Szczelina na świat otwarta na medium – o fenomenie „Festiwalu” Jacka Świdzińskiego

W kwiet­niu 2026 roku wydaw­nic­two Kul­tu­ra Gnie­wu opu­bli­ko­wa­ło nowy komiks Jac­ka Świ­dziń­skie­go zaty­tu­ło­wa­ny Ideo. War­to więc przy­po­mnieć feno­men Festi­wa­lu tego auto­ra, lau­re­ata Pasz­por­tów „Poli­ty­ki” z 2023 roku (wyróż­nie­nie sprzed trzech lat cał­ko­wi­cie zde­ter­mi­no­wa­ło spo­sób myśle­nia i mówie­nia o tym albu­mie). Czy to wyjąt­ko­we dla śro­do­wi­ska komik­so­we­go wyda­rze­nie było rów­nie istot­ne dla resz­ty świa­ta kul­tu­ral­ne­go w naszym kra­ju?

Pre­sti­żo­wa nagro­da lite­rac­ka dla mło­dych twór­ców przy­zna­na w kate­go­rii „Lite­ra­tu­ra” Jac­ko­wi Świ­dziń­skie­mu za jego komiks dla wie­lu z pew­no­ścią była zasko­cze­niem (to pierw­sza w histo­rii nomi­na­cja za komiks w tej kate­go­rii). Jed­nych obu­rzy­ła, budząc odwiecz­ną (i raczej bez­za­sad­ną) dys­ku­sję: „czy komiks to lite­ra­tu­ra?”, innych skło­ni­ła do się­gnię­cia po opo­wieść w nie­zna­nym im medium. War­to przyj­rzeć się same­mu Festi­wa­lo­wi na tle wcze­śniej­szej twór­czo­ści Świ­dziń­skie­go, a jed­no­cze­śnie zadać sobie pyta­nie, czy tak waż­na nagro­da lite­rac­ka za histo­rię obraz­ko­wą ma szan­sę zmie­nić postrze­ga­nie tego medium w Pol­sce. Czy zna­cze­nie wyróż­nie­nia ogra­ni­cza się do jego war­to­ści sym­bo­licz­nej i wpro­wa­dze­nia komik­su „na salo­ny” czy może rze­czy­wi­ście ma istot­niej­sze skut­ki, wpły­wa na coś wię­cej niż tyl­ko pozor­ny pre­stiż i chwi­lo­wy zamęt wśród lite­ra­tów? Dla śro­do­wi­ska komik­so­we­go było to na pew­no jed­no z waż­niej­szych wyda­rzeń w ostat­nich latach – przede wszyst­kim mia­ło zna­cze­nie sym­bo­licz­ne i sta­no­wi­ło impuls do reflek­sji nad sta­tu­sem pol­skie­go komik­su w szer­szym dys­kur­sie lite­rac­kim.

