Dziób skierowany do życia

Motyl i śmierć to tom skon­den­so­wa­ny, jak­by miał zawrzeć w sobie całą roz­pię­tość życia i dro­gi twór­czej. Jest w nie­oczy­wi­sty spo­sób line­ar­ny – roz­wi­ja się od wcze­snych wspo­mnień z dzie­ciń­stwa po obra­zy entro­pii i świa­ta bez ludzi. Z tego powo­du jest też książ­ką pro­ce­sem o sta­le zmie­nia­ją­cej się struk­tu­rze – for­ma wier­sza kotłu­je się tu na papie­rze: zacie­śnia się i roz­luź­nia, roz­le­wa i sca­la, żyje swo­im orga­nicz­nym życiem w ruchu. Zmien­ność for­mal­na utwo­rów jest inte­re­su­ją­cą decy­zją, pod­kre­śla tym­cza­so­wość i stan poszu­ki­wa­nia, posta­wę otwar­to­ści. W żad­nym z kształ­tów Hau­ko­vá nie zasty­ga na dłu­go, wszyst­ko jest eta­pem, dro­gą. Sym­bo­licz­nie Motyl i śmierć może być obra­zem życia, a nawet auto­bio­gra­fią obra­zu­ją­cą kamie­nie milo­we w histo­rii poet­ki.

Jiři­na Hau­ko­vá jest uzna­wa­na za jed­ną z naj­więk­szych cze­skich poetek, do pol­skich czy­tel­ni­ków tra­fia jed­nak dopie­ro teraz – ponad dwa­dzie­ścia lat po swo­jej śmier­ci. Jej życie i twór­czość obej­mu­ją nie­mal cały XX wiek z peł­ną zło­żo­no­ścią doświad­czeń tego cza­su – uro­dzi­ła się w 1919 roku, zdą­ży­ła zatem jesz­cze przed wybu­chem dru­giej woj­ny świa­to­wej stu­dio­wać bohe­mi­sty­kę i angli­sty­kę w Brnie. Potem wyda­rze­nia poli­tycz­ne zdo­mi­no­wa­ły jej życie i zade­cy­do­wa­ły o nie­moż­no­ści publi­ko­wa­nia – wie­le jej ksią­żek, w tym Motyl i śmierć, uka­zy­wa­ło się wyłącz­nie w nie­le­gal­nych ofi­cy­nach emi­gra­cyj­nych, a ofi­cjal­nie w Cze­chach dopie­ro po 1989 roku. W przy­pad­ku Hau­ko­vej zakaz dru­ku nie obej­mo­wał jed­nak prze­kła­dów, co zaowo­co­wa­ło boga­tym dorob­kiem trans­la­tor­skim. Prze­tłu­ma­czy­ła na cze­ski mię­dzy inny­mi Emi­ly Dic­kin­son, Jac­ka Lon­do­na, Her­ma­na Melville’a i Dyla­na Tho­ma­sa.

To inte­re­su­ją­ca sytu­acja, gdy jako nowość wydaw­ni­czą otrzy­mu­je­my tom, któ­ry powstał w 1968 roku, a jego autor­ka jest rówie­śnicz­ką Zuzan­ny Gin­czan­ki i Tade­usza Róże­wi­cza. Abso­lut­nie moż­na go czy­tać w tym poko­le­nio­wym kon­tek­ście, nie przez przy­pa­dek spo­śród pol­skich auto­rów uro­dzo­nych po pierw­szej woj­nie świa­to­wej wybie­ram zresz­tą aku­rat te dwa nazwi­ska. Co jed­nak jesz­cze cie­kaw­sze – moż­na ten tom tak czy­tać, ale nie jest to koniecz­ne. Hau­ko­vá oka­zu­je się bowiem war­ta uwa­gi rów­nież bez histo­rycz­ne­go kon­tek­stu. Czy­tam więc teraz jej książ­kę nie jako (swo­ją dro­gą bar­dzo waż­ne) uzu­peł­nie­nie luki w histo­rii lite­ra­tu­ry, lecz jako tom aktu­al­ny, znaj­du­ją­cy swo­je miej­sce wśród lite­rac­kich roz­wa­żań 2026 roku. Nie jest to trud­ne, gdyż tema­ty towa­rzy­szą­ce Hau­ko­vej przez całe życie, podej­mo­wa­ne też w Moty­lu i śmier­ci, to pyta­nia o rela­cję czło­wie­ka z natu­rą (tu znaj­dzie­my pas­su­sy bar­dzo bli­skie poety­ce Gin­czan­ki) oraz kon­tem­plo­wa­nie prze­mi­ja­nia i utra­ty, a szcze­gól­nie pra­ca żało­by (z moty­wem odcho­dze­nia rodzi­ców, któ­ry moż­na ana­li­zo­wać w kon­tek­ście Róże­wi­cza). Mowa zatem o kwe­stiach nie­wąt­pli­wie uni­wer­sal­nych.

