Książki są filtrem, przez który oglądam świat

Mag­da Huzar­ska-Szu­miec: Atmos­fe­ra nie­któ­rych two­ich obra­zów, panu­ją­cy na nich mrok przy­wo­dzą mi na myśl kli­mat hor­ro­ru. Czy to jest gatu­nek lite­rac­ki, po któ­ry się­gasz pod­czas let­nich nocy?

Łukasz Sto­kło­sa: Noc to jest taki czas, kie­dy nie czy­tam ksią­żek, tyl­ko pra­cu­ję.

Rów­nież na waka­cjach?

Nie mam regu­lar­ne­go podzia­łu na cykle roku, któ­ry pole­gał­by na tym, że jakiś kon­kret­ny czas prze­zna­czam na waka­cje.

Maluję niezależnie od pory roku. Ale zdarza mi się, że mam ochotę oderwać się od pracy, i wtedy biorę do ręki książkę.

Jed­nak hor­ror nie jest gatun­kiem pierw­sze­go wybo­ru. Hor­ro­ry oglą­dam na ekra­nie, choć tak napraw­dę ich nie lubię. Się­gam po nie tyl­ko wte­dy, gdy są mi nie­zbęd­ne do pra­cy. Im jestem star­szy, tym gorzej je zno­szę. Nie lubię się bać.

To jakie książ­ki cię inte­re­su­ją?

Te, któ­re są w sta­nie mnie poru­szyć, coś we mnie uru­cho­mić. Przy­nio­słem ze sobą kil­ka takich tomów. Myślę, że one odzwier­cie­dla­ją moje gusta czy­tel­ni­cze. Może ktoś zechce któ­ryś z nich zabrać ze sobą na waka­cje.

No to zacznij­my. Na wierz­chu sto­si­ku, któ­ry tu usta­wi­łeś, leży W zwier­cia­dle zło­te­go oka Car­son McCul­lers. Kom­pak­to­wy for­mat tej książ­ki rze­czy­wi­ście świet­nie nada­je się na podróż.

Książ­ka zosta­ła wyda­na w latach 50. w serii „Nike”, przez co jest wygod­na do scho­wa­nia. Jest ona opo­wie­ścią o dwóch mał­żeń­stwach i o zbrod­ni, co zosta­je zdra­dzo­ne na pierw­szej stro­nie, więc nie spo­ile­ru­ję zbyt moc­no fabu­ły. To przede wszyst­kim świet­na histo­ria o rela­cjach mię­dzy­ludz­kich i samot­no­ści. Jeden z głów­nych boha­te­rów jest zafa­scy­no­wa­ny mło­dym sze­re­gow­cem, któ­ry z kolei wzdy­cha do jego atrak­cyj­nej żony. Ona go igno­ru­je, bo wda­je się w romans ze zwierzch­ni­kiem męża. Akcja roz­gry­wa się w dusz­nej prze­strze­ni woj­sko­wych koszar, co bar­dzo moc­no oddzia­łu­je na czy­tel­ni­ka. Ale też na widza fil­mu, któ­ry na pod­sta­wie tej powie­ści wyre­ży­se­ro­wał John Huston, z Eli­za­beth Tay­lor i Mar­lo­nem Bran­do w rolach głów­nych. Ponie­waż naj­pierw obej­rza­łem film, a dopie­ro póź­niej prze­czy­ta­łem książ­kę, pod­czas jej lek­tu­ry cią­gle sły­sza­łem w gło­wie głos Eli­za­beth Tay­lor. Więc tro­chę to ona mi tę histo­rię opo­wie­dzia­ła.

Łukasz Stokłosa, „Mariano Fortuny 1934” (2026), oil on canvas, 90x80 cm.
Łukasz Stokłosa, „Mariano Fortuny 1934” (2026), oil on canvas, 90×80 cm.

Na two­ich obra­zach moż­na zna­leźć posta­ci kul­to­wych akto­rów. Jest wśród nich tak­że Eli­za­beth Tay­lor?

