Pisanie o sztuce, choć na pierwszy rzut oka nieskomplikowane, wiąże się z rozległym polem znaczeń, tematów i problemów: z kwestiami wizualności i piśmienności, przedstawiania i reprezentacji, widzenia, przekładu czy komentarza do sztuki. Kontekst rozważań stanowić tu mogą nie tylko historia sztuki i literatury, lecz także teoria poznania, psychologia czy filozofia.
Jedną z form pisania o sztuce są ekfrazy, gatunek literacki o długim rodowodzie, sięgającym czasów starożytnych. Powstawały w ramach starożytnej tradycji retorycznej, a ich definicja i funkcja przez wieki ulegały zmianom. Niekiedy można nawet uznać, że poprzez ekfrazę wykazywano nadrzędność sztuki słowa nad sztuką obrazu – i coś z tego myślenia przetrwało do dzisiejszych czasów. Chociaż Adam Dziadek pisał, że zasadniczą kwestią w ekfrazie jest „uczynienie przedmiotów postrzegalnymi zmysłowo, przemienienie słuchaczy lub czytelników w widzów”1, słowa często mają działać w odwrotnym kierunku: przemienić odbiorców dzieła w czytelników, nie tyle stać się niedoskonałymi zastępnikami wizualiów, ile te wizualia przewyższyć w swojej mocy ewokowania wrażeń wzrokowych – w wyobraźni. W końcu, jak wskazywał Michał Paweł Markowski, ekfraza „to kategoria kluczowa dla badań nad obrazującymi, opisowymi, czyli najogólniej: retorycznymi możliwościami języka lub […] nad szansą uobecnienia w dyskursie tego, co pozajęzykowe”2.
Co najmniej od czasów nowożytnych żyjemy w jakimś reżimie skopicznym, co wiąże się z różnymi sposobami kształtowania wizualności w poszczególnych epokach. Martin Jay, który wprowadził i rozwinął korespondujący z tym zagadnieniem termin „okulocentryzm”, analizował owe sposoby. Wyrażał także nadzieję na powstanie w przyszłości nowych reżimów obrazowych – takich, których nie potrafimy jeszcze przewidzieć. Przypominał, że „od renesansu i rewolucji naukowej nowoczesność była zwykle uważana za całkowicie okulocentryczną. Wynalezienie druku […] wzmocniło priorytet widzenia wzrokowego dzięki takim wynalazkom, jak teleskop i mikroskop”3.
Strategie opisywania sztuki są odbiciem tego, jak w ramach konkretnych przypadków działają reżimy widzenia. Opisywanie dzieł to przecież – pośrednio – opisywanie tego, co i jak widziano w czasach, kiedy żył autor danego tekstu. To, co dostrzegano w dziele i jak to opisywano, wynikało więc bezpośrednio z obowiązujących w danym momencie reżimów (sposobów widzenia). I tego należy być świadomym w czasie lektury takich publikacji, jak choćby Renesans. Rozważania o sztuce i poezji Waltera Patera (wyrażającego przekonanie o zbawczej mocy genialnych dzieł sztuki quattrocenta), Barbarzyńca w ogrodzie Zbigniewa Herberta (z ideą obrony wartości humanistycznych w marnych czasach) czy Wojtkiewicz i nowa sztuka Wiesława Juszczaka (głęboko wierzącego w możliwości poznania wewnętrznego poprzez pewne, szczególne rodzaje sztuki).
W toku rozważań wkraczamy więc na teren dwóch różnych sposobów doświadczania świata, zdobywania wiedzy o nim oraz rejestrowania jego elementów: pierwszy polega na bezpośrednim percypowaniu docierających do nas bodźców (w tym obrazów), drugi – na odbiorze zapośredniczonym przez słowa i zawartą w nich interpretację. John Berger swoją książkę Sposoby widzenia rozpoczyna od uwagi: „Widzenie poprzedza słowa. Dziecko patrzy i rozpoznaje, zanim nauczy się mówić”4. Autor podkreśla tym samym bezpośredniość doświadczenia wzrokowego i jego nadrzędność wobec doświadczenia dyskursywnego, czyli ujętego w słowa. Dokonuje zatem rozróżnienia między tym, co widzimy, a tym, co wiemy; między bezpośrednim doświadczaniem świata a tym, co na nie wpływa i je kształtuje. Berger kładzie nacisk na konieczność zachowania czujności w kwestii formowania się naszego sposobu widzenia. Według krytyka nie jest ono neutralne, lecz zawsze w jakiś sposób ograniczone. Można więc powiedzieć, że Berger po swojemu analizuje reżimy skopiczne omawiane przez Martina Jaya. Gdy przyjrzymy się metodzie brytyjskiego krytyka, zauważymy, jak ciekawy zabieg zastosował. Berger zazwyczaj zestawia ze sobą ilustracje i tekst, tak by się wzajemnie komentowały; traktuje je przy tym równorzędnie. W Sposobach widzenia zawarł pięć esejów, a dwa z nich złożył wyłącznie z różnego rodzaju fotografii: reprodukcji dzieł sztuki, zdjęć artystycznych, reklam, wizerunków celebrytów. Pozwolił więc przemówić obrazom nieopatrzonym komentarzem tekstowym.
