To zaczęło się już jakiś czas temu. Najpierw pojawiło się małe pęknięcie. Przez szparkę wpadało delikatne światło, a ludzie zaczęli zauważać je kątem oka. Niektórzy podchodzili, przejeżdżali dłonią, inni udawali, że nie widzą, że coś się zmienia. Szczelina powiększała się i zaczęły od niej odpadać fragmenty i odpryski. Podnoszę je z ziemi, przyglądam się im, przykładam oko do pęknięcia i zastanawiam się, co widzimy, gdy patrzymy w stronę miłości.
Fragment 1. miłość / popkultura / nic
„Czy wiemy coś o miłości? Nie wiemy nic a nic”. To stwierdzenie pada w trailerze 500 dni miłości, filmu, który trafił do kin w 2009 roku. To historia miłosna à rebours, ze świetną obsadą i wspaniałą ścieżką dźwiękową. Morrissey śpiewa: Please, Please, Please, Let Me Get What I Want, a reżyser Marc Webb mówi: no niestety nic z tego. Dekonstruuje komedię romantyczną, odsłania klisze, którymi karmi nas popkultura, i pokazuje zaplecze produkcji mitu miłości romantycznej. Żeby jednak lepiej zrozumieć ten seans, zatrzymajmy się na chwilę i rozejrzyjmy wokół – jaki krajobraz odsłania się przed nami? Początek XXI wieku to czas, kiedy mit miłości romantycznej ma się całkiem dobrze, choć to właśnie w tym okresie pojawiają się na nim pierwsze wyraźne rysy. Dopiero co przeminęły lata 90., w których promocja mitu osiągnęła swój szczyt. To wtedy powstały najsłynniejsze komedie romantyczne, reklamy były pełne zakochanych par, a rynek prześcigał się w pomysłach, co jeszcze można sprzedać ludziom pragnącym miłości. A kupić mogą wiele, bo od tego zależy ich los. W romantycznym micie znalezienie drugiej połowy jest celem życia, warunkiem spełnienia i gwarancją szczęścia. Miłość ma załatwić wszystko. Wybawia nas od porażki, rozczarowania i bycia śmiesznym. Musimy ją tylko znaleźć, a to bywa trudne. I właśnie ten trud widzimy na ekranie. Bohaterowie 500 dni miłości to klasycznie chłopak i dziewczyna, z tym, że on uważa, że nie zazna szczęścia, dopóki nie znajdzie tej jedynej, a ona, że miłość nie istnieje. Co prawda i ten film kończy się realizacją romantycznego scenariusza przez oboje bohaterów, tylko już z kimś innym. Ale zanim to się wydarzy, nieszczęśliwie zakochany bohater wygłasza gorzką mowę: „Co znaczy miłość, kto mi powie? Kto wie? To właśnie przez te kartki, filmy i muzykę mnożą się kłamstwa i złamane serca. […] Ludzie powinni mówić o miłości własnymi słowami, nie gotowcami podrzuconymi przez obcych. Słowa takie jak miłość nic nie znaczą”. Ta konstatacja i pytanie: „co znaczy miłość?”, odarta z narzuconych strategii, zapożyczonych wyobrażeń i kalek z popkultury – są kluczowe. Jak mówi bell hooks w książce Wszystko o miłości. Nowe wizje, żeby otworzyć się na miłość, musimy przyznać, że nie wiemy o niej prawie nic – i to zarówno w teorii, jak i w praktyce.
Można pomyśleć: jak to możliwe, przecież o miłości tyle napisano, powiedziano, zaśpiewano i tyle razy kochano. Czy to wszystko na nic?
Odprysk ♥ miłość / początek / gdzie?
Gdzie zaczyna się miłość? Jolanta Brach-Czaina w Szczelinach istnienia pisze, że początkiem miłosnego wniknięcia jest spojrzenie. A więc zmysły? Wzrok, zapach, smak, dotyk? Ale przecież też rozedrganie, trzęsące się ręce, jąkanie, bicie serca, rumieńce, ból brzucha. A więc ciało? Platon, a potem Anne Carson w Słodko-gorzkim erosie widzi skrzydlatego bożka, który przybywa znikąd, by zabrać wszystko: osłabia umysł, przejmuje myśli, pozbawia ciała, rozumu i samego siebie. A więc wszystko, co ludzkie, staje się miłością?
