Prasówka (7 sierpnia 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go zapra­sza­my do lek­tu­ry piąt­ko­we­go prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Nowe Książki”

W naj­now­szym nume­rze „Nowych Ksią­żek” znaj­dzie­my wywiad Toma­sza Kłu­ska z Łuka­szem Tisch­ne­rem. Roz­mo­wa w prze­wa­ża­ją­cej mie­rze poświę­co­na jest kon­dy­cji współ­cze­sne­go czło­wie­ka, żyją­ce­go w cza­sach ujmo­wa­nych jako tay­lo­row­ski „wiek świec­ki”. Czy w świe­cie pozba­wio­nym odgór­nie narzu­co­nych, insty­tu­cjo­nal­nych wzor­ców reli­gij­nych sztu­ka i wyni­ka­ją­ce z niej doświad­cza­nie natu­ry mogą stać się naj­waż­niej­szy­mi narzę­dzia­mi słu­żą­cy­mi do oswa­ja­nia lęku przed nico­ścią? Gdzie szu­kać sen­su życia i w jaki spo­sób budo­wać wła­sną toż­sa­mość? Ze wspo­mnia­ny­mi pyta­nia­mi Łukasz Tisch­ner mie­rzy się w swo­jej naj­now­szej książ­ce – Otchłań i blask. Czy­ta­nie w epo­ce świec­kiej. Tytu­ło­wa dycho­to­mia poka­zu­je, jak doświad­cze­nia kry­zy­su, nico­ści i cier­pie­nia spla­ta­ją się z prze­ży­wa­niem sen­su i pięk­na, a tak­że spo­sób, w jaki obie te sfe­ry pod­da­ją się pró­bom nazwa­nia za pomo­cą języ­ka lite­rac­kie­go. Ten wątek dwu­dziel­no­ści, nie­zmien­ny dla ludz­kiej egzy­sten­cji i świa­do­mo­ści, w roz­mo­wie został świet­nie przed­sta­wio­ny na przy­kła­dzie twór­czo­ści Cze­sła­wa Miło­sza i Witol­da Gom­bro­wi­cza. Choć świa­to­po­glą­dy wspo­mnia­nych twór­ców zda­ją się raczej prze­ciw­staw­ne, Tisch­ner poka­zu­je ich głę­bo­kie pokre­wień­stwo. Wyczu­le­nie na cier­pie­nie i tra­gizm ludz­kie­go ist­nie­nia i w przy­pad­ku Miło­sza, i w przy­pad­ku Gom­bro­wi­cza sta­no­wi­ło naj­moc­niej­szy impuls do two­rze­nia, róż­ni­ła ich jed­nak dro­ga reali­za­cji – Gom­bro­wicz skła­niał się ku scep­ty­cy­zmo­wi, Miłosz zaś zda­wał się na poszu­ki­wa­nie świa­tła i pew­ne­go rodza­ju poetyc­kiej łaski. Autor Otchła­ni i bla­sku pod­kre­śla uni­wer­sal­ne zna­cze­nie twór­czo­ści Miło­sza, jego zdol­ność do kie­ro­wa­nia uwa­gi na „dru­gą prze­strzeń i wyzwo­le­nie się spod wła­dzy rozu­mu instru­men­tal­ne­go”, ale to wła­śnie Gom­bro­wi­czo­wi nada­je „spe­cjal­ny sta­tus”. Stwier­dza:

Gom­bro­wicz jest chy­ba bar­dziej nie­zbęd­ny kul­tu­rze pol­skiej, bo wydo­by­wa Pola­ka ze sfe­ry zdzie­cin­nie­nia, stad­no­ści, pocie­sza­ją­cych mitów, resen­ty­men­tów ofia­ry dzie­jów. Krót­ko mówiąc, uczy trzeź­wo­ści i wol­no­ści. Dziś, kie­dy budzą się demo­ny nacjo­na­li­zmu, ple­nią się teo­rie spi­sko­we, a pol­ski kato­li­cyzm bywa oksy­mo­ro­nem, bo prze­cież kato­lic­ki ozna­cza powszech­ny, a nie zawę­żo­ny do krę­gu roda­ków, bar­dzo nam potrze­ba śmie­chu Gom­bro­wi­cza.

