Tajemnice Borowskiego

Ja w tę noc napuchniętą deszczem,
Świat i obóz przeszedłem – samotny.
Ja w tę noc szukałem ojczyzny,
A nie mogłem znaleźć nawet siebie.

— Tadeusz Borowski, „Na zewnątrz noc”

Pierw­sze stro­ny książ­ki Nie­oca­lo­ny. Tade­usz Borow­ski. Bio­gra­fia Mar­ty Bycz­kow­skiej-Nowak są nie­oczy­wi­ste, efek­tow­ne i egzal­to­wa­ne jed­no­cze­śnie. Efek­tow­ne, bo autor­ka od począt­ku kon­sta­tu­je, że nie ma jed­ne­go Borow­skie­go, a już na pew­no nie ma zgod­nej praw­dy o jed­nym z naj­waż­niej­szych pol­skich pro­za­ików XX wie­ku. Ist­nie­ją „legen­da i mit Borow­skie­go”, „spra­wa Borow­skie­go”, a nawet „znie­wo­le­nie Borow­skie­go” pod posta­cią Bety, jed­nak to cią­gle za mało – sto­imy obok czło­wie­ka, ale nie z nim. Tadzio, Tadek, Tade­usz: oto por­tret praw­dzi­wy, zwie­lo­krot­nio­ny, nie tyl­ko zmie­nia­ją­cy się w cza­sie i pod wpły­wem wyda­rzeń zewnętrz­nych, ale przede wszyst­kim miesz­czą­cy w sobie tra­ge­die i sprzecz­no­ści, któ­rych mógł doświad­czyć czło­wiek żyją­cy w okre­sie „histo­rii spusz­czo­nej z łań­cu­cha”.

Bio­gra­fia Tade­usza Borow­skie­go, czy­li małe­go Tadzia, uro­dzo­ne­go w pogra­nicz­nym Żyto­mie­rzu, mło­de­go Tad­ka, doj­rze­wa­ją­ce­go w War­sza­wie, ucznia pre­sti­żo­we­go liceum Czac­kie­go i stu­den­ta taj­nej polo­ni­sty­ki na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim, a póź­niej Tade­usza, auto­ra arcy­dzie­ła nowe­li­sty­ki obo­zo­wej, uka­za­ła się w 2025 roku. Chcia­ło­by się zapy­tać: dla­cze­go dopie­ro teraz, od tylu bowiem lat życie pisa­rza doma­ga­ło się nie tyle opo­wie­dze­nia (co wcze­śniej na swój spo­sób zro­bił już Tade­usz Drew­now­ski), ile odkry­cia, wyna­le­zie­nia języ­ka, dzię­ki któ­re­mu życie Tade­usza Borow­skie­go nie będzie się wyda­wać tak odle­głe i tajem­ni­cze jak dotych­czas. Książ­ka Mar­ty Bycz­kow­skiej-Nowak dia­lo­gu­je ze współ­cze­sno­ścią, w któ­rej tar­ga­na nie­po­ko­ja­mi Euro­pa wal­czy o oca­le­nie wła­snej toż­sa­mo­ści, pod­mio­to­wo­ści i spraw­czo­ści. Ale jest to wal­ka nie­rów­na i pod­stęp­na. Tak też swo­je cza­sy widział Borow­ski.

Jak pró­bo­wać defi­nio­wać toż­sa­mość czło­wie­ka, któ­ry był cią­głą nega­cją swo­ich kolej­nych wcie­leń? Jeśli poj­mo­wać ją jako iden­ty­fi­ka­cję z czymś zewnętrz­nym, jak rozu­mie­my słyn­ne Her­ber­tow­skie poczu­cie toż­sa­mo­ści, myśląc o naro­dzie, języ­ku, histo­rii i tra­dy­cji, sztu­ce wiel­kich mistrzów, to Borow­ski jawi się jako czło­wiek bez toż­sa­mo­ści, a może raczej – czło­wiek toż­sa­mo­ści odrzu­co­nych. Czło­wiek w cią­głym pro­ce­sie: gwał­to­wa­nie potrze­bu­ją­cy poczu­cia toż­sa­mo­ści i rów­nie gwał­tow­nie je odrzu­ca­ją­cy1.

