Czy wolność można przedawkować? Dylogia Octavii Butler

To pyta­nie brzmi pro­wo­ka­cyj­nie, bo przy­wy­kli­śmy trak­to­wać wol­ność jako dobro bez limi­tu. W języ­ku poli­ty­ki, zwłasz­cza tej zako­rze­nio­nej w tra­dy­cji libe­ral­nej, wol­ność jest nie­mal zawsze przed­sta­wia­na jako war­tość bez­wa­run­ko­wa: coś, cze­go zakres nale­ży posze­rzać i co trze­ba chro­nić przed wszel­kim uszczerb­kiem. Mówi się o niej tak, jak mówi się o powie­trzu – brak wol­no­ści zabi­ja, więc im jej wię­cej, tym lepiej.

A jed­nak lite­ra­tu­ra – zwłasz­cza dys­to­pij­na – od daw­na pod­su­wa nam myśl nie­po­ko­ją­cą: być może wol­ność, podob­nie jak tlen, może być szko­dli­wa, gdy jest jej za dużo. Być może to, co nazy­wa­my wol­no­ścią abso­lut­ną, jest tyl­ko inną nazwą cha­osu, któ­ry zawsze ktoś osta­tecz­nie zago­spo­da­ru­je.

Przy­po­wieść o siew­cy to histo­ria Lau­ren Ola­mi­ny, czar­no­skó­rej nasto­lat­ki dora­sta­ją­cej w 2024 roku w Los Ange­les, któ­re nie przy­po­mi­na już mia­sta z pocz­tó­wek. Ame­ry­ka się roz­pa­da: susze, poża­ry, bez­ro­bo­cie i brak dzia­ła­ją­ce­go rzą­du spra­wi­ły, że rodzi­ny zamknę­ły się w ogro­dzo­nych enkla­wach, a na uli­cach zapa­no­wa­li gang­ste­rzy i piro­ma­ni. Lau­ren ma wyjąt­ko­wą cechę – hiper­em­pa­tię, z powo­du któ­rej fizycz­nie odczu­wa ból i przy­jem­ność innych ludzi. Gdy osie­dle boha­ter­ki zosta­je znisz­czo­ne, dziew­czy­na wyru­sza na pół­noc z garst­ką oca­la­łych. W dro­dze budu­je coś nowe­go: Nasio­na Zie­mi – wspól­no­tę opar­tą na prze­ko­na­niu, że „Bóg jest Prze­mia­ną”, a ludzie mogą i muszą aktyw­nie kształ­to­wać swój świat, zamiast bier­nie cze­kać na zba­wie­nie. Przy­po­wieść o talen­tach sta­no­wi roz­wi­nię­cie tej histo­rii: wspól­no­ta Ear­th­se­ed pró­bu­je prze­trwać w obli­czu fana­ty­zmu reli­gij­ne­go i poli­tycz­ne­go ter­ro­ru nowe­go pre­zy­den­ta Ame­ry­ki, któ­ry pod hasłem „Make Ame­ri­ca Gre­at Aga­in” orga­ni­zu­je obo­zy pra­cy i prze­śla­do­wa­nia „obcych”. To dyp­tyk świad­czą­cy o rzad­kiej doj­rza­ło­ści twór­czej: pisa­ny w for­mie dzien­ni­ka Lau­ren, intym­ny i bru­tal­ny zara­zem, zawie­ra­ją­cy pyta­nia bez łatwych odpo­wie­dzi.