Według Tisch­ne­ra czy­ta­nie sta­je się więc doświad­cze­niem etycz­nym, budzą­cym goto­wość do nie­ustan­ne­go zada­wa­nia pytań. Inter­pre­ta­cja nato­miast była­by w tym aspek­cie spo­so­bem uczest­ni­cze­nia w świe­cie, nie zaś jedy­nie meto­dą badaw­czą.

*

Alek­san­dra Kuma­la w tek­ście Twa­rze Tove Ditle­vsen przy­glą­da się twór­czo­ści tytu­ło­wej duń­skiej pisar­ki w kon­tek­ście bio­gra­ficz­nym. Choć sama Ditle­vsen dekla­ro­wa­ła: „Rze­czy­wi­stość nigdy mnie nie obcho­dzi­ła; nigdy też o niej nie pisa­łam”, Kuma­la sta­wia tezę, że Poko­ju Vil­hel­ma (powie­ści wyda­nej w 1975 roku) trud­no nie czy­tać w uję­ciu auto­bio­gra­ficz­nym, i udo­wad­nia, że gra­ni­ca mię­dzy życiem a lite­ra­tu­rą w przy­pad­ku Ditle­vsen była nie­zmier­nie kru­cha. Wspo­mnia­ną powieść, napi­sa­ną krót­ko przed samo­bój­czą śmier­cią autor­ki, Kuma­la trak­tu­je jako przy­kład fik­cji lite­rac­kiej, odnaj­du­jąc w niej jed­no­cze­śnie zapis oso­bi­stych doświad­czeń, emo­cji i roz­ra­chun­ków z prze­szło­ścią. Recen­zja Poko­ju… jest tu jed­nak zale­d­wie punk­tem wyj­ścia do szer­sze­go spoj­rze­nia na wie­le odmien­nych kwe­stii wyraź­nie obec­nych w dzie­łach Ditle­vsen, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem femi­ni­stycz­ne­go wymia­ru jej twór­czo­ści, a tak­że zma­gań autor­ki z cho­ro­bą psy­chicz­ną i pew­ne­go rodza­ju anty­cy­pa­cją samo­bój­stwa. Obec­ność tego ostat­nie­go wąt­ku w twór­czo­ści Ditle­vsen Kuma­la inter­pre­tu­je nastę­pu­ją­co:

samo­bój­stwo nie jest tu aktem sła­bo­ści, lecz gestem wyzwa­la­ją­cym od struk­tur spo­łecz­nych […] Ditle­vsen nie roz­ko­szu­je się wizją samo­za­gła­dy, nie roman­ty­zu­je tego aktu. Prze­ko­na­na o jego nie­uchron­no­ści, sku­tecz­nie uni­ka puła­pek mala­dycz­nej egzal­ta­cji, prze­kra­cza czy­tel­ni­cze ocze­ki­wa­nia i wciąż aktu­al­ne kul­tu­ro­we tabu.

Według Kuma­li wąt­ki femi­ni­stycz­ne nio­są zaś w sobie zasta­na­wia­ją­cy, wart głęb­sze­go namy­słu roz­dź­więk mię­dzy twór­czo­ścią a bio­gra­fią. Ditle­vsen, kry­tycz­nie pod­cho­dzą­ca do insty­tu­cji mał­żeń­stwa i roz­cza­ro­wa­na miesz­czań­skim mode­lem życia, cze­mu  wie­lo­krot­nie dawa­ła wyraz w utwo­rach lite­rac­kich, dystan­su­jąc się jed­nak od publicz­ne­go zabie­ra­nia gło­su na ten temat i „kon­se­kwent­nie stro­niąc od otwar­te­go poli­tycz­ne­go zaan­ga­żo­wa­nia”. Jak­kol­wiek banal­nie by to brzmia­ło – Ditle­vsen była pisar­ką i czło­wie­kiem peł­nym sprzecz­no­ści, dzię­ki cze­mu potra­fi budzić zarów­no cie­ka­wość, jak i poczu­cie cie­pła opar­te na wspól­no­cie ludz­kich sła­bo­ści. W tym kon­tek­ście nie­zwy­kle dobit­nie brzmią sło­wa Kuma­li: „fra­pu­ją­ce pozo­sta­je dziś nie tyl­ko to, co «Pokój Vil­hel­ma» dema­sku­je, ale i to, co zata­ja”.

