Dizajn dotyczy wszystkiego

Współ­cze­sne rozu­mie­nie dizaj­nu czę­sto odbie­ga od słow­ni­ko­wej defi­ni­cji tego okre­śle­nia (w Słow­ni­ku języ­ka pol­skie­go PWN czy­ta­my, że dizajn to wygląd lub pro­jek­to­wa­nie przed­mio­tów użyt­ko­wych). Poję­cie to utoż­sa­mia się zwy­kle z dobrym dizaj­nem (nowo­cze­snym, luk­su­so­wym) albo ogra­ni­cza jego zakres do zagad­nień czy­sto este­tycz­nych. Dla­te­go, suge­ru­jąc się tytu­łem oraz słyn­ną wyci­skar­ką do cytru­sów przed­sta­wio­ną na okład­ce nowe­go wyda­nia Dizaj­nu i emo­cji Dona Nor­ma­na1, czy­tel­nik może ulec złu­dze­niu, że książ­ka ta trak­tu­je o naj­lep­szych for­mach sztu­ki użyt­ko­wej. Tym­cza­sem przy­wo­ła­na publi­ka­cja w więk­szym stop­niu niż samym obiek­tom poświę­co­na zosta­ła ich użyt­kow­ni­kom, a w szcze­gól­no­ści roli, jaką w odbio­rze dizaj­nu odgry­wa­ją mecha­ni­zmy poznaw­cze. Tekst Nor­ma­na obej­mu­je całe spek­trum ludz­kich odczuć i doświad­czeń zwią­za­nych z rze­cza­mi: począw­szy od nie­da­ją­cej się uza­sad­nić rado­ści obco­wa­nia z pięk­nym, ale bez­u­ży­tecz­nym imbry­kiem, przez satys­fak­cję pły­ną­cą z kro­je­nia warzyw ide­al­nie zapro­jek­to­wa­nym do tego celu nożem, skoń­czyw­szy na wście­kło­ści z powo­du nie­in­tu­icyj­nej obsłu­gi lap­to­pa.

Co roz­brzmie­wa w naszych kuch­niach: prze­ni­kli­wy pisk zmy­war­ki czy sub­tel­ny świer­got czaj­ni­ka Ales­si? Dizajn doty­czy wszyst­kie­go. W swo­jej dru­giej poświę­co­nej mu książ­ce Nor­man przy­zna­je, że roz­wój neu­ro­bio­lo­gii zmu­sił go do prze­for­mu­ło­wa­nia tez, któ­re zna­la­zły się w wyda­nym pod koniec lat 80. Dizaj­nie na co dzień. Autor nie usta­la jed­nak zasad funk­cjo­nal­no­ści i este­ty­ki. Zamiast tego sku­pia się na emo­cjach. Z per­spek­ty­wy kogni­ty­wi­stycz­nej roz­wa­ża, dla­cze­go rze­czy przy­pa­da­ją nam do ser­ca albo prze­ciw­nie – dzia­ła­ją nam na ner­wy.

Wszyst­kie ludz­kie dzia­ła­nia i myśli pod­szy­te są emo­cja­mi, czę­sto nie­uświa­do­mio­ny­mi. Prze­twa­rza­nie infor­ma­cji przez mózg Nor­man przed­sta­wia na trzy­po­zio­mo­wym sche­ma­cie. Każ­de­mu z pozio­mów – pier­wot­ne­mu, beha­wio­ral­ne­mu i reflek­syj­ne­mu – odpo­wia­da­ją inne aspek­ty dizaj­nu.

Na pozio­mie pier­wot­nym ana­li­zo­wa­ne są dane sen­so­rycz­ne z zewnątrz. W zależ­no­ści od tego, czy zosta­ły roz­po­zna­ne jako moż­li­wo­ści czy zagro­że­nia, z gene­tycz­ne­go wzor­ca dobie­ra­na jest odpo­wied­nia reak­cja. To począ­tek prze­twa­rza­nia afek­tyw­ne­go. Afekt wyprze­dza myśli i sta­no­wi pod­ło­że każ­de­go pro­ce­su decy­zyj­ne­go. W dizaj­nie na afek­ty oddzia­łu­ją cechy fizycz­ne przed­mio­tów (na przy­kład samo­chód może mieć ele­ganc­kie nad­wo­zie, trza­ska­ją­ce drzwicz­ki lub karo­se­rię w przy­ku­wa­ją­cym wzrok kolo­rze).

