Max Blecher (1909–1938) jest obecnie na naszym rodzimym polu literackim najlepiej rozpoznanym pisarzem rumuńskojęzycznym, jedynym, którego dzieła zebrane wydano w polskim tłumaczeniu (pełna edycja w przekładzie Joanny Kornaś-Warwas ukazała się w kwietniu 2025 roku nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego).
To sytuacja wyjątkowa i bezprecedensowa w historii przekładu literatury rumuńskiej na język polski – nie dość, że wszystkie dzieła jednego autora dostępne są w jednym miejscu, to jeszcze na dodatek jego powieść Zabliźnione serca, po raz pierwszy opublikowana w Polsce w przekładzie Tomasza Klimkowskiego (W.A.B., 2014), doczekała się retranslacji. Podobnego wyróżnienia do tej pory dostąpiły tylko trzy tytuły z korpusu prawie stu powieści rumuńskojęzycznych wydanych w Polsce od 1931 roku do teraz1. Ponadto Blecher stał się obiektem zainteresowania polskich literaturoznawców, Pauliny Subocz-Białek oraz Ireneusza Staronia, którzy w książce Nadkolory i nadaromaty. Schulz, Mueller, Blecher (Episteme, 2017) analizują jego dzieło w kontekście schulzowskich Sklepów cynamonowych. To również sytuacja niezwykle rzadka, rumuńska literatura nieczęsto bowiem staje się punktem odniesienia w polskiej humanistyce, zwykle nie wychodzi poza kręgi rumunistyczne. Czemu Blecher zawdzięcza więc swoją wyjątkową pozycję? Myślę, że broni się tu sama jakość jego pisarstwa, która, analizowana w kontekście (środkowo)europejskiego modernizmu (między innymi dzieła Franza Kafki czy Brunona Schulza), wydaje się, w sposób zupełnie intuicyjny i osobny na tle nawet najbardziej postępowej literatury rumuńskiej tamtego okresu, realizować kluczowe wyznaczniki nurtu2: Blecher eksperymentuje z językiem, ze środkami wyrazu literatury, z perspektywą narracyjną, konstruowaniem czasu i przestrzeni, często odrzucając przy tym mimetyzm na rzecz abstrakcyjnych opisów własnych stanów świadomości. Widać to zwłaszcza w Zdarzeniach w bliskiej nierzeczywistości (1936), gdzie klaustrofobiczna przestrzeń pokoju, spajająca początek i koniec powieści, wywołuje „halucynacyjne transy”3, staje się katalizatorem podróży bohatera w głąb siebie i impulsem do odkrywania, trudnego i frustrującego, kolejnych warstw jego własnej tożsamości. Zabliźnione serca (1937) i Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny (1971, editio posthuma) to z kolei teksty opisujące cielesność, fizjologię i seksualność człowieka często w sposób niezwykle bezpośredni, łamiący zasady pruderyjności i mieszczańskiego tabu:
Za mną, daleko, rozpościerało się gnijące ścierwo. Całe sanatorium gniło wydłużone, ze wszystkim w rozkładzie, z żebrami na wierzchu, z chrobotaniem karaluchów i robaków, zżerających jego ścierwo. I nie tylko karaluchy zżerały sanatorium: były też myszy, które je opanowały, i one także chrupały padlinę, zgniłe sanatorium, pełne ropy i rozkładających się ciał, zapomniane w wichurze, pod krakaniem kruków i wyciem wiatrów4.