Gdy Hau­ko­vá pisze Moty­la i śmierć, ma pra­wie pięć­dzie­siąt lat. Jej idiom jest skry­sta­li­zo­wa­ny, jasno okre­ślo­ne są też już naj­waż­niej­sze dla jej twór­czo­ści moty­wy. Życio­wo to dla niej trud­ny moment – czas żało­by po śmier­ci oboj­ga rodzi­ców oraz koniec Pra­skiej Wio­sny – wraz ze zmia­ną sytu­acji poli­tycz­nej warun­ki two­rze­nia i publi­ko­wa­nia zosta­ją moc­no ogra­ni­czo­ne, w miej­sce nadziei na zmia­ny poja­wia­ją się restryk­cje. W tych oko­licz­no­ściach powsta­je tom o nie­zwy­kłej struk­tu­rze, eks­pe­ry­ment, któ­ry jed­no­cze­śnie sta­je się rodza­jem pod­su­mo­wa­nia jej dotych­cza­so­wej dro­gi, któ­ry sama poet­ka uzna w przy­szło­ści za swo­ją naj­lep­szą książ­kę.

Motyl i śmierć ma trój­dziel­ną budo­wę – moty­wy poja­wia­ją­ce się w jego poszcze­gól­nych czę­ściach prze­pla­ta­ją się w każ­dej z nich, jed­nak for­mal­nie tek­sty ukła­da­ją się od kon­kre­tu i tra­dy­cyj­nych roz­wią­zań na począt­ku tomu do stop­nio­wo coraz więk­sze­go roz­człon­ko­wa­nia i roz­pro­sze­nia na jego koń­cu. Widać to nawet w zapi­sie utwo­rów: część pierw­sza jest w peł­ni kla­sycz­na for­mal­nie, w czę­ści dru­giej poja­wia­ją się tytu­łów zło­żo­ne w kształ­ty figur geo­me­trycz­nych, część trze­cia zaś swo­bod­nie testu­je róż­no­rod­ne roz­miesz­cze­nie liter na stro­nie, bez żad­nej kon­se­kwen­cji, nie­jed­no­krot­nie tyl­ko raz dla jed­ne­go, kon­kret­ne­go wier­sza. Tema­tycz­nie i sym­bo­licz­nie to nato­miast line­ar­na całość, opo­wieść o życiu poet­ki od dzie­ciń­stwa do doro­sło­ści, o zmia­nach w postrze­ga­niu cza­su i rela­cji ze śmier­cią.

Okładka tomu wierszy Jiřiny Haukovej pod tytułem „Motyl i śmierć”.
Jiřina Hauková, „Motyl i śmierć”, tłum. Wojciech Marzec, Kraków: Lokator, 2026.