Na pozio­mie beha­wio­ral­nym, poni­żej pro­gu świa­do­mo­ści, kon­tro­lo­wa­ne są codzien­ne wyuczo­ne zacho­wa­nia. Nor­man tłu­ma­czy, że wszyst­kie dzie­ci rodzą się neu­ro­nal­nie goto­we do przy­swo­je­nia zasad sys­te­mu języ­ko­we­go (poziom pier­wot­ny), ale to, któ­re­go języ­ka się nauczą, zale­ży od zdo­by­tych przez nie doświad­czeń (poziom beha­wio­ral­ny). Dizajn beha­wio­ral­ny sku­pia się na funk­cjo­nal­no­ści (na przy­kład: do cze­go słu­ży obie­racz­ka?), wydaj­no­ści (jak spraw­nie obie­ra?) oraz uży­tecz­no­ści (czy jest łatwa w obsłu­dze?).

Na jedy­nym w peł­ni uświa­do­mio­nym pozio­mie prze­twa­rza­nia infor­ma­cji – reflek­syj­nym – moż­li­we są meta­na­mysł i odczu­wa­nie przez jed­nost­kę jej wła­sne­go „ja”. Istot­ną rolę odgry­wa tu wpływ kul­tu­ry czy indy­wi­du­al­nych doświad­czeń danej oso­by; zauwa­żal­ne jest tak­że oddzia­ły­wa­nie pozio­mów pier­wot­ne­go i beha­wio­ral­ne­go, choć na pozio­mie reflek­syj­nym może dojść do pod­wa­że­nia ich afek­tyw­nych wer­dyk­tów. Ukie­run­ko­wa­ny na ów poziom dizajn oce­nia­ny jest przez pry­zmat toż­sa­mo­ści, satys­fak­cji i wspo­mnień.

Nor­man porów­nu­je cechy dizaj­nu beha­wio­ral­ne­go i reflek­syj­ne­go na przy­kła­dzie dwóch zegar­ków: Casio 520‑U i Time by Design. Ten pierw­szy ma wie­le funk­cji, jest nie­za­wod­ny i odpor­ny na znisz­cze­nia, nie­zbyt jed­nak este­tycz­ny. Z dru­gie­go trud­no odczy­tać godzi­nę, ale ze wzglę­du na pomy­sło­wy dizajn i dopra­co­wa­ne wyko­na­nie ucho­dzi za pre­sti­żo­wy. Co cie­ka­we, dwa­dzie­ścia lat po napi­sa­niu Dizaj­nu i emo­cji cha­rak­te­ry­stycz­na fizjo­no­mia zegar­ków Casio, utrzy­ma­na w sty­lu retro i przy­wo­dzą­ca na myśl lata 90., sta­ła się zno­wu pożą­da­na. Tym razem za spra­wą sen­ty­men­tu, a więc poprzez mecha­ni­zmy prze­twa­rza­nia infor­ma­cji dzia­ła­ją­ce na pozio­mie reflek­syj­nym.

Z tych roz­wa­żań Nor­man wypro­wa­dza pro­stą, ale solid­nie ugrun­to­wa­ną w bada­niach tezę. Sko­ro stan emo­cjo­nal­ny czło­wie­ka ma zna­cze­nie w kon­tek­ście jego moż­li­wo­ści poznaw­czych oraz zdol­no­ści do kre­atyw­ne­go roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów, a dizajn oddzia­łu­je na ów stan emo­cjo­nal­ny, to dizajn wpły­wa na ludz­kie moż­li­wo­ści poznaw­cze i kre­atyw­ność. Ozna­cza to, że dobry dizajn nas uskrzy­dla, wadli­wy zaś to źró­dło naszych fru­stra­cji i błę­dów, a nawet przy­czy­na nie­któ­rych wypad­ków. Pod­czas poża­ru w sali kino­wej drzwi otwie­ra­ją­ce się do wewnątrz zatrza­sną w śmier­tel­nej pułap­ce napie­ra­ją­cy na nie, ogar­nię­ty pani­ką tłum. Jak pisał Mar­cin Wicha:

Błę­dem jak zawsze byli­śmy my. Nie­sfor­ni użyt­kow­ni­cy, któ­rzy nie czy­ta­ją instruk­cji i nie rozu­mie­ją naj­prost­szych rysun­ko­wych sche­ma­tów. Bar­ba­rzyń­cy, któ­rzy szar­pią się z uchwy­ta­mi […], zawsze skłon­ni do uży­cia nad­mier­nej siły i nie dość inte­li­gent­ni, by odgad­nąć inten­cje pro­jek­tan­ta. Do dzi­siaj czu­ję się win­ny, ile­kroć zde­mo­lu­ję pudeł­ko płat­ków, cho­ciaż pro­du­cent wyraź­nie zazna­czył „Hier öff­nen”2.

Jako zwo­len­nik dizaj­nu uwzględ­nia­ją­ce­go przede wszyst­kim potrze­by użyt­kow­ni­ka, Nor­man prze­no­si odpo­wie­dzial­ność za pro­dukt z powro­tem na twór­cę. Uwa­ża, że ludzie mają pra­wo zło­ścić się choć­by na swo­je kom­pu­te­ry, jeśli te zosta­ły wypo­sa­żo­ne w nie­in­tu­icyj­ne inter­fej­sy czy nie­zro­zu­mia­łe opro­gra­mo­wa­nie:

Spraw­ne posłu­gi­wa­nie się rze­cza­mi codzien­ne­go użyt­ku nie powin­no wyma­gać wie­lo­let­nie­go tre­nin­gu. […] Nie może­my też zapo­mi­nać, że […] się­ga­ją [po nie – K.Z.] róż­ni ludzie: wyso­cy i niscy, wyspor­to­wa­ni i cher­la­wi, mło­dzi i star­si3.

W prze­szło­ści Nor­man pra­co­wał mię­dzy inny­mi dla Hew­lett-Pac­kard oraz Apple Com­pu­ters. Jest nie tyl­ko bada­czem, ale też doświad­czo­nym prak­ty­kiem i entu­zja­stą tech­no­lo­gii. Bez wąt­pie­nia jego tro­ska o użyt­kow­ni­ków jest szcze­ra. Język Dizaj­nu i emo­cji zdra­dza jed­nak pew­ną nie­kon­se­kwen­cję w tym zakre­sie. Na kar­tach książ­ki użyt­kow­nik na zmia­nę sta­je się klien­tem lub kon­su­men­tem, a oma­wia­ny przed­miot pro­duk­tem:

Sfru­stro­wa­ny użyt­kow­nik to nie­za­do­wo­lo­ny klient, więc na eta­pie dizaj­nu beha­wio­ral­ne­go opła­ca się prze­strze­gać zasad pro­jek­to­wa­nia zorien­to­wa­ne­go na użyt­kow­ni­ka4.

War­to tak­że przy­to­czyć frag­ment wstę­pu publi­ka­cji:

W książ­ce tej wyka­żę, że emo­cjo­nal­ny wymiar dizaj­nu ma więk­szy wpływ na suk­ces pro­duk­tu niż kwe­stie stric­te prak­tycz­ne5.

Suk­ces pro­duk­tu, mie­rzo­ny na pod­sta­wie wyni­ków sprze­da­ży, nie świad­czy o jako­ści dizaj­nu. Zwłasz­cza w cza­sach pla­no­wa­ne­go posta­rza­nia, czy­li stra­te­gii pro­jek­to­wa­nia towa­rów o skró­co­nej żywot­no­ści. Ich napra­wa jest utrud­nio­na i nie­opła­cal­na, w rezul­ta­cie łatwiej­szym roz­wią­za­niem oka­zu­je się zakup nowe­go mode­lu dane­go sprzę­tu. W uję­ciu Han­nah Arendt naczel­nym dąże­niem homo faber, wytwór­cy rze­czy, jest trwa­łość. Co praw­da w pro­ce­sie użyt­ko­wa­nia przed­mio­tów sta­le się ona zmniej­sza, ale nisz­cze­nie ma tu cha­rak­ter ubocz­ny. Ina­czej niż w przy­pad­ku kon­sump­cji, któ­rej nie­od­łącz­ną cechą jest destruk­cja6.