Festi­wal Świ­dziń­skie­go powstał jako pochod­na pew­ne­go śledz­twa. Jak wspo­mi­na sam autor w nagra­niu zre­ali­zo­wa­nym z oka­zji wysta­wy Pokój w Gale­rii Biel­skiej BWA (12 kwietnia–2 czerw­ca 2024, kura­tor­ka: Aga­ta Smal­cerz)1, wszyst­ko zaczę­ło się od audy­cji w radiu, pod­czas któ­rej usły­szał on o wysta­wie sztu­ki anty­fa­szy­stow­skiej w Muzeum Sztu­ki Nowo­cze­snej. Szyb­ko oka­za­ło się, że pre­zen­to­wa­no tam kopię Guer­ni­ki Pabla Picas­sa nama­lo­wa­ną przez Woj­cie­cha Fan­go­ra2, któ­ra była jed­ną z deko­ra­cji wyko­na­nych spe­cjal­nie na V Świa­to­wy Festi­wal Mło­dzie­ży i Stu­den­tów o Pokój i Przy­jaźń w 1955 roku. Jak zauwa­żył Świ­dziń­ski, Fan­gor nie stwo­rzył takie­go ele­men­tu deko­ra­cji, a Guer­ni­cę na Festi­wal wyko­nał – na pod­sta­wie foto­gra­fii tego obra­zu – Jerzy Hry­nie­wiec­ki. Aby to udo­wod­nić, twór­ca zaczął prze­ko­py­wać archi­wa i czy­tać wszyst­ko, co wpa­dło mu w ręce i wią­za­ło się z Festi­wa­lem, w tym z wyko­rzy­sta­ny­mi tam deko­ra­cja­mi. Potwier­dził swo­ją tezę (odko­paw­szy wypo­wiedź Fan­go­ra, w któ­rej arty­sta przy­zna­wał, że wyko­nał na potrze­by Festi­wa­lu trzy deko­ra­cje i żad­na nie była repli­ką Guer­ni­ki Picas­sa), a przy oka­zji zagłę­bił się w fascy­nu­ją­cą histo­rię same­go wyda­rze­nia. Prze­ni­ka­ły się w niej pro­pa­gan­do­we rela­cje i rze­czy­wi­ste wspo­mnie­nia ludzi kul­tu­ry. Dla upa­mięt­nie­nia pro­ce­su, któ­ry roz­po­czął powsta­nie albu­mu, wspo­mnia­na Guer­ni­ca zosta­ła umiesz­czo­na na jed­nej z pierw­szych plansz Festi­wa­lu.

Zbie­ra­nie mate­ria­łów trwa­ło pół­to­ra roku. Śledz­two pro­wa­dzo­ne z per­spek­ty­wy cza­su pozwo­li­ło dotrzeć rów­nież do rela­cji o cha­rak­te­rze wol­no­ścio­wym, powsta­łych po 1989 roku. Czer­pa­nie przez auto­ra gar­ścia­mi z dro­bia­zgo­wych badań doty­czą­cych epo­ki spra­wia, że Festi­wal uka­zu­je róż­ne punk­ty widze­nia, two­rzy więc pano­ra­mę PRL. Jest kola­żem for­mal­nym i fabu­lar­nym, łączą­cym róż­ne gatun­ki (esej histo­rycz­ny, doku­ment, fabu­łę). Zresz­tą zanim Festi­wal stał się komik­sem, w gło­wie auto­ra funk­cjo­no­wał jako repor­taż histo­rycz­ny sku­pio­ny na sztu­ce lub doku­ment pod­po­rząd­ko­wa­ny chro­no­lo­gii wyda­rzeń. W koń­cu sta­nę­ło na frag­men­ta­rycz­nej, fabu­la­ry­zo­wa­nej opo­wie­ści bez wyraź­nej osi cza­su, bo ta za bar­dzo ogra­ni­cza­ła pro­ces twór­czy. Opis przed­sta­wio­nych w albu­mie wyda­rzeń opar­ty jest na wspo­mnie­niach ludzi kul­tu­ry, sztu­ki i pra­cy, wśród któ­rych autor wymie­nia mię­dzy inny­mi Mar­ka Hła­skę czy Roma­na Polań­skie­go (ten dru­gi wdał się w bój­kę z bile­te­rem), Agniesz­kę Osiec­ką (festi­wa­lo­wą tłu­macz­kę) czy Jaro­sła­wa Iwasz­kie­wi­cza (będą­ce­go gościem spe­cjal­nym). Nie tyl­ko odwo­ła­nia do wspo­mnień osób zna­nych i nie­zna­nych, lecz tak­że pra­so­we wycin­ki, archi­wa foto­gra­ficz­ne, lite­ra­tu­ra i fil­my z epo­ki oraz dro­bia­zgo­we stu­dio­wa­nie sztu­ki tam­te­go cza­su pozwo­li­ły Świ­dziń­skie­mu na stwo­rze­nie wie­lo­war­stwo­we­go obra­zu tego szcze­gól­ne­go wyda­rze­nia.

