Na początku chciałabym się przyznać, że miałam problem z napisaniem tekstu o twórczości Ottessy Moshfegh, a redakcja czekała na niego dużo dłużej, niż powinna. Zamiast pisać, czytałam kolejne opowiadania pisarki publikowane w prasie i na jej substacku, który w nawiązaniu do słów piosenki Britney Spears nazwała It’s Ottessa, bitch. Może to normalne, w końcu moim zadaniem było stworzyć tekst o autorce, która twierdzi, że pisanie to prawdziwy mindfuck.
Brzmi to jak tani slogan, ale czytanie Moshfegh to rzeczywiście przygoda, nudy nie ma. Autorka Mojego roku relaksu i odpoczynku w niezwykły sposób łączy powagę i odlot, brutalność i kruchość, jej twórczość jest pociągająca i odpychająca, wywołuje uśmiech i grymas obrzydzenia. Trudno się od niej oderwać. Bohaterowie tych książek bywają potworni, najczęściej są dziwni, a czasem nijacy, za nic na świecie nie chcesz się z nimi utożsamiać, właśnie dlatego że dostrzegasz niepokojące podobieństwo między wami. Moshfegh nie chodzi na kompromisy, traktuje pisanie śmiertelnie poważnie. Trafnie ujęła to Jia Tolentino w „New Yorkerze”:
Ottessa Moshfegh jest z pewnością najciekawszą współczesną amerykańską autorką, która pisze o życiu, kiedy bycie żywym jawi się jako coś nie do zniesienia1.
Moshfegh urodziła się w 1981 roku w Bostonie jako środkowe z trójki dzieci chorwacko-irańskiego małżeństwa. Jej rodzice są muzykami, matka pochodzi z Chorwacji, a ojciec z Iranu, z którego musiał uciekać po wybuchu irańskiej rewolucji w 1979 roku. Poznali się w konserwatorium muzycznym w Brukseli, oboje są wirtuozami skrzypiec, w Stanach uczą grać innych. Moshfegh wspominała, że w ich domu zawsze było pełno książek, ale liczyła się przede wszystkim muzyka. Od dziecka czuła, że jej rodzina ze swoją skomplikowaną historią nie pasuje do Newton w Nowej Anglii, gdzie zamieszkali. Już w przedszkolu, podczas zabawy, nagle zdała sobie sprawę, że wszyscy wokół umrą, więc układanie klocków czy rysowanie kwiatków nie ma sensu, podobnie jak ekscytowanie się przyszłością, która miała nadejść. Jako dziecko Ottessa nie uprawiała sportu, grała za to na pianinie, klarnecie i chodziła na lekcje baletu. Była skryta, pochmurna, czuła się dziwna i mądrzejsza od innych dzieci (do dziś nie uważa skromności za wielką zaletę). Szybko nauczyła się czytać, przed ukończeniem dziesiątego roku miała za sobą między innymi lekturę Buszującego w zbożu J. D. Salingera i Koloru purpury Alice Walker. W wieku dziewięciu lat z powodu poważnej skoliozy musiała zacząć nosić gorset ortopedyczny. Do dziś zmaga się z bólem, a swoje książki pisze często w pozycji leżącej. Dorosłość długo nie jawiła jej się jako coś atrakcyjnego. Wcześnie zaczęła palić papierosy – nie żeby wydawać się starsza, ale dlatego że słyszała, że palenie hamuje wzrost. Życie, jak wiadomo, kończy się śmiercią, a dorosłość nieuchronnie przybliża człowieka do tego momentu. W młodości Moshfegh celowała w samozniszczeniu i jako pisarka stworzyła wiele bohaterek i bohaterów, którzy w torturowaniu samych siebie odnajdują ukojenie i przyjemność. We wpisie na blogu, wśród ważnych rzeczy, które wydarzyły się w jej życiu w minionym roku, wymieniła napisanie opowiadania zatytułowanego Not to brag… – Nie chwaląc się… Jego bohaterką jest nastolatka, która marzy o tym, aby zniknąć, i realizuje to marzenie, starając się powstrzymać swoje dojrzewające ciało przed dorastaniem. Autorka linkuje tekst i w charakterystycznym dla siebie stylu zachęca do jego przeczytania:
To było dla mnie naprawdę ważne. Napisałam o tym, jak w wieku dwunastu lat przeskoczyłam ósmą klasę i przegrałam cichą rywalizację w głodzeniu się z moją nastoletnią najlepszą przyjaciółką, która kilka lat później umarła2.
Moshfegh szczęśliwie nie zagłodziła się na śmierć, choć do dziś jej stosunek do jedzenia jest skomplikowany. Wytykano jej, że w swoich książkach pisze o osobach z nadwagą w sposób pogardliwy. Po ukończeniu studiów literaturoznawczych na Brown University pojechała z chłopakiem do Wuhan w Chinach, gdzie uczyła angielskiego na prywatnej uczelni, przygotowywała drinki w punkowym barze i podróżowała. Wspominając tamte czasy, pisała, że była wściekła, bardzo samotna, sporo piła i paliła, nałogowo wyszukiwała w kafejce internetowej zdjęć martwych ludzi, odżywiała się kawałkami melona, obsesyjnie ćwiczyła na siłowni i nienawidziła samej siebie. Wuhan do dziś jest jednym z jej ulubionych miejsc na Ziemi. Obecnie, wraz mężem, pisarzem Lukiem Goebelem oraz ich pięcioma psami, mieszka w domu na pustyni w Kalifornii.
