Poprawianie Ojca

Prze­kład Biblii Dorégo Torgny’ego Lind­gre­na to zwień­cze­nie pra­cy Dawi­da Jabłoń­skie­go nad powie­ścio­wym tryp­ty­kiem szwedz­kie­go pisa­rza (pierw­sze dwie powie­ści to Miód trzmie­li oraz Prze­pis dosko­na­ły). Pol­scy czy­tel­ni­cy mogą się już zapo­znać ze znacz­ną czę­ścią dorob­ku Lind­gre­na, twór­cy zmar­łe­go w 2017 roku: od prze­ło­mo­wej dla jego pisar­skiej karie­ry Dro­gi wężo­wej na ska­le z 1982 roku oraz Bat­sze­by w daw­niej­szych prze­kła­dach Hali­ny Thyl­we przez nie­daw­no wyda­ne Legen­dy w tłu­ma­cze­niu Toma­sza Felik­sa po wspo­mnia­ny tryp­tyk.

Czę­ści cyklu moż­na czy­tać osob­no, choć spa­ja­ją go nie tyl­ko lite­rac­kie moty­wy, ale też dzie­lo­ny przez boha­te­rów świat, co pozwa­la twór­cy dodać do opo­wie­ści war­stwę iro­nii, któ­rej nie­świa­do­me pozo­sta­ją poszcze­gól­ne posta­cie. Nar­ra­tor­ka Mio­du… poja­wia się tu w jed­nej sce­nie jako sta­ra, scho­ro­wa­na pisar­ka i po spo­tka­niu autor­skim rzu­ca: „A tych ksią­żek, któ­re napi­sa­łam, nie czy­taj­cie!”1.

Tłem Biblii Dorégo, jak to bywa i w innych dzie­łach Lind­gre­na, jest rodzin­na, pół­noc­nosz­wedz­ka pro­win­cja auto­ra (Väster­bot­ten), któ­rej lasy i pust­ko­wia, „suro­wy, biblij­nie pięk­ny i uro­czy­sty kra­jo­braz”2, two­rzą deko­ra­cję opo­wie­ści nar­ra­to­ra, z tru­dem odnaj­du­ją­ce­go się w rze­czy­wi­sto­ści. Nar­ra­to­ra zresz­tą oprócz miej­sca pocho­dze­nia łączy z samym pisa­rzem tak­że data dzien­na uro­dzin: szes­na­ste­go czerw­ca (choć bez­i­mien­ny nar­ra­tor uro­dził się w roku roz­po­czę­cia dru­giej woj­ny świa­to­wej, a zatem o rok póź­niej niż Lind­gren). Te zmył­ki (do któ­rych pisarz dorzu­ca kil­ka innych szcze­gó­łów, na przy­kład znaj­du­ją­cą się w domu boha­te­ra „lind­gre­now­ską szaf­kę”) tak­że wzma­ga­ją iro­nię naj­waż­niej­sze­go podo­bień­stwa. Boha­ter Biblii Dorégo jest bowiem – czy raczej sta­je się – owszem, pisa­rzem, ale pisa­rzem anal­fa­be­tą, u któ­re­go już w dzie­ciń­stwie zdia­gno­zo­wa­no alek­sję.

Książ­ka jest tak­że książ­ką w świe­cie fik­cji: powsta­je jako dzie­ło pew­ne­go nie­po­ro­zu­mie­nia (a nie­po­ro­zu­mie­nie jest tu jed­nym z głów­nych tema­tów); nar­ra­cja poda­na czy­tel­ni­ko­wi jest zamó­wio­nym przez Kościół Szwe­cji tek­stem o Gusta­vie Dorém, za któ­re­go znaw­cę ucho­dzi nar­ra­tor. Nie umie on pisać, ale two­rzy, nagry­wa swój mono­log, opo­wia­da o wła­snym życiu, a Biblia Dorégo sta­je się jedy­nie pre­tek­stem do snu­cia tej opo­wie­ści. Kom­pe­ten­cje boha­te­ra oka­zu­ją się spe­cy­ficz­ne: wyni­ka­ją z zapa­mię­ta­nia przez nie­go oglą­da­nych w dzie­ciń­stwie ilu­stra­cji z utra­co­nej książ­ki, któ­ra sta­no­wi ale­go­rię czy wręcz źró­dło jego sym­bo­licz­ne­go ujmo­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści. Pło­ną­cy krzew jest tu koja­rzo­ny z rze­czy­wi­stym, tra­gicz­nym poża­rem, roz­sta­nie z kochan­ką – z sądem osta­tecz­nym. Do każ­dej sytu­acji życio­wej znaj­dzie się w tym ele­men­ta­rzu odpo­wied­nia ilu­stra­cja, któ­ra we wła­ści­wym momen­cie wycho­dzi ku boha­te­ro­wi z jego uko­cha­nej książ­ki, two­rząc podwój­ny ruch: Biblia pod­su­wa inter­pre­ta­cję doświad­cze­nia, a doświad­cze­nie – Biblii. Czy to Opatrz­ność wysy­ła boha­te­ro­wi zna­ki, czy przy­pa­dek, a może sam nar­ra­tor mani­pu­lu­je odpo­wied­nim dobo­rem sygna­łów? Wraz z roz­wo­jem opo­wie­ści te pyta­nia powra­ca­ją coraz natar­czy­wiej, doty­czą już nie tyl­ko książ­ki z ilu­stra­cja­mi, ale tak­że wszyst­kie­go, w co ma uwie­rzyć czy­tel­nik.