Zaryzykuję stwierdzenie, że wielu polskich odbiorców po raz pierwszy spotkało się z twórczością Maxa Blechera dzięki filmowi Radu Judego Zabliźnione serca z 2016 roku. Ten wywodzący się z tradycji nowofalowego kina rumuńskiego reżyser, którego obecnie określa się mianem jednego z najciekawszych i najoryginalniejszych europejskich twórców filmowych, zaraz po międzynarodowym sukcesie odniesionym dzięki produkcji Aferim! w 2015 roku postanowił wziąć na warsztat drugą z (dwóch) powieści jednego z najciekawszych i najoryginalniejszych, a jednocześnie niekanonicznych, pisarzy rumuńskiego międzywojnia. Zrobił to oczywiście na swój sposób, rezygnując z klasycznej ekranizacji na rzecz intertekstualnego obrazu łączącego w sobie wszystkie najbardziej znane dzieła Blechera (fabuła została zaczerpnięta z Zabliźnionych serc, ale w filmie pojawiają się również cytaty ze Zdarzeń… oraz Rozświetlonej jamy…), międzywojenne slogany reklamowe wypowiadane przez głównego bohatera przy każdej niemal okazji, liczne odniesienia do literatury rumuńskiej i światowej, a także mocno zarysowany kontekst polityczny międzywojennej Rumunii, zupełnie nieobecny w dziełach Blechera. Jude wchodzi w dialog z autobiograficzną/autofikcyjną twórczością pisarza (sam film rozpoczyna zresztą seria kadrów z jego autentycznymi fotografiami), tkając fabułę z niedopowiedzeń, własnych wyobrażeń na temat autora i możliwych scenariuszy relacyjno-historycznych.
Postawił przed sobą zadanie niezwykle wymagające, przełożył bowiem na język filmowego realizmu, w którym czuje się najlepiej, prozę skrajnie subiektywną, rozszczelnianą od czasu do czasu surrealistycznymi wizjami, zapisaną osobliwym poetyckim językiem i przekazującą w bardzo bezpośredni, dojmujący sposób doświadczenie choroby i towarzyszącego jej cierpienia. Jude, próbując odnaleźć nowe środki wyrazu, które uniosłyby ciężar tej narracji, odsunął się od tekstu oryginalnego, wplótł w fabułę liczne odniesienia do epoki, kadry filmowe poprzecinał nieopisanymi cytatami z Blechera podawanymi na planszach tekstowych jak z niemego filmu, a wszystko przefiltrował przez własne, specyficzne poczucie humoru. W rezultacie otrzymujemy swego rodzaju nieoczywisty komentarz do twórczości Blechera, której główne punkty, arbitralnie przeze mnie ustalone i nazwane, chciałabym omówić w niniejszym tekście.
Tożsamość żydowska – rzecz (prawie) nieobecna w twórczości Blechera
kim właściwie jestem?5
Radu Jude w swojej interpretacji Zabliźnionych serc mocno eksponuje ważny, aczkolwiek w twórczości Blechera praktycznie nieobecny, wątek żydowskiego pochodzenia pisarza. Tym samym rys charakterologiczny filmowego Emanuela zdaje się niekiedy stapiać z postawą artystyczną innego żydowskiego autora z międzywojennej Rumunii, również znanego polskiej publiczności Mihaila Sebastiana (1907–1945) (w prawdziwym życiu obaj mężczyźni byli zresztą znajomymi, wspierali się też wzajemnie w swoich działaniach artystycznych). W przeciwieństwie do Blechera Sebastian pisał o swojej tożsamości żydowskiej, a jego proza jest ważnym świadectwem antysemickiej atmosfery panującej w ówczesnej Wielkiej Rumunii6. Przypomina to więc postać Emanuela wykreowaną przez Judego – bohater ten otwarcie komentuje bowiem kontekst polityczny lat 30. ubiegłego wieku, co z kolei wpisuje się w założenia misji edukacyjnej samego reżysera, od wielu lat pragnącego uświadamiać swoich współobywateli w kwestii historii Żydów oraz Holokaustu na terenach Wielkiej Rumunii. Emanuel powieściowy wątków żydowskich nie eksploruje, choć z biografii Blechera wiemy, że był to ważny element wychowania pisarza oraz atmosfery, w jakiej dojrzewał. Jak zaznacza Doris Mironescu, najwybitniejszy współczesny badacz życia i dzieła pisarza, społeczność żydowska w prowincjonalnym miasteczku Roman, w którym Blecher dorastał, liczyła w międzywojniu ponad pięciu tysięcy członków, co stanowiło około dwudziestu procent wszystkich obywateli7. Mironescu podejrzewa ponadto, że decyzja nastoletniego Maxa o wyjeździe na studia medyczne do Francji mogła być spowodowana między innymi nasilającymi się manifestacjami antysemickimi na rumuńskich uniwersytetach8. Jest to bardzo prawdopodobne, wątek ten pojawia się bowiem często we wspomnieniach żydowskich autorów tamtego okresu, takich jak wspomniany już Sebastian czy inny znany poeta, eseista i filozof, który już w 1923 roku wyemigrował do Francji, Benjamin Fundoianu (1898–1944). Ten ostatni winą za nieukończenie studiów prawniczych obarczał właśnie znanego z nacjonalistycznych i antysemickich poglądów profesora ekonomii politycznej na Uniwersytecie w Jassach Alexandru C. Cuzę: „Zrobiłbym licencjat z prawa, gdybym tylko zdał (ale jakże miałem to zrobić?) egzamin u A.C. Cuzy”9.
