Scena niezależna rośnie i będzie rosnąć

Domi­ni­ka Gracz-Moskwa: Nasza roz­mo­wa roz­po­czę­ła się na tego­rocz­nym Mię­dzy­na­ro­do­wym Festi­wa­lu Komik­su i Gier w Łodzi od tema­tu pro­mo­cji two­je­go Zardze­wia­łe­go Tan­kow­ca. Komiks docze­kał się recen­zji, a ty wywia­dów w main­stre­amo­wych mediach – były „Poli­ty­ka”, „naTe­mat”, „Onet”, „Super Express”. Mało któ­ry pol­ski komiks spo­ty­ka się z tak wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem, ale ono, jak wie­my, nie bie­rze się zni­kąd. Ile tu two­jej zasłu­gi i pra­cy oko­ło­pro­mo­cyj­nej, a ile dzia­łań i wspar­cia wydaw­cy, czy­li Best Comics?

Otto­ich: Pro­mo­cja ma speł­niać swo­je zada­nie – nic wię­cej, z całą pro­sto­tą. Cza­sy, w któ­rych arty­sta cze­kał, aż zosta­nie odkry­ty, już minę­ły – i bar­dzo dobrze. Kie­dyś posta­no­wi­łem, że moje życie nie będzie zale­ża­ło od decy­zji poje­dyn­czych osób. To, co widać w mediach, jest efek­tem cięż­kiej pra­cy – mojej, moje­go wydaw­cy i ludzi, któ­rzy posta­no­wi­li mi pomóc. Na szczę­ście Zardze­wia­ły Tan­ko­wiec sam się bro­ni: jeśli już dotrze do osób, któ­re mogą o nim coś opo­wie­dzieć, ma bar­dzo dobry odbiór.

Czy od począt­ku mia­łeś plan na pro­mo­cję? Jak prze­bie­ga­ła? Jakie były two­je zało­że­nia?

Tak, pro­mo­cja była pla­no­wa­na od same­go począt­ku. Sta­ra­łem się podejść do niej jak naj­bar­dziej pro­fe­sjo­nal­nie. Spo­ro cza­su poświę­ci­łem na mapo­wa­nie poten­cjal­nych recen­zen­tów – ana­li­zo­wa­łem ich zasię­gi, poru­sza­ną przez nich tema­ty­kę, ich styl pisa­nia i to, do kogo tra­fia­ją ich tek­sty. Podob­nie dzia­ła­łem w przy­pad­ku mediów, oce­nia­jąc ich wpływ i gru­py odbior­ców. Zało­że­nie było pro­ste: dotrzeć do jak naj­więk­szej licz­by osób spo­za śro­do­wi­ska komik­so­we­go. Zardze­wia­ły Tan­ko­wiec to dzie­ło filo­zo­ficz­ne, któ­re poru­sza też wąt­ki oby­cza­jo­we – samot­ność, cho­ro­by psy­chicz­ne, samo­bój­stwo. Ta eklek­tycz­ność pozwa­la na zna­le­zie­nie nowych odbior­ców, tak­że wśród osób, któ­re na co dzień nie się­ga­ją po komik­sy.

Okładka komiksu Ottoicha pod tytułem „Zardzewiały Tankowiec”.
Ottoich, „Zardzewiały Tankowiec”, Piaseczno: Wydawnictwo Best Comics, 2025.

Czy pol­scy wydaw­cy – nie pytam tu stric­te o Best Comics – potra­fią pro­mo­wać komik­sy?

Mój wydaw­ca bar­dzo pomógł mi przy tym przed­się­wzię­ciu. A jeśli cho­dzi o pro­mo­cję w ogó­le – to chy­ba nie jest obo­wią­zek samych wydaw­ców. Wydaw­cy komik­sów dzia­ła­ją w ramach ryn­ku komik­so­we­go, gdzie – jak zakła­dam – uzy­sku­ją odpo­wied­nie wyni­ki. Posze­rza­nie tego ryn­ku, czy­li zdo­by­wa­nie nowych czy­tel­ni­ków, to już zupeł­nie inna pra­ca. Jeden wydaw­ca repre­zen­tu­je kil­ka czy kil­ka­na­ście tytu­łów, a budo­wa­nie prze­strze­ni dla całe­go medium to zada­nie wspól­ne – dla wszyst­kich wydaw­ców, twór­ców, a może nawet insty­tu­cji kul­tu­ry.