W każ­dym razie jest owa Biblia jed­no­cze­śnie zna­kiem utra­co­ne­go dzie­ciń­stwa i pry­zma­tem, przez któ­ry boha­ter oglą­da swo­je życie, rela­cje, świat, wia­rę. Męż­czy­zna, już jako doro­sły, utra­co­ny ilu­stro­wa­ny tekst sta­ra się odtwo­rzyć z pamię­ci, ta jed­nak myli, zawo­dzi, oszu­ku­je i upięk­sza, co sta­je się dla nar­ra­to­ra oka­zją do dzie­le­nia się ze słu­cha­czem-czy­tel­ni­kiem afo­ry­zma­mi na temat Boga, sztu­ki, miło­ści, a tak­że lite­ra­tu­ry.

Pod­su­mo­wu­ją­cy życie mono­log samot­ni­ka nagry­wa­ny na dyk­ta­fon budzi oczy­wi­ste sko­ja­rze­nie z Ostat­nią taśmą Samu­ela Bec­ket­ta, ale ów lite­rac­ki trop – w prze­ci­wień­stwie do wie­lu innych zawar­tych w książ­ce – nie został wyra­żo­ny przez Lind­gre­na expli­ci­te. Powierz­chow­ne podo­bień­stwo musi zresz­tą od razu zwró­cić uwa­gę odbior­cy na bie­gu­no­we róż­ni­ce mię­dzy utwo­ra­mi: czy­tel­nik Bec­ket­ta jest świad­kiem dez­i­lu­zji i roz­pa­du, tym­cza­sem wła­śnie pod­trzy­my­wa­nie ilu­zji (a może trud­ność w odróż­nie­niu ilu­zji od głęb­szej praw­dy o rze­czy­wi­sto­ści?) jest jed­nym z głów­nych tema­tów Biblii Dorégo.

Para­dok­sal­na figu­ra pisa­rza anal­fa­be­ty wpro­wa­dza czy­tel­ni­ka w świat dzie­ła, któ­re opo­wia­da o ufno­ści, ilu­zji, miło­ści, kre­acji, ale tak­że o kłam­stwie i wyob­co­wa­niu. Trud­no tu nawet wyzna­czyć gra­ni­cę mię­dzy naiw­no­ścią a nie­wia­ry­god­no­ścią nar­ra­to­ra – z jed­nej stro­ny alek­sja i ułom­ność (boha­ter spę­dza część życia w „domu dla nie­po­jęt­nych”3) każą go widzieć jako kogoś pro­sto­dusz­ne­go, z dru­giej – męż­czy­znę dema­sku­je jego upodo­ba­nie do fik­cji i „popra­wia­nia” rze­czy­wi­sto­ści (odtwa­rza­jąc ilu­stra­cje Dorégo, pozwa­la on sobie na pew­ne „ulep­sze­nia”, a z pra­cy w muzeum zosta­je wyrzu­co­ny za misty­fi­ka­cję). Nawet swo­je, cóż, oszu­stwa nar­ra­tor przed­sta­wia jed­nak w naiw­ny spo­sób, jak­by były one nie tyl­ko uspra­wie­dli­wio­ne, ale i koniecz­ne, wydo­by­wa­ją­ce z rze­czy­wi­sto­ści wię­cej sen­su i porząd­ku­ją­ce świat. Cały ten temat zosta­je przy­pra­wio­ny rzu­ca­ny­mi przez boha­te­rów tu i ówdzie sprzecz­ny­mi sen­ten­cja­mi o tym, że sztu­ka jest z zasa­dy nie tyl­ko fik­cją czy naśla­do­wa­niem, ale wręcz pla­gia­tem czy fał­szer­stwem, albo – prze­ciw­nie – że uspra­wie­dli­wia ją wyłącz­nie służ­ba praw­dzie. Dzia­dek nar­ra­to­ra umie­ra, czy­ta­jąc zakoń­cze­nie Don Kicho­ta. Jak wia­do­mo, błęd­ny rycerz na łożu śmier­ci wyrze­ka się bała­mut­nych ksią­żek, któ­re spro­wa­dzi­ły na nie­go sza­leń­stwo. Dzia­dek z książ­ki Lind­gre­na mówi z kolei: „Nie będzie­my się odda­wać żad­nym ilu­zjom, żad­ne ilu­zje nie ist­nie­ją. Choć nie­któ­rzy myśli­cie­le twier­dzą, że wszyst­ko jest tyl­ko ilu­zją. Bóg jest duchem”4.