Okładka miesięcznika „Nowe Książki” 2026, nr 6.
„Nowe Książki” 2026, nr 6.

„Projektor”

W naj­now­szym nume­rze maga­zy­nu „Pro­jek­tor” Beata Pyt­ko ana­li­zu­je przy­szłość wiel­kich osie­dli miesz­ka­nio­wych pod kątem archi­tek­to­nicz­no-socjo­lo­gicz­nym. Jej tekst, opu­bli­ko­wa­ny w blo­ku tema­tycz­nym poświę­co­nym post­in­du­strial­nym prze­strze­niom miej­skim, poka­zu­je, jak mogą wyglą­dać pro­ce­sy trans­for­ma­cji post­ko­mu­ni­stycz­nych blo­ko­wisk. Pyt­ko usta­wia pro­blem dwu­to­ro­wo – z jed­nej stro­ny pre­zen­tu­je czy­tel­ni­kom obraz pol­skich prze­strze­ni miej­skich, z dru­giej zaś zesta­wia go z doświad­cze­niem i wypra­co­wa­ny­mi stra­te­gia­mi z obsza­ru Nie­miec (ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem daw­ne­go NRD). Pyt­ko – dostrze­ga­jąc poten­cjał prze­strzen­ny osie­dli z wiel­kiej pły­ty (uzna­je je za sku­tecz­ne narzę­dzie w wal­ce z nie­kon­tro­lo­wa­nym roz­le­wa­niem się miast, okre­śla­nym jako urban sprawl) – odno­si się do kon­cep­cji social spa­ce Hen­rie­go Lefebvre’a. Ten fran­cu­ski filo­zof i socjo­log widział w prze­strze­ni publicz­nej osie­dla nie wyłącz­nie mate­rial­ny pro­dukt archi­tek­to­nicz­ny, ale przede wszyst­kim żywą sieć rela­cji sąsiedz­kich, „któ­re albo pozwa­la­ją na zaist­nie­nie akcji, albo suge­ru­ją inne akcje, lub też nie pozwa­la­ją na wywią­za­nie się jesz­cze innych akcji”.

W powyż­szym kon­tek­ście prze­strze­nie publicz­ne, czy­li głów­ny przed­miot zain­te­re­so­wa­nia reur­ba­ni­za­cji, sta­no­wi­ły­by źró­dło przy­wra­ca­nia rów­no­wa­gi urba­ni­stycz­nej. Posłu­gu­jąc się przy­kła­da­mi ber­liń­skiej dziel­ni­cy Hel­lers­dorf oraz mia­sta Hal­le-Neu­stadt, Pyt­ko poka­zu­je, że „odcza­ro­wa­nie” wiel­kiej pły­ty wca­le nie musi być mrzon­ką czy naiw­nym marze­niem. Prze­ciw­nie: blo­ko­wi­ska sta­ją się cen­ną rezer­wą prze­strzen­ną – wol­ne obsza­ry mię­dzy budyn­ka­mi pozwa­la­ją na dogęsz­cza­nie zabu­do­wy i wpro­wa­dza­nie bra­ku­ją­cych funk­cji usłu­go­wych, edu­ka­cyj­nych i han­dlo­wych, co z kolei pozwa­la prze­kształ­cać je w samo­wy­star­czal­ne „mia­sta w mie­ście”. O ile dys­ku­sja na temat pomy­słu „dogęsz­cza­nia” wol­nych prze­strze­ni na star­szych osie­dlach wyda­je się koniecz­na ze wzglę­du na jego kon­tro­wer­syj­ność, o tyle oży­wia­nie kwar­ta­łów archi­tek­to­nicz­nych za pomo­cą przy­da­wa­nia im nie­zbęd­nych usług i insty­tu­cji jest nie­wąt­pli­wie poży­tecz­ne. Nie­miec­kie podej­ście, któ­re Pyt­ko uzna­je za swo­isty dro­go­wskaz, moż­na chy­ba nazwać czymś w rodza­ju huma­ni­za­cji ska­li – pole­ga na prze­kształ­ca­niu potęż­nych prze­strze­ni publicz­nych w kame­ral­ne pla­ce, na wpro­wa­dza­niu tam zie­le­ni, sztu­ki oraz, co nie­mniej waż­ne – zrów­no­wa­żo­ne­go trans­por­tu. Tekst Pyt­ko moż­na więc trak­to­wać jako wezwa­nie do tego, żeby rodzi­my rynek urba­ni­stycz­ny wpro­wa­dzić na dro­gę reur­ba­ni­za­cji – odważ­nej, ale przede wszyst­kim nakie­ro­wa­nej na dobro miesz­kań­ców.

