„Sztuką nie lada, prawdziwym osiągnięciem, jest zapomnienie o swoim ojcu” – „Moi przyjaciele” Hishama Matara

W powie­ści Moi przy­ja­cie­le Hisham Matar powra­ca do tema­tów, któ­re od lat znaj­du­ją się w cen­trum jego twór­czo­ści: wygna­nia, pamię­ci i rela­cji mię­dzy histo­rią a życiem jed­nost­ki. Powieść opo­wia­da o losach trzech Libij­czy­ków, któ­rych przy­jaźń doj­rze­wa na emi­gra­cji w Lon­dy­nie, w cie­niu auto­ry­tar­ne­go reżi­mu Muam­ma­ra Kad­da­fie­go. Nar­ra­tor, Kha­led, po bru­tal­nych wyda­rze­niach zwią­za­nych z demon­stra­cją z 1984 roku zosta­je odcię­ty od rodzin­ne­go Ben­ga­zi i zmu­szo­ny do budo­wa­nia życia na obczyź­nie. Na prze­strze­ni kil­ku­dzie­się­ciu lat Matar śle­dzi losy przy­ja­ciel­skich wię­zi oraz pro­ces stop­nio­we­go prze­obra­ża­nia się toż­sa­mo­ści migran­tów żyją­cych pomię­dzy utra­co­ną ojczy­zną a nowym miej­scem zamiesz­ka­nia.

Geografia wygnania

Kha­led, podob­nie jak jego przy­ja­cie­le Musta­fa i Hosam, ist­nie­je jed­no­cze­śnie w dwóch prze­strze­niach. „Tam” znaj­du­je się Ben­ga­zi, mia­sto dzie­ciń­stwa, rodzin­ny dom, wybrze­że Morza Śród­ziem­ne­go i świat utra­co­ny wsku­tek poli­tycz­nej prze­mo­cy. Wspo­mnie­nia o nim są w powie­ści miej­sca­mi wytchnie­nia: wra­ca­ją obra­zy biblio­tecz­ki ojca, ulic i morza, któ­re two­rzą emo­cjo­nal­ną mapę boha­te­ra. Ben­ga­zi to prze­strzeń, do któ­rej Kha­led nie­ustan­nie powra­ca w pamię­ci, nawet jeśli fizycz­ny powrót oka­zu­je się nie­moż­li­wy.

W tle tych roz­wa­żań pobrzmie­wa dłu­ga tra­dy­cja arab­skiej eks­plo­ra­cji, sym­bo­li­zo­wa­na przez wspo­mi­na­ne­go w książ­ce Muham­ma­da Ibn Bat­tu­tę, czter­na­sto­wiecz­ne­go podróż­ni­ka z Tan­ge­ru, któ­ry prze­mie­rzył spo­rą część zna­ne­go wów­czas świa­ta: Euro­py, Afry­ki i Azji. W jego wyko­na­niu podróż ozna­cza­ła pozna­nie, wol­ność i ruch mię­dzy kul­tu­ra­mi, a swo­je wędrów­ki Ibn Bat­tu­ta udo­ku­men­to­wał w książ­ce zna­nej jako Al Rih­la. Boha­te­ro­wie Mata­ra rów­nież prze­miesz­cza­ją się mię­dzy kon­tek­sta­mi kul­tu­ro­wy­mi, lecz ich wędrów­ka ma zupeł­nie inny cha­rak­ter. Opusz­cze­nie domu nie jest wybo­rem, lecz koniecz­no­ścią, nie pro­wa­dzi do odkry­wa­nia świa­ta, ale raczej do roz­łą­ki lub utra­ty miej­sca, któ­re moż­na nazwać wła­snym.

Zna­mien­ne, że imię Ibn Bat­tu­ty nosi dziś nie tyl­ko lot­ni­sko w Tan­ge­rze, ale też sta­cja metra w Duba­ju, jed­nym z naj­waż­niej­szych współ­cze­snych cen­trów migra­cji zarob­ko­wej. Przez tę prze­strzeń codzien­nie prze­miesz­cza­ją się ludzie przy­by­li do Emi­ra­tów w poszu­ki­wa­niu pra­cy i eko­no­micz­ne­go awan­su. Zesta­wie­nie to poka­zu­je, jak zmie­ni­ła się geo­gra­fia migra­cji. Dla poko­le­nia Kha­le­da natu­ral­nym punk­tem odnie­sie­nia był Lon­dyn, mia­sto wol­no­ści poli­tycz­nej, edu­ka­cji i nowych moż­li­wo­ści. Dziś podob­ną rolę dla wie­lu miesz­kań­ców Bli­skie­go Wscho­du, Afry­ki Pół­noc­nej i Azji Połu­dnio­wej odgry­wa­ją mia­sta Zato­ki Per­skiej. Powieść Mata­ra moż­na więc czy­tać rów­nież jako zapis okre­ślo­ne­go momen­tu histo­rycz­ne­go, kie­dy Lon­dyn był jed­nym z głów­nych kie­run­ków arab­skiej emi­gra­cji.

Jed­no­cze­śnie Lon­dyn w powie­ści dale­ki jest od wize­run­ku mia­sta speł­nio­nych obiet­nic. Boha­te­ro­wie nie odnaj­du­ją w nim schro­nie­nia, lecz wal­czą o prze­trwa­nie. Jak zauwa­ża nar­ra­tor, mia­sto „nie potra­fi udzie­lić spo­koj­ne­go schro­nie­nia komuś nie­na­le­żą­ce­mu do, jak to nazwał, orto­dok­sji1 i powta­rza swo­im miesz­kań­com: „Zdo­bądź pie­nią­dze, zdo­bądź pie­nią­dze, zdo­bądź pie­nią­dze, bo jeśli nie, będziesz na zawsze prze­klę­ty”2. Lon­dyn oka­zu­je się prze­strze­nią obco­ści, w któ­rej migrant musi nie­ustan­nie nego­cjo­wać wła­sną toż­sa­mość. Raya, przy­ja­ciół­ka Kha­le­da, może czer­pać przy­jem­ność z poby­tu w mie­ście, ponie­waż doświad­cza go przede wszyst­kim jako turyst­ka. Kha­led i jego przy­ja­cie­le żyją nato­miast w innym Lon­dy­nie, mie­ście wynaj­mo­wa­nych miesz­kań, nie­pew­no­ści i cią­głe­go ocze­ki­wa­nia.

Naj­waż­niej­sze pozo­sta­je jed­nak to, co dzie­je się mię­dzy Ben­ga­zi a Lon­dy­nem. Wygna­nie nie ozna­cza wyłącz­nie odda­le­nia od ojczy­zny, ale stop­nio­wą prze­mia­nę same­go sie­bie. Boha­te­ro­wie pró­bu­ją urzą­dzić sobie życie za gra­ni­cą, lecz rów­no­cze­śnie obser­wu­ją, jak z każ­dym dniem zatra­ca­ją swo­ją wyj­ścio­wą toż­sa­mość. Pobyt za gra­ni­cą to powol­ne ście­ra­nie się daw­ne­go „ja” pod wpły­wem cza­su, języ­ka i codzien­no­ści. Dla­te­go geo­gra­fia powie­ści oka­zu­je się zara­zem geo­gra­fią pamię­ci i prze­mia­ny, mapą ludzi, któ­rzy nie nale­żą już cał­ko­wi­cie ani do „tam”, ani do „tu”. Wymow­nym pod­su­mo­wa­niem tego doświad­cze­nia są sło­wa Kha­le­da:

Roz­glą­da­li­śmy się za doma­mi do wyna­ję­cia za gra­ni­cą, za pra­cą, któ­rą mogli­by­śmy pod­jąć. Przez cały ten czas pia­sek w klep­sy­drze się prze­sy­py­wał. I z każ­dym dniem sta­wa­li­śmy się tro­chę mniej arab­scy, a bar­dziej angiel­scy, jak ścia­na, któ­ra pod wpły­wem czyn­ni­ków atmos­fe­rycz­nych stop­nio­wo tra­ci kolor3.

Nie musiałem tłumaczyć

Jeśli wygna­nie ozna­cza życie pomię­dzy miej­sca­mi, rów­nie waż­ne oka­zu­je się życie pomię­dzy języ­ka­mi. Nie­przy­pad­ko­wo jed­nym z istot­nych moty­wów powie­ści jest tłu­ma­cze­nie. Mło­dy Kha­led fascy­nu­je się ese­jem Henry’ego Wal­bro­oka poświę­co­nym prze­kła­do­wi, by póź­niej zostać jego uczniem i przy­ja­cie­lem. Pro­ces prze­kła­du sta­je się w powie­ści środ­kiem budo­wa­nia rela­cji mię­dzy ludź­mi oraz wyty­cza­nia gra­nic pamię­ci i doświad­cze­nia. Naj­peł­niej ujaw­nia się to w wię­zi Kha­le­da i Musta­fy. W jed­nym z naj­bar­dziej poru­sza­ją­cych frag­men­tów powie­ści Kha­led wspo­mi­na chwi­lę, w któ­rej był prze­ko­na­ny, że nikt nie zna go lepiej niż przy­ja­ciel. „Nie musia­łem tłu­ma­czyć”4 – stwier­dza. To krót­kie zda­nie odsła­nia szcze­gól­ne rozu­mie­nie bli­sko­ści obec­ne w całej powie­ści. Praw­dzi­wa wspól­no­ta nie wyma­ga bowiem nie­ustan­nych wyja­śnień. Opie­ra się na współ­dzie­lo­nym doświad­cze­niu, wza­jem­nym roz­po­zna­niu i poczu­ciu, że dru­ga oso­ba rozu­mie wię­cej, niż zosta­ło wypo­wie­dzia­ne.

Zna­czą­ce jest to, że zaraz po tych sło­wach poja­wia się zda­nie: „A prze­moc wyma­ga tłu­ma­cze­nia”5. Dla Kha­le­da doświad­cze­nie wygna­nia, postrza­łu czy utra­ty ojczy­zny nale­ży do tych prze­żyć, któ­rych nie spo­sób w peł­ni prze­ka­zać komuś z zewnątrz. Każ­da pró­ba opo­wie­dze­nia o nich ozna­cza koniecz­ność prze­kła­da­nia wła­sne­go doświad­cze­nia na język zro­zu­mia­ły dla innych. Tłu­ma­cze­nie sta­je się więc kon­se­kwen­cją pęk­nię­cia mię­dzy ludź­mi, zna­kiem odda­le­nia tam, gdzie nie wystar­cza­ją już wspól­na pamięć i wspól­ny los.

Motyw ten powra­ca rów­nież dalej w rela­cji Kha­le­da z Musta­fą. W póź­niej­szym frag­men­cie powie­ści nar­ra­tor opi­su­je twarz przy­ja­cie­la jako peł­ną żalu, jak­by ten pra­gnął, by Kha­led wie­dział coś bez koniecz­no­ści tłu­ma­cze­nia. Utra­ta bli­sko­ści rodzi potrze­bę wyja­śnień. To, co wcze­śniej było oczy­wi­ste, zaczy­na wyma­gać inter­pre­ta­cji. W świe­cie Mata­ra tłu­ma­cze­nie to świa­dec­two dystan­su, któ­ry poja­wia się mię­dzy ludź­mi, gdy prze­sta­ją dzie­lić ten sam świat.

Jed­no­cze­śnie powieść nie przed­sta­wia języ­ka wyłącz­nie jako źró­dła stra­ty. Kha­led wie­lo­krot­nie powra­ca do poezji arab­skiej i jej zdol­no­ści do „napra­wie­nia zerwa­nych wię­zi”6. Szcze­gól­ne zna­cze­nie mają dla nie­go poetyc­kie ele­gie, któ­rych for­ma opie­ra się na powtó­rze­niach i powro­tach do wcze­śniej­szych słów. To spo­strze­że­nie, wykra­cza­jąc poza reflek­sję o poezji, sta­je się jed­nym z klu­czy do całej powie­ści, w któ­rej boha­te­ro­wie nie­ustan­nie pró­bu­ją odna­leźć język zdol­ny połą­czyć to, co zosta­ło roz­dzie­lo­ne przez prze­moc, emi­gra­cję i czas.

Zerwane korzenie

Temat korze­ni prze­wi­ja się w kon­tek­ście pyta­nia o moż­li­wość zerwa­nia z prze­szło­ścią i wła­snym pocho­dze­niem. W jed­nym z roz­dzia­łów przy­wo­ła­na zosta­je bio­gra­fia Jose­pha Con­ra­da, któ­ry po przy­by­ciu do Anglii miał spa­lić doku­men­ty swo­je­go ojca, wyko­nu­jąc gest sym­bo­licz­ne­go odcię­cia się od wcze­śniej­sze­go życia. W powie­ści Mata­ra taki rady­kal­ny czyn wyda­je się jed­nak nie­moż­li­wy. Jak zauwa­ża nar­ra­tor:

Libij­czy­cy nigdy nie opusz­cza­ją swo­je­go kra­ju. Wyjeż­dża­my dale­ko, może­my prze­by­wać na obczyź­nie przez kil­ka­dzie­siąt lat, ale wciąż jeste­śmy z nim zwią­za­ni. Moim zda­niem sztu­ką nie lada, praw­dzi­wym osią­gnię­ciem, jest zapo­mnieć o swo­im ojcu. Chciał­bym tego doko­nać. Obu­dzić się pew­ne­go ran­ka i zacząć życie bez poświę­ca­nia mu choć­by jed­nej myśli7.

Korze­nie nie zosta­ją więc zerwa­ne wraz z wyjaz­dem, lecz trwa­ją jako sil­na, czę­sto nie­uświa­do­mio­na więź z miej­scem pocho­dze­nia, ale zwłasz­cza posta­cią ojca. W tym kon­tek­ście pra­gnie­nie zapo­mnie­nia o ojcu nabie­ra szcze­gól­ne­go zna­cze­nia. Nie cho­dzi tu jedy­nie o jed­nost­ko­wą rela­cję, lecz o fan­ta­zję cał­ko­wi­te­go roz­li­cze­nia się z prze­szło­ścią i roz­po­czę­cia z czy­stą kar­tą. Ojciec sta­je się sym­bo­lem tego, co nie­usu­wal­ne: pamię­ci, histo­rii i zobo­wią­zań, któ­re czło­wiek nie­sie ze sobą nawet wte­dy, gdy opusz­cza dom. W powie­ści poja­wia się rów­nież inny, bar­dziej sub­tel­ny spo­sób odcho­dze­nia od korze­ni, zwią­za­ny z rela­cja­mi z cudzo­ziem­ka­mi. Związ­ki z kobie­ta­mi spo­za wspól­no­ty pocho­dze­nia moż­na czy­tać jako pró­bę sym­bo­licz­ne­go odwró­ce­nia się od rodzin­ne­go i kul­tu­ro­we­go porząd­ku.

Rela­cja ojców i synów sta­no­wi jeden z naj­waż­niej­szych emo­cjo­nal­nych fun­da­men­tów opo­wie­ści. Szcze­gól­ne miej­sce zaj­mu­je tu więź Kha­le­da z ojcem, opar­ta na zaufa­niu, dumie i poczu­ciu bez­pie­czeń­stwa. Ojciec jest powier­ni­kiem, jedy­ną oso­bą, przed któ­rą boha­ter nie musi nicze­go ukry­wać. Może mówić mu rze­czy, któ­rych nie powie­dział­by mat­ce ani sio­strze. W tym sen­sie sta­je się on rów­nież jedy­nym człon­kiem rodzi­ny, któ­ry napraw­dę wie, kim Kha­led jest, tak­że w wymia­rze poli­tycz­ne­go i egzy­sten­cjal­ne­go doświad­cze­nia. Jed­no­cze­śnie to wła­śnie ta rela­cja zosta­je nazna­czo­na przez wygna­nie i roz­łą­kę, któ­re przez dłu­gi czas unie­moż­li­wia peł­ne wypo­wie­dze­nie wyda­rzeń z 1984 roku. Poli­tycz­ny wymiar tego pęk­nię­cia jest w powie­ści wyraź­nie obec­ny. Reżim Muam­ma­ra Kad­da­fie­go nie tyl­ko zmu­sza boha­te­rów do emi­gra­cji, ale tak­że ude­rza w pod­sta­wo­we wię­zi rodzin­ne, w tym rela­cję ojca i syna. Zerwa­nie tych wię­zi sta­je się for­mą kon­tro­li i prze­mo­cy, któ­ra się­ga głę­biej niż prze­moc fizycz­na czy poli­tycz­na repre­sja. Roz­pad rela­cji rodzin­nych ozna­cza rów­nież roz­pad cią­gło­ści mię­dzy prze­szło­ścią a teraź­niej­szo­ścią, a więc samej moż­li­wo­ści zako­rze­nie­nia.

Ten wątek zysku­je dodat­ko­wą głę­bię w świe­tle bio­gra­fii Hisha­ma Mata­ra. Ojciec pisa­rza, Jabal­la Matar, został porwa­ny przez libij­ski reżim i przez lata jego los pozo­sta­wał nie­zna­ny. Matar opi­su­je swo­ją podróż w poszu­ki­wa­niu praw­dy o ojcu w książ­ce The Return: Fathers, Sons and the Land in Betwe­en, uho­no­ro­wa­nej mię­dzy inny­mi Nagro­dą Pulit­ze­ra. Doświad­cze­nie to kształ­tu­je jego twór­czość, w któ­rej rela­cja ojca i syna nie­ustan­nie powra­ca zarów­no jako źró­dło bólu, jak i lite­rac­kiej siły. W powie­ści Moi przy­ja­cie­le echo tej bio­gra­fii widocz­ne jest mię­dzy inny­mi w posta­ci męż­czy­zny, któ­ry po wyda­rze­niach przed amba­sa­dą Libii poma­ga Kha­le­do­wi odbu­do­wać życie, sym­bo­li­zu­jąc ojcow­ską opie­kę i wspar­cie.

Ojco­wie w powie­ści Mata­ra sta­ją się punk­tem wyj­ścia dla toż­sa­mo­ści, lecz tak­że jej napię­cia i zała­ma­nia. W przy­pad­ku Hosa­ma zerwa­nie wię­zi z ojcem pro­wa­dzi do głę­bo­kie­go kry­zy­su, któ­ry unie­moż­li­wia mu pisa­nie i funk­cjo­no­wa­nie jako twór­ca lite­ra­tu­ry. U Kha­le­da sytu­acja jest bar­dziej zło­żo­na: pamięć o ojcu doda­je mu sił, ale jed­no­cze­śnie brak moż­li­wo­ści peł­ne­go zapre­zen­to­wa­nia przed nim wła­sne­go doświad­cze­nia sta­je się przy­czy­ną wewnętrz­nej blo­ka­dy. W obu przy­pad­kach rela­cja ojciec–syn oka­zu­je się warun­kiem dostę­pu do języ­ka i opo­wie­ści o sobie. W tym sen­sie ojco­wie i syno­wie w powie­ści Mata­ra są meta­fo­rą rela­cji mię­dzy prze­szło­ścią a przy­szło­ścią. To, co zosta­je odzie­dzi­czo­ne, nie­ustan­nie doma­ga się opo­wie­dze­nia, a jed­no­cze­śnie nie zawsze daje się w peł­ni wypo­wie­dzieć. Z jed­nej stro­ny korze­nie oka­zu­ją się warun­kiem bez­pie­czeń­stwa, z dru­giej zaś ele­men­tem nie­usu­wal­ne­go kry­zy­su trwa­nia w zawie­sze­niu mię­dzy pamię­ta­niem a budo­wa­niem dal­sze­go życia.

Okładka powieści Hishama Matara pod tytułem „Moi przyjaciele”.
Hisham Matar, „Moi przyjaciele”, tłum. Hanna Jankowska, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2026.

Wojna, literatura i rozpad sensu

Kha­led w momen­cie strze­la­ni­ny przed amba­sa­dą nie bie­rze udzia­łu w żad­nym jasno okre­ślo­nym dzia­ła­niu poli­tycz­nym. Nie wycho­dzi na uli­cę jako świa­do­my uczest­nik ruchu anty­re­żi­mo­we­go, nie myśli o histo­rii ani o szer­szym kon­tek­ście sprze­ci­wu. Jego decy­zja ma cha­rak­ter oso­bi­sty i nie­mal przy­pad­ko­wy. Chce jedy­nie postą­pić wła­ści­wie, nie zawieść Musta­fy, być obec­ny tam, gdzie powi­nien być jako przy­ja­ciel. W tym sen­sie jego zaan­ga­żo­wa­nie nie wyni­ka z ide­olo­gii, lecz z rela­cji. Poli­ty­ka poja­wia się nie jako wybór, ale jako sytu­acja, któ­ra wyda­rza się wbrew woli. Strze­la­ni­na zmie­nia życie boha­te­rów w spo­sób bru­tal­ny, nie­pro­por­cjo­nal­ny. Kha­led zosta­je poważ­nie ran­ny i tym samym doświad­cza prze­mo­cy, któ­ra nie ma nic wspól­ne­go z jego inten­cja­mi. Nie obo­wią­zu­je tu spra­wie­dli­wy podział kon­se­kwen­cji. To, co dla Kha­le­da mia­ło być pro­stym gestem lojal­no­ści, sta­je się momen­tem, któ­ry defi­niu­je jego dal­sze życie. Woj­na i prze­moc nie roz­po­zna­ją moty­wów – dzia­ła­ją poza nimi, trak­tu­ją wszyst­kich tak samo nie­za­leż­nie od tego, co nimi kie­ro­wa­ło.

Woj­na wpły­wa rów­nież na rela­cje mię­dzy boha­te­ra­mi. W momen­cie wybu­chu anty­re­żi­mo­we­go powsta­nia, a póź­niej woj­ny domo­wej w 2011 roku Kha­led odda­la się od bez­po­śred­nie­go zaan­ga­żo­wa­nia w dzia­ła­nia wojen­ne, pod­czas gdy Hosam i Musta­fa zosta­ją wcią­gnię­ci w samo ich cen­trum. Wcze­śniej tak róż­ni od sie­bie, zaczy­na­ją funk­cjo­no­wać w jed­nym ukła­dzie odnie­sie­nia. Woj­na prze­sta­wia rela­cje, zmie­nia ich struk­tu­rę i inten­syw­ność. To, co indy­wi­du­al­ne, zosta­je pod­po­rząd­ko­wa­ne wspól­ne­mu doświad­cze­niu, któ­re rede­fi­niu­je wię­zi mię­dzy ludź­mi i sta­wia Kha­le­da na pery­fe­riach wspól­no­ty.

Jako punkt odnie­sie­nia dla roz­wa­żań o poli­ty­ce w powie­ści sta­le powra­ca lite­ra­tu­ra. Poja­wia­ją się At-Taj­jib Salih, Dam­bu­dzo Mare­che­ra, Jean Rhys i V.S. Naipaul, auto­rzy wywo­dzą­cy się z róż­nych prze­strze­ni post­ko­lo­nial­nych: Salih z Suda­nu, Mare­che­ra z Zim­ba­bwe (ówcze­snej Rode­zji Połu­dnio­wej), Rhys z kara­ib­skiej Domi­ni­ki, a Naipaul z Try­ni­da­du i Toba­go. Ich książ­ki kształ­tu­ją spo­sób myśle­nia boha­te­rów o prze­mo­cy, domi­na­cji i wygna­niu, ale tak­że o samej moż­li­wo­ści opo­wia­da­nia wła­sne­go doświad­cze­nia. Wśród odnie­sień lite­rac­kich szcze­gól­ne miej­sce zaj­mu­je Posła­nie o prze­ba­cze­niu Abu al-Ali al-Ma’arriego, książ­ka okre­śla­na przez Kha­le­da jako „mój naj­cen­niej­szy skarb”8, prze­ka­za­ny mu przez ojca (pol­ski prze­kład Mar­ka Dzie­ka­na wyda­ny został przez Pań­stwo­wy Insty­tut Wydaw­ni­czy). Tekst al-Ma’arriego, kla­sycz­ne dzie­ło lite­ra­tu­ry arab­skiej z XI wie­ku, funk­cjo­nu­je tu jako wzo­rzec dla myśle­nia o języ­ku, moral­no­ści i wyobra­że­niu lite­ra­tu­ry jako prze­strze­ni reflek­sji nad winą i prze­ba­cze­niem.

Jed­no­cze­śnie wia­ra w lite­ra­tu­rę zosta­je przez boha­te­rów pod­wa­żo­na. Musta­fa pyta: „Dla­cze­go wszy­scy pisa­rze, któ­rych podzi­wia­my, nas zawo­dzą?”9. W tym pyta­niu zamy­ka się roz­po­zna­nie gra­ni­cy lite­ra­tu­ry. Lite­ra­tu­ra nie nadą­ża za doświad­cze­niem prze­mo­cy i roz­łą­ki, nie potra­fi domknąć tego, co zosta­ło roz­bi­te. To, co wcze­śniej wyda­wa­ło się narzę­dziem roz­wo­ju, zaczy­na ujaw­niać swo­ją nie­wy­star­czal­ność.

Tłumaczenie to podróż w jedną stronę

W pro­ce­sie tłu­ma­cze­nia każ­dy ruch nie tyl­ko pro­wa­dzi dalej, ale też odda­la od punk­tu wyj­ścia. Ory­gi­nał roz­my­wa się, by zaraz bez­pow­rot­nie znik­nąć. Kha­led naj­peł­niej doświad­cza tej nie­od­wra­cal­no­ści. Jego życie w Lon­dy­nie przy­po­mi­na prze­kład Ben­ga­zi na inny język codzien­no­ści, któ­ry jed­nak nie zacho­wu­je sen­sów i zna­czeń poprzed­nie­go świa­ta. Kie­dy pró­bu­je wró­cić myślą do miej­sca, z któ­re­go wyszedł, oka­zu­je się, że nie ist­nie­je ono już w tej samej for­mie. Powrót do domu sta­je się więc pró­bą dotar­cia do tek­stu, któ­ry zmie­nił się w trak­cie prze­kła­du.

Przy­ja­cie­le Kha­le­da funk­cjo­nu­ją w odmien­nej od jego same­go rze­czy­wi­sto­ści. Hosa­mo­wi to, co sta­bil­ne i bez­piecz­ne, nie daje opar­cia. Jego uwa­gę przy­cią­ga­ją miej­sca prze­mo­cy, jak­by tyl­ko tam mogła jesz­cze poja­wić się inten­syw­ność doświad­cze­nia, któ­re wyda­je mu się bli­skie. Prze­moc i repre­sje utrwa­la­ją stan, w któ­rym spo­kój sta­je się nie do znie­sie­nia. Hosam potra­fi funk­cjo­no­wać w napię­ciu, ale nie odnaj­du­je się w jego bra­ku. Musta­fa nato­miast żyje w ruchu, któ­re­go tra­jek­to­ria zawsze zakła­da powrót. Lon­dyn jest dla nie­go miej­scem przej­ścio­wym, a każ­de dzia­ła­nie wpi­su­je się w nar­ra­cję powro­tu, nada­ją­cą sens kolej­nym eta­pom poby­tu z dala od domu. Raya z kolei doświad­cza podró­ży w odmien­ny spo­sób, nie­po­rów­ny­wal­ny do doświad­czeń resz­ty. Dla niej pobyt w Anglii nie wią­że się z ryzy­kiem ani z koniecz­no­ścią odzy­ski­wa­nia utra­co­ne­go. Świat pozo­sta­je dostęp­ny, a prze­miesz­cza­nie się nie nie­sie cię­ża­ru, któ­ry okre­śla doświad­cze­nie Kha­le­da czy Musta­fy. W tym sen­sie jej obec­ność w ich histo­rii nale­ży do inne­go porząd­ku, w któ­rym ruch nie wyma­ga tłu­ma­cze­nia.

Kha­led, jak przy­sta­ło na tłu­ma­cza, jest jedy­ną posta­cią, dla któ­rej dro­ga nie pro­wa­dzi z powro­tem. Nie wra­ca do „ory­gi­na­łu”, ponie­waż ten zmie­nia się wraz z jego odej­ściem. Kha­led uświa­da­mia sobie, że każ­da pró­ba powro­tu doty­czy już inne­go świa­ta, inne­go języ­ka i innej wer­sji sie­bie. Musta­fa mówi o powro­cie jako o powro­cie z mar­twych i odde­chu świe­że­go powie­trza. Dla Kha­le­da powrót nie nie­sie tej obiet­ni­cy, jest raczej pró­bą dotknię­cia cze­goś, co już znik­nę­ło.

Tłu­ma­cze­nie, podob­nie jak migra­cja, oka­zu­je się ruchem nie­od­wra­cal­nym: przej­ściem z „tam” do „tu”, któ­re nie pozo­sta­wia moż­li­wo­ści powro­tu do sta­nu wyj­ścio­we­go. Nie jest neu­tral­nym trans­fe­rem zna­czeń, lecz pro­ce­sem, któ­ry zmie­nia zarów­no język, jak i pod­miot, a wraz z nimi rela­cje i pamięć. To, co zosta­je prze­nie­sio­ne, nie zacho­wu­je swo­jej pier­wot­nej for­my, ponie­waż, zgod­nie z zało­że­niem ese­ju Wal­bro­oka, któ­ry tak zain­spi­ro­wał Kha­le­da, świat po prze­kła­dzie jest już innym świa­tem, a daw­ne­go życia nie spo­sób odzy­skać.

 

1 H. Matar, Moi przy­ja­cie­le, tłum. H. Jan­kow­ska, Wydaw­nic­two Czar­ne: Woło­wiec, 2026, s. 359.

2 Tam­że, s. 360.

3 Tam­że, s. 261.

4 Tam­że, s. 208.

5 Tam­że, s. 208.

6 Tam­że, s. 251.

7 Tam­że, s. 306.

8 Tam­że, s. 493.

9 Tam­że, s. 258.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

29.04.2026 Recenzje

Gdyby przyszły wieści, że cały Teheran wywaliło w kosmos, nie kłopocz się szukaniem zwłok – „Nie ma co” Mahsy Mohebali

Nie ma co można odczytać jak dokument wyśnionego momentu w historii Iranu. Powieść przedstawia topografię Teheranu sprzed lat, sieć ulic, dzielnic, domów i zakamarków. Czytana dziś, nieuchronnie zmusza nas do zadawania pytań o aktualny wygląd tej mapy – o książce Mahsy Mohebali pisze Aleksandra Samonek.

18.08.2026 Laba

Logika Golema

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj kompozytorem, gitarzystą i wokalistą Mikołajem Żentarą rozmawia Małgorzata Bugaj.

17.08.2026 Recenzje

Trochę się zestarzejemy, trochę nie

Stara kobiecość budzi przerażenie i lęk. Ale sama kobiecość ma w sobie wiele cech, które są przypisywane starości. Segal wymienia wśród nich empatię, kruchość, znoszenie częstych upokorzeń, ponoszenie trudu opieki nad innymi – o książce Lynne Segal pisze Olga Sabała.

15.08.2026 Recenzje

Fantastyka społecznego podmiotu

Należy podkreślić, że przy całym bogactwie refleksji, jakie oferuje powieść Wang, jest to wciąż klasyczna literatura fantasy, oparta głównie na seriach dramatycznych wydarzeń, choć nie brakuje tutaj również rozbudowanych, wielostronicowych dialogów – o Krwi nad jasną przystanią M.L. Wang pisze Marcin Świątkowski.