W debiutanckiej powieści Jamesa Baldwina Głoś to na górze (tłum. Krystyna Tarnowska), odczytywanej przez Roxane Gay1 między innymi jako przypowieść, narrator nie patrzy na nikogo z góry, ale spogląda w dół, dostrzegając więcej, niż dotąd w amerykańskiej powieści widziano. Rozgląda się wzdłuż i wszerz, parafrazując komentarz trynidadzkiego prozaika Earla Lovelace’a na temat własnej metody pisarskiej2. Baldwin unika schematyczności upraszczających opozycji, a autobiografizm wpleciony w wątki nie przesłania afroamerykańskiej, wielogłosowej panoramy czasów Wielkiej Migracji i kryzysu ekonomicznego lat 30. XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Kategorię autobiografizmu – dodajmy za Nicholasem Boggsem, autorem Baldwin. A Love Story (2025), najnowszej, pogłębionej biografii amerykańskiego pisarza – sam prozaik usilnie próbował zniuansować3.
1.
Oryginalnie wydana w 1953 roku, napisana już po odejściu Baldwina od kaznodziejstwa i chwalona przez poetkę Marianne Moore za przekonujące oddanie Czarnej angielszczyzny, powieść jest pokłosiem niemal dziesięciu lat pracy twórczej. Trzon akcji pisarz osadził w nowojorskim Harlemie 1935 roku, dzielnicy swojego urodzenia, przestrzeni rodzinnej, z którą przez całe życie – również po wyjeździe do Paryża w 1948 roku – był emocjonalnie i intelektualnie związany. Wydarzenia pierwszego planu czasowego Głoś to na górze rozgrywają się w przeciągu jednej doby – od soboty do niedzieli rano. Mimo tej kompresji czasowej zasadniczo w środkowej części powieści – zbudowanej z trzech monologów-modlitw – otrzymujemy szczegółowy, zindywidualizowany wgląd w przeszłość baldwinowskich postaci, których losy splątane są z rolniczą plantokracją Południa, z życiem w etnicznie podzielonym, przemysłowym Chicago, ale też z Europą okresu pierwszej wojny światowej. Tam, na froncie we Francji – „gdzieś na drugim końcu świata”4, zginie Frank, były mąż Florence, siostry Gabriela, nieudanego kaznodziei, ojczyma i antagonisty Johna, głównego bohatera powieści: „Śpi snem wiekuistym w kraju, którego jego przodkowie nigdy nawet nie widzieli”5.
Nowy Jork pierwszych dekad XX wieku obiecywał więcej możliwości, niż oferowały oddychające białą supremacją i oparte na dziedzictwie systemu niewolniczego stany południowe, jednak – jak zauważa w posłowiu do powieści Anna Pochmara – nawet gdy „Harlem przeżywał okres odrodzenia, a powojenny wzrost gospodarczy zachęcał do optymizmu”6, rzeczywistość Czarnej Ameryki oznaczała systemowe wykluczenie z „uczestnictwa w obietnicy amerykańskiego sukcesu”7. Dobrze ten proces obrazują jak najgorsze losy bohaterów drugoplanowych, którzy z nadzieją na wyrwanie się spod przemożnych wpływów Praw Jima Crowa wyruszyli na północ od Linii Masona-Dixona:
Na większość z nich czeka przedwczesna i brutalna śmierć: narzeczony Elizabeth popełnia samobójstwo, kochanka Gabriela umiera podczas porodu […], a nieślubny syn Gabriela zostaje zabity podczas bójki w barze8.
Południe lat 30. – zarówno w powieści Baldwina, jak i w rzeczywistości pozaksiążkowej, co z powodów etycznych i faktograficznych należy podkreślić – trwa zakorzenione w myśleniu segregacyjnym i dyskryminacyjnych praktykach, więc – by przywołać Pochmarę:
kolejne fale migrantów osiedlają się w Harlemie: w powieści do zgromadzenia dołącza Elisha, młody duchowny z Georgii. Historie migracji bohaterów – analogicznie do przedstawień wzniesień i upadków – nie dają jednoznacznej odpowiedzi, czy Harlem to mekka nowego pokolenia Afroamerykanów, jak marzyło się czołowym czarnym intelektualistom lat dwudziestych, czy getto, z którego nie można uciec9.