Czy zatem autor naj­słyn­niej­szych opo­wia­dań obo­zo­wych, któ­re­go twór­czość trwa­le zapi­sa­ła się w kano­nie lite­ra­tu­ry pol­skiej i jest pozy­cją obo­wiąz­ko­wą nie tyl­ko dla stu­den­tów polo­ni­sty­ki, ale i dla uczniów szkół śred­nich, może być cią­gle postrze­ga­ny jako czło­wiek bez toż­sa­mo­ści? – pyta Bycz­kow­ska-Nowak. I czy pyta­nie o toż­sa­mość Borow­skie­go powin­no być pyta­niem fun­da­men­tal­nym? A może waż­niej­sza jest histo­ria krót­kie­go życia pisa­rza: wyda­rze­nia, któ­re za autor­ką Nie­oca­lo­ne­go… nazy­wać będzie­my kolej­ny­mi sytu­acja­mi gra­nicz­ny­mi, trau­ma­mi, zwro­ta­mi akcji?

Bycz­kow­ska-Nowak jasno defi­niu­je staw­kę swo­jej badaw­czej i pisar­skiej gry: jest nią toż­sa­mość, staw­ka wyso­ka i efek­tow­na. Ma swo­je imię i wspo­mnia­ne powy­żej zdrob­nie­nia, wraz z nimi poja­wia się ta część opo­wie­ści, któ­rą nazy­wam egzal­to­wa­ną. „Tadzio przy­cho­dzi do mnie zawsze, kie­dy zaczy­nam myśleć o Borow­skim. Ma poważ­ne oczy, ale ich wyraz jest nie­co kpią­cy, gdy pro­szę, by odło­żył na chwi­lę tele­fon”2. Pierw­sze zda­nia bio­gra­fii kreu­ją postać fik­cyj­ną i cał­ko­wi­cie współ­cze­sną – mło­de­go czło­wie­ka, praw­do­po­dob­nie ucznia liceum, jak w roz­mo­wach pod­kre­śla sama bio­graf­ka, czy­tel­ni­ka naiw­ne­go, któ­ry jesz­cze nie postrze­ga Borow­skie­go przez kal­ki vorar­be­ite­ra, komu­ni­sty, szpie­ga czy samo­bój­cy. Bycz­kow­ska-Nowak wspo­mi­na, że boha­ter Tadzio przy­szedł do niej po cza­sie, kie­dy sama zorien­to­wa­ła się, że każ­da bio­gra­fia ujaw­nia cha­rak­ter… bio­gra­fa. Pierw­sze dwie stro­ny książ­ki o Borow­skim są nie o nim, lecz o autor­ce i jej stra­te­gii pisar­skiej: emo­cje i inten­cje głów­ne­go boha­te­ra nie­rzad­ko będą odczy­ty­wa­ne ze zdjęć i inter­pre­to­wa­ne na pod­sta­wie współ­cze­snej wie­dzy psy­chia­trycz­nej. Nie­wiel­kie frag­men­ty fik­cyj­nej roz­mo­wy autor­ki z Tadziem towa­rzy­szą czy­tel­ni­kom przez całą lek­tu­rę, choć z cza­sem sta­ją się one coraz krót­sze i rzad­sze. Tak jak­by figu­ra mło­de­go „naiw­ne­go czy­tel­ni­ka” ugię­ła się pod wła­snym cię­ża­rem – zarów­no odbior­ca opo­wia­dań Borow­skie­go, jak i jego bio­gra­fii zawsze nosi w sobie jakieś zało­że­nia, doświad­cze­nia, świa­to­po­gląd czy wraż­li­wość, nie­za­leż­nie od wie­ku, szkol­ne­go przy­go­to­wa­nia do spo­tkań z pro­zą beha­wio­ry­zmu, wie­dzy histo­rycz­nej na temat nie­miec­kich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych czy powo­jen­ne­go podzia­łu Euro­py. Jed­nak­że wie­dza – ta pły­ną­ca z badań histo­rycz­nych, świa­dectw prze­żyw­ców oraz pozo­sta­łych dzieł tak zwa­nej lite­ra­tu­ry obo­zo­wej – jest nie do prze­ce­nie­nia. To tru­izm, ale chy­ba wart zazna­cze­nia, bo bez nie­go cały „spór o Borow­skie­go” może być wciąż odtwa­rza­ny i kon­ty­nu­owa­ny. A prze­cież nie o podział na nihi­li­stów i wie­rzą­cych tutaj cho­dzi; nie cho­dzi rów­nież o cał­ko­wi­te utoż­sa­mie­nie auto­ra z pierw­szo­oso­bo­wym nar­ra­to­rem ani o pro­fe­sjo­nal­ne roz­po­zna­nie kon­wen­cji autor­skiej. Te podzia­ły, obec­ne rów­nież dziś w szkol­nych i uni­wer­sy­tec­kich salach, sprzy­ja­ją jątrze­niu pro­ble­mów, któ­re po nie­mal osiem­dzie­się­ciu latach zosta­ły cało­ścio­wo nazwa­ne i roz­po­zna­ne. Linie spo­ru o Borow­skie­go dzi­siaj, w trze­ciej deka­dzie XXI wie­ku, prze­bie­ga­ją gdzie indziej, choć wią­żą się z pyta­nia­mi zada­wa­ny­mi rów­nież nie­gdyś przez mło­dych esen­cja­stów: czy czło­wiek może być czymś wię­cej niż ideą? Czy moż­li­we jest nie­spro­wa­dza­nie go do świa­to­po­glą­du, dys­kur­su, uczest­ni­ka bań­ki infor­ma­cyj­nej i śro­do­wi­sko­wej? Czy za każ­dym razem trze­ba nazwać i dookre­ślić swo­ją toż­sa­mość, defi­nio­wać sie­bie i zgła­szać akces do więk­szej cało­ści?