Taki sposób komunikacji ma jednak swoje ograniczenia. By precyzyjnie zakomunikować jakąś treść wynikającą z kontaktu z dziełem, musimy posłużyć się słowami. Nie jesteśmy więc w stanie wyjść ze sfery dyskursywnej, o czym swego czasu przypomniał nam postmodernizm. Żyjemy w „tekstowym świecie” – by przytoczyć słowa Ryszard Nycza. Słynne zdanie Jacques’a Derridy „nie ma nic poza tekstem” (lub, jak czytamy w polskim tłumaczeniu, „nie istnieje poza-tekst”5) nie oznacza oczywiście, że doświadczalna, namacalna rzeczywistość nie istnieje. Oznacza jedynie, że do świata mamy dostęp przez system znaków i że nie możemy się bez nich obyć. Notabene pismo nie stanowi bynajmniej bezpośredniego rejestru wypowiadanych słów. Nie jest przezroczyste, nie odzwierciedla wyłącznie tego, co określa. Znaki także mają swój wygląd i znaczenie, a to dodatkowo komplikuje już i tak złożoną kwestię. Krój liter antykwy mówi na przykład o powadze i władzy, istnieją czcionki, które kojarzą się z drukami reklamowymi lub urzędowymi.
Z korespondencją obrazu i słowa związana jest również horacjańska maksyma ut pictura poesis („jak malarstwo – poezja”), stanowiąca częsty temat seminariów akademickich. Jej popularność Wiesław Juszczak skwitował w jednym ze swoich artykułów: „nieustanne dyskusje o pokrewieństwach i różnicach między słowem a obrazem […] grzęzną w rozległych bagnach literatury na temat ut pictura poesis”6. „Rozległe bagna” rozciągają się nie tylko w obszarze teorii literatury, lecz także teorii, krytyki i historii sztuki. Te ostatnie z założenia wiążą się przecież z pisaniem o sztuce, w tym wypadku nie tyle literackim, ile naukowym i metodycznym.
Już grecki poeta Symonides z Keos miał twierdzić (cytowany przez Plutarcha), że „malarstwo jest niemą poezją, a poezja mówiącym malarstwem”7. Ut pictura poesis jest jednak pojęciem horacjańskim, sformułowanym czterysta lat później. Według niego „poezja jest mówiącym malarstwem, a malarstwo widzialną poezją, ponieważ obie sztuki łączy podobny sposób naśladowania natury”8.
Lista autorów piszących o sztuce lub nawiązujących do dzieł sztuki w swych utworach jest długa i obejmuje postacie właściwie z każdej epoki: począwszy od Homera i jego opisu tarczy Achillesa, przez greckiego sofistę Filostrata Starszego, twórcę Eikones (co znaczy „Obrazy”), Dantego Alighieri, Giovanniego Boccaccia, Geoffreya Chaucera i The House of Fame, Williama Shakespeare’a, Johna Keatsa, a skończywszy na współczesnych poetach i pisarzach, których nie sposób tu wszystkich wymienić. Bogactwa przedstawionego tu jedynie w zarysie materiału dopełniają teksty autorów spoza kręgu kultury Zachodu, na przykład z Dalekiego Wschodu, w tym Chin (tu choćby noblista Gao Xingjia) oraz Japonii (tutaj na przykład Natsume Sōseki czy Yukio Mishima).
Wśród polskich współczesnych twórców literatury nawiązujących w swoich tekstach do dzieł sztuki wymienia się między innymi Tadeusza Różewicza, zaprzyjaźnionego z artystami Grupy Krakowskiej i zainspirowanego malarstwem Jerzego Nowosielskiego (jednego z przedstawicieli grupy), Francisa Bacona (podziwianego przez polskie środowisko artystyczne w latach 80. XX wieku) czy Hieronima Boscha. Badacze tematu wymieniają także ekfrazy Zbigniewa Herberta (jako przykłady wskazując jego wiersze, ale też eseje podróżne), Adama Zagajewskiego, Jarosława Iwaszkiewicza, Wojciecha Karpińskiego, Julii Hartwig, Wisławy Szymborskiej, Haliny Poświatowskiej czy Joanny Pollakówny oraz wielu innych pisarzy. Do grona młodszych autorów, którzy zwracają szczególną uwagę na obrazowość tekstu, należą natomiast Jacek Dehnel i Wojciech Nowicki.