Po powrocie z Chin Moshfegh pracowała jako asystentka redaktorki i pisarki Jean Stein i dzięki jej poleceniu zadebiutowała w magazynie „The Paris Review”. Tuż przed trzydziestką, w 2014 roku, opublikowała drukiem nowelę zatytułowaną McGlue. Inspiracją do jej powstania był krótki artykuł w lokalnym czasopiśmie z połowy XIX wieku. Opowiadał o mężczyźnie nazwiskiem McGlue, który został uniewinniony od zarzutu zabójstwa człowieka w porcie na Zanzibarze. Uniknął kary, ponieważ uznano go za niepoczytalnego. Bohaterem opowiadania Moshfegh, które rozgrywa się na oceanie i w dziewiętnastowiecznej Nowej Anglii, jest marynarz McGlue. Pewnego ranka budzi się zakrwawiony i przykuty łańcuchem w ładowni statku, na którym pracuje. Nic nie pamięta, wie tylko, że jest oskarżony o zamordowanie swojego ukochanego i przyjaciela Johnsona. Zanim opowiadanie dobiegnie końca, wśród alkoholowych halucynacji i w mękach trzeźwienia przypomni sobie, co się naprawdę wydarzyło. W rozmowie dla „The White Review” pisarka mówiła, że tekst wypłynął z niej niczym demon. Nie tworzyła go z zamiarem publikacji. Rok później ukazała się jej kolejna książka zatytułowana Eileen. W tym wypadku nie było jednak mowy o twórczym szale, pierwsza powieść Moshfegh powstała jako dobrze przemyślany eksperyment. Historia marynarza-mordercy z dziurą w głowie została doceniona, ale była zbyt dziwaczna, żeby zapewnić pisarce szersze grono czytelników. Moshfegh wiedziała, że chce żyć z pisania, dlatego kolejną książkę postanowiła napisać w konwencji kryminału noir. Eksperyment się udał, Eileen przyniosła jej rozpoznawalność i nominację do Man Booker Prize. Już po otrzymaniu nominacji w wywiadzie dla „The Guardian” pisarka przyznała, że Eileen to żart – chciała zaistnieć w mainstreamie, kupiła poradnik, jak stworzyć kryminał w dziewięćdziesiąt dni, i przez sześćdziesiąt dni pracowała wedle zawartych w nim wskazówek. Stwierdziła, że było to koszmarnie nudne, ale też w pewnym sensie działające na ambicję, przypominało rygorystyczne zabawy tekstowe rodem z grupy literackiej OuLiPo. Tekst w „The Guardian” ukazał się z leadem: „Eileen powstała jako żart – poza tym jestem spłukana, poza tym chcę być sławna”. Charakterystyczna dla tej autorki szczerość prawdopodobnie kosztowała ją nagrodę, której nie dostała. Moshfegh tłumaczyła potem, że choć zabrzmiało to arogancko, to mówiąc otwarcie o genezie powieści, chciała pokazać, że zrobi wszystko, aby dotrzeć do czytelników. Do dziś twierdzi, że Eileen uratowała jej życie, przyniosła rozpoznawalność i pozwoliła pisaniem zarabiać na utrzymanie. „Mam gdzieś to, czy ludzie mnie polubią i zrozumieją; ważne, że czytają moje książki”3 – mówiła w wywiadzie dla „The Fanzine” w 2017 roku.
Akcję pierwszej powieści Moshfegh umieściła w 1964 roku. Eileen opowiada nam swoją historię z dystansu jako dojrzała kobieta, która czuje się wreszcie wolna od krępujących ją w młodości nakazów patriarchalnej kultury. W powieści ma dwadzieścia cztery lata i pracuje w zakładzie poprawczym dla nieletnich w bezimiennym mieście X‑ville w stanie Massachusetts (podobnym do Newton, w którym dorastała autorka). Jej matka nie żyje, a ojciec jest emerytowanym policjantem i nadużywa alkoholu. Dziewczyna ma obsesję na punkcie swojego wyglądu, liczne natręctwa, jest uzależniona od środków przeczyszczających, czuje się obleśna, nudna i odrażająca. Nosi niedopasowane ubrania zmarłej matki, a w towarzystwie innych udaje głupszą, niż jest w rzeczywistości, i przybiera maskę płytkiej, tępej dziewczyny. To jednak pozory, Eileen ma głowie pełno morderczych myśli, snuje marzenia o miłości i ma poczucie, że zasługuje na coś lepszego. Obsesyjnie porównuje się z innymi i nieustannie się nad sobą użala:
[…] nie znosiłam ciszy, nie znosiłam bezruchu, złościło mnie wszystko. Zwykle byłam wściekła i niezadowolona. Gdy próbowałam nad tym zapanować, mój zły humor i nieprzystosowanie tylko się pogłębiały. Czułam się jak jakaś Joanna d’Arc czy Hamlet, który przez pomyłkę przyszedł na świat w ciele kogoś, kto jest nikim, anonimowym cieniem. Byłam nie tym, kim powinnam. Byłam Eileen4.