Cały był ideą?

Mar­ta Bycz­kow­ska-Nowak roz­po­czę­ła swo­ją książ­kę od roz­wa­żań na temat toż­sa­mo­ści zwie­lo­krot­nio­nej Borow­skie­go, a zakoń­czy­ła ją nie­zwy­kle chwy­tli­wym bon motem: „Cały był ideą. Jak­by nie zdą­żył zadzierz­gnąć nici przy­ziem­nej codzien­no­ści, zwią­zać się nimi z życiem. On chy­ba był w świe­cie ina­czej”3. Tak, życie Tade­usza Borow­skie­go było wyjąt­ko­we, rów­nie wyjąt­ko­we jak jego twór­czość, któ­rą chy­ba sam nie do koń­ca doce­niał. Badacz­ka pod­ję­ła zaska­ku­ją­ce tro­py, wystrze­ga­jąc się przy tym ana­li­zy i inter­pre­ta­cji twór­czo­ści boha­te­ra swo­jej książ­ki. Zwró­ci­ła uwa­gę na klu­czo­wą rolę, jaką w pro­ce­sie wydaw­ni­czym tomu Byli­śmy w Oświę­ci­miu ode­grał Ana­tol Girs – rów­nież były wię­zień Auschwitz, zało­ży­ciel Ofi­cy­ny Wydaw­ni­czej na Obczyź­nie, praw­do­po­dob­nie „ojciec chrzest­ny” poety­ki Borow­skie­go:

Tym­cza­sem, pozo­sta­jąc w znie­na­wi­dzo­nym Mona­chium, pisarz ma jak naj­gor­sze zda­nie o swo­ich opo­wia­da­niach, powsta­ją­cych w ogrom­nej mie­rze za spra­wą Gir­sa, któ­ry nie tyl­ko powo­łał je do życia, lecz tak­że, jak sam twier­dził, nadał im być może naj­waż­niej­szy wydźwięk: podob­no to wła­śnie Girs wymy­ślił, by pisać je w pierw­szej oso­bie4.

Z kolei opo­wia­da­nie U nas, w Auschwit­zu zosta­ło ule­pio­ne z listów, któ­re Tade­usz słał do uko­cha­nej Marii z obo­zu w Oświę­ci­miu – po latach uczy­nił z nich więc dzie­ło lite­rac­kie. Bio­graf­ka postę­pu­je podob­nie: swo­ją opo­wieść prze­pla­ta frag­men­ta­mi listów i wier­szy Borow­skie­go. Z tych pierw­szych czy­tel­nik może wyczy­tać „praw­dę” o pisa­rzu – o jego kon­dy­cji psy­cho­fi­zycz­nej, poglą­dach na ówcze­sną Euro­pę i zgni­ły Zachód, o sto­sun­ku do obo­zu oraz miło­ści do Marii. Te dru­gie nato­miast, czy­li wier­sze, dopeł­nią „kata­stro­ficz­ną” oso­bo­wość pisa­rza, a może raczej kata­stro­fizm jego poko­le­nia. Z poezją Borow­skie­go wią­że się zresz­tą inte­re­su­ją­ca histo­ria, poucza­ją­ca dla wszyst­kich bada­czy lite­ra­tu­ry. Nie­ba­ga­tel­ną rolę ode­grał w niej Jerzy Zagór­ski, żaga­ry­sta i póź­niej­szy atta­ché kul­tu­ral­ny w Pary­żu. To wła­śnie jemu w 1945 roku w Mona­chium Tade­usz Borow­ski prze­ka­zał swo­je wier­sze, któ­re następ­nie po ponad pół wie­ku odna­la­zły się w archi­wum Jerze­go Turo­wi­cza. A zatem dopie­ro na prze­ło­mie XX i XXI wie­ku sta­nie się moż­li­wy cało­ścio­wy ogląd twór­czo­ści auto­ra Poże­gna­nia z Marią. Histo­ria życia Borow­skie­go-pisa­rza to histo­ria skła­da­ją­cą się nie tyl­ko z nie­zro­zu­mie­nia, cze­go wyra­zem jest trwa­ją­ca deka­dy pole­mi­ka śro­do­wisk kry­tycz­no­li­te­rac­kich, świet­nie zre­kon­stru­owa­na przez Bar­tło­mie­ja Kru­pę w tomie Spór o Borow­skie­go5, ale i odrzu­ce­nia, z któ­rym ta twór­czość spo­tka­ła się na emi­gra­cji po powro­cie Tade­usza w 1946 roku do kra­ju. „Cały nie­mal nakład Byli­śmy w Oświę­ci­miu, wyda­ny z taką sta­ran­no­ścią w Mona­chium u Bruck­man­na, poszedł na prze­miał”6. W recep­cji twór­czo­ści Borow­skie­go nie pomo­gła ani cen­zu­ra, ani nie­zro­zu­mie­nie we „wła­snym”, kra­jo­wym śro­do­wi­sku komu­ni­stów par­tyj­nych, któ­rzy na Czwar­tym Zjeź­dzie Związ­ku Zawo­do­we­go Lite­ra­tów Pol­skich w Szcze­ci­nie w 1949 roku oskar­ży­li pisa­rza o nie­bez­piecz­ny, a wręcz szko­dli­wy cynizm moral­ny7.

