Małgorzata Bugaj: Jako muzyk pochłaniasz książki raczej słuchem czy wzrokiem?
Mikołaj Żentara: Zdecydowanie wzrokiem. Nigdy nie przesłuchałem całego audiobooka i do dziś nie odnalazłem się w tej formie. W muzyce najbardziej interesuje mnie koncentracja treści, intensywność i pewna chropowatość. Zajmuję się muzyką ekstremalną i takiej słucham – od metalu po noise, industrial czy muzykę współczesną i eksperymentalną. Literatura działa na mnie inaczej. Być może dlatego tak bardzo lubię aforyzmy. W kilku zdaniach można zawrzeć ogrom znaczeń. Ważnym punktem odniesienia pozostaje dla mnie Emil Cioran.
A czy podczas lektury towarzyszy ci muzyka?
Kiedyś niemal zawsze. Dziś już nie. Jeśli czytam rzeczy techniczne albo popularnonaukowe, muzyka może być tłem. Przy literaturze pięknej potrzebuję ciszy. Słucham zresztą mniej muzyki, oglądam mniej filmów.
Być może z wiekiem tracimy pewną zachłanność wobec kultury, a może po prostu zmienia się sposób jej przeżywania. Kiedyś chciałem chłonąć wszystko, dziś dużo bardziej interesuje mnie skupienie.
Jakie książki były dla ciebie formacyjne?
Najważniejsza była fantastyka naukowa, szczególnie hard science fiction. Jestem z wykształcenia biotechnologiem i od zawsze odnajdywałem się w naukach ścisłych. Naturalne było więc, że właśnie ten nurt przyciągał mnie najmocniej. Książką, która wywarła na mnie ogromny wpływ, był Golem XIV Stanisława Lema. To tekst, do którego często wracam myślami. Fascynowała mnie wizja sztucznej inteligencji i absolutnie nieludzka logika jej rozumowania. Dziś, w epoce gwałtownego rozwoju AI, ta książka robi na mnie jeszcze większe wrażenie niż kiedyś. Najbardziej fascynowało mnie to, że Lem nie próbował uczłowieczyć sztucznej inteligencji. Przeciwnie, pokazał byt, którego sposób myślenia jest radykalnie odmienny od naszego. Ta bezduszna, absolutnie logiczna perspektywa była dla mnie niezwykle pociągająca.
A Janusz A. Zajdel?
Tak, to też ważne nazwisko, choć jego książki paradoksalnie wciąż nadrabiam.
Na co zwracasz uwagę podczas lektury – na fabułę, pomysł, a może na frazę i nastrój?
Przede wszystkim na pomysł, ideę i konstrukcję świata. Styl ma znaczenie, ale idealnie jest wtedy, kiedy nie przeszkadza. Lubię, gdy język służy idei, a nie odwrotnie.
Najbardziej interesują mnie książki, które proponują nowy sposób patrzenia na rzeczywistość.
Czy istnieje dla ciebie coś takiego jak wakacyjne czytanie?
W moim przypadku oznacza to po prostu więcej czasu. Na co dzień czytam głównie rzeczy techniczne i specjalistyczne, natomiast podczas urlopu łatwiej znaleźć przestrzeń na literaturę. Ostatnio były to między innymi Maniac Benjamína Labatuta oraz Hyperion i Upadek Hyperiona Dana Simmonsa. Spoza beletrystyki – Po skończoności Quentina Meillassoux, gdzie brakowało mi co prawda aparatu filozoficznego do płynnego podążania za myślą autora, ale trudno nie docenić pomysłu oraz elegancji wywodu.
Śledzisz nagrody literackie i nowości wydawnicze?
Niespecjalnie. Liczba książek, muzyki, filmów i innych wytworów kultury jest dziś tak ogromna, że nie sposób być na bieżąco ze wszystkim. Zamiast tego wolę nadrabiać własne zaległości. Mam długą listę książek, które chciałbym przeczytać, i raczej konsekwentnie się jej trzymam.
W jaki sposób książki trafiają na twoją listę?
Teksty dobieram najczęściej drogą własnego researchu. Od lat czekają na niej choćby kolejne książki Janusza A. Zajdla czy Adama Wiśniewskiego-Snerga. Jest też Jacek Dukaj, mój ulubiony współczesny polski pisarz, którego wciąż jeszcze nie przeczytałem w całości. Listy lektur często są też uzupełniane za sprawą żony. Jest zawodowo związana z literaturą, przez lata pracowała jako redaktorka, więc doskonale wie, co może mnie zainteresować.
Lubisz książki, które uspokajają, czy raczej te, które zostawiają w poczuciu niepokoju?
Zdecydowanie te drugie. Literatura nie musi dawać ukojenia. Najciekawsze są książki, które zostawiają po sobie intelektualny dyskomfort, zmuszają do myślenia i nie pozwalają szybko o sobie zapomnieć. Pod tym względem są podobne do muzyki, którą najbardziej cenię.
Czy literatura znajduje odbicie w twojej twórczości?
Bez wątpienia. Nie wprost, bo sam impuls do komponowania pochodzi z innego miejsca.
Ale idee, emocje i obrazy wyniesione z lektur bardzo często wracają później w muzyce.
Komponuję, śpiewam i piszę teksty, więc słowo pozostaje dla mnie ważnym narzędziem. Literatura jest jednym z głównych źródeł inspiracji.
A jaki stosunek masz do książek, które czekają na przeczytanie?
Mam w domu cały stos książek, które wzbudzają poczucie winy. Właśnie z niego najczęściej wybieram wakacyjne lektury. To chyba nauczciwszy system selekcji.
Na koniec. Jedną książkową polecajką od ciebie na lato, choć niekoniecznie lekką, byłaby…
Nakładem Kronos ukazało się właśnie chyba pierwsze polskie tłumaczenie zbioru starszych tekstów Nicka Landa Drapieżne noumeny. Wcześniej czytałem część z nich w oryginale i gorąco polecam, jak również szerzej myśl Landa.
Zgrabną pozycją wydała mi się Wojna Louisa-Ferdinanda Céline’a – wojak Szwejk pod rękę z sędzią Holdenem prowadzą czytelnika przez kalejdoskop zezwięrzęcenia i ohydy. Bardzo przyjemnie czytało mi się też popularnonaukowe teksty Andrzeja Dragana, szczególnie Kwantechizm.