponie­waż zaczy­na­ją się uczyć, że wszyst­ko, co waż­ne, wszyst­ko, co istot­ne dla tej kul­tu­ry, jest sta­no­wio­ne poza nimi, ich płeć je wyklu­cza z dys­kur­su tak zwa­ne­go poważ­ne­go, wyso­kie­go. […] Dla mnie waż­ne jest roz­po­zna­nie nie tyle obec­no­ści figur kobie­cych w lite­ra­tu­rze, ale tego, co one sta­no­wią, co one mówią, co wyni­ka z tego, co mówią10.

Dziś mamy już dzie­ła, któ­rych głów­nym tema­tem jest spoj­rze­nie mat­ki na cór­kę lub cór­ki na mat­kę. Są to histo­rie nie­zmier­nie subiek­tyw­ne, intym­ne, czę­sto opar­te na wąt­kach auto­bio­gra­ficz­nych auto­rek. Przy­kła­dem poezji miesz­czą­cej się w tak ujmo­wa­nym zakre­sie tema­tycz­nym może być cykl Mat­ka i cór­ka z tomu Wiatr Anny Świrsz­czyń­skiej. Utwo­ry pro­za­tor­skie to zaś Wło­skie szpil­kiSzum Mag­da­le­ny Tul­li czy Bez­ma­tek Miry Mar­ci­nów, a więc tek­sty, w któ­rych cór­ki wspo­mi­na­ją wła­sne mat­ki, ale rów­no­cze­śnie roz­li­cza­ją je z tego, jaki­mi mat­ka­mi były dla nich samych. Per­spek­ty­wę odwrot­ną, czy­li mat­ki obser­wu­ją­cej roz­wój swo­jej córki/córek, przyj­mu­ją Eli­za Kąc­ka w książ­ce Wczo­raj byłaś zła na zie­lo­no oraz Agniesz­ka Szpi­la w Łeb­ki od Szpil­ki. Mamy rów­nież powie­ści, w któ­rych rela­cje matek i córek są istot­nym ele­men­tem fabu­ły – do tej kate­go­rii nale­żą utwo­ry Olgi Tokar­czuk.

Ten motyw poja­wia się w wie­lu jej książ­kach: w powie­ściach: E.E. , Pra­wiek i inne cza­sy, Ostat­nie histo­rie czy Anna In w gro­bow­cach świa­ta oraz w opo­wia­da­niach Gli­cy­niaŻurek ze zbio­ru Gra na wie­lu bęben­kach. W dal­szej czę­ści arty­ku­łu zasta­no­wię się nad rela­cją Pani Elt­zner i jed­nej z jej córek, Erną, w powie­ści E.E. 

Przypadek Erny Eltzner – „E.E.”

Głów­ną boha­ter­ką E.E. jest Erna Elt­zner, pięt­na­sto­lat­ka, żyją­ca w dostat­nim, miesz­czań­skim domu we Wro­cła­wiu. Dziew­czyn­ka jest jed­nym z ośmior­ga dzie­ci Pani i Pana Elt­zne­rów, ma dwie star­sze i trzy młod­sze sio­stry oraz dwóch młod­szych bra­ci. Jako „środ­ko­wa” cór­ka niczym się nie wyróż­nia, ist­nie­je jako jed­no z kil­kor­ga dzie­ci. Sytu­acja się zmie­nia, gdy w paź­dzier­ni­ku 1908 roku dziew­czyn­ka mdle­je pod­czas obia­du, a póź­niej, osła­bio­na, zwie­rza się mat­ce, że widzia­ła ducha.

Mat­ka Erny jest zadba­ną, pulch­ną blon­dyn­ką. Z przy­jem­no­ścią prze­glą­da się w lustrze, jest zado­wo­lo­na, że osiem poro­dów i jed­no poro­nie­nie jej nie znisz­czy­ło, wciąż czu­je się kobie­ca, atrak­cyj­na i nie wyglą­da na swo­je czter­dzie­ści lat. Jest Polką. W mło­do­ści ucie­kła do Ber­li­na, gdzie pró­bo­wa­ła karie­ry aktor­skiej. Tam poznał ją Fry­de­ryk Elt­zner, któ­ry zako­chał się w niej i w swo­im mnie­ma­niu „uchro­nił” ją od nie­pew­ne­go losu przez zawar­cie z nią mał­żeń­stwa.