*

Paweł Chmie­lew­ski w tek­ście Opuszczone.eu, Przekształcone.eu snu­je reflek­sje na temat mia­sta, w któ­rym na szcze­gól­ną uwa­gę zasłu­gu­ją prze­strze­nie nie­gdyś opusz­czo­ne, porzu­co­ne czy zde­gra­do­wa­ne, lecz w wyni­ku dzia­łań archi­tek­tów, socjo­lo­gów i arty­stów – zre­wi­ta­li­zo­wa­ne. Punk­tem wyj­ścia roz­wa­żań Chmie­lew­skie­go sta­je się zbiór ese­jów wyda­ny przez ofi­cy­nę Czar­ne – Inne prze­strze­nie, inne miej­sca. Mapy i tery­to­ria pod redak­cją Dariu­sza Czai. Publi­ka­cji tej towa­rzy­szy z kolei myśl Micha­ela Foucaul­ta i Mar­ca Augégo – zawar­ta odpo­wied­nio w wykła­dzie O innych prze­strze­niach. Hete­ro­to­pie oraz w Nie-miej­scach. Wpro­wa­dze­nie do antro­po­lo­gii hiper­no­wo­cze­sno­ści. Te „świa­ty bez pamię­ci i bez histo­rii, zie­mie niczy­je, punk­ty tran­zy­to­we, któ­re defi­niu­ją chwi­le i zmien­ność” w tek­ście Chmie­lew­skie­go zysku­ją nama­cal­ny kon­kret – sta­jąc się przy­kła­da­mi archi­tek­to­nicz­nych meta­mor­foz. Cen­trum Han­dlo­we Manu­fak­tu­ra w Łodzi, Skład Sol­ny w Kra­ko­wie czy Mazo­wiec­kie Cen­trum Sztu­ki Współ­cze­snej „Elek­trow­nia” w Rado­miu według auto­ra sta­no­wią swo­iste archi­tek­to­nicz­ne komen­ta­rze do ese­jów zawar­tych we wspo­mnia­nym zbio­rze: mię­dzy inny­mi Mag­da­le­ny Bar­ba­ruk (El lugar de la Man­cha. O cervan­te­so­wej geo­gra­fii), Moni­ki Sznaj­der­man (Prze­rwy w pamię­ci. Histo­ria rodzin­na) czy Agniesz­ki Wol­ny-Ham­ka­ło (Śmierć przed­mieść). Pod­upa­dłe nie­gdyś prze­strze­nie, „bied­ne miej­sca” nio­są w sobie, jak zazna­cza Chmie­lew­ski, obiet­ni­ce tęt­nią­ce­go życia. Naj­cen­niej­szym gestem sta­je się więc wydo­by­wa­nie, czy­li oca­la­nie poten­cja­łu tkwią­ce­go w tego rodza­ju miej­scach. Cyto­wa­na przez auto­ra Doro­ta Maj­kow­ska-Sza­jer pod­su­mo­wu­je to nastę­pu­ją­co:

wiel­bi­ciel bied­nych przed­mio­tów nie może po pro­stu na nie popa­trzeć i iść dalej. Chce je jakoś pod­nieść, ująć, poka­zać komuś ich zgrzeb­ną uro­dę, któ­ra nie jest prze­cież oczy­wi­sta, zatrzy­mać tę for­mę, któ­ra nie­uchron­nie się roz­pa­da.

