Gdybym miał opisać pejzaż poezji Franciszka Nastulczyka, byłby to widok z okna na ogród, a tło tworzyłyby Beskidy z ciemnymi lasami. Pora roku to jesień, ale nie taka, co – jak pisał ksiądz Jan Twardowski – „ze złotem ucieka”, lecz ta, w której „kalosz przecieka”. Widziałbym więc drzewa pozbawione liści, orzech włoski, czereśnię, a gdzieś dalej brzozy i klony, obowiązkowo ptaki, przede wszystkim gołębie i wróble. Pada śnieg albo deszcz, wieje wiatr, gawron na gałęzi zastyga w bezruchu. Słowem – pejzaż nie byłby pokrzepiający.
Oczywiście jest to kompilacja elementów przestrzeni z różnych liryków pomieszczonych w nowym tomie poetyckim bielskiego twórcy, ale pozwalam sobie na nią, gdyż sytuacje liryczne przedstawione w książce mają zazwyczaj charakter statyczny i poniekąd powtarzalny. Wiążą się z przeżywaniem starości, oswajaniem odchodzenia, sztuką ubywania, poczuciem utraty sił, metafizyką braku. Chodzi o życie, o przemijanie, o czas, który nieubłaganie płynie, nie pozostawiając człowiekowi złudzeń. Pojęcie czasu to jedno z podstawowych słów kluczy w całej twórczości autora Gry na czas (2017). „Gra na czas” podczas meczu oznacza celowe powstrzymywanie się zawodników przed inicjowaniem akcji i wyczekiwanie przez nich na ostatni gwizdek sędziego; to także gra, w której czas stanowi ważny element rozgrywki (na przykład w szachach). Te dwie strony frazeologizmu są istotne w najnowszym tomie Franciszka Nastulczyka Jedną nogą. Również w tym wypadku możemy mówić o rozmaitych wariantach znaczeniowych frazeologizmu.
Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to stały związek wyrazowy: „jedną nogą w grobie” czy „jedną nogą na tamtym świecie”, oznaczający: „być bliskim śmierci, przeczuwać zbliżającą się śmierć”. Wiersz, który użyczył tytułu całej książce, nawiązuje bezpośrednio do kantaty Jana Sebastiana Bacha: Ich steh mit einem Fuss im Grabe. Arcydzielny utwór wyraża ufność i wiarę w dobroć Boga większą niż sprawiedliwość. Wyraża prośbę o pomoc w znoszeniu cierpienia i o zabranie duszy do nieba. Stanowi prośbę o błogosławieństwo połączoną z przekonaniem, że jeśli koniec jest dobry, to wszystko jest dobrze, mimo strachu i udręki, boleści i cierpienia. To cierpienie niech trwa jak najkrócej, bo niepotrzebnie opóźnia wejście do nieba („im dłużej tu, tym później tam”). Dramatyzm tej sytuacji to dramatyzm wierszy bielskiego liryka. Trzeba zaznaczyć, że literackie ślady słuchania Bacha znajdziemy we wcześniejszych utworach Nastulczyka, na przykład w wierszach gra i co noc z tomu Milion mściwych okruchów1.
Warto przy tym pamiętać o znaczeniach „pobocznych” frazeologizmu. „Być gdzieś jedną nogą” to znaczy często zmieniać miejsce pobytu, być gdzieś połowicznie, tymczasowo. W przypadku wierszy Nastulczyka oznacza to: pozostawać jedynie lokatorem na ziemskim padole. „Jedną nogą” to znaczy też być blisko celu, myśleć o tym, gdzie się będzie w niedalekiej przyszłości. Zastanawiam się również, czy czasami bohater liryczny nie „leci z nóg”, czy nie jest u kresu sił. O „postawieniu go na nogi”, czyli wyleczeniu, poprawie, radykalnym polepszeniu jego stanu, nie ma mowy. Może on raczej tracić grunt pod nogami – tracić pewność siebie, punkt oparcia, czuć się zagrożonym. Ziemia powoli usuwa mu się spod nóg. Oto wiersz tytułowy jedną nogą:
już ptaki przylatują do ogrodu
ich śpiew
ruch skrzydeł i cień
przypominają mi
że jeszcze żyjępotem słucham Bacha
kantata Ich steh mit einem Fuss im Grabe
także przypomina mi
że jeszcze żyję
chociaż jedną nogą2.
