Marzycielnia? Pomysłownia? Myślarnia? To nie są przekreślone notatki Rafała Księżyka do Śnialni…, ale różne propozycje tłumaczeń Sokratesa i jego uczniów w Chmurach Arystofanesa. Zanim ktoś zarzuci mi gloryfikujące porównanie postaci Andrzeja Urbanowicza do „filozofa filozofów”, dodam, że ateński mędrzec w komedii Arystofanesa miał swoje za uszami, a w samym zestawieniu chodziło mi o kłopot z nazewnictwem. Chmury przekładane były bowiem wielokrotnie, a każdy kolejny tłumacz patrzy na tekst przez inny filtr i dociera do nowych rozwiązań.
Podobnie jest zapewne w przypadku tak zwanej Śnialni. Określenie to jest spolszczeniem wyrazu „oneiron” (gr. ὄνειρος – marzenie senne), nazwy rzeczywiście używanej przez grupę artystów działających na Górnym Śląsku. Trzeba jednak przyznać, że tutaj nie kończy się onomastyczna przygoda, ponieważ sami członkowie grupy nazywali siebie Bezpretensjonalnym Świętym Kolektywem Literackim, Ligą Spostrzeżeń Duchowych, namalowali Nowe Bezpretensjonalne Pismo Święte w Obrazkach (zwane także Encyklopedią albo Czarnymi kartami lub – po ingerencji cenzury – Nowym Bezpretensjonalnym chaosem w obrazkach, albo zwyczajnie, w skrócie – Chaosem lub Leksykonem). Do tego drukowali eksperymentalny artzin „Nowe Bezpretensjonalne Pismo Święte”, prowadzili zapiski ze spotkań o nazwie Tajna kronika pięciu osób, pisywali Czarne teksty, wydawali również magazyn „Ouroboros. Panopticum Oneironu”. Ponadto gdy porusza się powyższe tematy, w dyskursie niejednokrotnie wspomina się o pracowni na Piastowskiej, oneironautach i satelitach albo kręgu Oneironu. Co to wszystko znaczy?
Ktoś mógłby powiedzieć, że to idiolekt awangardowej grupy artystycznej – i oczywiście miałby rację. Niemniej określenie tego rodzaju dostarcza nam zaledwie części informacji o grupie i jej recepcji – niezwykle trudno nazwać ową grupę raz na zawsze, a później ją zaszufladkować. Czy zatem ostatnie opracowania Rafała Księżyka Śnialnia. Śląski Underground (2023) i Joanny Szwedy Literatura w kręgu Oneironu (2025) rozwiązały kwestie „czarnoksiężników” z Katowic?
Samokształcenie – malarstwo, literatura, filozofia
Artyści katowickiej sceny w latach 50. XX wieku nie mieli gotowych wzorców, z których można było czerpać inspiracje. Doktrynalny socrealizm znacznie ograniczał możliwości eksperymentowania, a lukratywne stanowiska uczelniane piastowali niechętni nowościom kapiści. Mimo to w 1952 roku w Katowicach powstała „samokształceniowa grupa studyjna” (która później przerodziła się w St-53) – nieformalna grupa studentów katowickiej filii PWSSP1, która z czasem się rozrosła. W pewnym momencie dołączył do niej Konrad Swinarski, który przywiózł z Łodzi Teorię widzenia Władysława Strzemińskiego. To właśnie jego myśl i pismo ukształtowały podwaliny teoretyczne grupy. Studenci na własną rękę powielali maszynopis teorii, jednocześnie prowadząc wzorowane na niej ćwiczenia malarskie i dążąc do jej „praktycznego udowodnienia”2. Członkinią grupy była wtedy młoda Urszula Broll, która po latach ciepło wspominała ten czas i relacje z innymi członkami – w tym ze Swinarskim, z którym wymieniała również korespondencję3. Był to także czas pierwszych artystycznych wystaw – głównie niezależnych. Jedyną oficjalną wystawę Broll wspomina następująco:
Wystawa w roku 1956 była jakby wyjściem z podziemia w świat jeszcze nie całkiem przyjazny, ale już chwiejący się w swojej dotychczasowej wrogości. Pamiętam dokładnie spotkanie po wernisażu z Julianem Przybosiem, który przyjechał do nas, oraz z Tadeuszem Kantorem. […] Pewnego dnia podszedł do mnie młody wysoki chłopiec o wielkich lśniących oczach. […] Rozmawialiśmy, a później poprosił o następne spotkanie. Był to Andrzej Urbanowicz, mój przyszły mąż. I był to równocześnie początek mojego odejścia z grupy4.