 

Okładka magazynu „Projektor” 2026, nr 1.
„Projektor” 2026, nr 1.

„Dialog”

Naj­now­szy numer mie­sięcz­ni­ka „Dia­log” został poświę­co­ny kwe­stii poli­tycz­no­ści w teatrze. Do tego zagad­nie­nia nawią­zu­ją tek­sty Igo­ra Stok­fi­szew­skie­go, Mar­ce­li­ny Obar­skiej, a tak­że roz­mo­wa Wymy­ka­nie się, prze­pro­wa­dzo­na przez Zuzan­nę Berent z Olgą Cięż­kow­ską – reży­ser­ką mło­de­go poko­le­nia, dla któ­rej kate­go­ria poli­tycz­no­ści jest szcze­gól­nie waż­na w kon­tek­ście decy­zji este­tycz­nych. Cięż­kow­ska opo­wia­da:

Poli­tycz­ny wymiar sztu­ki nie ogra­ni­cza się tyl­ko do wybo­ru tema­tu, doty­czy przede wszyst­kim spo­so­bu, w jaki kon­stru­uje­my opo­wieść, wcho­dzi­my w rela­cje z miej­scem, z dys­kur­sem, z pew­ny­mi powszech­ny­mi wyobra­że­nia­mi […]. To, co postrze­gam jako naj­bar­dziej poli­tycz­ne, wią­że się z jakimś rodza­jem napię­cia mię­dzy aktem two­rze­nia a rze­czy­wi­sto­ścią, w któ­rej się to robi. Nie postrze­gam jako poli­tycz­nych tych prac, któ­re są zupeł­nie wyab­stra­ho­wa­ne z kon­tek­stu – wyda­je się, że powsta­ją w takim uni­wer­sal­nym świe­cie pol­skie­go teatru. Taki uni­wer­sa­lizm, za któ­rym czę­sto idą tak zwa­ne wiel­kie nar­ra­cje, jest jed­ną z naj­mniej poli­tycz­nych rze­czy – bo sta­ra się wła­śnie te napię­cia i róż­ni­ce zatrzeć, zneu­tra­li­zo­wać.

Ten spo­sób myśle­nia reży­ser­ka wpro­wa­dza w życie w teatrach reper­tu­aro­wych, jak choć­by w Sta­rym Teatrze w Kra­ko­wie, gdzie przy­go­to­wa­ła Nie­ustra­szo­ną miłość Eve Adams, czy w Teatrze Współ­cze­snym w Szcze­ci­nie, w któ­rym wysta­wi­ła spek­takl Nie całuj mnie teraz, a tak­że w swo­ich reali­za­cjach arty­stycz­nych opar­tych na queero­wych her­sto­riach. Obec­nie pra­cu­je nad pro­jek­tem, któ­re­go boha­ter­ką będzie Ali­ce Weidel. Pre­mie­ra  w poznań­skim Pawi­lo­nie zapo­wia­da­na jest na przy­szły rok. Jak mówi Cięż­kow­ska:

Weidel jest lider­ką skraj­nie pra­wi­co­wej nie­miec­kiej par­tii AfD, a jed­no­cze­śnie les­bij­ką, któ­ra ze swo­ją pocho­dzą­cą ze Sri Lan­ki żoną wycho­wu­je dwój­kę dzie­ci. Ten pro­jekt nie opie­ra się na teo­rii na jej temat, któ­rą mam i któ­rą chcę przed­sta­wić na sce­nie, tyl­ko na wyko­rzy­sta­niu prze­strze­ni teatru jako miej­sca, w któ­rym mogę wobec tej posta­ci wyko­nać pewien gest. Ponie­waż Weidel ma w sobie tak duże sprzecz­no­ści, budzi we mnie zara­zem nie­po­kój i gniew. Chcę się dowie­dzieć, dla­cze­go to jest dla mnie nie­wy­god­ne, że les­bij­ka stoi na cze­le par­tii, któ­ra gło­si nie­na­wiść wobec róż­nych mniej­szo­ści – raso­wych, naro­do­wych, ale też sek­su­al­nych. Oczy­wi­ście odpo­wiedź jest ponie­kąd oczy­wi­sta, ale inte­re­su­je mnie poli­tycz­ny efekt tego dyso­nan­su poznaw­cze­go.

