Pisanie o sztuce

Pisa­nie o sztu­ce, choć na pierw­szy rzut oka nie­skom­pli­ko­wa­ne, wią­że się z roz­le­głym polem zna­czeń, tema­tów i pro­ble­mów: z kwe­stia­mi wizu­al­no­ści i piśmien­no­ści, przed­sta­wia­nia i repre­zen­ta­cji, widze­nia, prze­kła­du czy komen­ta­rza do sztu­ki. Kon­tekst roz­wa­żań sta­no­wić tu mogą nie tyl­ko histo­ria sztu­ki i lite­ra­tu­ry, lecz tak­że teo­ria pozna­nia, psy­cho­lo­gia czy filo­zo­fia.

Jed­ną z form pisa­nia o sztu­ce są ekfra­zy, gatu­nek lite­rac­ki o dłu­gim rodo­wo­dzie, się­ga­ją­cym cza­sów sta­ro­żyt­nych. Powsta­wa­ły w ramach sta­ro­żyt­nej tra­dy­cji reto­rycz­nej, a ich defi­ni­cja i funk­cja przez wie­ki ule­ga­ły zmia­nom. Nie­kie­dy moż­na nawet uznać, że poprzez ekfra­zę wyka­zy­wa­no nad­rzęd­ność sztu­ki sło­wa nad sztu­ką obra­zu – i coś z tego myśle­nia prze­trwa­ło do dzi­siej­szych cza­sów. Cho­ciaż Adam Dzia­dek pisał, że zasad­ni­czą kwe­stią w ekfra­zie jest „uczy­nie­nie przed­mio­tów postrze­gal­ny­mi zmy­sło­wo, prze­mie­nie­nie słu­cha­czy lub czy­tel­ni­ków w widzów”1, sło­wa czę­sto mają dzia­łać w odwrot­nym kie­run­ku: prze­mie­nić odbior­ców dzie­ła w czy­tel­ni­ków, nie tyle stać się nie­do­sko­na­ły­mi zastęp­ni­ka­mi wizu­aliów, ile te wizu­alia prze­wyż­szyć w swo­jej mocy ewo­ko­wa­nia wra­żeń wzro­ko­wych – w wyobraź­ni. W koń­cu, jak wska­zy­wał Michał Paweł Mar­kow­ski, ekfra­za „to kate­go­ria klu­czo­wa dla badań nad obra­zu­ją­cy­mi, opi­so­wy­mi, czy­li naj­ogól­niej: reto­rycz­ny­mi moż­li­wo­ścia­mi języ­ka lub […] nad szan­są uobec­nie­nia w dys­kur­sie tego, co poza­ję­zy­ko­we”2.

Co naj­mniej od cza­sów nowo­żyt­nych żyje­my w jakimś reżi­mie sko­picz­nym, co wią­że się z róż­ny­mi spo­so­ba­mi kształ­to­wa­nia wizu­al­no­ści w poszcze­gól­nych epo­kach. Mar­tin Jay, któ­ry wpro­wa­dził i roz­wi­nął kore­spon­du­ją­cy z tym zagad­nie­niem ter­min „oku­lo­cen­tryzm”, ana­li­zo­wał owe spo­so­by. Wyra­żał tak­że nadzie­ję na powsta­nie w przy­szło­ści nowych reżi­mów obra­zo­wych – takich, któ­rych nie potra­fi­my jesz­cze prze­wi­dzieć. Przy­po­mi­nał, że „od rene­san­su i rewo­lu­cji nauko­wej nowo­cze­sność była zwy­kle uwa­ża­na za cał­ko­wi­cie oku­lo­cen­trycz­ną. Wyna­le­zie­nie dru­ku […] wzmoc­ni­ło prio­ry­tet widze­nia wzro­ko­we­go dzię­ki takim wyna­laz­kom, jak tele­skop i mikro­skop”3.