V Świa­to­wy Festi­wal Mło­dzie­ży i Stu­den­tów o Pokój i Przy­jaźń – w któ­rym wzię­ło udział sto pięć­dzie­siąt tysię­cy Pola­ków i któ­ry odwie­dzi­ło dwa­dzie­ścia pięć tysię­cy obco­kra­jow­ców ze stu czter­na­stu państw – w wyobraź­ni Świ­dziń­skie­go przy­bie­ra postać wspo­mnie­nia: frag­men­ta­rycz­ne­go, poszar­pa­ne­go, momen­ta­mi blak­ną­ce­go w pamię­ci. Dużo tu dzie­je się pomię­dzy kadra­mi (trze­ba pamię­tać, że sce­ną wyda­rzeń jest mia­sto nie tak daw­no znisz­czo­ne przez woj­nę, boha­te­ra­mi – ludzie w obli­czu kolej­ne­go zagro­że­nia, tym razem ato­mo­we­go), a całość zosta­ła uję­ta w for­mę sce­nek rodza­jo­wych (nie­kie­dy absur­dal­nych), w któ­rych istot­ny jest zbio­ro­wy boha­ter. Skła­da­ją się na nie­go cudzo­ziem­cy, pre­zen­tu­ją­cy róż­ny sto­su­nek do War­sza­wy; arty­ści (rów­nież ist­nie­ją­cy napraw­dę, choć zapre­zen­to­wa­ni w krzy­wym zwier­cia­dle); star­si pano­wie, któ­rzy komen­tu­ją wyda­rze­nia z wnę­trza zakła­du fry­zjer­skie­go w klu­czu „kie­dyś były cza­sy…” (co jest hoł­dem dla Złe­go Leopol­da Tyr­man­da i tam­tej­szej inwo­ka­cji do war­szaw­skich fry­zje­rów); mło­dzież szu­ka­ją­ca przy­gód i miło­ści czy socre­ali­stycz­ne przo­dow­nicz­ki pra­cy (w tym stwo­rzo­na na potrze­by komik­su postać Jadwi­gi – Festi­wal był dla niej speł­nie­niem marze­nia, sama nie mia­ła siły po nie się­gnąć, więc ukra­dła je kole­żan­ce). Każ­dy z tego wie­lo­barw­ne­go tłu­mu dokła­da swo­ją cegieł­kę do wyjąt­ko­wo­ści wyda­rze­nia, sta­no­wią­ce­go zapo­wiedź nad­cią­ga­ją­cej poli­tycz­nej odwil­ży, a dla wie­lu mło­dych ludzi – o czym rów­nież mówi Świ­dziń­ski – szan­sę na skon­stru­owa­nie wła­sne­go „ja”, któ­re mogło funk­cjo­no­wać poza utar­ty­mi rola­mi pro­po­no­wa­ny­mi przez ówcze­sne wła­dze. W jed­nym z wywia­dów autor zauwa­ża:

Wcho­dzą­cy w doro­słość czło­wiek miał w tam­tych cza­sach do wybo­ru: albo odbu­do­wy­wać War­sza­wę, albo iść do fabry­ki, albo pra­co­wać w PGR-ze – a jeśli chciał robić coś inne­go, to był chu­li­ga­nem, zbęd­nym ele­men­tem. Aż tu nagle ci wszy­scy mło­dzi z pla­cu budo­wy zoba­czy­li na wła­sne oczy, że moż­na też być kimś zupeł­nie innym i robić inne rze­czy. Chcia­łem wła­śnie to opi­sać3.