Część pierw­sza nawią­zu­je do dzie­ciń­stwa i miej­sca pocho­dze­nia, rodzin­ne­go domu, część dru­ga opo­wia­da o kon­fron­ta­cjach ze świa­tem – zde­rza­niu się z histo­rią, poli­ty­ką, sztu­ką, podró­żach, część trze­cia nato­miast roz­pra­sza toż­sa­mość, wysu­wa­jąc na pierw­szy plan pyta­nia o wyra­żal­ność, zna­cze­nie sztu­ki, miej­sce czło­wie­ka w histo­rii Zie­mi. Jest opo­wie­ścią o roz­pa­dzie i sca­la­niu na nowo. War­to jed­nak zazna­czyć, że powyż­sze pró­by upo­rząd­ko­wa­nia tych ponu­me­ro­wa­nych blo­ków tek­stów w jed­no­znacz­ne cało­ści jest uzna­nio­we – to wyłącz­nie pró­ba rekon­struk­cji zawar­tej w nich nar­ra­cji, gdyż wszyst­kie te moty­wy prze­pla­ta­ją się w każ­dej z czę­ści jak nici w mister­nym splo­cie – nawet gdy w każ­dej z nich jeden z kolo­rów domi­nu­je, to wszyst­kie pozo­sta­łe są wyraź­nie obec­ne. I to jest sza­le­nie inte­re­su­ją­ce, jak tom o tak nie­wiel­kiej obję­to­ści może być tak nie­zwy­kle gęsty i wie­lo­znacz­ny – podą­ża­jąc za każ­dym z wple­cio­nych w wąt­ków, moż­na skon­cen­tro­wać się na innej linii inter­pre­ta­cyj­nej.

„Wszyst­kie sło­wa to za mało” to zda­nie-mot­to otwie­ra­ją­ce książ­kę. Myślę, że war­to potrak­to­wać je tak­że jako rodzaj klam­ry – cyr­ku­lar­ne­go domknię­cia. To jed­nak war­te uwa­gi, że Hau­ko­vá tym stwier­dze­niem otwie­ra tom, a nie go zamy­ka. Jak pisać ze świa­do­mo­ścią, że żad­ne sło­wa nie wystar­czą? Wier­sze w czę­ści pierw­szej zaty­tu­ło­wa­nej „Meta­mor­fo­zy” są budo­wa­ne na doświad­cze­niu dzie­ciń­stwa spę­dzo­ne­go na wsi jako sym­bo­licz­nej pod­sta­wie, z któ­rej czer­pie poet­ka. Znaj­dzie­my tu wspo­mnie­nia i nostal­gię za dzie­ciń­stwem, dia­lo­go­wa­nie ze zmar­ły­mi rodzi­ca­mi i reflek­sję nad życiem przed­mio­tów po odej­ściu ich wła­ści­cie­li – pusty, rodzin­ny dom przej­mu­je kurz, wszech­obec­ny, wszech­wład­ny i wiecz­ny. Splot dzie­ciń­stwa i wiej­skie­go życia pocią­ga ze sobą dwu­war­stwo­wą reflek­sję nad cza­sem i jego postrze­ga­niem. Z jed­nej stro­ny rysu­je się tutaj zmia­na w per­cep­cji cza­su pod­czas doj­rze­wa­nia – doświad­cza­nie sta­rze­nia się, odczu­wa­nia upły­wu cza­su jako ero­zji, pochy­la­nia się ku śmier­ci. Z dru­giej – wieś kono­tu­je prze­ciw­sta­wie­nie ludz­kie­go line­ar­ne­go cza­su cyklicz­ne­mu, a nawet spi­ral­ne­mu cza­so­wi przy­ro­dy. Hau­ko­vá postrze­ga pro­ce­sy przy­ro­dy w kate­go­riach obrzę­do­wo­ści, prze­no­sze­nia życia i śmier­ci w zamknię­tym, nie­uchron­nym cyklu. Przy­ta­cza figu­rę stwo­rzeń, któ­re posia­da­ją wie­dzę o swo­ich ścież­kach („pta­ki wie­dzą, gdzie lecieć na połu­dnie, żółw wie, gdzie skła­dać jaja”) – natu­ra wie, co robi, w prze­ci­wień­stwie do czło­wie­ka, któ­ry może wyłącz­nie „wyjść na prze­ciw swo­jej śmier­ci”. Czę­sto powta­rza sfor­mu­ło­wa­nie, że życiu „sta­wia się czo­ła”, jed­nost­ka zma­ga się z losem samot­nie. Jed­nak w tym samym cza­sie przy­ro­da wrze i odpo­wie­dzią oka­zu­je się odwró­ce­nie uwa­gi od jed­nost­ko­wo­ści w stro­nę tego, co dzie­je się wokół. A bio­lo­gia świa­ta to nie­koń­czą­ca się meta­mor­fo­za – roz­kład, chy­le­nie się ku śmier­ci to w tej per­spek­ty­wie rów­nież życie, wszyst­ko jest z tej samej mate­rii, „krę­go­słup, płe­twa i skrzy­dło, czu­łek i ręka”. W każ­dej chwi­li komór­ki, ato­my, krysz­ta­ły, pąki – rosną, pącz­ku­ją, prze­miesz­cza­ją się. Hau­ko­vá się­ga tutaj po opi­sy pro­ce­sów powsta­wa­nia skał i mate­rii. Ludz­kiej cywi­li­za­cji – zmę­czo­nej i znisz­czo­nej, w któ­rej „nikt już nie wie, któ­rę­dy iść”, prze­ciw­sta­wia język śro­do­wi­ska natu­ral­ne­go – kształ­ty wyry­te w ska­le też mają swo­ją opo­wieść, któ­ra sta­je się dla poet­ki punk­tem wyj­ścia, by „szu­kać nowe­go sta­nu sku­pie­nia słów” i poro­zu­mie­nia.