Odwołania do żydowskości są u Blechera niezwykle dyskretne i stanowią naturalną część opisu mołdawskiej prowincji w Zdarzeniach…, gdzie narrator wspomina o „sklepie z maszynami do szycia”10 (według świadectw odnalezionych przez Mironescu sklep firmy Singera mógł być elementem miejskiej topografii w czasach dorastania pisarza), o postaci i domu starego Samuela Webera oraz jego dwóch synów, Paula i Oziego, czy o innych mieszkańcach miasta („Tuż przed ekranem grała orkiestra złożona z pianistki, skrzypka i starego Żyda, który zawzięcie szarpał kontrabas”11). Pojawia się również fragment opisujący tradycyjny ślub żydowski: „W głębi zaciemnionego pokoju panna młoda oczekiwała w swoim fotelu na podium. Biały welon zasłaniał jej twarz i gdy podniosła go, odwracając się spod baldachimu, zobaczyłem Eddę po raz pierwszy…”12. Autor nie ma jednak zacięcia kronikarskiego, elementy małomiasteczkowego krajobrazu w tej prozie stanowią po prostu naturalne tło opisywanych wydarzeń.
Żydowskie pochodzenie twórcy wpłynęło również na recepcję jego dzieła w Rumunii – ze względu na ciąg antysemickich rządów, dominującą ideologię nacjonalizmu rumuńskiego, której definiującym składnikiem był antysemityzm13, oraz późniejszy, trudny dla literatury i kultury, okres stalinowski, twórczość Blechera odzyskała zainteresowanie krytyków i wydawców dopiero w połowie lat 60., czyli w okresie tak zwanej względnej odwilży po objęciu władzy przez Nicolae Ceaușescu.
Blecher na tle epoki. Konteksty rumuńskie
Niedziela, 5 czerwca 1938. Zmarł Blecher. Pochowano go we wtorek w Roman. Myślałem nie o śmierci, która położyła kres jego cierpieniom, ale o jego życiu, którym jestem wstrząśnięty. Była to zbyt wielka męka, aby można ją było złagodzić współczuciem, czułością. Był to zawsze trochę dziwny chłopak, żyjący, wskutek straszliwego bólu, jakby w innym świecie14.
W pisarstwie autora konteksty rumuńskie się rozmywają, przybierają, jeśli już, lekko zarysowane kontury mołdawskiej prowincji w Zdarzeniach… Jude natomiast je uwypukla, jego bohater cytuje rumuńskich poetów (często ich parodiując), interesuje się bieżącą polityką i sam ukazany jest w szerszym kontekście, dużo dyskutuje z innymi postaciami – z tego powodu zaciera się tu strategia narracyjna Blechera, filtrująca fabułę przez perspektywę protagonisty, czyli alter ego autora. To nie pozwala nam zapomnieć o tle historycznym twórczości pisarza, choć do pewnego stopnia stoi w sprzeczności z jej charakterem, często wręcz ahistorycznym i uniwersalizującym.
Max Blecher tworzył w czasach sprzyjających rumuńskiej literaturze, w okresie, kiedy równocześnie kształtowało się tam i dojrzewało kilka różnych, niekiedy negujących się nawzajem, tendencji literackich (od tradycyjnej powieści realistycznej przez modernistyczną prozę psychologiczną po awangardowe eksperymenty) i nurtów ideologicznych (doktryna nacjonalistyczna, w kulturze propagująca tendencje tradycjonalistyczne i chłopomańskie, oraz ta proeuropejska, promująca ścieżkę modernizacji kultury rumuńskiej przez powielanie wzorców zachodnich). Warto dodać, że wspomnianym okresie powstała ogromna część narodowego – również współczesnego – kanonu literackiego, do którego należą między innymi dzieła takich międzywojennych twórców, jak Liviu Rebreanu, Hortensia Papadat-Bengescu, George Călinescu, Tudor Arghezi, Lucian Blaga, Camil Petrescu czy Mircea Eliade.