Mimo że autor Festi­wa­lu posłu­gu­je się pozor­nie nie­po­waż­ną i uprosz­czo­ną for­mą, nie ule­ga poku­sie pro­stej kry­ty­ki socre­ali­stycz­nych cza­sów lub nazna­czo­nej nostal­gią humo­ry­stycz­nej opo­wie­ści o ich absur­dach. Album wymy­ka się więc dwóm domi­nu­ją­cym stra­te­giom opo­wia­da­nia o Pol­skiej Rze­czy­po­spo­li­tej Ludo­wej. Jego głów­na siła wią­że się z reali­za­cją ambi­cji Świ­dziń­skie­go, aby powie­dzieć coś waż­ne­go o histo­rii sprzed sied­miu dekad. Dodat­ko­wym atu­tem publi­ka­cji jest jej nie­ty­po­wa for­ma. Mini­ma­li­stycz­ny styl auto­ra to pochod­na inspi­ra­cji twór­czo­ścią Boh­da­na Buten­ki i Sła­wo­mi­ra Mroż­ka. Nie­ty­po­wa kre­ska i sku­pie­nie Świ­dziń­skie­go jedy­nie na ele­men­tach, któ­re mają wpływ na roz­wój fabu­ły, mogą być wyzwa­niem dla wie­lu czy­tel­ni­ków Festi­wa­lu. Choć twór­ca jest nie­zwy­kle spraw­ny warsz­ta­to­wo, jego komiks na pierw­szy rzut oka może odpy­chać z powo­du nad­mier­nej pro­sto­ty uję­cia i przy­ję­tej kon­wen­cji – tak dale­kiej od sty­lu ame­ry­kań­skie­go i fran­ko­foń­skie­go, ogól­nie koja­rzo­nych z oma­wia­nym medium.

Okładka komiksu Jacka Świdzińskiego pod tytułem „Festiwal”.
Jacek Świdziński, „Festiwal”, Warszawa: Kultura Gniewu, 2023.

Świ­dziń­ski gra we wła­snej lidze. Album nagro­dzo­ny Pasz­por­tem „Poli­ty­ki” to jego naj­doj­rzal­szy komiks, któ­ry w pewien spo­sób jest uko­ro­no­wa­niem arty­stycz­nej dro­gi twór­cy – mniej tu post­mo­der­ni­stycz­nych gier, iro­nicz­ne­go humo­ru czy prze­ry­so­wa­nych teo­rii spi­sko­wych, a fik­cyj­ne życio­ry­sy zna­nych ludzi nie słu­żą tyl­ko zaba­wie (choć bawi się nimi sam Świ­dziń­ski: oso­by prze­by­wa­ją­ce we wspo­mnia­nym zakła­dzie fry­zjer­skim zosta­ły nary­so­wa­ne inną kre­ską, nawią­zu­ją­cą do przed­wo­jen­nych pasków gaze­to­wych; fizjo­no­mia boha­te­rów była nato­miast wzo­ro­wa­na na posta­ciach wykre­owa­nych przez Kor­ne­la Maku­szyń­skie­go i Maria­na Walen­ty­no­wi­cza). Już w Zda­rze­niu 1908, A niech Cię, Tesla! czy Wiel­kiej uciecz­ce z ogród­ków dział­ko­wych twór­ca eks­pe­ry­men­to­wał z fabu­łą i for­mą, pozo­sta­jąc jed­no­cze­śnie wier­nym swo­je­mu sty­lo­wi. Eru­dy­cyj­ne odnie­sie­nia, włą­cza­nie do fabuł praw­dzi­wych posta­ci, korzy­sta­nie z chwy­tów cha­rak­te­ry­stycz­nych dla powie­ści szka­tuł­ko­wej czy wresz­cie prze­wrot­ne gry z czy­tel­ni­kiem to stra­te­gie arty­stycz­ne, któ­re są tak­że widocz­ne w Festi­wa­lu. Ponad­to komiks ten zawie­ra nowe ele­men­ty, dotych­czas nie­obec­ne w twór­czo­ści Świ­dziń­skie­go. Przy­kła­dem może być oczy­wi­ście wybiór­cze (ale nie­przy­pad­ko­we) zasto­so­wa­nie kolo­rów, dzię­ki któ­re­mu przed­sta­wia­na histo­ria zysku­je dodat­ko­wy wymiar. Podob­nie dzia­ła zmia­na sty­lu rysun­ków – nie­kie­dy nawet w ramach jed­nej plan­szy (wspo­mnia­łem o panach z zakła­du fry­zjer­skie­go, ale rów­nież Jadwi­ga jest ryso­wa­na ina­czej niż pozo­sta­łe posta­cie), co tyl­ko uwy­dat­nia wie­lo­kul­tu­ro­wość, kolo­ryt i róż­no­rod­ność same­go wyda­rze­nia, o któ­rym opo­wia­da Festi­wal. Świ­dziń­ski przy­zna­je, że w tym zakre­sie czer­pał inspi­ra­cje z japoń­skie­go maga­zy­nu „Garo”, dru­ko­wa­ne­go w latach 70. i 80. XX wie­ku – na łamach pisma pre­zen­to­wa­no komik­sy gra­ficz­nie nie­spój­ne, eklek­tycz­ne, sza­lo­ne.

