Miaukoty z ulic miasta

Współ­cze­sny rynek wydaw­ni­czy nigdy nie miał jasnych kry­te­riów kla­sy­fi­ko­wa­nia ksią­żek pod wzglę­dem wie­ku ich poten­cjal­nych odbior­ców; kate­go­ry­za­cja poszcze­gól­nych tytu­łów jest raczej intu­icyj­na. Naj­czę­ściej korzy­sta się z sys­te­mu PEGI (Pan Euro­pe­an Game Infor­ma­tion – Ogól­no­eu­ro­pej­ski Sys­tem Kla­sy­fi­ka­cji Gier) i gru­pu­je książ­ki według zasad doty­czą­cych gier kom­pu­te­ro­wych, a jeśli już zamiesz­cza w stop­ce jaką­kol­wiek infor­ma­cję, to głów­nie ze wzglę­du na pyta­nia poten­cjal­nych klien­tów i klien­tek. Z jed­nej stro­ny nie ma żad­ne­go prze­pi­su nakła­da­ją­ce­go na wydaw­ców obo­wią­zek wpro­wa­dze­nia ozna­czeń kate­go­rii wie­ko­wych na publi­ka­cjach, cho­ciaż coraz czę­ściej – wzo­rem zachod­niej lite­ra­tu­ry – zamiesz­cza się tak zwa­ne trig­ger war­nings, czy­li ostrze­że­nia przed tre­ścia­mi, któ­re mogą wywo­łać nie­po­kój i być trud­ne zwłasz­cza dla osób z doświad­cze­niem PTSD. Prze­moc, samo­bój­stwo, cho­ro­by psy­chicz­ne, ale i tre­ści obraź­li­we lub dys­kry­mi­nu­ją­ce ozna­cza­ne są w odpo­wied­nich opi­sach. Z dru­giej stro­ny, zwłasz­cza w kon­tek­ście roz­wi­ja­ją­ce­go się w Pol­sce ryn­ku lite­ra­tu­ry young adult, coraz czę­ściej dys­ku­tu­je się o kwe­stii nie­od­po­wied­nich tre­ści, zwłasz­cza dla naj­młod­szych czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków. „Ostrze­ga­cze” w for­mie ozna­czeń kate­go­rii wie­ko­wych mogą być cen­ną infor­ma­cją, szcze­gól­nie gdy książ­ki kupo­wa­ne są przez oso­by doro­słe.

No dobrze, ale kolej­ne poko­le­nia wycho­wy­wa­ne są na baśniach bra­ci Grimm, cyklu wier­szy­ków gro­zy Weso­ła gro­mad­ka („Noży­ca­mi w lewo, w pra­wo, uciął palec jeden, dru­gi, aż krew try­sła na dwie stru­gi”), Buce z Mumin­ków i wil­ko­ła­kach z ekra­ni­za­cji Aka­de­mii Pana Klek­sa. Umów­my się, nic nas już nie strig­ge­ru­je, doj­rze­wa­li­śmy w chmu­rze z Czar­no­by­la. Czy jed­nak nie ma sen­su powra­cać do dys­ku­sji o tym, co tak napraw­dę prze­zna­czo­ne jest dla dzie­ci, a co nie powin­no tra­fić w ręce milu­siń­skich?

Przed­mio­tem roz­wa­żań niech będzie twór­czość Hali­ny Gór­skiej, jed­nej z auto­rek, któ­rych los został nazna­czo­ny tra­gicz­ną histo­rią XX wie­ku. Jako Żydów­ka, zosta­ła roz­strze­la­na w 1942 roku pod Lwo­wem. Jej książ­ki, któ­re powsta­ły w cza­sie II RP, czy­ta­ne były rów­nież po woj­nie ze wzglę­du na socja­li­stycz­ne ide­ały, ale przede wszyst­kim z powo­du wraż­li­wo­ści peda­go­gicz­nej autor­ki. Co cie­ka­we, w okre­sie dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go kry­ty­cy zarzu­ca­li powie­ściom Gór­skiej sen­ty­men­ta­lizm, ale współ­cze­śnie dzi­wić może raczej realizm i bru­tal­ny świat przed­sta­wio­ny w tych książ­kach, któ­re były lek­tu­ra­mi szkol­ny­mi i któ­re wyko­rzy­sty­wa­no jako punkt wyj­ścia do dys­ku­sji o kla­sach spo­łecz­nych. Czy w obec­nych cza­sach powie­ści te mogły­by być bez prze­szkód oma­wia­ne na lek­cjach?

