Zatopione miasto

Zasta­na­wiam się, gdzie w poezji leży gra­ni­ca mię­dzy kro­ni­kar­skim zapi­sem rze­czy­wi­sto­ści a dru­gą stro­ną, pod­szew­ką, pozwa­la­ją­ca prze­nieść się na wyż­szy sto­pień docie­kań o ludz­kiej kon­dy­cji. A może jej ist­nie­nie jest złu­dze­niem? Pomoc­na oka­zu­je się lek­tu­ra tomu poezji Milo­ša Dole­ža­la Zato­pio­ne mia­sto w tłu­ma­cze­niu i ukła­dzie zapro­po­no­wa­nym przez Prze­my­sła­wa Dako­wi­cza. Sam Dole­žal w obszer­nym wywia­dzie dołą­czo­nym na koń­cu tomu dekla­ru­je: „uwa­żam [się – red.] za kro­ni­ka­rza z Wyży­ny Cze­sko-Moraw­skiej. Kra­ina ta jest dla mnie bar­dzo waż­na, bo stam­tąd pocho­dzę […]. Jestem czło­wie­kiem ze wsi. Ta men­tal­ność jest mi naj­bliż­sza”1.

I rze­czy­wi­ście, wier­sze zebra­ne w począt­ko­wych czę­ściach książ­ki dowo­dzą, że Dole­žal posta­no­wił utrwa­lić w krót­kich poetyc­kich obra­zach pewien rodzaj cze­skiej men­tal­no­ści, któ­rej wyróż­ni­ka­mi są tra­gizm i rubasz­ność. Czy­ta­my o psie Bary­ku, któ­ry odgryzł ucho fry­zje­ro­wi Zadra­ži­lo­wi; o tym, że sta­re­mu kawa­le­ro­wi Ška­re­dzie „zaka­za­no papie­ro­sów i wód­ki”; o słyn­nych parów­kach wędli­nia­rza Koláčka, poroz­wie­sza­nych na gałę­ziach: „Rano gdy słoń­ce wsta­ło / cała wieś szcze­ka­ła”2. Zakoń­cze­nia tych wier­szy są naj­czę­ściej tra­gi­ko­micz­ne, cza­sem po pro­stu tra­gicz­ne, tak jak w wier­szu Na cezet­ce – tu śmierć gajo­we­go Jin­dry zwią­za­na jest z koniecz­no­ścią wyko­ny­wa­nia zwy­czaj­nych czyn­no­ści (na przy­kład z poszu­ki­wa­niem koszu­li dla zmar­łe­go), co tyl­ko potę­gu­je ból po stra­cie uko­cha­nej oso­by. Są pija­ni księ­ża i orga­ni­ści, jest miej­sco­wy wiel­ko­lud, a kra­sno­ar­miej­cy wypi­ja­ją spi­ry­tus ze szkol­nych pre­pa­ra­tów. To wszyst­ko nie­wąt­pli­wie pod­szy­te jest reali­zmem hra­ba­low­skim, czy­li takim, w któ­rym niskie mie­sza się z wyso­kim, pod­łe ze szla­chet­nym, okrut­ne z miło­sier­nym. Nic więc dziw­ne­go, że gdy Dole­žal mówi o swo­jej edu­ka­cji lite­rac­kiej, w pierw­szej kolej­no­ści wymie­nia lek­tu­rę Pocią­gów pod spe­cjal­nym nad­zo­rem. Zapi­su­je rów­nież: „poezja ma być czy­tel­na i musi umieć opo­wia­dać. Ma wyra­stać z kon­kret­ne­go miej­sca, ma być uzie­mio­na, dopie­ro wte­dy będzie mogła zyskać meta­fi­zycz­ne hory­zon­ty”3. Kon­kret­nym miej­scem jest więc cze­ska wieś na Wyso­czy­nie, jak nazy­wa się Wyży­nę Cze­sko-Moraw­ską. A czas? Z jakie­go cza­su wyra­sta­ją utwo­ry Dole­ža­la?

Wyda­je się, że pamięć – tak­że pamięć opo­wie­ści zasły­sza­nych – jest kate­go­rią porząd­ku­ją­cą doświad­cze­nie poety. Pisze on tak, jak sły­szał, jak zapa­mię­tał, a jego prze­kaz pamię­ci dzię­ki poetyc­kie­mu sło­wu zysku­je zupeł­nie nowy walor. Tak jak w utwo­rze Z któ­rą pasa­łem gęsi:

Moja pra­bab­ka
z któ­rą pasa­łem gęsi za Kala­ša­mi
opo­wia­da­ła raz w kuch­ni
gdzie byli stryj­ko­wie ciot­ki Sláva i Milča
że widzia­ła jak przez pole koło Podi­vic
kuś­ty­kał jesie­nią anioł
[…]4.