Kie­dy w 1993 roku Octa­via E. Butler pisa­ła Przy­po­wieść o siew­cy, świat nie wie­dział jesz­cze o Donal­dzie Trum­pie, o Elo­nie Musku, przej­mu­ją­cym plat­for­mę spo­łecz­no­ścio­wą pod sztan­da­rem „wol­no­ści sło­wa”, ani o poża­rach kli­ma­tycz­nych pusto­szą­cych Kali­for­nię. Autor­ka pisa­ła jed­nak o roku 2024 – z prze­ra­ża­ją­cą pre­cy­zją i wizjo­ner­stwem. Rok 2026 przy­no­si nato­miast nową pol­ską edy­cję słyn­nej dylo­gii (Przy­po­wieść o siew­cy – wzno­wie­nie w 2025 roku; Przy­po­wieść o talen­tach – w 2026 roku, oby­dwa tytu­ły w prze­kła­dzie Jac­ka Cheł­mi­nia­ka, opu­bli­ko­wa­ne przez Wydaw­nic­two W.A.B.), co jest dosko­na­łą oka­zją, żeby posta­wić pyta­nie, któ­re Butler zada­wa­ła przez całe życie: co tak napraw­dę zna­czy być wol­nym – i czy wol­ność pozba­wio­na gra­nic nie nisz­czy samej sie­bie?

Dwa wymiary wolności

Zanim wej­dzie­my w świat Butler, war­to zbu­do­wać fun­da­ment poję­cio­wy lek­tu­ry. W filo­zo­fii poli­tycz­nej od daw­na roz­róż­nia­no dwa wymia­ry wol­no­ści, któ­re Isa­iah Ber­lin opi­sał w słyn­nym ese­ju Dwie kon­cep­cje wol­no­ści (1958). Są to wol­ność nega­tyw­na i pozy­tyw­na – i roz­gra­ni­cze­nie to, choć z pozo­ru aka­de­mic­kie, oka­zu­je się klu­czem do zro­zu­mie­nia zarów­no uka­za­nej w książ­kach Butler dys­to­pii, jak i naszej wła­snej współ­cze­sno­ści.

Wol­ność nega­tyw­na to wol­ność „od” – od przy­mu­su, inge­ren­cji, zewnętrz­nych ogra­ni­czeń. Jestem wol­ny nega­tyw­nie wte­dy, gdy nikt mi nicze­go nie każe, nie zaka­zu­je, gdy nikt mnie nie nad­zo­ru­je. To wol­ność, któ­rą moż­na zmie­rzyć absen­cją: im mniej zaka­zów, tym wię­cej wol­no­ści. W tej logi­ce ide­ałem był­by świat bez pra­wa, bez pań­stwa, bez zobo­wią­zań – czy­ste pole dzia­ła­nia, gdzie każ­dy robi, co uzna za słusz­ne.

Wol­ność pozy­tyw­na to wol­ność „do” – do dzia­ła­nia, do reali­zo­wa­nia wła­snej woli, do bycia auto­rem swo­je­go życia. Jestem wol­ny pozy­tyw­nie nie dla­te­go, że nikt mi nicze­go nie zabra­nia, lecz dzię­ki środ­kom, zdol­no­ściom i warun­kom nie­zbęd­nym, by pla­ny wcie­lić w życie.

Ber­lin prze­strze­gał przed jed­no­stron­nym umi­ło­wa­niem wol­no­ści pozy­tyw­nej, ponie­waż może ona pro­wa­dzić do pater­na­li­zmu i tota­li­ta­ry­zmu – wła­dzy, któ­ra „wie lepiej”, cze­go napraw­dę potrze­bu­jesz. Rewo­lu­cje fran­cu­ska i rosyj­ska były w oczach filo­zo­fa ostrze­że­nia­mi: począt­ko­we idee wol­no­ści pozy­tyw­nej – eman­cy­pa­cji ludu, wyzwo­le­nia czło­wie­ka – koń­czy­ły się na gilo­ty­nie i łagrach, bo ktoś musiał zde­cy­do­wać, kim ten wyzwo­lo­ny czło­wiek powi­nien się stać. Ber­lin zacho­wy­wał więc ostroż­ność: wol­ność pozy­tyw­na może być bowiem maską dla przy­mu­su.

Ale histo­ryk idei prze­strze­gał też przed fety­szy­zo­wa­niem wol­no­ści nega­tyw­nej. Sama nie­skrę­po­wa­na swo­bo­da, bez insty­tu­cji, bez soli­dar­no­ści, bez wspól­nych zobo­wią­zań, może stać się polem bitwy, w któ­rej wygry­wa­ją sil­niej­si, nawet jeśli nie mają racji. Ber­lin pisał, że mini­mal­ne gwa­ran­cje wol­no­ści nega­tyw­nej są koniecz­ne, ale nie­wy­star­cza­ją­ce: potrzeb­ne są insty­tu­cje, któ­re spra­wią, że ta wol­ność będzie dostęp­na dla wszyst­kich, nie tyl­ko dla sil­nych.