Blecher wydawał swoje teksty w dekadzie, która jest uznawana za złotą pod względem produkcji powieściowej nad Dymbowicą – w momencie, kiedy rumuńska awangarda była już rozpoznawalna na scenie europejskiej, a nowe możliwości języka rumuńskiego zostały zaprezentowane za pośrednictwem różnorodnych dykcji poetyckich, wcześniej nieobecnych w lokalnej tradycji literackiej.
Sam Blecher osiągnął sporą popularność, pozytywne recenzje jego utworów publikowali uznani krytycy epoki, tacy jak Eugen Lovinescu czy Pompiliu Constantinescu. Eugen Ionescu uznał Zdarzenia… za arcydzieło, a krytyk literacki Lucian Boz stawiał Blechera na równi z André Bretonem, Paulem Éluardem, Maxem Ernstem czy Victorem Braunerem, sytuując go tym samym w tradycji dominującej wówczas w Europie estetyki surrealizmu. Krytycy mieli jedynie trudność z formalną klasyfikacją dzieła młodego autora – niektórzy jego pierwszą powieść nazywali dziennikiem intymnym, inni wskazywali na jej wieloznaczny charakter, cechy prozy psychologicznej czy metafizycznej. Ta interpretacyjna wielogłosowość świadczy więc o wyjątkowości i oryginalności pisarstwa Blechera, którego nie sposób było zaszufladkować.
Przedwczesna śmierć autora oraz coraz bardziej antysemicka atmosfera Wielkiej Rumunii, wykluczająca z obiegu twórczość artystów żydowskich, zatrzymały pasmo recepcyjnych sukcesów. Dodatkowo George Călinescu, autor kanonicznej Historii literatury rumuńskiej od jej początków do teraźniejszości (1941), przyczynił się znacznie do wymazania Blechera na kilka dekad z jakiegokolwiek kanonu, nazywając Zabliźnione serca imitacją Czarodziejskiej Góry Thomasa Manna oraz świetnym reportażem, który jednak popada w absurd w chwilach, kiedy autor skręca w stronę beletrystyki, a sceny erotyczne uznaje za odpychające15.
Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie lat 60., zwłaszcza dzięki krytykowi Ovidovi S. Crohmălniceanu, który rozpoczął tradycję czytania Blechera w kontekście Brunona Schulza, Franza Kafki czy Roberta Walsera. Od tamtej pory pojawiało się coraz więcej prac teoretycznych poświęconych twórczości pisarza z Roman. Jego pozycja w rumuńskim kanonie literackim została ostatecznie utrwalona w latach 90. Po roku 2000 nastąpił również sukces międzynarodowy, a to dzięki dużej liczbie wydań zagranicznych oraz tłumaczeniom na ponad dwadzieścia języków16.
We wrześniu 2009 roku (z okazji stulecia urodzin pisarza) z inicjatywy Claudiu Komartina i Any Tomy w Bukareszcie powstał klub czytelniczy i dyskusyjny Instytut Blechera, nawiązujący formą do utrwalonej kulturowo w Rumunii idei kół literackich. Jesienią roku 2010 osoby zaangażowane w rozwój Instytutu założyły wydawnictwo imienia autora; do tej pory oficyna opublikowała ponad sto pięćdziesiąt książek i dwadzieścia trzy numery nowej serii czasopisma „Poesis Internațional”. Blecher stał się tym samym symbolicznym patronem projektu, mającego na celu wspieranie debiutujących poetów i poetek, zapewnienie przestrzeni na realizację ich, często odważnych i eksperymentalnych, pomysłów. Dzięki temu pamięć o pisarzu nie skostniała, a wręcz przeciwnie – jest wciąż żywa i inspiruje do nowych działań.