Fragment 2. miłość / mit / geneza
All you need is love. Mogłoby się wydawać, że marzenie o romantycznej miłości jest tak stare jak cała ludzkość, ale nie. Choć kochamy i zakochujemy się od dawien dawna, a dowody na to znajdujemy już w starożytności, sama idea miłości romantycznej jest stosunkowo młoda. Niegdyś miłość uważana była za piękne uczucie, ale nie powód do wiązania się na zawsze. Dopiero mit romantyczny, jak pisał Roland Barthes, uczynił z miłości dzieło nieśmiertelne. Kogóż za to winić, jeśli nie romantyków? To oni zaczęli traktować miłość jako coś, co nadaje życiu wartość, jako jedyny cel i powód istnienia. Ulegli jej sile bez reszty, uwypuklili miłosne motywy, oddali się we władanie żywiołów porywających, niszczących i nie-do-opanowania. Wszystko to opisali w powieściach, a to ponoć one rozniosły wirusa miłości romantycznej. Wiek XX zwieńczył dzieło, dopisując całą popkulturową miłosną mitologię. Powstał wielki przemysł miłości, który podsyca pragnienia i sprzedaje marzenia. Odtąd doświadczenie romantyczne ściśle łączy się z konsumpcją. A przecież ta romantyczna rewolucja była obietnicą wolności. Jak pisze choćby Anthony Giddens w Przemianach intymności, przez stulecia małżeństwo było kontraktem – chłodną kalkulacją ekonomiczną lub strategią przetrwania. Możliwość wyboru partnera na podstawie emocjonalnej fascynacji, romantycznej miłości wydawała się więc dziejowym przełomem, nową jakością ludzkiego doświadczenia. Zamiast wyzwolenia dostaliśmy jednak nową dyscyplinę społeczną: dziś kobiety i mężczyźni nieustannie negocjują swoją „wartość rynkową”, podporządkowując życie przymusowi posiadania partnera. Nowy rynek matrymonialny wcale nie zniósł starych nierówności, a od kobiet wciąż wymaga się więcej, zarówno na etapie poszukiwań, jak i w samym związku. Stworzono nowe perpetuum mobile, które sprawiło, że większość społeczeństwa goni za tym samym marzeniem. Miłość romantyczna porwała ludzkość niczym rwąca fala. Czy ktoś rzuci nam koło ratunkowe?
Odprysk ♥♥ miłość / początek / jak?
Co się dzieje na początku miłości? Barthes we Fragmentach dyskursu miłosnego diagnozuje zakochanego, mówiąc, że czuje się on, jakby już oszalał albo zaraz miał to zrobić. Anne Carson pisze, że Eros jest bezwzględny. Chce dręczyć, ranić, łamać, gryźć i używać najbardziej wyszukanej broni. A więc zakochujemy się i oddajemy władzę nas sobą? Popadamy w chorobę, afekt, szaleństwo, dezintegrację. Wielu zgodnie twierdzi, że przed Erosem nie ma ucieczki. Ale czy człowiek od zawsze nie próbował przechytrzyć bogów?
Fragment 3. miłość / mit / religia
„Czy można żyć bez miłości?” – pyta dużo starszego od siebie mężczyznę młody bohater książki Życie przed sobą Émile’a Ajara. Ten zwiesza głowę i odpowiada ze wstydem, że można. Sam od sześćdziesięciu lat żyje wspomnieniem kobiety, którą kochał z wzajemnością przez osiem miesięcy. Codziennie uśmiecha się do tego wspomnienia, tyle starczyło mu na całe życie.
Czy to opowieść o romantycznej miłości spełnionej, czy wręcz przeciwnie? Na pewno o miłości iluzji, która nadaje sens każdemu dniu życia. Czy właśnie tego nam trzeba? Badaczka Eva Illouz w eseju Miłość w kapitalizmie zdaje się to potwierdzać. Mówi, że człowiek tylko dzięki złudzeniom i kłamstwom jest w stanie znieść przemoc relacji społecznych. Potrzebujemy mitów, żeby żyć, i zawsze będziemy tęsknić za jakąś formą transcendencji, nawet jeśli postęp swoimi racjonalnymi argumentami będzie próbował wykorzenić ją z tego świata. Miłość zajęła miejsce religii – śmiało konstatuje Aline Laurent-Mayard w książce Postromantyczność. Jak uratować miłość i przygląda się nowej formie tożsamości, jaka w imię tego wyznania powstała, w której poczucie bezpieczeństwa, ale też samo poczucie sensu i sedno życia są zależne w dużym stopniu od drugiej osoby. Osoby, która w zamyśle ma odpowiadać na wszystkie nasze potrzeby aż do końca. Ta wiara wymaga naprawdę niezwykłej i chyba niemożliwej gorliwości. Zwłaszcza że ta nowa forma religii ma swoje specyficzne uwarunkowania. Jak stwierdza Eva Illouz, rozważając tę kwestię, dzisiejsza miłość to religia wyjątkowo osobliwa, paradoksalna. Nie potrafi zrodzić prawdziwej wiary ani bezwarunkowego zaangażowania, ponieważ nowoczesne postrzeganie miłości nie ma już w sobie niewinności. Ma w sobie marzenie, to prawda, ale na tym marzeniu nabudowane są gorzkie doświadczenie bólu i chęć samoochrony. A to skutkuje ironią, jak mówi Illouz, cynizmem, jak twierdzi hooks, wykpieniem, jak nazywa to Barthes. Co dalej?
Odprysk ♥♥♥ miłość / przeszkody / co?
Czy miłość potrzebuje przeszkody? Daleka droga do przebycia, magiczne sztuczki, morze, wrogie rody Montekich i Kapuletich, niskie pochodzenie, choroba, twój mąż, mój mąż. I am Heathcliff. Za dużo, za mało. „Twoja miłość jest jak góry, ja nie umiem”1. bell hooks cytuje: „poszukiwanie miłości nie ustaje nawet w obliczu wielkich przeszkód”2. Nawet w obliczu, pomimo czy w imię?
Fragment 4. miłość / mit / przemoc
„Któregoś wieczora mnie pobił. Ciągnął za kostki po salonie. Powtarzał: Kocham cię, kocham suko – […] I co powiecie na taką miłość?”3 Siadamy na chwilę do stołu z bohaterami opowiadania Raymonda Carvera O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości. Terri, ofiara opisanej przemocy, uważa, że tak właśnie wygląda prawdziwa miłość. Facet, który ją pobił, w końcu sam do siebie strzelił i umarł, jak twierdzi Terri, z miłości do niej. Oto mit miłości romantycznej w swojej najbardziej niebezpiecznej z form. Denis de Rougemont w książce Miłość a świat kultury zachodniej pisze, że mit romantyczny jako opowieść symboliczna nie może być poddawany krytyce, a wszelkie próby rozumowej interwencji są skazane na porażkę. Jednak to właśnie ten mit, jak chyba żaden inny, wychodzi ze sfery symbolicznej i realizuje się w rzeczywistości. Zwielokrotniona konkretyzacja mitu w ludzkim życiu pozwala na krytyczne spojrzenie. I tak też się dzieje na wielu frontach. Autorki takie jak bell hooks, Mona Chollet i Aline Laurent-Mayard wskazują na zasadzki, jakie niesie ze sobą ślepa wiara w romantyczną miłość. Nierówności, które pojawiają się w związkach, pracę kobiet, stosunki władzy i przemoc domową, tak powszechną i tolerowaną w imię miłości i jej mitu. A do tego cierpienie, osamotnienie i frustracja, bo przecież nie tak miało to wyglądać. Uważamy, że miłość jest czymś, co nas ogarnia i wobec czego jesteśmy bezbronni, co pozbawia nas woli i mocy. A gdyby miłość mogła być wyborem? Anne Carson stwierdza, że eros jest czasownikiem. Roland Barthes mówi, że zakochany jest zawsze w działaniu. A bell hooks w aktywności upatruje szansy na zmianę. Jeśli zaczniemy traktować miłość jako nasze działanie, a nie uczucie, które na nas spada i nad którym nie mamy żadnej kontroli; jeśli włożymy w miłość możliwość wyboru i naszą wolę, wówczas staniemy się za nią odpowiedzialni. Musimy umieć kochać, a nie tylko szukać możliwości, by być kochanym – pisze Erich Fromm w O sztuce miłości. I dodaje ważny kamyczek do naszego zbioru – miłość może być sztuką. Czymś, do czego mamy talent, ale wciąż musimy się szkolić i doskonalić. Nie chce widzieć miłości jako czegoś, co nam się przytrafia, jeśli mamy szczęście; chce widzieć miłość jako umiejętność. A to zmienia perspektywę. Jeśli mamy wpływ na to, kogo kochamy, czy kochamy i jak kochamy, to czy nadal musimy cierpieć, umierać i zabijać z miłości?
Odprysk ♥♥♥♥ miłość / narodziny / czego pragniesz?
Czy miłość rodzi się z pragnienia? W nim samym jest sprzeczność. Anne Carson mówi, że eros to brak, a więc pragnąć możesz tylko tego, czego nie ma. I dalej: „między kocham cię, a ja też cię kocham, ożywa nieobecna obecność pragnienia”4. Odzywa się chór: pragniemy miłości szczęśliwej. Nie wiadomo, co to znaczy, wytłumaczcie. A może pragniecie po prostu miłości?
Fragment 5. miłość / ciało / reality show
„Jestem gotowy, by znaleźć sobie żonę” – mówi jeden z uczestników reality show Love Is Blind. Podobnych wyznań na ekranach pada w ostatnim czasie bardzo dużo, a chętnych do udziału w telewizyjnych eksperymentach matrymonialnych nie brakuje. O czym tak naprawdę świadczą ten niezwykły wysyp i niesłabnąca popularność programów tego typu? Pominę najbardziej oczywiste diagnozy, jak to, że rośnie liczba singli, aplikacje randkowe nie spełniają swojej funkcji, a ludzie szukają miłości. Ciekawsze podpowiedzi odnajduję u bell hooks. Konsumpcja miłości to nasza forma rekompensaty za to, że żyjemy w kulturze osamotnienia, więc oglądanie programów o zakochiwaniu się może działać jak comfort food dla naszego serca. hooks mówi także o tym, że ludzie boją się bólu i rozczarowania, przez co często rezygnują z miłości. Byung-Chul Han w swoich esejach, a konkretnie w Agonii erosa, niejako wtóruje tej myśli, choć z większą dozą goryczy. Mówi, że do kryzysu miłości doprowadziła erozja Innego połączona z narcyzmem Ja – społeczeństwo opanowane przez dyktat samorealizacji, przyjemności i sukcesu nie chce dopuścić do siebie ryzyka porażki i negatywnych uczuć. Odrzucając ryzyko rany, uśmiercamy samego erosa, który ma wpisaną w swoją naturę niepewność, różnicę, inność. W jego miejsce pojawia się więc bezpieczny konsumpcjonizm. I próby zapewnienia sobie jak największej gwarancji powodzenia. Udział w programie – choć nie eliminuje ryzyka porażki – oferuje coś niezwykle nęcącego: wyreżyserowane ramy, w których intencje obu stron są od początku jawne, a poszukiwanie miłości przestaje być tak ryzykowne i wstydliwe. Od razu też zawęża się liczba osób, z którymi mamy się spotykać – do kilku lub jednej, co już jest bardzo pomocne. A potem można się poznawać we w miarę kontrolowanych warunkach. W końcu show ma swoje reguły, czego raczej nie można powiedzieć o realnym świecie. Oto nowe wcielenie swatek i biur matrymonialnych.
W reality shows wydarzyło się jeszcze coś ciekawego – proces zakochiwania został całkowicie odwrócony. To, co uznaje się za początek miłości: spojrzenie, dotyk, pociąg fizyczny, zostaje anulowane. W Love Is Blind uczestnicy randkują przez ścianę i nie widzą się aż do oficjalnych zaręczyn. W Ślubie od pierwszego wejrzenia spotykają się dopiero przed ołtarzem. Fizyczność zostaje tutaj uznana za ciężar, za element zaciemniający wybór partnera. Bez niej nasze „ja” ma być prawdziwsze, pełniejsze i wolne. W tym świecie interakcje bezcielesne nabierają wyższej wartości, przynajmniej na etapie poznawania się i zakochiwania. Ciało jest zaangażowane we własne przeżywanie miłości, ale wzajemna percepcja wyglądu zewnętrznego ma nie mieć wpływu na decyzję o tym, z kim chce się wziąć ślub. Oczywiście bohaterowie tych show są raczej atrakcyjni, ale jednak w założeniu to miejsce, które wyrywa z praw rynku: nie twój wygląd, uroda, figura, wiek czy status materialny decydują o znalezieniu miłości, a to, jak się z tobą rozmawia.
Czy faktycznie wystarczy wyeliminować ciało, aby znaleźć prawdziwą miłość? A może po prostu na oślep poszukujemy metody, która nam w tym pomoże? Jeśli eros jest brakiem, to czy fizyczność, jako nieobecna w tym układzie, nie staje się siedliskiem fantazji i silnikiem pragnienia? No i jak głośno przygrywa temu marszowi Mendelssohna nadzieja, że historie pokazywane w telewizji kończą się happy endem?