Nie­pew­ność wywo­łu­ją nie tyl­ko pyta­nie o inten­cję bądź jej brak w takiej, a nie innej per­spek­ty­wie rela­cjo­no­wa­nia prze­szło­ści, ale tak­że zawod­ność samej pamię­ci. Nar­ra­tor opo­wia­da o swo­im szkol­nym świa­dec­twie i chwi­li, w któ­rej oglą­dał je jego ojciec. Stwier­dza: „O ile pamięć mnie nie myli, to był pierw­szy i ostat­ni raz, kie­dy ojciec czy­tał mi coś na głos”5. W inny­mi miej­scu boha­ter jed­nak wspo­mi­na: „w cią­gu tych dwóch dni ojciec o dzi­wo prze­czy­tał mi kil­ka roz­dzia­łów z Bra­ci Kara­ma­zow6. To kolej­ny sygnał dla czy­tel­ni­ka, że powi­nien on zacho­wać dystans wobec tego, co jest mu tu opo­wia­da­ne.

Okładka książki Torgny’ego Lindgrena pod tytułem „Biblia Dorégo”.
Torgny Lindgren, „Biblia Dorégo”, tłum. Dawid Jabłoński, Warszawa: ArtRage, 2026.

W skon­stru­owa­nej przez Lind­gre­na fabu­le więk­szość wąt­ków, posta­ci i tema­tów ma odpo­wied­ni­ki i warian­ty w pozo­sta­łych ele­men­tach opo­wie­ści, tak że odbior­ca, wycho­dząc od jed­ne­go z nich, musi sko­ja­rzyć go z innym, a ów dru­gi – z kolej­nym. Struk­tu­ra ta spra­wia wra­że­nie tyleż mister­nej, co swo­bod­nie tra­cą­cej cią­głość bądź kon­se­kwen­cję – jako się rze­kło, do każ­dej sytu­acji moż­na dobrać obra­zek z Biblii, ale jed­no­cze­śnie powo­ły­wa­na do życia kopia ilu­stra­cji nie­kie­dy oka­zu­je się odmien­na od ory­gi­na­łu. By podać przy­kład reali­za­cji tej stra­te­gii twór­czej: upodo­ba­nie do zmy­śla­nia ma tak­że przy­ja­ciel nar­ra­to­ra, dzien­ni­karz, któ­ry przy­go­to­wu­jąc notat­ki pra­so­we, z powo­du bra­ku wyda­rzeń cza­sa­mi coś zmy­śla, bo prze­cież i tak wszyst­ko, co napi­sa­ne, jest fik­cją. Pro­blem piśmien­no­ści i fik­cji lite­rac­kiej odsy­ła nas z kolei do zagad­nie­nia wia­ry: „gdy­bym umiał czy­tać i pisać, mój sto­su­nek do Boga był­by jesz­cze bar­dziej skom­pli­ko­wa­ny, by nie powie­dzieć zdy­stan­so­wa­ny”7, stwier­dza boha­ter. Bóg jest w jego oczach po pro­stu „sumą wszyst­kich ilu­stra­cji Gustave’a Dorégo”8. Nar­ra­tor dys­kre­dy­tu­je więc sło­wo pisa­ne, a prze­cież to wła­śnie lite­ra­tu­ra decy­du­je o wszyst­kich rela­cjach w jego życiu – wspo­mnia­ne wyżej słu­cha­nie czy­ta­ne­go na głos tek­stu wyda­je się upra­gnio­ną for­mą kon­tak­tu boha­te­ra z każ­dym czło­wie­kiem. Sieć odsy­ła­czy jest tu utka­na tak gru­bo, że nie­mal dowol­ny temat wyłu­ska­ny przez czy­tel­ni­ka z opo­wie­ści moż­na połą­czyć z jakim­kol­wiek innym.