Czy dzia­ła­nia pro­mo­cyj­ne wpły­nę­ły na sprze­daż komik­su? A może mówi­my jedy­nie o wzro­ście popu­lar­no­ści – zarów­no two­jej, jak i same­go tytu­łu?

Nie znam wyni­ków sprze­da­ży – to już tajem­ni­ca wydaw­cy. Z wła­snych obser­wa­cji mogę powie­dzieć, że Tan­ko­wiec… zni­ka, gdy tyl­ko poja­wiam się z nim na festi­wa­lach. Spo­ro osób przy­cho­dzi po pod­pis, a jesz­cze wię­cej mówi, że już czy­ta­ło i bar­dzo im się podo­bał.

W śro­do­wi­sku komik­so­wym dużo się ostat­nio mówi o prze­bi­ja­niu szkla­ne­go sufi­tu. Uka­zu­je się coraz wię­cej tytu­łów, w zale­wie pre­mier trud­no przy­cią­gnąć uwa­gę odbior­ców, a ceny komik­sów, rów­nież na sce­nie komik­su nie­za­leż­ne­go, są coraz wyż­sze, co z pew­no­ścią wyni­ka nie tyl­ko z takich czyn­ni­ków jak wzrost kosz­tów pro­duk­cji, ale i z pro­fe­sjo­na­li­za­cji sce­ny zino­wej. Wydaw­cy i auto­rzy mówią o koniecz­no­ści wyj­ścia ze swo­imi publi­ka­cja­mi poza komik­so­we śro­do­wi­sko. Dla­cze­go więc – tu nie­co gene­ra­li­zu­ję – inni nie mają takie­go podej­ścia do pro­mo­cji jak ty? Prze­cież nie korzy­stasz z mar­ke­tin­go­wej wie­dzy tajem­nej – mówi­my raczej o pew­nej kon­se­kwen­cji w dzia­ła­niach. Trud­no odpo­wia­dać za wszyst­kich, ale w czym upa­tru­jesz trud­no­ści śro­do­wi­ska zwią­za­nych z poru­sza­ną kwe­stią?

Nie chciał­bym wypo­wia­dać się za całe śro­do­wi­sko – i nie sądzę, że robię coś wyjąt­ko­we­go. Jest wie­lu bar­dziej roz­po­zna­wal­nych twór­ców odno­szą­cych więk­sze suk­ce­sy. Dla mnie klu­czo­wa jest oso­bo­wość arty­sty. Nie moż­na zatrzy­mać się na samym two­rze­niu komik­sów, trze­ba cią­gle spraw­dzać swo­je gra­ni­ce, pró­bo­wać nowych tech­nik, tech­no­lo­gii, idei. Dzia­ła­nia pro­mo­cyj­ne trak­tu­ję jak kolej­ne pole eks­pre­sji arty­stycz­nej. Pla­no­wa­nie pro­mo­cji, kon­takt z ludź­mi – to tak­że część moje­go prze­ka­zu. Zale­ży mi, by zarów­no same wywia­dy, jak i miej­sca, w któ­rych się poja­wiam, były cie­ka­we i spój­ne, żeby oso­by śle­dzą­ce moją twór­czość mia­ły poczu­cie: „tak, to ten gość, czy­tam jego komik­sy, mówi faj­ne rze­czy”. Dla­te­go czę­sto uczest­ni­czę w festi­wa­lach, tar­gach, kon­wen­tach – bez­po­śred­ni kon­takt z czy­tel­ni­ka­mi i dys­ku­sje pane­lo­we to waż­na część mojej dzia­łal­no­ści. Sta­ram się też inte­gro­wać śro­do­wi­sko komik­so­we. Mamy nie­for­mal­ne sto­wa­rzy­sze­nie twór­ców Polish Indie, do któ­re­go sta­le zapra­szam nowych człon­ków. Zaini­cjo­wa­łem rów­nież nasz wspól­ny zin „Trze­cia Faza”, w któ­rym razem może­my się pre­zen­to­wać. Naszą siłą jest róż­no­rod­ność.