Jak wynika choćby z tego krótkiego zestawienia, pisanie o sztuce z czasem wcale nie traci na znaczeniu. Przeciwnie, wciąż może stanowić efektowny chwyt retoryczny, z którego wielu chętnie korzysta. Wysokiej frekwencyjności literackich odwołań do sztuki dziś z pewnością sprzyja fakt, że autorzy poszerzają swoje zainteresowania o (stosunkowo) nowe media: piszą na przykład o fotografii – jak czynili to Jacek Dehnel w Fotoplastikonie czy Agnieszka Pajączkowska w głośnej książce Nieprzezroczyste. Historie chłopskiej fotografii.
Pisanie o sztuce w dużej mierze wynika również z podziwu dla mocy obrazów, w tym dla ich funkcji komunikacyjnej. Ten, kto trudzi się nad słowami, mozolnie je zapisując, tak by jak najwierniej oddawały określoną ideę, może zazdrościć malarzom sposobu porozumiewania się z odbiorcami poprzez kształty, kolory i nastroje. Obraz stanowi obietnicę błyskawicznego dotarcia do świadomości interpretatora, bez pośrednictwa słów, w tym języków obcych.
Jak zresztą przestrzegał Michał Paweł Markowski, opis może być tak bogaty, kunsztowny i sugestywny, że swoją jakością przesłoni dzieło i w konsekwencji nikt nie zechce po nie sięgnąć. Pisał:
Na tym paradoksie opiera się znaczenie ekphrasis […] dla rozważań teoretycznych: z jednej strony zmierza ona do unaocznienia przedmiotu (ukazanie przedmiotu opisu), z drugiej zaś robi wszystko, by na plan pierwszy wysunąć sposób jego prezentacji (narrację lub opis)9.
Te rozważania wiodą do wyobrażenia sobie takiego utworu literackiego, który uniemożliwia interpretatorowi identyfikację przedmiotu swojego opisu. Mamy wtedy do czynienia z hypotypozą. Adam Dziadek analizował ją w następujący sposób:
Opis w hypotypozie – w przeciwieństwie do opisu w ekfrazie – nie odnosi się do konkretnego dzieła sztuki, ale raczej pośrednio przywołuje jakiś obraz i narzuca czytelnikowi konieczność ustalenia ścisłych kryteriów pozwalających wskazać w tekście wyznaczniki malarskości bez posługiwania się prostą analogią. Figura ta zdaje się sugerować analogię z jakimś obrazem lub z jakimś charakterystycznym sposobem obrazowania malarskiego10.
Maria Poprzęcka przytacza opisy dzieł nieistniejących w rzeczywistości, bo powstałych we wspomnieniach, które się zatarły, przez co dokonało się połączenie cech kilku dzieł sztuki. Przywołuje stworzony przez Charles’a Baudelaire’a opis jednego z Kaprysów Francisca Goi – poeta nadzwyczaj sugestywnie łączy w jedno dwie grafiki. Co ciekawe, sam korzysta z pośrednictwa innego opisu, z tekstu Théophile’a Gautiera, omawiającego jedną pracę hiszpańskiego artysty. Nie sposób dzisiaj oddzielić w utworze Baudelaire’a to, „co jest owocem wyobraźni poety, [od tego – red.] […], co jest spoiwem opisanego? wykreowanego? dzieła” – dodaje autorka11. Inny z przytaczanych przez nią przykładów, który wpisuje się w kategorię hypotypozy, to słynny, poświęcony Monie Lizie akapit Waltera Patera z jego dzieła o Leonardzie. Znawcy tematu sugerują, że Pater nigdy nie widział na żywo Giocondy i że dokonał połączenia obrazu da Vinci z innym, równie słynnym dziełem renesansu, a mianowicie z Melancholią Albrechta Dürera. Zresztą w słynnym „purpurowym pasażu” Pater tworzy raczej – jak sugeruje Poprzęcka – „literacką ewokację, urzekającą fantasmagorię”12. Dość powiedzieć, że pisząc niezapomniane zdania o najsłynniejszym portrecie świata („ta głowa, na którą «wszystek koniec świata przyszedł»”)13, odnosił się raczej do pielęgnowanego w pamięci wyobrażenia, a nie do realnie istniejącego obrazu.