Przed­sta­wio­ne tu tło filo­zo­ficz­ne jest według mnie przy­dat­ne do zro­zu­mie­nia myśli zawar­tej w dylo­gii Butler. Autor­ka nie pisze o wol­no­ści jako abs­trak­cji. Testu­je oby­dwa wspo­mnia­ne mode­le w warun­kach eks­tre­mal­nych – i poka­zu­je, co z nich zosta­je, gdy insty­tu­cje pada­ją.

Ameryka w płomieniach – wolność jako rozpad

Świat Przy­po­wie­ści o siew­cy to Sta­ny Zjed­no­czo­ne 2024 roku, po serii kata­strof: kli­ma­tycz­nych, eko­no­micz­nych, insty­tu­cjo­nal­nych. Poli­cja ist­nie­je, ale jest pry­wat­na i odpo­wia­da wyłącz­nie na wezwa­nia tych, któ­rzy ją opła­ca­ją. Rząd fede­ral­ny dzia­ła nomi­nal­nie, lecz bez real­nej wła­dzy. Osie­dla oto­czo­ne są mura­mi i dru­tem, a gdy mury pada­ją, pozo­sta­je tyl­ko dro­ga – dosłow­na i sym­bo­licz­na.

W tym świe­cie wol­ność nega­tyw­na trium­fu­je w spo­sób gro­te­sko­wy. Nikt niko­mu nicze­go ofi­cjal­nie nie zabra­nia. Nie ma cen­zu­ry, ponie­waż nie ma niko­go, kto mógł­by nad­zo­ro­wać jej dzia­ła­nie. Podob­nie nie ma zaka­zu nosze­nia bro­ni. Każ­dy może robić, co chce – i wła­śnie dla­te­go uli­ce pło­ną.

Głów­na boha­ter­ka, Lau­ren Ola­mi­na, dora­sta w takim świe­cie za murem rodzin­nej enkla­wy. Jej ojciec, pastor bap­ty­stycz­ny, pró­bu­je utrzy­mać wspól­no­tę w ryzach: orga­ni­zu­je stra­że noc­ne, zarzą­dza zaso­ba­mi, pie­lę­gnu­je porzą­dek wewnętrz­ny. To mikro­spo­łe­czeń­stwo funk­cjo­nu­je tyl­ko dla­te­go, że ktoś bie­rze odpo­wie­dzial­ność za ogra­ni­cza­nie indy­wi­du­al­nej swo­bo­dy. Kie­dy ojciec zni­ka, a mur osie­dla zosta­je w koń­cu sfor­so­wa­ny, Lau­ren rozu­mie to, cze­go nie rozu­mia­ła wcze­śniej: wol­ność bez insty­tu­cji jest przy­wi­le­jem sil­nych.

Butler kon­stru­uje tę lek­cję za pomo­cą kon­kret­ne­go deta­lu nar­ra­cyj­ne­go: posta­ci piro­ma­nów, któ­rzy pod­pa­la­ją domy dla czy­stej przy­jem­no­ści destruk­cji. Są oni pro­duk­tem świa­ta bez hamul­ców. Nie wyzna­ją żad­nej ide­olo­gii, o nic nie wal­czą. Pod­pa­la­ją budyn­ki, bo mogą to robić. To wol­ność nega­tyw­na w swo­jej naj­bar­dziej pry­mi­tyw­nej for­mie: wol­ność od kon­se­kwen­cji, wol­ność od odpo­wie­dzial­no­ści, wol­ność od twa­rzy dru­gie­go czło­wie­ka.