Ostatnim niezwykle ważnym wydarzeniem w kontekście recepcji dorobku Blechera w Rumunii było ukazanie się w 2017 roku – w znakomitym opracowaniu Dorisa Mironescu – kompletu dzieł autora17, w tym niepublikowanych dotąd dokumentów z archiwów Rumuńskiej Akademii Nauk czy Narodowego Muzeum Literatury Rumuńskiej oraz prywatnych kolekcji (tekstów publicystycznych, pism z okresu młodzieńczego, dokumentów szkolnych, korespondencji, fotografii, a także pierwszej wersji powieści Zabliźnione serca, zatytułowanej roboczo Zabliźniona tkanka).
Blecher zamurowany? Ciało unieruchomione, ciało uwięzione
Gutiera to wynalazek przemieniający chorego w zdrowego człowieka18.
O pisarstwie Blechera nie sposób opowiadać bez uwzględnienia wątku choroby, która zdominowała życie twórcy i wpłynęła na jego dzieła. O tym, że cierpi na wyniszczającą ciało gruźlicę kręgosłupa, Blecher dowiedział się we Francji w 1928 roku.
Jude wkłada w usta bohatera wypowiedź nawiązującą do Legendy o Mistrzu Manole19, jednej z najpopularniejszych ballad folkloru rumuńskiego, w której obecny jest znany z wielu kultur motyw konieczności złożenia ofiary z człowieka w murach budowli, by ta przetrwała. Aby mogła powstać monumentalna świątynia w Curtea de Argeș, jej główny architekt Manole musi poświęcić życie swojej żony, Any, i dokonać aktu jej zamurowania. Filmowy Emanuel-erudyta przywołuje tę opowieść w intymnej sytuacji z Solange, by zażartować z losu kobiety skazanej na gipsowy uścisk swojego kochanka. Choć ta metafora nie pojawia się w książce, zdaje się świetnie oddawać zmagania nie Solange, lecz samego Emanuela – więźnia gipsowego gorsetu. Znajduje się on w sytuacji paradoksalnej: by zawalczyć o ciało i zdrowie, musi poddać się procesowi leczenia, który to ciało zniewala – musi zamknąć je pod grubą warstwą gipsu. Ogromne cierpienie przenikające prozę Blechera wynika przecież w dużej mierze z faktu niemal permanentnego unieruchomienia chorującego ciała: „Emanuel pozostał cały ranek w łóżku”20, „Godzinami pozostawał w bezruchu”21, „Ciało samo z siebie przybrało na wózku właściwą i nieruchomą postawę kaleki…”22, „Leżał wyzuty z wszelkich sił, obezwładniony, jak więzień w gorsecie. Więc to jest właśnie to! Skorupa trzymała go hermetycznie zamkniętego, nieruchomego i przytłoczonego, jakby został przygwożdżony w miejscu przez głaz. «Żegnaj, Emanuelu! – powiedział do siebie w myślach. – Stałeś się martwym człowiekiem». I bolesna gula stanęła mu w gardle”23. W tej sytuacji wybawieniem okazuje się urządzenie, które właściwie przejmuje funkcje ciała, staje się jego przedłużeniem, pozwala mu się przemieszczać – gutiera24. Jej najlepszą definicję proponuje sam Blecher w opowiadaniu Berck, miasto potępionych: „[Gutiera – O.B.N.] łączy w sobie funkcje łóżka, wózka i nóg. […] [T]o wózek z czterema dużymi gumowymi kołami i ramą na wymiar ciała, w którym pacjent przebywa na leżąco”25. W powieści gutiera jest kluczowym artefaktem, podkreślającym serię opozycji: ruch – unieruchomienie, zdrowie – choroba, sprawczość – zależność. Położenie się na tym urządzeniu staje się również przełomowym momentem dla bohatera, uświadamia mu w pełni chorobę oraz „okropność kategorii życia, do której właśnie dołączył”26.
Na przeciwległym biegunie tego unieruchomionego w gipsie i na gutierze ciała zdaje się znajdować „ciało przezroczyste” z tytułu debiutanckiego tomu autora, czyli zbioru poezji z 1934 roku. To ciało, które nie ma tekstury, gęstości, stanu skupienia, które realizuje marzenie o uwolnieniu się spod jarzma choroby. Choć jednocześnie „przezroczyste ciało” jest także tym, które uwidoczniono na zdjęciu rentgenowskim, redukującym je poniekąd do samej choroby.
