Olga Tokarczuk swoją przemowę noblowską rozpoczęła wspomnieniem matki. Opowiedziała o zapamiętanym z dzieciństwa czarno-białym zdjęciu przedstawiającym młodą kobietę siedzącą przy radiu. Kobieta wyglądała na smutną i zamyśloną, patrzyła gdzieś w dal. Zdjęcie pochodziło z czasów sprzed narodzin pisarki. Matka, pytana wielokrotnie przez córkę o powód tego smutku, odpowiadała zawsze, że jest smutna, ponieważ jeszcze jej nie urodziła, a już do niej tęskniła. Uświadomienie sobie tego rodzaju tęsknoty – do kogoś, kogo jeszcze nie ma, dla przyszłej pisarki stało się doświadczeniem zapamiętanym na całe życie. Matka „dała jej coś, co kiedyś nazywano duszą, a więc wyposażyła ją w najlepszego na świecie czułego narratora”1. Było to uhonorowanie matki, podkreślenie, jak istotny wpływ miała na to, jakim człowiekiem i jaką pisarką stała się Olga Tokarczuk, która później odbierała Nagrodę Nobla za wybitne osiągnięcia w dziedzinie literatury. Fakt ten skłonił mnie do zastanowienia się nad postaciami matek i córek zarówno w szerszym zarysie literackim, jak i konkretnie w twórczości Olgi Tokarczuk.
Motyw matki i córki w kontekście pisarstwa kobiecego
Elaine Showalter pod koniec lat 70. XX wieku wprowadziła do literaturoznawstwa feministycznego pojęcie ginokrytyki jako metodologii badań stawiającej sobie pytanie o odmienność kobiecego pisarstwa2. Badaczka zrezygnowała z rewizjonizmu skupionego wokół poszukiwania w literaturze wątków mizoginistycznych i represji wobec kobiet na rzecz afirmatywnego spojrzenia na specyfikę twórczości kobiecej, kobiecej tradycji i kobiecych doświadczeń. W ramach ginokrytyki Showalter zaproponowała cztery modele określania specyfiki i odmienności kobiety piszącej i jej tekstu: biologiczny, lingwistyczny, psychoanalityczny i kulturowy. Ten ostatni, zawierający w sobie elementy pozostałych modeli, a dodatkowo osadzający je w kontekście kultury kobiet, Showalter uznała za najpełniejszy. Zapisała:
W istocie bowiem teoria kultury obejmuje zagadnienia kobiecego ciała, języka i psychiki, lecz interpretuje je w odniesieniu do społecznych kontekstów, w których problemy te się pojawiają. Formy pojmowania przez kobiety swych ciał, funkcji płciowych i prokreacyjnych, powiązane są w sposób złożony z ich kulturowymi środowiskami. Psychikę kobiecą można badać jako wytwór lub strukturę mechanizmów kulturowych. Również język ponownie skupia na sobie uwagę, kiedy zajmujemy się społecznymi wymiarami i czynnikami determinującymi praktyki językowe oraz wpływem wzorców kulturowych na językowe zachowania. Teoria kultury uznaje istnienie ważnych różnic między pisarkami: klasa, rasa, narodowość oraz historia są literackimi determinantami równie ważnymi jak płeć. Niemniej kultura kobiet nadaje kształt ich wspólnemu doświadczeniu w ramach całokształtu danej kultury, doświadczeniu, które wiąże ze sobą kobiety-pisarki ponad czasem i miejscem ich działania3.
Badaczka zwróciła również uwagę na „szczególnie pobudzającą analizę kultury kobiecej”4, dokonaną przez Shirley i Edwina Ardenerów – angielskich antropologów z Oxfordu. W latach 70. XX wieku próbowali oni nakreślić nieograniczony historycznie model kultury kobiet. Zdawali sobie sprawę, że powszechnie przyjęte androcentryczne modele historii i kultury były niepełne, ponieważ w przeszłości doświadczenia kobiece, które nie mogły być przyswojone przez męskie modele, traktowano jako odbiegające od normy lub ignorowane. To sprawiało, że wspomniane męskie modele okazywały się zupełnie nieprzydatne do analizy kobiecego doświadczenia, a co więcej, zaburzały postrzeganie sytuacji kobiet zarówno przez grupę dominującą, jak i ich postrzeganie samych siebie.