Okładka książki Olgi Tokarczuk pod tytułem „E.E.”
Olga Tokarczuk, „E.E.”, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2022.

Pani Elt­zner od daw­na inte­re­so­wa­ła się zja­wi­ska­mi para­nor­mal­ny­mi, więc w domu były orga­ni­zo­wa­ne sean­se spi­ry­ty­stycz­ne. Sama twier­dzi­ła, że odwie­dza ją duch zmar­łe­go ojca. Dla­te­go gdy usły­sza­ła, że jej cór­ka doświad­czy­ła kon­tak­tu z duchem, led­wie mogła opa­no­wać pod­nie­ce­nie. Sta­ra­jąc się zacho­wać spo­kój, wypy­ta­ła o wygląd ducha i roz­po­zna­ła w nim wła­śnie swo­je­go ojca, a dziad­ka Erny, któ­re­go ta jed­nak nigdy nie spo­tka­ła. Zaśle­pio­na eks­cy­ta­cją Pani Elt­zner nie zwa­ża­ła na to, że napro­wa­dza cór­kę, któ­ra tak napraw­dę nie pamię­ta dokład­nie wyglą­du ujrza­nej posta­ci, na ocze­ki­wa­ne cechy, a rów­no­cze­śnie igno­ru­je te, któ­re nie pasu­ją do opi­su jej ojca.

Od tego momen­tu mat­ka zaczę­ła zwra­cać więk­szą uwa­gę na cór­kę. Uświa­do­mi­ła sobie nagle, że spo­śród jej sze­ściu córek to wła­śnie Erna jest do niej naj­bar­dziej podob­na. Dostrze­ga w niej sie­bie z mło­do­ści. Wyszu­ku­je naj­drob­niej­sze szcze­gó­ły, któ­re je łączą:

W Ernie, jedy­nej spo­śród swo­ich córek, widzia­ła sie­bie, jaką była w jej wie­ku i jesz­cze młod­szą – nie­śmia­łą, brzyd­ką, samot­ną i obcą świa­tu, jak­by do nie­go nie nale­ża­ła. Wola­ła­by czuć się podob­na bar­dziej do postaw­nej, poważ­nej Ber­ty albo kokie­te­ryj­nej Marie, albo do roz­piesz­czo­nej i roz­ka­pry­szo­nej Liny, albo do pew­nych sie­bie bliź­nia­czek. Do wczo­raj. Wczo­raj w inny spo­sób spoj­rza­ła na Ernę i teraz, sto­jąc naprze­ciw otwar­tej sza­fy, uświa­do­mi­ła sobie, że Erna mia­ła jej gesty i jej upodo­ba­nia kuli­nar­ne – do zupy pomi­do­ro­wej, ryżu i sma­żo­nych ryb. […] Teraz zaczę­ła szu­kać fizycz­ne­go podo­bień­stwa Erny do sie­bie. Erna mogła­by być jej cie­niem, taka była drob­na, mała i deli­kat­na. A jed­nak podo­bień­stwo było – jasne oczy, zarys ust, zęby, dło­nie i sto­py, wystar­cza­ją­co dużo, żeby obu­dzić wzru­sze­nie i pły­ną­cą z nie­go czu­łość, że oto widzi w Ernie swo­je wła­sne, nie­po­wta­rzal­ne i kon­kret­ne ist­nie­nie11.