Myślę, że w udzie­le­niu odpo­wie­dzi na to pyta­nie pomoc­na była­by reflek­sja nad tym, jakie­go rodza­ju inten­cje przy­świe­ca­ły autor­ce oraz dla­cze­go two­rzy­ła ona por­tre­ty ubo­gich dzie­ci przed­wo­jen­nej War­sza­wy.

Hali­na Gór­ska była aktyw­ną peda­goż­ką i socjo­loż­ką. Kim mia­ła­by się zresz­tą stać, sko­ro wycho­wy­wa­ły ją i edu­ko­wa­ły takie posta­ci pol­skiej peda­go­gi­ki, jak Ste­fa­nia Sem­po­łow­ska czy Celi­na Wit­kow­ska. Wzra­sta­ła w poczu­ciu, że pra­ca z dzieć­mi i mło­dzie­żą jest istot­na oraz że – zgod­nie z mak­sy­mą Sem­po­łow­skiej – „Wśród spo­łe­czeń­stwa wol­nych oby­wa­te­li jest tyle sys­te­mów naucza­nia, ilu samo­dziel­nie myślą­cych nauczy­cie­li”. Gór­ska nie tyl­ko sta­ra­ła się dopa­so­wać meto­dy wycho­waw­cze do swo­ich pod­opiecz­nych, ale tak­że kła­dła nacisk na potrze­by naj­młod­szych, zwłasz­cza dotąd nie­wy­słu­cha­nych, pocho­dzą­cych z ubo­gich, defa­wo­ry­zo­wa­nych rodzin – z zauł­ków war­szaw­skiej Pra­gi czy Powi­śla, a w póź­niej­szych latach rów­nież lwow­skiej Lewan­dów­ki, któ­re bynaj­mniej nie zachę­ca­ły do odwie­dzin. Jesz­cze jako uczen­ni­ca Gór­ska pra­co­wa­ła w świe­tli­cach, gdzie mło­dzież robot­ni­cza mogła spę­dzać czas. Nie, nie tyl­ko po szko­le, bo o szko­le ci mło­dzi ludzie mogli co naj­wy­żej poma­rzyć. Pobyt w świe­tli­cy był dla nich zwy­kle chwi­lą odde­chu, prze­rwą od „cho­dze­nia na lewo”, czy­li kra­dzie­ży, od róż­ne­go rodza­ju szwin­dli – na przy­kład w grach kar­cia­nych – od wyjść do sto­łów­ki dla bez­ro­bot­nych (tak zwa­nej głod­nej kuch­ni). Pró­ba socja­li­za­cji pod­opiecz­nych oraz ich edu­ko­wa­nie – taki był cel pro­wa­dze­nia świe­tli­cy.

W dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym nastą­pił zwrot ku peda­go­gi­ce kul­tu­ry, tak­że tej, któ­ra kła­dła szcze­gól­ny nacisk na sza­cu­nek dla naj­młod­szych. Roz­wój nowych form edu­ka­cji, grup mło­dzie­żo­wych i nasta­wie­nie na oddol­ną dydak­ty­kę dawa­ły moż­li­wość peł­ne­go zro­zu­mie­nia tego, czym w isto­cie jest wycho­wa­nie. Być może skut­kiem takie­go otwar­te­go podej­ścia były kon­kret­ne wybo­ry doko­ny­wa­ne przez mło­dzież w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej. Doświad­cze­nia zdo­by­te przez mło­dych ludzi przed 1939 rokiem dzię­ki zaan­ga­żo­wa­niu w życie szko­ły, orga­ni­za­cji har­cer­skich i innych grup były póź­niej wyko­rzy­sty­wa­ne w kon­spi­ra­cji, akcjach sabo­ta­żo­wych, powsta­niach w get­tach czy w powsta­niu war­szaw­skim.