Ardenerowie doszli do wniosku, że kobiety „tworzą grupę pozbawioną głosu, niemą [ang. muted group], której granice kultury i realności zachodzą na grupę dominującą (męską), lecz nie są przez nią całkowicie obejmowane”5. Ich koncepcję obrazuje diagram złożony z dwóch przecinających się okręgów: okręgu dominującego (męskiego) X i okręgu pozbawionego głosu (kobiecego) Y. Większa część okręgu Y zawiera się w okręgu X, ale pewna część wystaje poza niego. Ten wystający obszar Ardenerowie nazwali „dzikim”. Showalter podsumowała:
O „dzikim obszarze” kultury kobiet możemy myśleć w kategoriach przestrzennych, w kategoriach doświadczenia czy metafizyki. W kategoriach przestrzennych reprezentuje to obszar dosłownie no-man’s‑land; nie tyle „ziemi niczyjej”, co obszar „nie dla mężczyzny”, do którego mężczyznom wstęp jest wzbroniony. Jego odpowiednikiem jest obszar w okręgu X niedostępny dla kobiet. W kategoriach doświadczenia ów „dziki obszar” reprezentuje te aspekty życia kobiet, które nie mają sobie podobnych w świecie mężczyzn. W tym przypadku jego odpowiednikiem jest w okręgu X ten obszar męskiego doświadczenia, który jest obcy kobietom. Jeśli jednak myślimy o dzikim obszarze w kategoriach metafizyki czy świadomości, to nie znajdziemy jego odpowiednika w przestrzeni męskiej, gdyż cała męska świadomość znajduje się wewnątrz okręgu struktury dominującej, a zatem możliwa jest ona do językowego wyartykułowania, bądź nawet język określa jej strukturę. W tym sensie to, co „dzikie”, ma zawsze charakter wyimaginowany; z męskiego punktu widzenia może być ono po prostu projekcją podświadomości. W kategoriach kulturowej antropologii kobiety wiedzą, jak wygląda łuk męski, nawet jeśli nigdy go nie widziały, ponieważ staje się on przedmiotem legendy (podobnie jak dzikie bezdroża, wilderness). Mężczyźni jednak nie wiedzą, co kryje się w dzikości6.
Showalter zwraca jednak uwagę na niebezpieczeństwo ograniczenia twórczości kobiecej i jej krytyki jedynie do tego obszaru, ponieważ pisarstwo kobiet jest „wypowiedzią dwugłosową”7, po równi obejmującą dziedzictwo grupy dominującej oraz tej pozbawionej głosu. Tu warto zauważyć, że relacje wyłącznie kobiece: matki z córką, sióstr, przyjaciółek, a także doświadczenia związane z kobiecą seksualnością, jak menstruacja, ciąże i porody oraz menopauza, należą właśnie do tego dzikiego obszaru. Mężczyzna może być ich świadkiem, może je badać, wyobrażać je sobie, ale zawsze będzie to spojrzenie z zewnątrz, a nie doświadczenie osobiste. „Obserwacja z zewnątrz nigdy nie mogła przynieść tych samych wyników, co zrozumienie od wewnątrz”8. To, co niedostępne do poznania dla mężczyzny, jest równocześnie niedostępne do opisania dla pisarza-mężczyzny.