Okładka książki Dona Normana pod tytułem „Dizajn i emocje”.
Don Norman, „Dizajn i emocje”, tłum. Dawid Czech, Kraków: Wydawnictwo Karakter, 2026.

Dzi­siaj ide­ał trwa­ło­ści jest zastę­po­wa­ny przez obfi­tość. Nor­man wspo­mi­na spo­tka­nie z przed­sta­wi­cie­la­mi szwaj­car­skie­go Swat­cha, fir­my, któ­ra, jak sam zauwa­ża, wsła­wi­ła się stwier­dze­niem, że męż­czy­zna powi­nien mieć tyle zegar­ków, ile kra­wa­tów, butów czy koszul. Autor tłu­ma­czy, że bran­ding emo­cjo­nal­ny pole­ga na wyko­rzy­sty­wa­niu mecha­ni­zmów reflek­syj­ne­go prze­twa­rza­nia infor­ma­cji zacho­dzą­cych w mózgu, jed­nak w swo­jej książ­ce nie wyra­ża miaż­dżą­cej kry­ty­ki podob­nych stra­te­gii – ina­czej niż choć­by Jean Bau­dril­lard, któ­ry dwie deka­dy wcze­śniej ostro skry­ty­ko­wał tech­ni­ki rekla­my, w tym eks­ta­tycz­ne, nad­mier­ne gene­ro­wa­nie dodat­ko­wych sen­sów w celach rekla­mo­wych. Tym­cza­sem Nor­man nie kry­je podzi­wu dla pomy­sło­we­go prze­kształ­ce­nia zegar­ków w „nośni­ki emo­cji” i „obiek­ty pożą­da­nia”:

Nauczy­łem się, że pro­dukt to wię­cej niż tyl­ko suma jego funk­cji. Jego praw­dzi­wa war­tość bie­rze się z zaspo­ko­je­nia potrzeb emo­cjo­nal­nych, a bodaj naj­waż­niej­szą z nich jest poczu­cie przy­na­leż­no­ści oraz budo­wa­nie i pod­trzy­my­wa­nie okre­ślo­ne­go obra­zu sie­bie7.

Potrze­by życio­we, dla któ­rych zaspo­ko­je­nia czło­wiek two­rzył wyna­laz­ki (na przy­kład by ulżyć sobie w cier­pie­niu lub pra­cy czy zbu­do­wać dom), zasad­ni­czo róż­nią się od typo­wo kon­sump­cyj­nych zachcia­nek. Opi­sy­wa­na przez Arendt trwa­łość ma wymiar nie tyl­ko prak­tycz­ny, ale i egzy­sten­cjal­ny. Rze­czy, któ­re nie­kie­dy ist­nie­ją dłu­żej niż zwią­za­ni z nimi ludzie (trwa­ją bowiem mimo śmier­ci wytwór­ców i użyt­kow­ni­ków), sta­bi­li­zu­ją naszą rze­czy­wi­stość:

Ludz­kiej subiek­tyw­no­ści sta­wia opór obiek­tyw­ność two­rzo­ne­go przez ludzi świa­ta, a nie wznio­sła obo­jęt­ność nie­tknię­tej przy­ro­dy, któ­rej prze­wa­ża­ją­ca, ele­men­tar­na siła, prze­ciw­nie, zmu­sza ich do nie­ustan­ne­go krą­że­nia w kole prze­mian bio­lo­gicz­nych, tak dokład­nie dosto­so­wa­nych do cyklicz­ne­go ruchu powszech­nie panu­ją­ce­go w gospo­dar­stwie przy­ro­dy8.

Nor­man zda­je się podzie­lać tę intu­icję:

Przed­mio­ty powin­ny sta­rzeć się wraz ze swo­imi użyt­kow­ni­ka­mi […] w spo­sób oso­bi­sty i przy­ja­zny. Tego rodza­ju per­so­na­li­za­cja prze­no­si potęż­ny ładu­nek emo­cjo­nal­ny, wzbo­ga­ca­jąc nasze życie9.