Naj­oczy­wist­szy przy­kład takie­go połą­cze­nia, two­rzą­ce­go ramę całej nar­ra­cji, sta­no­wi postać ojca – boha­ter na wstę­pie zazna­cza, że pisze książ­kę ku swo­je­mu „uwol­nie­niu oraz na cześć Dorégo oraz Ojca”9. Ten ostat­ni oczy­wi­ście jest i zara­zem nie jest Bogiem (skąd­inąd w innym miej­scu to „ojciec” – pisa­ny małą lite­rą). Ojciec jest „w zasa­dzie wszech­wie­dzą­cy”10: „Mój ojciec i ja […] nie mie­li­śmy przed sobą żad­nych tajem­nic. Zbu­do­wa­łem swo­je życie na naukach, jakich on mi udzie­lił. I na jego zaufa­niu”11. W innym miej­scu zaś czy­ta­my: „Miłość ojcow­ska jest tak głę­bo­ka i tajem­ni­cza, że my, dzie­ci, nigdy nie zdo­ła­my jej zro­zu­mieć”12; „Nie moż­na go było nie kochać”13. Dla rela­cji boha­te­ra z ojcem Lind­gren rezer­wu­je chwyt naj­bar­dziej bra­wu­ro­wy: nar­ra­tor nie potra­fi prze­czy­tać listu po zmar­łym ojcu ani nie chce się dowie­dzieć, co było w kore­spon­den­cji, udo­stęp­nia nam więc ory­gi­nal­ny tekst w cało­ści, obok poda­jąc tak­że wła­sną, wyobra­żo­ną wer­sję zapi­su. Oba listy oczy­wi­ście dra­stycz­nie się róż­nią, co widzi czy­tel­nik, a cze­go nie­świa­do­my pozo­sta­je nar­ra­tor. Zbie­ga­ją się tu moty­wy wia­ry i ilu­zji, zaufa­nia i kłam­stwa, miło­ści i odrzu­ce­nia.

Boha­ter Lind­gre­na żyje od odrzu­ce­nia do odrzu­ce­nia, od stra­ty do stra­ty, któ­re zno­si – jak? W nie­peł­nej świa­do­mo­ści, co mu się przy­da­rzy­ło? Z pogo­dą ducha? Obo­jęt­no­ścią? Z czymś, cze­go nie zdra­dza czy­tel­ni­ko­wi? W każ­dym razie zosta­je mu nie­wie­le poza myślą o odzy­ska­niu utra­co­nej jak wie­le innych rze­czy Biblii Gustave’a Dorégo. Cud oczy­wi­ście speł­nia się na ostat­nich kar­tach, ale nie jest oczy­wi­ste, co moż­na jesz­cze prze­żyć po takim cudzie. W pew­nym momen­cie pada rzu­co­ne mimo­cho­dem (co czę­ste w tej pro­zie) zda­nie: „Przez całe życie byłem kocha­ny”14. Czy­tel­nik musi zde­cy­do­wać – lub pozo­sta­wić otwar­tą kwe­stię – czy stwier­dze­nie to świad­czy o poczu­ciu humo­ru, pomył­ce, nie­szcze­ro­ści, głu­po­cie, hero­izmie czy świę­to­ści boha­te­ra-nar­ra­to­ra-auto­ra Biblii Dorégo.

 

1 T. Lind­gren, Biblia Dorégo, tłum. D. Jabłoń­ski, War­sza­wa: ArtRa­ge, 2026, s. 82.

2 Tam­że, s. 81.

3 Tam­że, s. 77.

4 Tam­że.

5 Tam­że, s. 57.

6 Tam­że, s. 88.

7 Tam­że, s. 67.

8 Tam­że, s. 97.

9 Tam­że, s. 7.

10 Tam­że, s. 176.

11 Tam­że, s. 184.

12 Tam­że, s. 62.

13 Tam­że, s. 118.

14 Tam­że, s. 68.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

28.06.2026 Cykl antologijny

Mapa do gubienia się w

Kiedy myślę o tej antologii, jawi mi się ona jako kolekcja pocztówek z bardzo różnych miejsc. Taka kolekcja opowiada historię całości, której nie da się objąć jednym spojrzeniem i zgrabnie podsumować w kilku zdaniach – o książce Rzecz niepospolita. Antologia opowiadań niesamowitych pisze Marta Malinowska.

27.06.2026 Recenzje

Wyspa Bergera

Stawiane są pytania o granice sztuki oraz o to, jak daleko artysta może się posunąć, by sfinalizować swoje dzieło. Czy poświęcenie jednej osoby dla sztuki może być zrównoważone poświęceniem sztuki innej osobie? – o Wyspie Snów Heikkiego Kännö pisze Piotr Paczkowski.

26.06.2026 Prasówka

Prasówka (26 czerwca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.