Pisarstwo kobiece od samego początku stanowiło przedmiot ostrej krytyki. Kwestionowano jego jakość, a także sam fakt pisania przez kobiety. Zajmowanie się pisarstwem dla wielu ludzi było wykroczeniem przeciwko tradycyjnej roli kobiety w społeczeństwie. W tekście Kobieta autorka Krystyna Kłosińska zebrała i opatrzyła komentarzem najbardziej krytyczne wypowiedzi o pisarkach z XIX wieku9. Cytaty zamieszczone w jej pracy sprawiają wrażenie zbiorowej tyrady przeciw piszącym kobietom, która wynikała z tego, że ośmieliły się wyjść z narzuconego im od wieków milczenia. Ich autorzy infantylizują pisarki, zarzucają im nieistotność podejmowanych tematów i „zaśmiecanie” literatury. Niemniej również w XX wieku dochodziło do unieważniania i negowania literatury kobiecej przez określenia w rodzaju „literatura menstruacyjna”.
Walka o głos dotyczy prawa do samego pisania i do pisania tego, co się chce, ale także do uznania głosu kobiecego za istotny, o uwzględnienie go w literackim kanonie. Na problem z odnalezieniem kobiecych przewodniczek i kobiecych autorytetów dla dorastających dziewcząt wśród utworów powszechnie uważanych za arcydzieła literatury Olga Tokarczuk wskazywała jeszcze w 2022 roku. Jej książka Empuzjon miała być pewnym sprzeciwem wobec tego stanu rzeczy:
Wyobraźcie sobie Państwo, że jesteście dziewczynką […] i że stajecie przed biblioteką swoich rodziców czy jakąś biblioteką publiczną, sięgacie po książki, które będziecie czytać, i spotykacie się z pewną nieobecnością, i że mając 13–14 lat, kiedy zaczynamy się określać już jako ludzie, jesteśmy wrzuceni w jakąś konieczność określenia swojej płciowości, a w związku z tym pewnymi konsekwencjami, jakim jesteśmy bytem ludzkim. W moim przypadku było tak: jesteś kobietą. Co to znaczy? Jakie znajdujesz odniesienia w tych tekstach, które czytasz? I pierwsze doświadczenie tej małej dziewczynki, która stoi przed półkami z książkami, jest takie, że z jakiegoś powodu w tych tekstach kultury brakuje kobiet. Nie ma kobiet. W tych ważnych tekstach […] spotykam się natychmiast z taką sytuacją, w której cały dyskurs o świecie prowadzony jest głosem i ustami mężczyzn. Kobiety się oczywiście tam pojawiają, pojawiają się w relacjach, są matkami, kochankami, córkami, ale one nigdy nie wygłaszają takich statements, które moglibyśmy nazwać filozoficznymi czy etycznymi. Kobiety raczej przez tę literaturę przemykają, zawsze zdefiniowane w rolach społecznych, nigdy nie są podmiotami filozoficznymi, nie są podmiotami etycznymi, chyba że chodzi o to, czy wyjść za niego, czy wyjść za drugiego, jak u Jane Austen. Natomiast to nie są podmioty, to nie są istoty, które definiują swój świat w sposób wysoki, czyli filozoficzny czy etyczny. Małe dziewczynki wobec tej tradycji literackiej są w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ zaczynają się uczyć, że wszystko, co ważne, wszystko, co istotne dla tej kultury, jest stanowione poza nimi, ich płeć je wyklucza z dyskursu tak zwanego poważnego, wysokiego. […] Dla mnie ważne jest rozpoznanie nie tyle obecności figur kobiecych w literaturze, ale tego, co one stanowią, co one mówią, co wynika z tego, co mówią10.
Dziś mamy już dzieła, których głównym tematem jest spojrzenie matki na córkę lub córki na matkę. Są to historie niezmiernie subiektywne, intymne, często oparte na wątkach autobiograficznych autorek. Przykładem poezji mieszczącej się w tak ujmowanym zakresie tematycznym może być cykl Matka i córka z tomu Wiatr Anny Świrszczyńskiej. Utwory prozatorskie to zaś Włoskie szpilki i Szum Magdaleny Tulli czy Bezmatek Miry Marcinów, a więc teksty, w których córki wspominają własne matki, ale równocześnie rozliczają je z tego, jakimi matkami były dla nich samych. Perspektywę odwrotną, czyli matki obserwującej rozwój swojej córki/córek, przyjmują Eliza Kącka w książce Wczoraj byłaś zła na zielono oraz Agnieszka Szpila w Łebki od Szpilki. Mamy również powieści, w których relacje matek i córek są istotnym elementem fabuły – do tej kategorii należą utwory Olgi Tokarczuk.