Butler nie mora­li­zu­je wprost. Nie pisze trak­ta­tu poli­tycz­ne­go. Ale jej kon­strukt nar­ra­cyj­ny jest pre­cy­zyj­ny: im bar­dziej roz­pa­da­ją się insty­tu­cje publicz­ne – czy­li struk­tu­ry, któ­re ogra­ni­cza­ją wol­ność nega­tyw­ną – tym mniej wol­ni w sen­sie pozy­tyw­nym są ludzie. Rodzi­ny zamknię­te w obo­zach. Kobie­ty sprze­da­wa­ne jako siła robo­cza. Dzie­ci bez dostę­pu do edu­ka­cji. For­mal­nie nie­skrę­po­wa­ni, fak­tycz­nie w pułap­ce.

W Przy­po­wie­ści o talen­tach Butler posu­wa się o krok dalej. Poja­wia się tu postać Andrew Steele’a Jar­re­ta – pre­zy­den­ta krzy­czą­ce­go hasło „Make Ame­ri­ca Gre­at Aga­in” – któ­ry dąży do wol­no­ści od „obcych”, „dewia­cji” i „dege­ne­ra­cji” przez obo­zy pra­cy, ter­ror reli­gij­ny i sys­te­ma­tycz­ną likwi­da­cję wspól­not takich jak Nasio­na Zie­mi. Jar­ret jest poli­tycz­nym mistrzem pew­nej sztucz­ki reto­rycz­nej: swo­im zwo­len­ni­kom ofe­ru­je wol­ność nega­tyw­ną w for­mie eman­cy­pa­cji od libe­ral­nych norm i wie­lo­kul­tu­ro­wych zobo­wią­zań, odbie­ra im jed­nak wol­ność pozy­tyw­ną – zdol­ność do nie­za­leż­ne­go myśle­nia, wol­ność sumie­nia, pra­wo do inno­ści. To wol­ność jako towar, któ­ry moż­na kupić tyl­ko w jed­nym skle­pie.

To nie jest odle­gła fan­ta­zja. Wystar­czy spoj­rzeć na współ­cze­sne przy­kła­dy dzia­ła­nia wol­no­ści nega­tyw­nej bez hamul­ców. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych pra­wo do posia­da­nia bro­ni jest zapi­sa­ne w kon­sty­tu­cji i trak­to­wa­ne jako jed­na z naj­święt­szych wol­no­ści. Jego obroń­cy mówią języ­kiem Ber­li­na: żad­nych ogra­ni­czeń, żad­nej inge­ren­cji pań­stwa. Efekt? Wskaź­nik śmier­tel­no­ści z powo­du uży­cia bro­ni pal­nej w Sta­nach Zjed­no­czo­nych nale­ży do naj­wyż­szych na świe­cie wśród kra­jów wyso­ko­ro­zwi­nię­tych – ponad czter­dzie­ści tysię­cy ofiar rocz­nie (według danych CDC)1. Wol­ność od ogra­ni­czeń skut­ku­je bra­kiem wol­no­ści do bez­piecz­ne­go życia.

Elon Musk prze­jął Twit­te­ra w 2022 roku, ogła­sza­jąc go bastio­nem abso­lut­nej wol­no­ści sło­wa. W prak­ty­ce plat­for­ma sta­ła się prze­strze­nią, w któ­rej nasi­li­ły się hejt, dez­in­for­ma­cja i nęka­nie. Wol­ność od mode­ra­cji nie stwo­rzy­ła ago­ry wol­nych gło­sów – stwo­rzy­ła śro­do­wi­sko, w któ­rym gło­śniej­si i agre­syw­niej­si zagłu­sza­ją resz­tę. Naj­więk­sza iro­nia pole­ga na tym, że – jak ujaw­ni­ły póź­niej­sze śledz­twa dzien­ni­kar­skie – algo­ryt­my fawo­ry­zo­wa­ły posty same­go Muska, a narzę­dzia sztucz­nej inte­li­gen­cji usu­wa­ły tre­ści poli­tycz­nie nie­wy­god­ne dla wła­ści­cie­la plat­for­my. Oto wol­ność nega­tyw­na zamknię­ta w pułap­ce wła­snej sprzecz­no­ści: obiet­ni­ca bra­ku cen­zu­ry reali­zo­wa­na przez cen­zu­rę w innym kostiu­mie.