Widać wyraź­nie skłon­ność Pani Elt­zner do nagi­na­nia rze­czy­wi­sto­ści do swo­jej wizji. Tak jak postać widzia­ną przez Ernę pospiesz­nie ziden­ty­fi­ko­wa­ła jako swo­je­go ojca, tak rów­nież podo­bień­stwo cór­ki do niej samej jest pod­kre­śla­ne na wyrost. Tokar­czuk pusz­cza oko do czy­tel­ni­ka, jako nie­zbi­ty dowód podo­bień­stwa oby­dwu kobiet wymie­nia­jąc zupę pomi­do­ro­wą, któ­rą to – nie­mal przy­sło­wio­wo – lubią wszy­scy. W rze­czy­wi­sto­ści zaś Erna to zupeł­ne prze­ci­wień­stwo swo­jej mat­ki. Jest nie­śmia­ła, mil­czą­ca i czę­sto zamy­ślo­na. Nie lubi swo­je­go wyglą­du, uwa­ża, że jest brzyd­ka, i z nie­chę­cią patrzy w lustro. Widzi w nim wyłącz­nie swo­je man­ka­men­ty, czer­wo­ne krost­ki na czo­le, zbyt wydat­ny nos i za małe usta.

Lilia­na Wic­kow­ska-Maciąg w swo­jej inter­pre­ta­cji posta­ci Pani Elt­zner zwra­ca uwa­gę na jej podo­bień­stwo do Róży Żab­czyń­skiej, tytu­ło­wej boha­ter­ki Cudzo­ziem­ki Marii Kun­ce­wi­czo­wej:

Oby­dwie w mło­do­ści mia­ły arty­stycz­ne aspi­ra­cje, któ­rych nie zre­ali­zo­wa­ły i wspo­mnie­nia o tym fak­cie pozo­sta­ły w ich pamię­ci; łączy je tak­że skłon­ność do histe­rycz­nych zacho­wań. Jed­nak już przy pobież­nej ana­li­zie obu utwo­rów widać, że nie spo­sób doszu­ki­wać się zbież­no­ści pomię­dzy ter­ro­ry­stycz­no-histe­rycz­ną oso­bo­wo­ścią Róży ze znacz­nie łagod­niej­szym cha­rak­te­rem pani Elt­zner, któ­ra w wie­lu momen­tach budzi sym­pa­tię czy­tel­ni­ka, oka­zu­jąc się dobrą żoną i mat­ką12.

Oby­dwie posta­ci łączy rów­nież fakt, że podob­nie jak Róża Żab­czyń­ska ze swo­jej cór­ki uczy­ni­ła artyst­kę, ponie­waż sama nie mogła nią zostać, Pani Elt­zner pra­gnie­nie wystę­pów sce­nicz­nych prze­no­si na cór­kę, robiąc z niej gwiaz­dę sean­sów spi­ry­ty­stycz­nych. W oby­dwu przy­pad­kach cór­ki mają zre­ali­zo­wać marze­nia swo­ich matek.

W świe­żo odkry­tych zdol­no­ściach cór­ki mat­ka widzi oka­zję do oży­wie­nia życia w domu i wypeł­nie­nia dłu­gich zimo­wych wie­czo­rów roz­ryw­ką. Pani Elt­zner, zmę­czo­na nud­ną i powta­rzal­ną codzien­no­ścią, jest spra­gnio­na uroz­ma­ice­nia. Na sean­se spi­ry­ty­stycz­ne z Erną w roli medium decy­du­je się mimo ostrze­żeń o zagro­że­niu, któ­rym te mogą stać się dla mło­de­go umy­słu dziew­czy­ny. Nie powstrzy­mu­je jej pogar­sza­ją­ce się po każ­dym sean­sie samo­po­czu­cie cór­ki. Zamiast wyco­fać się z pomy­słu, wypi­su­je osła­bio­ną Ernę ze szko­ły i orga­ni­zu­je jej naukę w domu, tym samym izo­lu­jąc ją od rówie­śni­ków.