Kie­dy Gór­ska po powro­cie ze stu­diów socjo­lo­gicz­nych w Bruk­se­li zamiesz­ka­ła ze swo­im mężem we Lwo­wie, zaczę­ła pra­co­wać w Pol­skim Radiu. Wciąż była zain­te­re­so­wa­na peda­go­gi­ką, pro­wa­dzi­ła cykl audy­cji dla mło­dzie­ży Skrzyn­ka Błę­kit­nych Ryce­rzy (póź­niej rów­nież Radio – dzie­ciom), któ­ry pod wzglę­dem kon­cep­cji tro­chę przy­po­mi­nał powo­jen­ny Klub Nie­wi­dzial­nej Ręki. Gór­ska pre­zen­to­wa­ła kore­spon­den­cję od mło­dzie­ży i na pod­sta­wie kon­kret­nych histo­rii oma­wia­ła pro­ble­my nasto­lat­ków. W pol­skich mediach był to jeden z pierw­szych pro­gra­mów skie­ro­wa­nych bez­po­śred­nio do nie­peł­no­let­nich (listy nad­sy­ła­ła głów­nie mło­dzież, ale audy­cja cie­szy­ła się sze­ro­kim zasię­giem). Pod­mio­to­wość była tu klu­czo­wa. Posta­wa zakła­da­ją­ca trak­to­wa­nie ludzi mło­dych na rów­ni z doro­sły­mi, wcze­śniej pre­zen­to­wa­na choć­by przez Ste­fa­nię Wil­czyń­ską czy Janu­sza Kor­cza­ka (ten dru­gi zresz­tą rów­nież pro­wa­dził audy­cję w radiu), sprzy­ja­ła  roz­wo­jo­wi rela­cji peda­go­gicz­nych.

Doświad­cze­nia zdo­by­te dzię­ki pro­wa­dze­niu audy­cji radio­wej Gór­ska wyko­rzy­sta­ła w toku prac nad swo­ją książ­ką opo­wia­da­ją­cą o świe­tli­cy przy war­szaw­skiej uli­cy Czer­nia­kow­skiej (Nad czar­ną wodą, 1931). W roku wyda­nia tej powie­ści Gór­ska wystą­pi­ła rów­nież na ante­nie z odczy­tem doty­czą­cym kata­stro­fal­nej sytu­acji ubo­gich miesz­kań­ców i miesz­ka­nek Lwo­wa. Zarzą­dza­ła zbiór­ką paczek z dara­mi, któ­re gro­ma­dzi­ła w swo­im miesz­ka­niu, a następ­nie roz­pro­wa­dza­ła wśród potrze­bu­ją­cych. Dzię­ki kon­tak­tom z robot­ni­ka­mi wie­dzia­ła, gdzie szu­kać naj­uboż­szych osób. Jed­no­cze­śnie zda­wa­ła sobie spra­wę, że to tyl­ko kro­pla w morzu potrzeb, a wie­lu ubo­gich ludzi już daw­no prze­sta­ło sta­rać się o pra­cę, popa­dło w nało­gi i otę­pie­nie. Pacz­ki były for­mą doraź­nej pomo­cy, z pew­no­ścią nie sys­te­mo­wym roz­wią­za­niem pro­ble­mu. Gór­ska posta­no­wi­ła więc kon­ty­nu­ować swo­ją dzia­łal­ność; stwo­rzy­ła świe­tli­cę dla mało­let­nich sprze­daw­ców gazet, zbie­ra­ła tak­że środ­ki na budo­wę ich domu. Jak łatwo się domy­ślić, przy­wo­ła­ne tu dzia­ła­nia nie wpły­nę­ły zna­czą­co na sytu­ację tej gru­py spo­łecz­nej. Dzie­ci uli­cy nadal żebra­ły, nazy­wa­no je we Lwo­wie „miau­ko­ta­mi”. Wresz­cie wybu­do­wa­no barak dla naj­młod­szych w kry­zy­sie bez­dom­no­ści. Co istot­ne, ci, któ­rzy mie­li tam zamiesz­kać, poma­ga­li w budo­wie wła­sne­go domu. Nie­ste­ty, gdy wyda­wa­ło się, że przed­się­wzię­cie zosta­ło pomyśl­nie zre­ali­zo­wa­ne i moż­na je uznać za suk­ces, doszło do tra­ge­dii, a w pew­nym sen­sie – do peda­go­gicz­nej klę­ski Gór­skiej. Otóż chłop­cy pod­pa­li­li swój barak; cała ich pra­ca i moż­li­wość zmia­ny życia na lep­sze dosłow­nie poszły z dymem. Wyda­rze­nie to mia­ło wiel­ki wpływ na Gór­ską, ale nie spo­wo­do­wa­ło porzu­ce­nia przez nią misji pro­pa­go­wa­nia nowo­cze­snej peda­go­gi­ki.