Ten motyw pojawia się w wielu jej książkach: w powieściach: E.E. , Prawiek i inne czasy, Ostatnie historie czy Anna In w grobowcach świata oraz w opowiadaniach Glicynia i Żurek ze zbioru Gra na wielu bębenkach. W dalszej części artykułu zastanowię się nad relacją Pani Eltzner i jednej z jej córek, Erną, w powieści E.E.
Przypadek Erny Eltzner – „E.E.”
Główną bohaterką E.E. jest Erna Eltzner, piętnastolatka, żyjąca w dostatnim, mieszczańskim domu we Wrocławiu. Dziewczynka jest jednym z ośmiorga dzieci Pani i Pana Eltznerów, ma dwie starsze i trzy młodsze siostry oraz dwóch młodszych braci. Jako „środkowa” córka niczym się nie wyróżnia, istnieje jako jedno z kilkorga dzieci. Sytuacja się zmienia, gdy w październiku 1908 roku dziewczynka mdleje podczas obiadu, a później, osłabiona, zwierza się matce, że widziała ducha.
Matka Erny jest zadbaną, pulchną blondynką. Z przyjemnością przegląda się w lustrze, jest zadowolona, że osiem porodów i jedno poronienie jej nie zniszczyło, wciąż czuje się kobieca, atrakcyjna i nie wygląda na swoje czterdzieści lat. Jest Polką. W młodości uciekła do Berlina, gdzie próbowała kariery aktorskiej. Tam poznał ją Fryderyk Eltzner, który zakochał się w niej i w swoim mniemaniu „uchronił” ją od niepewnego losu przez zawarcie z nią małżeństwa.
Pani Eltzner od dawna interesowała się zjawiskami paranormalnymi, więc w domu były organizowane seanse spirytystyczne. Sama twierdziła, że odwiedza ją duch zmarłego ojca. Dlatego gdy usłyszała, że jej córka doświadczyła kontaktu z duchem, ledwie mogła opanować podniecenie. Starając się zachować spokój, wypytała o wygląd ducha i rozpoznała w nim właśnie swojego ojca, a dziadka Erny, którego ta jednak nigdy nie spotkała. Zaślepiona ekscytacją Pani Eltzner nie zważała na to, że naprowadza córkę, która tak naprawdę nie pamięta dokładnie wyglądu ujrzanej postaci, na oczekiwane cechy, a równocześnie ignoruje te, które nie pasują do opisu jej ojca.
Od tego momentu matka zaczęła zwracać większą uwagę na córkę. Uświadomiła sobie nagle, że spośród jej sześciu córek to właśnie Erna jest do niej najbardziej podobna. Dostrzega w niej siebie z młodości. Wyszukuje najdrobniejsze szczegóły, które je łączą:
W Ernie, jedynej spośród swoich córek, widziała siebie, jaką była w jej wieku i jeszcze młodszą – nieśmiałą, brzydką, samotną i obcą światu, jakby do niego nie należała. Wolałaby czuć się podobna bardziej do postawnej, poważnej Berty albo kokieteryjnej Marie, albo do rozpieszczonej i rozkapryszonej Liny, albo do pewnych siebie bliźniaczek. Do wczoraj. Wczoraj w inny sposób spojrzała na Ernę i teraz, stojąc naprzeciw otwartej szafy, uświadomiła sobie, że Erna miała jej gesty i jej upodobania kulinarne – do zupy pomidorowej, ryżu i smażonych ryb. […] Teraz zaczęła szukać fizycznego podobieństwa Erny do siebie. Erna mogłaby być jej cieniem, taka była drobna, mała i delikatna. A jednak podobieństwo było – jasne oczy, zarys ust, zęby, dłonie i stopy, wystarczająco dużo, żeby obudzić wzruszenie i płynącą z niego czułość, że oto widzi w Ernie swoje własne, niepowtarzalne i konkretne istnienie11.