Opo­wieść rodzin­na sta­je się punk­tem wyj­ścia do cze­goś, co przed­sta­wia ją w zupeł­nie innym świe­tle: pozwa­la w nowy spo­sób spoj­rzeć na codzien­ność, czę­sto sier­mięż­ną, nie­cie­ka­wą, na cięż­ki los, któ­ry był udzia­łem miesz­kań­ców wio­sek i mia­ste­czek roz­sia­nych po Wyso­czy­nie. To tak­że pamięć histo­rii ostat­nie­go stu­le­cia, upar­cie prze­bi­ja­ją­cej się przez – zda­wa­ło­by się – bła­he zda­rze­nia, nie­po­zwa­la­ją­cej o sobie zapo­mnieć, ist­nie­ją­cej gdzieś w tle, cza­tu­ją­cej. Alo­is Mucha poma­gał pod­czas woj­ny komu­ni­stom, za to po woj­nie ci sami komu­ni­ści wsa­dzi­li go do wię­zie­nia (Gospodz­ki Mucha). Podob­ny los spo­tkał Fer­di­nan­da Čápa, o czym Dole­žal tak pisze w wier­szu Wież­nik:

W lutym czter­dzie­ste­go ósme­go huk­nął z wyso­ka
– W Panu nam zde­chła repu­bli­ka! –
a kie­dy zszedł po dwu­stu osiem­dzie­się­ciu pię­ciu scho­dach na zie­mię
bez­pie­ka już mia­ła nań oko5.

W mia­rę czy­ta­nia kolej­nych czę­ści książ­ki nabie­ra­my pew­no­ści, że histo­ria naj­now­sza w poezji Dole­ža­la zysku­je coraz więk­sze zna­cze­nie, ale zawsze poprzez los jed­nost­ki, przy­pa­dek szcze­gól­ny, oso­bi­stą kon­fron­ta­cję czło­wie­ka z machi­ną komu­ni­stycz­ne­go pań­stwa lub wprost z sowiec­kim bar­ba­rzyń­stwem. Za przy­kład posłu­żyć tu może Ber­nard Lan­ger, wete­ran spod El Ala­me­in, któ­re­go kra­sno­ar­miej­cy wyrzu­ci­li z okna pocią­gu, bo myśle­li, że to Nie­miec (Czoł­gi­sta6). Waż­ną rolę odgry­wa tu kate­go­ria męczeń­stwa, obec­na choć­by w wier­szu Dren JT, chy­ba naj­bar­dziej przej­mu­ją­cym w całym zbio­rze. Ów wstrzą­sa­ją­cy tekst jest poświę­co­ny zamę­czo­ne­mu przez komu­ni­stów w 1950 roku księ­dzu Jose­fo­wi Toufa­ro­wi. Zain­te­re­so­wa­na cudem, któ­ry wyda­rzył się w koście­le w Čího­šti na Wyso­czy­nie (krzyż poru­sza­ją­cy się w trak­cie mszy), bez­pie­ka aresz­to­wa­ła kapła­na i prze­wio­zła go do Pra­gi. Tam został on pobi­ty na śmierć i zako­pa­ny w bez­i­mien­nym gro­bie. Autor Zato­pio­ne­go mia­sta dowie­dział się, że ksiądz był zna­jo­mym jego rodzi­ny; miej­sca, gdzie duchow­ny żył i pra­co­wał, oka­za­ły się szcze­gól­nie bli­skie poecie:

Pisa­nie o losach kapła­na męczen­ni­ka, o znę­ca­niu się nad nim i roz­ło­żo­nym w cza­sie mor­do­wa­niu go przez pra­cow­ni­ków StB, jakoś mi poma­ga­ło. Odczu­łem, że naśla­do­wa­nie Chry­stu­sa jest tu zupeł­ne i że to wej­ście Jose­fa Toufa­ra na Gol­go­tę, dro­ga krzy­żo­wa ze wszyst­ki­mi jej atry­bu­ta­mi. Znaj­do­wa­łem w jego życio­wych wybo­rach opar­cie i zda­rza­ło się, że mia­łem wra­że­nie, jak­bym to nie ja pisał tę książ­kę…7

Tak poeta wspo­mi­nał swo­ją pra­cę nad bio­gra­fią słu­gi Boże­go, wyda­ną w Cze­chach w 2012 roku. To cie­ka­wy wgląd w dzie­je cze­skich męczen­ni­ków, o któ­rych w Pol­sce wie­my nie­wie­le, bo powszech­nie i nie­spra­wie­dli­wie koja­rzy­my ducho­wość cze­ską z przy­śpiew­ka­mi w gospo­dzie i piw­kiem z tan­ka.

We wspo­mnia­nym utwo­rze Dole­žal przej­mu­ją­co zda­je poetyc­ką rela­cję z odkry­wa­nia miej­sca pochów­ku Toufa­ra, sku­pia się na szcze­gó­le, współ­uczest­ni­czy w bole­snym odgrze­by­wa­niu szcząt­ków, wśród któ­rych arche­olo­dzy zna­leź­li i ten przed­miot, dren z cia­ła zamor­do­wa­ne­go:

Po sześć­dzie­się­ciu czte­rech latach
krąg się zamy­ka
dowód
finał prze­ży­te­go męczeń­stwa
jeden z cier­ni
Chry­stu­so­wej koro­ny
gumo­wy
ręce prze­ci­na8.

