Tak, to ja byłam Ewą! Ewa Aszer – pierwsza polska tłumaczka „Buddenbrooków” (1931) Thomasa Manna

Wszystko, co zrobiłam – namalowałam,
narysowałam czy napisałam – spłonęło, niestety,
i istnieje tylko w mojej pamięci.

— z listu Ewy Librowiczowej do córki Katarzyny z dnia 4 sierpnia 1942 roku

Ewa Libro­wi­czo­wa, moja poprzed­nicz­ka w dro­dze do domu Bud­den­bro­oków, od począt­ku była dla mnie niczym enig­ma. Z per­spek­ty­wy cza­su oce­nia­łem wpraw­dzie, że jej opu­bli­ko­wa­ne w 1931 roku tłu­ma­cze­nie noblow­skiej powie­ści Tho­ma­sa Man­na z 1901 roku ma wie­le bar­dzo dobrze prze­ło­żo­nych pasa­ży, a jed­nak jako całość wyda­wa­ło mi się nie­rów­ne.

Oka­za­ło się bowiem, że ów tekst, mimo wie­lo­krot­nych wzno­wień, nie jest wol­ny od róż­ne­go rodza­ju man­ka­men­tów, wśród któ­rych są potknię­cia, omył­ki, a nawet opusz­cze­nia frag­men­tów powie­ści. W wer­sji porów­na­nej z ory­gi­na­łem i popra­wio­nej przez Zofię Kanię w ostat­nim jesz­cze PRL-owskim wyda­niu z 1988 roku rów­nież nie wyru­go­wa­no wszyst­kich uste­rek. War­to jed­nak zazna­czyć, że przy­naj­mniej część z nich moż­na przy­pi­sać innym stra­te­giom tłu­ma­cze­nio­wym, zgod­nym z domi­nu­ją­cym w pierw­szej poło­wie XX wie­ku zwy­cza­jem, czę­sto­kroć bar­dzo róż­nią­cym się od wyzna­wa­nych dzi­siaj zasad. Kie­dy jesie­nią 2023 roku Gru­pa Wydaw­ni­cza Fok­sal zwró­ci­ła się do mnie z pro­po­zy­cją przy­go­to­wa­nia nowe­go prze­kła­du dla wydaw­nic­twa W.A.B., nie zna­łem jesz­cze wer­sji Libro­wi­czo­wej. A zatem autor­ka pierw­sze­go pol­skie­go tłu­ma­cze­nia nie z tego powo­du była dla mnie enig­mą, lecz dla­te­go że wie­lo­krot­nie podej­mo­wa­ne pró­by uzy­ska­nia o niej bar­dziej szcze­gó­ło­wych infor­ma­cji speł­za­ły na niczym. Wie­dzia­łem wpraw­dzie o sygno­wa­nym tym nazwi­skiem szki­cu zaty­tu­ło­wa­nym Toma­sza Man­na „Śmierć w Wene­cji” z 1925 roku1, ale już zali­cze­nie tej oso­by na pod­sta­wie owe­go jedy­ne­go tek­stu do gro­na „wybit­nych pol­skich lite­ra­tu­ro­znaw­ców, tłu­ma­czy i kry­ty­ków lite­rac­kich”, na doda­tek w jed­nym sze­re­gu ze Sta­ni­sła­wem Brzo­zow­skim, Witol­dem Hule­wi­czem, Zyg­mun­tem Łem­pic­kim czy Ego­nem Naga­now­skim2, wyda­wa­ło się nie­uza­sad­nio­ne. Sytu­acja mogła budzić wąt­pli­wo­ści i wywo­ły­wać podej­rze­nia: sko­ro pra­wie nic nie wie­my o tłu­macz­ce, spra­wa musi mieć dru­gie dno.

We wpro­wa­dze­niu do nowej edy­cji Bud­den­bro­oków z 2025 roku zde­cy­do­wa­łem się więc napi­sać:

Libro­wi­czo­wa jak mete­oryt uka­za­ła się na fir­ma­men­cie i zni­kła; nie wie­my nawet, czy poda­na wer­sja nazwi­ska jest wła­ści­wa, bo w jej innym tłu­ma­cze­niu Man­na, prze­kła­dzie Beken­nt­nis­se des Hoch­sta­plers Felix Krull (1922, 1937), zaty­tu­ło­wa­nym Nie­bie­ski ptak (1929, 1937), figu­ru­je jako „Libro­wiec­ka”, a przy bra­ku szcze­gó­ło­wych danych na temat tej oso­by moż­na by nawet nabrać podej­rze­nia, czy to nie jest aby pseu­do­nim3.

Frag­ment ten, dopi­sa­ny do moje­go wstę­pu już pod­czas osta­tecz­nej redak­cji tek­stu, w ostat­niej nie­mal chwi­li, powią­za­łem z wezwa­niem do ger­ma­ni­stów. Ape­lo­wa­łem, żeby – sko­ro mają teraz do dys­po­zy­cji dwa prze­kła­dy – „kom­pa­ra­ty­stycz­nie i cało­ścio­wo pode­szli do tek­stu Libro­wi­czo­wej”4; ów pas­sus był zara­zem swo­istym chwy­tem reto­rycz­nym, jakąś buta­dą, a może nawet pro­wo­ka­cją. Naj­waż­niej­sze jed­nak, że zabieg odniósł sku­tek, powiem wię­cej: reak­cja odbior­ców prze­ro­sła moje naj­śmiel­sze ocze­ki­wa­nia. Na począt­ku stycz­nia 2026 roku otrzy­ma­łem list od pani Marii Mostow­skiej, któ­ra zaczę­ła czy­tać Bud­den­bro­ków od moje­go wstę­pu i w związ­ku z rzu­co­ną prze­ze mnie suge­stią, że w przy­pad­ku Ewy Libro­wi­czo­wej może cho­dzić o pseu­do­nim, zde­cy­do­wa­ła się zare­ago­wać: „Ewa Libro­wicz nale­ża­ła do rodzi­ny Kramsz­ty­ków, swe­go cza­su licz­nej rodzi­ny, któ­rej wie­lu człon­ków nale­ża­ło do pol­skiej eli­ty inte­lek­tu­al­nej”5.

Kramsz­tyk? Od razu zapa­li­ła mi się lamp­ka ostrze­gaw­cza. Prze­cież tłu­macz pierw­sze­go tomu Cza­ro­dziej­skiej góry6 to Józef Kramsz­tyk! Czyż­by­śmy mie­li do czy­nie­nia z jakimś rodzin­nym kolek­ty­wem tłu­ma­czy, któ­rzy od razu po otrzy­ma­niu przez Man­na Lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla w 1929 roku pró­bo­wa­li zdo­mi­no­wać pol­skie prze­kła­dy dzieł pisa­rza? Józef z pierw­szym tomem Cza­ro­dziej­skiej góry w 1930 roku, a Ewa z Nie­bie­skim pta­kiem (Beken­nt­nis­se des Hoch­sta­plers Felix Krull, 1922) w 1929 roku i Bud­den­bro­oka­mi w 1931 roku? Jak­by w ramach kon­ku­ren­cji z Witol­dem Hule­wi­czem, któ­ry w 1929 roku prze­tłu­ma­czył Kró­lew­ską Wyso­kość7?

Dal­sza część maila nie pozo­sta­wia­ła wąt­pli­wo­ści: Ewa Libro­wi­czo­wa napraw­dę ist­nia­ła, a wyra­żo­ną we wstę­pie do moje­go prze­kła­du supo­zy­cję, jako­by to nazwi­sko mogło być pseu­do­ni­mem kry­ją­cym inną tłu­macz­kę, tłu­ma­cza lub kil­ko­ro z nich, musia­łem odło­żyć ad acta. Załą­czo­ny do listu pani Mostow­skiej frag­ment drze­wa gene­alo­gicz­ne­go obja­śniał wszyst­ko w szcze­gó­łach: tłu­ma­cze Man­na byli kuzy­no­stwem, ojciec Józe­fa, Feliks Kramsz­tyk (1853–1918), i mat­ka Ewy, Nata­lia Kramsz­tyk (1857–1922), to brat i sio­stra. Przy oka­zji dowie­dzia­łem się, jak brzmi rodo­we czy też panień­skie nazwi­sko Ewy: mężem jej mat­ki Nata­lii z domu Kramsz­tyk był Mau­ry­cy Ascher (1846–1925); cza­sem nazwi­sko poda­wa­no w spo­lsz­czo­nym zapi­sie – Aszer. Jeśli więc chcia­łem uzy­skać infor­ma­cje o tłu­macz­ce, powi­nie­nem był od same­go począt­ku szu­kać raczej „Ewy Tere­sy Aszer” lub „Ascher”, a nie „Ewy Libro­wi­czo­wej”. Ta ostat­nia figu­ru­je bowiem głów­nie jako tłu­macz­ka dwóch ksią­żek Man­na i trud­no zna­leźć o jej życiu dodat­ko­we infor­ma­cje, o pierw­szej nato­miast moż­na się dowie­dzieć o wie­le wię­cej.

Moja kore­spon­dent­ka ode­sła­ła mnie do wyda­nej w 2018 i wzno­wio­nej w 2022 roku książ­ki swo­je­go kuzy­na Krzysz­to­fa Pro­cha­ski Józef Kramsz­tyk. Pasjans rodzin­ny, towa­rzy­ski, lite­rac­ki i nauko­wy. Wska­zów­ka była elek­try­zu­ją­ca, więc bez waha­nia zadzwo­ni­łem na poda­ny w mailu numer pani Mostow­skiej i odby­łem z nią nie­zwy­kle cie­ka­wą roz­mo­wę, któ­ra tyl­ko zaostrzy­ła mój ape­tyt na kolej­ne infor­ma­cje. W koń­cu mam doświad­cze­nie w pro­wa­dze­niu poszu­ki­wań nauko­wych, a swo­ją karie­rę zaczy­na­łem jako archi­wi­sta, młod­szy wpraw­dzie, ale taki był ów pierw­szy sto­pień wta­jem­ni­cze­nia. Natych­miast zamó­wi­łem wzmian­ko­wa­ną książ­kę, rekla­mo­wa­ną przez wydaw­nic­two jako „bio­gra­fia kon­tek­sto­wa”8, bo choć jej głów­nym boha­te­rem, jak zapo­wia­da już tytuł pra­cy, jest Józef Kramsz­tyk, to trak­tu­je ona zara­zem o roz­ga­łę­zio­nej rodzi­nie Kramsz­ty­ków, a ponad­to o spo­krew­nio­nych lub spo­wi­no­wa­co­nych rodzi­nach Mut­ter­mil­chów, Asche­rów, Früh­lin­gów, Kram­stüków, Nuss­bau­mów czy Zwe­ig­bau­mów.

Nie cze­ka­jąc na prze­sył­kę, roz­po­czą­łem prze­cze­sy­wa­nie sie­ci. Oka­za­ło się, że już dzię­ki samej zamia­nie wyszu­ki­wa­ne­go nazwi­ska z „Libro­wiec­ka” na „Aszer”/„Ascher” otrzy­ma­łem cie­ka­we wyni­ki. Intry­gu­ją­ce infor­ma­cje zna­la­złem w róż­nych źró­dłach, wśród któ­rych były słow­ni­ki bio­gra­ficz­ne, stro­na inter­ne­to­wa z drze­wem gene­alo­gicz­nym czy mate­ria­ły wizu­al­ne z zakre­su sztuk pla­stycz­nych.

Zda­rza­ły się tam cza­sem suche napo­mknię­cia, na przy­kład Ewa Aszer wystę­pu­je na liście człon­ków zwy­czaj­nych w spra­woz­da­niu z 1902 roku Towa­rzy­stwa Kolo­nii Let­nich w War­sza­wie9, ale gdzie indziej moż­na było nawet zoba­czyć pra­ce gra­ficz­ne jej autor­stwa. Dzię­ki stro­nie artinfo.pl dowie­dzia­łem się, że Gale­ria i Dom Aukcyj­ny Nauti­lus w Kra­ko­wie pro­wa­dzi­ły w 2012 roku aukcję, na któ­rej wysta­wio­no mię­dzy inny­mi Tekę flu­oro­fort uczniów War­szaw­skiej Szko­ły Sztuk Pięk­nych. Autor­ka­mi prac były w więk­szo­ści kobie­ty, w tym Ewa Aszer, a spo­śród kil­ku męż­czyzn wybi­ja­ło się nazwi­sko Kon­stan­te­go Czur­la­ni­sa (Miko­ła­ja Kon­stan­te­go Čiur­lio­ni­sa, 1875–1911). Fakt, że Ewa Aszer stu­dio­wa­ła w Szko­le Sztuk Pięk­nych, zasko­czył mnie nie mniej niż to, że w tym samym cza­sie stu­den­tem tej insty­tu­cji był ów wybit­ny pol­sko-litew­ski kom­po­zy­tor i nowa­tor­ski arty­sta pla­styk. Kon­ster­na­cja moja była tym więk­sza, że sześć mie­się­cy wcze­śniej, latem 2025 roku, prze­sław­szy wydaw­nic­twu kolej­ną redak­cję moje­go prze­kła­du Bud­den­bro­oków, wybra­łem się na waka­cje na Mie­rze­ję Kuroń­ską, by w domu let­ni­sko­wym Tho­ma­sa Man­na w Nidzie wziąć udział w dorocz­nym mię­dzy­na­ro­do­wym festi­wa­lu imie­nia twór­cy; po dro­dze podzi­wia­łem pra­ce Czur­la­ni­sa w kowień­skim Mika­lo­jaus Kon­stan­ti­no Čiur­lio­nio dailės muzie­jus i słu­cha­łem jego muzy­ki w sali kon­cer­to­wej w nad­mor­skiej Połą­dze. Jak to się mówi: przy­pa­dek? nie sądzę!

Zdjęcie z Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, profesorowie i studenci, około 1904 roku.
Warszawska Szkoła Sztuk Pięknych – profesorowie i studenci, około 1904 roku. Wolny dostęp – Polona. Archiwum Jana Brzezińskiego w Bibliotece Narodowej.
Zdjęcie z Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych – profesorowie i studenci, około 1904 roku. Poniżej zdjęcia lista nazwisk, nazwisko Ewy Aszer opatrzone numerem 12.
Warszawska Szkoła Sztuk Pięknych – profesorowie i studenci, około 1904 roku. Wolny dostęp – Polona. Archiwum Jana Brzezińskiego w Bibliotece Narodowej. Ewa Aszer opatrzona numerem 12.
Warszawska Szkoła Sztuk Pięknych – profesorowie i studenci, około 1904 roku. Wolny dostęp – Polona. Archiwum Jana Brzezińskiego w Bibliotece Narodowej. Ewa Aszer czwarta z prawej.

Szko­ła Sztuk Pięk­nych, ery­go­wa­na w War­sza­wie w 1844 roku, była zatem macie­rzy­stą uczel­nią tych dwoj­ga – pol­skiej Żydów­ki (albo żydow­skiej Polki) i pol­skie­go Litwi­na (albo litew­skie­go Pola­ka), choć prze­cież te narzu­ca­ją­ce się, lecz powierz­chow­ne kate­go­rie, nawią­zu­ją­ce do wie­lo­kul­tu­ro­wo­ści ziem pol­skich, nie wyczer­pu­ją cha­rak­te­ry­sty­ki zło­żo­nych toż­sa­mo­ści tych osób jako arty­stów. Zli­kwi­do­wa­ną przez Rosjan po powsta­niu stycz­nio­wym w 1864 roku insty­tu­cję reak­ty­wo­wa­no w 1904 roku, a Ewa Aszer uczy­ła się w niej, podob­nie jak Czur­la­nis, pod kie­run­kiem sym­bo­li­sty Fer­dy­nan­da Rusz­czy­ca. Na fron­ty­spi­sie Teki flu­oro­fort jej nazwi­sko zapi­sa­no jako „Asze­rów­na” – tym samym pozna­łem kolej­ną wer­sję jej nazwi­ska.

Przy­szła tłu­macz­ka Bud­den­bro­oków wraz z inny­mi kobie­ta­mi stu­dio­wa­ła w odręb­nym oddzia­le, gdyż, jak sfor­mu­ło­wa­no to w regu­la­mi­nie insty­tu­cji:

W razie odpo­wied­niej licz­by kan­dy­da­tek (nie mniej, jak 30), pra­gną­cych stu­dy­ować w oddziel­nej pra­cow­ni dla kobiet, pra­cow­nia taka może być otwar­ta na pod­sta­wie uchwa­ły Komi­te­tu Opie­kuń­cze­go, po poro­zu­mie­niu się z Radą Peda­go­gicz­ną10.

Tech­ni­ka flu­oro­for­ty, spo­pu­la­ry­zo­wa­na przez pro­fe­so­ra che­mii Tade­usza Estre­iche­ra i sto­so­wa­na z powo­dze­niem przez Sta­ni­sła­wa Wyspiań­skie­go, Leona Wyczół­kow­skie­go, Józe­fa Mehof­fe­ra czy Fer­dy­nan­da Rusz­czy­ca, jest podob­na do akwa­for­ty. Róż­ni­ca pole­ga na tym, że w przy­pad­ku flu­oro­for­ty zamiast pły­ty mie­dzia­nej uży­wa się pły­ty ze szkła, kwas azo­to­wy zastę­pu­je się nato­miast kwa­sem flu­oro­wo­do­ro­wym. Ponie­waż ta tech­ni­ka dru­ku wklę­słe­go oka­za­ła się nie­zbyt prak­tycz­na (far­ba musia­ła być rzad­ka, w pro­ce­sie wyko­ny­wa­nia odbi­tek zamiast z pra­sy korzy­sta­no ze szczo­tek, a i tak szkło czę­sto pęka­ło), poza tym była nie­bez­piecz­na (kwas jest sil­nie żrą­cy), dość szyb­ko ją zarzu­co­no, co spra­wi­ło, że już w latach 20. XX wie­ku flu­oro­for­ty były cen­ne. Jak pisał wów­czas histo­ryk i popu­la­ry­za­tor sztu­ki Mie­czy­sław Tre­ter:

Na tych wszyst­kich trud­no­ściach zasa­dza się też głów­nie war­tość kolek­cjo­ner­ska tych i tak, z koniecz­no­ści, rzad­kich i w nie­wiel­kiej tyl­ko licz­bie zazwy­czaj odbi­ja­nych rycin11.

Zdjęcie pleneru Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych pod kierunkiem profesora Konrada Krzyżanowskiego w Arkadii, około 1905 roku.
Plener Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych pod kierunkiem profesora Konrada Krzyżanowskiego w Arkadii, około 1905 roku. Wolny dostęp – Polona. Archiwum Jana Brzezińskiego w Bibliotece Narodowej. Ewa Aszer (w kapeluszu) siedzi na schodach.

Flu­oro­for­ty Ewy Aszer dane mi było zoba­czyć naj­pierw na stro­nie Look and Learn. Histo­ry Pic­tu­re Archi­ve oraz w zbio­rach cyfro­wych Muzeum Naro­do­we­go w Kra­ko­wie, choć tutaj były one jak­by głę­biej ukry­te w wyszu­ki­war­kach. Cho­dzi o foto­gra­fie dwóch prac: Dewot­ka (nr inw.: MNK III-ryc.-2217) oraz Para (nr inw. MNK III-ryc.-2213). Co cie­ka­we, jako autor­ka obu flu­oro­fort wid­nie­je tam „Ewa Asze­rów­na-Orze­cho­wicz”. Wzbu­dzi­ło to we mnie kon­ster­na­cję i wywo­ła­ło nowe wąt­pli­wo­ści. Na doda­tek kolej­ne wyszu­ki­wa­nia dopro­wa­dzi­ły mnie do zna­le­zie­nia jesz­cze inne­go zapi­su tego nazwi­ska: „Ewa Aszer-Libro­wicz” – cho­dzi o wzmian­kę w arty­ku­le Wal­de­ma­ra Delu­gi Flu­ori­ne Etching in Cra­cow, War­saw and Vil­nius, 1901–2012. Repro­duk­cje więk­szo­ści gra­fik z teki flu­oro­fort, zarów­no Dewot­ki Ewy Aszer, jak i Ośnie­żo­nej wsi Czur­la­ni­sa, są obec­nie dostęp­ne tak­że na stro­nie Vil­niaus Aukcio­nas13.

Kolej­ną pra­cę Ewy Aszer (pozo­stań­my przy tej wer­sji jej nazwi­ska) odna­la­złem w książ­ce o zaska­ku­ją­cym, pięk­nym tytu­le Album Kobie­ce z 1903 roku14. Publi­ka­cję, podob­nie jak kolej­ne teki stu­den­tów Szko­ły Sztuk Pięk­nych (czę­sto bory­ka­ją­cej się z trud­no­ścia­mi finan­so­wy­mi), wyda­wa­no w celach cha­ry­ta­tyw­nych. W tym wypad­ku cho­dzi­ło o „pomno­że­nie fun­du­szów restau­ra­cy­ji Kościo­ła Naj­święt. Pan­ny Marii Łaska­wej (po-pijar­skie­go) w War­sza­wie”. Sta­ran­nie wyda­ny album, oprócz poezji, pro­zy i afo­ry­zmów (mię­dzy inny­mi Marii Konop­nic­kiej, Bro­ni­sła­wy Neu­fel­dów­ny, Eli­zy Orzesz­ko­wej, Zofii Seidle­ro­wej czy Gabrie­li Zapol­skiej), zawie­rał sze­reg prac gra­ficz­nych (na przy­kład Marii Dulę­bian­ki, Marii Nostitz-Wasil­kow­skiej, Lau­ry Sie­mień­skiej i Zofii Stan­kie­wicz). W Albu­mie Kobie­ce na całej stro­nie sześć­dzie­sią­tej siód­mej zamiesz­czo­no pra­cę Ewy Aszer Stu­dy­um, przed­sta­wia­ją­cą por­tret bro­da­te­go chło­pa o gru­bych rysach i zmierz­wio­nych wło­sach, ubra­ne­go w kami­zel­kę.

Kolej­nym waż­nym zna­le­zi­skiem było zdję­cie pro­fe­so­rów i stu­den­tów War­szaw­skiej Szko­ły Sztuk Pla­stycz­nych z 1904 roku, na któ­re natra­fi­łem w zbio­rach biblio­te­ki cyfro­wej Polo­na. Foto­gra­fii towa­rzy­szy odręcz­na lista nazwisk dwu­na­stu wykła­dow­ców, mię­dzy inny­mi Ksa­we­re­go Duni­kow­skie­go i Fer­dy­nan­da Rusz­czy­ca, oraz dwu­na­stu stu­den­tek, w tym Jani­ny Bobiń­skiej (pierw­szej kobie­ty, któ­ra uzy­ska­ła dyplom tej uczel­ni), Marii Gro­dzic­kiej (Gro­dzic­kiej-Sty­czyń­skiej), Sary Lip­szyc (Lip­skiej; jak gło­sił dopi­sek przy jej nazwi­sku: „Muzy prof. K. Duni­kow­skie­go”), Zofii Pira­mo­wicz (wie­lo­let­niej narze­czo­nej Kazi­mie­rza Prze­rwy-Tet­ma­je­ra). Przy nazwi­sku Jadwi­gi Kern­baum, kili­miar­ki i foto­graf­ki, dopi­sa­no: „żona prof. M. Han­del­sma­na – histo­ry­ka”, a ponie­waż mał­żeń­stwo to zawar­to dopie­ro w 1913 roku, więc nale­ży wno­sić, że opis dołą­czo­no wie­le lat po powsta­niu zdję­cia w 1904 roku. Nazwi­sko Ewy Aszer opa­trzo­no nume­rem dwu­na­stym, a pół­prze­źro­czy­sta bibuł­ka z odno­śni­ka­mi cyfro­wy­mi pozwa­la stwier­dzić, gdzie na tym uję­ciu znaj­du­je się przy­szła tłu­macz­ka Man­na.

Na stro­nach zagra­nicz­ne­go ser­wi­su gene­alo­gicz­ne­go zna­la­złem szcze­gó­łow­sze dane bio­gra­ficz­ne. Ewa Tere­sa Aszer uro­dzi­ła się oko­ło 1883 roku, a zmar­ła 8 wrze­śnia 1943 roku w pod­war­szaw­skich Twor­kach. W listo­pa­dzie 1911 roku wyszła za mąż za Bole­sła­wa Libro­wi­cza (1886–1961), ze związ­ku tego uro­dzi­ły się dwie cór­ki: Kata­rzy­na Wik­to­ria (1912–1991) oraz Mał­go­rza­ta Maria (1913–1990). Ta dru­ga w 1938 roku wyszła za Syd­neya Jame­sa Reida, mał­żeń­stwo to mia­ło jed­ną cór­kę. Pierw­sza zaś w 1941 roku we Fran­cji poślu­bi­ła Danie­la Walc­ke­ra, z któ­rym mia­ła dwie cór­ki.

Sama Ewa nato­miast mia­ła młod­sze rodzeń­stwo: Jana (1887–?), o któ­rym nie­wie­le wia­do­mo, poza tym, że w 1922 roku oże­nił się z Różą Szejn­wald, a tak­że Jerze­go (1884–1943) i Marię (1892–1981), zna­nych, a w każ­dym razie roz­po­zna­wal­nych dziś dzię­ki swo­jej dzia­łal­no­ści. War­to o nich napi­sać kil­ka zdań, gdyż ich życio­ry­sy i dzia­łal­ność poka­zu­ją śro­do­wi­sko, z któ­re­go pocho­dzi­ła Ewa.

Maria nie wyszła za mąż, dla­te­go funk­cjo­nu­je czę­sto jako „Asze­rów­na” i pod tym nazwi­skiem ma nie­wiel­kie hasło w Słow­ni­ku pseu­do­ni­mów pisa­rzy pol­skich: „Asze­rów­na Maria (1892, War­sza­wa – 1981, War­sza­wa) autor­ka wspo­mnień, dzia­łacz­ka spo­łecz­na i poli­tycz­na”15. Maria rów­nież (przed woj­ną i po niej) prze­kła­da­ła utwo­ry lite­rac­kie z rosyj­skie­go i fran­cu­skie­go, a swo­je tłu­ma­cze­nia z nie­miec­kie­go oraz wspo­mnie­nia z wyda­rzeń poli­tycz­nych ze swo­im udzia­łem16 opa­try­wa­ła pseu­do­ni­mem „Asten” (praw­do­po­dob­nie zbit­ka od „Aszer stenograf­ka”, gdyż taką pra­cę urzęd­ni­czą wyko­ny­wa­ła). Moje podej­rze­nia co do moż­li­wo­ści uży­cia przez Ewę pseu­do­ni­mu nie były zatem cał­kiem bez­pod­staw­ne, gdyż wów­czas czę­sto tak wła­śnie postę­po­wa­no. Maria peł­ni­ła waż­ne funk­cje w Pogo­to­wiu Bojo­wym PPS, a w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym sekre­ta­rzo­wa­ła War­szaw­skie­mu Wydzia­ło­wi Kobie­ce­mu PPS. Pra­co­wa­ła w pol­skim kon­su­la­cie w Mar­sy­lii i była w skła­dzie pol­skiej dele­ga­cji na kon­fe­ren­cję poko­jo­wą w Rydze 1920–1921. W cza­sie oku­pa­cji na doku­men­tach aryj­skich była zatrud­nio­na w Pra­cow­ni Archi­tek­to­nicz­no-Urba­ni­stycz­nej, a zapro­szo­na przez mał­żeń­stwo Żabiń­skich, prze­by­wa­ła w okre­sie waka­cyj­nym tak­że na tere­nie war­szaw­skie­go ZOO. Jej bio­gram w Wiki­pe­dii zawie­ra ponad­to infor­ma­cję, że

[p]o woj­nie miesz­ka­ła przy ul. Koszy­ko­wej 14/6 w miesz­ka­niu Ludwi­ka Coh­na. Prócz niej i Coh­na miesz­kał tam też adwo­kat Adam Nagór­ski. Każ­dy z tej trój­ki miał swój pokój, przy­jaź­ni­li się ze sobą, wspól­nie utrzy­my­wa­li gospo­się17.

Brat Ewy dość kon­se­kwent­nie uży­wał nazwi­ska zapi­sy­wa­ne­go jako „Ascher”, stąd dane o Jerzym moż­na zna­leźć, posłu­gu­jąc się taką wła­śnie pisow­nią. W okre­sie 1904–1905 Jerzy Ascher stu­dio­wał, podob­nie jak jego sio­stra, malar­stwo w Szko­le Sztuk Pla­stycz­nych oraz rów­no­le­gle archi­tek­tu­rę w war­szaw­skim Insty­tu­cie Poli­tech­nicz­nym; potem kształ­cił się jesz­cze w Tech­ni­sche Hoch­schu­le w Ber­li­nie-Char­lot­ten­bur­gu. Jako archi­tekt był aktyw­ny we Lwo­wie w latach pierw­szej woj­ny świa­to­wej, a wcze­śniej (1909–1914) pra­co­wał nad rekon­struk­cją Zam­ku na Wawe­lu18. Akty­wie włą­czył się w odbu­do­wę kra­ju, o czym świad­czą na przy­kład arty­kuł Strze­cha sło­mia­na ognio­trwa­ła19 oraz przy­go­to­wa­ny przez Jerze­go pro­jekt archi­tek­to­nicz­ny łaź­ni ludo­wej zacho­wa­ny w książ­ce Odbu­do­wa pol­skie­go mia­stecz­ka20. Od 1926 roku brat Ewy prze­by­wał we Fran­cji, gdzie wkrót­ce oże­nił się z Regi­ną (Raj­zlą) Broj­dą i cał­ko­wi­cie poświę­cił malar­stwu. W Pary­żu miał kil­ka­krot­nie wysta­wy indy­wi­du­al­ne swo­ich obra­zów. W 1943 roku został depor­to­wa­ny z Fran­cji Vichy i zgi­nął naj­praw­do­po­dob­niej w Maj­dan­ku lub Sobi­bo­rze, a żona z ich cór­ką Suzan­ne – w Auschwitz.

Powróć­my jed­nak do moich poszu­ki­wań. Po trzech dniach przy­szła wresz­cie zamó­wio­na anty­kwa­rycz­nie książ­ka Pro­cha­ski. Z prze­ję­ciem zaczą­łem wer­to­wać dość obszer­ną pra­cę wzbo­ga­co­ną wie­lo­ma foto­gra­fia­mi i wykre­sa­mi ilu­stru­ją­cy­mi rodzin­ne powią­za­nia. Zna­la­złem potwier­dze­nie i roz­sze­rze­nie zebra­nych już infor­ma­cji o tłu­macz­ce Bud­den­bro­oków, ale tak­że oso­bi­ście waż­ne dla mnie jej zdję­cia: jako mło­dej oso­by z począt­ku XX wie­ku (z archi­wum Made­la­ine Ricard), sprzed 1941 roku z mężem Bole­sła­wem (z archi­wum Krzysz­to­fa Pro­cha­ski) oraz póź­niej­sze (ze zbio­rów Johan­ny Walc­ker). Dowie­dzia­łem się, że tłu­macz­ka była spo­wi­no­wa­co­na z fran­cu­skim filo­zo­fem Hen­rim Berg­so­nem przez rodzi­nę jej męża Bole­sła­wa (1886–1961), któ­re­go dzia­dek Michał Berg­son (1800–1864) był bra­tem Gabry­je­la Berg­so­na (1790–1844) i zara­zem dziad­kiem Hen­rie­go Berg­so­na (1859–1941). Wyja­śni­ła się przy oka­zji zagad­ko­wa zmia­na nazwi­ska w Nie­bie­skim pta­ku, prze­kła­dzie Beken­nt­nis­se des Hoch­sta­plers Felix Krull Tho­ma­sa Man­na – pozy­cji wyda­wa­nej kil­ka­krot­nie: naj­pierw w Biblio­te­ce Gro­szo­wej w 1929 roku, potem w Wydaw­nic­twie „Kurie­ra Pol­skie­go” w 1937 roku21. Pro­cha­ska przy­ta­cza inte­re­su­ją­ce omó­wie­nie tej książ­ki, któ­re­go moim zda­niem zabra­kło w anto­lo­gii Tomasz Mann w kry­ty­ce i lite­ra­tu­rze pol­skiej. Józef Kramsz­tyk, recen­zu­jąc dla „Wia­do­mo­ści Lite­rac­kich” tłu­ma­cze­nie swo­jej kuzyn­ki, zakoń­czył tekst uwa­gą:

[…] jed­no spro­sto­wa­nie: prze­kła­du doko­na­ła Ewa Libro­wi­czo­wa, a nie „Libro­wiec­ka”, jak to wydaw­ca samo­wol­nie i ze szko­dą tłu­macz­ki podał na kar­cie tytu­ło­wej22.

Zdjęcie Ewy Librowiczowej z domu Aszer i Bolesława Librowicza, przed 1941.
Ewa Librowiczowa z domu Aszer, Bolesław Librowicz, przed 1941 rokiem. Dzięki uprzejmości Krzysztofa Prochaski.
Zdjęcie Bolesława Librowicza z żoną Ewą z domu Aszer, przed wrześniem 1939 roku.
Bolesław Librowicz z żoną Ewą z domu Aszer, przed wrześniem 1939 roku. Dzięki uprzejmości Krzysztofa Prochaski.

Po wymia­nie ser­decz­nych listów z Krzysz­to­fem Pro­cha­ską dosta­łem od nie­go kopie zdjęć, w tym foto­gra­fię z ple­ne­ru War­szaw­skiej Szko­ły Sztuk Pięk­nych w Arka­dii oko­ło 1904 roku. Na zdję­ciu wid­nie­je Ewa. Zamó­wi­łem dru­gie, roz­sze­rzo­ne wyda­nie książ­ki. I fak­tycz­nie jesz­cze ład­niej i sta­ran­niej wyda­na pra­ca już na wyż­szym pozio­mie dro­bia­zgo­wo­ści uszcze­gó­ła­wia wie­le infor­ma­cji o kole­jach życia rodzeń­stwa: Jerze­go Asche­ra i Ewy Aszer, i o powo­jen­nych losach córek tej dru­giej, Kata­rzy­ny i Mał­go­rza­ty. Jest tutaj nie­co wię­cej wia­do­mo­ści na temat dzia­łal­no­ści Ewy jako artyst­ki pla­stycz­ki. Czy­tam mię­dzy inny­mi, że tłu­macz­ka Tho­ma­sa Man­na „zmar­ła 8 wrze­śnia 1943 r. w Szpi­ta­lu dla Ner­wo­wo i Psy­chicz­nie cho­rych w Prusz­ko­wie i zosta­ła pocho­wa­na na cmen­ta­rzu przy­szpi­tal­nym”23. Z listu od Krzysz­to­fa Pro­cha­ski wyni­ka, że w cza­sie oku­pa­cji Maria umie­ści­ła sio­strę w Twor­kach z powo­du „cięż­kiej cho­ro­by na skle­ro­zę mózgu”, choć dokład­na przy­czy­na śmier­ci Ewy nie jest zna­na24. W 1961 roku obok żony pocho­wa­no Bole­sła­wa Libro­wi­cza, któ­ry wyko­na­nie swo­je­go testa­men­tu powie­rzył Ludwi­ko­wi Coh­no­wi. Dziś po gro­bie i pomni­ku pozo­stał tyl­ko ślad w posta­ci… zdję­cia. Dobrze jed­nak, że wsku­tek moje­go reko­ne­san­su bio­gra­ficz­ne­go Ewa – Ascher, Asze­rów­na, Aszer, Aszer-Orze­cho­wicz (?), Aszer-Libro­wicz, Libro­wiec­ka, Libro­wi­czo­wa – sta­ła się dla mnie kon­kret­nym czło­wie­kiem, oso­bo­wo­ścią z cie­ka­wą histo­rią, kobie­tą z krwi i kości, gdyż na więk­szą widzial­ność zasłu­gu­ją tak­że tłu­macz­ki i tłu­ma­cze z prze­szło­ści.

Zdjęcie nieistniejącego już grobu Ewy z domu Aszer i jej męża Bolesława Librowiczów na cmentarzu przyszpitalnym w Tworkach.
Nieistniejący już grób Ewy z domu Aszer i jej męża Bolesława Librowiczów na cmentarzu przyszpitalnym w Tworkach, po 18 sierpnia 1961 roku. Dzięki uprzejmości Krzysztofa Prochaski.

Mot­to: List Ewy Libro­wi­czo­wej do cór­ki Kata­rzy­ny z dnia 4 sierp­nia 1942 roku, tłum. z języ­ka fran­cu­skie­go J. Sewe­ryń­ska [w:] K. Pro­cha­ska, Józef Kramsz­tyk. Pasjans rodzin­ny, towa­rzy­ski, lite­rac­ki i nauko­wy, War­sza­wa: Wydaw­nic­two Nauko­we Sem­per, 2018, s. 121.

 
1 E. Libro­wi­czo­wa, Toma­sza Man­na „Śmierć w Wene­cji”, „Prze­gląd War­szaw­ski. Mie­sięcz­nik poświę­co­ny lite­ra­tu­rze, sztu­ce i nauce” 1925, nr 45, s. 317–324. Prze­druk [w:] Tomasz Mann w kry­ty­ce i lite­ra­tu­rze pol­skiej. Anto­lo­gia tek­stów i doku­men­tów, wyb. i oprac. R. Dzier­gwa, Poznań: Wydaw­nic­two Poznań­skie, 2003, s. 150–156. W danych biblio­gra­ficz­nych tej anto­lo­gii, a tak­że w innych publi­ka­cjach powo­łu­ją­cych się na nią, zazwy­czaj błęd­nie poda­wa­ne są dane „Prze­glą­du War­szaw­skie­go” z 1925 roku – tekst Libro­wi­czo­wej uka­zał się w nume­rze 45, a nie nume­rze 32.

2 R. Dzier­gwa, Pol­skie obec­no­ści Toma­sza Man­na [w:] Tomasz Mann w kry­ty­ce i lite­ra­tu­rze pol­skiej…, s. 13.

3 J. Koch, Jak do tego doszło, że wsze­dłem w rodzi­nę Bud­den­bro­oków. Sło­wo od tłu­ma­cza [w:] T. Mann, Bud­den­bro­oko­wie. Upa­dek pew­nej rodzi­ny, tłum., wstęp, przyp. J. Koch, posł. W. Engel­king, War­sza­wa: W.A.B., 2025, s. 19–20.

4 Tam­że.

5 Mail z 17 stycz­nia 2026 roku.

6 T. Mann, Cza­ro­dziej­ska góra (Der Zauber­berg, 1924), tłum. t. 1–2 J. Kramsz­tyk, t. 3 K. Cza­chow­ski, t. 4 J. Fel­dhorn, Kra­ków: Towa­rzy­stwo Wydaw­ni­cze „Rój”, 1930.

7 T. Mann, Kró­lew­ska Wyso­kość (Köni­gli­che Hohe­it, 1909), tłum. W. Hule­wicz, Lwów: Wydaw­nic­two Miner­wa – Woj­ciech Got­tlieb, 1929.

8 K. Pro­cha­ska, Józef Kramsz­tyk. Pasjans rodzin­ny, towa­rzy­ski, lite­rac­ki i nauko­wy [wyd. 2, posze­rzo­ne], War­sza­wa: Wydaw­nic­two Nauko­we Sem­per, 2022. Zob. Krzysz­tof Pro­cha­ska, „Józef Kramsz­tyk” (wyd. II posze­rzo­ne), onli­ne: https://semper.istore.pl/pl/p/Krzysztof-Prochaska%2C-Jozef-Kramsztyk-wyd.-II-poszerzone/23076397 [dostęp: 5.03.2026].

9 Spra­woz­da­nie z Dzia­łal­no­ści Towa­rzy­stwa Kolo­nij Let­nich w m. War­sza­wie za Rok 1902, War­sza­wa: druk Pio­tra Laskau­era i s‑ki, 1903, s. 70–71.

10 Pro­gram i wewnętrz­ny regu­la­min War­szaw­skiej Szko­ły Sztuk Pięk­nych, [b.m.w.] [1902], s. 3.

11 M. Tre­ter, Gra­fi­ka Leona Wyczół­kow­skie­go, Redak­cja „Sztuk Pięk­nych”, Kra­ków 1925, s. 16.

12 W. Delu­ga, Flu­ori­ne Etching in Cra­cow, War­saw and Vil­nius, 1901–20, „Print Quar­ter­ly” 2019, vol. 36, nr 2, s. 166.

13 M.K. Čiur­lio­nis, Apsnig­tas kaimas, onli­ne: https://www.menorinka.lt/kurinys/mikalojus-konstantinas-ciurlionis-apsnigtas-kaimas [dostęp: 23.03.2026].

14 Album Kobie­ce, War­sza­wa: Gebe­th­ner i Wolff, 1903.

15 Słow­nik pseu­do­ni­mów pisa­rzy pol­skich. XV w. – 1970, t. 4, Wro­cław: ZNiO, 1996, s. 18.

16 Asten, Z dzie­jów oku­pa­cji. Pamięt­nik ste­no­graf­ki. Kil­ka wspo­mnień o r. 1917, „Wia­do­mo­ści Lite­rac­kie”, 11 kwiet­nia 1926, nr 15, s. 2. Taż, U koleb­ki skar­bu Rzecz­po­spo­li­tej. Pamięt­nik ste­no­gra­fist­ki, „Nowy Kurier Pol­ski”, 8 lip­ca 1926, nr 155, s. 4–5. Taż, Pamięt­nik ste­no­gra­fist­ki. Boulo­gne sur Mer czer­wiec 1920, „Nowy Kurier Pol­ski”, 7 lip­ca 1926, nr 154, s. 4.

17 Maria Asze­rów­na, onli­ne: https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Aszerówna [dostęp: 5.03.2026].

18 Odna­wia­nie Wawe­lu, „Nowa Refor­ma”, 15.08.1914, nr 351 (XXXIII), s. 2.

19 J. Ascher, Strze­cha sło­mia­na ognio­trwa­ła, „Odbu­do­wa Kra­ju. Mie­sięcz­nik poświę­co­ny spra­wom gospo­dar­stwa naro­do­we­go. Organ Oby­wa­tel­skie­go Komi­te­tu Odbu­do­wy Wsi i Miast w Kra­ko­wie” 1917, nr 4, s. 322–327.

20 Odbu­do­wa pol­skie­go mia­stecz­ka. Pro­jek­ty budyn­ków uży­tecz­no­ści publicz­nej, Kra­ków: nakła­dem Oby­wa­tel­skie­go Komi­te­tu Odbu­do­wy Wsi i Miast, 1918, s. 13–15.

21 Wyzna­nia hochsz­ta­ple­ra Felik­sa Krul­la, w osta­tecz­nej wer­sji nada­nej powie­ści przez Tho­ma­sa Man­na i opu­bli­ko­wa­nej w 1954 roku, zosta­ły prze­ło­żo­ne przez Andrze­ja Rybic­kie­go (wier­sze tłu­ma­czy­ła Jadwi­ga Dac­kie­wicz) i tak­że w tej wer­sji cie­szy­ły się popu­lar­no­ścią, o czym świad­czą licz­ne wyda­nia (PiW 1957, 1961, 1976; Czy­tel­nik 1968, 1969, LSW 1987, Wydaw­nic­two Dol­no­ślą­skie 1998). Frag­ment tej książ­ki opu­bli­ko­wa­ła tak­że Wan­da Kra­gen – „Prze­krój” 1955, nr 36 (543), s. 4–6.

22 K. Pro­cha­ska, Józef Kramsz­tyk. Pasjans rodzin­ny…, s. 244. Zob. J. Kramsz­tyk, „Nie­bie­ski ptak” Man­na, „Wia­do­mo­ści Lite­rac­kie”, 27.10.1929, nr 43 (304), s. 3.

23 K. Pro­cha­ska, Józef Kramsz­tyk. Pasjans rodzin­ny…, s. 119.

24 Mail Krzysz­to­fa Pro­cha­ski z 27 stycz­nia 2026 roku. Wię­cej infor­ma­cji na temat dra­ma­tycz­nych oko­licz­no­ści przy­ję­cia Ewy Libro­wi­czo­wej do szpi­ta­la poja­wi się w dru­gim, znacz­nie roz­sze­rzo­nym wyda­niu książ­ki Pro­cha­ski Roman Kramsz­tyk – „Zabi­li mnie dzi­siaj” (War­sza­wa: Wydaw­nic­two Nauko­we Sem­per, 2026).

– absolwent germanistyki i niderlandystyki.

więcej →

Powiązane teksty

12.04.2026
Szkice

„Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej” – o komiksowych adaptacjach „Wiedźmina”

Wiedźmin i komiks pojawili się w moim świecie mniej więcej w tym samym czasie, choć całkowicie osobno. Wychowywałam się na literaturze fantastycznej, pierwszy numer „Nowej Fantastyki” zakupiłam jako dziecko – o komiksowych adaptacjach Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego pisze Aleksandra Zielińska.