*

Do kon­ser­wa­tyw­nej par­tii AfD nawią­zu­je rów­nież zamiesz­czo­na w „Dia­lo­gu” sztu­ka nie­miec­kiej dra­ma­to­pi­sar­ki Mai Zade w tłu­ma­cze­niu Iwo­ny Uber­man. Pająk to mono­log kobie­ty na życio­wym roz­dro­żu, któ­ra wra­ca do wspo­mnień z dzie­ciń­stwa. Zna­czą­cą rolę w tej sztu­ce odgry­wa Kris. Boha­ter­ka sztu­ki posta­na­wia odna­leźć go w Ber­li­nie, gdzie ten obec­nie miesz­ka. Na pozór przy­pad­ko­wo spo­ty­ka­ją się w restau­ra­cji, w któ­rej Kris cze­ka na żonę i syna. Julia szyb­ko uświa­da­mia sobie, że poziom życia jej nie­gdy­siej­sze­go przy­ja­cie­la i jego rodzi­ny jest zupeł­nie inny niż jej wła­sny:

moja żona się spóź­ni, mówi Kris, zawsze nie­bez­piecz­nie jest wybie­rać się, żeby coś zjeść w pobli­żu Kudam­mu, ona uwiel­bia Cha­nel

w myślach sma­ku­ję to zda­nie na języ­ku, ona uwiel­bia Cha­nel

restau­ra­cja, o wie­le droż­sza od tych, do któ­rych zwy­kle cho­dzę, była już pierw­szym sygna­łem, teraz, jak tyl­ko pada sło­wo Cha­nel, widzę, że gar­ni­tur Kri­sa jest bar­dzo dro­gi, mate­riał wyglą­da na gru­by, ale świet­nie się ukła­da, jest ewen­tu­al­nie szy­ty na mia­rę,
tak naj­praw­do­po­dob­niej jest uszy­ty na mia­rę
finan­so­wo, to pew­ne, poru­sza­my się w róż­nych sfe­rach

Ale dla boha­ter­ki sta­tus spo­łecz­ny i mate­rial­ny Kri­sa jest znacz­nie mniej pro­ble­ma­tycz­ny niż jego poglą­dy poli­tycz­ne. Do pierw­sze­go star­cia docho­dzi, kie­dy Chri­stia­ne, jego żona, wypo­wia­da się na temat macie­rzyń­stwa, z pogar­dą spo­glą­da­jąc na bez­dziet­ną Julię. Nie­ba­wem na świa­tło dzien­ne wycho­dzą rasi­stow­skie prze­ko­na­nia Kri­sa i jego rodzi­ny, prze­ciw­ni­ków libe­ral­ne­go podej­ścia do życia i przy­na­leż­no­ści Nie­miec do Unii Euro­pej­skiej. Hipo­kry­zja daw­ne­go przy­ja­cie­la ujaw­nia się zwłasz­cza wte­dy, kie­dy z jed­nej stro­ny mówi on o spo­so­bach słu­żą­cych mu – jako praw­ni­ko­wi – do nagi­na­nia prze­pi­sów na pry­wat­ny uży­tek waż­ne­go poli­ty­ka AfD, żeby ten stał się jesz­cze bogat­szy, a z dru­giej sta­je w obro­nie uboż­szej czę­ści spo­łe­czeń­stwa:

pro­blem pole­ga na tym, mówi Kris, i sły­szę od razu po jego swo­bod­nym tonie, że nie mówi tego po raz pierw­szy, że sys­tem jest nad­uży­wa­ny, boga­ci robią poli­ty­kę dla boga­tych, lewi­ca już bar­dzo daw­no zeszła kom­plet­nie na psy, i jedy­ną par­tią, któ­ra się przy­naj­mniej tro­chę trosz­czy o nor­mal­nych ludzi, ludzi, któ­rzy zara­bia­ją mało albo tyl­ko śred­nio, jest AfD