Czy­li komik­sia­rze powin­ni budo­wać mar­ki oso­bi­ste i sta­wać się spe­cja­li­sta­mi od mar­ke­tin­gu? Czy to nie zbyt obcią­ża­ją­ce dla auto­rów, któ­rzy i tak zazwy­czaj two­rzą po godzi­nach i łączą dzia­łal­ność arty­stycz­ną z inną pra­cą zarob­ko­wą?

Nie wiem, czy komik­sia­rze  p o w i n n i  budo­wać mar­ki oso­bi­ste. Myślę, że raczej war­to się zasta­no­wić, co wła­ści­wie chce­my osią­gnąć przez naszą twór­czość. Jeśli naj­więk­szą satys­fak­cję daje nam pro­ces two­rze­nia, to może być on celem samym w sobie. Jeśli jed­nak zale­ży nam, by dotrzeć do jak naj­więk­szej licz­by odbior­ców, wte­dy budo­wa­nie wła­snej mar­ki i pewien rodzaj autor­skie­go mar­ke­tin­gu sta­ją się czę­ścią pro­ce­su twór­cze­go. Z mojej per­spek­ty­wy nie jest to kwe­stia wymo­gów, ale świa­do­mej decy­zji. Jeśli dążysz do roz­po­zna­wal­no­ści i chcesz, by two­ja sztu­ka docie­ra­ła do ludzi, musisz poświę­cić dodat­ko­wy czas na kon­takt z odbior­ca­mi, pro­mo­cję i obec­ność w prze­strze­ni publicz­nej.

Czy na wypro­wa­dze­nie komik­su poza „Komik­so­wo” mogą wpły­wać przy­zna­wa­ne twór­com nagro­dy? Na przy­kład Pasz­port „Poli­ty­ki” dla Jac­ka Świ­dziń­skie­go? Czy jed­nak nie wią­zał­byś z podob­ny­mi wyróż­nie­nia­mi wiel­kich nadziei, a doce­nie­nie Festi­wa­lu trak­tu­jesz nie jako jaskół­kę zwia­stu­ją­cą wio­snę, lecz raczej jako zja­wi­sko wyizo­lo­wa­ne?

Na pew­no to dobry znak – i bar­dzo się cie­szę, że pol­ski komiks został w ten spo­sób doce­nio­ny. Moim celem nie jest jed­nak wypro­wa­dze­nie komik­su poza „Komik­so­wo”, ale spra­wie­nie, by został on uzna­ny za lite­ra­tu­rę. Nie widzę powo­du, dla któ­re­go komiks miał­by być trak­to­wa­ny ina­czej niż pozo­sta­łe książ­ki. Czy­tel­nik szu­ka­ją­cy nowych tre­ści i doświad­czeń może się­gnąć zarów­no po książ­kę w tra­dy­cyj­nym rozu­mie­niu, jak i po komiks. Jako śro­do­wi­sko tro­chę się zamknę­li­śmy – zbyt­nio sku­pi­li­śmy się na tym, że two­rzy­my komik­sy. A to jest waż­ne tyl­ko dla nas, nie dla odbior­cy.

Ale komiks nie jest tek­stem lite­rac­kim w sen­sie ści­słym: jest komik­sem. Nie zmie­nia to fak­tu, że oba te wytwo­ry kul­tu­ry czę­sto tra­fia­ją do podob­nych grup odbior­ców. Czy żeby komik­sia­rze mogli odno­sić suk­ce­sy ryn­ko­we, muszą zacząć ukry­wać ter­min „komiks” pod płasz­czy­kiem jakie­goś mar­ke­tin­go­we­go hasła? Na czym pole­ga her­me­tycz­ność tego śro­do­wi­ska i jak mogło­by się ono otwo­rzyć?