Erna jest teraz oto­czo­na przez doro­słych, któ­rzy przy apro­ba­cie jej mat­ki wyzy­sku­ją dziew­czyn­kę dla wła­snych korzy­ści i pra­gnień. Wal­ter From­mer, pasjo­nat parap­sy­cho­lo­gii i naj­wier­niej­szy wspól­nik Pani Elt­zner w orga­ni­zo­wa­niu sean­sów spi­ry­ty­stycz­nych, uczył Ernę teo­re­tycz­nych pod­staw mediu­mi­zmu i pra­gnął ego­istycz­nie zro­bić z niej swo­je dzie­ło – „dowód prze­ciw­ko nie­do­wiar­kom i tym sza­ma­nom z labo­ra­to­riów”13. Z kolei Artur Schat­zmann jest mło­dym, ogrom­nie ambit­nym stu­den­tem. Stał się pierw­szą, ukry­tą miło­ścią mło­dej dziew­czy­ny, ale sam nie zwra­cał na nią uwa­gi. Pra­gnie wyko­rzy­stać jej przy­pa­dek jako temat swo­jej pra­cy dok­tor­skiej, dla­te­go zaczy­na ją obser­wo­wać i nama­wia do pro­wa­dze­nia dzien­ni­ka snów, bada ją w labo­ra­to­rium, ale w dys­ku­sjach ze swo­im men­to­rem mówi o niej E.E.  – uprzed­mio­ta­wia ją i trak­tu­je jedy­nie jako dobrą oka­zję do roz­wi­nię­cia swo­jej karie­ry. Dok­tor Löwe, sie­dem­dzie­się­cio­let­ni lekarz rodzi­ny Elt­zne­rów, z pozo­ru naj­bar­dziej ze wszyst­kich boha­te­rów książ­ki przej­mu­je się zdro­wiem Erny, ale czu­je do (pięt­na­sto­let­niej!) dziew­czyn­ki pociąg sek­su­al­ny, ponad­to cie­ka­wość tego inne­go, ducho­we­go świa­ta nie pozwa­la mu na sta­now­cze sprze­ci­wie­nie się orga­ni­zo­wa­niu wyczer­pu­ją­cych dla Erny sean­sów.

Mat­ka, któ­ra z racji swo­jej roli spo­łecz­nej powin­na zapew­nić wszyst­kim swo­im dzie­ciom bez­piecz­ne i sprzy­ja­ją­ce roz­wo­jo­wi śro­do­wi­sko, pozwa­la na spro­wa­dze­nie cór­ki do ran­gi feno­me­nu, cie­ka­wost­ki, atrak­cji. Co gor­sza, mimo że coraz częst­sze sean­se skraj­nie wyczer­pu­ją Ernę, Pani Elt­zner zaczy­na się nudzić. To, co począt­ko­wo było tak nie­zwy­kłe, powo­li zaczę­ło sta­wać się nor­mą. Nie dzie­je się nic nowe­go. Zwie­rza się z tego From­me­ro­wi jako czło­wie­ko­wi, któ­ry do tej pory był jej naj­więk­szym sprzy­mie­rzeń­cem:

– Wal­te­rze, ona ma taką wyobraź­nię. Powin­ni­śmy ją namó­wić, żeby roz­sze­rzy­ła swój… reper­tu­ar.
– Ach, mój Boże, prze­cież to nie jest teatr! – wykrzyk­nął From­mer.
Pani Elt­zner cof­nę­ła się, zdzi­wio­na i zawie­dzio­na jak dziec­ko. Jej bro­da zadrża­ła.
– Dla­cze­go nikt nie chce mnie zro­zu­mieć? – zapy­ta­ła, wzno­sząc oczy peł­ne łez na żyran­dol14.

Obja­wia się infan­ty­lizm i ego­izm Pani Elt­zner; Schat­zmann zauwa­żył te cechy już po pierw­szej wizy­cie u Elt­zne­rów. Pani Elt­zner nigdy nie pogo­dzi­ła się życiem, któ­re wybra­ła. Sta­ra się wypeł­niać codzien­ne obo­wiąz­ki, być dobrą żoną, dbać o dom i o dzie­ci, ale cały czas tęsk­ni do inne­go, bar­dziej eks­cy­tu­ją­ce­go życia, w któ­rym co wie­czór zbie­ra­ła­by owa­cje od zachwy­co­nej publicz­no­ści, dosta­wa­ła­by wyra­zy jej miło­ści i zachwy­tu. Orga­ni­zu­jąc sean­se, zacho­wu­je się jak dyrek­tor teatru, dba o wystrój, atmos­fe­rę, odpo­wied­nią publicz­ność. Chce, żeby to, co dzie­je się w domu, było zna­ne i gło­śno komen­to­wa­ne. Stąd wła­śnie bie­rze się pra­gnie­nie „roz­sze­rze­nia reper­tu­aru”, któ­re nie pozwo­li­ło­by się znu­dzić ani jej, ani widzom.

