Wojciech Chmielewski: W jakich okolicznościach i kiedy doszło do twojego spotkania z twórczością Sándora Máraiego?
Irena Makarewicz: Tibor Mészáros, autor publikacji Odyseja XX wieku. Sándor Márai – życie i dzieło [Czytelnik, 2023 – W.Ch.], opowiadał, że kiedyś nauczycielka pożyczyła mu Wyznania patrycjusza. Zagroziła przy tym, że jeśli nie odda jej książki, to nie zda zbliżającego się egzaminu. Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku byłam na stypendium na Węgrzech i szukałam pisarzy, których mogłabym czytać i tłumaczyć, wtedy znajomi pożyczyli mi książki Máraiego, ale zabronili mi wywozić je do Polski, musiałam wszystko przeczytać na miejscu i im oddać. Były to wydania przedwojenne, starannie obłożone. Jako jedne z pierwszych do moich rąk trafiły Księga ziół i Żar. W czasach Jánosa Kádára, kiedy Máraiego nie można było wydawać, Węgrzy traktowali je jak relikwie, które można było wypożyczyć tylko na chwilę.
Jakie były twoje pierwsze wrażenia po lekturze prozy tego pisarza?
Pierwsze wrażenie było takie: to jest za trudne, nie poradzę sobie jako tłumaczka. Byłam zdumiona sprawnością językową i stylistyczną autora, jego umiejętnością tworzenia fabuł, komponowania opowieści. Odpowiadała mi też tematyka utworów. Wydawało mi się, choć wtedy może nie znałam bardzo dobrze węgierskiej literatury, że Márai nie ma sobie równych w odzwierciedlaniu różnych problemów psychologicznych, konstruowaniu bohaterów żyjących w skomplikowanej dla Węgier historii XX wieku. Jako pierwszy chciałam przetłumaczyć Żar, ale utknęłam na tytule, który można od biedy przetłumaczyć: Świece dopalają się do końca – ale właśnie nie do końca, tylko dosłownie „do ogarka”. Czyli jednak coś pozostaje, jakieś residuum – zostaje i coś znaczy. Tylko jak to oddać po polsku?
Po latach w wywiadzie z Zeruyą Shalev przeczytałam o żydowskim powiedzeniu, że dopóki palą się świece, problem może być rozwiązany, czyli kiedy przestają się palić, nie ma już wyjścia z problematycznej sytuacji.
Pomyślałam, że to może być trop w rozwikłaniu znaczenia tytułu powieści, bo przecież żona pisarza Ilona była żydowskiego pochodzenia. Tytuł najsłynniejszej powieści Máraiego może być więc dobrze rozumiany i odebrany chyba tylko przez węgierskich czytelników jego prozy, ponieważ w tłumaczeniu może wydawać się co najmniej kiczowaty. I dlatego w przekładach na języki obce przyjął się jednak Żar.
Twórczość Sándora Máraiego jest czasem krytykowana za kiczowatość, a György Spiró, pisarz, którego książki również przetłumaczyłaś, przyznał w jednym z wywiadów, że z Máraiego pozostały w zasadzie tylko dzienniki, bo reszta trąci myszką.
Ta opinia może dotyczyć środkowego okresu twórczości Máraiego, kiedy z jednej strony w świecie literackim zdobył już on pewną pozycję, a z drugiej strony były wobec niego pewne oczekiwania: że będzie wydawał dużo książek, które mają się „dobrze czytać”, że nakłady będą wysokie. Starałam się to pokazać w wyborze opowiadań Stara miłość, ułożonych w porządku chronologicznym. W tej książce widać, że Márai na początku jeszcze się uczy sztuki pisania, później następuje okres, w którym próbuje różnych stylistyk i tematów, a jeszcze później przychodzi po prostu rzemiosło: dziesięć, dwanaście stron, świetna kompozycja, udany zwrot akcji, ale po pewnym czasie to razi. Ten okres można zawrzeć pomiędzy połową lat 30. a czasem jego emigracji, czyli 1948 rokiem. Dopiero wraz z książkami, które zaczyna wydawać na emigracji, Márai staje się dla mnie ciekawszy, stawia pytania uniwersalne. I zarazem staje się mniej manieryczny, koturnowy, poza tym umiejętnie unika pułapek kiczowatości, wbrew temu, co zarzucają mu niektórzy recenzenci w odniesieniu do najsprawniej napisanych utworów, przy czym węgierscy krytycy rozszerzają ów zarzut nawet na Żar, a to wzbudza protesty polskich – i generalnie: zagranicznych – wielbicieli pisarza.