„O czym nie zapo­mi­nam” to tytuł czę­ści dru­giej, w któ­rej poet­ka kon­cen­tru­je się na kon­fron­ta­cji z doro­sło­ścią i sym­bo­li­zu­ją­cą ją cywi­li­za­cją. Inten­syw­na żywot­ność „cie­płe­go ludz­kie­go zwie­rzę­cia” – cha­otycz­ny tłum, krzy­kli­wość dzie­ci, wszech­obec­ność śmie­ci – i jego naj­więk­sze osią­gnię­cia: Pom­pe­je, Forum Roma­num, Wie­deń, zam­ki nad Loarą, dzie­ła sztu­ki, a tak­że bole­sna histo­ria XX wie­ku, któ­rą sym­bo­li­zu­je Anne Frank. Jed­nak wszyst­kie te doświad­cze­nia, nawet peł­ne zachwy­tu podró­żo­wa­nie po Euro­pie, pro­wa­dzą poet­kę do reflek­sji, że „doj­rze­wa­nie jest tra­ce­niem”, gdy mło­dość to „dziób wysta­wio­ny do życia”.

Część trze­cia to „Przej­rze­nia” – tu reflek­sja Hau­ko­vej prze­no­si się na inny poziom. Upo­rząd­ko­wa­na nar­ra­cja roz­pa­da się, poet­ka zaczy­na zada­wać pyta­nia o zna­cze­nie słów i ich brzmie­nia, ogra­ni­cze­nia wyra­żal­no­ści for­my i spo­so­by postrze­ga­nia. Jako patro­ni poja­wia­ją się arty­ści: Paul Klee, Piet Mon­drian i Yves Kle­in. Lite­ry i syla­by, linie, kolo­ry i kształ­ty – czym jest wła­ści­wie sztu­ka i co jest w sta­nie opi­sać? Tym­cza­sem „Każ­da rośli­na to myśl gle­by”. Przy­ro­da wrze przed­wio­śniem, „wybi­ła godzi­na sasa­nek” – natu­ra udzie­la poet­ce swo­jej ener­gii, w stro­fach wzra­sta dyna­mi­ka i przy­jem­ność z arty­ku­la­cji. Hau­ko­vá two­rzy nume­ro­wa­ne man­try – w tych wyli­cze­niach daje się porwać brzmie­niu, sko­ja­rze­niom, sym­bo­li­ce obra­zów. Po raz pierw­szy w tym tomie zwra­ca się do czy­tel­ni­ka w dru­giej oso­bie – „zbierz się”, „obra­caj się”, „obser­wuj”. Świat jest nie­po­zna­wal­ny, roz­pa­da się na ato­my i syla­by, na pla­my i krop­ki, roz­pro­szo­ne pro­mie­nie świa­tła. Poet­ka zachę­ca, by w tym cią­głym roz­pa­da­niu i sca­la­niu wziąć aktyw­ny udział. Czę­sto wra­ca do sło­wa „zadzie­rać”, mówi o tym, by „wycho­dzić na prze­ciw” i „sta­wiać czo­ła”, a zatem jest prze­ciw­na bier­no­ści, nawet gdy zda­je sobie spra­wę, że czas natu­ry, gwiazd i komet trwa dłu­żej niż ten, któ­rym dys­po­nu­je czło­wiek:

Słoń­ce powo­li będzie wyga­sać,