Okładka książki Octavii E. Butler pod tytułem „Przypowieść o siewcy”.
Octavia E. Butler, „Przypowieść o siewcy”, tłum. Jacek Chełminiak, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B., 2025.

Nasiona Ziemi – wolność jako praktyka zmiany

Na tle tego cha­osu Butler przed­sta­wia swo­ją pro­po­zy­cję: ruch Ear­th­se­ed, Nasion Zie­mi, zało­żo­ny przez głów­ną boha­ter­kę – nasto­lat­kę, któ­ra wycho­dzi za mur, ponie­waż zale­ży jej na czymś wię­cej niż tyl­ko na prze­trwa­niu.

Głów­na idea reli­gii Ear­th­se­ed brzmi: „Bóg jest Prze­mia­ną”. To nie wznio­sła meta­fo­ra ani obiet­ni­ca zba­wie­nia. To pro­gram filo­zo­ficz­ny. Lau­ren nie wie­rzy w Boga, któ­ry chro­ni ludzi, nagra­dza ich i karze. Wie­rzy w zmia­nę jako jedy­ną sta­łą siłę we wszech­świe­cie – i w ludz­ką zdol­ność do kształ­to­wa­nia tej zmia­ny, nie tyl­ko bier­ne­go pod­da­wa­nia się jej.

Wol­ność w rozu­mie­niu Ear­th­se­ed jest rady­kal­nie pozy­tyw­na. Nie pole­ga na bra­ku ogra­ni­czeń – pole­ga na zdol­no­ści do wspól­ne­go dzia­ła­nia, do ucze­nia się, do prze­kształ­ca­nia oto­cze­nia. Wspól­no­ta Lau­ren uczy się czy­tać, leczy ran­nych, zakła­da ogro­dy, spi­su­je pra­wa. Insty­tu­cje publicz­ne padły, więc odbu­do­wu­je je od pod­staw. Dzia­ła­nie to nie wyni­ka z przy­mu­su, lecz ze świa­do­mo­ści, że bez odpo­wied­nich struk­tur wol­ność jest wyłącz­nie złu­dze­niem.

To skraj­nie odmien­na filo­zo­fia od tej wyzna­wa­nej przez anta­go­ni­stów powie­ści: ban­dy­tów, sek­cia­rzy i popu­li­stów, któ­rzy wol­ność rozu­mie­ją jako brak odpo­wie­dzial­no­ści za innych. Lau­ren postrze­ga ją zaś jako zdol­ność do two­rze­nia świa­ta, w któ­rym odpo­wie­dzial­ność za innych jest moż­li­wa.

War­to tu odwo­łać się do roz­wa­żań Han­nah Arendt, któ­ra w Kon­dy­cji ludz­kiej (1958) pisa­ła, że wol­ność nie jest sta­nem, lecz czy­nem. Czło­wiek jest wol­ny nie wte­dy, gdy nikt mu nicze­go nie zabra­nia, ale gdy dzia­ła w prze­strze­ni publicz­nej razem z inny­mi, two­rząc coś nowe­go. Arendt nazy­wa­ła to dzia­ła­niem (niem. Han­deln) – naj­wyż­szą for­mą ludz­kiej aktyw­no­ści, moż­li­wą tyl­ko we wspól­no­cie. Samot­ny czło­wiek na bez­lud­nej wyspie nie jest wol­ny: jest wyłącz­nie sam. Wol­ność w rozu­mie­niu Arendt jest ze swo­jej natu­ry poli­tycz­na, czy­li zbio­ro­wa.

Ear­th­se­ed jest wła­śnie taką prze­strze­nią dzia­ła­nia. Każ­de zebra­nie rady wspól­no­ty, każ­da lek­cja czy­ta­nia, każ­da wspól­na decy­zja o tym, dokąd zmie­rza ta spo­łecz­ność – to akt wol­no­ści w uję­ciu arend­tow­skim. Nie dekla­ra­cje nie­pod­le­gło­ści, lecz prak­ty­ki bycia razem. I wła­śnie dla­te­go Ear­th­se­ed jest pro­po­zy­cją wol­no­ści – choć w żad­nym razie nie swo­bo­dy.