Jak każdy twórca, także Márai ma swoje gorsze książki, ale myślę, że i takie są potrzebne, aby tym bardziej docenić wielkość innych jego dzieł.
Przetłumaczyłaś wiele książek Máraiego. Które są dla ciebie najważniejsze?
Na pewno dramat Przygoda, który widziałam w teatrze w Budapeszcie, a który zrobił na mnie kolosalne wrażenie. I cieszę się, że po latach to moje pierwsze tłumaczenie zostało wykorzystane w przedstawieniach w Teatrze Polonia w reżyserii Krystyny Jandy i Teatrze Telewizji w reżyserii Jana Englerta. Potem na pewno Sąd w Canudos, książka o ogromnym ładunku filozoficznym do przemyślenia. Ale też podobało mi się, jak Márai potrafił potraktować mitologię grecką w powieści Pokój na Itace, widać tu jego brawurę, pomysłowość, inteligencję, a nie jedynie samą umiejętność, która nie pozwala wejść na wyższy poziom dociekań. A także wielką erudycję. Z kolei Rozwód w Budzie i Ta prawdziwa to powieści obyczajowe, dalekie jednak od melodramatyczności, realistyczne i dotkliwe dla opisywanych tam postaci. Wiedziałam także o istnieniu dzienników podróży Máraiego i zawsze chciałam je przetłumaczyć, co dobrze się skończyło, bo książka Śladami bogów bardzo spodobała się polskim czytelnikom i okazała się wielkim sukcesem.
A Csutora. Psia powieść, która właśnie się ukazała? Jaka to książka w dorobku Sándora Máraiego?
Csutora [czyt. Czutora – W.Ch.] jest wyjątkowa w jego twórczości – dzięki tematyce, psiemu bohaterowi, a także czasowi, w którym powstała. Márai w 1928 roku wrócił z emigracji, przebywał w Niemczech i Francji, gdzie prowadził światowe życie modnego publicysty. Powrót do Budapesztu wiązał się z ponownym spotkaniem ze społeczeństwem mieszczańskim, konserwatywnym, czyli takim, jakie autor opisał właśnie w tej książce. Ten rok podaje się jako czas akcji powieści, a to pewien sygnał, że spojrzenie na dawny świat, do którego się wróciło, może być bardzo ostre, nawet sarkastyczne.
Czy Márai opisuje także samego siebie w osobie dziennikarza, a jednocześnie pana psa Csutory?
Jak najbardziej. Elementy autobiograficzne są obecne w osobie pana, dotyczą również pani, jego żony, po części odnoszą się też do służącej i gospodarstwa, dość smutnego, bezdzietnego. Podobnie jest w przypadku wszelkich fragmentów związanych z pisaniem, męką twórczą: siadanie, wstawanie, telefonowanie, czytanie, chodzenie po mieszkaniu, notowanie czegoś, a potem, po kilku godzinach, rwanie kartek. Wszystko opisane bardzo szczerze, bez łudzenia czytelników, że tworzenie literatury pięknej jest czymś łatwym i przyjemnym.
A relacje między mężem a żoną? Mam wrażenie, że powieść koncentruje się na panu, a pani jest na drugim, a może nawet na dalszym planie.
Nie zgodzę się. Tu sytuacja też jest autobiograficzna, przypomina relację między Lolą a Sándorem. On wszystkim zarządzał, prowadził sprawy domu i tak dalej, ale wszystko działo się tak, jak chciała Lola… I tak samo w powieści: gdyby pani nie zaakceptowała psa, to psa w tym mieszkaniu by nie było. Podobnie ze służącą Teréz: pan w momencie zakupu psa zastanawia się, jak domownicy przyjmą zwierzaka, i wyraża wielkie obawy, czy jego służąca zaakceptuje czworonoga. Co w zasadzie wcale nie musiałoby go interesować.
Zresztą Máraiemu stawia się często zarzuty o to, jak opisywał kobiety. Kompletnie nie zgadzam się z tą krytyką. W ogóle odrzucam opozycję, że coś jest męskocentryczne, a co innego żeńskocentryczne, to fałszywa droga, zwłaszcza w myśleniu o literaturze.
Jak w ogóle rozumieć kupno psa? Czy to bunt wobec mieszczańskiego świata, czy po prostu kaprys, bo przecież w takim uporządkowanym świecie żywe stworzenie wprowadza chaos?
