Martwa ręka Pańska „[…] drży, że aż chce się palce lizać, kiedy smakujesz kolejny wytwór”1 – czyli możemy śmiało przeżegnać się i iść na dno czy jednak prędko nadejdzie gniew zwiastujący upadek Babilonu?
Ontologiczny chaos – bo taka jest moja diagnoza po przeczytaniu książki poetyckiej Szymona Bryzka zatytułowanej przejściowe – jest jedynym sposobem na ciągłe „wstępowanie w siebie”. Cykliczna praktyka wdychania trudno przyswajalnych monsunów i wydychania łagodnie rozproszonych zefirów zdecydowanie sprawia wrażenie przyjemnej: otwiera się wtedy szczelina istnienia i możemy, muśnięci widmową obecnością boskiej transcendencji, z radością przyjąć cały brud tego świata.
Debiut literaturoznawcy, dyrektora Tarnogórskiej Fundacji Kultury i Sztuki oraz współtwórcy kolektywu Pralnia i festiwalu Spalnia z pewnością nie należy do tych zwyczajnych. To raczej partytury językowe i liryczne hierofanie niż klasycznie rozumiane wiersze, co niewątpliwie stanowi ogromny atut w dobie powszechnego pastwienia się nad hegemonicznym mainstreamem poetyckim, w którym wciąż preferowane są prostota i biel.
Bryzek publicznie przyznał, że informacja o zwycięstwie w III edycji konkursu „Reflektor”, organizowanym przez Muzeum Józefa Czechowicza w Lublinie, początkowo brzmiała dla niego jak żart. Wyjątkowo mnie to zaskakuje, bo tak gęste znaczeniowo, symboliczne i po prostu inne przedsięwzięcie aż prosi się o uważne wysłuchanie – chociaż w tym wypadku prawdopodobnie chodzi raczej o indywidualne objawienie i egzystencjalny trans.
Dziwaczność książki przejściowe ujawnia się przede wszystkim w jej formie, a więc w podziale na trzy wspólnie oddychające części: wdech, wydech i spajająca je chwila transformacyjnego doświadczenia, cimcum. Od razu nasuwa się tu porównanie do zbioru wierszy Jakuba Pszoniaka Lorem Ipsum, w którym rozbicie tekstu na sekcje: „w”, „z” i „zza” pokazuje, że struktura sama w sobie może stać się nośnikiem sensu. Bryzek świadomie nawiązuje do praktyk medytacyjnych, tworząc partykularny organizm, cykl życia, w którym najważniejsze są ruch i umiejętność trwania w tytułowej przejściowości. Tak samo jak w indyjskiej pranajamie, puraka symbolizuje wdech, rećaka – wydech, a kumbhaka (wstrzymanie oddechu w jodze) zostaje powiązana z wyraźnie enigmatycznym na początku lektury cimcum. W kabale luriańskiej, jednym z nurtów mistyczno-filozoficznej szkoły judaizmu, cimcum oznacza „skurczenie się boga”, wygnanie Szechiny (immanencji, niecielesnej obecności stwórcy w świecie), a więc akt wycofania się sacrum na rzecz profanum, co w książce wybrzmiewa w sposób niezwykle absorbujący.
Przyznam szczerze, że pierwsze próby rozszyfrowania Bryzkowego kodu w moim wypadku nie przynosiły pożądanych rezultatów. Trzecie oko zaczęłam delikatnie otwierać dopiero po dłuższym czasie analizowania Biblii i słownika gwary śląskiej. Pomocna okazała się także książka Szczeliny istnienia autorstwa polskiej filozofki Jolanty Brach-Czainy, przede wszystkim jeden cytat, który pojawia się na pierwszej stronie przejściowych: „Możliwość istnienia dana jest więc za cenę wysiłku podjętego przeciw znieruchomieniu”2. Dalsza część przywołanego fragmentu brzmi: „Trzeba się sprzeciwić, żeby zaistnieć. Trzeba się rodzić, jakkolwiek ów poród rozumiemy i jakiemukolwiek obszarowi w nas zagraża martwota”3. Ślad filozofii sensu Brach-Czainy jest wyraźnie zauważalny w książce Bryzka. W Szczelinach istnienia dwoistość natury ludzkiej jest odzwierciedlana przez owoc wiśni – mięsisty na zewnątrz, z twardą pestką w środku. Proces ontologiczny formuje się tu w taki sposób, że człowiek powinien pozostawać w ciągłym ruchu, aby transcendować; wciąż „rodzić się” i „otwierać”, a więc nie odbierać sobie możliwości poznania dobra i zła. Według autorki, walka z „anemią egzystencjalną” jest możliwa wyłącznie wtedy, gdy zrezygnujemy z uprzedniego selekcjonowania i filtrowania świata – tak, jak Adam i Ewa po zjedzeniu zakazanego owocu w Raju, doznamy wyzwolenia, aby żyć w mistycznej pełni doświadczenia.