Abso­lut­nie nie trze­ba nic ukry­wać. Prze­cież wybie­ra­my medium komik­su dla­te­go, że naj­le­piej pasu­je ono do tre­ści, któ­rą chce­my prze­ka­zać. Po pro­stu uwa­żam, że medium samo w sobie nie powin­no ogra­ni­czać odbior­cy. Dla­cze­go jako czy­tel­nik, któ­ry ma ocho­tę prze­czy­tać bio­gra­fię, mogę w księ­gar­ni zna­leźć pół­kę z książ­ka­mi bio­gra­ficz­ny­mi, ale jeśli chcę prze­czy­tać  k o m i k s o w ą  b i o g r a f i ę, to muszę jej szu­kać na zupeł­nie innej pół­ce, opi­sa­nej po pro­stu jako „komik­sy”? W ten spo­sób sam komiks sta­je się her­me­tycz­ny. Poten­cjal­ny czy­tel­nik nie musi być prze­cież ogra­ni­czo­ny przez for­mę utwo­ru, któ­ry zamie­rza prze­czy­tać. Komik­sy bio­gra­ficz­ne i książ­ki bio­gra­ficz­ne w księ­gar­niach czy biblio­te­kach mogły­by stać obok sie­bie, zamiast być sztucz­nie oddzie­la­ne ze wzglę­du na rodzaj medium. A jeśli cho­dzi o samo śro­do­wi­sko, cza­sem chy­ba jeste­śmy tro­chę  z b y t  z a p a l c z y w i  w pod­kre­śla­niu, że two­rzy­my komik­sy. I że jeste­śmy z tego dum­ni – co jest oczy­wi­ście wspa­nia­łe. Ale czy to dla poten­cjal­ne­go odbior­cy ma aż tak duże zna­cze­nie? Czy w ten spo­sób nie budu­je­my wokół sie­bie muru?

Zaob­ser­wo­wa­na przez cie­bie her­me­tycz­ność śro­do­wi­ska twór­ców wpły­wa na mniej­szą obec­ność komik­su w kul­tu­ro­wym obie­gu: ryn­ko­wym, kry­tycz­nym. Czy odbi­ja się rów­nież na jako­ści publi­ka­cji, na pozio­mie, jaki repre­zen­tu­ją? Lubisz czy­tać pol­skie komik­sy?

Obec­nie mamy wie­lu wspa­nia­łych twór­ców. Komiks w Pol­sce jest nie­zwy­kle zróż­ni­co­wa­ny, publi­ko­wa­ne są zarów­no dzie­ła gatun­ko­we, jak i eks­pe­ry­men­tal­ne. Wła­ści­wie moż­na powie­dzieć, że odpo­wia­da on dziś wszyst­kim kie­run­kom lite­ra­tu­ry. Jakość poszcze­gól­nych wydań oczy­wi­ście bywa róż­na: obok rze­czy abso­lut­nie wybit­nych znaj­dzie­my też mniej uda­ne, ale wszyst­kie łączy jed­no: są świa­dec­twem prze­moż­nej chę­ci two­rze­nia. Lubię czy­tać pol­skie komik­sy, tak jak lubię czy­tać w ogó­le. Lubię się uczyć i odkry­wać nowe rze­czy.

Gdy­byś miał wymie­nić trzy god­ne uwa­gi pol­skie komik­sy, któ­re tytu­ły byś wska­zał i dla­cze­go?

Zavka, Pro­mie­nie Xi

Artyst­ka o abso­lut­nie uni­kal­nym sty­lu, zarów­no gra­ficz­nym, jak i nar­ra­cyj­nym. Pro­mie­nie Xi to posta­po­ka­lip­tycz­ny sen o nie­osią­gal­nym raju, komiks nie­zwy­kle eks­pe­ry­men­tal­ny, wycho­dzą­cy dale­ko poza tra­dy­cyj­ne ramy for­my komik­so­wej. Zavka to twór­czy­ni odważ­na, świa­do­ma języ­ka medium, któ­rym się posłu­gu­je, i dosko­na­le ope­ru­ją­ca róż­ny­mi sty­la­mi nar­ra­cji.

Okładka komiksu Zavki pt. „Promienie Xi”
Zavka, „Promienie Xi”, Warszawa: timof i cisi wspólnicy, 2024.

Mar Bog­da­nis, I Have a Dog

Nie­po­zor­ne dzie­ło, któ­re na pierw­szy rzut oka przy­po­mi­na książ­kę dla dzie­ci, a w rze­czy­wi­sto­ści poru­sza bar­dzo waż­ne tema­ty – tole­ran­cji i otwar­to­ści. W krót­kiej for­mie Mar poka­zu­je, jak wie­le rze­czy może mieć zna­cze­nie i jak wie­le nie musi go mieć wca­le. Całość utrzy­ma­na jest w nie­zwy­kłym sty­lu, łączą­cym baj­ko­wość kre­ski z cię­ża­rem nar­ra­cji.