Przede wszystkim Csutora był prezentem pana dla pani, a prezent musiał spełniać kilka kryteriów: musiał być relatywnie tani, a jednocześnie mieć znamiona luksusu, musiał dobrze wyglądać, ale nadawać się do używania na co dzień, więc pies dobrze tu pasował. To działo się sto lat temu i psy nie były jeszcze tak rozpowszechnione, poza tym ras nie było tak wiele jak teraz, więc szczeniaczek mógł być oryginalnym prezentem. To również pomysł związany z sytuacją małżeństwa bezdzietnego: czegoś w domu brakuje, brakuje istoty, na której mogłaby się skupiać uwaga, życzliwość domowników, dlatego pies był dobrym prezentem. Tylko tak jak zwykle bywa, ten, kto kupował prezent, nie zdawał sobie sprawy, że jest to istota wymagająca ciągłej uważności, a także nieprzystosowana do mieszczańskich ram, w jakich żyło to małżeństwo w dzielnicy Krisztina w Budapeszcie.
Csutora szybko zaczyna się buntować, nie pasuje do poukładanego świata małżeństwa, sprawia coraz więcej problemów. Chociaż początkowo państwo czule się psem zajmują, chodzą z nim na spacery, zwłaszcza pan…
Poza tym okazuje się, że nie jest rasowym pudlem, tylko mieszańcem, a wtedy na Węgrzech wszystko powinno być narodowe, węgierskie, czyste rasowo. A tu tak nie jest. Czułość pana w stosunku do psa polega głównie na tym, że podczas spacerów przypominają mu się jego własna młodość, bunt, chodzenie własnymi drogami, niepoddawanie się presji otoczenia – i to jest punkt styczności pana i Csutory. Pan traktuje też zwierzę jako obiekt obserwacji, bo kiedy gubi Csutorę, następuje studium o tym, dlaczego pies zdecydował się poddać człowiekowi.
Problemy związane z Csutorą biorą się chyba stąd, że oboje państwo nadają swojemu psu cechy ludzkie, niepotrzebnie go antropomorfizują.
I mają wobec niego oczekiwania jak wobec człowieka! Pies musi być cichy, spokojny, posłuszny, a przecież to nie jest nakręcana zabawka, której używamy, kiedy nam się chce. Psa nie traktowano wówczas – tak jak się to dzieje teraz – jako członka rodziny, stał w hierarchii dużo niżej. A wstępne stronice książki są poświęcone temu, czy pisarz w ogóle może poruszyć temat czworonoga, ponieważ zadaniem twórcy jest patrzeć wyżej, na ludzkość. Szczytem dziwnego zachowania wobec zwierzęcia staje się moment, kiedy Csutora gryzie w nogę listonosza, a pan obraża się na psa, przestaje go dostrzegać. Zupełnie jakby byli sobie równi.
Mam osobistą teorię na temat tego fragmentu, związaną z relacjami Máraiego z matką. Ona była osobą wyniosłą i krytyczną wobec działalności pisarskiej syna, o czym świadczą choćby zachowane dopiski na jej egzemplarzu „Wyznań patrycjusza”, i była przekonana, że obrażaniem się na niego coś osiągnie. Tak samo postępował pan z Csutorą, swoim psem.
Przy okazji psich wizyt na podwórku kamienicy poznajemy też jej mieszkańców, bardzo ciekawe typy.
Zostali sprytnie dobrani, zawsze są to jakieś przeciwieństwa. Stolarz Telkes, katolik, nienawidzi dozorcy Zsombolyi, kalwinisty, osią sporu jest zdecydowanie religia. Ta bezinteresowna nienawiść prowadzi do bezustannych kłótni i ataków, ale jest też siłą spajającą tych dwóch, zupełnie jak miłość. Od nienawiści do miłości jest niewielki krok, jak wiadomo. Druga opozycja pokazana jest na przykładzie starszych pań, które gryzie pies. Tu osią sporu jest polityka: jedne to „czterdziestki ósemki”, a więc osoby odrzucające ugodę z Austrią, a drugie to „sześćdziesiątki siódemki”, czyli osoby, które tę ugodę popierają. To pokazuje, że Węgrzy od 1867 roku, kiedy powstały Austro-Węgry, zawsze dzielili się na zwolenników i przeciwników tak zwanego kompromisu austriacko-węgierskiego. Márai subtelnie pokazuje, że niby mamy jeden naród węgierski, ale nawet w takiej kamienicy toczą się spory na śmierć i życie.