To dla Broll ważny okres formacyjny, dlatego można przypuszczać, że opisywane wydarzania wpłynęły na późniejszy sposób organizacji Oneironu. St-53. Była to grupa studentów, którzy „chcieli więcej”, intensywnie studiowali Strzemińskiego, ale także pragnęli systematycznego samorozwoju według idei pracy u podstaw. Regularne spotkania, dyskusje, wspólna praca – i choć metafizyka ograniczona została do teorii sztuki, Teoria widzenia w swojej totalności wykraczała również poza postulatywne deklaracje o tym, jak malować. Joanna Szweda zauważa, że ślady teorii Strzemińskiego widać zarówno w pierwszych wierszach Andrzeja, jak i w idiolekcie Urszuli5.
Kiedy Broll dostała przydział na pracownię i wybrała strych na Piastowskiej 1, w zasadzie rozpoczęła się historia Oneironu. Małżeństwo Urbanowiczów wprowadziło się pomiędzy dwa wyjątkowe miejsca w Katowicach – rynek i stary cmentarz radziecki (obecnie Rondo Sztuki)6. Rozpoczął się proces „stwarzania okręgu”, który ostatecznie zmieścił w sobie twórczość Urszuli Broll, Antoniego Halora, Zygmunta Stuchlika, Andrzeja Urbanowicza i Henryka Wańka. Ponadto na Piastowską przychodzili również tak zwani satelici, młodsi, starsi, artyści, pisarze, poeci, reżyserzy, później także buddyści. Szweda w swojej książce obszernie omawia związki Oneironu z Ryszardem Krynickim, Jarosławem Markiewiczem, Tadeuszem Sławkiem i Krystyną Broll-Jarecką. Grupa współcześnie kojarzona jest głównie z malarstwem ze względu na indywidualne prace jej poszczególnych członków oraz jedyny wspólny, surrealistyczny z natury projekt pod tytułem Czarne Karty. Jak wspomina Waniek:
literatura była wiodącym akumulatorem naszych działań. Bardziej nawet niż malarstwo, które uważaliśmy za sprawę prywatną, podczas gdy literatura spajała nas […]. Wszyscy byliśmy naznaczeni bakcylem literatury7.
Należy jednak przypomnieć, że lata 60. XX wieku nie sprzyjały lekturowym peregrynacjom. Książki były blokowane przez cenzurę, a drugi obieg, choć obecny, okazał się zbyt mało żwawy jak na wymagania grupy. Jedynym sposobem na dotarcie do najnowszych zachodnich i wschodnich pozycji było ściąganie ich z zagranicy w języku oryginalnym, a następnie przygotowywanie autorskich tłumaczeń. To istotna, ale niestety czasem pomijana część działań oneironautów, która jednocześnie przesądza o ich barwności na tle śląskiej rzeczywistości tamtego czasu. Urszula Broll wspomina:
Miałam ciotkę w Berlinie, która przesłała mi wówczas książkę Junga „Wspomnienia, sny, myśli”. Tłumaczyłam to z niemieckiego, dość topornie, Andrzej zaś „ustawiał” ten przekład literacko i przepisywał8.