Widać wyraźnie skłonność Pani Eltzner do naginania rzeczywistości do swojej wizji. Tak jak postać widzianą przez Ernę pospiesznie zidentyfikowała jako swojego ojca, tak również podobieństwo córki do niej samej jest podkreślane na wyrost. Tokarczuk puszcza oko do czytelnika, jako niezbity dowód podobieństwa obydwu kobiet wymieniając zupę pomidorową, którą to – niemal przysłowiowo – lubią wszyscy. W rzeczywistości zaś Erna to zupełne przeciwieństwo swojej matki. Jest nieśmiała, milcząca i często zamyślona. Nie lubi swojego wyglądu, uważa, że jest brzydka, i z niechęcią patrzy w lustro. Widzi w nim wyłącznie swoje mankamenty, czerwone krostki na czole, zbyt wydatny nos i za małe usta.
Liliana Wickowska-Maciąg w swojej interpretacji postaci Pani Eltzner zwraca uwagę na jej podobieństwo do Róży Żabczyńskiej, tytułowej bohaterki Cudzoziemki Marii Kuncewiczowej:
Obydwie w młodości miały artystyczne aspiracje, których nie zrealizowały i wspomnienia o tym fakcie pozostały w ich pamięci; łączy je także skłonność do histerycznych zachowań. Jednak już przy pobieżnej analizie obu utworów widać, że nie sposób doszukiwać się zbieżności pomiędzy terrorystyczno-histeryczną osobowością Róży ze znacznie łagodniejszym charakterem pani Eltzner, która w wielu momentach budzi sympatię czytelnika, okazując się dobrą żoną i matką12.
Obydwie postaci łączy również fakt, że podobnie jak Róża Żabczyńska ze swojej córki uczyniła artystkę, ponieważ sama nie mogła nią zostać, Pani Eltzner pragnienie występów scenicznych przenosi na córkę, robiąc z niej gwiazdę seansów spirytystycznych. W obydwu przypadkach córki mają zrealizować marzenia swoich matek.
W świeżo odkrytych zdolnościach córki matka widzi okazję do ożywienia życia w domu i wypełnienia długich zimowych wieczorów rozrywką. Pani Eltzner, zmęczona nudną i powtarzalną codziennością, jest spragniona urozmaicenia. Na seanse spirytystyczne z Erną w roli medium decyduje się mimo ostrzeżeń o zagrożeniu, którym te mogą stać się dla młodego umysłu dziewczyny. Nie powstrzymuje jej pogarszające się po każdym seansie samopoczucie córki. Zamiast wycofać się z pomysłu, wypisuje osłabioną Ernę ze szkoły i organizuje jej naukę w domu, tym samym izolując ją od rówieśników.
Erna jest teraz otoczona przez dorosłych, którzy przy aprobacie jej matki wyzyskują dziewczynkę dla własnych korzyści i pragnień. Walter Frommer, pasjonat parapsychologii i najwierniejszy wspólnik Pani Eltzner w organizowaniu seansów spirytystycznych, uczył Ernę teoretycznych podstaw mediumizmu i pragnął egoistycznie zrobić z niej swoje dzieło – „dowód przeciwko niedowiarkom i tym szamanom z laboratoriów”13. Z kolei Artur Schatzmann jest młodym, ogromnie ambitnym studentem. Stał się pierwszą, ukrytą miłością młodej dziewczyny, ale sam nie zwracał na nią uwagi. Pragnie wykorzystać jej przypadek jako temat swojej pracy doktorskiej, dlatego zaczyna ją obserwować i namawia do prowadzenia dziennika snów, bada ją w laboratorium, ale w dyskusjach ze swoim mentorem mówi o niej E.E. – uprzedmiotawia ją i traktuje jedynie jako dobrą okazję do rozwinięcia swojej kariery. Doktor Löwe, siedemdziesięcioletni lekarz rodziny Eltznerów, z pozoru najbardziej ze wszystkich bohaterów książki przejmuje się zdrowiem Erny, ale czuje do (piętnastoletniej!) dziewczynki pociąg seksualny, ponadto ciekawość tego innego, duchowego świata nie pozwala mu na stanowcze sprzeciwienie się organizowaniu wyczerpujących dla Erny seansów.