Stra­te­gie opi­sy­wa­nia sztu­ki są odbi­ciem tego, jak w ramach kon­kret­nych przy­pad­ków dzia­ła­ją reżi­my widze­nia. Opi­sy­wa­nie dzieł to prze­cież – pośred­nio – opi­sy­wa­nie tego, co i jak widzia­no w cza­sach, kie­dy żył autor dane­go tek­stu. To, co dostrze­ga­no w dzie­le i jak to opi­sy­wa­no, wyni­ka­ło więc bez­po­śred­nio z obo­wią­zu­ją­cych w danym momen­cie reżi­mów (spo­so­bów widze­nia). I tego nale­ży być świa­do­mym w cza­sie lek­tu­ry takich publi­ka­cji, jak choć­by Rene­sans. Roz­wa­ża­nia o sztu­ce i poezji Wal­te­ra Pate­ra (wyra­ża­ją­ce­go prze­ko­na­nie o zbaw­czej mocy genial­nych dzieł sztu­ki quat­tro­cen­ta), Bar­ba­rzyń­ca w ogro­dzie Zbi­gnie­wa Her­ber­ta (z ideą obro­ny war­to­ści huma­ni­stycz­nych w mar­nych cza­sach) czy Wojt­kie­wicz i nowa sztu­ka Wie­sła­wa Jusz­cza­ka (głę­bo­ko wie­rzą­ce­go w moż­li­wo­ści pozna­nia wewnętrz­ne­go poprzez pew­ne, szcze­gól­ne rodza­je sztu­ki).

W toku roz­wa­żań wkra­cza­my więc na teren dwóch róż­nych spo­so­bów doświad­cza­nia świa­ta, zdo­by­wa­nia wie­dzy o nim oraz reje­stro­wa­nia jego ele­men­tów: pierw­szy pole­ga na bez­po­śred­nim per­cy­po­wa­niu docie­ra­ją­cych do nas bodź­ców (w tym obra­zów), dru­gi – na odbio­rze zapo­śred­ni­czo­nym przez sło­wa i zawar­tą w nich inter­pre­ta­cję. John Ber­ger swo­ją książ­kę Spo­so­by widze­nia roz­po­czy­na od uwa­gi: „Widze­nie poprze­dza sło­wa. Dziec­ko patrzy i roz­po­zna­je, zanim nauczy się mówić”4. Autor pod­kre­śla tym samym bez­po­śred­niość doświad­cze­nia wzro­ko­we­go i jego nad­rzęd­ność wobec doświad­cze­nia dys­kur­syw­ne­go, czy­li uję­te­go w sło­wa. Doko­nu­je zatem roz­róż­nie­nia mię­dzy tym, co widzi­my, a tym, co wie­my; mię­dzy bez­po­śred­nim doświad­cza­niem świa­ta a tym, co na nie wpły­wa i je kształ­tu­je. Ber­ger kła­dzie nacisk na koniecz­ność zacho­wa­nia czuj­no­ści w kwe­stii for­mo­wa­nia się nasze­go spo­so­bu widze­nia. Według kry­ty­ka nie jest ono neu­tral­ne, lecz zawsze w jakiś spo­sób ogra­ni­czo­ne. Moż­na więc powie­dzieć, że Ber­ger po swo­je­mu ana­li­zu­je reżi­my sko­picz­ne oma­wia­ne przez Mar­ti­na Jaya. Gdy przyj­rzy­my się meto­dzie bry­tyj­skie­go kry­ty­ka, zauwa­ży­my, jak cie­ka­wy zabieg zasto­so­wał. Ber­ger zazwy­czaj zesta­wia ze sobą ilu­stra­cje i tekst, tak by się wza­jem­nie komen­to­wa­ły; trak­tu­je je przy tym rów­no­rzęd­nie. W Spo­so­bach widze­nia zawarł pięć ese­jów, a dwa z nich zło­żył wyłącz­nie z róż­ne­go rodza­ju foto­gra­fii: repro­duk­cji dzieł sztu­ki, zdjęć arty­stycz­nych, reklam, wize­run­ków cele­bry­tów. Pozwo­lił więc prze­mó­wić obra­zom nie­opa­trzo­nym komen­ta­rzem tek­sto­wym.