Innym przykładem prężnej działalności grupy może być fakt, że niedługo po niemieckim wydaniu Die Welt als Labyrinth Gustava René Hockego oneironauci studiowali książkę również w tłumaczeniu Broll9. Dzięki różnym zabiegom w kręgu pojawiały się teksty Franza Kafki, Carla Gustava Junga, Gustava Meyrinka, J.R.R. Tolkiena, Hermanna Hessego, Julia Cortázara, Jorgego Luisa Borgesa i wielu innych. Warto odnotować, że później Tadeusz Sławek przetłumaczył między innymi Sutrę słonecznikową Allena Ginsberga i na bieżąco popularyzował w kręgu poezję amerykańską z czasu „hipisowskiego dziesięciolecia”. Wszystkie tego rodzaju teksty, wydawane właściwie chałupniczo i rozsyłane dalej, wywoływały żywą dyskusję w pracowni i nieraz krążyły wśród bliższych i dalszych znajomych oneironautów. Wciąż jest to jednak zaledwie jeden z przykładów działań grupy w dziedzinie tłumaczenia i publikowania tekstów. Równocześnie ten rodzaj aktywności stał się przyczynkiem do kolejnych przedsięwzięć pisarskich Oneironu. Jak wspomina Waniek:
Urszula pisywała wiersze, Urbanowicz miał niewyczerpaną potrzebę pisania, tłumaczyliśmy i przepisywaliśmy. Andrzej trochę z francuskiego, ja z angielskiego, Urszula z niemieckiego, który znała biegle, pisał też, rzecz jasna, Antoni Halor – scenariusze w szczególności – i Zygmunt Stuchlik. Ja też pisałem10.
To jeden z wczesnych wierszy Andrzeja Urbanowicza:
domy o rynnach zapchanych piaskiem
są jak bez krwi
bez tchu ze ściśniętym gardłem
lampy się kołyszą
czas kiedy wszystkie
rogi pozostaną nieruchome
człowiek nie popatrzy w lustro
na drutach linii moskwarzym sam bóg leży uśmiechnięty słucha
jak wyschnięty konar
milknie śpiew żyjących11.
Utwór Urbanowicza to coś więcej niż juwenilia, to obraz dusznej katowickiej egzystencji. Poeta kreśli wizję miasta o zaciśniętym gardle, domach „bez krwi” i rynnach wypełnionych piachem. W tym opisie apokaliptycznego bezruchu, przypominającego kadr filmowy, pojawia się intrygujący neologizm: „na drutach linii moskwarzym sam bóg leży uśmiechnięty”. Motyw boga-obserwatora uśmiechającego się do milknącego świata i rozpiętego między polityczną Moskwą a duchowym Rzymem świadczy o zainteresowaniu autora gnozą i surrealizmem, które później zostaje rozwinięte. Właśnie dlatego grupa prezentowała alternatywę dla Śląska zduszonego. Odwoływała się do tego, co nadrealne, surrealistyczne. Przejawiało się to oczywiście w sferze lektur, w dziedzinie praktyk artystycznych przypominających écriture automatique, a także w fascynacji pracami praskich dadaistów i surrealistów. Waniek stworzył nawet przekonujący pastisz tekstów Franza Kafki, zatytułowany W teatrze, co Szweda odnosi do czeskiej tradycji humoru i mistyfikacji12. Nie jest to powiązanie przypadkowe, ponieważ grupa miała do owej tradycji duży szacunek, co znalazło odzwierciedlenie w negatywnym stanowisku wobec interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 roku13. W ukończonych w 1969 roku Czterech tekstach pojawiają się motywy ryby, akrobaty, kuli, kwadratu i Janusa o dwóch twarzach, które Szweda odnosi do symboliki wprowadzanej przez Junga, ale zwraca uwagę także na nawiązania do filozofii wschodu. Motyw akrobaty odsyła również do linoskoczka z Tako rzecze Zaratustra Friedricha Nietzschego. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że pisanie oneironautów było głęboko przesiąknięte lekturami literatury i filozofii światowej – że wobec nich się ustosunkowywano, niejako uzupełniając je na gruncie śląskim. W 1970 roku pracownia zmieniła swój charakter. Punktem odniesienia poszukiwań prawdy – dotychczas prowadzonych w sferze sztuki, literatury i ezoteryki – stał się buddyzm. Na Piastowskiej powstała sanga buddyjska, co bezpowrotnie zmieniło specyfikę spotkań. Zygmunt Stuchlik wspomina:
Kiedy w 1970 roku Andrzej wstawił do pracowni siedzącego Buddę, zawiesił gong i zorganizował pierwszą imprezę z ceremoniałem buddyjskim, przestałem uczestniczyć w spotkaniach grupy14.