Matka, która z racji swojej roli społecznej powinna zapewnić wszystkim swoim dzieciom bezpieczne i sprzyjające rozwojowi środowisko, pozwala na sprowadzenie córki do rangi fenomenu, ciekawostki, atrakcji. Co gorsza, mimo że coraz częstsze seanse skrajnie wyczerpują Ernę, Pani Eltzner zaczyna się nudzić. To, co początkowo było tak niezwykłe, powoli zaczęło stawać się normą. Nie dzieje się nic nowego. Zwierza się z tego Frommerowi jako człowiekowi, który do tej pory był jej największym sprzymierzeńcem:
– Walterze, ona ma taką wyobraźnię. Powinniśmy ją namówić, żeby rozszerzyła swój… repertuar.
– Ach, mój Boże, przecież to nie jest teatr! – wykrzyknął Frommer.
Pani Eltzner cofnęła się, zdziwiona i zawiedziona jak dziecko. Jej broda zadrżała.
– Dlaczego nikt nie chce mnie zrozumieć? – zapytała, wznosząc oczy pełne łez na żyrandol14.
Objawia się infantylizm i egoizm Pani Eltzner; Schatzmann zauważył te cechy już po pierwszej wizycie u Eltznerów. Pani Eltzner nigdy nie pogodziła się życiem, które wybrała. Stara się wypełniać codzienne obowiązki, być dobrą żoną, dbać o dom i o dzieci, ale cały czas tęskni do innego, bardziej ekscytującego życia, w którym co wieczór zbierałaby owacje od zachwyconej publiczności, dostawałaby wyrazy jej miłości i zachwytu. Organizując seanse, zachowuje się jak dyrektor teatru, dba o wystrój, atmosferę, odpowiednią publiczność. Chce, żeby to, co dzieje się w domu, było znane i głośno komentowane. Stąd właśnie bierze się pragnienie „rozszerzenia repertuaru”, które nie pozwoliłoby się znudzić ani jej, ani widzom.
Dzięki Ernie nadarzyła się okazja, żeby to ona sama znów znalazła się w centrum wydarzeń, żeby mogła zrealizować swoje marzenie, dla którego była gotowa do największych poświęceń. Miała niewiele tego rodzaju możliwości, odkąd została żoną – może dlatego, pomimo towarzyszącego im strasznego bólu zdecydowała się na osiem porodów:
Przypomniały się jej przedstawienia, w których brała udział jako młoda dziewczyna. Najpierw rosnące za kulisami napięcie, a potem nagłe oczyszczenie przez światła lamp i spojrzenie dziesiątek par oczu, które nakładały na jej twarz maskę; upajające uczucie, że można bezkarnie i niezobowiązująco stać się kimś innym, żyć na nowo.
Pani Eltzner uśmiechnęła się do swoich myśli. Teraz przyszło wspomnienie porodu Erny, a może Marie, gdy krzyczała, że już nigdy nie będzie rodzić. Wtedy miała wrażenie, że skupia się na niej reflektor całego wszechświata i że gra rolę ważniejszą niż kiedykolwiek, nawet jeżeli jest to rola niezbyt szczęśliwie dobrana. Kwiaty, którymi zastawiono wtedy pokój, mogły być przyniesione równie dobrze wielkiej aktorce, nie matce15.