Taki spo­sób komu­ni­ka­cji ma jed­nak swo­je ogra­ni­cze­nia. By pre­cy­zyj­nie zako­mu­ni­ko­wać jakąś treść wyni­ka­ją­cą z kon­tak­tu z dzie­łem, musi­my posłu­żyć się sło­wa­mi. Nie jeste­śmy więc w sta­nie wyjść ze sfe­ry dys­kur­syw­nej, o czym swe­go cza­su przy­po­mniał nam post­mo­der­nizm. Żyje­my w „tek­sto­wym świe­cie” – by przy­to­czyć sło­wa Ryszard Nycza. Słyn­ne zda­nie Jacques’a Der­ri­dy „nie ma nic poza tek­stem” (lub, jak czy­ta­my w pol­skim tłu­ma­cze­niu, „nie ist­nie­je poza-tekst”5) nie ozna­cza oczy­wi­ście, że doświad­czal­na, nama­cal­na rze­czy­wi­stość nie ist­nie­je. Ozna­cza jedy­nie, że do świa­ta mamy dostęp przez sys­tem zna­ków i że nie może­my się bez nich obyć. Nota­be­ne pismo nie sta­no­wi bynaj­mniej bez­po­śred­nie­go reje­stru wypo­wia­da­nych słów. Nie jest prze­zro­czy­ste, nie odzwier­cie­dla wyłącz­nie tego, co okre­śla. Zna­ki tak­że mają swój wygląd i zna­cze­nie, a to dodat­ko­wo kom­pli­ku­je już i tak zło­żo­ną kwe­stię. Krój liter anty­kwy mówi na przy­kład o powa­dze i wła­dzy, ist­nie­ją czcion­ki, któ­re koja­rzą się z dru­ka­mi rekla­mo­wy­mi lub urzę­do­wy­mi.

Z kore­spon­den­cją obra­zu i sło­wa zwią­za­na jest rów­nież hora­cjań­ska mak­sy­ma ut pic­tu­ra poesis („jak malar­stwo – poezja”), sta­no­wią­ca czę­sty temat semi­na­riów aka­de­mic­kich. Jej popu­lar­ność Wie­sław Jusz­czak skwi­to­wał w jed­nym ze swo­ich arty­ku­łów: „nie­ustan­ne dys­ku­sje o pokre­wień­stwach i róż­ni­cach mię­dzy sło­wem a obra­zem […] grzę­zną w roz­le­głych bagnach lite­ra­tu­ry na temat ut pic­tu­ra poesis6. „Roz­le­głe bagna” roz­cią­ga­ją się nie tyl­ko w obsza­rze teo­rii lite­ra­tu­ry, lecz tak­że teo­rii, kry­ty­ki i histo­rii sztu­ki. Te ostat­nie z zało­że­nia wią­żą się prze­cież z pisa­niem o sztu­ce, w tym wypad­ku nie tyle lite­rac­kim, ile nauko­wym i meto­dycz­nym.

Już grec­ki poeta Symo­ni­des z Keos miał twier­dzić (cyto­wa­ny przez Plu­tar­cha), że „malar­stwo jest nie­mą poezją, a poezja mówią­cym malar­stwem”7. Ut pic­tu­ra poesis jest jed­nak poję­ciem hora­cjań­skim, sfor­mu­ło­wa­nym czte­ry­sta lat póź­niej. Według nie­go „poezja jest mówią­cym malar­stwem, a malar­stwo widzial­ną poezją, ponie­waż obie sztu­ki łączy podob­ny spo­sób naśla­do­wa­nia natu­ry”8.

Lista auto­rów piszą­cych o sztu­ce lub nawią­zu­ją­cych do dzieł sztu­ki w swych utwo­rach jest dłu­ga i obej­mu­je posta­cie wła­ści­wie z każ­dej epo­ki: począw­szy od Home­ra i jego opi­su tar­czy Achil­le­sa, przez grec­kie­go sofi­stę Filo­stra­ta Star­sze­go, twór­cę Eiko­nes (co zna­czy „Obra­zy”), Dan­te­go Ali­ghie­ri, Gio­van­nie­go Boc­cac­cia, Geof­freya Chau­ce­ra i The House of Fame, Wil­lia­ma Shakespeare’a, Joh­na Keat­sa, a skoń­czyw­szy na współ­cze­snych poetach i pisa­rzach, któ­rych nie spo­sób tu wszyst­kich wymie­nić. Bogac­twa przed­sta­wio­ne­go tu jedy­nie w zary­sie mate­ria­łu dopeł­nia­ją tek­sty auto­rów spo­za krę­gu kul­tu­ry Zacho­du, na przy­kład z Dale­kie­go Wscho­du, w tym Chin (tu choć­by nobli­sta Gao Xin­gjian) oraz Japo­nii (tutaj na przy­kład Natsu­me Sōse­ki czy Yukio Mishi­ma).