Pracownia wkroczyła w nowy etap, naznaczony duchowym rozwojem. Broll pisała haiku i malowała śląskie mandale. Wówczas także do Katowic zaczynały zjeżdżać osoby z całej Polski, a nawet znamienici goście z zagranicy. Jednym z nich był sprawozdawca z procesów norymberskich i nauczyciel buddyzmu zen Philip Kapleau. Z niewspomnianych dotąd działań grupy warto wymienić prekursorską w kontekście sztuki poczty Kopertografikę Halora, manifesty (na przykład Serce świata Urbanowicza) i działania parateatralne o charakterze happeningu (między innymi Więzy w katowickiej BWA).
Owa migawka z historii pokazuje, że „macki Piastowskiej” sięgają daleko, często w sposób niebezpośredni. Przede wszystkim jednak mamy do czynienia z ośrodkiem dyskusji, wymiany myśli i wzajemnych inspiracji, czy to w pierwotnym kręgu, czy z udziałem wspomnianych satelitów, a później w ramach działalności buddyjskiej. Publikacje Księżyka i Szwedy powstawały niezależnie od siebie i prezentują zupełnie inne podejścia. Księżyk opisał historię miejsca związanego z całym szeregiem działań artystycznych Oneironu, Szweda podążyła tropem inspiracji, nawiązań i wpływów literackich, poniekąd odkrywając jeszcze dalszy zasięg grupy. W obydwu próbach kanonicznych opowieści zebrano rozproszone archiwalia, rozmowy i teksty pokazujące, że kończy się pewien etap w dziejach, który można podsumować narracyjnie. Jednocześnie publikacje te świadczą o tym, że my, czytelnicy, jesteśmy owych historii ciekawi. Celem Śnialni… było wprowadzenie katowickiej grupy na polskie salony kultury, ale książkę tę charakteryzuje słabość typowa dla prac przekrojowych – jest tyle do opowiedzenia, że trudno na dłużej zatrzymać się nad określonym dziełem, momentem, nad konkretną fascynacją. Z kolei Literatura w kręgu Oneironu podejmuje ten problem, skupia się w większej mierze na utworach i interpretacjach, ale znów: dzieł i kontekstów jest tyle, że czytelnik zainteresowany wybranymi działaniami grupy gubi się wśród mnogości nawiązań do literatury hermetycznej – czytywanej współcześnie raczej przez badaczy niż przez fascynatów. Tym, czego Oneiron potrzebuje, żeby w pełni zaistnieć, jest wydanie tekstów. Innymi słowy: już nie trzeba Oneironu opowiadać. Niech teraz Oneiron opowie się sam. Udaje się to w przypadku twórczości indywidualnej poszczególnych członków grupy – szczególnie tej malarskiej. Teksty literackie wciąż czekają na swój moment, żeby zaistnieć dla szerszego grona odbiorców. Nie zmienia to jednak faktu, że Śląsk, który we wspomnieniach oneironautów pozostawał kulturowo zacofany na tle reszty Polski, teraz może się poszczycić historiami wykraczającymi poza trzy podstawowe tematy kojarzone z regionem: losy robotników, węgiel i imigrację zarobkową, jednocześnie ich nie dezaktualizując. Zdaje mi się, że to kolejne przejawy procesu kształtowania się tożsamości śląskiej, zakorzenionej w historii, ale zerkającej dumnie w przyszłość – proces ów już pewien czas temu zauważył Zbigniew Rokita w Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku15. Wiele historii, również związanych z Oneironem i jego członkami, czeka jeszcze na opowiedzenie. Zdziwiłbym się, gdyby cała sprawa miała zakończyć się na dwóch wspominanych tu książkach. Analiza archiwaliów, faktograficzne uspójnienie i kulturowe osadzenie zjawiska zostały wykonane. Pora zainteresować samą twórczością – ponieważ „czucie i wiara” silniej działa niż „szkiełko i oko”.