Dają natomiast (jako efekt pracy autora) „odwagę” – jak zauważa Toni Morisson w eseju Pamięci Jamesa Baldwina (tłum. Kaja Gucio), pośmiertnym hołdzie dla prozaika – „by przywłaszczyć sobie obcą, wrogą, całkowicie białą geografię, ponieważ odkryłeś, że «ten świat [czyli historia – B.W.] nie jest już biały i nigdy już biały nie będzie»”10.
Cytowane przez noblistkę słowa pochodzą z przeszywającego, programowego eseju Baldwina Obcy w wiosce (polski przekład Mikołaja Denderskiego ukazał się w zbiorze Samoszacunek) z 1955 roku. Autor rozprawia się tu z fantazmatami angloamerykańskiej większości:
amerykańscy biali nadal pielęgnują iluzję, że istnieje jakiś sposób na odzyskanie europejskiej niewinności, na powrót do stanu, w którym czarni nie istnieją11.
Opublikowana dwa lata wcześniej powieść Głoś to na górze jest głosem tych, których nie zakrzyczano w przestrzeni publicznej ani nie wymazano z obowiązującej historii. Tych, których – mimo nieustających prób – nie udało się „zniknąć”. Wymazywaniu doświadczenia i lekceważeniu świadectwa afroamerykańskiego Baldwin przeciwstawiał się także w swoich wypowiedziach medialnych, na czele z debatą z 1965 roku, kiedy w auli Cambridge Union w Anglii zmierzył się z konserwatywnym publicystą Williamem F. Buckleyem Juniorem. Jak podkreśla Kamil Chrzczonowicz w swojej analizie tego starcia12, Buckley, „założyciel «National Review», proponował Afroamerykanom odcięcie się od historii, kiedy nie była mu ona na rękę (np. kiedy łączyła niewolnictwo i segregację z obecną pozycją społeczną i ekonomiczną czarnych) […], bronił systemu i instytucji, które wspierały mit amerykańskiej wyjątkowości”13. Po dziś dzień zaprzeczanie systemowym nierównościom i ich daleko idącym społeczno-gospodarczym konsekwencjom należy do arsenału Republikanów, ale też leży u podstaw wstrzymania się od głosu przedstawicieli Europy podczas uchwalania rezolucji zgłoszonej przez Ghanę na forum ONZ, by handel transatlantycki zniewolonymi Afrykankami i Afrykanami uznać za „najcięższą zbrodnię przeciwko ludzkości”. Rezolucję głosami państw globalnej większości przyjęto 25 marca 2026 roku.
Dlaczego piszę o powyższym? Ano, jeśli, jak w szkicu o pisarstwie afrofuturystycznej ikony Octavii E. Butler zauważa Agata Sikora, „[w] przyjmowaniu perspektywy grup zdominowanych nie chodzi więc tylko o dążenie do sprawiedliwości czy celebrowanie różnorodności – jest to po prostu perspektywa odblokowująca myślenie”14, to proza (i poezja, jeszcze czekająca na publikację po polsku) Baldwina jest mentalnym otwieraczem, narzędziem ułatwiającym poznanie i autorozpoznanie. Szkopuł w tym, by lektury opowiadań, powieści, esejów i wierszy autora Głoś to na górze nie sprowadzać do performatywnie przywoływanych gadżetów lifestyle’owych fotografowanych na beżowym tle. Bo, jak to nie bez racji ujął Omar El Akkad w Któregoś dnia okaże się, że wszyscy byli przeciwko (tłum. Agata Ostrowska):
Nie może być tak, żeby osoba, która ma choć krztynę szacunku do siebie, rzucała na prawo i lewo cytatami z Morrison i Baldwina, a potem, w obliczu takiej niesprawiedliwości, z którą oni walczyli poprzez swoją twórczość, nagle wycofała się na bezpieczne pozycje opisów swawolących zięb15.
2.