Dzię­ki Ernie nada­rzy­ła się oka­zja, żeby to ona sama znów zna­la­zła się w cen­trum wyda­rzeń, żeby mogła zre­ali­zo­wać swo­je marze­nie, dla któ­re­go była goto­wa do naj­więk­szych poświę­ceń. Mia­ła nie­wie­le tego rodza­ju moż­li­wo­ści, odkąd zosta­ła żoną – może dla­te­go, pomi­mo towa­rzy­szą­ce­go im strasz­ne­go bólu zde­cy­do­wa­ła się na osiem poro­dów:

Przy­po­mnia­ły się jej przed­sta­wie­nia, w któ­rych bra­ła udział jako mło­da dziew­czy­na. Naj­pierw rosną­ce za kuli­sa­mi napię­cie, a potem nagłe oczysz­cze­nie przez świa­tła lamp i spoj­rze­nie dzie­sią­tek par oczu, któ­re nakła­da­ły na jej twarz maskę; upa­ja­ją­ce uczu­cie, że moż­na bez­kar­nie i nie­zo­bo­wią­zu­ją­co stać się kimś innym, żyć na nowo.

Pani Elt­zner uśmiech­nę­ła się do swo­ich myśli. Teraz przy­szło wspo­mnie­nie poro­du Erny, a może Marie, gdy krzy­cza­ła, że już nigdy nie będzie rodzić. Wte­dy mia­ła wra­że­nie, że sku­pia się na niej reflek­tor całe­go wszech­świa­ta i że gra rolę waż­niej­szą niż kie­dy­kol­wiek, nawet jeże­li jest to rola nie­zbyt szczę­śli­wie dobra­na. Kwia­ty, któ­ry­mi zasta­wio­no wte­dy pokój, mogły być przy­nie­sio­ne rów­nie dobrze wiel­kiej aktor­ce, nie mat­ce15.

War­to zauwa­żyć, że Olga Tokar­czuk pozba­wi­ła Panią Elt­zner imie­nia. Jest Panią Elt­zner, Fry­de­ry­ko­wą Elt­zner lub Musz­ką. Podob­nie spra­wa ma się z Panią Schat­zmann alias Wie­wiór­ką. Kobie­ty łączy to, że są mat­ka­mi. Tak jak­by macie­rzyń­stwo i zało­że­nie rodzi­ny odbie­ra­ło im wła­sną toż­sa­mość, wyma­ga­ło od nich zre­zy­gno­wa­nia z sie­bie. Inne kobie­ty w powie­ści noszą swo­je imio­na: Ger­tru­da, daw­no owdo­wia­ła i bez­dziet­na sio­stra Pana Elt­zne­ra, samot­na Tere­sa From­man czy wszyst­kie cór­ki Pań­stwa Elt­zne­rów.