Okładka komiksu Mara Bogdanisa pt. „I Have a Dog”
Mar Bogdanis, „I Have a Dog”, Sopot: Mar Bogdanis Print, 2023.

Asia War­dzyń­ska, Skarb

Komiks bez dia­lo­gów, trak­tu­ją­cy o poszu­ki­wa­niu tytu­ło­we­go skar­bu. To histo­ria wie­lo­war­stwo­wa, otwar­ta na róż­ne inter­pre­ta­cje, nary­so­wa­na w cha­rak­te­ry­stycz­nym, melan­cho­lij­no-eufo­rycz­nym sty­lu. Eks­pe­ry­ment, któ­ry pozo­sta­je przy­stęp­ny w odbio­rze, a jed­no­cze­śnie ma głę­bo­kie prze­sła­nie.

 

Okładka komiksu Asi Wardzyńskiej pt. „Skarb”
Asia Wardzyńska, „Skarb”, [wydawnictwo niezależne], 2022.

Dwa z wymie­nio­nych przez cie­bie komik­sów to tytu­ły opu­bli­ko­wa­ne w ramach pol­skiej sce­ny nie­za­leż­nej. Rodzi­me ziny komik­so­we cały czas są w ostrym natar­ciu, na „nie­za­lo­wej” sce­nie wyda­je się dużo, mamy swo­je impre­zy i nagro­dy, mamy wspo­mnia­ne przez cie­bie Polish Indie. Czy pol­ski komiks nie­za­leż­ny wciąż jest na fali czy może apo­geum zain­te­re­so­wa­nia mamy już za sobą? War­to porów­nać cho­ciaż­by obec­ność zinów na festi­wa­lu w Łodzi w tym roku i dwa, trzy lata temu.

Sce­na nie­za­leż­na rośnie i będzie rosnąć. Mówię to z peł­nym prze­ko­na­niem, bo obser­wu­ję, co się dzie­je na festi­wa­lach – poja­wia się mnó­stwo nowych auto­rów, coraz wię­cej osób dołą­cza do Polish Indie. Uda­ło nam się też stwo­rzyć spo­łecz­ność, w któ­rej arty­ści real­nie sobie poma­ga­ją: przy publi­ko­wa­niu, trans­por­cie na festi­wa­le, pro­mo­cji czy po pro­stu w codzien­nej komu­ni­ka­cji. Komiks nie­za­leż­ny ma się dobrze, a nowe poko­le­nie sta­wia na indy­wi­du­alizm i szcze­rość arty­stycz­ną. Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na to, co jesz­cze poka­żą mło­dzi twór­cy.

Skąd ten sil­ny zwrot ku zinom w twór­czo­ści pol­skich arty­stów? Na zino­wą sce­nę wkra­cza­ją coraz czę­ściej auto­rzy uzna­ni, mają­cy za sobą wie­le współ­prac z wydaw­ca­mi.

Myślę, że to przede wszyst­kim kwe­stia szyb­kie­go pro­ce­su wydaw­ni­cze­go. Wszyst­ko zale­ży od cie­bie: sam dbasz o druk, skład i sprze­daż. To daje wyjąt­ko­we poczu­cie kon­tro­li nad przed­się­wzię­ciem, gwa­ran­tu­je też bez­po­śred­ni kon­takt z odbior­cą. Dodat­ko­wo wła­sne sto­isko to coś w rodza­ju cen­trum dowo­dze­nia: masz swo­je miej­sce, ludzie wie­dzą, gdzie cię zna­leźć, możesz obser­wo­wać, co się dzie­je, poroz­ma­wiać z inny­mi twór­ca­mi i czy­tel­ni­ka­mi.

Co cenisz sobie naj­bar­dziej w self-publi­shin­gu, a co daje ci współ­pra­ca z wydaw­cą?