Jest także tajemnicza amazonka, na którą codziennie szczeka Csutora. W posłowiu do książki wyjaśniasz, kto to był.
Tłumaczymy tekst, który dla ówczesnych czytelników był zupełnie jasny, również aluzje w nim zawarte, a po stu latach już nie wiadomo, o co chodzi. We wspomnieniach pewnego węgierskiego historyka, w dzieciństwie mieszkającego właśnie w tej dzielnicy Budapesztu, wyczytałam, że była to księżniczka Augusta, która codziennie właśnie tą ulicą zjeżdżała konno ze Wzgórza Zamkowego – i to na nią szczekał pies z powieści Máraiego. Dzięki temu twórcy udało się pokazać, że jako autor ma istotne ograniczenia w tym, co może pisać, jak może się zachowywać. Odczytuję to jako narzucanie pewnej poprawności: są tematy, którymi nie powinniśmy się zajmować, są osoby stojące ponad krytyką – jakikolwiek wyraz krytyki, nawet w postaci szczekania psa, jest niemile widziany. Szczeka pies, ale odpowiadać za to będzie jego pan.
W dodatku pies nierasowy. Czy literacką dyskusję na temat rasowości Csutory, który okazuje się mieszańcem, odczytujesz jako dyskusję o czystości rasy w ogóle?
Jak najbardziej. Ekspert z prowincji, który pojawia się w salonie państwa, wygłasza na przykład opinię o łacie psa. Skoro zwierzę ma łatę, należy je wyeliminować. Mnie ta łata Csutory absolutnie kojarzy się z żółtymi gwiazdami przyczepianymi potem w Europie Żydom niczym sztuczne znamiona. A kiedy w 1944 roku na Węgrzech do władzy doszli strzałokrzyżowcy, zupełnie arbitralnie ustalali, kto jest Żydem, a kto nie.
Da się więc czytać Csutorę poprzez analogię do dalszej historii Europy i Węgrów, bo przecież to, co stało się na Węgrzech w 1944 roku, było kulminacją pewnego procesu, który zaczął się dużo wcześniej.
W pewnym momencie Márai pisze o panu Csutory: „Godzi się z tezą, że […] kto kocha zwierzęta, ten nie może być złym człowiekiem, ale jednocześnie podejrzewa, że nie ma nic tańszego i wygodniejszego, niż kochać zwierzęta zamiast ludzi. Odczuwa to jako wykręt – tak jakby ktoś miał nadzieję, że swój olbrzymi dług wobec ludzi wykupi drobniakami, napiwkami”. Czy to nie jest myśl na nasze czasy, kiedy wozi się psy w wózkach? Może dzisiejsze zrównywanie zwierząt z ludźmi wcale nie jest dyktowane empatią, tylko właśnie wygodą?
Jeśli pies wyraża swoje niezadowolenie, silniejszą pozycję ma jednak człowiek, który może zastosować karę, łącznie z oddaniem takiego psa, wydaleniem go z domu. Sándor Márai pokazuje, że ludzie, biorąc pod opiekę psy czy koty, zaspokajają jakąś potrzebę obdarzania innej istoty miłością, ale często czynią to w prostacki sposób, wyłącznie na własnych warunkach. Przedstawiając trudności swojego bohatera związane z psem, pisarz uzmysławia nam, że wzięcie psa czy każdego innego zwierzęcia oznacza relację między dwiema żywymi istotami. O tym również jest ta powieść. Márai to – moim zdaniem – pisarz o zdolnościach profetycznych; wielokrotnie przewidział w swoich książkach jakiś trend czy zjawisko.
Za co polubiłaś psa Csutorę?
Za to, że jest. Że się pojawił. Za to, że Márai napisał niebanalną książkę o psie. Także dlatego, że oprócz przygód związanych z posiadaniem psa powieść przedstawia obraz społeczeństwa węgierskiego w konkretnym momencie historii tego kraju. Tytułowy pies kojarzy mi się z młodym Máraim; wydaje mi się, że w tym psie autor odsłania trochę samego siebie: buntownika, który chciał dobrze, ale według swoich wyobrażeń o tym, co jest dobre. A w konsekwencji został przywołany do porządku przez rodzinę i przez państwo. Márai opisuje psa z miłością i czułością, do tego świetnym piórem.
Dziękuję za rozmowę.