W innym miejscu stwierdza, że nie była nieatrakcyjna, tylko niewidzialna: „[…] przez większość czasu żyłam w świecie ułudy. I jak każda rozsądna kobieta skrywałam swoje niegodne wyuzdanie pod maską skromnisi”5. Gdy w pracy pojawia się nowa psycholożka Rebecca, dziewczyna jest nią zauroczona i wierzy, że jeśli uda im się zaprzyjaźnić, jej życie wreszcie się odmieni. Postaci z książek Moshfegh często czują się przeciętne, niedocenione i niewidzialne. Gdy czytałam Eileen, nie wiedziałam, że jednym z ulubionych pisarzy Moshfegh jest Ralph Ellison, autor książki Niewidzialny człowiek. W twórczości Ellisona niewidzialność jest kondycją egzystencjalną bohatera – młodego czarnego chłopaka. Z powodu rasizmu, którego doświadcza, jest on niewidzialny dla innych ludzi, ale w pewnym sensie również dla samego siebie. Przybiera rozmytą, niejednoznaczną tożsamość, która pozwala mu dostosowywać się do okoliczności, grać i lawirować. Bohater Ellisona robi to, aby przetrwać w rasistowskiej amerykańskiej kulturze. W prozie Moshfegh poczucie bycia niewidzialną dla innych też w pewien sposób korumpuje bohaterkę. Nie ma wiele współczucia dla chłopców, których obserwuje w poprawczaku, czuje ekscytację i podniecenie, gdy ukradkiem przyłapuje jednego z nich na masturbacji. W toku opowieści kilkukrotnie stwierdza: „Byłam samolubna i zaabsorbowana wyłącznie własnymi marzeniami i niezaspokojonymi potrzebami”6, „byłam dla siebie jedyną osobą, której cierpienie się liczyło. Było czymś moim, własnym”7. Czuje się niezauważana i w związku z tym przyjmuje, że ma prawo być zajęta wyłącznie sobą, tym, jak widzą lub nie widzą jej inni ludzie. Poczucie skrzywdzenia czyni ją niezdolną do empatii i szerszego spojrzenia. Na zarzuty, że tworzy bohaterki i bohaterów, których, mówiąc oględnie, nie sposób polubić, Moshfegh odpowiada krótko: „Masowi mordercy są wybierani na urzędy, ale to antypatyczna kobieca bohaterka wzbudza sprzeciw? To seksistowskie i idiotyczne”8. Krytykując Eileen za to, że jest antypatyczna, zatrzymujemy się na powierzchownym poziomie, pisarka namawia do zejścia głębiej i ostrzega: nie będzie przyjemnie. Jej literatura ma sprawiać trudność i zmuszać do mierzenia się z tym, o czym nie lubimy myśleć albo o czym myślimy, że nas nie dotyczy. Bo dlaczego tak trudno nam współczuć Eileen, dlaczego jej nie lubimy? Jest półsierotą, ojciec nią pomiata, nigdy nie zaznała miłości, jest także manipulatorką, fleją i egoistką. Powinna swój los przyjmować z pokorą? Zadbać o siebie? Walczyć o zmianę i się buntować? Moshfegh pokazuje, że egzystowanie w świecie, który nas niewoli i ogłupia, przynosi cierpienie i czyni z nas istoty niezdolne do zaangażowania w cokolwiek poza swoim własnym bólem czy przyjemnością. Łatwiej nam współczuć ładnej i bogatej antypatycznej bohaterce niż przeciętnej i biednej antypatycznej bohaterce. Nasze współczucie jest wybiórcze, rutynowo okłamujemy samych siebie. Udostępniamy w mediach społecznościowych apele o pomoc w sprawie wojen i klęsk na świecie, a zaraz potem z obojętnością przechodzimy obok kogoś żebrzącego czy bezdomnego na ulicy.
W czasie pandemii Moshfegh i jej mąż Luke Goebel napisali scenariusz na podstawie powieści. Film Eileen wszedł na ekrany w 2023 roku, w rolach Eileen i Rebekki wystąpiły Thomasin McKenzie i Anne Hathaway. Mimo sukcesu, jaki odniosła ta książka, autorka nie ukrywa, że wyżej ceni swą debiutancką nowelę. McGlue pokazywał jej dziwność i unikalność, Eileen przyniosła jej rozgłos i pozwoliła na pisanie tego, na co ma ochotę. Według Moshfegh jej druga książka w jakimś sensie tłumaczy tę pierwszą – obie ukazują zaburzonych, poharatanych bohaterów, którzy uwierzyli, że miłość ich wyzwoli, i dla obojga skończyło się to katastrofą.
Katastrofa to codzienność bohaterów tej prozy:
Wujek nie robił nic oprócz oglądania telewizji, gadania przez telefon i jedzenia. Uwielbiał programy kulinarne i teleturnieje. Nie twierdzę, że był idiotą. Po prostu był jak ja: wszystko co dobre, sprawiało, że chciał umrzeć. To cecha niektórych inteligentnych osób9.
Fragment ten znajdziemy w opowiadaniu Malibu ze zbioru zatytułowanego Tęsknota za innym światem. Książka ukazała się w 2017 roku, przedstawia galerię ludzkich wraków, postaci, które nie odnajdują się w życiu i nie potrafią sprostać wymaganiom rzeczywistości. Czują, że zasługują na coś lepszego, ale nie mogą zmienić swojej sytuacji. Bohaterka opowiadania zatytułowanego Ulepszanie siebie jest nauczycielką matematyki, rozstała się z mężem, do szkoły przychodzi pijana lub na kacu, gdy nie wie, co powiedzieć, nawija uczniom o swoich prywatnych sprawach. W weekendy spotyka się z chłopakiem i razem piją, po pracy ogląda opery mydlane lub talk-show, pijąc, paląc i drzemiąc:
Około dziesiątej wieczorem przerzucałam się na wódkę i udawałam, że uszlachetniam się za pośrednictwem książki albo jakiejś muzyki, tak jakby Bóg miał wpaść i sprawdzić co u mnie. „Wszystko dobrze – odpowiadałam mu na niby. – Jak zwykle pracuję nad ulepszaniem siebie”10.