Warto zauważyć, że Olga Tokarczuk pozbawiła Panią Eltzner imienia. Jest Panią Eltzner, Fryderykową Eltzner lub Muszką. Podobnie sprawa ma się z Panią Schatzmann alias Wiewiórką. Kobiety łączy to, że są matkami. Tak jakby macierzyństwo i założenie rodziny odbierało im własną tożsamość, wymagało od nich zrezygnowania z siebie. Inne kobiety w powieści noszą swoje imiona: Gertruda, dawno owdowiała i bezdzietna siostra Pana Eltznera, samotna Teresa Fromman czy wszystkie córki Państwa Eltznerów.
To, co mogło się stać z Erną, pozostaje w sferze domysłów. Ostatnie seanse były coraz większym obciążeniem dla młodego organizmu, dziewczynę bolały oczy i głowa, wymiotowała, a z ostatniego transu wybudziła się z pewnym opóźnieniem. Skarży się siostrze: „wcale nie chcę tam iść. Potem się tak źle czuję, a oni chcą, żeby to trwało i trwało”16. Możliwe, że wkrótce stanęłaby we własnej obronie, ponieważ właśnie w tym czasie zaczęła się buntować, co matka obserwowała z niepokojem. Zdarzały się jej zachowania aroganckie, odchodzenie bez słowa lub rzucanie przedmiotami. Skutecznym rozwiązaniem tej sytuacji było pojawienie się miesiączki. Znamienne, że po pomoc zwróciła się nie do matki, ale do starszych sióstr. To Berta i Marie wyjaśniły Ernie, jak używać materiałowej podpaski, i to one dzieliły z nią tę wyjątkową chwilę stania się kobietą. Po tym zdarzeniu Ernę opuściły zdolności spirytystyczne, przestała być fenomenem i mogła wrócić do normalnego życia.
Erna jako dorosła kobieta obrała inną drogę niż matka. W epilogu powieści, którego akcja rozgrywa się pięć lat po głównych wydarzeniach, pojawia się jako kobieta samodzielna, właścicielka salonu krawieckiego, inicjał jej imienia i nazwisko dumnie zdobią szyld nad wejściem. Przeszłość pozostawiła za sobą, pozwoliła jej odejść w niepamięć, podobnie jak ludziom, którzy wówczas byli wokół niej. Nie potrzebuje już opiekunów.
1 O. Tokarczuk, Czuły narrator [w:] tejże, Czuły narrator, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2020, s. 263.
2 E. Showalter, Krytyka feministyczna na bezdrożach, tłum. I. Kalinowska-Blackwood, „Teksty Drugie” 1993, nr 4–6, s. 115–146.
3 Tamże, s. 137.
4 Tamże, s. 138.
5 Tamże, s. 139.
6 Tamże, s. 140.
7 Tamże, s. 141.
8 Tamże, s. 139.
9 K. Kłosińska, Kobieta autorka, „Teksty Drugie” 1995, nr 3–4,
s. 87–112.
10 Olga Tokarczuk „Empuzjon” (FGL 2022), YouTube, online: https://www.youtube.com/watch?v=pTu5yxFrODA [dostęp: 22.12.2025; transkrypcja dosłowna].
11 O. Tokarczuk, E.E., Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2022,
s. 14–15.
12 L. Wickowska-Maciąg, Pomiędzy metafizyką a codziennością. Bohaterki Olgi Tokarczuk jako Hestie (na podstawie powieści napisanych przed rokiem 2000) [w:] Światy Olgi Tokarczuk, red. M. Rabizo-Birek, M. Pocałuń-Dydycz, A. Bienias, Rzeszów: Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, 2013, s. 33.
13 O. Tokarczuk, E.E., s. 245.
14 Tamże, s. 144.
15 Tamże, s. 178.
16 Tamże, s. 186.
Tekst powstał na podstawie pracy licencjackiej „Więzy i więzi. Relacje matek i córek w wybranych utworach Olgi Tokarczuk”, napisanej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie pod kierunkiem dr. Łukasza Kucharczyka.