Ostatnia kwestia, na którą chciałam zwrócić uwagę i która, siłą rzeczy, zatraca się w polskim przekładzie, to semantyczna podwójność ciała w języku rumuńskim – określają je bowiem dwa słowa: „trup” (o etymologii słowiańskiej) i „corp” (o etymologii łacińskiej). I choć są to synonimy, to wyraz „trup” zawiera niuans znaczeniowy wiążący go raczej ze strefą duchową, uświęconą, wyraz „corp” z kolei odnosi się w większym stopniu do fizyczności, jest zmedykalizowany. Filtr języka rumuńskiego pozwala więc na bogatszy wyobrażeniowo odbiór konceptu ciała, podkreśla jego wieloznaczność i bytowanie w różnych sferach życia człowieka.
Niezabliźniona tkanka. Efekt Blechera
zdaje się, że zawsze tak było
Na poły pięknie, na poły smutno27.
Polscy czytelnicy jako jedyni na świecie (oczywiście poza czytelnikami rumuńskimi, którzy mogą poznać teksty Blechera w oryginale) mają szansę cieszyć się dostęp do prozy i poezji autora Zabliźnionych serc w jednolitym przekładzie i w edycji dzieł zebranych. Pomieszczone w niej utwory uzupełniają się nawzajem, zarazem dopełniając obrazu tego pisarza o wyjątkowej wyobraźni i wrażliwości. Całości towarzyszą przygotowane przez Dorisa Mironescu przydatne kalendarium oraz posłowie, które świetnie przybliża odbiorcom twórczość „wizjonera z Roman”, lokując ją precyzyjnie na mapie rumuńskiego fenomenu literackiego.
Osobom zaznajomionym z publikowaną wcześniej twórczością autora polecam zwłaszcza lekturę jego opowiadań, które uderzają bezpośredniością w ukazywaniu hermetycznego świata chorych, stają się więc jeszcze boleśniejszym świadectwem walki z chorobą. Jak w tym przejmującym fragmencie o francuskim ośrodku leczniczym Berck (Blecher spędził tam ponad trzy lata), w którym narrator ukazuje przenicowaną rzeczywistość, istniejącą jakby poza prawami świata bezwzględnego wobec jakichkolwiek przejawów inności:
W Berck niedołężni, kalecy, sparaliżowani, wydziedziczeni przez życie, ci, którzy w innych miastach żyją jak prawdziwi pariasi społeczeństwa, ukrywani przez rodziny, zamknięci w niezdrowych pokojach, głęboko upokorzeni przez życie, które wyzywająco toczy się wokół nich, tu, w Berck znów stają się normalnymi ludźmi28.
Z góry narzucona krótka forma pozwala pewnym obrazom szybciej się skrystalizować i mocniej oddziaływać, nie ma tu miejsca na wieloakapitowe dywagacje czy wprowadzenie do tematu. Wiele zdań ma charakter aforystyczny („Instynkt samozachowawczy jest najczystszym, ale też najbardziej agresywnym stanem głupoty”29; „Filozofia zaczyna się od pewnej mistyfikacji zrozumienia, tak jak piękno zaczyna się od pewnej mistyfikacji rzeczywistości”)30. Niekiedy Blecher ucieka w abstrakcję, jego surrealistyczne wizje nadal jednak pozostają mocno zakorzenione w fizyczności i nie pozwalają zapomnieć o cierpieniu:
Leciałem przez chaotyczne sale ze ścianami z chorych i wybrzuszonych chmur. Byłem uczepiony różowych wnętrzności podróżnego półpsa, wbijając w nie palce. […] Samotność podążała za mną innym lotem z zaostrzoną i kłującą melancholią: nie wiedziałem już, czy prędkość jest ciałem, czy duszą31.
Wierzę, że spotkanie z omawianą tu prozą pozostawia w nas głęboki ślad, dotykając naszych największych atawistycznych lęków – tych związanych z chorobą, samotnością, śmiercią. Równocześnie skłania nas do refleksji nad tym, jak wbrew cierpieniu korzystać z życia i mimo wszystko dążyć do względnego dobrostanu. Teksty Blechera pracują w nas jak żywa tkanka, która nigdy do końca się nie zabliźni, bo wciąż będzie poddawana analizie; będzie pulsować, a tym samym nigdy nie zdoła zastygnąć.
Motto [za:] M. Blecher, Berck, miasto potępionych [w:] tegoż, Dzieła zebrane, tłum. J. Kornaś-Warwas, Warszawa: PIW, 2025, s. 367.
1 Zob. O. Bartosiewicz-Nikolaev, T. Krupa, Bibliografia romanului în limba română tradus în limba polonă până în 2023, „Dacoromania Litteraria” 2023, nr X, s. 279–292, DOI: 10.33993/drl.2023.10.279.292 [dostęp: 13.01.2026].
2 Przywołuję je za: W. Bolecki, Modernizm w literaturze polskiej XX w. (rekonesans), „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja” 2002, nr 4 (76), s. 22–23.
3 M. Blecher, Dzieła zebrane…, s. 14.
4 Tamże, s. 345.
5 Tamże, s. 13.
6 Zob. M. Sebastian, Dziennik 1935–1944, tłum. J. Kotliński, Sejny: Pogranicze, 2006; tenże, Od dwóch tysięcy lat, tłum. D. Małecki, Wrocław: Książkowe Klimaty, 2020.
7 D. Mironescu, Viața lui M. Blecher. Împotriva biografiei, Bucureşti: Humanitas, 2018, s. 35.
8 Zob. tenże, Kalendarium [w:] M. Blecher, Dzieła zebrane…, s. 5.
9 Zob. O. Bartosiewicz, Tożsamość niejednoznaczna. Historyczne, filozoficzne i literackie konteksty twórczości B. Fundoianu/Benjamina Fondane’a (1898–1944), Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2018, s. 58–59.
10 M. Blecher, Dzieła zebrane…, s. 20.
11 Tamże, s. 37.
12 Tamże, s. 57.
13 Zob. L. Volovici, Nacjonalizm i „kwestia żydowska” w Rumunii lat trzydziestych XX wieku, tłum. i posł. K. Jurczak, Kraków: Austeria, 2016.
14 M. Sebastian, Dziennik…, s. 247.
15 Zob. G. Călinescu, Istoria literaturii române de la origini până în prezent, Bucureşti: Editura Fundaţia regală pentru literatură şi artă, 1941, s. 880.
16 D. Mironescu, Kalendarium, s. 8.
17 Zob. M. Blecher, Opere. Întâmplări în irealitatea imediată. Inimi cicatrizate. Vizuina luminată. Proză scurtă. Aforisme. Poezii. Traduceri. Publicistică, Scrisori. Arhivă. Documentar. Mărturii. Iconografie, Ediție critică, studiu introductiv, note, comentarii, variante și cronologie de Doris Mironescu, București: Academia Română, Fundația Română Pentru Știință și Artă, Muzeul Național al Literaturii Române, 2017.
18 Tenże, Dzieła zebrane…, s. 369.
19 Zwracają na to uwagę również Andrei Gorzo oraz Veronica Lazăr w książce Beyond the New Romanian Cinema. Romanian Culture, History, and the Films of Radu Jude, Sibiu: Editura ULBS, 2023, s. 112.
20 M. Blecher, Dzieła zebrane…, s. 120.
21 Tamże, s. 112.
22 Tamże, s. 124.
23 Tamże, s. 142.
24 Joanna Kornaś-Warwas decyduje się na pozostawienie w tłumaczeniu terminu „gutiera” (z rum. gutieră), dzięki czemu wyraz ten nabiera indywidualnego, specjalnego charakteru, co podkreśla wyjątkowość i wagę jego przeznaczenia oraz rolę, jaką odgrywa w życiu głównego bohatera. W przekładzie Tomasza Klimkowskiego rumuńska gutieră to po prostu „wózek”.
25 M. Blecher, Dzieła zebrane…, s. 369.
26 Tamże, s. 121.
27 Tamże, s. 410.
28 Tamże, s. 368.
29 Tamże, s. 355.
30 Tamże, s. 363.
31 Tamże, s. 362.