Nie, choć kil­ka­krot­nie pró­bo­wa­łem ją nama­lo­wać. W jej twa­rzy jest coś takie­go, cze­go jesz­cze nie potra­fię uchwy­cić. Cze­kam więc na moment, kie­dy znaj­dę spo­sób na to, jak oddać jej cha­rak­ter, drob­ne szcze­gó­ły fizjo­no­mii. Cza­sem tak bywa, że dobrze nam zna­ne twa­rze trud­no traf­nie poka­zać na obra­zie.

Przy­nio­słeś ze sobą rów­nież Amba­sa­do­rów Henry’ego Jame­sa.

To jest książ­ka, któ­rą czy­ta­łem nie­mal przez rok. Ta histo­ria sączy­ła się we mnie całe dnie, tygo­dnie, mie­sią­ce, przez co bar­dzo zży­łem się z jej boha­te­ra­mi. Uję­ło mnie w tej opo­wie­ści to, że nic wiel­kie­go final­nie się w niej nie wyda­rza, nie ma żad­nej kul­mi­na­cji, nie ma zwro­tów akcji, fajer­wer­ków i hitch­coc­kow­skie­go trzę­sie­nia zie­mi. To jest przede wszyst­kim opis rze­czy­wi­sto­ści, któ­ra ota­cza lite­rac­kie posta­cie. Histo­ria nie­co zagu­bio­ne­go czło­wie­ka, Lam­ber­ta Stre­the­ra, któ­ry przy­by­wa do Pary­ża z Ame­ry­ki i opo­wia­da nam, gdzie kogo spo­tkał, jakich rze­czy się dowie­dział. Uwiel­biam ten frag­ment, w któ­rym głów­ny boha­ter wyjeż­dża na chwi­lę poza mia­sto, co sta­je się pre­tek­stem do opi­su przy­ro­dy. Przy­po­mniał mi on, że cza­sem war­to po pro­stu usiąść i popa­trzeć na to, co mamy przed sobą. To jed­na z tych rze­czy, któ­re inte­re­su­ją mnie w lite­ra­tu­rze – spo­sób opi­sa­nia tego, co mamy wokół sie­bie, świa­ta, ludzi i rela­cji z nimi.

Ty na przy­ro­dę patrzysz w spe­cy­ficz­ny spo­sób, o czym prze­ko­na­łam się, oglą­da­jąc choć­by two­je obra­zy przed­sta­wia­ją­ce ogro­dy pała­co­we.

Czym innym jest, kie­dy o natu­rze opo­wia­dam na moich obra­zach, a czym innym, kie­dy sta­je się ona czę­ścią mojej codzien­no­ści. Na przy­kład wczo­raj, kie­dy jecha­łem pocią­giem, wiel­ką przy­jem­ność spra­wi­ło mi oglą­da­nie pej­za­żu i dostrze­ga­nie róż­nic mię­dzy struk­tu­ra­mi drzew, mię­dzy ciem­no­zie­lo­ny­mi i jaśniej­szy­mi paska­mi widocz­ny­mi na cho­in­kach.

Każde drzewo jest inne, ma własną, wyróżniającą je strukturę, która jeszcze dodatkowo się zmienia w zależności od czasu wegetacji. Już sam ten fakt mnie wzrusza. Dlatego też bardzo lubię literackie opisy przyrody.

Pamię­tam z cza­sów szkol­nych, że kole­dzy i kole­żan­ki omi­ja­li te frag­men­ty, cięż­ko im było przez nie prze­brnąć. A prze­cież one zosta­ły po coś napi­sa­ne.

Czę­sto podró­żu­jesz śla­da­mi ksią­żek?