Wśród pol­skich współ­cze­snych twór­ców lite­ra­tu­ry nawią­zu­ją­cych w swo­ich tek­stach do dzieł sztu­ki wymie­nia się mię­dzy inny­mi Tade­usza Róże­wi­cza, zaprzy­jaź­nio­ne­go z arty­sta­mi Gru­py Kra­kow­skiej i zain­spi­ro­wa­ne­go malar­stwem Jerze­go Nowo­siel­skie­go (jed­ne­go z przed­sta­wi­cie­li gru­py), Fran­ci­sa Baco­na (podzi­wia­ne­go przez pol­skie śro­do­wi­sko arty­stycz­ne w latach 80. XX wie­ku) czy Hie­ro­ni­ma Boscha. Bada­cze tema­tu wymie­nia­ją tak­że ekfra­zy Zbi­gnie­wa Her­ber­ta (jako przy­kła­dy wska­zu­jąc jego wier­sze, ale też ese­je podróż­ne), Ada­ma Zaga­jew­skie­go, Jaro­sła­wa Iwasz­kie­wi­cza, Woj­cie­cha Kar­piń­skie­go, Julii Har­twig, Wisła­wy Szym­bor­skiej, Hali­ny Poświa­tow­skiej czy Joan­ny Pol­la­ków­ny oraz wie­lu innych pisa­rzy. Do gro­na młod­szych auto­rów, któ­rzy zwra­ca­ją szcze­gól­ną uwa­gę na obra­zo­wość tek­stu, nale­żą nato­miast Jacek Deh­nel i Woj­ciech Nowic­ki.

Jak wyni­ka choć­by z tego krót­kie­go zesta­wie­nia, pisa­nie o sztu­ce z cza­sem wca­le nie tra­ci na zna­cze­niu. Prze­ciw­nie, wciąż może sta­no­wić efek­tow­ny chwyt reto­rycz­ny, z któ­re­go wie­lu chęt­nie korzy­sta. Wyso­kiej fre­kwen­cyj­no­ści lite­rac­kich odwo­łań do sztu­ki dziś z pew­no­ścią sprzy­ja fakt, że auto­rzy posze­rza­ją swo­je zain­te­re­so­wa­nia o (sto­sun­ko­wo) nowe media: piszą na przy­kład o foto­gra­fii – jak czy­ni­li to Jacek Deh­nel w Foto­pla­sti­ko­nie czy Agniesz­ka Pającz­kow­ska w gło­śnej książ­ce Nie­prze­zro­czy­ste. Histo­rie chłop­skiej foto­gra­fii.

Pisa­nie o sztu­ce w dużej mie­rze wyni­ka rów­nież z podzi­wu dla mocy obra­zów, w tym dla ich funk­cji komu­ni­ka­cyj­nej. Ten, kto tru­dzi się nad sło­wa­mi, mozol­nie je zapi­su­jąc, tak by jak naj­wier­niej odda­wa­ły okre­ślo­ną ideę, może zazdro­ścić mala­rzom spo­so­bu poro­zu­mie­wa­nia się z odbior­ca­mi poprzez kształ­ty, kolo­ry i nastro­je. Obraz sta­no­wi obiet­ni­cę bły­ska­wicz­ne­go dotar­cia do świa­do­mo­ści inter­pre­ta­to­ra, bez pośred­nic­twa słów, w tym języ­ków obcych.