Tu widocz­na jest siła tej pisar­ki i dzia­łacz­ki spo­łecz­nej, jej deter­mi­na­cja i nie­ustę­pli­wość. Gór­ska zało­ży­ła cza­so­pi­smo Sygna­ły, dzia­ła­ła w Lidze Obro­ny Praw Czło­wie­ka, Związ­ku Nie­za­leż­nej Mło­dzie­ży Socja­li­stycz­nej. W swo­jej pra­cy postu­lo­wa­ła odej­ście od kul­tu jed­nost­ki w dzia­ła­niach, sprze­ciw wobec faszy­za­cji życia czy koniecz­ność uwzględ­nia­nia róż­no­rod­no­ści doświad­czeń naj­młod­szych. W trzech powie­ściach inspi­ro­wa­nych jej pra­cą z dzieć­mi – Nad czar­ną wodą (1931), Chłop­cy z ulic mia­sta (1934) oraz Dru­ga bra­ma (1935) – podej­mo­wa­ny jest rów­nież temat kon­flik­tów naro­do­wo­ścio­wych (nawią­za­nia do pogro­mów, kwe­stie róż­nic kul­tu­ro­wych i reli­gij­nych, oraz napięć mię­dzy „dwo­ma ple­mio­na­mi czer­wo­no­skó­rych: Pola­ków i Żydów” – obraz zaostrza­ją­ce­go się anty­se­mi­ty­zmu). Mło­dzież nie żyje w próż­ni, chło­nie wszyst­ko niczym gąb­ka. Bie­żą­ce wyda­rze­nia spo­łecz­no-poli­tycz­ne i atmos­fe­ra wokół nich kształ­tu­ją posta­wy mło­dych ludzi, ich poglą­dy, prze­ko­na­nia, wpły­wa­ją też w dużej mie­rze na ich rela­cje.

Wraż­li­wość autor­ki na krzyw­dę ludz­ką i nie­spra­wie­dli­wość losu widać już w pierw­szej książ­ce Gór­skiej, O księ­ciu Got­fry­dzie, ryce­rzu Gwiaz­dy Wigi­lij­nej (1930). To kil­ka­na­ście opo­wie­ści o uwię­zio­nym w wie­ży chłop­cu, któ­re­go od spra­wo­wa­nia wła­dzy odsu­nął okrut­ny wujek. Boha­ter zosta­je jed­nak ura­to­wa­ny przez pta­ki, dzię­ki któ­rym opusz­cza wię­zie­nie i zaczy­na żyć wśród zwy­kłych ludzi. Motyw mie­sza­nia się grup spo­łecz­nych jest dość czę­sty w twór­czo­ści Gór­skiej; uwy­pu­kla ideę rów­no­ści, a zara­zem umoż­li­wia wyeks­po­no­wa­nie w tek­ście figu­ry „dobre­go i skrom­ne­go pana” ratu­ją­ce­go lud­ność przed ciem­ny­mi siła­mi (w przy­pad­ku Got­fry­da przed wil­ko­ła­ka­mi). Za oka­za­ne miło­sier­dzie boha­ter zosta­je nagro­dzo­ny: bie­rze ślub z księż­nicz­ką i odzy­sku­je tron. Nie zapo­mi­na jed­nak o innych ludziach. Dzię­ki nie­mu mię­dzy pod­da­ny­mi zaczy­na pano­wać rów­ność. Obro­nę słab­szych i rezy­gna­cję z oso­bi­stych ambi­cji na rzecz dobra ogó­łu – gesty o chrze­ści­jań­skim rodo­wo­dzie – pisar­ka przed­sta­wia w spo­sób baśnio­wy, cała ta histo­ria przy­po­mi­na bowiem baśń o tym, że dobro zwy­cię­ża, a jego czy­nie­nie przy­no­si satys­fak­cję i radość.