Bycz­kow­ska-Nowak słusz­nie wyno­to­wu­je kolej­ne ele­men­ty wpły­wa­ją­ce na nie­ro­zu­mie­nie twór­czo­ści Borow­skie­go, nie­dba­łość o wła­sny doro­bek, opóź­nio­ną recep­cję. Wyda­je się, że jego dzie­ła na dobre zado­mo­wi­ły się w polu lite­ra­tu­ry obo­zo­wej, beha­wio­ry­zmu, kata­stro­fi­zmu, a cza­sem i nihi­li­zmu. Wszel­kie „izmy” mogą być opar­ciem dla czy­tel­ni­ka, choć w zaska­ku­ją­co pro­sty spo­sób zosta­ją prze­nie­sio­ne na postać same­go auto­ra. Wra­cam w tym miej­scu do przy­wo­ła­nej powy­żej tezy o „Borow­skim-idei” – tak posta­wio­ny pro­blem czę­ścio­wo odczło­wie­cza pisa­rza, ludz­kie zacho­wa­nia czy­ni abs­trak­cyj­ny­mi, a życio­we wybo­ry sta­ją się ponie­kąd zde­ter­mi­no­wa­ne przez histo­rię. Czy „cały był ideą”? Nie. Wyda­je się, że przez więk­szą część swo­je­go życia Borow­ski był wszyst­kim, tyl­ko nie ideą. Moje­go prze­ko­na­nia nie osła­bia nawet ostat­ni etap życia twór­cy, zawie­rzo­ne­go par­tii i komu­ni­zmo­wi. Nie­oca­lo­ny… Mar­ty Bycz­kow­skiej-Nowak nosi w sobie jakieś wewnętrz­ne pęk­nię­cie – im bar­dziej bio­graf­ka pró­bu­je „przy­szpi­lić” Borow­skie­go, im moc­niej zma­ga się z nim jako zja­wi­skiem, a nie oso­bą, tym peł­niej­szy obraz pisa­rza (jak­by nie­do­wie­rza­jąc samej sobie) kre­śli.

Okładka książki Marty Byczkowskiej-Nowak pod tytułem „Nieocalony. Tadeusz Borowski. Biografia”.
Marta Byczkowska-Nowak, „Nieocalony. Tadeusz Borowski. Biografia”, Kraków: Znak, 2025.

Stan skrajnej rozpaczy

Za każ­dym razem, kie­dy myślę o posta­ci Tade­usza Borow­skie­go, powra­cam do tek­stu być może mniej oczy­wi­ste­go, ale w jakiś spo­sób kano­nicz­ne­go dla tuż­po­wo­jen­ne­go odbio­ru opo­wia­dań mło­de­go pisa­rza. Jest nim esej U kre­su nocy Gusta­wa Her­lin­ga-Gru­dziń­skie­go, po raz pierw­szy opu­bli­ko­wa­ny w lon­dyń­skich „Wia­do­mo­ściach” w 1948 roku. Od tego momen­tu Her­ling co jakiś czas powra­cał do auto­ra Kamien­ne­go świa­ta, kory­gu­jąc swo­je pierw­sze wra­że­nia lek­tu­ro­we, jed­nak już wów­czas, pod koniec lat 40., zwró­cił uwa­gę na klu­czo­wy aspekt:

Na stu pięć­dzie­się­ciu stro­nach, pisa­nych oszczęd­ną, pla­stycz­ną i nie­li­to­ści­wie spo­strze­gaw­czą pro­zą, nie ma ani sło­wa, któ­re by nie zmie­rza­ło do uka­za­nia naj­niż­szych, naj­bar­dziej zwie­rzę­cych odru­chów, jakie sys­tem zor­ga­ni­zo­wa­ne­go okru­cień­stwa wyzwo­lił zarów­no w opraw­cach, jak i w ofia­rach8.

Her­ling oba­wiał się tego, co wie­le lat póź­niej nazwał „sta­nem skraj­nej roz­pa­czy”9, obja­wia­ją­cym się u Borow­skie­go bra­kiem wszel­kiej nadziei.

Nadzie­ja może być bło­go­sła­wień­stwem, ale w pew­nych oko­licz­no­ściach nadzie­ja może być prze­kleń­stwem. Tade­usz Borow­ski był dokład­nie tego same­go zda­nia co Sza­ła­mow. Mnie nato­miast bliż­sze jest słyn­ne zda­nie Dosto­jew­skie­go „Nie moż­na żyć bez nadziei”. […] Czło­wiek, cokol­wiek robi, nie może żyć bez nadziei, a jeże­li napraw­dę odbie­rze mu się wszel­ką nadzie­ję, wów­czas wystę­pu­je prze­ciw­ko sobie. I to jest stan skraj­nej roz­pa­czy, o któ­rej pisał Kier­ke­ga­ard10.

Gdy przy­zna­ję, że nie potra­fię postrze­gać Tade­usza Borow­skie­go jako idei czy czło­wie­ka bez toż­sa­mo­ści, myślę wła­śnie o owej czar­nej nocy roz­pa­czy. Być może Her­ling wyra­ził o Borow­skim to, co autor­ka Nie­oca­lo­ne­go… nie raz i nie dwa nazwa­ła winą tra­gicz­ną prze­żyw­ców, samo­spa­le­niem i samo­wy­czer­pa­niem, doj­ściem do gra­nic moż­li­wo­ści w wie­lu aspek­tach życia. Borow­ski „wystą­pił prze­ciw­ko sobie”, bo pra­wa obo­zo­we, panu­ją­ce zarów­no w Auschwitz, jak i w obo­zie dla dipi­sów w Mona­chium, prze­niósł na cały ota­cza­ją­cy go świat.

Oka­zu­je się, że moral­ność łagro­wa nie prze­sta­ła obo­wią­zy­wać ani 30 kwiet­nia, ani 8 maja, ani żad­ne­go inne­go dnia pamięt­ne­go roku wyzwo­le­nia. W pamięt­ni­ku z Fre­iman­nu znaj­du­je­my zapi­sy, któ­re są wpraw­ka­mi do póź­niej­szej pro­zy, do opo­wia­dań w podob­nym sty­lu przed­sta­wia­ją­cych gorz­ką rze­czy­wi­stość obo­zu dipi­sów i powo­jen­nej Euro­py. […] Wol­ność, któ­rej doświad­cza Borow­ski, jest trud­na, gorz­ka, pro­ble­ma­tycz­na. Ta wol­ność nie przy­wró­ci­ła god­no­ści, nie zwró­ci­ła roz­bit­kom życio­wym norm ani war­to­ści, nie uwol­ni­ła ludzi od wła­snych instynk­tów wyzwa­la­nych przez sytu­ację opre­sji ani spod jarz­ma naci­sku z zewnątrz11.

Zakoń­cze­nie Inne­go świa­ta Her­lin­ga-Gru­dziń­skie­go mia­ło pod­kre­ślić, że zasa­dy obo­zo­we­go życia i moral­no­ści nie mogą kie­ro­wać życiem na wol­no­ści – być może to naj­wyż­szy akt nadziei i ochro­na sie­bie przed sta­nem skraj­nej roz­pa­czy, na co z wie­lu wzglę­dów nie potra­fił zdo­być się Borow­ski.

Dla­cze­go nie potra­fił? Odpo­wie­dzi na to pyta­nie po latach pró­bu­je udzie­lić autor­ka bio­gra­fii, choć mam nie­od­par­te wra­że­nie, że w dużej mie­rze, nie­dłu­go po tra­gicz­nej śmier­ci pisa­rza, udzie­lił jej już Cze­sław Miłosz. Jego Beta jest zawie­dzio­nym kochan­kiem, jed­nak nie jest to zawie­dzio­na miłość do par­tii czy ide­olo­gii, jak chcia­ło­by wie­lu, a zawie­dzio­na miłość do świa­ta i ludzi12. Nie miał żad­nej wia­ry, był jed­ną roz­ją­trzo­ną raną13. Dia­gno­zy Her­lin­ga i Miło­sza są zaska­ku­ją­co zbież­ne. Do tego pierw­sze­go, będą­ce­go redak­to­rem „Orła Bia­łe­go” Borow­ski chciał wysłać swo­je wier­sze, tego dru­gie­go nato­miast znał i czy­tał, i kto wie, być może mógł dzie­lić emi­gra­cyj­ne losy któ­re­goś z nich. Naj­więk­szą war­to­ścią książ­ki Mar­ty Bycz­kow­skiej-Nowak jest otwar­tość na owe poten­cjal­ne losy boha­te­ra, któ­re­go życie, wbrew wszel­kim pozo­rom, nie było w cało­ści zde­ter­mi­no­wa­ne. Tade­usz Borow­ski nigdy nie paso­wał do świa­ta podzia­łów, któ­ry dziś nazwa­li­by­śmy spo­la­ry­zo­wa­nym. Zwią­za­ny był z Klu­bem Esen­cja­stów, a jego przy­ja­cie­le, Andrzej Trze­biń­ski czy Wacław Bojar­ski, ze śro­do­wi­skiem „Sztu­ki i Naro­du”; był cywi­lem, nie czuł potrze­by wal­ki ani odda­wa­nia życia za ojczy­znę, wprost prze­ciw­nie – jego głów­ną potrze­bę, jak pod­kre­śla autor­ka, sta­no­wi­ło pisa­nie; mity samo­spa­le­nia w woj­nie z wro­giem oraz udo­wad­nia­nia patrio­ty­zmu nie były jego mita­mi. Czy swo­ją posta­wą wyraź­nie odróż­niał się od resz­ty rówie­śni­ków? I tak, i nie – postaw i prze­ko­nań w okre­sie wiel­kiej kata­stro­fy było tak wie­le, że czę­sto my, współ­cze­śni, nie chce­my o tym pamię­tać. A prze­cież nigdy nie było i nie będzie jed­nej popraw­nej reak­cji na trwa­ją­cą lata­mi trau­mę. Zostać w kra­ju, emi­gro­wać, wal­czyć, zaan­ga­żo­wać się w dzia­ła­nia pań­stwa pod­ziem­ne­go, two­rzyć, pra­co­wać czy za wszel­ką cenę uni­kać śmier­ci? Czy w ogó­le moż­li­wa jest odpo­wiedź na takie pyta­nia?

Z cza­sem podob­nych pytań w życiu Borow­skie­go było coraz wię­cej. Para­dok­sal­nie (choć współ­cze­sna nauka zna przy­czy­ny owe­go zja­wi­ska) mło­dy pisarz prze­szedł obóz w dobrej for­mie psy­chicz­nej; jak pisze Bycz­kow­ska-Nowak, był tak­że wspar­ciem dla innych więź­niów i Marii. Kie­dy okres naj­więk­sze­go zagro­że­nia i psy­cho­lo­gicz­nej mobi­li­za­cji minął, Borow­skie­go ponow­nie nawie­dzi­ły wąt­pli­wo­ści i decy­zje, któ­rych nie potra­fił pod­jąć. Bio­graf­ka uwi­dacz­nia spra­wy, któ­re w potocz­nym rozu­mie­niu wyda­ją się czar­no-bia­łe, choć doświad­cze­nie życio­we ujaw­nia ich wszyst­kie odcie­nie sza­ro­ści. Tade­usz nie­na­wi­dził Mona­chium, ale uczu­cie to nie było rów­no­znacz­ne z chę­cią powro­tu do kra­ju. Co zatem zro­bić z utrwa­lo­nym w histo­rii Pol­ski podzia­łem na wro­gie sobie emi­gra­cję i kraj? Jaką dro­gę życio­wą wybrać w cią­głym poczu­ciu nie­po­ko­ju?

Borow­ski odrzu­ca po kolei pro­po­zy­cje, któ­re pod­su­wa mu los: nie chce być dipi­sem ani emi­gran­tem, nie nada­je się na żoł­nie­rza, na wydaw­cę-far­me­ra ani na pra­cow­ni­ka orga­ni­za­cji pomo­co­wych. […] Pisa­ne w Pary­żu wier­sze naj­do­bit­niej świad­czą o tym, jak bar­dzo ser­ce, któ­re zawsze miał po lewej stro­nie, kłó­ci się z racjo­nal­ny­mi prze­słan­ka­mi: syn ofiar sowie­ty­zmu, ofia­ra nazi­zmu, docze­kał wyzwo­le­nia ojczy­zny przez spraw­ców Katy­nia i NKWD – i myśli o powro­cie14.

Borow­ski roz­bi­ja utar­te prze­ko­na­nia o jed­no­znacz­no­ści postaw i wybo­rów życio­wych – jego decy­zje wyni­ka­ją nie z pew­no­ści prze­ko­nań, a raczej z pogo­dze­nia się ze stra­ta­mi, któ­re towa­rzy­szą każ­de­mu wybo­ro­wi. Wizja przed­wo­jen­nej War­sza­wy i pisa­nie w języ­ku pol­skim były­by – jak się wyda­je – stra­tą nie do unie­sie­nia.

Autor­ka Nie­oca­lo­ne­go… pro­ble­ma­ty­zu­je jesz­cze dwie zasad­ni­cze kwe­stie, któ­re obro­sły już legen­dą, a któ­re są bez­po­śred­nio zwią­za­ne ze „sta­nem skraj­nej roz­pa­czy”. Myślę tu o praw­do­po­dob­nej cho­ro­bie psy­chicz­nej pisa­rza, pro­wa­dzą­cej do śmier­ci samo­bój­czej, oraz o jego cał­ko­wi­tym zawie­rze­niu się ide­olo­gii komu­ni­stycz­nej i współ­pra­cy z wywia­dem woj­sko­wym pod­czas poby­tu w Ber­li­nie. Oba te pro­ble­my łączy jed­no: ogrom­na sfe­ra nie­do­po­wie­dzeń, wyni­ka­ją­ca bądź z bra­ku dia­gno­zy, bądź z bra­ku jed­no­znacz­nych źró­deł histo­rycz­nych. Bycz­kow­ska-Nowak się­ga w tym miej­scu, za Jac­kiem Bocheń­skim, po poję­cie eto­su, któ­re po czę­ści mia­ło­by wyja­śniać skraj­no­ści towa­rzy­szą­ce pisa­rzo­wi:

W przy­pad­ku Borow­skie­go rola, jaką nie­za­leż­nie od inte­lek­tu odgry­wa­ła jego psy­chi­ka, jest nie do prze­ce­nie­nia. Zastą­pie­nie jed­ne­go eto­su dru­gim – zda­je się, że dla nie­go nie była to kwe­stia wybo­ru, ale koniecz­no­ści15.

Skraj­ne, kon­tro­wer­syj­ne decy­zje podyk­to­wa­ne „koniecz­no­ścią” wewnętrz­ne­go nie­po­ko­ju? To wer­sja praw­dy o Borow­skim, do któ­rej naj­bli­żej było Marii Run­do, żonie pisa­rza. Borow­ski, podą­ża­jąc za śla­da­mi Marii, świa­do­mie dał się zła­pać i zamknąć naj­pierw na Pawia­ku, a następ­nie w obo­zie; kil­ka­krot­nie pró­bo­wał popeł­nić samo­bój­stwo, o czym zaświad­cza­li jego naj­bliż­si; prze­ży­wał sta­ny skraj­nej deter­mi­na­cji i nie­mal nad­pro­duk­cji (jak cho­ciaż­by w cza­sie przy­go­to­wań Świa­to­we­go Kon­gre­su Inte­lek­tu­ali­stów w Obro­nie Poko­ju), prze­pla­ta­ne faza­mi apa­tii i cał­ko­wi­tej nie­mo­cy. Współ­cze­sna opo­wieść o Borow­skim utka­na jest z aktu­al­nych pojęć i sche­ma­tów myślo­wych, nic więc dziw­ne­go, że autor­ka bio­gra­fii pisa­rza czer­pie z boga­te­go języ­ka psy­cho­lo­gii i psy­chia­trii. Przy­ta­cza pro­fe­sjo­nal­ne opi­nie suicy­do­loż­ki oraz kolej­ne poten­cjal­ne dia­gno­zy: pięt­no defi­cy­tu miło­ści i bli­sko­ści, któ­rych mały Tadzio wraz z bra­tem doświad­czy­li w okre­sie wcze­sne­go dzie­ciń­stwa w Żyto­mie­rzu, obcią­że­nie dzie­dzicz­ne (cho­ro­ba psy­chicz­na bra­ta i praw­do­po­dob­na cho­ro­ba mat­ki), zespół stre­su poura­zo­we­go, a kon­kret­nie syn­drom poobo­zo­wy, hipo­ma­nia, cho­ro­ba afek­tyw­na dwu­bie­gu­no­wa bądź skom­pli­ko­wa­ny typ oso­bo­wo­ści. Nagle postać Borow­skie­go zaczy­na zamie­niać się w nie­roz­po­zna­ny w prze­szło­ści obraz kli­nicz­ny. Czy współ­cze­sna wie­dza medycz­na mogła­by uchro­nić pisa­rza przed samo­uni­ce­stwie­niem i sta­nem skraj­nej roz­pa­czy? Czy XXI wiek – epo­ka leków i psy­cho­te­ra­pii – potra­fi uśmie­rzyć ból nie­po­ko­ju i kata­stro­fy? Wresz­cie: ile tajem­nic skry­wa jesz­cze postać Tade­usza i czy histo­ry­cy odnaj­dą kie­dyś dowo­dy na jego dzia­łal­ność szpie­gow­ską, a tecz­ka Borow­skie­go w IPN pomo­że w rozu­mie­niu począt­ków funk­cjo­no­wa­nia Pol­ski Ludo­wej?

Pod koniec swo­jej książ­ki Mar­ta Bycz­kow­ska-Nowak pisze: „Trud­no nie odnieść wra­że­nia, że wszyst­ko, co napi­sa­no o Borow­skim, wca­le nie jest o Borow­skim. Te nar­ra­cje opo­wia­da­ją o zja­wi­sku «Borow­ski»”16. Być może potrze­ba prze­mie­nia­nia odle­głych i jed­nost­ko­wych losów w „zja­wi­sko” bliż­sze i wytłu­ma­czal­ne jest w grun­cie rze­czy ludz­ka i zro­zu­mia­ła. Świat schył­ku, kon­flik­tów, upad­ków daw­ne­go porząd­ku nie tyl­ko zdo­mi­no­wał dzia­ła­nia mło­de­go Tade­usza Borow­skie­go, lecz rów­nież ponie­kąd zain­fe­ko­wał jego psy­chi­kę. Borow­ski mógł­by być lustrem, ale nie takim, któ­re ma odzwier­cie­dlać ego­cen­trycz­ne lęki współ­cze­snych czy­tel­ni­ków. Mógł­by być lustrem histo­rii, któ­ra lubi się powta­rzać. A jeśli wia­ra Miło­sza i nadzie­ja Her­lin­ga były tak napraw­dę umie­jęt­no­ścią spo­glą­da­nia w przy­szłość – wyrwa­nia się ze szpo­nów prze­szło­ści i ranią­cej teraź­niej­szo­ści? W takim uję­ciu bio­gra­fię Borow­skie­go trze­ba by odczy­ty­wać jako wska­zów­kę, że umie­jęt­ność tę nale­ży pie­lę­gno­wać.

 

1 M. Bycz­kow­ska-Nowak, Nie­oca­lo­ny. Tade­usz Borow­ski. Bio­gra­fia, Kra­ków: Znak, 2025, s. 14–15.

2 Tam­że, s. 9.

3 Tam­że, s. 457

4 Tam­że, s. 301.

5 Zob. B. Kru­pa, Spór o Borow­skie­go, Poznań: Wydaw­nic­two Poznań­skie­go Towa­rzy­stwa Przy­ja­ciół Nauki, 2018.

6 M. Bycz­kow­ska-Nowak, Nie­oca­lo­ny…, s. 376.

7 Tam­że, s. 399.

8 G. Her­ling-Gru­dziń­ski U kre­su nocy [w:] tegoż, Dzie­ła zebra­ne, t. 2: Recen­zje, szki­ce, roz­pra­wy lite­rac­kie 1947–1956, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2010, s. 201.

9 G. Her­ling-Gru­dziń­ski, Krót­ki prze­wod­nik po samym sobie [w:] tegoż, Dzie­ła zebra­ne, t. 15: Varia, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2021, s. 449.

10 Tam­że, s. 447–449.

11 M. Bycz­kow­ska-Nowak, Nie­oca­lo­ny…, s. 274–245.

12 C. Miłosz, Znie­wo­lo­ny umysł, Kra­ków: Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, 2002, s. 57.

13 Tam­że, s. 58.

14 M. Bycz­kow­ska-Nowak, Nie­oca­lo­ny…, s. 330.

15 Tam­że, s. 403.

16 Tam­że, s. 447.

Magdalena Brodacka-Dwojak

– polonistka i bohemistka, literaturoznawczyni.

więcej →

Marta Byczkowska-Nowak

– pisarka, dziennikarka, literaturoznawczyni.

więcej →

– pisarz, poeta, publicysta.

więcej →

Powiązane teksty