Jak zresz­tą prze­strze­gał Michał Paweł Mar­kow­ski, opis może być tak boga­ty, kunsz­tow­ny i suge­styw­ny, że swo­ją jako­ścią prze­sło­ni dzie­ło i w kon­se­kwen­cji nikt nie zechce po nie się­gnąć. Pisał:

Na tym para­dok­sie opie­ra się zna­cze­nie ekph­ra­sis […] dla roz­wa­żań teo­re­tycz­nych: z jed­nej stro­ny zmie­rza ona do una­ocz­nie­nia przed­mio­tu (uka­za­nie przed­mio­tu opi­su), z dru­giej zaś robi wszyst­ko, by na plan pierw­szy wysu­nąć spo­sób jego pre­zen­ta­cji (nar­ra­cję lub opis)9.

Te roz­wa­ża­nia wio­dą do wyobra­że­nia sobie takie­go utwo­ru lite­rac­kie­go, któ­ry unie­moż­li­wia inter­pre­ta­to­ro­wi iden­ty­fi­ka­cję przed­mio­tu swo­je­go opi­su. Mamy wte­dy do czy­nie­nia z hypo­ty­po­zą. Adam Dzia­dek ana­li­zo­wał ją w nastę­pu­ją­cy spo­sób:

Opis w hypo­ty­po­zie – w prze­ci­wień­stwie do opi­su w ekfra­zie – nie odno­si się do kon­kret­ne­go dzie­ła sztu­ki, ale raczej pośred­nio przy­wo­łu­je jakiś obraz i narzu­ca czy­tel­ni­ko­wi koniecz­ność usta­le­nia ści­słych kry­te­riów pozwa­la­ją­cych wska­zać w tek­ście wyznacz­ni­ki malar­sko­ści bez posłu­gi­wa­nia się pro­stą ana­lo­gią. Figu­ra ta zda­je się suge­ro­wać ana­lo­gię z jakimś obra­zem lub z jakimś cha­rak­te­ry­stycz­nym spo­so­bem obra­zo­wa­nia malar­skie­go10.

Maria Poprzęc­ka przy­ta­cza opi­sy dzieł nie­ist­nie­ją­cych w rze­czy­wi­sto­ści, bo powsta­łych we wspo­mnie­niach, któ­re się zatar­ły, przez co doko­na­ło się połą­cze­nie cech kil­ku dzieł sztu­ki. Przy­wo­łu­je stwo­rzo­ny przez Charles’a Baudelaire’a opis jed­ne­go z Kapry­sów Fran­ci­sca Goi – poeta nad­zwy­czaj suge­styw­nie łączy w jed­no dwie gra­fi­ki. Co cie­ka­we, sam korzy­sta z pośred­nic­twa inne­go opi­su, z tek­stu Théophile’a Gau­tie­ra, oma­wia­ją­ce­go jed­ną pra­cę hisz­pań­skie­go arty­sty. Nie spo­sób dzi­siaj oddzie­lić w utwo­rze Baudelaire’a to, „co jest owo­cem wyobraź­ni poety, [od tego – red.] […], co jest spo­iwem opi­sa­ne­go? wykre­owa­ne­go? dzie­ła” – doda­je autor­ka11. Inny z przy­ta­cza­nych przez nią przy­kła­dów, któ­ry wpi­su­je się w kate­go­rię hypo­ty­po­zy, to słyn­ny, poświę­co­ny Monie Lizie aka­pit Wal­te­ra Pate­ra z jego dzie­ła o Leonar­dzie. Znaw­cy tema­tu suge­ru­ją, że Pater nigdy nie widział na żywo Gio­con­dy i że doko­nał połą­cze­nia obra­zu da Vin­ci z innym, rów­nie słyn­nym dzie­łem rene­san­su, a mia­no­wi­cie z Melan­cho­lią Albrech­ta Düre­ra. Zresz­tą w słyn­nym „pur­pu­ro­wym pasa­żu” Pater two­rzy raczej – jak suge­ru­je Poprzęc­ka – „lite­rac­ką ewo­ka­cję, urze­ka­ją­cą fan­ta­sma­go­rię”12. Dość powie­dzieć, że pisząc nie­za­po­mnia­ne zda­nia o naj­słyn­niej­szym por­tre­cie świa­ta („ta gło­wa, na któ­rą «wszy­stek koniec świa­ta przy­szedł»”)13, odno­sił się raczej do pie­lę­gno­wa­ne­go w pamię­ci wyobra­że­nia, a nie do real­nie ist­nie­ją­ce­go obra­zu.

