Trochę się zestarzejemy, trochę nie

W jed­nym z odcin­ków pro­gra­mu Kuby Woje­wódz­kie­go gości­ła Aga­ta Kule­sza. Opo­wia­da­ła w nim, jak kie­dyś, zmę­czo­na narze­ka­niem zaprzy­jaź­nio­ne­go dziec­ka, któ­re spóź­nia­ło się na zaję­cia ze snow­bo­ar­du, nagle zatrzy­ma­ła samo­chód, odwró­ci­ła się do nie­go i krzyk­nę­ła: „Będziesz cier­piał, w życiu będziesz cier­piał, będzie ci smut­no, nie omi­nie cię to. Zacho­waj te emo­cje na takie momen­ty, a nie na to, że spóź­niasz się na zaję­cia”. Odwró­ci­ła się do widow­ni i nagle krzyk­nę­ła: „I ja teraz pań­stwu mówię – ZESTARZEJECIE SIĘ”. Roz­bi­ła bań­kę, obna­ży­ła tabu: boimy się sta­ro­ści, nic w tym tema­cie się nie zmie­ni­ło.

W tym duchu, wspie­ra­jąc misję gło­śne­go mówie­nia o sta­ro­ści, wypo­wia­da się Lyn­ne Segal. Uro­dzo­na w Austra­lii w 1944 roku pisar­ka jest dzia­łacz­ką femi­ni­stycz­ną i spo­łecz­ną, pro­fe­sor­ką psy­cho­lo­gii i gen­der stu­dies na Wydzia­le Stu­diów Psy­cho­spo­łecz­nych w Birk­beck Col­le­ge, Uni­ver­si­ty of Lon­don. Jej prze­wrot­nie zaty­tu­ło­wa­na książ­ka Poza cza­sem. Przy­jem­no­ści i przy­pa­dło­ści sta­rze­nia się bie­rze na warsz­tat jeden z naj­bar­dziej sta­bu­izo­wa­nych tema­tów kon­dy­cji ludz­kiej.

Segal wska­zu­je, w jaki spo­sób wyglą­da nasta­wie­nie do kobie­cej sta­ro­ści – i nie jest to dia­gno­za nowa. Podob­ne roz­po­zna­nie, a nawet podob­ne przy­kła­dy, moż­na zna­leźć w ese­ju Mony Chol­let Cza­row­ni­ce, wyda­nym w Pol­sce przez Wydaw­nic­two Karak­ter w 2017 roku. Segal wska­zu­je więc za Susan Son­tag pro­blem podwój­nych stan­dar­dów sta­rze­nia się, przy­wo­łu­je Sig­mun­da Freu­da i jego nie­jed­no­znacz­ny sto­su­nek do wła­snej sta­ro­ści. Mimo swo­jej per­spek­ty­wy austra­lij­skiej się­ga naj­czę­ściej do przy­kła­dów z krę­gu kul­tu­ry i lite­ra­tu­ry Euro­py Zachod­niej. Podob­nie jak Chol­let przy­wo­łu­je przy­kła­dy zarów­no sta­rze­nia się kobiet, jak i męż­czyzn.

Nowa jest jed­nak reflek­sja, któ­rą badacz­ka pro­po­nu­je, wska­zu­jąc na coś nie­oczy­wi­ste­go – nie inte­re­su­je jej pro­blem sta­rze­ją­ce­go się cia­ła ludz­kie­go (głów­nie cia­ła kobie­ce­go – tekst Segal ma wymiar sil­nie femi­ni­stycz­ny), lecz raczej psy­chi­ka wewnątrz tego sta­rze­ją­ce­go się cia­ła, wza­jem­ne wpły­wa­nie na sie­bie tych dwóch kon­struk­cji, a więc swo­istej powło­ki psy­cho­cie­le­snej. Co wyjąt­ko­we, w tym sta­bu­izo­wa­nym okre­sie życia naj­bar­dziej zaj­mu­je ją przy­jem­ność; jak pod­kre­śla: „Sta­rość i przy­jem­ność nie wyda­ją się czę­sto iść w parze, choć wła­śnie ta para będzie prze­wi­ja­ła się wie­lo­ra­ko na kolej­nych stro­nach tej książ­ki”1.