Para­dok­sal­nie – nie dostrze­gam wiel­kich róż­nic. Wydaw­cy zazwy­czaj nie inge­ru­ją w samo dzie­ło, raczej wspie­ra­ją cały pro­ces jego powsta­wa­nia. Ich doświad­cze­nie daje mi poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i pew­ność, że wszyst­ko idzie w dobrym kie­run­ku. Ofi­cy­ny orga­ni­zu­ją też pro­fe­sjo­nal­ny skład, redak­cję i dys­try­bu­cję – to bar­dzo cen­ne wspar­cie. Oczy­wi­ście każ­da insty­tu­cja sama decy­du­je o tym, czy chce z tobą współ­pra­co­wać, więc siłą rze­czy two­je dzie­ło musi wpi­sy­wać się w jej pro­fil, speł­niać pew­ne ocze­ki­wa­nia. W self-publi­shin­gu etap poszu­ki­wa­nia wydaw­cy w ogó­le nie ist­nie­je, ale za to wszyst­kim trze­ba zająć się same­mu. Nie oce­niam tego w kate­go­riach „lep­sze – gor­sze”. To po pro­stu dwa róż­ne spo­so­by dys­try­bu­cji komik­su. Dziś self-publi­shing jest tak pro­fe­sjo­nal­ny, że gra­ni­ca mię­dzy samo­dziel­nym wyda­wa­niem a współ­pra­cą z wydaw­nic­twem wła­ści­wie się zatar­ła.

Jak oce­niasz komik­so­wą publi­cy­sty­kę? Od lat toczy się śro­do­wi­sko­wa dys­ku­sja w sty­lu „Nie ma kogo czytać/słuchać”, ale jej zakres czę­sto obej­mu­je oso­by, któ­re nigdy nie pre­ten­do­wa­ły do mia­na kry­ty­ków, a zaj­mu­ją się raczej fanow­skim blo­go­wa­niem. Co ofe­ru­je dzi­siaj komik­so­wa kry­ty­ka? Cze­go ci w niej bra­ku­je i czy jest to pro­blem jed­nost­ki czy może zło­żo­ne, sys­te­mo­we zja­wi­sko?

Trud­no ocze­ki­wać od fanów twór­czo­ści komik­so­wej pro­wa­dzą­cych blo­gi czy pod­ca­sty tego same­go podej­ścia, któ­re pre­zen­tu­ją pro­fe­sjo­nal­ni kry­ty­cy. Siłą nasze­go śro­do­wi­ska są wła­śnie pasjo­na­ci – ich ener­gia, zaan­ga­żo­wa­nie i spon­ta­nicz­ność. Dla­te­go sta­ram się nie oce­niać jako­ści ich dzia­łań: jeśli coś do mnie nie tra­fia, po pro­stu tego nie czy­tam ani nie słu­cham. Na szczę­ście jest wie­le miejsc, któ­re wyra­sta­ją ponad prze­cięt­ność. Świet­ną robo­tę wyko­nu­ją choć­by Mar­ta Kostec­ka, „Wypisz, wyma­luj – subiek­tyw­nie o komik­sach” czy „Death to the Zins”. To auto­rzy i autor­ki napraw­dę zaan­ga­żo­wa­ni, co sta­no­wi zarów­no ich siłę, jak i sła­bość. Wszy­scy jeste­śmy czę­ścią jed­ne­go śro­do­wi­ska, zna­my się i czę­sto spo­ty­ka­my przy róż­nych oka­zjach. W komik­so­wej publi­cy­sty­ce bra­ku­je mi spoj­rze­nia z zewnątrz – porów­nań do innych mediów, ana­liz kul­tu­ro­wych, któ­re mogły­by nas osa­dzić w szer­szym kon­tek­ście. To jed­nak nie zarzut wobec kogo­kol­wiek kon­kret­ne­go, raczej cecha sys­te­mo­wa, wyni­ka­ją­ca z pew­nej her­me­tycz­no­ści naszej sce­ny.