Pisa­nie o sztu­ce naj­ści­ślej (i naj­czę­ściej) zwią­za­ne jest, co oczy­wi­ste, z kry­ty­ką sztu­ki. To zresz­tą za mało powie­dzia­ne. Kry­ty­ka opie­ra się na opi­sach dzieł sztu­ki, wyko­rzy­stu­je róż­ne warian­ty cha­rak­te­ry­sty­ki, nie­ustan­nie przed­sta­wia i ana­li­zu­je dzie­ła sztuk wizu­al­nych – na tym pole­ga jej isto­ta. W każ­dej z jej licz­nych defi­ni­cji znaj­du­je się wzmian­ka o funk­cjach zwią­za­nych z tłu­ma­cze­niem. Kry­ty­ka tłu­ma­czy wizu­alia na tek­sty. Pośred­ni­czy w rozu­mie­niu obra­zów, a nawet – i tutaj poja­wia się wątek poten­cjal­nie kon­tro­wer­syj­ny – dba o ich odpo­wied­nią, rze­tel­ną inter­pre­ta­cję. W duchu podejrz­li­wo­ści zazna­czyć więc trze­ba, że kry­ty­ka, dzia­ła­jąc w swo­im wła­snym polu odnie­sień (i reżi­mie sko­picz­nym), wyzna­cza wła­ści­we odczy­ta­nia dzie­ła i zapo­bie­ga tym nie­od­po­wied­nim. W każ­dym razie z pew­no­ścią dzia­ła na rzecz two­rze­nia traf­nych inter­pre­ta­cji dzieł sztu­ki.

Pisa­nie o sztu­ce swo­ją popu­lar­ność zawdzię­cza rów­nież fak­to­wi, że żyje­my obec­nie w świe­cie obra­zów. Ter­min „kul­tu­ra obraz­ko­wa” jest już wła­ści­wie nie­mal archa­izmem, a tak zwa­ne visu­al cul­tu­re stu­dies, czy­li stu­dia nad kul­tu­rą wizu­al­ną, sta­ły się dys­cy­pli­ną aka­de­mic­ką. Mimo nad­pro­duk­cji obra­zów, zale­wa­ją­cych nas w codzien­nym życiu, w sztu­ce postę­pu­je jed­nak pro­ces utra­ty zaufa­nia do wizu­al­no­ści. Widać to dosko­na­le we wszel­kich prze­strze­niach wysta­wien­ni­czych. W gale­riach czy muze­ach każ­de eks­po­no­wa­ne dzie­ło musi być opa­trzo­ne komen­ta­rzem.

Rze­ko­mo sztu­ka sama w sobie jest za trud­na dla odbior­ców, wszyst­kie jej prze­ja­wy trze­ba zatem zabez­pie­czyć przed błęd­nym odczy­ta­niem. Pół bie­dy, gdy na kar­tecz­ce z pod­pi­sem znaj­du­ją się pod­sta­wo­we infor­ma­cje. Jeśli jed­nak zawie­ra ona goto­wą inter­pre­ta­cję dzie­ła (jak choć­by w przy­pad­ku wystaw w Muzeum Sztu­ki Współ­cze­snej MOCAK w Kra­ko­wie, co traf­nie punk­to­wa­no w poście zna­ne­go pro­fi­lu na Face­bo­oku), to mamy klops. Opis osią­gnął w ten spo­sób szczyt swo­ich moż­li­wo­ści: rze­czy­wi­ście „zasła­nia”, czy­li „zaga­du­je” umiesz­czo­ne obok real­ne dzie­ła sztu­ki.

W samym poj­mo­wa­niu opi­su sztuk wizu­al­nych tkwi zało­że­nie o rywa­li­za­cji tek­stu z obra­zem. Jed­nak nie daj­my się zwieść prze­ko­na­niu o osta­tecz­nym zwy­cię­stwie słów. Mimo nad­pro­duk­cji obra­zy wciąż mają wiel­kie zna­cze­nie. I nie da się go opi­sać sło­wa­mi.