a więc jed­nak jesteś wybor­cą AfD

mogę ci powie­dzieć, czy­im wybor­cą nie jestem: ani CDU, ani SPD, bo te tak zwa­ne par­tie ludo­we już od daw­na nie mają nic wspól­ne­go z ludem

a ty nale­żysz do ludu

Kris krę­ci prze­czą­co gło­wą

Do cze­go pro­wa­dzi ta wymia­na zdań, prze­ko­naj­cie się sami, się­ga­jąc po nie­wąt­pli­wie inte­re­su­ją­cą sztu­kę Mai Zade.

Okładka miesięcznika poświęconego dramaturgii współczesnej „Dialog” 2026, nr 6.
„Dialog” 2026, nr 6.

„Literatura na Świecie”

Naj­now­szy numer „Lite­ra­tu­ry na Świe­cie” poświę­co­ny został przede wszyst­kim twór­czo­ści pisa­rzy ukra­iń­skich, jak na przy­kład Mike Johan­n­sen, któ­re­go Żywot Guya Ser­hi­jo­wy­cza Śru­bun­ka może­my prze­czy­tać w tłu­ma­cze­niu Macie­ja Pio­trow­skie­go. Ta histo­ria rewo­lu­cjo­ni­sty opo­wia­da o cza­sach jego wcze­sne­go dzie­ciń­stwa aż do doj­rza­ło­ści. Sam temat mógł­by suge­ro­wać, że tekst został napi­sa­ny na zamó­wie­nie władz komu­ni­stycz­nych, nie­mniej spo­sób, w jaki pod­szedł do nie­go autor, odbie­gał od przy­ję­tych przez nie zało­żeń, choć­by już na pozio­mie gęste­go, wyra­fi­no­wa­ne­go języ­ka, któ­rym boha­ter tak opi­sy­wał swój zakład pra­cy:

Fabry­ka przy­po­mi­na­ła cho­in­kę obwie­szo­ną świecz­ka­mi: to nie­wy­ko­rzy­sta­ny gaz ulat­niał się do nie­ba miria­dą ogni­ków. Pod ciem­ną bra­mą zakła­du snu­li się robot­ni­cy, ponu­rzy, usmo­le­ni, zady­mie­ni i zaku­rze­ni. Nie było nic w tym zabaw­ne­go, a jed­nak Guy Ser­hi­jo­wycz recho­tał jak nigdy dotąd w swo­im krót­kim życiu.

W opo­wia­da­niu nie­ba­ga­tel­ną rolę odgry­wa wła­śnie śmiech. Boha­ter zano­si się od nie­go już jako nie­mow­lę na rękach mat­ki. Robi to tak­że póź­niej, a opi­sa­mi wybu­chów jego rado­ści koń­czą się poszcze­gól­ne czę­ści tek­stu. Guy śmie­je się nawet wte­dy, kie­dy doświad­cza rze­czy, któ­re powin­ny wywo­łać zupeł­nie prze­ciw­ną reak­cję. To jego meto­da na prze­trwa­nie, obra­zu­ją­ca nasta­wie­nie do świa­ta, w któ­rym przy­szło mu żyć. Musi się jed­nak do nie­go dosto­so­wać i przy­jąć obo­wią­zu­ją­ce regu­ły, musi stać się czę­ścią panu­ją­ce­go sys­te­mu. Czy­ta­my:

Guy chciał unieść pięść, by powa­lić prze­ciw­ni­ka po raz dru­gi, ale nie zdo­łał. Ręce miał skrę­po­wa­ne moc­nym angiel­skim pasem. Przed nim stał Kroń. „Noc­ny stróż”, przy­ja­ciel inży­nie­ra este­ty. Chło­pacz­ko­wie roz­pierz­chli się jak lipo­we wió­ry w sto­lar­ni, a Kroń junior dźwi­gnął się na swo­je krzy­we kula­sy i mie­rzył bry­łą kok­su w oca­la­łe oko Guya. Sta­ry łotr obu­rącz ści­skał pas owi­ja­ją­cy chu­der­la­we cia­ło mikru­sa. Ten pod­jął ostat­nią roz­pacz­li­wą pró­bę wymsknię­cia się z pułap­ki. W koń­cu zastygł, a na jego obli­czu roz­kwitł sze­ro­ki mimo­wol­ny uśmiech.