Dwa tygo­dnie V Świa­to­we­go Festi­wa­lu Mło­dzie­ży i Stu­den­tów o Pokój i Przy­jaźń były wyło­mem w Żela­znej Kur­ty­nie, dzię­ki któ­re­mu War­sza­wa otwo­rzy­ła się na świat i inne kul­tu­ry. Podob­nie jest w wypad­ku Festi­wa­lu Jac­ka Świ­dziń­skie­go – komiks stał się bowiem szcze­li­ną, przez któ­rą miło­śni­cy lite­ra­tu­ry i sztu­ki spoj­rze­li na histo­rie obraz­ko­we łaskaw­szym okiem. Sam autor pod­czas odbie­ra­nia nagro­dy żar­to­wał z roz­bra­ja­ją­cą szcze­ro­ścią: „Myśla­łem, że jak komiks, to skoń­czy się na nomi­na­cji”. Kapi­tu­ła doce­ni­ła jed­nak album za to, że „zna­ko­mi­cie opo­wia­da [on – red.] epic­ką, wie­lo­wy­mia­ro­wą histo­rię Festi­wa­lu Mło­dzie­ży, a tak­że odda­je pol­skie trau­my i lęki tam­tej epo­ki”. Tym samym komiks został doce­nio­ny „na salo­nach”, umiesz­czo­ny w jed­nym sze­re­gu z przy­kła­da­mi tak zwa­nej poważ­nej sztu­ki – nawet jeśli wie­lu komen­ta­to­rów w odnie­sie­niu do publi­ka­cji Świ­dziń­skie­go wola­ło uży­wać dum­niej brzmią­ce­go okre­śle­nia „powieść gra­ficz­na” („Nie bój­my się komik­sów!”, ape­lo­wał w kontrze na łamach „Poli­ty­ki” Jakub Demiań­czuk)4. Nagro­da zde­ter­mi­no­wa­ła spo­sób pisa­nia i mówie­nia o Festi­wa­lu, album zaś stał się dowo­dem na to, że w for­mie sekwen­cyj­nej nar­ra­cji gra­ficz­nej moż­na poru­szać waż­ne tema­ty, wca­le im nie urą­ga­jąc. Tym samym nagro­da ta – przy­naj­mniej w teo­rii – powin­na zmie­nić sche­mat myśle­nia o samym medium. Ten „bękart kul­tu­ry”, nie­zmien­nie od lat ste­reo­ty­po­wo utoż­sa­mia­ny z pozy­cja­mi dla dzie­ci lub „prze­brzy­dłą” popkul­tu­rą, przy­naj­mniej na chwi­lę stał się czymś wię­cej. Pozo­sta­je się zasta­no­wić, czy suk­ces Festi­wa­lu rze­czy­wi­ście miał moc, aby otwo­rzyć oczy odbior­ców na błęd­ne ste­reo­ty­py doty­czą­ce tej gałę­zi sztu­ki i czy uto­ro­wał dro­gę innym pol­skim twór­com komik­so­wych publi­ka­cji, któ­rzy ambit­nie korzy­sta­ją z moż­li­wo­ści nar­ra­cyj­nych oma­wia­ne­go medium.