a z wszyst­kich wojen i nie­na­wi­ści
zosta­nie tyl­ko wzbu­rzo­ny kurz.
Z mgła­wic nowe gwiaz­dy swym migo­tli­wym spo­ko­jem
dalej się będą prze­ta­czać przez kosmos1.

To nie jest roz­pacz, to prze­wrot­ny opty­mizm. To koją­ca świa­do­mość tym­cza­so­wo­ści. A sko­ro czas nas ogra­ni­cza – trze­ba mieć „dziób skie­ro­wa­ny do życia” i sło­wa, jak Jiři­na Hau­ko­vá.

1 J. Hau­ko­vá, Motyl i śmierć, tłum. W. Marzec, Kra­ków: Loka­tor, 2026, s. 72.

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

09.09.2025 Recenzje

Taniec mątwy

Dla zrozumienia tej prozy kluczowy jest namysł nad statusem przyrody w obecnym funkcjonowaniu naszej planety. Refleksja autora nie wynika jednak ze strachu przed nieuchronnie zbliżającą się katastrofą ekologiczną czy z poczucia moralnego obowiązku, lecz z nieskończonego zachwytu nad światem – o Placu zabaw Richarda Powersa pisze Aleksandra Byrska.

18.08.2026 Laba

Logika Golema

Laba i lato: najlepsza para pod słońcem. Szykujemy się na letnie przygody z książkami – ruszajcie z nami! W cyklu wakacyjnych tekstów prezentujemy pocztówki literackie, reportaże z wydarzeń kulturalnych (uwaga na wypowiedzi publiczności!), rozmowy o letnich lekturach. Dzisiaj z kompozytorem, gitarzystą i wokalistą Mikołajem Żentarą rozmawia Małgorzata Bugaj.

17.08.2026 Recenzje

Trochę się zestarzejemy, trochę nie

Stara kobiecość budzi przerażenie i lęk. Ale sama kobiecość ma w sobie wiele cech, które są przypisywane starości. Segal wymienia wśród nich empatię, kruchość, znoszenie częstych upokorzeń, ponoszenie trudu opieki nad innymi – o książce Lynne Segal pisze Olga Sabała.

16.08.2026 Recenzje

„Sztuką nie lada, prawdziwym osiągnięciem, jest zapomnienie o swoim ojcu” – „Moi przyjaciele” Hishama Matara

Ojcowie w powieści Matara stają się punktem wyjścia dla tożsamości, lecz także jej napięcia i załamania. Relacje ojciec–syn są metaforą relacji między przeszłością a przyszłością. To, co zostaje odziedziczone, nieustannie domaga się opowiedzenia, a jednocześnie nie zawsze daje się w pełni wypowiedzieć – o powieści Hishama Matara pisze Aleksandra Samonek.