Wstępną wersję powieści Baldwin zatytułował Crying Holy, nawiązując do pieśni religijnej I Bowed My Knees and Cried Holy („Upadłem na kolana i wznosiłem modły”). Pod wpływem pieszej wycieczki (wedle słów Boggsa – „przerażającego, biblijnego doświadczenia”16) przez szwajcarską przełęcz Gemmi, prawie przypłaconej życiem (przed śmiertelnym upadkiem ze zbocza uratował go Lucien Happersberger, wieloletnia miłość pisarza; to jemu zadedykował Pokój Giovanniego), pisarz zdecydował się na zmianę. Jeśli przekazem afroamerykańskiej pieśni spirituals Go Tell It on the Mountain, której książka Baldwina zawdzięcza ostateczny tytuł, jest radosna wieść o narodzinach Chrystusa (a sama pieśń, przekazywana z pokolenia na pokolenie, funkcjonowała w opozycji do zniewolenia), to przekazem powieści Głoś to na górze wydaje się wieść o możliwości odrodzenia z grzechu – zgodnie z epigrafem z Apokalipsy św. Jana (22; 17). Nastoletni John ze starcia, nie tyle z Goliatem, ile z dorosłym Gabrielem, wychodzi z tarczą (jak podkreśla Gay, używa religii jako nie oręża, lecz osłony), a dzieje się to w świecie przedstawionym, gdzie fałszywy prorok zostaje ujawniony, a podział dychotomiczny oparty na metaforach konceptualnych „góra – dobro” i „dół – zło” jest przez Baldwina naruszony:
Tak jak w przypadku Johna, wspinaczka na górę nie przynosi Gabrielowi prawdziwego objawienia, a pozorna, złudna epifania ojczyma jest pokazana jako o wiele tragiczniejsza w skutkach niż poczucie zagubienia jego czternastoletniego pasierba17.
Jak dotąd zaledwie naszkicowany przeze mnie, a integralny dla powieści wątek religijny jest wypadkową wielu czynników. Wśród nich znajdziemy biografię samego Baldwina – oprócz matki, Emmy Berdis Jones, wychowywał go ojczym, David Baldwin, kaznodzieja obrządku baptystycznego, scharakteryzowany przez pisarza jako wymagający i surowy. Czarne kościoły, wspólnoty wyznaniowe wynikające z nurtu protestanckiego chrześcijaństwa i będące rodzajem teologii wyzwolenia mają historyczne znaczenie w walce o prawa obywatelskie i w budowaniu sprawczości społeczności afroamerykańskiej, ale ich współczesnej roli – szczególnie przy obecnym antydemokratycznym zwrocie w USA i w świetle manipulowania granicami okręgów wyborczych (ang. gerrymandering), by zmniejszyć wpływ głosów Czarnej Ameryki18 – także nie da się zignorować.
Nic dziwnego, że przedpublikacyjna sugestia zawarta w recenzji wewnętrznej Philipa Vaudrina – redaktora wydawnictwa Knopf, by usunąć „fragmenty jezusowe”19, wprawiła Baldwina w konsternację, wywołując stan niezgody i poważnego oporu:
Początkowo Baldwin zareagował defensywnie. Odparł Vaudrinowi, że powieść opowiada o „murzyńskim kaznodziei i jego rodzinie” i że „usunięcie” zniszczy książkę.
Dosłownie zakrztusiłem się i oblałem potem, podbiegłem do dystrybutora wody, próbowałem się pozbierać i wróciłem do biura, by przedstawić zasadę organizującą moją powieść – wspominał później. – Tamtego popołudnia wiele się nauczyłem; nauczyłem, mówiąc bardzo zwięźle, z czym się mierzyłem20.
Ostatecznie, przy wsparciu redaktorskim Billa Cole’a, Baldwin zachował sceny kościelne, tak kluczowe dla wymowy książki (w kulminacji John doświadcza konwersji), „dokonując roztropnych skrótów i dopracowując to, co zostało”21. Możliwe, że właśnie taką decyzję Baldwina miała na myśli Morrison, gdy w przywołanym już eseju pisała o jego „niepokonanym połączeniu umysłu i serca, intelektu i pasji”, wyznaczającym trasę przez „zdradliwy teren”, o słowach ważnych „od Kapsztadu po Polskę, od Waycross po Dublin”. Zresztą Czarne kościoły, by wrócić do fabuły Głoś to na górze, nie są wyłącznie zjawiskiem północnoamerykańskim, a dotyczą całej diaspory – reprezentowanej we współczesnej literaturze, co znalazło też swoje odbicie w dostępnych na polskim rynku książkach. Poza zbiorem opowiadań Sekretne życie pobożnych kobiet (tłum. Rafał Lisowski) pochodzącej z Jacksonville na Florydzie Deeshy Philyaw mamy między innymi Diabła Urubu (tłum. Robert Sudół), debiutancką powieść Jamajczyka Marlona Jamesa, rozgrywającą się na wyspiarskiej wsi.