Pierw­sze wyda­nie Festi­wa­lu szyb­ko zosta­ło zastą­pio­ne wyda­niem dru­gim, na któ­re­go okład­ce zna­lazł się dum­ny napis „LAUREAT PASZPORTU «POLITYKI» 2023”. Czy pre­sti­żo­wa nagro­da real­nie wpły­nę­ła na spo­sób postrze­ga­nia komik­su przez pol­skich czy­tel­ni­ków albo na wyni­ki sprze­da­żo­we komik­sów Jac­ka Świ­dziń­skie­go? Zapy­ta­łem o to Szy­mo­na Holc­ma­na z wydaw­nic­twa Kul­tu­ra Gnie­wu, któ­re od 2013 roku publi­ku­je albu­my auto­ra Ideo. Holc­man stwier­dza:

Nie mam poję­cia, czy ktoś za spra­wą Pasz­por­tu „Poli­ty­ki” dla „Festi­wa­lu” zaczął czy­tać komik­sy. Nato­miast na pew­no to wyróż­nie­nie przy­cią­gnę­ło do tego tytu­łu uwa­gę ludzi, któ­rzy na co dzień komik­sa­mi nie inte­re­su­ją się jakoś szcze­gól­nie. Pasz­port przy­cią­gnął ich uwa­gę i [„Festi­wal” – J.S.] na chwi­lę prze­bił się do szer­szej publicz­no­ści niż tyl­ko komik­so­wa. Dwa mie­sią­ce po nomi­na­cji i potem nagro­dzie sprze­daż sko­czy­ła ponad dwu­krot­nie, mimo że tytuł był już na ryn­ku od kil­ku mie­się­cy. Ale też po tych dwóch mie­sią­cach sprze­daż w zasa­dzie cał­ko­wi­cie wyha­mo­wa­ła. Więc zain­te­re­so­wa­nie było dość krót­ko­trwa­łe i nie prze­ło­ży­ło się na inne komik­sy Jac­ka, na co mie­li­śmy nadzie­ję.

Doda­je:

Moż­na powie­dzieć, że dzię­ki nagro­dzie sprze­da­li­śmy jakieś czte­ry tysią­ce egzem­pla­rzy „Festi­wa­lu”. Ale od zaprzy­jaź­nio­nych wydaw­ców książ­ko­wych wiem, że ta sama nagro­da dla książ­ki ozna­cza sprze­daż rzę­du dzie­się­ciu tysię­cy egzem­pla­rzy. Widać więc spo­rą dys­pro­por­cję mię­dzy tra­dy­cyj­ną książ­ką a komik­sem, dla któ­re­go szkla­ny sufit wisi w Pol­sce cały czas dość nisko.

Niszo­we nakła­dy pol­skich komik­sów spra­wia­ją, że trud­no nie przy­po­mnieć sobie powie­dze­nia „jed­na jaskół­ka wio­sny nie czy­ni”. Zresz­tą takich jaskó­łek było przy­naj­mniej kil­ka – by wymie­nić choć­by nomi­na­cję do Nagro­dy Nike (2013) dla Macie­ja Sień­czy­ka za album Przy­go­dy na bez­lud­nej wyspie. Oczy­wi­ście każ­de prze­bi­cie się poza bań­kę jest war­to­ścio­we, a im komiks jako rów­no­rzęd­ny książ­ce śro­dek wyra­zu jest bar­dziej widocz­ny w kon­kur­sach lite­rac­kich czy repor­ta­żo­wych, tym lepiej. Pasu­je tu chy­ba okre­śle­nie „kro­pla drą­ży ska­łę” – po pro­stu rezul­ta­ty nie są (na razie?) spek­ta­ku­lar­ne, a na takie część śro­do­wi­ska komik­so­we­go po cichu liczy od daw­na. Na mar­gi­ne­sie war­to dodać, że powieść gra­ficz­na Nasz mały sekret Emi­ly Car­ring­ton, opu­bli­ko­wa­na nakła­dem Timof Comics, tra­fi­ła do fina­łu 17. Nagro­dy im. Ryszar­da Kapu­ściń­skie­go wraz z czte­re­ma inny­mi tytu­ła­mi. Zwy­cięz­ca zosta­nie ogło­szo­ny 30 maja na Mię­dzy­na­ro­do­wych Tar­gach Książ­ki w War­sza­wie.