Co zostało w Katowicach po Oneironie?
Oprócz Muzeum Śląskiego i Muzeum Historii Katowic, gdzie przechowywane są artefakty związane z grupą, miejscem, w którym można doświadczyć żywego dziedzictwa Oneironu, jest wegetariańska restauracja Złoty Osioł, założona w 2001 roku z inicjatywy Andrzeja Urbanowicza i Iwony Sitko-Urbanowicz. Projekt artystyczny wnętrza lokalu Urbanowicz wykonał w estetyce charakterystycznej dla Dalekiego Wschodu. Na ścianach bez trudu można odnaleźć mandale, złote gwiazdy, drzewo życia, symbole zodiakalne i wiele innych elementów utrzymanych w klimacie późnooneironowym16. Część oneironautów zainicjowała również powstanie działającego do dziś w Katowicach Towarzystwa Bellmer (Urbanowicz, Waniek, Stuchlik). Do 2017 roku przy Placu Wolności w Katowicach działało Bellmer Cafe.
Oneironauci mieli odwagę śnić w czasach bezsenności. Nie wszystkim się to podobało, a i dzisiaj zapewne znajdą się przeciwnicy tej grupy. Ezoteryka, magiczne symbole, fascynacje erotyczne i narkotyczne Urbanowicza, bliskość Hansa Bellmera – to wszystko dalej rozgrzewa dyskusję publiczną, równie mocno jak temat węgla. Jednak w przeciwieństwie do czarnego złota temat Oneironu – z całą prostotą – dotyczy znacznie mniejszej liczby ludzi. Pozostaje on raczej ciekawostką dla zainteresowanych. Trudno przewidzieć, czy zakres tego zainteresowania się zwiększy – liczne spotkania w ramach festiwali i akcji kulturalnych sugerują, że trwa tendencja wzrostowa. Ta twórczość i historia są warte uwagi – wierzę w to, że Oneiron dalej będzie inspirował twórców i twórczynie: bezpośrednio, jak w spektaklu Urszula Oneironiczna Zdenki Pszczołowskiej z 2019 roku17, albo pośrednio – przez lektury i wpływ sięgający głęboko do korzeni polskiej kultury współczesnej. Oczywiście najważniejszym oneironowym miejscem w Katowicach pozostaje prężnie działająca pracownia, w której nadal organizowane są spotkania i wystawy. Pieczę nad miejscem sprawuje Towarzystwo Bellmer wraz z Małgorzatą Borowską – w formie samoorganizacji, w sposób pozainstytucjonalny. Mimo darmowych wydarzeń nieustanne trwają starania o pozyskanie funduszy na dalsze funkcjonowanie miejsca – na przykład na ogrzewanie czy remont ze względu na wymogi BHP. Ostatnio oprócz wystaw odbywa się tam cykl dyskusyjny Każda [myśl] jest ważna, w ramach którego na podstawie współczesnych tekstów budowana jest rozmowa. Do pracowni przychodzą ważne osoby ze śląskiego świata kultury, miejsce to może odwiedzić każdy, kto albo chce posłuchać ciekawych treści, albo sam ma coś do powiedzenia. Istota Oneironu – dyskusja, wymiana – jest więc nadal aktualna.