Zda­rza mi się. Kie­dy wybie­ra­łem się do Nowe­go Jor­ku, od razu przy­po­mnia­łem sobie Dom na Pla­cu Waszyng­to­na Henry’ego Jame­sa. Bar­dzo lubię zesta­wie­nie tej książ­ki z fil­mem Agniesz­ki Hol­land. Reży­ser­ka poka­zu­je zupeł­nie inną Cathe­ri­ne Slo­per niż James. Szcze­gól­nie ude­rzy­ło mnie to w ostat­niej sce­nie, tak róż­nej w obu wer­sjach. U Jame­sa Cathe­ri­ne sie­dzi na gan­ku, a Nowy Jork wokół niej się zmie­nia. Kie­dy tra­fi­łem do tego mia­sta, spe­cjal­nie wybra­łem się na Plac Waszyng­to­na, żeby zoba­czyć, jak dziś to miej­sce wyglą­da. Z kolei wypra­wa do Rumu­nii była powo­do­wa­na lek­tu­rą powie­ści Dra­ku­la Bra­ma Sto­ke­ra. Choć cza­sem jest na odwrót. Kie­dy James w Amba­sa­do­rach opi­su­je spo­tka­nie w Kate­drze Notre Dame, czy­tam ten frag­ment przez soczew­kę moich wspo­mnień. Byłem w tym koście­le, wiem, jaki ma układ, jak pada tam świa­tło. Mogę więc osa­dzić w tej prze­strze­ni boha­te­rów powie­ści. To chy­ba czę­ste czy­tel­ni­cze doświad­cze­nie. Czy­ta­nie ma to do sie­bie, że uru­cha­mia pamięć i wszyst­kie zmy­sły. Dla mnie oczy­wi­ście naj­waż­niej­szy jest zmysł wzro­ku, świat odbie­ram obra­za­mi.

Łukasz Stokłosa, „Hôtel de la Marine”, Paris (2024), oil on canvas, 40x50 cm.
Łukasz Stokłosa, „Hôtel de la Marine”, Paris (2024), oil on canvas, 40×50 cm.

A czy obra­zy zapa­mię­ta­ne z ksią­żek mają prze­ło­że­nie na two­ją twór­czość?

Lek­tu­ry wyzna­cza­ją mi kie­run­ki, więc w jakimś sen­sie mają prze­ło­że­nie. Znaj­du­ję w nich tro­py, inspi­ra­cje, ale nie prze­kła­dam ich bez­po­śred­nio na obra­zy. One nastra­ja­ją mnie do cze­goś. Zda­rza mi się też tak, że już nie pamię­tam imion boha­te­rów i boha­te­rek, ale wciąż odczu­wam wra­że­nie, jakie na mnie zro­bi­li. Przy­kła­dem tego jest ostat­nia, nie­do­koń­czo­na powieść Tru­ma­na Capote’ego Wysłu­cha­ne modli­twy. Nie jestem w sta­nie przy­po­mnieć sobie tej histo­rii, ale sam jej kli­mat wgryzł się we mnie i został na dłu­go. Capo­te to waż­ny dla mnie pisarz.

Czy podob­nie jest z Jeanem Gene­tem, któ­re­go Dzien­nik zło­dzie­ja tak­że leży przed nami?

To jest dla mnie jeden z naj­waż­niej­szych tek­stów. Prze­czy­ta­łem go na stu­diach, dla­te­go zwią­za­ny jest z moją mło­do­ścią, z pozna­wa­niem lite­ra­tu­ry wybra­nej prze­ze mnie, a nie narzu­co­nej przez kanon szkol­ny. Kie­dy skoń­czy­łem tę książ­kę, bar­dzo się wzru­szy­łem tym, że muszę roz­stać się z głów­nym boha­te­rem. Naj­cen­niej­szy w Dzien­ni­ku zło­dzie­ja był dla mnie kon­cept budo­wa­nia wła­snej este­ty­ki, takiej na prze­kór wszyst­kim, wywró­co­nej na lewą stro­nę. Dla mnie ta powieść jest o nie­za­leż­no­ści, o kam­po­wym widze­niu rze­czy, o widze­niu w nich pięk­na, któ­re­go pozor­nie nie ma.