Tak rozu­mia­ne­go wytwór­stwa nie spo­sób pogo­dzić z nie­usta­ją­cym cyklem pro­duk­cji i kon­sump­cji. Dla­te­go wła­śnie zamien­ne ope­ro­wa­nie poję­cia­mi przed­mio­tu, pro­duk­tu, użyt­kow­ni­ka i kon­su­men­ta (a tak­że wcho­dze­nie w odpo­wia­da­ją­ce im argu­men­ta­cje) wyda­je się pew­ne­go rodza­ju nie­kon­se­kwen­cją. Gospo­dar­ki zegar­ków na każ­dą oka­zję nie da się ponad­to wpi­sać w żad­ną stra­te­gię eko­lo­gicz­ną, nawet w prze­sta­rza­łą kon­cep­cję pro­jek­to­wa­nia zrów­no­wa­żo­ne­go, popu­lar­ną na począt­ku lat 2000., kie­dy Dizajn i emo­cje wyda­no po raz pierw­szy. Nor­man zresz­tą w ogó­le nie poru­sza w swo­im tek­ście kwe­stii zaso­bów potrzeb­nych do roz­wo­ju przed­sta­wia­nych w publi­ka­cji tech­no­lo­gii, cho­ciaż o nisz­czy­ciel­skim wpły­wie homo faber na śro­do­wi­sko mówi się co naj­mniej od cza­su Pyta­nia o tech­ni­kę Mar­ti­na Heideg­ge­ra (1953).

Ostat­nia część Dizaj­nu i emo­cji poświę­co­na jest roz­wa­ża­niom nad przy­szło­ścią robo­ty­ki. Nor­man jed­nak nie tyle kon­cen­tru­je się tu na róż­nych sce­na­riu­szach roz­wo­ju tej dzie­dzi­ny, ile opi­su­je kon­kret­ną wizję: robo­ty­kę emo­cjo­nal­ną. Wycho­dzi z zało­że­nia, że trzy­stop­nio­wy sys­tem prze­twa­rza­nia infor­ma­cji umy­słów biał­ko­wych spraw­dzi się tak­że w przy­pad­ku umy­słów krze­mo­wych. Autor prze­ko­nu­je, że zaszcze­pie­nie robo­tom afek­tów i emo­cji umoż­li­wi im wyko­ny­wa­nie zło­żo­nych i róż­no­rod­nych zadań. Nor­man sku­pia się na robo­ty­ce i jej wydaj­no­ści emo­cjo­nal­nej, lecz nie­wie­le uwa­gi poświę­ca odpo­wie­dzi na zasad­ni­cze pyta­nia: czy chce­my i czy potrze­bu­je­my robo­tów odczu­wa­ją­cych emo­cje? Jakie kon­se­kwen­cje etycz­ne, spo­łecz­ne, poli­tycz­ne i eko­lo­gicz­ne mia­ło­by ich ist­nie­nie? Przy­to­cze­nie przez auto­ra trzech praw robo­ty­ki z pro­zy Isa­aca Asi­mo­va oraz zasy­gna­li­zo­wa­nie poten­cjal­nych kon­tro­wer­sji zwią­za­nych z oma­wia­ną kwe­stią wyda­ją się w tym kon­tek­ście nie­wy­star­cza­ją­ce. Zasta­na­wia też deter­mi­nizm tech­no­lo­gicz­ny Nor­ma­na:

Dzi­siaj robo­ty naby­wa­ją zdol­no­ści moto­rycz­ne, jutro nabę­dą zdol­no­ści afek­tyw­ne i sfe­rę emo­cjo­nal­ną. Będzie to mia­ło donio­słe skut­ki, zarów­no dobro­czyn­ne, jak i zgub­ne. Tak to już jest z tech­no­lo­gią – każ­de nowe osią­gnię­cie to miecz obo­siecz­ny. Nad poten­cjal­ny­mi korzy­ścia­mi z postę­pu tech­nicz­ne­go zawsze wisi groź­ba przy­krych kon­se­kwen­cji spo­łecz­nych10.