Samotność i rozczarowanie życiem nie uszlachetniają. Żyjemy w piekle – mówi Moshfegh i kształt tego piekła opisuje w swoich książkach. Wśród rzeczy, które czynią nasz świat nieznośnym, wymienia próżność, obsesję na punkcie ciała i wyglądu, ogłupienie i zniewolenie rzeczami. Podobnie jak Eileen bohaterowie opowiadań Moshfegh są skupieni na własnych potrzebach, a innych ludzi traktują przedmiotowo: służą im do zaspokajania pragnień, potwierdzania własnej wartości, zapewnienia miłości, pieniędzy i seksu. Ich życie wypełniają udawanie, sen, upijanie się, wymiotowanie, defekowanie, dragowanie, nuda, nieudany seks, poczucie rozczarowania i tęsknota za innym światem. Nie chcą dokonywać rewolucji, raczej pragną robić to, na co mają ochotę, bez narażania się na ocenę. Tak jak kobieta z opowiadania Turystyka slumsowa – co roku porzuca ona swoje miejskie życie i jedzie na wakacje do nieciekawego miasteczka, gdzie w spokoju może pić i otumaniać się narkotykami kupowanymi od lokalnych dilerów, których nazywa „zombie”. Sama również przypomina wyprane z emocji „zombie” – w przygnębiającej i porażającej scenie beznamiętnie obserwuje, jak na spodniach ciężarnej, sprzątającej jej dom dziewczyny pojawia się i rośnie plama krwi. Gdy dziewczynę zabiera karetka, wezwana przez sąsiadki, ona nieporuszona idzie na spacer i na zakupy. „Wybrałam się na spacer wzdłuż Riverside Road. Kupiłam, co chciałam. Wróciłam do domu”11 – kończy opowiadanie Moshfegh. Portretuje ludzi uwięzionych we własnym życiu, którzy samotność i poczucie wyobcowania odreagowują poprzez autoagresję i samozniszczenie lub pretensje skierowane do wszystkich wokół, poza sobą. Jeśli wyciągają ze swoich doświadczeń jakiekolwiek wnioski, to przede wszystkim takie: „Teraz staram się tylko zadowolić siebie. Jedynie to się liczy. Oto sekret, który odkryłam”12. Autorka ich nie ocenia, ma nawet dla nich swego rodzaju zrozumienie, które wynika z przekonania, że – jak mówi – jako ludzie jesteśmy słabi i egoistyczni, a przecież:
[…] tu na Ziemi nie ma pocieszenia. Jest udawanie, są słowa, ale spokoju nie ma. Nie ma niczego dobrego. Niczego. Dokądkolwiek na Ziemi pójdziesz, tam tylko więcej bzdur13.
Nie wszyscy jej bohaterowie to społeczne wyrzutki. Opowiadanie Chłopiec plażowy rozpoczyna się od rozmowy czworga nowojorczyków z klasy średniej, jedna z par opowiada przy kolacji o wakacjach na egzotycznej wyspie, z których właśnie wrócili. Rozmowa jest banalna, pełna uprzedzeń i stereotypów. Podczas lektury możemy mieć wrażenie, że te opowiadania stworzyła mroczna królowa mizantropii. W jej prozie, mimo jej mizantropijnego ostrza, nie ma jednak nienawiści do ludzkości. Są odwaga i ciekawość w przyglądaniu się brzydkim i odstręczającym zakamarkom ludzkiej duszy. Narratorka opowiadania zatytułowanego Lepsze miejsce – mała dziewczynka – czuje, że urodziła się na Ziemi przez pomyłkę i tak naprawdę pochodzi skądinąd:
Nie wiem, co to za miejsce. Ale na pewno nie ma go tu, na Ziemi, z wami głupkami. Chciałabym je poznać, wcale nie dlatego, że fajnie byłoby o nim opowiedzieć – po prostu bardzo do niego tęsknię. Gdybym wiedziała, co to za miejsce, być może mogłabym urządzić sobie coś podobnego tutaj, na Ziemi14.
Moshfegh pokazuje nam nasze niedopasowanie i kłamstwa, które często przed sobą ukrywamy, zmusza do pozbycia się złudzeń, i jest to nieprzyjemna deziluzja. Nie moralizuje, nie skreśla zaludniających jej twórczość antypatycznych bohaterów, wręcz przeciwnie – patrzy na nich z pewną czułością. Uświadomienie sobie, że wszyscy bywamy samolubni, nieczuli i samotni, wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej dziwni i zdezorientowani, może przynieść wyzwolenie, a na pewno pomaga obniżyć oczekiwania wobec życia. Czy to nie wyzwalające móc usłyszeć głos kogoś ignorowanego przez społeczeństwo? Wstyd, dyskomfort i opór, które odczuwamy wobec takich bohaterów, mówi dużo o nas, o tym, co przed sobą ukrywamy – mówiła pisarka na łamach „The Guardian” w przywoływanej już rozmowie. Na zarzuty, że epatuje obrzydliwością i ma fiksację na punkcie ciała, odpowiada, że odraza i obrzydzenie, które wywołują w nas pewne zachowania czy sytuacje, wydają jej się wyjątkowo interesujące. Warto czytać Moshfegh między innymi po to, żeby poczuć odrazę i obrzydzenie, a potem zastanowić się, dlaczego jej proza sprawia, że czujemy dyskomfort.
Autorka nie ukrywa, że w swoich książkach często opisuje sytuacje i stany, których doświadczyła w życiu. Traciła najbliższych (z powodu przedawkowania zmarł jej młodszy brat, samobójstwo popełniła jej mentorka i przyjaciółka Jean Stein), walczyła z depresją, anoreksją i alkoholizmem, kłamała terapeutom i nadużywała leków. W tekście dla „The Painter on the Street” z 2021 roku opisała samą siebie sprzed lat, gdy jako dwudziestojednoletnia dziewczyna spacerowała z matką po ulicach Nowego Jorku dzień przed atakiem na World Trade Center:
Nie wyglądałam tak niechlujnie i smutno, jak się czułam. Wyglądałam naprawdę młodo, smutno i uroczo, tak mi się wydawało. Może dlatego, pomimo okropności, które opisywałam, nikt nie rozumiał, jak bardzo cierpiałam15.
Książkę, w której literacko przetworzyła ten trudny moment swojego życia, zatytułowała ironicznie Mój rok relaksu i odpoczynku. Jej bohaterka – bezimienna młoda, ładna i zamożna nowojorczanka, jest nieszczęśliwa i wymyśla plan, jak pozbyć się nieznośnego smutku. Nie miała dobrych relacji z rodzicami, którzy wychowali ją bez miłości, a potem umarli. Zostawili córce wprawdzie spadek, ale to niezbyt ją pociesza. Dziewczyna postanawia przespać smutek i obudzić się dopiero, gdy poczuje się lepiej i nabierze sił na dalsze życie. Obmyśla plan i organizuje wszystko tak, aby móc spać miesiącami w swoim mieszkaniu. W krótkich momentach przytomności jest podła dla przyjaciółki, wyłudza leki od szemranej psychiatry, ogląda filmy z Whoopi Goldberg i je pizzę przyniesioną przez artystę Pinga Xiego, który w zamian za dostarczanie jej niezbędnych do życia rzeczy filmuje ją podczas snu do swojego pretensjonalnego projektu. Gdy dziewczyna budzi się po wielu tygodniach letargu, okazuje się, że sen podziałał – czuje się jak „nowo narodzone zwierzę”. Kilka miesięcy później samoloty uderzają w World Trade Center i znany świat się kończy.
Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Moshfegh opublikowała tę książkę, amerykańska artystka Audrey Wollen wymyśliła Teorię Smutnej Dziewczyny. Teoria ta zrodziła się między innymi ze sprzeciwu wobec liberalnego feminizmu, który – w największym skrócie – głosił, że kobieta może wszystko. Według Wollen dziewczyński smutek, neurotyczność czy autodestrukcyjne praktyki mogą być aktem oporu wobec patriarchalnej kultury. Nie zmuszajcie nas do szczęścia, nie wmawiajcie nam, że bycie dziewczyną jest super. Bycie dziewczyną to życie w ciągłym poczuciu zagrożenia, to ciągłe wymyślanie strategii przetrwania. Możemy być tak nieszczęśliwe, jak tylko nam się podoba – głosiła Wollen i sama w mediach społecznościowych normalizowała smutek, lęk i poczucie porażki. Książka o bezimiennej bohaterce, która mimo tego, że pozornie ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia, woli miesiącami leżeć w pustym mieszkaniu odurzona lekami, odniosła wielki sukces. Czytelnicy i czytelniczki identyfikowali się ze smutną śpiącą królewną z powieści. Jej eskapizm i ból były interesujące, uznano, że powieść dobrze oddaje doświadczenie czasu pandemii i lockdownu, w którym większość z nas czuła się niczym we śnie. Książkę interpretowano jako przykład feminizmu dysocjacyjnego, który opisuje stan apatii i dystansu wobec niepowodzeń głównych nurtów współczesnego feminizmu. Moshfegh raz mówi, że wszystko, co pisze, jest feministyczne, innym razem odżegnuje się od jakiegokolwiek zaszufladkowania. Mimo że zaciekle walczy o prawo do osobności, nie udało jej się tego zaszufladkowania uniknąć. Urodzona w 1981 roku pisarka została obwołana głosem pokolenia millenialsów. Głosem tego pokolenia są także pisarka Sally Rooney oraz scenarzystki i aktorki Lena Dunham i Phoebe Waller-Bridge. Ich twórczość łączy charakterystyczny typ bohaterki, nazwanej messy millennial woman – pogubionej kobiety z pokolenia millenialsów – białej, inteligentnej, atrakcyjnej heteroseksualnej kobiety, która żyje od jednej katastrofy do drugiej. Ma niezdrowe nawyki, wikła się w toksyczne związki i podejmuje niskopłatne prace, na których nieopłacalność może sobie pozwolić, ponieważ z reguły jest zamożna. To bohaterka, która wciąż powtarza te same błędy, marnuje kolejne szanse i tkwi w narcystyczno-neurotycznym limbo samozadowolenia i samonienawiści. Swój protest wobec patriarchatu, swoje smutek i zagubienie manifestuje poprzez autodestrukcję, wspomaganą alkoholem, przypadkowym seksem, narkotykami, obsesyjnym objadaniem się lub przeciwnie, głodzeniem, a także ironią. Moshfegh kilkukrotnie wyjaśniała, że Mój rok relaksu i odpoczynku został odczytany zbyt dosłownie, że pisała to jako satyrę, w której trudny życiowy czas zmieniła w senny odlot i ucieczkę. Bohaterka tej książki nie wywołała aż tak negatywnych emocji, ponieważ, inaczej niż Eileen, jest ładna i bogata – mówiła pisarka. Wyrażała zaniepokojenie tym, że jej książka stała się popularna jako „literatura smutnych dziewczyn”, której fankami są zwykle młode czytelniczki idealizujące depresyjne, zagubione bohaterki. Na swoim blogu Moshfegh prowadzi kącik porad literackich, subskrybenci newslettera mogą zadawać jej pytania, a ona na wybrane z nich odpowiada. Jeden z czytelników chciał wiedzieć, czy satyra nadal może być skuteczna, gdy odbiorcy nie wiedzą, że mają do czynienia z satyrą – i czy niejednoznaczność tego rodzaju czyni tę sytuację bardziej zabawną czy może bardziej niebezpieczną. Pisarka odpisała, że satyra wciąż może być skuteczna, nawet jeśli pozostaje niedostrzeżona, ale sposób jej oddziaływania ulega zmianie:
W tym przypadku nie chodzi już tylko o krytykę obiektu satyry, ale o ujawnienie gotowości odbiorców do akceptowania absurdu jako prawdy. Może to być zabawne w mroczny, niekomfortowy sposób […]16.
Senny letarg, bezwład i otępienie, które świadomie wybiera bohaterka książki, mają potencjał wyzwalający, ale nie w takim sensie, w jakim opisuje to Teoria Smutnej Dziewczyny. Sen ma być odtrutką, samoobroną i regeneracją, niezbędną, aby odnowić się i zdobyć siłę do funkcjonowania w rzeczywistości. Być może przyjmuję absurd jako prawdę, ale, mimo bezsprzecznej ironiczności tej książki, nie odczytuję jej satyrycznie. Wydaje mi się ona jednocześnie zapisem głębokiego zniechęcenia, apatii i utraty chęci do życia oraz świadectwem potężnej woli przetrwania.
A co do millenialsów – Ottessa Moshfegh pasuje do charakterystyki messy millennial woman, nie ukrywa swojego uprzywilejowania, swoich uzależnień, ale także trudności, z jakimi wiązało się dla niej dorastanie w rodzinie emigrantów. Niedługo po czterdziestych urodzinach (i pięć lat po wydaniu Mojego roku relaksu i odpoczynku) Moshfegh opublikowała tekst o tym, dlaczego palenie papierosów sprzyja niedorastaniu i czemu w końcu rzuciła palenie. Przypominam: jej dzieciństwo pachniało dymem, pierwszy raz spróbowała się zaciągnąć w wieku dziewięciu lat. „Paliłam, jeżdżąc nocami na rowerze, bez użycia rąk i z zamkniętymi oczami. To była wolność”17. Wielu z nas ma podobne wspomnienia z dzieciństwa. Moshfegh była dziewczynką nad wyraz dojrzałą i spiętą. Czy można mnie za to winić? – zastanawia się. Jak większości ludzi ze swojego pokolenia zmagała się ideą świetlanej przyszłości, która jednak nie nadeszła. W tekście wspomina, że atmosferę jej młodości oddawała piosenka Prince’a zatytułowana 1999, której refren brzmi tak: „Mówią 2000, zero, zero, impreza się skończyła. Ups, czas się kończy. Kończy nam się czas. Więc dziś wieczorem będę imprezować jak w 1999 roku” (They say 2000, zero, zero, party over, Oops, out of time, We’re runnin’ outta time, So tonight, tonight I’m gonna party like it’s 1999). Poczucie, że będziesz żyć wiecznie i że zaraz umrzesz, uciekanie w przyjemności, które długoterminowo wykańczają, maskowanie niepokoju byciem cool, wszechobecna ironia – to znaki rozpoznawcze tego pokolenia. Ottessa przestała robić sobie przerwę od dorastania, ponieważ nie chciała już być nieśmiertelna:
Przypuszczam, że na tym polega dorosłość: kiedy to, co dziwne i nierozsądne w twojej osobowości, znajduje swoje miejsce w świecie powszechnych idei, przestajesz być dzieckiem18.
Bohaterką kolejnej, opublikowanej w 2020 roku, powieści Moshfeg Śmierć w jej dłoniach jest siedemdziesięciodwuletnia Vesta, która po śmierci apodyktycznego męża pakuje się i przeprowadza na drugi koniec kraju. Kupuje starą drewnianą chatę nad jeziorem w niewielkim, sennym miasteczku, a za towarzysza ma jedynie ukochanego psa Charliego. Pewnego dnia podczas spaceru w lesie znajduje kartkę, a na niej kilka tajemniczych zdań:
Miała na imię Magda. Nikt nigdy się nie dowie, kto ją zabił. Nie ja. Tu spoczywają jej zwłoki19.
Od tej chwili obsesyjnie myśli o Magdzie i rozpoczyna śledztwo, które ma doprowadzić ją do rozwiązania zagadki życia i śmierci dziewczyny. Towarzyszymy Veście w jej poszukiwaniach, słuchamy jej monologów i obserwujemy, jak coraz bardziej stacza się w szaleństwo. To powieść o samotności i o odzyskiwaniu własnego głosu. Vesta to szalona detektywka, ale również pisarka, która na naszych oczach układa własną kryminalną historię. Samotność to epidemia naszych czasów, pisanie to samotnicze zajęcie, lęki i strachy częściej niż w ciemnym lesie skrywają się w nas samych. Atmosfera tej książki przypomniała mi o innej opowieści z dreszczykiem. Chodzi o książkę Henry’ego Jamesa Dokręcanie śruby, której bohaterka – młoda guwernantka – stopniowo popada w szaleństwo, próbując rozwiązać zagadkę tajemniczych wydarzeń w domu swojego pracodawcy. Pod płaszczykiem gotyckiej powieści grozy James zawarł w niej rozważania o naturze ludzkiej percepcji i pułapkach, jakie zastawia na nas nasz własny umysł. Autorowi Dokręcania śruby nie chodziło o rozwiązanie tajemnicy, ale o wprawienie czytelników w konsternację. Vesta (podobnie jak bezimienna guwernantka w powieści Jamesa) nie jest niepewna i zagubiona, wręcz przeciwnie – wykazuje siłę i determinację w dążeniu do odkrycia prawdy. Rozczarowana życiem i żądna przygód kobieta zaczyna wymyślać własną historię i stwarzać świat na swoich zasadach. W szaleństwie Vesty jest posmak wyzwolenia, które Moshfegh zapewne upatruje w dojrzałości. Stare kobiety w twórczości pisarki to wiedźmy, uzdrowicielki, wariatki, opiekunki, istoty egzystujące na marginesie społeczeństwa i wolne. We wspomnianym opowiadaniu Lepsze miejsce bohaterka fantazjuje, że jeśli jej plan ucieczki się nie powiedzie, to będzie jak stara wariatka, która mieszka między kontenerami na śmieci na tyłach targu – jest smutna i nie pasuje do miejsca, w którym przyszło jej żyć, jest brudna i śmierdzi, ale żyje tak, jak chce, i robi to, co jej się podoba, jest dorosłą kobietą. Napisana jeszcze przed Eileen i wydana w czasie pandemii powieść Śmierć w jej dłoniach nie wzbudziła tak wielkiego entuzjazmu jak wcześniejsza książka Moshfegh. Po Moim roku relaksu i odpoczynku, który miał w sobie posmak luksusu i wyrafinowania (w wersji heroin chic), opowieść o starszej kobiecie szukającej gdzieś na odludziu rozwiązania zagadki urojonej zbrodni nie porwała czytelników. Dwa lata później pisarka przedstawiła im książkę, która wielu spośród nich wprawiła w jeszcze większą konsternację.
Lapvona rozgrywa się w położonej gdzieś we wschodniej Europie średniowiecznej wiosce. Jej głównym bohaterem jest upośledzony chłopak Marek, który w wyniku zawinionych i niezawinionych działań znajduje się na dworze zdziecinniałego, okrutnego władcy, gdzie musi odgrywać rolę jego nieżywego syna. Trudno streścić tę powieść, jej fabuła przypomina film Monthy Pythona w wersji gore i scenerię rodem z dzieł markiza de Sade’a – bohaterowie są maltretowani, gwałcą, mordują, cierpią głód i nieustannie się upokarzają. Lapvona powstała w czasie pandemii jako powieść eskapistyczna. Książka przypomina straszną baśń, która zaczyna się od słów „dawno, dawno temu, za górami, za lasami…”, dużo w niej mroku, brutalności i groteski. Autorka znów opowiada historię niedopasowanych, pokiereszowanych outsiderów, którzy marzą o innym życiu lub znalezieniu się w całkiem innym świecie. Moshfegh do tej pory zawsze umieszczała akcję swoich powieści w przeszłości, tym razem jednak zdecydowała, że powieściowe wydarzenia rozegrają się dodatkowo gdzieś w Europie Wschodniej. Europejskie tropy pojawiają się w twórczości Moshfegh regularnie. W rozmowie z Jagodą Gawliczek pisarka mówiła:
Czuję, że muszę być trochę Polką. Moja mama jest Chorwatką, więc to już nie tak daleko. Poza tym w teście DNA wyszło mi, że mój ojciec, który urodził się w Iranie, pochodzi od Żydów z Europy Wschodniej. Coś jest na rzeczy20.
W Lapvonie chciała ponoć stworzyć świat, który byłby jeszcze bardziej pokręcony niż ten, w którym żyje na co dzień, a jednocześnie miałby w sobie jakąś magię, głębię i dziwność. Czy nie brzmi to dokładnie jak z naszych stron? Niektórych ta odjazdowa, makabryczna powieść zachwyciła, inni skrytykowali ją jako niestrawną i ponurą. Moshfegh uważa ją za najzabawniejszą ze swoich książek i przestrzega przed traktowaniem jej na serio. Choć stara się nie czytać recenzji, krytycznemu omówieniu Lapvony autorstwa Johanny Thomas-Corr opublikowanej w brytyjskim „The New Statesman” poświęciła pełny pasji wpis na blogu. Dziennikarka oceniła książkę jako nudną i niedopracowaną, sugerowała, że autorce zależy wyłącznie na rozgłosie, i napisała, że sceneria i postacie powieści przypominają filmowego Shreka i dziecięcą powieść J. K. Rowling pod tytułem Ikabog. Moshfegh odpowiedziała z niemaskowaną złością:
Jeśli nie jest to jeszcze oczywiste, wolę zjeść gówno, niż próbować zadowolić krytyków […]. Nigdy nie dbałam o popularność. Ciężko pracowałam, trzymałam się swoich zasad i udało mi się zarabiać na życie bez sprzedawania się. Nie dostosowywałam się do gustów mas, aby osiągnąć zysk21.
Nie ukrywa, że krytyka ją zabolała. Zauważa nawet, że recenzję zilustrowano jej zdjęciem, na którym wygląda koszmarnie.
Szczerość z nutą arogancji, inteligentne poczucie humoru, a przy tym powaga to znaki firmowe pisarki, która nie używa mediów społecznościowych, ale wysoko ceni sobie komunikację z czytelnikami i czytelniczkami za pośrednictwem substacka i newslettera (jej bloga śledzi niemal siedemdziesiąt tysięcy osób, a newsletter subskrybują dwieście czterdzieści trzy osoby, w tym Miranda July). To przestrzeń wolności, która pozwala jej być jednocześnie znaną autorką i samą sobą – tak dziwną i nieperfekcyjną, jak jej się podoba. Po wykupieniu płatnej subskrypcji można uczestniczyć w grupowych czatach z pisarką. Z ciekawości wykupiłam miesięczną subskrypcję i wsiąkłam w teksty i rozmowy z Moshfegh na długie godziny. Autorka z właściwą sobie bezpośredniością i zaangażowaniem dzieli się z fanami doświadczeniem pisarskim, zdradza, o co sama pyta ChatGPT, udostępnia niepublikowane teksty, skany szkolnych zapisków i hojnie dzieli się całym swoim cudownie pokręconym umysłem. Odmiennie od wielu innych twórców z jej pokolenia Moshfegh nie patrzy w przeszłość nostalgicznie, nie podejmuje także otwarcie w swoich książkach tematów politycznych ani społecznie zaangażowanych. Jej dzieła są często odczytywane feministycznie, ale ona sama najczęściej odżegnuje się od tego rodzaju interpretacji. Podkreśla, że pisze, aby przeżyć i mówić ludziom prawdę, której nie chcą usłyszeć. W swoich diagnozach jest bezceremonialnie szczera, ale nie okrutna. Książki wydaje często i nie zamierza przestać. Uważa, że literatura jest po to, aby pokazywać coś nowego, zrozumieć i zmieniać rzeczywistość, obnażać kłamstwo, burzyć iluzję i wywracać stolik. Jest pracoholiczką i wiele czasu poświęca na szlifowanie i rozszerzanie warsztatu twórczego. Gotową powieść Eileen uznała za bezwartościową, po czym przepisała ją w pierwszej osobie. W Lapvonie po raz pierwszy użyła narracji trzecioosobowej i przyznaje, że otworzyło to przed nią możliwości, które dalej chce zgłębiać. Wraz z mężem pisze scenariusze filmowe i odnajduje coraz większą radość w tworzeniu fabuł. Lekkość, z jaką czyta się jej prozę, bywa zwodnicza – Moshfegh potrafi utrzymać napięcie, stworzyć atmosferę niepokoju i zagrożenia, a jednocześnie zachować luz i swobodę. Konstruuje przeszywające i błyskotliwe zdania jakby od niechcenia, konstrukcja jej tekstów jest jednak dokładnie przemyślana. Być może – paradoksalnie – jedynym słabym punktem tej przenikliwej pisarki jest szczerość. Na blogu przyznaje, że zmaga się z tematem szczerości w swoim pisaniu i nadużywa sarkazmu. Sarkazm – od greckiego słowa sarkasmós, oznaczającego zagryzanie warg (z wściekłości), to szydercza i drwiąca odmiana ironii, która nie idzie w parze ze szczerością. Ale twórczość autorki Eileen to połączenie sprzeczności – dziwności, duchowości, ironii, powagi, złośliwości i czułości, intensywności i marazmu. Fantastycznie byłoby przeczytać opowieść Moshfegh o pogmatwanych losach jej własnej rodziny. Podobno od czasu do czasu myśli o napisaniu tego rodzaju tekstu, ale na razie nie jest na to gotowa.
Materiały wykorzystane przez autorkę:
O. Moshfegh, Eileen, tłum. T. Tyszowiecka, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2024.
O. Moshfegh, Lapvona, tłum. T. Tyszowiecka, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2023.
O. Moshfegh, Mój rok relaksu i odpoczynku, tłum. Ł. Buchalski, wyd. 2, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2025.
O. Moshfegh, Śmierć w jej dłoniach, tłum. T. Tyszowiecka, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2025.
O. Moshfegh, Tęsknota za innym światem, tłum. Ł. Buchalski, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2021.
O. Moshfegh, A Millennial Looks At 40, „Esquire”, online: https://www.esquire.com/lifestyle/a44139270/millennial-turning-40/ [dostęp: 23.12.2025].
O. Moshfegh, By the Book, „The New York Times”, online: https://www.nytimes.com/2018/06/28/books/review/ottessa-moshfegh-by-the-book.html [dostęp: 23.12.2025].
O. Moshfegh, Eileen Started Out As a Joke – Also I’m Broke, Also I Want To Be Famous, rozm. przepr. P. Laity, „The Guardian”, online: https://www.theguardian.com/books/2016/sep/16/ottessa-moshfegh-interview-book-started-as-joke-man-booker-prize-shortlist [dostęp: 23.12.2025].
O. Moshfegh, „My Sad Girl” Fans Concern Me, rozm. przepr. C.M. Machado, „The Guardian”, online: https://www.theguardian.com/books/2022/jul/02/my-sad-girl-fans-concern-me-ottessa-moshfegh-in-conversation-with-carmen-maria-machado [dostęp: 23.12.2025].
O. Moshfegh, Talk-shows były moim kościołem, rozm. przepr. J. Gawliczek, „Going. More”, online: https://goingapp.pl/more/ottessa-moshfegh-ksiazki-wywiad/ [dostęp: 23.12.2025].
O. Moshfegh, The Painter on the Street, „GQ”, online: https://www.gq.com/story/ottessa-moshfegh‑9–11-essay [dostęp: 23.12.2025].
O. Moshfegh, Vanity Is the Enemy, rozm. przepr. L.B. Goebel, „The Fanzine”, online: http://thefanzine.com/vanity-is-the-enemy-an-interview-with-ottessa-moshfegh/ [dostęp: 23.12.2025].
J. Tolentino, Ottessa Moshfegh’s Painful, Funny Novel of a Young Woman’s Chemical Hibernation, „The New Yorker”, online: https://www.newyorker.com/books/page-turner/ottessa-moshfeghs-painful-funny-novel-of-a-young-womans-chemical-hibernation [dostęp: 23.12.2025].
1 J. Tolentino, Ottessa Moshfegh’s Painful, Funny Novel of a Young Woman’s Chemical Hibernation, „The New Yorker, online: https://www.newyorker.com/books/page-turner/ottessa-moshfeghs-painful-funny-novel-of-a-young-womans-chemical-hibernation [dostęp: 23.12.2025].
2 O. Moshfegh, The Best Is Yet To Come…, „It’s Ottessa, Bitch”, 19.10.2025.
3 Taż, Vanity Is the Enemy, rozm. przepr. L. Goebel, „The Fanzine”, online: http://thefanzine.com/vanity-is-the-enemy-an-interview-with-ottessa-moshfegh/ [dostęp: 23.12.2025].
4 Taż, Eileen, tłum. T. Tyszowiecka, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2024, s. 6.
5 Tamże, s. 54.
6 Tamże, s. 115.
7Tamże, s. 125.
8 O. Moshfegh, Eileen Started Out As a Joke – Also I’m Broke, Also I Want To Be Famous, rozm. przepr. P. Laity, „The Guardian”, online: https://www.theguardian.com/books/2016/sep/16/ottessa-moshfegh-interview-book-started-as-joke-man-booker-prize-shortlist [dostęp: 23.12.2025].
9 Taż, Tęsknota za innym światem, tłum. Ł. Buchalski, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2021, s. 44.
10 Tamże, s. 11.
11 Tamże, s. 137.
12 Tamże, s. 276.
13 Tamże, s. 281.
14 Tamże, s. 277.
15 O. Moshfegh, The Painter on the Street, „GQ”, online: https://www.gq.com/story/ottessa-moshfegh‑9–11-essay [dostęp: 23.12.2025].
16 Taż, WRITING ADVICE #17. *SATIRE*, „It’s Ottessa, Bitch”, 12.06.2025.
17 Taż, A Millennial Looks At 40, „Esquire”, online: https://www.esquire.com/lifestyle/a44139270/millennial-turning-40/ [dostęp: 23.12.2025].
18 Tamże.
19 O. Moshfegh, Śmierć w jej dłoniach, tłum. T. Tyszowiecka, Warszawa: Wydawnictwo Pauza, 2025, s. 5.
20 Taż, Talk-shows były moim kościołem, rozm. przepr. J. Gawliczek, „Going. More”, online: https://goingapp.pl/more/ottessa-moshfegh-ksiazki-wywiad/ [dostęp: 23.12.2025].
21 Taż, WRITING ADVICE #16: THE CRITICS, „It’s Ottessa, Bitch”, 13.05.2025.