Niemniej pozycja chrześcijaństwa jest w kulturze Czarnego Atlantyku dwuznaczna. W zasadniczej scenie filmu Grzesznicy (reż. Ryan Coogler, 2025), pianista Delta Slim, grany przez Delroya Lindo, stwierdza bez ogródek: „Narzucili nam tę religię, ale nie bluesa. Nie, synu, przywieźliśmy go z domu. Tworzymy tu magię. To coś świętego i ważnego”. Może i kościoły pentekostalne rozwinęły swoje charakterystyczne obrzędy (glosolalia, indywidualne świadectwa, wspólnotowy śpiew, ekstaza religijna, ozdrowienia), a dająca nadzieję i podkreślająca sprawczość metaforyka religijna towarzyszyła rewoltom i pracy na rzecz wolności, ale trudno zapomnieć, że u podnóża doktryny chrześcijańskiej leży imperialne, sięgające europejskiej kolonizacji, rozróżnienie na potomstwo Sema, Jafeta i Chama, z których ostatnie obłożone było starotestamentową klątwą. Na tej podstawie białe kościoły na Południu legitymizowały zniewolenie Afrykanek i Afrykańczyków (czyli ludu chamickiego), których narzucony, pośledni status kwestionują kaznodzieje reprezentujący społeczność afroamerykańską.
Od czasów niewolnictwa protestanckie obrzędy religijne były podwaliną, na której budowano czarną wspólnotowość. Przestrzeń zgromadzeń kościelnych zapewniała schronienie przed rasistowską przemocą czy brutalnymi realiami getta. Z drugiej strony, wielu czarnych intelektualistów, takich jak Richard Wright czy E. Franklin Frazier, podkreślało, że religijność jest niczym opium, które odciąga Afroamerykanów od prawdziwej walki o wolność. Krytyka chrześcijaństwa nasiliła się z biegiem XX wieku wraz z wzrostem znaczenia islamu, na który nawracali się radykalni czarni aktywiści i twórcy, aby nie służyć białemu Bogu22.
W religijność jako praktykę wspólnotową wbudowana jest konserwatywna opresyjność (patriarchalne rozumienie ról, heteronorma) i presja społeczna (konformizm). Baldwin w Głoś to na górze, portrecie zbiorowym społeczności, z której sam się wywodzi, daje wyraz obydwu. I tak kobiety, za rozpoznaniem Gay ze wstępu do wydania powieści z 2024 roku, zmuszone są do poświęceń przez mężczyzn takich jak Gabriel – diakon Świątyni Ognia Ochrzczonego; mężczyźni ci względem siebie nie stosują jednak tak wyśrubowanych standardów. Męskość Gabriela jest toksyczna i zanurzona w nieprzepracowanej przeszłości, ponieważ – jak wnioskuje Pochmara:
Gabriel obsesyjnie piętnuje swoją żonę, przenosząc na nią własne poczucie winy za poczęcie i porzucenie nieślubnego dziecka oraz zmuszenie jego matki [Esther – B.W.] do wyprowadzki na Północ, a tym samym skazanie Esther na samotną śmierć23.
Są wśród nich i ciche (do czasu) buntowniczki – jak Florence, starsza siostra Gabriela, dostrzegająca nierówność będącą następstwem wartości dodanej, którą społeczeństwo przypisuje mężczyznom (w przeciwieństwie do brata poskąpiono jej możliwości formalnej edukacji):
[P]omyślała, że jeśli Gabriel jest pomazańcem Boga, ona woli raczej umrzeć i cierpieć wieczne męki piekielne, niż padać na kolana przed Jego ołtarzem. Ale zdławiła w sobie dumę, podniosła się i stanąwszy wraz z innymi na poświęconym miejscu przed ołtarzem, śpiewała:
To mnie potrzebna jest modlitwa24.