Wiąże się z tym zjawisko pogranicza, pogranicza światów i zaświatów, jawy i snu, granicy między ziemią a niebem, między bytem a niebytem, ale również polsko-czeskie sąsiedztwo. Wszak urodzony w Bystrzycy nad Olzą po czeskiej stronie Franciszek Nastulczyk przyswajał polszczyźnie poezje Petra Hruški i Pavla Řeznička, a z literatury słowackiej przekładał utwory Ivana Štrpki. Przebywanie na granicy w sensie geograficznym, mentalnym, filozoficznym i egzystencjalnym znajduje wyraz w poezji Nastulczyka już od lat (na przykład w tomie Hölderlin maluje z 2009 roku). W nowej książce w wierszu wyznanie poeta pisze:
urodziłem się na pograniczu języków
zawsze zaplątany i zakochany w innych słowach
teraz dziękuję za ten dar
i za łagodne zbocza Beskidów
za ciebie3.
Tom Franciszka Nastulczyka nie jest obszerny (to niespełna pięćdziesiąt utworów), charakteryzuje go zwięzłość i przejrzystość, żeby nie powiedzieć lakoniczność. Składa się z trzech części. Pierwsza, zatytułowana Początki i powroty, mieści w sobie osiem ponumerowanych utworów, tworzących cykl. Za najlepszy wiersz tego cyklu uznaję inicjalny tekst: Staw i poranek. Stanowi on refleksję z pogranicza snu i jawy. Tak odległe pozornie pojęcia, jak staw (czyli akwen) i poranek (czyli pora dnia), przenikają się, jakby wszystko stanowiło płynną jedność; przeszłość i przyszłość zlewają się z przestrzenią bliższą i dalszą, znaną i nieznaną:
staw i poranek ochrypły
po zgiełku nocy
uliczki Starego Miasta
płyną jak miódpalce deszczu nad miastem
napełniają suche olchy
i rynsztoki
tam za tą bramą jest twój dom
białe drzwi i szafa
pełna tajemnic
blade z niewyspania łóżko
wyścielone mroźnymi snamitam za tym snem jest twój dom
w płaczącym mieście
nad stawem w którym odbija się niebo4.
Powyższy utwór budzi skojarzenia z lirykiem Henryka Pustkowskiego z cyklu Tristia z tomu Ogród z 1994 roku. Zresztą wiersze urodzonego na Zaolziu poety są tristiami. Smutek jest tu intensywny, dojmujący i wszechobecny. Wypływa on ze świadomości przemijania, poczucia znikomości istnienia, nieodwracalności podjętych niegdyś decyzji, z nostalgii za miejscami i czasem młodości, z nieubłaganie skracającego się czasu, który pozostał. Coś tu jest z Owidiusza, choć Nastulczykowi daleko do ekwitów, a z Bielska do Tomi też jest kawałek.
Pod względem językowym i formalnym Nastulczyk często realizuje w swoich lirykach model wiersza różewiczowskiego. Okazują się one szczere i bezpośrednie, oszczędne w środkach, wręcz ascetyczne. Poeta rezygnuje z kunsztu wersyfikacyjnego, skupia się na treści, a nie estetyce, stosuje prostą, ograniczoną do niezbędnych elementów składnię. Jego utwory są zapisami sytuacji lirycznych. Celem tych poetyckich notatek jest przedstawienie jednostkowego losu. Struktura poezji Nastulczyka jest aforystyczna, gnomiczna, epigramatyczna, na co zwracał uwagę Grzegorz Kociuba. Niech posłużą tu za przykłady wiersze z cyklu Haiku:
często patrzę na
zegar zbyt często patrzy
na mnie ze smutkiem5
albo:
wszystko powoli
zmierza wprost do nicości
śpiewają ptaki6.