To, co mogło się stać z Erną, pozo­sta­je w sfe­rze domy­słów. Ostat­nie sean­se były coraz więk­szym obcią­że­niem dla mło­de­go orga­ni­zmu, dziew­czy­nę bola­ły oczy i gło­wa, wymio­to­wa­ła, a z ostat­nie­go transu wybu­dzi­ła się z pew­nym opóź­nie­niem. Skar­ży się sio­strze: „wca­le nie chcę tam iść. Potem się tak źle czu­ję, a oni chcą, żeby to trwa­ło i trwa­ło”16. Moż­li­we, że wkrót­ce sta­nę­ła­by we wła­snej obro­nie, ponie­waż wła­śnie w tym cza­sie zaczę­ła się bun­to­wać, co mat­ka obser­wo­wa­ła z nie­po­ko­jem. Zda­rza­ły się jej zacho­wa­nia aro­ganc­kie, odcho­dze­nie bez sło­wa lub rzu­ca­nie przed­mio­ta­mi. Sku­tecz­nym roz­wią­za­niem tej sytu­acji było poja­wie­nie się mie­siącz­ki. Zna­mien­ne, że po pomoc zwró­ci­ła się nie do mat­ki, ale do star­szych sióstr. To Ber­ta i Marie wyja­śni­ły Ernie, jak uży­wać mate­ria­ło­wej pod­pa­ski, i to one dzie­li­ły z nią tę wyjąt­ko­wą chwi­lę sta­nia się kobie­tą. Po tym zda­rze­niu Ernę opu­ści­ły zdol­no­ści spi­ry­ty­stycz­ne, prze­sta­ła być feno­me­nem i mogła wró­cić do nor­mal­ne­go życia.

Erna jako doro­sła kobie­ta obra­ła inną dro­gę niż mat­ka. W epi­lo­gu powie­ści, któ­re­go akcja roz­gry­wa się pięć lat po głów­nych wyda­rze­niach, poja­wia się jako kobie­ta samo­dziel­na, wła­ści­ciel­ka salo­nu kra­wiec­kie­go, ini­cjał jej imie­nia i nazwi­sko dum­nie zdo­bią szyld nad wej­ściem. Prze­szłość pozo­sta­wi­ła za sobą, pozwo­li­ła jej odejść w nie­pa­mięć, podob­nie jak ludziom, któ­rzy wów­czas byli wokół niej. Nie potrze­bu­je już opie­ku­nów.

 

1 O. Tokar­czuk, Czu­ły nar­ra­tor [w:] tej­że, Czu­ły nar­ra­tor, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2020, s. 263.

2 E. Sho­wal­ter, Kry­ty­ka femi­ni­stycz­na na bez­dro­żach, tłum. I. Kali­now­ska-Blac­kwo­od, „Tek­sty Dru­gie” 1993, nr 4–6, s. 115–146.

3 Tam­że, s. 137.

4 Tam­że, s. 138.

5 Tam­że, s. 139.

6 Tam­że, s. 140.

7 Tam­że, s. 141.

8 Tam­że, s. 139.

9 K. Kło­siń­ska, Kobie­ta autor­ka, „Tek­sty Dru­gie” 1995, nr 3–4,
s. 87–112.

10 Olga Tokar­czuk „Empu­zjon” (FGL 2022), YouTu­be, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=pTu5yxFrODA [dostęp: 22.12.2025; trans­kryp­cja dosłow­na].

11 O. Tokar­czuk, E.E., Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2022,
s. 14–15.

12 L. Wic­kow­ska-Maciąg, Pomię­dzy meta­fi­zy­ką a codzien­no­ścią. Boha­ter­ki Olgi Tokar­czuk jako Hestie (na pod­sta­wie powie­ści napi­sa­nych przed rokiem 2000) [w:] Świa­ty Olgi Tokar­czuk, red. M. Rabi­zo-Birek, M. Poca­łuń-Dydycz, A. Bie­nias, Rze­szów: Wydaw­nic­two Uni­wer­sy­te­tu Rze­szow­skie­go, 2013, s. 33.

13 O. Tokar­czuk, E.E., s. 245.

14 Tam­że, s. 144.

15 Tam­że, s. 178.

16 Tam­że, s. 186.

 

Tekst powstał na pod­sta­wie pra­cy licen­cjac­kiej „Wię­zy i wię­zi. Rela­cje matek i córek w wybra­nych utwo­rach Olgi Tokar­czuk”, napi­sa­nej na Uni­wer­sy­te­cie Kar­dy­na­ła Ste­fa­na Wyszyń­skie­go w War­sza­wie pod kie­run­kiem dr. Łuka­sza Kuchar­czy­ka.

– absolwentka informatyki, studentka filologii polskiej.

więcej →

– pisarka, eseistka, poetka.

więcej →

Powiązane teksty