Odprysk ♥♥♥♥♥ miłość / cisza / mówisz coś?
Gdzie jest miłość? Cisza. A potem: „Powszechny stał się brak miłości”5 (hooks). „Dyskurs miłosny jest dziś nadzwyczaj samotny […], został całkowicie porzucony przez języki okoliczne lub też zignorowany, poniżony”6 (Barthes). Wypchnięta ze świata idei, skazana na banicję, stoi smutno w uproszczonych popkulturowych dekoracjach. Miłość, wstyd, marzenie. A może wściekły pies, przemoc, ból. Czy ta cisza chce nam coś powiedzieć?
Fragment 6. miłość / rozum / terapia
„I can buy myself flowers / Write my name in the sand / Talk to myself for hours / Say things you don’t understand / Can love me better” („Mogę sama sobie kupić kwiaty / Na piasku napisać swoje imię / Gadać ze sobą godzinami / Mówić o rzeczach, których ty nie rozumiesz / Mogę kochać siebie lepiej”). Trudno chyba o lepszą ilustrację jednej z nowych wizji miłości niż piosenka Flowers Miley Cyrus. Ten emancypacyjny utwór przekazuje sprawczość w ręce kochającego podmiotu i mówi mu: jeśli ktoś nie umie ci dać tego, czego potrzebujesz, zrobisz to lepiej w pojedynkę. Jeśli miłość romantyczna nie daje więcej, niż sami sobie możemy dać, jest bezużyteczna. Ta myśl wbija kołek w serce romantycznego mitu i pomaga rozbroić przymus poświęcania siebie i akceptowania przemocy w imię miłości. O tym, jak ważna jest miłość do siebie, że może być drogą do szczęścia, pisze także bell hooks. Radzi, aby dać sobie tę miłość, którą pragniemy dostać od innych. To zadanie niełatwe, ale warto się w nim doskonalić, bo przynosi piękne owoce.
Zauważmy jednak, co tutaj się zmienia. Przestajemy być śmieszni w robieniu rzeczy samodzielnie: możemy mówić do siebie, kupować sobie kwiaty, chodzić ze sobą na randki. To, co stało się wstydliwe, to przyznanie, że pragnie się miłości, że ma się potrzebę bycia kochanym. Gdy bell hooks próbuje rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi o miłości, ci od razu wysyłają ją do psychologa. Boją się usłyszeć, że brakuje jej uczucia lub że nie czuje się wystarczająco kochana. Chcą, żeby załatwiła tę sprawę za zamkniętymi drzwiami gabinetu. Mówienie o miłości z poziomu braku wprawia innych w dyskomfort. Zrób coś z tym – odpowie współczesny człowiek – nie możesz nie umieć tego załatwić. Tutaj wrócę na moment do myśli Evy Illouz, która przygląda się temu, jaka przemiana nastąpiła współcześnie w klasyczniej opozycji serce–rozum. Serce weszło pod władzę rozumu i jak wasal musi mu być całkowicie wierne. Wszelkie afekty, przesadne reakcje, emocjonalność są postrzegane jako aberracje i niezbyt mile widziane poza domowym zaciszem. A i w nim pierwsza myśl, jaka powinna przyjść człowiekowi do głowy, to telefon do terapeuty. Chcemy, by nasze emocje nie kipiały, by były pod kontrolą. Możemy je rozumieć, rozmontowywać, ale niekoniecznie przeżywać. Eva Illouz pisze, że racjonalizacja to centrum nowej struktury miłości, która pozbawiła ją magii, a w zamian zostawiła ironię. Nauka i psychologia wyjaśniły nam miłość, opowiadając o hormonach, instynkcie przetrwania gatunku, kompensacji, dzieciństwie, potrzebach emocjonalnych. Teoretycznie wiemy już, o co chodzi, praktycznie nadal nie mamy pojęcia. Podejmujemy próby intelektualizacji relacji miłosnych i przenoszenia na nie technik znanych z sesji terapeutycznych. Próbujemy znaleźć narzędzia zrozumienia i optymalizacji miłości. A do tego jeszcze technologia zwiększyła wachlarz opcji i dała pozór dokonywania lepszych wyborów w nieskończoność. I tutaj pojawiają się niebezpieczeństwa, o których pisze Illouz. Prymat „ja” sprawia, że miłość staje się projektem, który należy wciąż i wciąż doskonalić. Silne emocje, miłosne cierpienie, nieumiejętności relacyjne stają się znakiem emocjonalnej niedojrzałości i deficytów w obliczu tworzenia związku. Ludzie wchodzący w relację powinni być już niejako gotowym produktem, który tylko napędzi całą maszynerię i poprowadzi w przyjemną przyszłość. Moje „ja”, moje dobre samopoczucie i szczęście są prymarne wobec miłości. Jeśli ona mi tego nie daje, nie ma powodu, aby jej pragnąć. hooks mówi, że prawdziwa miłość nie osądza, przyjmuje drugą osobę taką, jak jest, i z zaangażowaniem pomaga jej stać się lepszą wersją siebie. Idea jest bardzo humanistyczna, ale czy znów nie zrobi fikołka w stronę nadmiernego poświęcenia, z którego dopiero próbujemy się wygrzebać?
I czy, gdy już mamy tyle pęknięć, uda nam się wymyślić miłość na nowo?
Szczelina. miłość / bunt / transformacja
„Jeśli bunt nie jest miłością jest niczym” – pisze Albert Camus w Człowieku zbuntowanym. Emma Goldman, jedna z czołowych myślicielek anarchizmu, w swoich esejach notuje, że miłość jest istotą społeczeństwa. A to, do czego nakłaniają współczesne rozważania o nowych wizjach miłości, jest niczym innym jak nawoływaniem do społecznego buntu. U hooks wybrzmiewa to najmocniej – autorka jasno mówi o miłości jako sile transformującej. Upatruje w niej nowej rewolucji i jedynego skutecznego narzędzia, które może nas wyrwać z dyktatu rynku, indywidualizmu i samotności. Źródłem naszego rozczarowania – twierdzi – jest nie miłość sama w sobie, a miłość romantyczna; to jej założenia sprawiły, że byliśmy nieszczęśliwymi dziećmi czy że jesteśmy zrozpaczonymi dorosłymi. Jeśli przeniesiemy ciężar z miłości między dwojgiem ludzi na miłość społeczną, nasze rozgoryczenie może zniknąć. Dlatego powinniśmy zebrać się na odwagę i przyznać do tego, że brak miłości nas boli. Nie będzie to proste – tutaj hooks i Fromm mówią jednym głosem, że miłość i zasady kapitalizmu wzajemnie się wykluczają. A że, jak mówi słynne stwierdzenie, łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu, miłość ma przed sobą potężnego przeciwnika. Jednak ze wszystkich form oporu ona wydaje się tą najsilniejszą, a może nawet jedyną. Wobec narzędzi władzy, struktur gospodarki rynkowej, samotności i izolacji. Oczywiście miłość nie rozwiąże wszystkich naszych problemów, ale może nam w nich pomoże? Laurent-Mayard twierdzi, że utopia miłości wcale nie jest niemożliwa i że urzeczywistni nasze najgłębsze marzenia. Ona i hooks mówią o przesunięciu centrum miłości z pary w stronę przyjaciół, relacji społecznych i rodziny.
Czy wspólnie jesteśmy w stanie postawić na miłość w nowej, wieloaspektowej, społecznej formie? Nie musimy kochać jednej osoby, możemy kochać ich wiele, spędzać razem czas, czerpać radość ze wspólnoty. I robić to zamiast podejmowania prób spełnienia niemożliwego mitu romantycznego czy stawiania czoła światu samodzielnie, w imię indywidualizmu. Pewnie będziemy potrzebowali trochę czasu, nowego języka, świeżych wyobrażeń, przesunięcia suwaka wartości, ale zdaje się, że ten proces już się rozpoczął. Horyzont się zmienia, a za nim czeka na nas siła, która ma moc przekształcania świata. Miłość rozległa, wyjęta z rynkowej logiki zysku i straty, wspólnotowa. Oto jeden z najbardziej rewolucyjnych pomysłów, na jaki stać ludzkość. I może on być naszą przyszłością.
Kochajmy się i buntujmy. Tak.
1 Fragment piosenki Ja nie zespołu Ścianka.
2 b. hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje, tłum. K. Iwaszkiewicz, Warszawa: Wydawnictwo Filtry, 2023, s. 5.
3 R. Carver, O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości, tłum. K. Puławski, Izabelin: Świat Literacki, 2006, s. 104.
4 A. Carson, Słodko-gorzki eros. Esej, tłum. R. Lis, Wrocław: Ossolineum, 2025, s. 42.
5 b. hooks, Wszystko o miłości…, s. 4.
6 R. Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego, tłum. M. Bieńczyk, Warszawa: Aletheia, 2011, s. 6.