Pisanie o sztuce najściślej (i najczęściej) związane jest, co oczywiste, z krytyką sztuki. To zresztą za mało powiedziane. Krytyka opiera się na opisach dzieł sztuki, wykorzystuje różne warianty charakterystyki, nieustannie przedstawia i analizuje dzieła sztuk wizualnych – na tym polega jej istota. W każdej z jej licznych definicji znajduje się wzmianka o funkcjach związanych z tłumaczeniem. Krytyka tłumaczy wizualia na teksty. Pośredniczy w rozumieniu obrazów, a nawet – i tutaj pojawia się wątek potencjalnie kontrowersyjny – dba o ich odpowiednią, rzetelną interpretację. W duchu podejrzliwości zaznaczyć więc trzeba, że krytyka, działając w swoim własnym polu odniesień (i reżimie skopicznym), wyznacza właściwe odczytania dzieła i zapobiega tym nieodpowiednim. W każdym razie z pewnością działa na rzecz tworzenia trafnych interpretacji dzieł sztuki.
Pisanie o sztuce swoją popularność zawdzięcza również faktowi, że żyjemy obecnie w świecie obrazów. Termin „kultura obrazkowa” jest już właściwie niemal archaizmem, a tak zwane visual culture studies, czyli studia nad kulturą wizualną, stały się dyscypliną akademicką. Mimo nadprodukcji obrazów, zalewających nas w codziennym życiu, w sztuce postępuje jednak proces utraty zaufania do wizualności. Widać to doskonale we wszelkich przestrzeniach wystawienniczych. W galeriach czy muzeach każde eksponowane dzieło musi być opatrzone komentarzem.
Rzekomo sztuka sama w sobie jest za trudna dla odbiorców, wszystkie jej przejawy trzeba zatem zabezpieczyć przed błędnym odczytaniem. Pół biedy, gdy na karteczce z podpisem znajdują się podstawowe informacje. Jeśli jednak zawiera gotową interpretację dzieła (jak choćby w przypadku wystaw w Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, co trafnie punktowano w poście znanego profilu na Facebooku), to mamy klops. Opis osiągnął w ten sposób szczyt swoich możliwości: rzeczywiście „zasłania”, czyli „zagaduje” umieszczone obok realne dzieła sztuki.
W samym pojmowaniu opisu sztuk wizualnych tkwi założenie o rywalizacji tekstu z obrazem. Jednak nie dajmy się zwieść przekonaniu o ostatecznym zwycięstwie słów. Mimo nadprodukcji obrazy wciąż mają wielkie znaczenie. I nie da się go opisać słowami.
1 A. Dziadek, Ekfraza, online: https://sensualnosc.bn.org.pl/ekfraza-68/ [dostęp: 21.05.2026].
2 M.P. Markowski, Pragnienie obecności. Filozofie reprezentacji od Platona do Kartezjusza, Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 1999, s. 11.
3 M. Jay, Scopic Regimes of Modernity, „Vision and Visuality” 1988, nr 2, s. 3.
4 J. Berger, Sposoby widzenia, tłum. M. Bryl, Poznań: Dom Wydawniczy „Rebis”, 1997, s. 7.
5 J. Derrida, O gramatologii, tłum. B. Banasiak, Łódź: Wydawnictwo Officyna, 2011, s. 212.
6 W. Juszczak, Legenda o obrazie, który mógł być zjawą [w:] Obraz zapośredniczony, red. M. Poprzęcka, Warszawa: Stowarzyszenie Historyków Sztuki, 2005, s. 7.
7 Tamże.
8 Zob. Ut pictura poesis, red. M. Skwara, S. Wysłouch, Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 2006, cyt. za stroną internetową wydawcy, online: https://www.terytoria.com.pl/tematy-teoretycznoliterackie/376-ut-pictura-poesis.html [dostęp: 21.05.2026].
9 M.P. Markowski, Pragnienie…, s. 13.
10 A. Dziadek, Obrazy i wiersze. Z zagadnień interferencji sztuk w polskiej poezji współczesnej, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, 2004, s. 82.
11 M. Poprzęcka, Obraz pod powiekami [w:] Twarzą w twarz z obrazem, red. M. Poprzęcka, Warszawa: Stowarzyszenie Historyków Sztuki, 2003, s. 89.
12 Tamże, s. 90.
13 Cyt. za: tamże.