W końcowych scenach powieści, antycypując kres własnego życia, znajduje w sobie siłę, by zaznaczyć swoje odrębne zdanie. Za pomocą listu od Deborah, pierwszej żony Gabriela, chce wyjawić prawdę o doli Esther:
– Może już niedługo będę na tym świecie – odparła – ale mam ten list i bądź spokojny, że zanim odejdę, dam go Elizabeth, a jakby ona go nie chciała, znajdę jakiś sposób… jakiś sposób, nie wiem jaki… żeby się wszyscy dowiedzieli… wszyscy dowiedzieli, że pomazaniec Boży ma ręce splamione krwią […]. Jak będę odchodzić, bracie, lepiej drżyj, bo nie odejdę w milczeniu25.
3.
Właściwie to bunt, boleść i bojaźń rozpoczynają Głoś to na górze. I choć nic wprost nie wskazuje, że na końcu, już po konwersji, John odrzuci religię instytucjonalną, to „święty pocałunek”, którym obdarza go Elisha, brat w wierze, może przypomnieć o – jak sam by to określił John – grzesznych myślach dotrzymujących mu kroku od początku powieści. Nie daje zapomnieć o – jak ujął to Jacek Partyka – „bolesnym problemie odkrywania własnej tożsamości seksualnej”26 i potrzebie przedefiniowania pojęcia grzechu, by zrozumieć i zaakceptować siebie, a zatem wyzwolić się spod wpływu dominującego Gabriela, ojca-nieojca, wraz z jego zawężonym pojmowaniem męskości.
Zarysowany w pierwszym akapicie powieści konflikt między życiem zgodnym z naukami kościelnymi (w tym pójściem w kaznodziejskie ślady ojczyma) a chęcią życia w zgodzie z własnymi potrzebami (które uosabia homoerotyczna figura Elishy, oparta na szkolnej, nieujawnionej fascynacji kolegą Arthurem Moore’em) znajduje rozwiązanie we wspomnianej scenie złożenia ust na czole Johna. Tam właśnie słońce w filmowo-romantycznym kadrze „dotyka” Johna, „otuliwszy” uprzednio „Elishę złotą szatą swoich promieni”27. To słoneczne połączenie, w kontraście do finałowej chmurności ojca (interpretowanej jako zwiększenie dystansu i strach przed utratą autorytetu w kongregacji), zwiastuje, jak celnie konkluduje Pochmara:
możliwość akceptacji cielesności i seksualności – postrzeganych w Kościele jako przestrzeń grzechu i upadku. Daje to nadzieję, że John jest na drodze do samoakceptacji i pozbycia się wstydu, który paraliżuje go na początku powieści28.
Nie ukrywam, że chciałbym w zakończeniu Głoś to na górze – w historii Johna Grimesa, rozpisanej na tak wiele wątków, móc ponadto dosłyszeć późniejszy postulat Susan Buck-Morss, by „ocalić ideę uniwersalnej historii człowieczeństwa przed tym, do czego zredukowała ją dominacja białego człowieka”29.
Redukcji urasowienia oraz wynikającym z niej reperkusjom, które obecnie krytycznie analizują i twórczo kontrują osoby skupione wokół The Racial Imaginary Institute – ośrodka założonego przez poetkę Claudię Rankine (niedawną gościnię Festiwalu Miłosza w Krakowie), Baldwin poświęcił właściwie każdą kolejną ze swoich książek. Także te, na których polskie przekłady wciąż czekamy. W eseju To Be Baptized z nieprzetłumaczonego dotąd zbioru No Name in the Street (1972) skonstatował: „Trudno wyzwolić się ze stygmatu czarności, ale widać wyraźnie, że co najmniej równie niełatwo jest przezwyciężyć urojenia białości”30. Oby w Polsce – kraju Globalnej Północy, gdzie jeszcze nie pogrzebano chochoła odwróconego rasizmu (również w akademii) i gdzie rasizm systemowy bywa traktowany jako fikcja z leftbooka, a nie fakt społeczny – słowa Baldwina stawały się ciałem, nieuchronnie przenikając do zbiorowej tkanki (auto)świadomości.