Podob­ną intu­icję, choć wyra­żo­ną w języ­ku eko­no­mii i poli­ty­ki roz­wo­ju, znaj­dzie­my w tek­stach Amar­tyi Sena. W Roz­wo­ju i wol­no­ści (1999) argu­men­to­wał on, że wol­ność nale­ży mie­rzyć nie przez pry­zmat ogra­ni­czeń (tego, cze­go nie wol­no nam robić), lecz pew­ne­go poten­cja­łu (tego, co fak­tycz­nie jeste­śmy zdol­ni robić i kim może­my być). Zapro­po­no­wał poję­cie moż­no­ści – zesta­wu real­nych zdol­no­ści, któ­re czło­wiek jest w sta­nie roz­wi­nąć i wyko­rzy­stać. Bez­piecz­na wspól­no­ta, dostęp do edu­ka­cji, uczest­nic­two w życiu spo­łecz­nym, ochro­na zdro­wia – to nie ogra­ni­cze­nia wol­no­ści, lecz jej warun­ki. To gle­ba, w któ­rej wol­ność w ogó­le może wzro­snąć.

Kie­dy Lau­ren Ola­mi­na zakła­da biblio­te­kę i szko­łę w samym środ­ku posta­po­ka­lip­tycz­ne­go cha­osu, nie ogra­ni­cza zatem wol­no­ści swo­ich towa­rzy­szy. Prze­ciw­nie, two­rzy tę wol­ność, dostar­cza moż­no­ści, bez któ­rych wol­ność była­by tyl­ko kolej­nym okre­śle­niem bez­sil­no­ści.

Popkultura w cieniu Butler

Butler nie jest odosob­nio­na w swo­im myśle­niu. Dys­to­pij­na wyobraź­nia kul­tu­ry popu­lar­nej powra­ca nie­ustan­nie do tego same­go pyta­nia – i zazwy­czaj udzie­la tej samej odpo­wie­dzi.

Mad Max: Fury Road w reży­se­rii George’a Mil­le­ra (2015) to wizja świa­ta, w któ­rym wol­ność nega­tyw­na zwy­cię­ża cał­ko­wi­cie. Pust­ko­wia nie zna­ją hie­rar­chii, zobo­wią­zań ani pra­wa – poza jed­nym: siłą. Nux, Immor­tan Joe, Furio­sa – każ­da z tych posta­ci jest wol­na od zewnętrz­nych ogra­ni­czeń. Tyl­ko jed­na z nich sta­je się napraw­dę wol­na: ta, któ­ra decy­du­je się dzia­łać na rzecz innych, nawet kosz­tem wła­sne­go bez­pie­czeń­stwa.

Black Mir­ror (2011–dziś) prze­su­wa pro­blem w innym kie­run­ku. W wie­lu odcin­kach seria­lu tech­no­lo­gia ofe­ru­je pozor­nie nie­ogra­ni­czo­ną wol­ność: pamię­tasz wszyst­ko, oce­niasz wszyst­kich, jesteś widzia­ny przez wszyst­kich. Skut­kiem jest nie wyzwo­le­nie, lecz nowy rodzaj tyra­nii – tyra­nia przej­rzy­sto­ści, w któ­rej każ­da chwi­la jest poten­cjal­nie publicz­na i oce­nia­na. Wol­ność od pry­wat­no­ści oka­zu­je się wię­zie­niem bar­dziej dusz­nym niż fizycz­na klat­ka.

Seria Fal­lo­ut – zarów­no gry, jak i serial Ama­zo­na (2024) – przed­sta­wia świat po woj­nie ato­mo­wej, w któ­rym na powierzch­ni panu­je wol­ność abso­lut­na. Frak­cje wal­czą tu o wła­dzę, każ­dy obóz gło­si swój wła­sny pro­gram wyzwo­le­nia, a boha­ter lub boha­ter­ka dry­fu­je przez ten cha­os, pró­bu­jąc zro­zu­mieć, któ­ra wizja wol­no­ści jest war­ta obro­ny. Odpo­wiedź pod­su­wa­na przez twór­ców serii jest butle­row­ska: war­to chro­nić tę wizję, któ­ra zakła­da budo­wa­nie wspól­no­ty, a nie wyłącz­nie nisz­cze­nie prze­szkód.