 

1 A. Dzia­dek, Ekfra­za, onli­ne: https://sensualnosc.bn.org.pl/ekfraza-68/ [dostęp: 21.05.2026].

2 M.P. Mar­kow­ski, Pra­gnie­nie obec­no­ści. Filo­zo­fie repre­zen­ta­cji od Pla­to­na do Kar­te­zju­sza, Gdańsk: słowo/obraz tery­to­ria, 1999, s. 11.

3 M. Jay, Sco­pic Regi­mes of Moder­ni­ty, „Vision and Visu­ali­ty” 1988, nr 2, s. 3.

4 J. Ber­ger, Spo­so­by widze­nia, tłum. M. Bryl, Poznań: Dom Wydaw­ni­czy „Rebis”, 1997, s. 7.

5 J. Der­ri­da, O gra­ma­to­lo­gii, tłum. B. Bana­siak, Łódź: Wydaw­nic­two Offi­cy­na, 2011, s. 212.

6 W. Jusz­czak, Legen­da o obra­zie, któ­ry mógł być zja­wą [w:] Obraz zapo­śred­ni­czo­ny, red. M. Poprzęc­ka, War­sza­wa: Sto­wa­rzy­sze­nie Histo­ry­ków Sztu­ki, 2005, s. 7.

7 Tam­że.

8 Zob. Ut pic­tu­ra poesis, red. M. Skwa­ra, S. Wysło­uch, Gdańsk: słowo/obraz tery­to­ria, 2006, cyt. za stro­ną inter­ne­to­wą wydaw­cy, onli­ne: https://www.terytoria.com.pl/tematy-teoretycznoliterackie/376-ut-pictura-poesis.html [dostęp: 21.05.2026].

9 M.P. Mar­kow­ski, Pra­gnie­nie…, s. 13.

10 A. Dzia­dek, Obra­zy i wier­sze. Z zagad­nień inter­fe­ren­cji sztuk w pol­skiej poezji współ­cze­snej, Kato­wi­ce: Wydaw­nic­two Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go, 2004, s. 82.

11 M. Poprzęc­ka, Obraz pod powie­ka­mi [w:] Twa­rzą w twarz z obra­zem, red. M. Poprzęc­ka, War­sza­wa: Sto­wa­rzy­sze­nie Histo­ry­ków Sztu­ki, 2003, s. 89.

12 Tam­że, s. 90.

13 Cyt. za: tam­że.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

16.08.2026 Recenzje

„Sztuką nie lada, prawdziwym osiągnięciem, jest zapomnienie o swoim ojcu” – „Moi przyjaciele” Hishama Matara

Ojcowie w powieści Matara stają się punktem wyjścia dla tożsamości, lecz także jej napięcia i załamania. Relacje ojciec–syn są metaforą relacji między przeszłością a przyszłością. To, co zostaje odziedziczone, nieustannie domaga się opowiedzenia, a jednocześnie nie zawsze daje się w pełni wypowiedzieć – o powieści Hishama Matara pisze Aleksandra Samonek.

15.08.2026 Recenzje

Fantastyka społecznego podmiotu

Należy podkreślić, że przy całym bogactwie refleksji, jakie oferuje powieść Wang, jest to wciąż klasyczna literatura fantasy, oparta głównie na seriach dramatycznych wydarzeń, choć nie brakuje tutaj również rozbudowanych, wielostronicowych dialogów – o Krwi nad jasną przystanią M.L. Wang pisze Marcin Świątkowski.

14.08.2026 Szkice

Ja jednak widzę krew Marksa. Ja ciągle widzę krew Marksa

Lekturę Społeczeństwa spektaklu… traktuję jako przeżycie zaskakująco niekomfortowe. Wcielając się w rolę uważnego czytelnika, krytyka „Dziennika Literackiego”, który ma obowiązek przeprowadzenia subiektywnej, lecz sprawiedliwej analizy debordowskiego tekstu, wpadam w niezamierzone rejestry parodii aktorstwa metodycznego – pisze Łukasz Krajnik.

13.08.2026 Laba

Pocztówka znaleziona w trzcinie

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy reportaż Krzysztofa Żwirskiego z festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie.