Pierwsze strony książki Nieocalony. Tadeusz Borowski. Biografia Marty Byczkowskiej-Nowak są nieoczywiste, efektowne i egzaltowane jednocześnie. Efektowne, bo autorka od początku konstatuje, że nie ma jednego Borowskiego, a już na pewno nie ma zgodnej prawdy o jednym z najważniejszych polskich prozaików XX wieku. Istnieją „legenda i mit Borowskiego”, „sprawa Borowskiego”, a nawet „zniewolenie Borowskiego” pod postacią Bety, jednak to ciągle za mało – stoimy obok człowieka, ale nie z nim. Tadzio, Tadek, Tadeusz: oto portret prawdziwy, zwielokrotniony, nie tylko zmieniający się w czasie i pod wpływem wydarzeń zewnętrznych, ale przede wszystkim mieszczący w sobie tragedie i sprzeczności, których mógł doświadczyć człowiek żyjący w okresie „historii spuszczonej z łańcucha”.
Biografia Tadeusza Borowskiego, czyli małego Tadzia, urodzonego w pogranicznym Żytomierzu, młodego Tadka, dojrzewającego w Warszawie, ucznia prestiżowego liceum Czackiego i studenta tajnej polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, a później Tadeusza, autora arcydzieła nowelistyki obozowej, ukazała się w 2025 roku. Chciałoby się zapytać: dlaczego dopiero teraz, od tylu bowiem lat życie pisarza domagało się nie tyle opowiedzenia (co wcześniej na swój sposób zrobił już Tadeusz Drewnowski), ile odkrycia, wynalezienia języka, dzięki któremu życie Tadeusza Borowskiego nie będzie się wydawać tak odległe i tajemnicze jak dotychczas. Książka Marty Byczkowskiej-Nowak dialoguje ze współczesnością, w której targana niepokojami Europa walczy o ocalenie własnej tożsamości, podmiotowości i sprawczości. Ale jest to walka nierówna i podstępna. Tak też swoje czasy widział Borowski.
Jak próbować definiować tożsamość człowieka, który był ciągłą negacją swoich kolejnych wcieleń? Jeśli pojmować ją jako identyfikację z czymś zewnętrznym, jak rozumiemy słynne Herbertowskie poczucie tożsamości, myśląc o narodzie, języku, historii i tradycji, sztuce wielkich mistrzów, to Borowski jawi się jako człowiek bez tożsamości, a może raczej – człowiek tożsamości odrzuconych. Człowiek w ciągłym procesie: gwałtowanie potrzebujący poczucia tożsamości i równie gwałtownie je odrzucający1.
Czy zatem autor najsłynniejszych opowiadań obozowych, którego twórczość trwale zapisała się w kanonie literatury polskiej i jest pozycją obowiązkową nie tylko dla studentów polonistyki, ale i dla uczniów szkół średnich, może być ciągle postrzegany jako człowiek bez tożsamości? – pyta Byczkowska-Nowak. I czy pytanie o tożsamość Borowskiego powinno być pytaniem fundamentalnym? A może ważniejsza jest historia krótkiego życia pisarza: wydarzenia, które za autorką Nieocalonego… nazywać będziemy kolejnymi sytuacjami granicznymi, traumami, zwrotami akcji?
Byczkowska-Nowak jasno definiuje stawkę swojej badawczej i pisarskiej gry: jest nią tożsamość, stawka wysoka i efektowna. Ma swoje imię i wspomniane powyżej zdrobnienia, wraz z nimi pojawia się ta część opowieści, którą nazywam egzaltowaną. „Tadzio przychodzi do mnie zawsze, kiedy zaczynam myśleć o Borowskim. Ma poważne oczy, ale ich wyraz jest nieco kpiący, gdy proszę, by odłożył na chwilę telefon”2. Pierwsze zdania biografii kreują postać fikcyjną i całkowicie współczesną – młodego człowieka, prawdopodobnie ucznia liceum, jak w rozmowach podkreśla sama biografka, czytelnika naiwnego, który jeszcze nie postrzega Borowskiego przez kalki vorarbeitera, komunisty, szpiega czy samobójcy. Byczkowska-Nowak wspomina, że bohater Tadzio przyszedł do niej po czasie, kiedy sama zorientowała się, że każda biografia ujawnia charakter… biografa. Pierwsze dwie strony książki o Borowskim są nie o nim, lecz o autorce i jej strategii pisarskiej: emocje i intencje głównego bohatera nierzadko będą odczytywane ze zdjęć i interpretowane na podstawie współczesnej wiedzy psychiatrycznej. Niewielkie fragmenty fikcyjnej rozmowy autorki z Tadziem towarzyszą czytelnikom przez całą lekturę, choć z czasem stają się one coraz krótsze i rzadsze. Tak jakby figura młodego „naiwnego czytelnika” ugięła się pod własnym ciężarem – zarówno odbiorca opowiadań Borowskiego, jak i jego biografii zawsze nosi w sobie jakieś założenia, doświadczenia, światopogląd czy wrażliwość, niezależnie od wieku, szkolnego przygotowania do spotkań z prozą behawioryzmu, wiedzy historycznej na temat niemieckich obozów koncentracyjnych czy powojennego podziału Europy. Jednakże wiedza – ta płynąca z badań historycznych, świadectw przeżywców oraz pozostałych dzieł tak zwanej literatury obozowej – jest nie do przecenienia. To truizm, ale chyba wart zaznaczenia, bo bez niego cały „spór o Borowskiego” może być wciąż odtwarzany i kontynuowany. A przecież nie o podział na nihilistów i wierzących tutaj chodzi; nie chodzi również o całkowite utożsamienie autora z pierwszoosobowym narratorem ani o profesjonalne rozpoznanie konwencji autorskiej. Te podziały, obecne również dziś w szkolnych i uniwersyteckich salach, sprzyjają jątrzeniu problemów, które po niemal osiemdziesięciu latach zostały całościowo nazwane i rozpoznane. Linie sporu o Borowskiego dzisiaj, w trzeciej dekadzie XXI wieku, przebiegają gdzie indziej, choć wiążą się z pytaniami zadawanymi również niegdyś przez młodych esencjastów: czy człowiek może być czymś więcej niż ideą? Czy możliwe jest niesprowadzanie go do światopoglądu, dyskursu, uczestnika bańki informacyjnej i środowiskowej? Czy za każdym razem trzeba nazwać i dookreślić swoją tożsamość, definiować siebie i zgłaszać akces do większej całości?
Cały był ideą?
Marta Byczkowska-Nowak rozpoczęła swoją książkę od rozważań na temat tożsamości zwielokrotnionej Borowskiego, a zakończyła ją niezwykle chwytliwym bon motem: „Cały był ideą. Jakby nie zdążył zadzierzgnąć nici przyziemnej codzienności, związać się nimi z życiem. On chyba był w świecie inaczej”3. Tak, życie Tadeusza Borowskiego było wyjątkowe, równie wyjątkowe jak jego twórczość, którą chyba sam nie do końca doceniał. Badaczka podjęła zaskakujące tropy, wystrzegając się przy tym analizy i interpretacji twórczości bohatera swojej książki. Zwróciła uwagę na kluczową rolę, jaką w procesie wydawniczym tomu Byliśmy w Oświęcimiu odegrał Anatol Girs – również były więzień Auschwitz, założyciel Oficyny Wydawniczej na Obczyźnie, prawdopodobnie „ojciec chrzestny” poetyki Borowskiego:
Tymczasem, pozostając w znienawidzonym Monachium, pisarz ma jak najgorsze zdanie o swoich opowiadaniach, powstających w ogromnej mierze za sprawą Girsa, który nie tylko powołał je do życia, lecz także, jak sam twierdził, nadał im być może najważniejszy wydźwięk: podobno to właśnie Girs wymyślił, by pisać je w pierwszej osobie4.
Z kolei opowiadanie U nas, w Auschwitzu zostało ulepione z listów, które Tadeusz słał do ukochanej Marii z obozu w Oświęcimiu – po latach uczynił z nich więc dzieło literackie. Biografka postępuje podobnie: swoją opowieść przeplata fragmentami listów i wierszy Borowskiego. Z tych pierwszych czytelnik może wyczytać „prawdę” o pisarzu – o jego kondycji psychofizycznej, poglądach na ówczesną Europę i zgniły Zachód, o stosunku do obozu oraz miłości do Marii. Te drugie natomiast, czyli wiersze, dopełnią „katastroficzną” osobowość pisarza, a może raczej katastrofizm jego pokolenia. Z poezją Borowskiego wiąże się zresztą interesująca historia, pouczająca dla wszystkich badaczy literatury. Niebagatelną rolę odegrał w niej Jerzy Zagórski, żagarysta i późniejszy attaché kulturalny w Paryżu. To właśnie jemu w 1945 roku w Monachium Tadeusz Borowski przekazał swoje wiersze, które następnie po ponad pół wieku odnalazły się w archiwum Jerzego Turowicza. A zatem dopiero na przełomie XX i XXI wieku stanie się możliwy całościowy ogląd twórczości autora Pożegnania z Marią. Historia życia Borowskiego-pisarza to historia składającą się nie tylko z niezrozumienia, czego wyrazem jest trwająca dekady polemika środowisk krytycznoliterackich, świetnie zrekonstruowana przez Bartłomieja Krupę w tomie Spór o Borowskiego5, ale i odrzucenia, z którym ta twórczość spotkała się na emigracji po powrocie Tadeusza w 1946 roku do kraju. „Cały niemal nakład Byliśmy w Oświęcimiu, wydany z taką starannością w Monachium u Bruckmanna, poszedł na przemiał”6. W recepcji twórczości Borowskiego nie pomogła ani cenzura, ani niezrozumienie we „własnym”, krajowym środowisku komunistów partyjnych, którzy na Czwartym Zjeździe Związku Zawodowego Literatów Polskich w Szczecinie w 1949 roku oskarżyli pisarza o niebezpieczny, a wręcz szkodliwy cynizm moralny7.
Byczkowska-Nowak słusznie wynotowuje kolejne elementy wpływające na nierozumienie twórczości Borowskiego, niedbałość o własny dorobek, opóźnioną recepcję. Wydaje się, że jego dzieła na dobre zadomowiły się w polu literatury obozowej, behawioryzmu, katastrofizmu, a czasem i nihilizmu. Wszelkie „izmy” mogą być oparciem dla czytelnika, choć w zaskakująco prosty sposób zostają przeniesione na postać samego autora. Wracam w tym miejscu do przywołanej powyżej tezy o „Borowskim-idei” – tak postawiony problem częściowo odczłowiecza pisarza, ludzkie zachowania czyni abstrakcyjnymi, a życiowe wybory stają się poniekąd zdeterminowane przez historię. Czy „cały był ideą”? Nie. Wydaje się, że przez większą część swojego życia Borowski był wszystkim, tylko nie ideą. Mojego przekonania nie osłabia nawet ostatni etap życia twórcy, zawierzonego partii i komunizmowi. Nieocalony… Marty Byczkowskiej-Nowak nosi w sobie jakieś wewnętrzne pęknięcie – im bardziej biografka próbuje „przyszpilić” Borowskiego, im mocniej zmaga się z nim jako zjawiskiem, a nie osobą, tym pełniejszy obraz pisarza (jakby niedowierzając samej sobie) kreśli.
Stan skrajnej rozpaczy
Za każdym razem, kiedy myślę o postaci Tadeusza Borowskiego, powracam do tekstu być może mniej oczywistego, ale w jakiś sposób kanonicznego dla tużpowojennego odbioru opowiadań młodego pisarza. Jest nim esej U kresu nocy Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, po raz pierwszy opublikowany w londyńskich „Wiadomościach” w 1948 roku. Od tego momentu Herling co jakiś czas powracał do autora Kamiennego świata, korygując swoje pierwsze wrażenia lekturowe, jednak już wówczas, pod koniec lat 40., zwrócił uwagę na kluczowy aspekt:
Na stu pięćdziesięciu stronach, pisanych oszczędną, plastyczną i nielitościwie spostrzegawczą prozą, nie ma ani słowa, które by nie zmierzało do ukazania najniższych, najbardziej zwierzęcych odruchów, jakie system zorganizowanego okrucieństwa wyzwolił zarówno w oprawcach, jak i w ofiarach8.
Herling obawiał się tego, co wiele lat później nazwał „stanem skrajnej rozpaczy”9, objawiającym się u Borowskiego brakiem wszelkiej nadziei.
Nadzieja może być błogosławieństwem, ale w pewnych okolicznościach nadzieja może być przekleństwem. Tadeusz Borowski był dokładnie tego samego zdania co Szałamow. Mnie natomiast bliższe jest słynne zdanie Dostojewskiego „Nie można żyć bez nadziei”. […] Człowiek, cokolwiek robi, nie może żyć bez nadziei, a jeżeli naprawdę odbierze mu się wszelką nadzieję, wówczas występuje przeciwko sobie. I to jest stan skrajnej rozpaczy, o której pisał Kierkegaard10.
Gdy przyznaję, że nie potrafię postrzegać Tadeusza Borowskiego jako idei czy człowieka bez tożsamości, myślę właśnie o owej czarnej nocy rozpaczy. Być może Herling wyraził o Borowskim to, co autorka Nieocalonego… nie raz i nie dwa nazwała winą tragiczną przeżywców, samospaleniem i samowyczerpaniem, dojściem do granic możliwości w wielu aspektach życia. Borowski „wystąpił przeciwko sobie”, bo prawa obozowe, panujące zarówno w Auschwitz, jak i w obozie dla dipisów w Monachium, przeniósł na cały otaczający go świat.
Okazuje się, że moralność łagrowa nie przestała obowiązywać ani 30 kwietnia, ani 8 maja, ani żadnego innego dnia pamiętnego roku wyzwolenia. W pamiętniku z Freimannu znajdujemy zapisy, które są wprawkami do późniejszej prozy, do opowiadań w podobnym stylu przedstawiających gorzką rzeczywistość obozu dipisów i powojennej Europy. […] Wolność, której doświadcza Borowski, jest trudna, gorzka, problematyczna. Ta wolność nie przywróciła godności, nie zwróciła rozbitkom życiowym norm ani wartości, nie uwolniła ludzi od własnych instynktów wyzwalanych przez sytuację opresji ani spod jarzma nacisku z zewnątrz11.
Zakończenie Innego świata Herlinga-Grudzińskiego miało podkreślić, że zasady obozowego życia i moralności nie mogą kierować życiem na wolności – być może to najwyższy akt nadziei i ochrona siebie przed stanem skrajnej rozpaczy, na co z wielu względów nie potrafił zdobyć się Borowski.
Dlaczego nie potrafił? Odpowiedzi na to pytanie po latach próbuje udzielić autorka biografii, choć mam nieodparte wrażenie, że w dużej mierze, niedługo po tragicznej śmierci pisarza, udzielił jej już Czesław Miłosz. Jego Beta jest zawiedzionym kochankiem, jednak nie jest to zawiedziona miłość do partii czy ideologii, jak chciałoby wielu, a zawiedziona miłość do świata i ludzi12. Nie miał żadnej wiary, był jedną rozjątrzoną raną13. Diagnozy Herlinga i Miłosza są zaskakująco zbieżne. Do tego pierwszego, będącego redaktorem „Orła Białego” Borowski chciał wysłać swoje wiersze, tego drugiego natomiast znał i czytał, i kto wie, być może mógł dzielić emigracyjne losy któregoś z nich. Największą wartością książki Marty Byczkowskiej-Nowak jest otwartość na owe potencjalne losy bohatera, którego życie, wbrew wszelkim pozorom, nie było w całości zdeterminowane. Tadeusz Borowski nigdy nie pasował do świata podziałów, który dziś nazwalibyśmy spolaryzowanym. Związany był z Klubem Esencjastów, a jego przyjaciele, Andrzej Trzebiński czy Wacław Bojarski, ze środowiskiem „Sztuki i Narodu”; był cywilem, nie czuł potrzeby walki ani oddawania życia za ojczyznę, wprost przeciwnie – jego główną potrzebę, jak podkreśla autorka, stanowiło pisanie; mity samospalenia w wojnie z wrogiem oraz udowadniania patriotyzmu nie były jego mitami. Czy swoją postawą wyraźnie odróżniał się od reszty rówieśników? I tak, i nie – postaw i przekonań w okresie wielkiej katastrofy było tak wiele, że często my, współcześni, nie chcemy o tym pamiętać. A przecież nigdy nie było i nie będzie jednej poprawnej reakcji na trwającą latami traumę. Zostać w kraju, emigrować, walczyć, zaangażować się w działania państwa podziemnego, tworzyć, pracować czy za wszelką cenę unikać śmierci? Czy w ogóle możliwa jest odpowiedź na takie pytania?
Z czasem podobnych pytań w życiu Borowskiego było coraz więcej. Paradoksalnie (choć współczesna nauka zna przyczyny owego zjawiska) młody pisarz przeszedł obóz w dobrej formie psychicznej; jak pisze Byczkowska-Nowak, był także wsparciem dla innych więźniów i Marii. Kiedy okres największego zagrożenia i psychologicznej mobilizacji minął, Borowskiego ponownie nawiedziły wątpliwości i decyzje, których nie potrafił podjąć. Biografka uwidacznia sprawy, które w potocznym rozumieniu wydają się czarno-białe, choć doświadczenie życiowe ujawnia ich wszystkie odcienie szarości. Tadeusz nienawidził Monachium, ale uczucie to nie było równoznaczne z chęcią powrotu do kraju. Co zatem zrobić z utrwalonym w historii Polski podziałem na wrogie sobie emigrację i kraj? Jaką drogę życiową wybrać w ciągłym poczuciu niepokoju?
Borowski odrzuca po kolei propozycje, które podsuwa mu los: nie chce być dipisem ani emigrantem, nie nadaje się na żołnierza, na wydawcę-farmera ani na pracownika organizacji pomocowych. […] Pisane w Paryżu wiersze najdobitniej świadczą o tym, jak bardzo serce, które zawsze miał po lewej stronie, kłóci się z racjonalnymi przesłankami: syn ofiar sowietyzmu, ofiara nazizmu, doczekał wyzwolenia ojczyzny przez sprawców Katynia i NKWD – i myśli o powrocie14.
Borowski rozbija utarte przekonania o jednoznaczności postaw i wyborów życiowych – jego decyzje wynikają nie z pewności przekonań, a raczej z pogodzenia się ze stratami, które towarzyszą każdemu wyborowi. Wizja przedwojennej Warszawy i pisanie w języku polskim byłyby – jak się wydaje – stratą nie do uniesienia.
Autorka Nieocalonego… problematyzuje jeszcze dwie zasadnicze kwestie, które obrosły już legendą, a które są bezpośrednio związane ze „stanem skrajnej rozpaczy”. Myślę tu o prawdopodobnej chorobie psychicznej pisarza, prowadzącej do śmierci samobójczej, oraz o jego całkowitym zawierzeniu się ideologii komunistycznej i współpracy z wywiadem wojskowym podczas pobytu w Berlinie. Oba te problemy łączy jedno: ogromna sfera niedopowiedzeń, wynikająca bądź z braku diagnozy, bądź z braku jednoznacznych źródeł historycznych. Byczkowska-Nowak sięga w tym miejscu, za Jackiem Bocheńskim, po pojęcie etosu, które po części miałoby wyjaśniać skrajności towarzyszące pisarzowi:
W przypadku Borowskiego rola, jaką niezależnie od intelektu odgrywała jego psychika, jest nie do przecenienia. Zastąpienie jednego etosu drugim – zdaje się, że dla niego nie była to kwestia wyboru, ale konieczności15.