Podob­ne prze­ko­na­nia, odzie­ra­ją­ce uczest­ni­ków histo­rii ze spraw­czo­ści, mają być wyra­zem zdro­wo­roz­sąd­ko­we­go reali­zmu. Jest jed­nak wprost prze­ciw­nie. Roz­wój tech­no­lo­gii nie jest nie­uchron­ną koniecz­no­ścią, lecz rezul­ta­tem dzia­łań ludzi, zwy­kle pra­cu­ją­cych w celu zre­ali­zo­wa­nia kon­kret­nych zało­żeń.

„Choć nauko­wa część moje­go umy­słu wzdra­ga się przed tak sche­ma­tycz­nym uję­ciem pro­ble­mu, zmysł pro­jek­tan­ta pod­po­wia­da mi, że jest ono wystar­cza­ją­ce, a przede wszyst­kim – pomoc­ne”11. Podob­na inten­cja zda­je się przy­świe­cać całe­mu tek­sto­wi, bez wąt­pie­nia komu­ni­ka­tyw­ne­mu i lek­kie­mu w odbio­rze. To pozy­cja napi­sa­na z pasji do dizaj­nu wyso­kiej jako­ści, peł­na cie­ka­wo­stek popu­lar­no­nau­ko­wych oraz inte­re­su­ją­cych przy­kła­dów, ilu­stru­ją­cych oma­wia­ne zagad­nie­nia teo­re­tycz­ne. Nie bez zna­cze­nia jest tu rów­nież fakt, że Dizajn i emo­cje to dobrze zapro­jek­to­wa­na publi­ka­cja (co nie­zmien­nie cha­rak­te­ry­zu­je tytu­ły wyda­wa­ne przez Karak­ter). Książ­ka Nor­ma­na skła­nia nas do reflek­sji nad ota­cza­ją­cym nas świa­tem, któ­re­go obraz czę­sto uzna­je­my za oczy­wi­sty, choć prze­cież mógł on wyglą­dać zupeł­nie ina­czej.

 

1 D. Nor­man, Dizajn i emo­cje, tłum. D. Czech, Kra­ków: Wydaw­nic­two Karak­ter, 2026.

2 M. Wicha, Jak prze­sta­łem kochać design, Kra­ków: Wydaw­nic­two Karak­ter, 2015, s. 44.

3 D. Nor­man, Dizajn…, s. 81.

4 Tam­że, s. 81.

5 Tam­że, s. 10.

6 H. Arendt, Kon­dy­cja ludz­ka, tłum. A. Łagodz­ka, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Ale­the­ia, 2010, s. 165.

7 D. Nor­man, Dizajn…, s. 91.

8 Jeśli nie jest arty­stą, poetą lub histo­rio­gra­fem (utrwa­la­ją­cym ludz­kie dzia­ła­nie i mowę w swo­ich dzie­łach), homo faber w erze pro­duk­cji maso­wej może być tyl­ko pro­jek­tan­tem mode­li do fabrycz­ne­go powie­le­nia. Zob. H. Arendt, Kon­dy­cja ludz­ka…, s. 164.

9 D. Nor­man, Dizajn…, s. 223.

10 Tam­że, s. 214.

11 Tam­że, s. 42.

Kinga Zemła, fot. ze zbiorów autorki.

– architektka, urbanistka, autorka tekstów.

więcej →

Don Norman, fot. Bill Grice (Feb 2015)

– amerykański inżynier, psycholog kognitywny i projektant.

więcej →

Powiązane teksty

26.04.2026
Recenzje

„Hjem”, czyli o dającej nadzieję współegzystencji ludzi i nieludzi na Północy

Tytułowe słowo „hjem” w języku norweskim oznacza dom rozumiany jako siedlisko czy przystań. Wybór tytułu można uznać za trafny, bo książka przywodzi na myśl pamiętnik z miejsca, które zarówno dla autorki, jak i obserwowanych przez nią postaci (ludzi i nieludzi) rzeczywiście oznacza coś więcej niż adres – o książce Ilony Wiśniewskiej pisze Dagmara Tomczyk.