Spirala, którą widzimy w książce przejściowe reprezentuje sobą coś bardzo podobnego, a wszystko na początek manifest. biada, biada, biada. loop rodził logos.
logos kręcił loopem.
potem ustalono językowy obraz świata, że pauza to haute glamour.
wanderujemy w cyklach4.
To symboliczne stworzenie świata pełnego sprzeczności, autor poświadcza w nim prawdziwość biblijnego stwierdzenia, że „Na początku było słowo”5. Fundamentem prawidłowego zrozumienia drogi, jaką odbywa w obrębie jego peryferii człowiek, staje się język, a właściwie kod złożony ze slangu biblijnego, przeplatanego tym współczesnym, pornojęzykiem, gwarą śląską oraz echem lokalnego doświadczenia. Wszystko tutaj dudni i groovi, treść jest dynamiczna, wielopoziomowa i pulsująca, a jej sens nie jest gotowy do odczytania – należy najpierw wczuć się w rytm synkopowanego brzmienia i usłyszeć jego literacką epifanię.
Bryzek, odwołując się do terminologii biblijnej i kabalistycznego cimcum, tworzy symboliczną oś opartą na sacrum, która prowadzi czytelnika przez cykl wdech–cimcum–wydech. To właśnie dzięki temu boskiemu filarowi łatwiej zrozumieć proces powolnego „wstępowania w siebie” (otwierania się na różnorodność, pełnię doświadczenia egzystencjalnego). We „wdechu” pojawia się zwrot z Apokalipsy św. Jana: „Biada, biada, biada”6, w dalszej części brzmi: „mieszkańcom ziemi wskutek pozostałych głosów trąb trzech aniołów, którzy mają [jeszcze] trąbić”7, stanowiący ostrzeżenie, których w tym segmencie nie brakuje. Autor nawiązuje do Księgi Daniela i opisanej w niej przepowiedni nagłego upadku Babilionu z powodu ludzkiej pychy, czy do Wieży Babel – pod sienią „kocą się w niej femstorie i dystynkcje”8. Człowiek istnieje w świecie podlegającym woli bożej, liczy się z gniewem absolutu, ale pragnie wyzwolenia, rytmu, immanentnego profanum. W momencie wstrzymania oddechu, który jest tytułowym „przejściowym”, miejscem transformacji, decyduje się jednak na ograniczenie do zaledwie dwóch wierszy: cimcum – tutaj dochodzi do indywidualnego przełomu w jednostce:
[…] najpierw wstąpić w siebie
a potem się zobaczy
a potem już jakoś9.
A także kolektywnej impresji uniwersum w utworze szczelina istnienia rozkwita i wydaje owoc:
rewerberujemy kombinacje
święte? niedoczas karnawału, powątpiewamy, czy przyjdzie czas
teraz dzieci wróżą z okruszyn
teraz ojcowie czytają z gwiazd
zainstalowani w chorusach i solariach
a mogliśmy zaznawać i śnić
teraz nasze dzieci pragną okruszyn
teraz nasi ojcowie patrzą z gwiazd. gwiazd10.
Po tym przejściu, wydychamy już treść przesyconą kondycją człowieka XXI wieku, napełnianego sukcesywnie większą ilością silnych bodźców i uczestniczącego w akcie celebracji życia – w końcu: „[…]Pan nas powołał, by zwiastować groove”11 – ale towarzyszy mu osobliwy niedosyt, łaknienie wyższego przewodnictwa. Możemy tutaj zauważyć klasowe nierówności, bardzo wyraźnie zestawione ze sobą w sąsiadujących wierszach: radość słabej części taktu i wakacyjna walka klas. Z jednej strony boroki (w dialekcie śląskim biedna część społeczeństwa) prowadzą swoje uliczne życie, a z drugiej „wychuchane wunderkindy” pławią się latem w sielankowej codzienności, w słońcu „pulsują cipki w poliestrze” i panuje globalna znieczulica na problemy Trzeciego Świata.