Wła­śnie ten uśmiech przej­mie po Guyu następ­ne poko­le­nie. Męż­czy­zna zoba­czy go w oczach swo­je­go syn­ka, kie­dy mały zra­ni się w palec: „Łzy [chłop­ca – red.] wysy­cha­ły, a ustecz­ka znów zło­ży­ły się do uśmie­chu”.

*

Maciej Pio­trow­ski swój tekst Śmiech wbrew wszyst­kie­mu, pod­su­mo­wu­ją­cy pre­zen­to­wa­ne w „Lite­ra­tu­rze na Świe­cie” opo­wia­da­nie, zaczy­na od słów:

Pośród tek­stów pro­za­tor­skich Mike’a Johan­n­se­na naj­więk­sze natę­że­nie socja­li­stycz­ne­go pato­su znaj­dzie­my w „Żywo­cie Guya Ser­hi­jo­wy­cza Śru­bun­ka” (1931). W obli­czu krzep­ną­ce­go sta­li­ni­zmu autor kocha­ją­cy absurd i non­sens nie mógł już pisać o takich bła­host­kach jak wypra­wy kaja­ko­we, podróż przez step czy pięk­no ukra­iń­skiej przy­ro­dy. Zbyt dłu­go radziec­cy kry­ty­cy zno­si­li eks­ce­sy prze­in­te­lek­tu­ali­zo­wa­nych lite­ra­tów. Johan­n­sen zaser­wo­wał więc opo­wia­da­nie o czło­wie­ku z fabry­ki, o fron­to­wych zwy­cię­stwach czer­wo­nych, o wiel­kich socja­li­stycz­nych budo­wach.

Pio­trow­ski zwra­ca uwa­gę na rolę śmie­chu w twór­czo­ści pisa­rza, pod­kre­śla, że Johan­n­sen nie potra­fił słu­żyć panu­ją­cej ówcze­śnie ide­olo­gii, dla­te­go sta­rał się to zama­sko­wać wybo­rem banal­nych tema­tów. Nie mógł się jed­nak powstrzy­mać przed opi­sa­niem ich w ory­gi­nal­ny spo­sób, co świad­czy o jego wyjąt­ko­wym talen­cie pisar­skim. Zapi­su­je:

Johan­n­sen wymy­kał się ocze­ki­wa­niom pro­le­ta­riac­kich ide­olo­gów. I nie wyszło mu to na dobre. […] Nasze­go auto­ra łaja­no za eru­dy­cję, kwie­ci­stość języ­ka, dosad­ną fra­zę. Wszyst­ko to mia­ło być zbęd­ną orna­men­ty­ką, któ­rej towa­rzy­szy­ły bra­ki ide­olo­gicz­ne. Kolej­ne recen­zje, a tak­że aresz­to­wa­nie kolej­nych przy­ja­ciół po 1933 roku, skła­nia­ły go do powścią­ga­nia eks­pe­ry­men­tów. Pró­bo­wał twór­czo­ści repor­ter­skiej, ale i w niej nie mógł powstrzy­mać się od wygłu­pów.

Skoń­czy­ło się to dla pisa­rza tra­gicz­nie. 27 paź­dzier­ni­ka 1937 roku został roz­strze­la­ny.

Okładka miesięcznika „Literatura na Świecie” 2026, nr 5-6.
„Literatura na Świecie” 2026, nr 5-6.

Czytaj także

04.08.2026 Laba

Książki są filtrem, przez który oglądam świat

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z malarzem Łukaszem Stokłosą rozmawia Magda Huzarska-Szumiec.

24.07.2026 Prasówka

Prasówka (24 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

10.07.2026 Prasówka

Prasówka (10 lipca 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

09.07.2026 Laba

Czytam, leżąc na pomoście

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj ze scenografką i malarką Joanną Braun rozmawia Magda Huzarska-Szumiec.