Wolność jest performatywna

Timo­thy Sny­der w opu­bli­ko­wa­nej w 2024 roku książ­ce O wol­no­ści (w Pol­sce nakła­dem Wydaw­nic­twa Znak nie­daw­no uka­za­ło się tłu­ma­cze­nie Bar­tło­mie­ja Pie­trzy­ka) nada­je tym lite­rac­kim intu­icjom ramy filo­zo­ficz­ne. Ana­li­zu­je współ­cze­sną Ame­ry­kę jako labo­ra­to­rium para­dok­sów: kraj, któ­ry stwo­rzył mit naj­więk­szej wol­no­ści na świe­cie, pro­du­ku­je dziś maso­wą bez­sil­ność, samot­ność i auto­ry­ta­ryzm.

Dia­gno­za Sny­de­ra jest bli­ska butle­row­skiej: to, co w domi­nu­ją­cym dys­kur­sie ucho­dzi za wol­ność – dere­gu­la­cja, mini­ma­lizm pań­stwo­wy, kult jed­nost­ki – jest w isto­cie znisz­cze­niem warun­ków wol­no­ści. Gdy edu­ka­cja publicz­na upa­da, gdy opie­ka zdro­wot­na zaczy­na być przy­wi­le­jem zamoż­nych, gdy infra­struk­tu­ra spo­łecz­na ule­ga roz­pa­do­wi, ludzie sta­ją się zakład­ni­ka­mi ryn­ku oraz przy­pad­ku.

Sny­der pro­po­nu­je pięć fila­rów wol­no­ści: suwe­ren­ność jed­nost­ki, uzna­nie fak­tów, ruch w prze­strze­ni i cza­sie, towa­rzy­stwo innych oraz rów­ność wobec pra­wa. Każ­dy z fila­rów wią­że się z pew­ny­mi pozy­tyw­ny­mi ele­men­ta­mi, taki­mi jak insty­tu­cje zapew­nia­ją­ce odpo­wied­nie warun­ki roz­wo­ju wol­no­ści czy wspól­no­ta, któ­ra je pod­trzy­mu­je. Wol­ność nie ist­nie­je w próż­ni.

Naj­waż­niej­sza zbież­ność myśli Sny­de­ra i Butler pole­ga jed­nak na tym, że obo­je postrze­ga­ją wol­ność jako pro­ces, a nie stan. Nie dzie­dzi­czy­my wol­no­ści raz na zawsze. Musi­my ją cią­gle odtwa­rzać, pie­lę­gno­wać, budo­wać. Lau­ren Ola­mi­na nie cze­ka, aż ktoś da jej wol­ność – sama ją kon­stru­uje, krok po kro­ku, napis po napi­sie w dzien­ni­ku Ear­th­se­ed.

Wolność jak siewca

Butler i jej komen­ta­to­rzy – od Sny­de­ra po pol­skich recen­zen­tów – prze­ko­nu­ją, że wol­ność nie sta­no­wi pro­stej funk­cji swo­bo­dy. Nie jest tak, że wię­cej wol­no­ści nega­tyw­nej pro­wa­dzi do lep­sze­go życia. Praw­dzi­wa wol­ność wyma­ga odpo­wied­niej archi­tek­tu­ry: fun­da­men­tów (bez­pie­czeń­stwa, zaufa­nia, insty­tu­cji), ścian (norm, zobo­wią­zań, soli­dar­no­ści) i okien (otwar­to­ści, róż­no­rod­no­ści, zmia­ny).

Kie­dy Lau­ren Ola­mi­na stwier­dza: „Bóg jest Prze­mia­ną”, mówi coś ści­śle poli­tycz­ne­go – że żaden porzą­dek nie trwa wiecz­nie, że zmia­na jest nie tyl­ko nie­uchron­na, lecz tak­że pożą­da­na – ale wyłącz­nie jeśli jest budo­wa­niem, nie burze­niem. Że wol­ność, jak nasio­no, musi zostać zasia­na w odpo­wied­niej gle­bie, ina­czej nie wzej­dzie.