Dużo się mówi na temat tego, jak dłu­gą dro­gę prze­szedł pol­ski komiks przez ostat­nie ćwierć­wie­cze, jak pod­niósł się po wiel­kiej smu­cie lat 90. Zapew­ne wie­le osób zgo­dzi się ze stwier­dze­niem, że nigdy nie było tak dobrze, jak jest teraz. Mam jed­nak wra­że­nie, że kie­dy mówi­my o przy­szło­ści pol­skie­go komik­su, rów­nie czę­sto jak o nadzie­jach wspo­mi­na­my o oba­wach – czy to zwią­za­nych z osią­gnię­ciem pew­ne­go prze­sy­tu, masy kry­tycz­nej w zakre­sie przy­swa­ja­nych przez nas tre­ści, czy też doty­czą­cych roz­wo­ju sztucz­nej inte­li­gen­cji i jej wpły­wu na wszel­kie obsza­ry pra­cy kre­atyw­nej, w tym na komiks. Jaka według cie­bie będzie przy­szłość pol­skie­go komik­su?

Jestem w tej kwe­stii wiel­kim opty­mi­stą. Nie sądzę, żeby­śmy osią­gnę­li jakąś masę kry­tycz­ną – nie wszyst­kie komik­sy muszą być prze­cież czy­ta­ne przez wszyst­kich. Każ­dy z nas ma wła­sne pre­fe­ren­cje doty­czą­ce gatun­ku czy sty­lu. Im więk­sza róż­no­rod­ność, tym więk­sza szan­sa, że każ­dy znaj­dzie coś dla sie­bie. Dla­te­go wró­cę tu do mojej wcze­śniej­szej myśli – nie powin­ni­śmy oce­niać dzie­ła przez pry­zmat medium, ale przez pry­zmat tre­ści. Niech komik­sy, książ­ki i fil­my ist­nie­ją obok sie­bie, podzie­lo­ne wyłącz­nie według kry­te­rium gatun­ku. Jeśli cho­dzi o sztucz­ną inte­li­gen­cję, wiem, że budzi ona wie­le obaw i kon­tro­wer­sji, ale oso­bi­ście ich nie podzie­lam. Algo­ryt­my z natu­ry rze­czy przy­czy­nia­ją się do powsta­wa­nia uśred­nień – gene­ru­ją obra­zy i tek­sty sta­no­wią­ce kom­pi­la­cję tego, co już ist­nie­je. Ich two­ry są więc naj­czę­ściej „bez­piecz­ne”, este­tycz­nie popraw­ne, pozba­wio­ne ostrych kra­wę­dzi. To ogrom­na szan­sa dla arty­stów o wyra­zi­stym sty­lu, któ­rzy wie­dzą, co chcą prze­ka­zać. Ich auten­tycz­ność, indy­wi­du­al­ny głos i wraż­li­wość sta­ną się jesz­cze bar­dziej war­to­ścio­we. A tego rodza­ju twór­ców w Pol­sce zde­cy­do­wa­nie nie bra­ku­je.

Mam wra­że­nie, że to w śro­do­wi­sku dość odosob­nio­ny głos. Myślę o two­jej odpo­wie­dzi w kon­tek­ście tego, co mówi­łeś o pro­mo­cji Zardze­wia­łe­go Tan­kow­ca i o naiw­nej wie­rze w to, że dobra pra­ca sama zagwa­ran­tu­je arty­ście suk­ces. Twór­czość AI jest – z wydaw­ni­cze­go punk­tu widze­nia – o wie­le tań­sza niż twór­czość ludz­ka. Będzie jej dużo (w nie­któ­rych obsza­rach już jest), więc być może zaosz­czę­dzo­ne na hono­ra­riach pie­nią­dze zosta­ną zain­we­sto­wa­ne w dzia­ła­nia pro­mo­cyj­ne. Wyła­nia nam się tu obraz dość trud­nej kon­ku­ren­cji.