Przy­nio­słeś książ­ki, któ­re mogą zmie­nić życie, pozwa­la­ją spoj­rzeć na rze­czy­wi­stość z innej per­spek­ty­wy. Ale prze­cież wiem, że popkul­tu­ra też jest ci bli­ska. Zachwy­casz się seria­lem Dyna­stia, któ­re­go boha­te­rów tak cie­ka­wie malu­jesz. Czy się­gasz też po popkul­tu­ro­wą lite­ra­tu­rę?

Jest taka książ­ka, któ­ra będzie naj­lep­szą odpo­wie­dzią na two­je pyta­nie. To Trę­do­wa­ta Hele­ny Mnisz­ków­ny, któ­ra od pew­ne­go cza­su leży na mojej pół­ce i spo­glą­da na mnie wymow­nie. A tra­fi­łem na nią oczy­wi­ście przez kino. Jeśli cho­dzi o popkul­tu­rę, bliż­sze są mi raczej seria­le i fil­my.

Ostat­nio two­je dwie duże wysta­wy moż­na było oglą­dać na Zam­ku Kró­lew­skim na Wawe­lu i Zam­ku Kró­lew­skim w War­sza­wie. Czy malu­jąc obra­zy z cyklu, nazwij­my to „kró­lew­skie­go”, się­gasz po lite­ra­tu­rę histo­rycz­ną, któ­ra pozwa­la ci wejść w epo­kę? Czy może jest to intu­icyj­ne?

Sta­ram się spraw­dzać infor­ma­cje, ale nie jest to wni­kli­wa pra­ca badaw­cza. Inte­re­su­je mnie bar­dziej to, jak opo­wia­da­my o histo­rii, niż co dokład­nie mówi­my. Nie uda­ję, że jestem histo­ry­kiem. Oczy­wi­ście daty, chro­no­lo­gia, rela­cje dyna­stycz­ne są bazą, na któ­rej pra­cu­ję, bo to one wypo­sa­ża­ją moje obra­zy w dodat­ko­we kon­tek­sty, ale nie jest to wie­dza szcze­gó­ło­wa, poprze­dzo­na godzi­na­mi spę­dzo­ny­mi w biblio­te­ce. Za to spę­dzam mnó­stwo cza­su w muze­ach lub przed ekra­nem.

Łukasz Stokłosa, „Naples” (2025), oil on canvas, 50x60 cm.
Łukasz Stokłosa, „Naples” (2025), oil on canvas, 50×60 cm.

A w jakich oko­licz­no­ściach czy­tasz?

Naj­czę­ściej w podró­ży. Moja rela­cja z książ­ka­mi jest skom­pli­ko­wa­na, bo mam dys­lek­sję, któ­ra w moim przy­pad­ku spo­wal­nia pro­ces czy­ta­nia. Bar­dzo chciał­bym pochła­niać książ­ki, ale jest to nie­moż­li­we, a audio­bo­oki nie do koń­ca mi odpo­wia­da­ją. Mam wra­że­nie, że słu­cha­ne tek­sty prze­la­tu­ją gdzieś obok mnie. Przez to, że czy­tam dość powo­li, mogę prze­by­wać w książ­kach dłu­go. Daję im szan­sę, żeby we mnie pra­co­wa­ły. Muszę bar­dzo sku­pić się na tek­ście, wejść w nie­go. W ten spo­sób sta­je się on fil­trem, przez któ­ry oglą­dam świat.

Łukasz Stokłosa, „Hôtel de la Marine”, Paris (2024), oil on canvas, 40x50 cm. Łukasz Stokłosa, „Mariano Fortuny 1934” (2026), oil on canvas, 90x80 cm. Łukasz Stokłosa, „Naples” (2025), oil on canvas, 50x60 cm.

Czytaj także

07.08.2026 Prasówka

Prasówka (7 sierpnia 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

24.07.2026 Prasówka

Prasówka (24 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

10.07.2026 Prasówka

Prasówka (10 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

09.07.2026 Laba

Czytam, leżąc na pomoście

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj ze scenografką i malarką Joanną Braun rozmawia Magda Huzarska-Szumiec.