1 R. Gay, Introduction [w:] J. Baldwin, Go Tell It on the Mountain, New York: Vintage Books, 2024.
2 M. Laarmann, “I Never Looked Down – I Looked Across! An Interview with Earl Lovelace”, online: https://smallaxe.net/sxsalon/interviews/i‑never-looked-down-i-looked-across [dostęp: 27.07.2026].
3 N. Boggs, Baldwin. A Love Story, New York: Farrar, Straus and Giroux, 2025, s. 114.
4 J. Baldwin, Głoś to na górze, tłum. K. Tarnowska, Kraków: Karakter, 2025, s. 117.
5 Tamże.
6 A. Pochmara, Od raju do getta. James Baldwin rewiduje założycielskie mity Ameryki [w:] J. Baldwin, Głoś to na górze, s. 340.
7 Tamże, s. 344.
8 Tamże, s. 340–341.
9 Tamże, s. 341.
10 T. Morrison, Pamięci Jamesa Baldwina [w:] tejże, Samoszacunek, tłum. K. Gucio, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 2023, s. 585.
11 J. Baldwin Obcy w wiosce [w:] tegoż, Zapiski syna tego kraju, tłum. M. Denderski, Kraków: Karakter, 2021, s. 215.
12 Debata została zorganizowana 18 lutego 1965 roku przez Stowarzyszenie Cambridge Union w ramach obchodów sto pięćdziesiątej rocznicy istnienia organizacji. Wśród wypowiadających się na temat postawionego pytania („Czy amerykański sen spełnił się kosztem Murzynów?”) były głównie osoby reprezentujące poszczególne kolegia Uniwersytetu w Cambridge, ale to wymiana zdań między Baldwinem (za) i Buckleyem (przeciw) przeszła do historii i ugruntowała pozycję pisarza jako publicznego intelektualisty i aktywisty na rzecz praw obywatelskich i praw człowieka; godzinny zapis debaty dostępny jest w serwisie YouTube. Zob. James Baldwin vs William F Buckley: A legendary debate from 1965, online: https://www.youtube.com/watch?v=5Tek9h3a5wQ [dostęp: 27.07.2026].
13 K. Chrzczonowicz, James Baldwin w telewizji [w:] James Baldwin, red. A. Pochmara, Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, 2021, s. 254.
14 A. Sikora, Poza apokalipsę, „Dwutygodnik” 2026, nr 432, online: https://www.dwutygodnik.com/artykul/12323-poza-apokalipse.html [dostęp: 27.07.2026].
15 O. El Akkad, Któregoś dnia okaże się, że wszyscy byli przeciwko, tłum. A. Ostrowska, Warszawa: Obroty, 2026, s. 120.
16 N. Boggs, Baldwin. A Love Story, s. 102.
17 A. Pochmara, Od raju do getta…, s. 335.
18 Najnowszym (stan na początek maja 2026 roku) przykładem stronniczej zmiany geografii wyborczej jest decyzja lokalnych prawodawców (Kongres stanu Tennessee), by w praktyce ograniczyć prawa głosu w Memphis (gwarantowane przez Ustawę o prawie do głosowania z 1965 roku) i w rezultacie wprowadzić dyskryminację ze względu na pigmentację (kolor skóry), pochodzenie etniczne czy rasę. Źródło: V. Jones, A. Latham, L. Adams, E. Mealins, TN Republicans Pass Map Fracturing Black Voting Power in Memphis, online: https://eu.tennessean.com/story/news/politics/2026/05/07/republicans-pass-gerrymandered-congressional-map-protests/89979426007/ [dostęp: 27.07.2026].
19 N. Boggs, Baldwin. A Love Story, s. 122.
20 Tamże.
21 Tamże, s. 123.
22 A. Pochmara, Od raju do getta…, s. 330.
23 Tamże, s. 336.
24 J. Baldwin, Głoś to na górze, s. 92.
25 Tamże, s. 313–315.
26 J. Partyka „Głoś to na górze”: „głębiej w ból” [w:] James Baldwin, s. 39.
27 J. Baldwin, Głoś to na górze, s. 324.
28 A. Pochmara, Od raju do getta…, s. 349.
29 S. Buck-Morss, Hegel, Haiti i historia uniwersalna, tłum. K. Bojarska, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2014, s. 89.
30 J. Baldwin, To Be Baptized [w:] tegoż, No Name in the Street, London: Penguin Books, 2024, s. 143.