Nie jest to nic nowego w twórczości poety. Do jego zajęć od dawna należało gromadzenie drobiazgów, obserwacji, spostrzeżeń, uwag, impresji. Wystarczy wspomnieć jego Fragmenty filozoficzne oraz Okruchy pustki w tomie Przypadkowa wieczność z 2006 roku. W lakonicznych refleksjach poetyckich Nastulczyk zawiera stonowane emocje, wskazuje niuanse, naświetla własne wnętrze, ukazuje dramatyzm istnienia.
Wracając do tytułu nowej książki poetyckiej Nastulczyka, przypominam sobie słowa Tadeusza Różewicza z utworu Woda w garnuszku, Niagara i autoironia:
kiedy byłem jedną nogą
na tamtym świecie
ktoś pochylił się
i zwilżył moje spalone usta
język
poruszyło się słowo
żywa woda7.
Przypominam te słowa, gdyż sądzę, że liryka bielskiego poety wiele zawdzięcza autorowi tomu zawsze fragment. Myślę, że odczytanie poezji Nastulczyka w kontekście twórczości Różewicza przyniosłoby dobre owoce. Skoro w przywołanym cytacie pojawił się temat języka, warto sprawdzić, jakie myśli zawarł autor Czasu i obecności w liryku język:
próbuję się uczyć
wciąż nowych języków
chociaż wiem jak trudno
cokolwiek powiedzieć
w tym który uważam za swójjęzyk to jest przeżycie życia
miłości
jednego zdania
do końca8.
Nastulczyk czyta poezje autora Niepokoju, rozmyśla nad nimi, podejmuje z nimi dialog. W utworze co jest odwołuje się do zawartego w tomie Płaskorzeźba nieopatrzonego tytułem wiersza (incipit: „czas na mnie”), poświęconego pamięci Konstantego Puzyny.
czy to już wszystko
pytał Różewicznie ma Różewicza
i nie ma
wszystkiego9.
Także w wierszu Praca z tomu Gra na czas dostrzegalne są inspiracje różewiczowskie:
szesnaście lat i pięćdziesiąt kilogramów miałem
czytałem Schopenhauera i Różewicza
wokół wznosiły się Beskidy
a za nimi nieznane życie10.
Pejzaż nakreślony na początku moich rozważań latem wygląda inaczej. W grupie szesnastu wierszy zatytułowanych Lato na zawsze, stanowiących drugą część zbioru Jedną nogą, pojawiają się klucze żurawi przelatujące nad miastem, jabłoń z gałęziami uginającymi się pod ciężarem owoców, targ pełen owoców i warzyw, cygański wóz przejeżdżający ulicą, wspomnienie kąpiącej się w rzece nagiej Hanny. Jednak i w tej części tomu śnieg z deszczem wdziera się nieubłaganie w kadr, mgła rozsnuwa się nad ziemią, a buty grzęzną w pośniegowym błocie. Samo lato staje się marzeniem, pragnieniem, wyczekiwaną porą. W ten krajobraz należy wprowadzić człowieka. Bohater liryczny to mężczyzna, który wiele przeżył, wiele pamięta, wie i rozumie. Jest to osoba, która przeczekała całe życie, nie wiadomo na co, która doświadczyła upadku, pochowała dwa psy, a teraz zakopuje w ogrodzie martwe kosy i drozdy. W najobszerniejszej części tomu (zawierającej dwadzieścia pięć wierszy), zatytułowanej Upadanie, motywy śmierci, starości, odchodzenia, samotności, wyczekiwania ukazane zostały w sposób niepozostawiający złudzeń. Pomyślałem, że od przykrych treści nie można uciec. Nawet gdyby zerwać się na równe nogi, przyjdzie Bach-nąć.
1 F. Nastulczyk, Milion mściwych okruchów, Mikołów: Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka, 2014, s. 24, 37.
2 Tenże, Jedną nogą, Mikołów: Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka, 2025, s. 52.
3 Tamże, s. 21.
4 Tamże, s. 7.
5 Tamże, s. 32.
6 Tamże.
7 T. Różewicz, Wybór poezji, wstęp i oprac. A. Skrendo, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2017, s. 703.
8 F. Nastulczyk, Jedną nogą, s. 50.
9 Tenże, Poranna nieruchomość, Mikołów: Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka, 2021, s. 8.
10 Tenże, Gra na czas, Bielsko-Biała: Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Miejskiego, 2017, s. 34.