Kolej­na publi­ka­cja Świ­dziń­skie­go (Ideo) tra­fi­ła na pół­ki księ­garń w poło­wie kwiet­nia. Z kolei mię­dzy pre­mie­rą Festi­wa­lu a wyda­niem naj­now­sze­go komik­su autor na zle­ce­nie Muzeum Kary­ka­tu­ry w War­sza­wie stwo­rzył Brzask – przez jury 36. Mię­dzy­na­ro­do­we­go Festi­wa­lu Komik­su i Gier w Łodzi uzna­ny za naj­lep­szy pol­ski album 2025 roku (w powszech­nej dys­try­bu­cji od mar­ca bie­żą­ce­go roku). Tym samym Świ­dziń­ski został nagro­dzo­ny w Łodzi trzy­krot­nie za autor­skie publi­ka­cje. Jeśli dodać do tego Pasz­port „Poli­ty­ki”, masę innych wyróż­nień i gro­no wier­nych czy­tel­ni­ków, moż­na chy­ba poku­sić się o stwier­dze­nie, że jest arty­stą speł­nio­nym. Chcia­ło­by się po pro­stu, żeby na jego talen­cie pozna­ło się tro­chę wię­cej niż czte­ry tysią­ce czy­tel­ni­ków.

 

1 Zob. O „Festi­wa­lu”. Wywiad z Jac­kiem Świ­dziń­skim, onli­ne: https://www.youtube.com/watch?v=JY4hrRe3Im0 [dostęp: 28.05.2026].

2 Zob. W. Fan­gor, „Guer­ni­ca” (kopia obra­zu Pabla Picas­sa), 1955, onli­ne: https://nigdywiecej.artmuseum.pl/pl/artysta/wojciech-fangor [dostęp: 28.05.2026].

3 Lato prze­ło­mu. O V Festi­wa­lu Mło­dzie­ży i Stu­den­tów z 1955 roku opo­wia­da Jacek Świ­dziń­ski, rozm. przepr. S. Niem­czyk, onli­ne: https://culture.pl/pl/artykul/lato-przelomu-o-v-festiwalu-mlodziezy-i-studentow-z-1955-roku-opowiada-jacek-swidzinski-wywiad [dostęp: 28.05.2026].

4 J. Demiań­czuk, Pasz­port dla Jac­ka Świ­dziń­skie­go. Nie bój­my się komik­sów!, onli­ne: https://www.polityka.pl/podkasty/kulturanaweekend/2242399,1,paszport-dla-jacka-swidzinskiego-nie-bojmy-sie-komiksow.read [dostęp: 28.05.2026].

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

02.06.2026 Cykl sportowy

Nobliwa sztuka mordobicia. Między ringiem a literaturą

Historia sportów walki, podobnie jak historia literatury, jest opowieścią o przekraczaniu granic społecznych, kulturowych i osobistych. Dobrym przykładem jest kwestia obecności kobiet. Na początku XX wieku powszechne było przekonanie, że nadmierna aktywność fizyczna kobiet może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych – o związkach między sztukami walki a literaturą pisze Sylwia Chutnik.

31.05.2026 Polemika

Pobudka

Moja intuicyjna (kiedyś) myśl o tym, że dysproporcja płci w pismach literackich ma charakter powtarzalny, a nie incydentalny, znajduje swoje odzwierciedlenie w prostych liczbach – pisze Jana Karpienko.