Skrajne, kontrowersyjne decyzje podyktowane „koniecznością” wewnętrznego niepokoju? To wersja prawdy o Borowskim, do której najbliżej było Marii Rundo, żonie pisarza. Borowski, podążając za śladami Marii, świadomie dał się złapać i zamknąć najpierw na Pawiaku, a następnie w obozie; kilkakrotnie próbował popełnić samobójstwo, o czym zaświadczali jego najbliżsi; przeżywał stany skrajnej determinacji i niemal nadprodukcji (jak chociażby w czasie przygotowań Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju), przeplatane fazami apatii i całkowitej niemocy. Współczesna opowieść o Borowskim utkana jest z aktualnych pojęć i schematów myślowych, nic więc dziwnego, że autorka biografii pisarza czerpie z bogatego języka psychologii i psychiatrii. Przytacza profesjonalne opinie suicydolożki oraz kolejne potencjalne diagnozy: piętno deficytu miłości i bliskości, których mały Tadzio wraz z bratem doświadczyli w okresie wczesnego dzieciństwa w Żytomierzu, obciążenie dziedziczne (choroba psychiczna brata i prawdopodobna choroba matki), zespół stresu pourazowego, a konkretnie syndrom poobozowy, hipomania, choroba afektywna dwubiegunowa bądź skomplikowany typ osobowości. Nagle postać Borowskiego zaczyna zamieniać się w nierozpoznany w przeszłości obraz kliniczny. Czy współczesna wiedza medyczna mogłaby uchronić pisarza przed samounicestwieniem i stanem skrajnej rozpaczy? Czy XXI wiek – epoka leków i psychoterapii – potrafi uśmierzyć ból niepokoju i katastrofy? Wreszcie: ile tajemnic skrywa jeszcze postać Tadeusza i czy historycy odnajdą kiedyś dowody na jego działalność szpiegowską, a teczka Borowskiego w IPN pomoże w rozumieniu początków funkcjonowania Polski Ludowej?
Pod koniec swojej książki Marta Byczkowska-Nowak pisze: „Trudno nie odnieść wrażenia, że wszystko, co napisano o Borowskim, wcale nie jest o Borowskim. Te narracje opowiadają o zjawisku «Borowski»”16. Być może potrzeba przemieniania odległych i jednostkowych losów w „zjawisko” bliższe i wytłumaczalne jest w gruncie rzeczy ludzka i zrozumiała. Świat schyłku, konfliktów, upadków dawnego porządku nie tylko zdominował działania młodego Tadeusza Borowskiego, lecz również poniekąd zainfekował jego psychikę. Borowski mógłby być lustrem, ale nie takim, które ma odzwierciedlać egocentryczne lęki współczesnych czytelników. Mógłby być lustrem historii, która lubi się powtarzać. A jeśli wiara Miłosza i nadzieja Herlinga były tak naprawdę umiejętnością spoglądania w przyszłość – wyrwania się ze szponów przeszłości i raniącej teraźniejszości? W takim ujęciu biografię Borowskiego trzeba by odczytywać jako wskazówkę, że umiejętność tę należy pielęgnować.
1 M. Byczkowska-Nowak, Nieocalony. Tadeusz Borowski. Biografia, Kraków: Znak, 2025, s. 14–15.
2 Tamże, s. 9.
3 Tamże, s. 457
4 Tamże, s. 301.
5 Zob. B. Krupa, Spór o Borowskiego, Poznań: Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauki, 2018.
6 M. Byczkowska-Nowak, Nieocalony…, s. 376.
7 Tamże, s. 399.
8 G. Herling-Grudziński U kresu nocy [w:] tegoż, Dzieła zebrane, t. 2: Recenzje, szkice, rozprawy literackie 1947–1956, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2010, s. 201.
9 G. Herling-Grudziński, Krótki przewodnik po samym sobie [w:] tegoż, Dzieła zebrane, t. 15: Varia, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2021, s. 449.
10 Tamże, s. 447–449.
11 M. Byczkowska-Nowak, Nieocalony…, s. 274–245.
12 C. Miłosz, Zniewolony umysł, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2002, s. 57.
13 Tamże, s. 58.
14 M. Byczkowska-Nowak, Nieocalony…, s. 330.
15 Tamże, s. 403.
16 Tamże, s. 447.