Dys­to­pij­na Ame­ry­ka Butler to ostrze­że­nie przed wol­no­ścią abso­lut­ną rozu­mia­ną jako brak wszel­kich zobo­wią­zań wobec innych. W takim świe­cie ci, któ­rzy krzy­czą naj­gło­śniej o wol­no­ści, zazwy­czaj mają na myśli wła­sną wol­ność kosz­tem innych. Wol­ność jako mono­pol, nie jako wspól­ne dobro.

Ale Butler nie jest pesy­mist­ką. Jej powie­ści koń­czą się – wbrew całe­mu okru­cień­stwu świa­ta – wizją peł­ną nadziei. Nadziei utka­nej z kon­kre­tu: kil­ku­dzie­się­ciu ludzi, któ­rzy umie­ją czy­tać, mają ogród i wie­dzą, że ich prze­trwa­nie zale­ży od prze­trwa­nia innych. To wystar­czy, by zasa­dzić coś nowe­go.

Pyta­nie, któ­re Butler zada­je, jest więc w isto­cie pyta­niem o gra­ni­cę mię­dzy wol­no­ścią a odpo­wie­dzial­no­ścią – i o to, czy moż­na te dwie war­to­ści trak­to­wać jako odręb­ne. Odpo­wiedź autor­ki jest jasna: nie moż­na. Wol­ność bez odpo­wie­dzial­no­ści jest pra­wem do nisz­cze­nia. Odpo­wie­dzial­ność bez wol­no­ści jest nie­wo­lą. Tyl­ko razem two­rzą coś, co war­to nazy­wać kon­dy­cją ludz­ką.

Dziś, gdy kata­stro­fy kli­ma­tycz­ne coraz rza­dziej są fik­cją, gdy popu­li­ści w kolej­nych kra­jach odkry­wa­ją reto­ry­kę wyzwo­le­nia od „elit”, „glo­ba­li­stów” i „obcych”, gdy plat­for­my cyfro­we ofe­ru­ją nam ilu­zję nie­ogra­ni­czo­nej eks­pre­sji – powie­ści Butler czy­ta się jak mapy. Nie poka­zu­ją one, gdzie jeste­śmy. Poka­zu­ją, dokąd może­my tra­fić, jeśli wol­ność będzie­my rozu­mieć jako brak odpo­wie­dzial­no­ści za innych.

Wol­ność – jak nasio­no – musi być zasia­na umie­jęt­nie. Musi mieć gle­bę. Musi mieć wodę. I – co naj­waż­niej­sze – musi mieć ogrod­ni­ka, któ­ry rozu­mie, że to, co wyro­śnie, będzie wspól­ne.

 

1 Cen­ters for Dise­ase Con­trol and Pre­ven­tion (CDC), Fire­arm Mor­ta­li­ty by Sta­te and Ove­rall, Natio­nal Cen­ter for Health Sta­ti­stics, onli­ne: https://www.cdc.gov/nchs/fastats/injury.htm [dostęp: 14.06.2026].

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

16.07.2026 Laba

Pocztówka ze skweru na Grzegórzkach

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy tekst Agaty Napiórskiej.

15.07.2026 Interferencje

Wiralowe Wzgórza

„Emily Brontë zmarła na gruźlicę sto siedemdziesiąt siedem lat temu, a ta adaptacja i tak jest najgorszym, co ją spotkało” – gdy tylko zobaczyłam ten komentarz, jeden z wielu krążących w sieci w momencie premiery najnowszej ekranizacji Wichrowych Wzgórz, wiedziałam, że rozpocznę od niego swój tekst – o filmowych adaptacjach powieści Emily Brontë pisze Aleksandra Kumala.

14.07.2026 Laba

Po stronie ciszy

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z polarniczką i pisarką Dagmarą Bożek rozmawia Małgorzata Bugaj.