Lęk przed starością

Wśród tema­tów, któ­re Segal poru­sza w ese­ju, poja­wia się mię­dzy inny­mi temat lęku przed sta­ro­ścią. Autor­ka przy­ta­cza przy­kład Freu­da, któ­ry w przy­pi­sie do kano­nicz­ne­go tek­stu o Nie­sa­mo­wi­tym opi­su­je doświad­cze­nie trwo­gi, któ­rej doznał, gdy przy­pad­ko­wo ujrzał wła­sne odbi­cie w lustrze w trak­cie podró­ży pocią­giem. Ta rela­cja – spo­łecz­ne­go i oso­bi­ste­go – w odczy­ty­wa­niu wła­snej sta­ro­ści jest dla Segal istot­na i może sta­no­wić dobry punkt wyj­ścia do wie­lo­wy­mia­ro­wej, rów­nież psy­cho­ana­li­tycz­nej, reflek­sji nad doświad­cze­niem sta­ro­ści, a w tym nad doświad­cze­niem zmie­rze­nia się z lękiem przed śmier­cią, a więc z uko­cha­ny­mi zmar­ły­mi.

I ta – skąd­inąd cie­ka­wa i wykra­cza­ją­ca poza codzien­ne tro­ski – per­spek­ty­wa spo­tka­nia z ducha­mi może być pew­ną wygra­ną sta­ro­ści, któ­rą Segal pod­kre­śla, przy­ta­cza­jąc sło­wa Chri­sto­phe­ra Bol­la­sa. Twier­dzi on, że przez całe życie spo­tka­nia z inny­mi ludź­mi zosta­wia­ją w czło­wie­ku nie­czy­tel­ne, poza­świa­do­me śla­dy, a sta­rość to okres, w któ­rym czło­wiek „zaczy­na coraz bar­dziej wie­rzyć w tajem­ni­cę, jaką sta­no­wi życie, oraz w prze­dziw­ność ist­nie­nia jako isto­ta ludz­ka”2.

Kobiecość a starość

Sta­ra kobie­cość budzi prze­ra­że­nie i lęk. Ale sama kobie­cość ma w sobie wie­le cech, któ­re są przy­pi­sy­wa­ne sta­ro­ści. Segal wymie­nia wśród nich empa­tię, kru­chość, zno­sze­nie czę­stych upo­ko­rzeń, pono­sze­nie tru­du opie­ki nad inny­mi (zarów­no przy naro­dzi­nach, jak w ostat­nich momen­tach przed śmier­cią)3. Kobie­ty żyją dłu­żej niż męż­czyź­ni i łatwiej niż męż­czyź­ni godzą się ze sta­ro­ścią. Roz­kosz w sta­ro­ści jest moż­li­wa, ale jest zada­niem trud­niej­szym – jest też mie­rze­niem się z powra­ca­ją­cy­mi wspo­mnie­nia­mi tego, co utra­co­ne, w tym byłych rela­cji.

Cie­ka­we, choć budzą­ce w nie­któ­rych przy­pad­kach wąt­pli­wo­ści, jest powra­ca­nie przez autor­kę do moty­wu i narzę­dzi psy­cho­ana­li­zy. Zna­mien­ny jest przed­sta­wio­ny już w począt­ko­wych par­tiach książ­ki przy­kład same­go Freu­da i jego sto­sun­ku do sta­rze­nia się. Ale poja­wia­ją się rów­nież histo­rie bar­dziej aktu­al­ne – wśród nich histo­ria życia Hele­ne Moglen, zafa­scy­no­wa­nej psy­cho­ana­li­zą teo­re­tycz­ki lite­ra­tu­ry, któ­ra po śmier­ci męża, a tym samym po roz­pa­dzie trwa­ją­ce­go czter­dzie­ści czte­ry lata mał­żeń­stwa, posta­na­wia pod­jąć tera­pię – co pro­wa­dzi ją do odkry­cia, że w toku tej rela­cji i życia utra­ci­ła frag­men­ty sie­bie, któ­re teraz z uwa­gą przy­bli­ża. Tera­pia koń­czy się ponow­nym zako­cha­niem, znacz­nie już innym od poprzed­nie­go. Ten przy­kład pro­wa­dzi do kon­kret­nych wnio­sków – klucz do zro­zu­mie­nia mecha­ni­zmu sta­ro­ści tkwi w podej­mo­wa­niu reflek­sji nad wie­lo­wy­mia­ro­wo­ścią wła­sne­go ja:

Pomysł, że wszy­scy mamy wewnątrz wie­le odręb­nych od sie­bie „ja”, nie jest wca­le nowy i nie doty­czy wyłącz­nie sta­ro­ści. Jed­nak­że pomysł ten daje dostęp do psy­chicz­nych zaso­bów, któ­re wyda­ją mi się szcze­gól­nie istot­ne dla prze­my­śle­nia naszych sta­rze­ją­cych się „ja”. Nawet gdy­by­śmy chcie­li, nie może­my cał­ko­wi­cie odciąć się od tego, kim lub czym byli­śmy, jako że rosz­cze­nio­we, sku­pio­ne na sobie, daw­no zapo­mnia­ne dziec­ko może w każ­dej chwi­li poja­wić się zno­wu, czy to w rela­cjach intym­nych, czy w naszych snach, czy też – wywo­łu­jąc w nas zaże­no­wa­nie – uka­że się w życiu publicz­nym, gdzie jest zazwy­czaj naj­bar­dziej nie­mi­le widzia­ne4.

Ta wie­lo­wy­mia­ro­wość „ja” może być kło­po­tli­wa – zarów­no dla ludzi star­szych, jak i dla obser­wu­ją­cych ich ludzi mło­dych. Za Doris Les­sing autor­ka zauwa­ża, że sta­rzy ludzie mają taką tajem­ni­cę: przez te wszyst­kie lata wła­ści­wie nie­wie­le się zmie­ni­li, zmie­ni­ła się tyl­ko ich cie­le­sna powło­ka. Ale Segal widzi w tym para­dok­sie sta­ro­ści oka­zję do pra­cy twór­czej i kre­atyw­nej, któ­ra pozwo­li ten para­doks una­ocz­nić. I tu, moim zda­niem, robi się napraw­dę cie­ka­wie. Autor­ka zauwa­ża:

Jed­nak­że przy odro­bi­nie szczę­ścia nasze sta­rze­ją­ce się umy­sły mogą być bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek zaję­te tka­niem mate­rii naszych wspo­mnień, marzeń, knu­ciem, nawią­zy­wa­niem kon­tak­tów, sta­wia­niem opo­ru, w ramach tego pro­ce­su odnaj­du­jąc nie­kie­dy nasze wcze­śniej­sze żywio­ło­we „ja”, nawet jeśli cza­sem dzie­je się to poprzez wyci­ska­ją­cy łzy bunt5.

Anca Cri­sto­fo­vi­ci docho­dzi do wnio­sku, że nie ma żad­ne­go praw­dzi­we­go sta­re­go „ja”, lecz mamy do czy­nie­nia z sytu­acją, w któ­rej rela­cje mię­dzy młod­szy­mi i star­szy­mi „ja” sta­le się zmie­nia­ją. Segal pod­pi­su­je się pod tym wnio­skiem i dekla­ru­je, że wie­le wąt­ków poja­wia­ją­cych się w tej książ­ce doty­czy wła­śnie zmie­nia­ją­cych się związ­ków mię­dzy młod­szy­mi a star­szy­mi „ja”, a tak­że pły­ną­cych z nich przy­jem­no­ści i utra­pień. A to każe ponow­nie posta­wić pyta­nie – z jed­nej stro­ny o gra­ni­ce sta­ro­ści6, z dru­giej o moż­li­wo­ści twór­cze­go eks­plo­ato­wa­nia tego okre­su w życiu czło­wie­ka.

(Frank Sinatra playing softly in the background)

My Way jest pio­sen­ką czę­sto odtwa­rza­ną na pogrze­bach. Jest też, jak zauwa­ża autor­ka, pew­ną meta­fo­rą uda­ne­go życia. „Zro­bi­łam wszyst­ko po swo­je­mu i nie potrze­bo­wa­łam niczy­jej pomo­cy” – jawi się jako cel i defi­ni­cja speł­nio­ne­go życia. Temat zależ­no­ści to kolej­ny moc­no sta­bu­izo­wa­ny temat sta­ro­ści. W tym okre­sie życia bar­dziej niż w poprzed­nich może­my potrze­bo­wać pomo­cy przy wyko­ny­wa­niu codzien­nych czyn­no­ści, ale też obec­no­ści dru­gie­go czło­wie­ka, z któ­rym wspól­nie będzie­my sta­wiać czo­ła samot­no­ści. Dla­te­go autor­ka sku­pia się na prze­my­śle­niu na nowo tema­tów zależ­no­ści, tro­ski i opie­ki. W bra­ku takiej reflek­sji Segal widzi powód cią­głe­go dystan­so­wa­nia się od tema­tu sta­ro­ści. Może nie­za­leż­ność wca­le nie jest taka cool, może, jak odczy­tu­ję dyle­ma­ty Segal, jest nie­na­tu­ral­na?

Okładka książki Lynne Segal pod tytułem „Poza czasem. Przyjemności i przypadłości starzenia się”.
Lynne Segal, „Poza czasem. Przyjemności i przypadłości starzenia się”, tłum. Katarzyna Byłów, Sieradz: Wydawnictwo Glowbook, 2023.

Ten pro­blem jest moc­no wyson­do­wa­ny przez kapi­ta­lizm. Segal przy­glą­da się temu, jak pro­wa­dzo­na jest woj­na mię­dzy­po­ko­le­nio­wa. We współ­cze­snych mediach moż­na natra­fić na wypo­wie­dzi poli­ty­ków pod­kre­śla­ją­ce cenę, jaką pła­cą młod­sze poko­le­nia za błę­dy poprzed­nich, ale też na seria­le czy tele­tur­nie­je, któ­re sta­wia­ją w opo­zy­cji kon­kret­ne, zuni­fi­ko­wa­ne gru­py wie­ko­we. Nie jest to jed­nak zależ­ność nowa – mimo że mówi się, iż kie­dyś sta­rość wzbu­dza­ła więk­szy sza­cu­nek, a oso­by star­szee były oto­czo­ne tro­ską i utoż­sa­mia­ne z mądro­ścią, bada­nia histo­rycz­ne wska­zu­ją na ambi­wa­lent­ny sto­su­nek do sta­rych osób w róż­nych epo­kach histo­rycz­nych i kon­tek­stach geo­gra­ficz­nych. Sta­rość współ­cze­śnie sta­je się rów­nież dobrą wymów­ką i kata­li­za­to­rem nie­za­do­wo­le­nia słu­żą­cym przy­kry­ciu zupeł­nie innych pro­ble­mów spo­łecz­nych – woj­na mię­dzy­po­ko­le­nio­wa, pod­bi­ja­na przez media, czę­sto słu­ży ukry­ciu poważ­nych nie­rów­no­ści finan­so­wych będą­cych kon­se­kwen­cją zmniej­szo­nej kon­tro­li państw nad finan­so­wa­niem kor­po­ra­cji oraz wyni­ka­ją­cej z tego poli­ty­ki pań­stwa.

Seks to nie

Jeże­li okres sta­ro­ści jest sta­bu­izo­wa­ny, to nie wiem, jakie­go okre­śle­nia użyć, żeby opi­sać sto­su­nek do życia ero­tycz­ne­go osób w pode­szłym wie­ku. W trze­ciej czę­ści książ­ki Segal przy­glą­da się temu, w jaki spo­sób pożą­da­nie oraz miłość fizycz­na ist­nie­ją w sta­ro­ści w zależ­no­ści od płci. Szu­ka lite­rac­kich zapi­sów oswa­ja­nia sta­rze­ją­ce­go się cia­ła, tego, w jaki spo­sób w sta­ro­ści prze­ży­wa się pożą­da­nie, jakie są moż­li­wo­ści oka­zy­wa­nia czu­ło­ści i jakie świa­dec­twa na ten temat moż­na zna­leźć w kul­tu­rze, lite­ra­tu­rze i popkul­tu­rze.

Wska­zu­je na róż­ni­cę mię­dzy prze­ży­wa­niem tego aspek­tu życia przez kobie­ty i przez męż­czyzn (w rela­cjach hete­ro­sek­su­al­nych i homo­sek­su­al­nych), przede wszyst­kim odwo­łu­jąc się do lite­ra­tu­ry. Jed­ną z cech dys­tynk­tyw­nych tej lite­ra­tu­ry jest nar­ra­cja – co cie­ka­we, u kobiet znacz­nie bar­dziej opty­mi­stycz­na, gdy sto­su­nek do sta­rze­ją­ce­go się cia­ła kobie­ce­go jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej suro­wy. Ten opty­mizm wyni­ka czę­sto z rado­sne­go porzu­ce­nia życia ero­tycz­ne­go na rzecz wol­no­ści i cie­sze­nia się okre­sem sta­ro­ści w racjo­nal­nie wybra­nym celi­ba­cie. Segal wska­zu­je, że ta posta­wa, poja­wia­ją­ca się czę­sto w mediach i pro­kla­mo­wa­na mię­dzy inny­mi przez zna­ne aktor­ki (na przy­kład Vir­gi­nię Iron­si­de czy Irmę Kurtz), czę­sto jest sztucz­na i wspie­ra powta­rza­nie patriar­chal­nych wzor­ców przej­ścia sta­rej kobie­ty do kul­tu­ro­wej nie­wi­dzial­no­ści. Segal twier­dzi, że ten model odej­ścia w celi­bat i pozor­ną wol­ność znacz­nie zuba­ża defi­ni­cje życie ero­tycz­ne­go i ludz­kiej sek­su­al­no­ści, któ­ra, ponow­nie, powin­na zostać pod­da­na namy­sło­wi i zniu­an­so­wa­na. Potrze­bu­je­my defi­ni­cji, któ­ra pomie­ści­ła­by sze­reg sek­su­al­nych odczuć, zablo­ko­wa­nych, zapę­tlo­nych namięt­no­ści, róż­nych celów namięt­no­ści, zaska­ku­ją­cych ście­żek pożą­da­nia. Cho­ciaż autor­ka nie twier­dzi, że tego ruchu nie rozu­mie – nic rów­nie jak sta­re kobie­ce cia­ło nie wywo­łu­je tak zróż­ni­co­wa­nych afek­tów (w tym wsty­du, wstrę­tu) i nie ma tak bole­sne­go odbio­ru spo­łecz­ne­go. War­to dodać: moc­no ugrun­to­wa­ne­go histo­rycz­nie. Jak wska­zu­je w innym miej­scu ese­ju: już w sta­ro­żyt­nej Gre­cji wszel­kie pięk­no i hero­izm doty­czy­ły mło­do­ści – jak u Ary­sto­fa­ne­sa, któ­ry opi­sy­wał seks ze star­szy­mi kobie­ta­mi jako obco­wa­nie ze śmier­cią. Wca­le nie lep­szy był Sha­ke­spe­are, któ­ry w naj­de­li­kat­niej­szych momen­tach opi­sy­wał sta­re kobie­ty jako groź­ne i nie­bez­piecz­ne, a w tych gor­szych przy­pad­kach jako sła­be, odra­ża­ją­ce, potrze­bu­ją­ce pomo­cy i wzbu­dza­ją­ce litość. Lite­ra­tu­ra nie pozo­sta­je obo­jęt­na wobec rze­czy­wi­sto­ści – za przy­wo­ły­wa­ny­mi wize­run­ka­mi sta­rych kobiet poszły mecha­ni­zmy prze­mo­cy i maso­wych egze­ku­cji, czy­li polo­wa­nia na cza­row­ni­ce. Trzy czwar­te ofiar tych pro­ce­de­rów z wie­ków XIV–XVIII sta­no­wi­ły kobie­ty nie­za­leż­ne, któ­re prze­kro­czy­ły próg pięć­dzie­sią­te­go roku życia7. Ale prze­ży­wa­ne w sta­ro­ści pożą­da­nie i odczu­wa­nie przy­jem­no­ści w życiu ero­tycz­nym też jest obec­ne – czę­sto wią­że się z poszu­ki­wa­niem nowych spo­so­bów doświad­cza­nia miło­ści – w poszu­ki­wa­niu miło­ści fizycz­nej z tą samą płcią lub w akcie twór­czym, na przy­kład w pisa­niu poezji.

Aśmiertelność

Cie­ka­we reflek­sje towa­rzy­szą też kolej­nym oma­wia­nym przez Segal aspek­tom – jed­nym z nich jest budo­wa­nie wię­zi i rela­cji, a więc intym­ność, któ­ra nie­ko­niecz­nie musi mieć na celu kon­su­mo­wa­nie dóbr sek­su­al­nych. Miłość, skie­ro­wa­na zarów­no do istot ludz­ki, nie­ludz­kich, jak i do pro­ce­sów twór­czych, może znacz­nie wpły­wać na prze­ży­wa­nie sta­ro­ści – a idąc za pre­zen­to­wa­ną tu myślą Segal, nie tyl­ko sta­ro­ści, ale każ­de­go momen­tu w życiu. Może sta­no­wić też reme­dium albo jakąś poten­cjal­ność w kon­fron­ta­cji z lękiem przed śmier­cią. I tymi lęka­mi, zarów­no przed śmier­cią, jak przed sta­ro­ścią, zaj­mu­je się Segal w przed­ostat­nim roz­dzia­le ese­ju, zaty­tu­ło­wa­nym „Fla­gi opo­ru”, zada­jąc w nim pyta­nie o to, w jaki spo­sób spra­wić, żeby ten okres uczy­nić dla sie­bie moż­li­wie cie­ka­wym. Taką dro­gą były­by wdzięcz­ność i doce­nia­nie doświad­czeń, w tym pięk­na, bólu, opo­ru, przy zmie­nio­nej wraż­li­wo­ści na odczu­wa­nie cza­su, któ­ra wią­że się z posu­wa­niem się w latach.

Współ­cze­śnie sta­wia się jed­nak sta­ro­ści bar­dzo wyso­kie wyma­ga­nia – zarów­no sty­lo­wi życia, któ­ry ma przy­po­mi­nać ten zna­ny z mło­do­ści, jak i sta­rze­ją­ce­mu się cia­łu, któ­re ma zacho­wać wiecz­ną mło­dość. Segal przy­wo­łu­je ter­min wpro­wa­dzo­ny przez Cathe­ri­ne Mey­er w Amor­ta­li­ty: The Ple­asu­res and Perils of Living Age­lessly, czy­li „aśmier­tel­ność”8, ozna­cza­ją­cy zde­cy­do­wa­ną odmo­wy uzna­nia prze­szkód poja­wia­ją­cych się wraz z upły­wa­ją­cym cza­sem. A prze­cież jest jesz­cze inna stro­na rze­czy­wi­sto­ści – żal, żało­ba, stra­ta, wyczer­pa­nie, nuda czy wresz­cie sła­bość, uza­leż­nie­nie od innych – czę­sto jed­nak usu­wa­ne w cień kapi­ta­li­stycz­nych zapew­nień o moż­li­wo­ści zacho­wa­nia wiecz­nej mło­do­ści. Segal wska­zu­je na krót­ko­wzrocz­ność i płyt­kość tej posta­wy, dostęp­nej tak napraw­dę tyl­ko eli­tom mogą­cym sobie zapew­nić wszel­kie­go rodza­ju zabie­gi i udo­god­nie­nia. Jed­nak te wyzwa­nia, któ­re rzu­ca sta­rość, uza­leż­nio­ne od uprzy­wi­le­jo­wa­nia, moż­na pod­su­mo­wać w podob­ny spo­sób – to wyzwa­nia zwią­za­ne przede wszyst­kim z ist­nie­niem w cza­sie i wyni­ka­ją­ca z tego groź­ba utra­ty. Prze­ży­wa­nie żało­by i oswo­je­nie z tema­tem utra­ty jest jed­nym z istot­niej­szych zadań posta­wio­nych przed czło­wie­kiem w cią­gu jego życia.

Jak przeżyć to nasze życie?

To pyta­nie, któ­re Segal zada­je sobie (oraz czy­tel­ni­kom i czy­tel­nicz­kom) w ostat­niej czę­ści książ­ki, wska­zu­jąc – nigdy dosyć tego pyta­nia. O sens, o kie­ru­nek, o cel. Nawet jeśli wokół już nie będzie niko­go, żeby je usły­szeć. Temat samot­no­ści i tego, w jaki spo­sób przy­go­to­wać się na sta­rość, tak­że w zakre­sie rela­cji, decy­zji o zało­że­niu rodzi­ny, ale też pew­nej goto­wo­ści do podej­mo­wa­nia wyzwań, dzia­łań w rze­czy­wi­sto­ści, mimo poten­cjal­ne­go bólu i cier­pie­nia, któ­re mogą za nimi iść, to kwe­stie, któ­rych wspól­nym mia­now­ni­kiem jest prze­trwa­nie, ale też ogól­ny dobro­stan. Segal pró­bu­je się zmie­rzyć z tym pyta­niem (po raz kolej­ny łącząc wąt­ki z róż­nych czę­ści ese­ju), ale dobrze zda­je sobie spra­wę, że tym, co dosta­je­my w odpo­wie­dzi na pyta­nie „jak żyć”, są zwy­kle banal­ne kon­sta­ta­cje, ujmu­ją­ce jed­nak to, co w ogól­nym roz­ra­chun­ku przy­no­si w życiu naj­więk­szą satys­fak­cję (odsy­łam do czę­ści szó­stej ese­ju: „Pochwa­ła prze­trwa­nia”).

Segal wska­zu­je, że to, w jaki spo­sób trak­tu­je­my oso­by zepchnię­te na mar­gi­nes, obra­zu­je kon­dy­cję czło­wie­czeń­stwa – a to wyma­ga prze­my­śle­nia na nowo tema­tu tro­ski, opie­ki i zależ­no­ści. W tema­cie sta­ro­ści widać pozy­tyw­ne zmia­ny: zaczy­na­my mówić o tym tema­cie gło­śno. Ale może jesz­cze nie w takim wymia­rze, któ­ry był­by dla tej kwe­stii naj­bar­dziej war­to­ścio­wy – a więc wska­za­nia, jak skom­pli­ko­wa­nym, peł­nym wyzwań, a przez to cie­ka­wym i kre­atyw­nym okre­sem w życiu czło­wie­ka może być sta­rość. Potrze­bu­je­my wojow­ni­czek, któ­re wska­żą dro­gę. Segal jest jed­ną z nich; dekla­ru­je: „Sta­rość nie jest już przy­pa­dło­ścią, któ­rej nazwy nie wol­no wyma­wiać, lecz przed nami jesz­cze dłu­ga dro­ga, zanim będzie­my mogły żar­to­wać, że sta­rość to toż­sa­mość, któ­rej nie spo­sób uci­szyć”9.

Ten esej moż­na czy­tać na wie­lu pozio­mach. Pierw­szym z nich jest na pew­no roz­mo­wa, jaką Segal toczy z Simo­ne de Beau­vo­ir i jej roz­po­zna­nia­mi na temat sta­ro­ści. Z dru­giej stro­ny jest to pró­ba zmie­rze­nia się z psy­cho­ana­li­tycz­nym podej­ściem do tego eta­pu w życiu. Dla mnie cie­ka­we są jed­nak sub­tel­ne reflek­sje w ese­ju Segal doty­czą­ce tema­tów, któ­re wska­za­łam w tej recen­zji. Tema­tów, któ­re na naszych oczach ule­ga­ją prze­mia­nom i mody­fi­ka­cjom. Przy­kła­dem takiej zmia­ny jest dla mnie recep­cja twór­czo­ści Zyty Rudz­kiej w Pol­sce. W 2018 roku Krót­ka wymia­na ognia mia­ła znacz­nie bar­dziej ambi­wa­lent­ną recep­cję, a głów­na boha­ter­ka Roma, sta­ra kobie­ta z nie­wy­ga­słym pożą­da­niem, wzbu­dza­ła wstręt. W tym roku do Nagro­dy Nike zosta­ła nomi­no­wa­na naj­now­sza powieść Rudz­kiej Tyl­ko dur­nie żyją do koń­ca, któ­rej głów­na, boha­ter­ka, sta­ra Lida żyje w trój­ką­cie miło­snym, jeź­dzi na moto­cy­klu, pije bim­ber i nie boi się sta­wiać czo­ła księ­dzu na wsi.

Otwie­ra­ją­cy ten tekst cytat z Aga­ty Kule­szy zaczy­na – w duchu Segal – nabie­rać nowych zna­czeń: co, jeśli popa­trzy­my na doświad­cze­nie sta­ro­ści jako na pew­ne­go rodza­ju uwol­nie­nie, w tym rów­nież uwol­nie­nie do zaba­wy? Coś, co budzi naszą trwo­gę, lęk, sil­ne emo­cje czy wręcz cier­pie­nie, może być też źró­dłem przy­jem­no­ści i źró­dłem inne­go rodza­ju doznań – a tej cie­ka­wo­ści, jak twier­dzi Segal, nie wyzby­wa­my się w dzie­ciń­stwie ani w nasto­let­nio­ści; może ona być w nas obec­na rów­nież i w tym okre­sie, któ­ry dziś czę­sto iden­ty­fi­ku­je­my z ciem­no­ścią, zapo­mnie­niem, wyrzu­ce­niem poza pewien mar­gi­nes jasnej żywot­no­ści. Ma to swo­je bla­ski i cie­nie, ale jest moż­li­we. Może jeste­śmy tym nadą­sa­nym nasto­lat­kiem z tyl­nej kana­py samo­cho­du – może jakieś „ja” w nas takie jest. Nie mówię: baw­my się myślą o sta­ro­ści. Mówię: pomyśl­my, że może­my.

 

1 L. Segal, Poza cza­sem. Przy­jem­no­ści i przy­pa­dło­ści sta­rze­nia się, tłum. K. Byłów, Wydaw­nic­two Glow­bo­ok: Sie­radz, 2023, s. 51.

2 Tam­że, s. 44.

3 „Rze­czy­wi­ście kobie­ty dość wcze­śnie, jak się wyda­je, naby­wa­ją szcze­gól­nych cech koja­rzą­cych się ze sta­ro­ścią, jako że wie­le doświad­czeń i emo­cji przy­pi­sy­wa­nych sta­ro­ści od daw­na koja­rzo­nych jest ogól­nie z kobie­co­ścią: począw­szy od jej domnie­ma­nej kru­cho­ści i czę­stych upo­ko­rzeń, na tru­dzie opie­ki nad potrze­bu­ją­cy­mi skoń­czyw­szy, od naro­dzin, aż do umie­ra­nia i samej śmier­ci”. Tam­że, s. 46.

4 Tam­że, s. 51.

5 Tam­że, s. 54.

6 To pro­blem, z któ­rym bory­ka się nie tyl­ko współ­cze­sna geron­to­lo­gia – zwy­cza­jo­wo w wie­lu kra­jach przyj­mu­je się za począ­tek sta­ro­ści wiek eme­ry­tal­ny.

7 Co cie­ka­we, Segal zaraz po tych roz­po­zna­niach zapi­su­je reflek­sję o tym, jak Hol­ly­wo­od trak­tu­je sta­re aktor­ki i boha­ter­ki, czę­sto łącząc w przed­sta­wie­niach fil­mo­wych sta­rość z ohy­dą.

8 „Cechą defi­niu­ją­cą śmier­tel­ni­ków jest to, że żyją oni w ten sam spo­sób, utrzy­mu­jąc ten sam ton, odda­jąc się tym samym czyn­no­ściom i korzy­sta­jąc z tych samych rze­czy od póź­ne­go wie­ku nasto­let­nie­go aż do samej śmier­ci”. Tam­że, s. 210.

9 Tam­że, s. 59.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

06.09.2026 Hiperteksty

Karuzela z morderstwami

Narracja powieści jest polifoniczna, rozciągnięta w czasie na piętnaście lat i podzielona pomiędzy Kingston, Montego Bay, Miami i Nowy Jork, a mimo że niemal bez przerwy ktoś kogoś morduje i wszyscy mówią do nas naraz, nie mamy poczucia zagubienia: rządzi nią żelazna dyscyplina – o Krótkiej historii siedmiu zabójstw Marlona Jamesa pisze Elżbieta Bińczycka-Gacek.

04.09.2026 Prasówka

Prasówka (4 września 2026)

W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego zapraszamy do lektury piątkowego przeglądu prasy kulturalnej.

03.09.2026 Laba

Monciak–Lizbona–Brasilia–Maputo. Maraton, który daje radę

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych, rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj publikujemy reportaż Zofii Ulańskiej z Festiwalu Literacki Sopot 2026.