Nie wiem, czy kie­dy­kol­wiek w histo­rii było tak, że dobra pra­ca sama się obro­ni­ła. Jeśli spoj­rzy­my na sztu­kę, to za wiel­ki­mi dzie­ła­mi zawsze sta­ły wiel­kie oso­bo­wo­ści – Egon Schie­le, Fri­da Kah­lo, Paul Gau­gu­in, Cara­vag­gio. Sztu­ka jest ema­na­cją oso­bo­wo­ści, a oso­bo­wość to tak­że siła słu­żą­ca do pro­mo­cji. Dla mnie jest bar­dzo waż­ne, żeby­śmy się nie bali, żeby­śmy kształ­to­wa­li świat takim, jakim chce­my go oglą­dać – to kwin­te­sen­cja bycia twór­cą. Cała resz­ta przyj­dzie z cza­sem. Pra­ca nad nowym komik­sem jest tak samo waż­na jak pra­ca nad pozna­wa­niem i eks­plo­ro­wa­niem sie­bie. W kon­tek­ście AI wspo­mnia­łaś o kosz­tach i oszczęd­no­ściach wyni­ka­ją­cych z wyeli­mi­no­wa­nia z pro­ce­su twór­cze­go oso­by auto­ra. Nie sądzę, żeby to w ogó­le dawa­ło real­ne oszczęd­no­ści. Komiks stwo­rzo­ny wyłącz­nie przez AI wyma­ga odpo­wied­nich algo­ryt­mów, szko­le­nia mode­li, korzy­sta­nia z ogrom­nych baz danych. Kosz­ty takie­go pro­ce­su w wie­lu przy­pad­kach są wie­lo­krot­nie wyż­sze niż jakie­kol­wiek hono­ra­ria. Wyda­je mi się, że z jed­nej stro­ny prze­ce­nia­my AI, przy­pi­su­jąc jej cechy, któ­rych nie ma – na przy­kład zdol­ność samo­dziel­ne­go two­rze­nia sztu­ki – a z dru­giej stro­ny nie dosza­co­wu­je­my jej moż­li­wo­ści w innych obsza­rach. To narzę­dzie, któ­re potra­fi skró­cić czas uciąż­li­wych zadań: pla­no­wa­nia, przy­go­to­wy­wa­nia wer­sji robo­czych, porząd­ko­wa­nia pomy­słów. Ewo­lu­cja tej tech­no­lo­gii zmie­rza w kie­run­ku czę­ścio­wej auto­ma­ty­za­cji, nie zastą­pie­nia twór­cy. Ostat­nio byłem na Occul­tu­re Con­fe­ren­ce, gdzie pozna­łem oso­by eks­plo­ru­ją­ce filo­zo­fię Wil­lia­ma Sewar­da Bur­ro­ugh­sa, auto­ra Nagie­go lun­chu. Bur­ro­ughs uwa­żał, że ludz­kość zosta­ła uwię­zio­na przez wiru­sa, któ­rym jest język. Według pisa­rza ist­nie­je tyl­ko to, co umie­my nazwać – więc język two­rzy naszą rze­czy­wi­stość. Gdy­by uda­ło się nam wyeli­mi­no­wać język, mogli­by­śmy zoba­czyć „praw­dę”. Stąd eks­pe­ry­men­ty Bur­ro­ugh­sa z loso­wym łącze­niem słów, two­rze­niem ksią­żek z przy­pad­ko­wych zdań i szu­ka­niem w nich prze­ka­zu. Pisarz zmarł w 1997 roku, ale dziś jego idee wra­ca­ją. Ludzie zain­spi­ro­wa­ni jego myślą wyko­rzy­stu­ją star­sze mode­le AI do gene­ro­wa­nia loso­wych tek­stów i odkry­wa­nia ukry­tych w nich zna­czeń. Dziw­ne, ale też bar­dzo kre­atyw­ne zasto­so­wa­nie tej tech­no­lo­gii. Nie bój­my się więc – jako twór­cy. Wierz­my, że nasze pra­ce są czymś waż­nym. Mów­my o tym, poka­zuj­my to świa­tu, a nasza sztu­ka prze­trwa.

– artysta i twórca komiksów.

więcej →

– zastępczyni redaktora naczelnego „Zeszytów Komiksowych” i stała współpracowniczka portalu czaskultury.pl.

więcej →

Powiązane teksty

04.04.2026
Rozmowy

Język odgrywa istotną rolę w odczłowieczaniu. Percival Everett jest tego świadomy

Percival Everett, świadomy magicznej mocy języka, posługuje się nim jako bronią, co jest naturalne, bo polem bitwy jest tu fikcja literacka. Słowo staje się narzędziem wymierzania sprawiedliwości, gdyż nie można w tej sprawie liczyć na naturę, Boga ani historię. Pozostaje trzymać się magii języka – mówi Tomasz Macios, tłumacz Drzew, w rozmowie z Amelią Sarnowską.