Okładka tomu poezji Miloša Doležala pod tytułem „Zatopione miasto”.
Miloš Doležal, „Zatopione miasto”, wyb., tłum. i posł. P. Dakowicz, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2025.

Wybór wier­szy Milo­ša Dole­ža­la mie­ni się więc licz­ny­mi odcie­nia­mi: od gro­te­ski po opi­sy męki, od pasa­nia gęsi i krów do piw­nic cze­skiej bez­pie­ki. To duży walor tej publi­ka­cji. Otrzy­mu­je­my obraz pew­nej cało­ści, może­my z niej zaczerp­nąć i zatrzy­mać się przy tych róż­no­rod­nych utwo­rach, któ­re wów­czas sta­ną się nam bliż­sze. Ducho­wy wize­ru­nek cze­skie­go arty­sty dopeł­nia oso­bi­ste wyzna­nie auto­ra, zwią­za­ne z pozna­niem Kościo­ła kon­spi­ra­cyj­ne­go i nawró­ce­niem. W roz­mo­wie z Prze­my­sła­wem Dako­wi­czem Dole­žal wspo­mi­na:

Sze­dłem uli­cą, nie zwra­ca­jąc uwa­gi na to, co dzie­je się dooko­ła. Wsze­dłem do kościo­ła św. Igna­ce­go na pla­cu Karo­la i pła­ka­łem ze szczę­ścia, z rado­ści, że naresz­cie zna­la­złem w sobie sta­ły punkt. Wiesz, ten pod­ziem­ny Kościół budził sym­pa­tię. Był pro­sty…9

Czy zatem w poezji Milo­ša Dole­ža­la kate­go­rią porząd­ku­ją­cą obraz świa­ta jest tak­że wia­ra? Bar­dzo trud­no odpo­wie­dzieć na to pyta­nie w spo­sób jed­no­znacz­ny. Śla­dy poj­mo­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści w świe­tle wia­ry są w tej poezji roz­pro­szo­ne na kształt cha­sydz­kich iskier Boże­go świa­tła, któ­re na powrót nale­ży pozbie­rać do gli­nia­ne­go naczy­nia. Może wte­dy świat sta­nie się peł­niej­szy? Ukry­wa­ją się w utwo­rze Sen, gdzie przy­bie­ra­ją postać kopy „świe­żych bia­łych jaj”10, w obra­zie ula­tu­ją­cej z cia­ła duszy [„Kie­dy prze­sta­łam oddy­chać…”]11, w wizji daw­no zmar­łych kobiet i męż­czyzn sto­ją­cych na świe­tli­stym łuku w koście­le w Ledčy (Widze­nie)12. „Boże iskry” są rów­nież w tra­we­sta­cji Psal­mu 23 z tomu Jana będzie wkrót­ce zbie­rać kwiat lipy (2022), poświę­co­ne­go zmar­łej żonie poety:

Zasta­wiasz stół, kie­lich mój napeł­niasz po brze­gi,
by zaraz moc­no pocią­gnąć za obrus,
roz­py­chasz się w nas jak kula wśród krę­gli.
Kie­lich się roz­pry­ska i tłu­ką naczy­nia,
łzy cie­ką i ciem­ność zapa­da u sto­łu.
Samem popiół,
A wstać mam z popio­łu?13

Zato­pio­ne mia­sto ilu­stru­ją lito­gra­fie cze­skie­go poety i mala­rza Bohu­sla­va Rey­ne­ka, któ­re­go komu­na ska­za­ła na zapo­mnie­nie. Pra­ce te przed­sta­wia­ją świat pod­szy­ty pyta­niem o jego real­ność, bar­dzo intym­ny, nie­do­ma­ga­ją­cy się pokla­sku, wła­sny. To świat Wyso­czy­ny, miej­sca uro­dzin wie­lu wybit­nych cze­skich arty­stów. Wraz z poezją Milo­ša Dole­ža­la lito­gra­fie te są świa­dec­twem ducho­wo­ści, któ­ra po czer­wo­nym kata­kli­zmie prze­trwa­ła na kształt kościo­ła w zato­pio­nym przez wła­dze mia­stecz­ku Zahrád­ka. Miej­sce to było jed­nym z naj­wcze­śniej­szych wspo­mnień z dzie­ciń­stwa poety.

 

1 M. Dole­žal, Zato­pio­ne mia­sto, wyb., tłum. i posł. P. Dako­wicz, War­sza­wa: Pań­stwo­wy Insty­tut Wydaw­ni­czy, 2025, s. 115.

2 Tam­że, s. 26.

3 Tam­że, s. 178.

4 Tam­że, s. 34.

5 Tam­że, s. 48.

6 Tam­że, s. 63.

7 Tam­że, s. 149.

8 Tam­że, s. 70.

9 Tam­że, s. 132.

10 Tam­że, s. 96.

11 Tam­że, s. 100.

12 Tam­że, s. 95.

13 Tam­że, s. 107.

– prozaik, autor opowiadań, powieści i słuchowisk radiowych.

więcej →

Fallback Avatar

– czeski poeta, pisarz i publicysta.

więcej →

Powiązane teksty