Polska filozofka, zajmująca się badaniem teorii postsekularyzmu – Agata Bielik-Robson, w eseju Uśmiech Widma bez Ciała: kabalistyczna baśń z Derridą w tle odnosi się do koncepcji jednego ze swoich studentów na temat tego, co się dzieje z bogiem po „śmierci boga”. Chłopak w pracy semestralnej porównał bowiem stwórcę do Kota z Cheshire z Alicji w Krainie Czarów, postaci pozostawiającej po swoim zniknięciu jedynie widmowy uśmiech. Według mnie dokładnie to dzieje się w przejściowe. Bryzek za pomocą „sakralnej osi” pokazuje nam, jak człowiek przechodzi ze stanu częściowego ograniczenia przez figurę boską, z miejsca gdzie pragnienie profanum wciaż walczy z domeną sacrum, aż do cimcum. W tej płaszczyznie otwiera się szczelina istnienia, o której pisze Brach-Czaina, człowiek rodzi się w egzystencjalnej pełni, z grzechem pierworodnym, „bóg umiera”, a raczej ustępuje miejsca swojemu stworzeniu, osiągającemu egzystencjalny trans, aby mogło ono następnie doświadczyć wieczności sacrum zanurzonej w profanum. Widmowa obecność boga uczestniczy jawnie w wydechu, ale już w innej formie. Manifestuje się w sakralnym języku, euforii najpełniejszego doświadczenia ludzkości, ale także w wewnętrznej pootrzebie zwracania się do czegoś większego, mistycznego, do bytu, który mógłby przywrócić porządek, zniweczyć nieprawość i zapanować nad tym, co wymyka się nam spod kontroli.
Szczególnie zaciekawiło mnie to, jak powracająca fraza „usłyszałem” stylizuje podmiot na figurę proroka. Objawienie nie dotyczy tu jednak Boga, tylko świata – dźwięku, popkultury i cielesności. To proroctwo po cimcum: sacrum nie znika, lecz przenosi się w obszar profanum. Wskazuje na to między innymi sposób organizacji tytułów wierszy w całej książce, oparty na naprzemiennym pojawianiu się zwrotów „[usłyszałem]” i „[lubię]”. Towarzyszą im asteryski, które w tym wypadku nie pełnią funkcji klasycznych odsyłaczy, ale przypominają raczej skalę transimmanentnej ekstazy. Ich liczba stopniowo rośnie, szczególnie w wierszach następujących po cimcum, co można odczytać jako zapis narastającej intensywności metafizycznego przeżycia, wolnego od konsekwencji.
Przejściowe w całości możnaby osadzić w kontekście pojęcia coincidentia oppositorum (zbieżność przeciwieństw) niemieckiego filozofa, Mikołaja z Kuzy. I chociaż dosłownie odnosi się ono do samego boga jako bytu pełnego sprzeczności (nieskończonego i skończonego jednocześnie), to przeniesienie go na inne obszary znaczeniowe działa równorzędnie. Bryzek posługuje się tą zasadą na poziomie językowym – obok zwrotów „święty święty święty” czy „albowiem Pan” pojawiają się „darkroomy”, „anemiczne twinki”, „lokalne mortal combat”, onyx: mane, tekel, fares jako tytuł jednego z wierszy, integruje nazwę klubu muzycznego w Tarnowskich Górach, skąd pochodzi autor z hebrajskimi słowami przepowiedni zapisanej na ścianie pałacu babilońskiego króla Baltazara. W perspektywie semantycznej łączy chrześcijaństwo z judaistycznym cimcum i współczesnym, bardzo ludzkim czynnikiem. Fragment z listu do Efezjan św. Pawła (rozdział 4, werset 9), zamieszczony na pierwszej stronie zaraz obok cytatu Jolanty Brach-Czainy, podpisuje hebrajskim imieniem apostoła (sprzed jego nawrócenia) – jednym słowem miesza wszelkie możliwe rejestry.
Przejściowe objawia mi się jak literacka adaptacja brytyjskiego serialu Fleabag połączona z muzyczną interpretacją piosenki Judas Lady Gagi – zaciera granicę między różnorodnością i pozwala na jej autonomię. Szymon Bryzek za pomocą skrajnie heterogenicznych narzędzi w cyklu wdech-cimcum-wydech eksponuje znaczenie ruchu, proces transformacji, synergii pierwiastków boskiego i ludzkiego, ogólną drogę grzesznej jednostki do celu, jakim jest doznanie pełni podczas aktu „wstępowania w głąb siebie”.
1 S. Bryzek, przejściowe, Lublin: Muzeum Narodowe w Lublinie, 2025, s. 27.
2 Tamże, s. 4.
3 J. Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, Warszawa: Dowody na istnienie, 2018, s. 43.
4 S. Bryzek, przejściowe, 8.
5 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. IV, Poznań: Wydawnictwo Pallotinum, 1996, s. 1216.
6 S. Bryzek, przejściowe, 8.
7 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu…, s. 1404.
8 S. Bryzek, przejściowe, 14.
9 Tamże, s. 22.
10 Tamże, s. 23.
11 Tamże, s. 34.