Powieść Nad czar­ną wodą opo­wia­da o świe­tli­cy wzo­ro­wa­nej na ogni­sku pro­wa­dzo­nym przez Robot­ni­cze Towa­rzy­stwo Przy­ja­ciół Dzie­ci – o miej­scu, w któ­rym dzia­ła Zakon Błę­kit­nych Ryce­rzy, zna­ny z radio­wej audy­cji. Pozba­wio­na typo­we­go dydak­tycz­ne­go tonu, ale jed­no­cze­śnie nie­omi­ja­ją­ca trud­nych tema­tów histo­ria, poru­sza­ją­ca takie kwe­stie, jak: bie­da, anty­se­mi­tyzm, samot­ność dzie­ci i ich doj­rze­wa­nie, zosta­ła dobrze przy­ję­ta przez kry­ty­ków, któ­rzy nazwa­li książ­kę powie­ścią peda­go­gicz­ną.

Podob­nie było z książ­ką Chłop­cy z ulic mia­sta, napi­sa­ną języ­kiem sty­li­zo­wa­nym na gwa­rę miej­ską (choć pew­nie w przy­pad­ku tej autor­ki lepiej okre­ślać go jako „język pod­słu­cha­ny”). Zasto­so­wa­na przez Gór­ską for­ma języ­ko­wa oraz realizm utwo­ru spra­wi­ły, że publi­ka­cja sta­ła się gło­sem poko­le­nia, o któ­rym opo­wia­da. Pozor­nie nie­zwią­za­ne ze sobą nar­ra­cje o dzie­cię­cych repre­zen­tan­tach naj­bar­dziej dys­kry­mi­no­wa­nych grup spo­łecz­nych łączą się tu we wspól­ną histo­rię nie­mo­cy. Kim byli pod­opiecz­ni świe­tli­cy?

Wszyst­kich […] nie­po­dob­na i tak wyli­czyć, choć powin­no się wła­ści­wie to zro­bić, bo każ­dy jest inny. Są mię­dzy nimi łobu­zy i „porząd­ni”, „miau­ka­cze” i „hono­ro­wi”, pra­co­wi­ci i leni­wi, uczci­wi i „cho­dzą­cy na lewo”. Są tacy, któ­rzy przy­cho­dzą do świe­tli­cy tyl­ko wte­dy, gdy jest zim­no albo gdy są głod­ni, i tacy, któ­rzy cze­ka­ją już na podwó­rzu na otwar­cie i opusz­cza­ją świe­tli­cę dopie­ro wie­czo­rem. Tacy, któ­rzy wpa­da­ją, by zmie­nić książ­ki lub posłu­chać poga­dan­ki, i tacy, któ­rych przy­cią­ga­ją tyl­ko gry i zaba­wy[1].

W powie­ści widzi­my róż­ne posta­wy i stra­te­gie przyj­mo­wa­ne przez naj­młod­szych. Trud­no jed­no­znacz­nie odnieść do tej książ­ki ide­ali­stycz­ne hasła rów­no­ści i współ­pra­cy, cho­ciaż Gór­ska nie rezy­gnu­je z pro­pa­go­wa­nia idei bra­ter­stwa i zgo­dy – mimo nie­sprzy­ja­ją­cych warun­ków. To nie tyle zakli­na­nie rze­czy­wi­sto­ści, ile swe­go rodza­ju kom­pas peda­go­gicz­ny autor­ki i jej kon­se­kwen­cja w wyzna­wa­nych poglą­dach. Jak gdy­by Gór­ska mówi­ła: „owszem, widzę to, co się dzie­je na uli­cach, ale wie­rzę rów­nież, że może­my wspól­nie zmie­nić tę sytu­ację”.

Powieść Dru­ga bra­ma to nie­co podob­na do Dziew­cząt z Nowo­li­pek Poli Goja­wi­czyń­skiej (rów­nież z 1935 roku) histo­ria dwóch dziew­czyn z jed­nej kamie­ni­cy. Losy boha­te­rek róż­nią się od sie­bie, a roz­róż­nie­nie to słu­ży przed­sta­wie­niu realiów poszcze­gól­nych klas spo­łecz­nych oraz tego, jak waż­ne jest naj­bliż­sze śro­do­wi­sko mło­dej oso­by w jej dro­dze do doro­sło­ści. W powie­ści Gór­skiej doj­rze­wa­nie dziew­cząt zosta­ło uka­za­ne w reali­stycz­ny, wia­ry­god­ny spo­sób. Oprócz pro­ble­ma­ty­ki psy­cho­lo­gicz­nej znaj­dzie­my w utwo­rze rów­nież pobocz­ne wąt­ki socja­li­stycz­no-nie­pod­le­gło­ścio­we, roz­wa­ża­nia o prze­wro­cie poli­tycz­nym oraz wzmian­ki o ówcze­snych spo­rach. Fabu­ła powie­ści jest zatem osa­dzo­na w kon­kret­nym cza­sie, ale nie skut­ku­je to dez­ak­tu­ali­za­cją prze­sła­nia książ­ki. Prze­ciw­nie, dzię­ki przed­sta­wio­nej w tek­ście wni­kli­wej i obiek­tyw­nej ana­li­zie postę­po­wa­nia boha­te­rek, Kry­si i Ade­li, Dru­ga bra­ma zysku­je uni­wer­sal­ny cha­rak­ter. Cie­ka­wą stra­te­gią lite­rac­ką jest rów­nież uka­zy­wa­nie prze­my­śleń, marzeń czy prze­żyć posta­ci z róż­nych per­spek­tyw: dzie­cię­cej, doro­słej, wszech­wie­dzą­cej nar­ra­tor­ki. Decy­zja o zasto­so­wa­niu takie­go zabie­gu w tek­ście wyni­ka być może z pry­wat­nych doświad­czeń pisar­ki, zaan­ga­żo­wa­nej w dzia­ła­nia spo­łecz­ne i wie­lo­let­nią pra­cę z dzieć­mi. Gór­ska zachę­ca do nie­oce­nia­nia, wyzby­cia się uprze­dzeń i pozna­wa­nia dzie­cię­ce­go spo­so­bu myśle­nia przy jed­no­cze­snym zacho­wa­niu opty­ki doro­słe­go czło­wie­ka. To wła­śnie otwar­tość na róż­ne per­spek­ty­wy sta­no­wi nie­wąt­pli­wy atut tej powie­ści.

Cie­ka­wie na tym tle mogły­by wypaść powo­jen­ne opi­sy realiów war­szaw­skich ulic utrzy­ma­ne w duchu socja­li­zmu. Mowa tu oczy­wi­ście o powie­ści Piąt­ka z uli­cy Bar­skiej Kazi­mie­rza Koź­niew­skie­go z 1952 roku. W utwo­rze tym gru­pa mło­dzie­ży nie jest w sta­nie odna­leźć się w powo­jen­nej pożo­dze; pró­bu­je prze­trwać, krad­nąc i napa­da­jąc na innych. Sytu­ację tę może zmie­nić wyrok sądu naka­zu­ją­cy boha­te­rom reedu­ka­cję. Wyzna­czo­ny do roli nauczy­cie­la robot­nik, uosa­bia­ją­cy ideę wycho­wy­wa­nia przez kolek­tyw, ma być gwa­ran­tem odno­wy moral­nej mło­dzie­ży. Leopold Tyr­mand wypo­wia­dał się nega­tyw­nie zarów­no o tej socre­ali­stycz­nej powie­ści, jak i jej ekra­ni­za­cji:

Film o mło­dzie­ży zro­bio­ny przez urzęd­ni­ków socre­ali­zmu […], któ­rzy sami nigdy mło­dzie­żą nie byli, bo od naj­wcze­śniej­szych lat «się zapo­wia­da­li», więc poję­cia nie mają, co to jest wcze­sna wód­ka i wcze­sny ciow. Ale namięt­nie pra­gną rzu­cić te moty­wy na tło wiel­kiej socja­li­stycz­nej odno­wy i pano­ra­my, pro­ble­ma­ty­ki i wal­ki, bo to dziś zapo­trze­bo­wa­nie i karie­ra.

A jak to było z powie­ścia­mi Gór­skiej, któ­re powsta­wa­ły w cza­sach przed­wo­jen­nych, ale ze wzglę­du na zaan­ga­żo­wa­nie autor­ki w dzia­łal­ność PPS mogły być nace­cho­wa­ne ide­olo­gicz­nie?

Dzię­ki adre­so­wa­ne­mu do mło­dzie­ży prze­ka­zo­wi nawią­zu­ją­ce­mu do idei bra­ter­stwa, współ­pra­cy i empa­tii war­to­ści socja­li­stycz­ne zbli­ża­ły się do tych chrze­ści­jań­skich. W tym kon­tek­ście może nas zasko­czyć odpo­wiedź na pyta­nie, dla­cze­go takie powie­ści jak Dru­ga bra­ma, czy­ta­ne po latach, są wciąż źró­dłem wzru­szeń i punk­tem wyj­ścia do reflek­sji nad pro­ble­ma­mi naj­młod­szych, zwłasz­cza tych, któ­rzy dora­sta­li zbyt szyb­ko. Mimo że książ­ki te pisa­ne są przez oso­bę doro­słą, nie ma w nich pro­tek­cjo­nal­no­ści, jest raczej rodzaj współ­od­czu­wa­nia z tymi, któ­rzy od uro­dze­nia mie­li gorzej od innych. Współ­cze­sne „miau­ko­ty” z wyklę­tych dziel­nic mogły­by odna­leźć wła­sne rysy w por­tre­to­wa­nych przez Gór­ską posta­ciach, choć od publi­ka­cji ksią­żek tej autor­ki minę­ło ponad dzie­więć dekad.

 

 

Biblio­gra­fia:

Cho­micz Z., 80 lat Pol­skie­go Radia. Kalen­da­rium, War­sza­wa:  Pol­skie Radio. Cen­trum Histo­rii Pol­skiej Radio­fo­nii, 2005.

Chut­nik S., Mia­sto zgru­zow­sta­łe. Codzien­ność War­sza­wy w latach 1954–1955, Wro­cław: Osso­li­neum, 2020.

Gra­czyk E., Z zachwy­tem. O dru­giej bra­mie Hali­ny Gór­skiej, „Jed­nak książ­ki. Gdań­skie Cza­so­pi­smo Huma­ni­stycz­ne” 2017, nr 7.

Hasło: Gór­ska Hali­na [w:] Pol­scy Pisa­rze i Bada­cze Lite­ra­tu­ry XX i XXI wie­ku, onli­ne: https://pisarzeibadacze.ibl.edu.pl/haslo/1317/gorska-halina [dostęp: 9.07.2025].

Uljasz A., O wraż­li­wość spo­łecz­ną i tole­ran­cję. War­to­ści wycho­waw­cze w pro­zie Hali­ny Gór­skiej, „Prze­gląd Nauk Histo­rycz­nych” 2013, R. XII, nr 1.

 

 

[1] H. Gór­ska, Chłop­cy z ulic mia­sta, s. 4, onli­ne: https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/gorska-chlopcy-z-ulic-miasta.pdf [dostęp: 9.07.2025].

– pisarka, publicystka, działaczka społeczna, kulturoznawczyni.

więcej →

– pisarka, tłumaczka, publicystka i działaczka socjalistyczna.

więcej →

Powiązane teksty