Współczesne powinowactwo artystyczne
Śledzenie współczesnych nawiązań do Oneironu jest zadaniem karkołomnym, głównie ze względu na rozmach działania grupy. Niemniej pewne jest, że odwiedzając wystawy dyplomowe i slamy poetyckie, częściej spotkamy się z motywami świadczącymi o społecznym i ekologicznym zaangażowaniu albo z fenomenologią codzienności niż z odwołaniami do „ezoterycznych dziadków” z Piastowskiej. Śląsk zdecydowanie nie cierpi już z powodu kulturowej pustki – ani w sferze poezji, ani prozy, ani malarstwa. Nie sposób wymienić tu wszystkich tekstów, które ukazały się w ostatnich kilku latach. Bynajmniej nie są to powtórzenia z Officina ferraria Walentego Roździeńskiego. Żeby jednak nie pozostawiać sprawy nierozwiązanej, wskażę na publikację Ćwiczenia duchowe Agaty Szymanek18, zawierającą rozmowy ze współczesnymi artystami, którzy opowiadają o swoich związkach z magią i ezoteryką. Według autorki ten kierunek poszukiwań jest związany z polityką w kraju i z katastrofą klimatyczną. Szymanek stwierdza równocześnie, że chodzi o odrobinę inną ezoterykę niż ta popularna w ostatnich latach ubiegłego wieku. Ponadto tendencje tego rodzaju stymulują z jednej strony coraz silniejszy w Polsce feminizm, poszukujący dowartościowania narracji z marginesu, z drugiej – prężny kapitalizm, który szarga nawet największe sacrum. To wszystko składa się na potrzebę poszukiwania własnej drogi, zarówno artystycznej, jak i duchowej. Czy to jeszcze wpływ Oneironu czy zjawisko zupełnie niezależne? Odpowiedzi na to pytanie lepiej nie formułować na drodze logicznego wnioskowania. Lepiej ją wyśnić.
1 K. Jędrusik, St-53. „Śląsk” 1996–2003, R. 2, nr 3, s. 61–64.
2 Tamże.
3 J. Gawkowski, Cisza jest wskazana. Rozmowa z Urszulą Broll, „Dwutygodnik” 2020, nr 285, online: https://www.dwutygodnik.com/artykul/9004-cisza-jest-wskazana.html [dostęp: 10.01.2026].
4 U. Broll, St 53. Jak było [w:] Katowicki Underground Artystyczny po 1953 roku, red. J. Zagrodzki, oprac. S. Ruksza, Katowice: Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, 2004, s. 171.
5 J. Szweda, Literatura w kręgu Oneironu, Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 2025, s. 18–19.
6 R. Księżyk, Śnialnia. Śląski Underground, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2023, s. 63.
7 J. Szweda, Rozmowa z Henrykiem Wańkiem, Warszawa 23.08.2019 [w:] tejże, Literatura w kręgu Oneironu, Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 2025, s. 5.
8 Taż, Rozmowa z Urszulą Broll, Przesieka 20.07.2019 [w:] tejże, Literatura w kręgu…, s. 359.
9 Taż, Literatura w kręgu…
10 Taż, Rozmowa z Henrykiem Wańkiem…, s. 365.
11 A. Urbanowicz, *** [Domy o rynnach zapchanych…] [w:] J. Szweda, Literatura w kręgu…, s. 351.
12 J. Szweda, Literatura w kręgu…, s. 103.
13 Tamże, s. 90.
14 J. Szweda, Rozmowa z Zygmuntem Stuchlikiem, Orzesze 4.09.2019 [w:] tejże, Literatura w kręgu…, s. 371.
15 Z. Rokita, Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2020.
16 J. Szweda, Literatura w kręgu…, s. 344.
17 Tamże, s. 341.
18 A. Szymanek, Ćwiczenia duchowe, Katowice: ASP Katowice, 2020, online: https://sbc.org.pl/Content/420623/PDF/Agata%20Szymanek%20%E2%80%93%20%C4%86wiczenia%20duchowe%20b.pdf [dostęp: 10.01.2026].
